- Opowiadanie: nikkitaa - Góra Morket

Góra Morket

Opowiadanie zostało poprawione, dodałam kilka elementów, niektóre wycięłam, a część po prostu zmieniłam. Mam nadzieję, że teraz lektura będzie przyjemniejsza.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Góra Morket

Morg siedział na mosiężnym tronie, wpatrując się w przestrzeń. W głowie miał pustkę, oczy przesłonięte mgłą. Nie poruszał się. Sprawiał wrażenie, jakby nie oddychał. Niczym posąg w marmurowym atrium. Po dłuższej chwili ciszę przerwało krakanie. Z góry nadleciał kruk, osiadł na ramieniu mężczyzny i delikatnie stuknął dziobem w jego skroń. Morg nieznacznie drgnął, przybliżył ucho do przybysza i nasłuchiwał.

– Mhm – mruknął, potakując głową. – Miałeś rację. Zbliża się.

 

***

 

Dwóch mężczyzn wraz z drobną dziewczyną chowało się za olbrzymim konarem. Do ust przyciskali dłonie, starając się nie wydawać żadnego dźwięku. Nie mieli nawet odwagi spojrzeć sobie w oczy. Każde zastanawiało się, czy nieprzyjaciele już odeszli, lecz żadne nie odważyło się wyjrzeć z kryjówki.

– Nie ma ich! – rozległ się ryk. – Idziemy dalej! Głąby, a nie tropiciele! Już sam lepiej bym…

Głosy powoli milkły, ustępując miejsca spokojnemu szumowi drzew. Tropiciele byli potężnymi stworami o nadludzkiej sile. Ich twarze przypominały najgorsze koszmary, a w oczach nie było nic, prócz furii. Służyli temu, kto więcej zapłaci.

– Trzeba sprawdzić teren – szepnął brunet. – Grey? – Spojrzał wymownie na chłopaka o szarych, długich włosach. Byli swoimi przeciwieństwami, a mimo to, oddaliby za siebie życie. Przyjaźnili się, odkąd pamiętają. Wychowani razem, choć Grey był z innej matki, która zmarła przy porodzie. Pomimo bólu, jakiego doświadczyła matka Troya, gdy jej mąż przyniósł do domu noworodka, przyznając się tym samym do zdrady, pokochała chłopca, jak swego syna.

– Się robi – bąknął.

Wpierw delikatnie wyściubił nos zza konaru, a gdy nikogo nie zauważył, wstał i zaczął obchód. Był wysokim mężczyzną, dobrze zbudowanym. Uzupełniali się; Troy był intelektualistą, natomiast Grey powaliłby każdego.

– Im dalej, tym ich więcej – odezwała się dziewczyna, spoglądając smutnym wzrokiem na przyjaciela. Od dawna czuła, że nie jest mu obojętna. Jednak nie odważyła się na żaden krok, nic, co mogłoby ich do siebie bardziej zbliżyć. Nosiła w sobie ogromny żal, którym nie chciała się z nikim dzielić. Nie potrafiła. Nigdy nie opowiedziała nikomu, co dokładnie stało się z jej siostrzyczką.

– Sądzę, że nie powinniśmy robić zbyt długich postoi – rzekł rzeczowym tonem brunet, poprawiając rzemyk na czarnych, sięgających pasa włosach. Ilekroć zostawał z nią sam na sam, czuł skrępowanie. – Od teraz śpimy na przemian i tylko tyle, ile to konieczne. Musimy unikać głównych szlaków.

Skinęła głową i przeczesała palcami rude, spływające delikatnymi falami włosy. Spojrzała na chylące się ku zachodowi słońce. Byli już coraz bliżej celu. Z każdym krokiem czuła rosnący strach, a zarazem podniecenie. Już niebawem.

– Czysto – poinformował Grey. – Kairi, chcesz odpocząć?

– Nie mamy na to czasu – powiedziała, choć marzyła o śnie. – Troy zerknij na mapę, musimy ruszać. Niedługo zapadnie zmrok.

Troy wyjął z kieszeni na piersi mały, pomięty zwitek papieru.

– Jesteśmy tutaj. – Stuknął palcem w mapę. Kairi pochyliła się, by lepiej widzieć. Chłopak poczuł słodki zapach jej włosów, a gdy musnęła go nagim ramieniem, poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. Odchrząknął. – Musimy iść na północ – mówił, odpowiednio zakreślając linię na pergaminie. – Za półtora dnia powinniśmy opuścić las.

 

Idąc, milczeli. Każdy pomimo wyczerpania starał się utrzymywać tempo. Od dwóch dni nie mieli nic w ustach, zużycie wody ograniczali do minimum. Nie spodziewali się tylu patroli podczas ich wędrówki.

Gdy słońce już zniknęło z pola widzenia, a gwiazdy lśniły pełnym blaskiem, postanowili zrobić postój. Stali się jeszcze bardziej markotni, gdy uświadomili sobie, iż tej nocy będą marzli. Rozpalenie ogniska byłoby zbyt dużym ryzykiem.

Spali po jednej godzinie na zmianę. Dwie osoby musiały być przytomne – jedna pilnowała obozu, natomiast druga patrolowała okolicę, szukając przy okazji czegoś do jedzenia.

Kairi siedziała, podciągając kolana do piersi i pocierając nagie łydki rękoma. Starała się nie przywoływać wspomnień, jednak wciąż nie dawały jej spokoju.

 

Dziewczynka biegła korytarzem, wykrzykując z radością imię:

– Miri! Miri!

Zaglądała w każdy kąt, aż straciła cierpliwość. Stanęła w miejscu i tupnęła stópką.

– Miri, gdzie jesteś? – jęknęła. Przeszukała już wszystkie komnaty. Nie lubiła się bawić w chowanego, jednak jej młodsza siostrzyczka nic innego nie chciała ostatnio robić. Starała się być dobrą siostrą, więc godziła się na wszystko.

Do głowy przyszedł jej jeszcze jeden pomysł. Nie była w lochach. Co prawda tatuś zabraniał im tam wchodzić, ale ostatnio chorował i nie wychodził z łóżka. Z minął przebiegłego lisa podbiegła do uchylonych drzwi.

– Aha! Mam cię! – zawołała zadowolona.

Zeszła powoli schodami, trzymając się ściany. Z dołu dochodziły szmery. Uśmiechnęła się na myśl, że zaraz złapie Miri. Wyjrzała zza ściany i krzyknęła. Malutka dziewczynka leżała na zimnej posadce, a nad nią pochylał się ich ojciec. Trzymał zaciśnięte ręce na jej szyjce, a na jego twarzy malowała się furia. Zauważył ją. Powoli wstał, a martwe ciałko wyglądało, jakby spało. Zaczęła uciekać.

 

Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. To było dawno temu. Tylko dlaczego boli wciąż tak samo.

Wpatrywała się w ciemność z nadzieją, że ta noc minie im spokojnie. Zerknęła w stronę worka, z którego wystawał kawałek manierki z wodą. Walczyła z pragnieniem, wiedząc, że w pełnym słońcu jej potrzeba będzie większa. Grey spał już dłuższą chwilę, tymczasem Troy robił obchód.

Nagle usłyszała szelest za plecami. Nie poruszyła się, jednak wytężyła wszystkie zmysły, szukając dłonią kija, który nosiła do obrony. Gdy była dzieckiem, ojciec szkolił ją w walce. Odkąd uciekła, sama sobie była trenerką. Od tamtego czasu wiele się nauczyła. Ktoś powolnym krokiem zbliżał się w jej stronę. Przyszło jej na myśl, że być może to Troy wraca z obchodu. Zawahała się. A co jeśli to nie on? Czym prędzej skoczyła na nogi i odwracając się, zdzieliła lagą napastnika. Troy zachwiał się.

– Dziewczyno, co ty wyprawiasz? – jęknął, masując głowę.

– Nie byłam pewna, czy to ty – mruknęła. – Nic ci nie jest?

– Bywało znacznie gorzej – wybąknął.

– Masz rację.

Opuściła kij, czując ulgę. Zerknęła na głowę przyjaciela, gdzie rósł pokaźny guz i poczuła się zażenowana. Przez moment zawahała się, chciała go dotknąć. Jednak ponownie usłyszała szelest dobiegający z zarośli.

– Mam nadzieję, że to dzikie zwierzę – wymamrotała.

Troy w odpowiedzi przyłożył palec wskazujący do ust. Powoli się schylił i zasłaniając usta Greyowi, zaczął go budzić. Gdy chłopak otworzył oczy, ponownie przykazał być cicho, głową wskazując kierunek, z którego dobiegały odgłosy.

Szelest wzmagał się, aż zza krzewów z rykiem wyleciał chudziutki mężczyzna. Biegł w ich stronę niczym szaleniec, wymachując sztyletem. Grey zamachnął się i z całej siły huknął przybysza w łeb. Na ziemię padło nieprzytomne ciało, a ze skroni pociekła strużka krwi. Przyjaciele spojrzeli po sobie.

– Coś łatwo poszło – stwierdził, zadowolony ze swojego ciosu chłopak.

– Nie żyje? – zapytała Kairi.

Troy ostrożnie podszedł do nieznajomego i trącił go delikatnie czubkiem buta. Nie widząc żadnej reakcji, przykucnął i przystawił ucho do ust mężczyzny.

– Jest tylko nieprzytomny – stwierdził po chwili.

Grey podszedł bliżej i przyjrzał się twarzy ogłuszonego. Zamyślił się.

– Znam go! – wykrzyknął po chwili. – To złodziej, który okrada domostwa w każdym królestwie.

– Pewnie myślał, że i nas okradnie – stwierdziła Kairi.

– Co teraz? – zapytał Grey, drapiąc się w głowę.

– Musimy iść dalej – odezwała się dziewczyna, wzruszając ramionami.

– Przecież nie możemy go tu zostawić… – bąknął Troy.

– Nie mamy czasu! – żachnęła się. – Grey przeszukaj zarośla, mógł nie być sam.

– Kairi… – szepnął Troy, kiwając z dezaprobatą głową.

– Sami chcieliście ze mną iść, więc nie pouczaj mnie. – Zdenerwowała się. – Wiesz dobrze, co muszę zrobić, nie mam czasu na opiekowanie się obcym, który nas zaatakował!

Nic nie odpowiedział. Zdawał sobie sprawę, jakie to dla niej ważne, by czym prędzej dotarła do góry. Chociaż wielokrotnie chciał ją powstrzymać, nigdy nawet nie chciała rozważyć jego słów. A on nie potrafił wyobrazić sobie świata bez niej. Chciał ją chronić.

Z zarośli wyszedł Grey, niosąc sporych rozmiarów torbę. Pełna była najróżniejszej broni. Zaczęli ją przeszukiwać.

– Powiedziałbym, że broń jest tym, czego najbardziej potrzebujemy, ale nie potrafię. – Troy, szeroko się uśmiechał, trzymając w ręku bochenek. Pozostała dwójka spojrzała na niego i zaczęli wiwatować. Przynajmniej odrobinę napełnią żołądki.

Kairi skubiąc kawałek chleba, obserwowała, jak jej przyjaciele wybierają broń. Każdy miał swoje zdanie na temat wykonania, wykłócali się o swoje racje. Zaśmiała się widząc minę Greya, któremu Troy robił wykład na temat najodpowiedniejszego tworzywa do wytwarzania broni. W końcu mężczyźni byli gotowi do dalszej drogi.

– Nie wybrałaś sobie nic – zauważył Grey. – Spodziewasz się, że sami cię obronimy? – zaśmiał się.

– Właśnie miałam was prosić o pomoc. – Uśmiechnęła się.

 

Przyjaciele chodzili od drzewa, do drzewa, szukając wyrytej gwiazdki. Zajmowało im to zdecydowanie za dużo czasu.

– Kairi, jesteś pewna, że to tutaj? – zapytał zniecierpliwiony Grey.

– Już mówiłam, że tak! – odpowiedziała poirytowana.

– Naprawdę nie mogłaś wybrać innego oznaczenia, tylko małą gwiazdkę? Nie mogłaś zrobić wielkiego krzyża? – wykrzyknął Troy, dokładnie sprawdzając korę.

Dziewczyna w odpowiedzi prychnęła. Sama była zdenerwowana. Nie sądziła, że zlokalizowanie kryjówki będzie tak trudne. Jednak była pewna, że to właściwe miejsce. Owszem, w lesie znajdowało się mnóstwo drzew, ale doskonale pamiętała trzy drzewa z białą korą, tworzące trójkąt.

– Mam! – wykrzyknął Grey.

Kairi podbiegła do niego i potarła gwiazdkę opuszkami palców. Ręce zaczęły jej się trząść z przejęcia.

– Powiesz nam w końcu, co tu schowałaś? – zapytał Troy.

– Kiedy… – odchrząknęła – kiedy uciekałam od ojca, ukradłam mu coś. Był to miecz, na którym bardzo mu zależało. Nie chciałam, żeby go znalazł, a wiedziałam, że kiedyś mogę go potrzebować, więc zakopałam go tutaj.

Nic nie odpowiedzieli. Pomogli jej kopać, aż w końcu Kairi zauważyła czarną rękojeść. Chwyciła miecz, który idealnie się wpasował w dłoń, jakby był robiony specjalnie dla niej. Klinga mimo wieku nadal lśniła. Miecz, choć na taki nie wyglądał, nie był zbyt ciężki. Zamachnęła się, z radością słuchając świstu powietrza. Tego jej brakowało. Od dawna nie trzymała tak dobrze zrobionego miecza.

 

Promienie słońca leniwie prześwitywały przez gęste korony drzew, gdy ruszyli w dalszą drogę. Las nie wyglądał już tak złowieszczo, jak po zmroku. Jednak było w nim coś dziwnego. Im bliżej wyjścia, tym mniej zwierząt napotykali na swej drodze. Starali się tym nie lękać, jednak każdemu rodziły się w głowie niespokojne myśli.

Troy wciąż czuł się nieswojo, widząc, jak Kairi potraktowała mężczyznę. Dawniej była inna jakby bardziej… sympatyczna? Jednak od pewnego czasu stała się drażliwa i zamknięta w sobie. Gdy oznajmiła im, że musi wyruszyć do góry Morket, myśleli, że żartuje. Poświęcili wiele czasu, aby przekonać ją, by pozwoliła sobie towarzyszyć. Wiedział, że w niebezpiecznych momentach była im za to wdzięczna, jednak, gdy było spokojnie, w jej oczach można było dostrzec winę, że ich na to naraża. Nie wiedział, jak z nią rozmawiać. Gdy próbował jej dotknąć, odskakiwała. Grey wiedział, co siedzi w jego głowie, jednak nie potrafił mu doradzić. Nie widział w niej kobiety, patrzył na Kairi, jak na siostrę. Sam tak ją postrzegał jeszcze niedawno, dopóki jej ciało nie zaczęło nabierać kobiecych kształtów. Pierwszy dreszcz emocji poczuł, gdy pewnego wieczoru, siedząc naprzeciwko niej, zobaczył, jak z zimna twardnieją jej sutki.

Grey spojrzał na dziewczynę, która dłonią muskała rękojeść miecza. Dotykała go z taką czułością, jakby był czymś, czego brakowało jej całe życie.

– Kairi? – zagadnął. Momentalnie opuściła rękę wzdłuż tułowia, starając się ukryć zakłopotanie.

– Ten miecz… – zaczęła – cóż, wiąże się z nim pewna legenda. Ponoć ten, kto go posiada, traci zmysły. – Zmieszała się jeszcze bardziej, wiedząc, co pomyślą jej przyjaciele.

– Może nie powinnaś go nosić – zauważył z niepokojem Troy.

– Jeżeli macie ochotę mogę wam opowiedzieć jego historię – sprawnie zmieniła temat. Wiedziała, że potrzebuje tego miecza; znalezienie go było cudem, o którym nawet nie śniła.

Mężczyźni zgodnie kiwnęli głowami, dorównując jej kroku i nadstawiając uszy.

– Zanim powstały cztery królestwa, krainą rządził Linjal z Morketu. W jego zamku znajdowało się wejście prowadzące w głąb ziemi. Podziemia zamieszkiwali Joredowie, był to lud mało znany, żyli w odosobnieniu. Nigdy nie wychodzili na światło dzienne, stronili od ludzi. Byli dzicy i mroczni – przerwała na chwilę opowieść, by zaczerpnąć powietrza. – Gdy w krainie zaczęły się bunty przeciwko panowaniu Linjala, ten przeraził się utraceniem potęgi tak mocno, że kazał Joredom wykuć trzy miecze tak ostre, że przetną skałę i których nikt nie zdoła zniszczyć. Król postanowił podarować pozostałe dwa miecze swym synom, jednak gdy jego dłoń dotknęła rękojeści, ogarnęła go jeszcze większa chęć władzy. Ukrył pozostałe miecze, a swój zawsze trzymał przy sobie. Z czasem Linjal zaczął tracić zmysły. Rodziły się pogłoski, iż król szepcze z własnym cieniem. Któregoś dnia w atrium zaczął krzyczeć, że odwiedził go kruk, który ostrzegł go przed Joredami. W przypływie wściekłości zabrał najlepszych wojowników z armii i wykutym przez ludzi podziemia mieczem wyrżnął całe plemię. Przeżył tylko król, natomiast to zdarzenie spowodowało podział krainy na cztery królestwa, gdyż ludzie nie chcieli pozostać pod władzą szaleńca – skończyła opowieść w momencie, gdy doszli do skraju lasu.

– W takim razie, gdzie są pozostałe dwa miecze? – zapytał zaciekawiony Troy.

– Cóż… Jeden na pewno ma mój ojciec.

Kairi spojrzała w dal, gdzie widniała potężna góra Morket. Byli już naprawdę blisko. W tym momencie nawet mapa nie była im potrzebna. Podeszła nieco do przodu i spojrzała w dół urwiska. Wiedzieli, że trzeba będzie tędy zejść, jednak nie zdawali sobie sprawy, że będzie tak stromo. Przeraziła się jeszcze bardziej, widząc w dole tysiące obozów tropicieli. Nic dziwnego, że nie byli w stanie spostrzec żadnego zwierzęcia, im bliżej skraju lasu się znajdowali.

 

Nieśpiesznie ruszyli w dół, ostrożnie stawiając każdy krok. Pierwszy szedł Grey, za nim Kairi, a na końcu Troy, któremu zawsze brakowało zmysłu równowagi. Czoło miał oblane potem z całych sił próbując utrzymać się i nie spaść. Pokaleczeni zbliżali się do dołu urwiska. Troy złapał za kamień, który osunął się pod wpływem jego ciężaru. Z przerażeniem spojrzeli po sobie, jednak było już za późno. Brunet uderzył z impetem w towarzyszy i stoczyli się. Poobijani, ledwo oddychając, próbowali pozbierać się i ukryć przed najbliższym obozem tropicieli.

– Nic wam nie jest? – zapytał Troy. – Tak strasznie mi przykro, powinienem iść pierwszy, przynajmniej nie spadlibyśmy wszyscy…

– Spokojnie, żyjemy – szepnęła Kairi, siląc się na nieznaczny uśmiech. Czuła ucisk w brzuchu, trudno było jej wypowiadać słowa.

– Uważaj! – krzyknął Grey, widząc nadbiegających wrogów.

Wszystko działo się szybko. W jednej chwili Kairi złapała miecz i w ostatnim momencie odparła atak tropiciela. Napierał na nią, był silny, jednak czuła działanie adrenaliny. Towarzysze nie mogli jej pomóc, sami byli pochłonięci walką. Skupiała się na odparowywaniu ataków, w odpowiednich momentach uderzając. Usłyszała krzyk. Odwróciła się i zobaczyła Troya leżącego w kałuży krwi. Trzymał się za brzuch, ręce mu się trzęsły. Spojrzał na nią i próbował ostrzec, lecz zamiast słów z jego ust pociekła strużka krwi. Poczuła, jak miecz przeszywa jej ramię, jęknęła. Doszli już tak daleko, to nie może się tak skończyć. Ramię rozbolało ją bardziej, gdy tropiciel wyciągnął miecz. Już miał się zamachnąć, gdy Grey dźgnął go w serce. Pod tropicielem ugięły się kolana i padł na dziewczynę.

– Kairi!

Chłopak ściągnął olbrzyma z drobnej przyjaciółki i zaczął ją cucić. Ogarnął go strach. Nie wiedział, co robić. Spojrzał na Troya, który ostatkiem sił zerkał w ich stronę, próbując dojrzeć, czy dziewczyna przeżyła. Sekundy ciągnęły się jak godziny, lecz w końcu usta Kairi otworzyły się delikatnie.

– Troy… – szepnęła. Otworzyła oczy i trzymając się Greya powoli wstała. Doszła chwiejnym krokiem do konającego przyjaciela i padła na kolana.

– Troy proszę, nie umieraj – zaszlochała, delikatnie ściskając kraniec jego szaty. Łzy spływały po jej różowych od wysiłku policzkach.

– Kairi… – szepnął – raczej nie mam wyboru. – Kąciki jego ust drgnęły.

– Nie jesteś zabawny. – Uśmiechnęła się mimo płaczu.

– Kairi… – wychrypiał, a jego powieki opadły. Dziewczyna zaszlochała jeszcze głośniej i wtuliła głowę w jego pierś.

– Musimy iść – odezwał się cicho Grey, lekko ciągnąc dziewczynę za rękę. Pocałowała martwego przyjaciela w czoło i dała się poprowadzić w stronę ustronnej ścieżki, co rusz oglądając się za siebie.

Czuła złość i żal do siebie. Jak mogła ich narazić na takie niebezpieczeństwo. Własnych przyjaciół. Czuła, że wraz ze śmiercią przyjaciela, straciła cząstkę siebie. Żałowała również, że nie odważyła się przed nim otworzyć. Bała się spojrzeć Greyowi w oczy, nie chciała zobaczyć w nich pogardy i oskarżenia. Idąc, nie odzywali się do siebie. Każde pochłonięte własnymi myślami, próbowało poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Wiedziała, jak cierpi. Byli braćmi, choć przyrodnimi, to od dziecka wychowywani razem. Śmierć siostry ledwo przeżyła, długo dochodziła do siebie. Po latach czuła głównie złość na tego, który ją zabił. Zemści się. Już niebawem.

– Powinniśmy odpocząć.

Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciela. Wskazywał na jaskinię nieopodal. Skinęła głową, nie potrafiąc wydusić słowa.

Usiedli naprzeciwko siebie, opierając się plecami o zimną, wilgotną skałę. Ciszę przerywało jedynie uderzanie kropelek wody o kałużę.

– Przepraszam – szepnął załamanym głosem.

– Słucham? – Spojrzała na niego zdziwiona.

– Nie udało mi się go ocalić. Byłem tuż obok, gdy…

– To ja nie powinnam była pozwolić wam iść ze mną. Wiedziałam, że to podróż w jedną stronę…

– To była nasza decyzja i podjęliśmy ją świadomie – powiedział stanowczo. – Wiem, że to dla ciebie trudny temat, może jednak opowiesz mi, co się stało z twoją siostrą…

– Przepraszam cię, ale… – głos jej się załamał. Po policzkach znów pociekły jej łzy. To był najgorszy moment na wspomnienia o tamtym dniu.

– Nie, to ja przepraszam. Pokaż mi to ramię. – Podszedł do dziewczyny i delikatnie dotknął okolicy rany. Syknęła z bólu. Urwał kawałek materiału ze swej szaty i zabandażował. – Nic więcej nie poradzę, ale przynajmniej nie zabrudzi się bardziej.

Nic nie odpowiedziała, tylko położyła się, podkładając rękę pod głowę.

 

Gdy Kairi się obudziła, Greya nie było obok. Siedział przed wejściem do jaskini, oglądając swój zakrwawiony miecz. Słyszała cichy szloch. Nie wiedziała, jak się zachować, jednak zmrok już zapadł i trzeba było ruszać w dalszą podróż. W jednej chwili podjęła decyzję. Nie potrafiła patrzeć na smutek przyjaciela. To nie była jego sprawa. Nie powinna była ich w to wciągać.

– Musisz wracać, dalej pójdę sama – powiedziała stanowczo.

– Przecież cię nie zostawię – żachnął się, wstając. Starał się ukradkiem otrzeć mokre policzki.

– Mieliście mi tylko pomóc dotrzeć do góry, a stąd już niedaleko. Wiesz dobrze, że ja nie wrócę.

– Kairi…

– Grey, błagam cię, Troy nie żyje, ale nie pozwolę, abyś i ty zginął.

Odwróciła się i ruszyła przed siebie, mając nadzieję, że przyjaciel nie będzie jej śledził.

 

Zatrzymała się przed wejściem do zamku. Brama była uchylona; dotknęła opuszkami palców zimnej stali. Wróciły wspomnienia. Dawniej to miejsce było radosne, było jej domem. Znała je na pamięć. Łzy napłynęły do oczu, starała się je powstrzymać. Chwyciła miecz, by dodać sobie otuchy i pewnie wkroczyła do środka. Kamienne ściany zdawały się śledzić każdy ruch. W korytarzu panował mrok, coś ciemnego próbowało ją odstraszyć. Czuła się jak intruz. Dreszcz przebiegł wzdłuż jej ciała i poczuła gęsią skórkę. Zerknęła na drzwi prowadzące do lochów i poczuła ucisk w gardle. Musiała się mocno skupić, by je ominąć i ruszyć dalej. W oddali widziała tron. Siedział na nim mężczyzna, trzymając na kolanach jeden z trzech mieczy. Był taki, jakim go widziała ostatnio. Potężny, zimny. Nad jego głową krążył kruk. Obserwowali ją. Weszła do atrium i zatrzymała się w pewnej odległości od Morga.

– Witaj ojcze – rzekła z naciskiem na ostatnie słowo.

– Czekałem na ciebie.

Wstał i podszedł do córki. Kruk nie odstępował go na krok.

– Nie uściskasz mnie? Dawno się nie widzieliśmy – powiedział sarkastycznie.

– Wiesz, po co tu jestem.

Ścisnęła miecz, czując spływający pot na karku. W końcu nadszedł ten moment. Wyraz twarzy Morga przeraził ją. Pokazał swoje prawdziwe oblicze. Z oczu biła nienawiść, usta wykrzywiły się w grymasie wściekłości. Był potworem. Nabrała jeszcze większej pewności siebie. Tak samo patrzył na Miri, gdy…

Z okrzykiem zamachnęła się, jednak zdążył uskoczyć. Ponowiła próbę, lecz znów ze świstem przecięła powietrze. Naparł, zablokowała go. Jego wzrok powędrował do jej miecza. W oczach pojawiło się zdziwienie i lęk. Zaczął uderzać z dziką furią, atakując raz za razem, lecz dzielnie odparowywała każdy atak.

Kruk zanurkował i dziobał jej głowę, utrudniając walkę. Rana na ramieniu zaczęła mocniej krwawić, ledwo była w stanie utrzymać miecz.

– Nie poddam się! – krzyknęła.

Morg zaśmiał się. Ugodził ją w brzuch. Zgięła się i z trudem oddychała. Czuła, że przegrywa. Wszystko na marne. Śmierć Troya okaże się nic nieznacząca, nie pomści siostry.

– Kairi!

– Grey?! – Spojrzała w stronę, z której docierał głos przyjaciela. Biegł do niej. W życiu tak nie cieszyła się na jego widok. Był przerażony i zdeterminowany. Skoczył i wyrzucił sztylet w stronę dziewczyny. Schyliła się, a obok padł martwy kruk.

Wstała i skierowała wzrok w stronę Morga. Zatoczył się i upadł na kolana. Złapał za głowę i jęknął. Po chwili spojrzał na nią zdezorientowany i przerażony.

– Co ja narobiłem…

Kairi była w szoku. Zerknęła na Greya pytającym wzrokiem.

– Wydaje mi się, że był pod wpływem jakiegoś uroku… – powiedział, patrząc na mężczyznę, który wyglądał, jakby postarzał się o dziesięć lat. Jego twarz wyrażała wielki ból.

– Córko… – szepnął – przepraszam. Nie byłem sobą, wybacz mi…

Zapłakał. Podeszła bliżej, dotknęła jego policzka, po czym delikatnie, acz stanowczo wbiła miecz w serce. Oczy otworzył szeroko, a z gardła wyrwał mu się jęk.

– Nie potrafię.

Koniec

Komentarze

Hmm. Nie było mi niestety łatwo doczytać do końca. Historia zupełnie mnie nie wciągnęła. Zabrakło oryginalnego pomysłu i/lub ciekawych postaci. Twoje wypadają płasko – nie wiemy, co motywuje główna bohaterkę, a jej przyjaciele są zupełnie nijacy. Właściwie to nawet tej ich przyjaźni za bardzo nie widać, póki nie opłakują jednego z nich. Scena śmierci też nie porusza – właśnie ze względu na nijakość bohatera – nie pokazał mi nic, co kazałoby mi go żałować, a to utrudnia mi utożsamienie się z bohaterami, poczucie tego, co oni czują.

 

Do ust przyciskali swe dłonie, starając się nie wydawać żadnego dźwięku.

Zbędny zaimek

Nagle usłyszała szelest za plecami. Nie poruszyła się, jednak natężyła wszystkie zmysły, szukając dłonią kija, którego nosiła do obrony. Gdy była dzieckiem, ojciec szkolił ją w walce. Choć od tamtego czasu minęło wiele lat, nadal starała się trzymać formę. Ktoś powolnym krokiem zbliżał się w jej stronę. Czym prędzej skoczyła na nogi i odwracając się, zdzieliła lagą napastnika. Troy jęknął i zachybotał.

wytężyła zmysły

kija, który nosiła

Scenka nieprzekonująca – rozumiem zmęczenie, pragnienie itp, ale czy naprawdę nie wpadłaby na to, że towarzysz może wracać z obchodu? 

 

Szelest nabierał w sile, aż zza krzewów z rykiem wyleciał chudziutki mężczyzna.

Szelest rósł w siłę? Albo najlepiej – wzmagał się.

 

Sami chcieliście ze mną iść, więc nie moralizuj mnie.

Nie moralizuj lub nie pouczaj mnie.

 

Przecięła powietrze swoim nowym nabytkiem, z radością słuchając świstu powietrza.

Powtórzenie.

 

Troy złapał za kamień, który ułamał się pod wpływem jego ciężaru. Z przerażeniem spojrzeli po sobie, jednak było już za późno. Brunet uderzył z impetem w towarzyszy.

 

 Kamień się ułamał  – jakiś wyjątkowo kruchy, może lepiej osunął? ;)

 

Napierał na nią, był silny, jednak adrenalina dodawała jej sił. Towarzysze nie mogli jej pomóc, sami walczyli za jej plecami.

Powtórzenia.

 

 

Opowiadanie jest do bólu schematyczne i bazujące na ogranych motywach, historia jest naiwna, a tło wydarzeń zostało nakreślone bardzo powierzchownie, co samo w sobie nie byłoby błędem, gdybyś zainteresowała czytelnika fabułą i/lub ciekawymi postaciami. Twoich bohaterów ciężko polubić i przejąć się ich losami, skoro są idealnie nijacy. Nie znamy ich historii, motywacji, nie wiemy tak naprawdę, kim są i dlaczego zdecydowali się wyruszyć w tę podróż. 

Znalezienie prez bohaterkę miecza wydaje mi się za dużym zbiegiem okoliczności. 

Powinnaś zrobić też solidną korektę. 

Przebywali w lesie Elvish, znajdującym się pomiędzy czterema królestwami. Unum, w którym zamieszkiwali ludzie dożywający nawet pięciuset lat, Aliud, gdzie mieszkańców cechowała życzliwość i chęć życia w pokoju. Tertius słynęło przebiegłości, natomiast ich królestwo nosiło nazwę Quattuor.

Takie informacje powinny znaleźć się w tekście, dialogach itd. Poza tym – po co podawać tyle szczegółów, skoro nic z tego nie wynika? Te informacje nie mają żadnego wpływu na dalszą akcję, a niepotrzebnie spowalniają czytelnika. 

 

– Kairi chcesz odpocząć?

Wołacze oddzielamy przecinkami od reszty zdania. 

 

Dwie osoby musiały być przytomne – jedna pilnowała obozu, natomiast druga patrolowała okolice.

Literówka.

 

Przeraziła się jeszcze bardziej, widząc w dole tysiące obozów tropicieli.

Rozumiem, że siedzieli sobie w grupkach, każda koło własnego ogniska? ;) Proponuję: W dole dostrzegała wielki obóz, w którym mogły być tysiące tropicieli. Albo coś w tym stylu. 

 

Tak strasznie mi przykro, powinienem iść pierwszy, przynajmniej nie spalibyśmy wszyscy…

Literówka. 

 

– Troy proszę, nie umieraj – zaszlochała, delikatnie ściskając kraniec jego szaty. Łzy spływały po jej różowych od wysiłku policzkach.

– Kairi… – szepnął – raczej nie mam wyboru. – Kąciki jego ust drgnęły.

– Nie jesteś zabawny. – Uśmiechnęła się mimo płaczu.

Za to ten fragment mi się podobał. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dziękuję Wam za komentarze, a w szczególności za krytykę, która daje mi kopa w d… :)

Jutro koło południa wstawię poprawiony teks. Tylko przypomnijcie mi proszę ile czasu mam na edycję?

Gravel, jeżeli chodzi o te obozy… to właściwie chodziło mi dosłownie o to, co napisałam :)

Be patient.

Edytować możesz w dowolnym momencie :)

Dokładnie ten sam fragment, który zacytowała Gravel, zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Uśmiechnęłam się szeroko.  Ale reszta niestety nie – nie będę powielała komentarzy przedpiśców, powiem tylko, że zgadzam się z nimi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgodzę się, że historia naiwna. Wiele rzeczy mi zgrzytało – dwie osoby czuwające, żeby jedna mogła spać, ten słynny miecz znaleziony przypadkiem w środku lasu, wędrują po stromym urwisku, ale jest wystarczająco miejsca, aby stoczyć walkę z potężnym przeciwnikiem, który podkradł się niezauważony. Za to motywacje bohaterki wydają się zrozumiałe. Ja to widzę tak, że król zwariował, zabił córkę, druga uciekła, a potem wróciła, żeby się zemścić. Tylko… Nie uciekała, aby się szkolić (bo walki uczyła się tylko w dzieciństwie, od ojca). Więc po co? Dlaczego nie zabiła króla na miejscu? Ale decyzje jej towarzyszy wydają się patetyczne. Takie “ach, nigdy cię nie opuścimy, zginiemy razem z tobą”. Tych ludzi nie rozumiem.

 

Babska logika rządzi!

Opowieść zupełnie bez wyrazu. Niczym mnie nie zaciekawiła, nie znalazłam w niej nic, co pozwoliłoby mi, z minimalnym choćby zainteresowaniem, śledzić losy bohaterów. Przeczytałam i pewnie niebawem o wszystkim zapomnę.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Ni­czym posąg w mar­mu­ro­wym atrium. – Raczej: Ni­czym marmurowy posąg w atrium.

 

Byli już coraz bli­żej celu. Z każ­dym kro­kiem czuła coraz więk­szy strach… – Powtórzenie.

 

Troy wyjął mały, po­mię­ty zwi­tek pa­pie­ru z kie­sze­ni na pier­si. – Czy papier naprawdę był z kieszeni?

Proponuję: Troy wyjął z kie­sze­ni na pier­si mały, po­mię­ty zwi­tek pa­pie­ru.

 

na­to­miast druga pa­tro­lo­wa­ła oko­li­ce. – Literówka.

Chyba że patrolowała kilka okolic.

 

Kairi sie­dzia­ła, pod­ku­la­jąc nogi do pier­si… – Nie bardzo umiem sobie wyobrazić, jak można podkulić nogi do piersi.

Raczej: Kairi sie­dzia­ła, pod­ciągając kolana  do pier­si

 

Troy jęk­nął i za­chy­bo­tał. – Czym zachybotał Troy? 

 

Po­wo­li się schy­lił i za­sła­nia­jąc usta Grey­owi, za­czął go bu­dzić. Gdy otwo­rzył oczy… – Z tego wynika, że oczy otworzył Troy.

 

Sze­lest na­bie­rał w sile… – Raczej: Szelest nasilał się

 

Miecz prze­cząc swemu wy­glą­do­wi, nie był zbyt cięż­ki. – Czy miecz może przeczyć czemukolwiek?

 

Czuła ucisk w brzu­chu, cięż­ko było jej wy­po­wia­dać słowa.Czuła ucisk w brzu­chu, trudno było jej wy­po­wia­dać słowa.

 

Chwy­ci­ła za miecz, by dodać sobie otu­chy… – Chwy­ci­ła miecz, by dodać sobie otu­chy

 

pew­nym kro­kiem wkro­czy­ła do środ­ka. – Masło maślane.

Może: …pewnie wkroczyła do środka.

 

Z ko­ry­ta­rza bił mrok… – Bić skądś może światło/ jasność. Mrok raczej panuje, wypełnia jakieś pomieszczenie.

 

pa­trząc na męż­czy­znę, który wy­glą­dał, ja­ko­by po­sta­rzał się o dzie­sięć lat. – …pa­trząc na męż­czy­znę, który wy­glą­dał, ja­kby po­sta­rzał się o dzie­sięć lat.

Sprawdź w słowniku, co znaczy słowo jakoby, a co jakby.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi, wykorzystałam je do poprawienia tekstu. Mam nadzieję, że kolejny lepiej mi wyjdzie.

Be patient.

Jednak od roku stała się nerwowa​

​można być nerwowym od roku, ewentualnie stać się nerwowym rok temu

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Nic nowego nie dodam, gravel dobrze oddała tok mojego myślenia. Chcę jednak dołączyć się do grona tych, którym podobał się ten fragment:

– Troy proszę, nie umieraj – zaszlochała, delikatnie ściskając kraniec jego szaty. Łzy spływały po jej różowych od wysiłku policzkach.

– Kairi… – szepnął – raczej nie mam wyboru. – Kąciki jego ust drgnęły.

– Nie jesteś zabawny. – Uśmiechnęła się mimo płaczu.

Wyszłaś tu ze schematu i byłaś zabawna – i to się ludziom podobało. Jak widać, masz dobre momenty :)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Przeczytałem, ale Twoje opowiadanie jest raczej jednym z wielu – schematyczne, ograne. Nie zainteresowało mnie. 

F.S

Ich twarze przypominały najgorsze koszmary, – znaczy, że jak się na nich patrzyło, to widziało się koszmary? Czy to jest opis? Bo jak opis, no to powiem Ci autorko, że moje najgorsze koszmary żadnych twarzy nie przypominają.

 

Spali po jednej godzinie na zmianę. – To głupio robili. Nie lepiej, żeby każdy spał dajmy na to po 3 godziny? Bo jak łącznie spali więcej niż 3 godziny, to bez sensu. Przy zmianach z mniejszą częstotliwością każdy się lepiej wyśpi.

 

To złodziej, który okrada domostwa w każdym królestwie. – Co? Typ, który wyskakuje na HURRRA z krzaków na trzyosobową grupę jest na tyle ogarnięty, żeby okradać domy i to jeszcze w każdym królestwie? Zwolnić wszystkich strażników!

 

Pozostała dwójka spojrzała na niego i zaczęli wiwatować. – Czyli co robić dokładnie? Jak to wiwatowanie wyglądało?

 

Grey spojrzał na dziewczynę, która dłonią muskała rękojeść miecza. Dotykała go z taką czułością, jakby był czymś, czego brakowało jej całe życie. – Jak tak czytam to zdanie w kontekście poprzedniego akapitu, to dochodzę do wniosku, że albo z nim coś jest nie tak, albo ze mną. 

 

Byli braćmi, choć przyrodnimi, to od dziecka wychowywani razem – Już pisałaś poprzednio, że od dziecka wychowywani razem, uciąłbym to zdanie w połowie.

 

– Nie udało mi się go ocalić. Byłem tuż obok, gdy… – Ależ sztampa! :D

 

Weszła do atrium i zatrzymała się w pewnej odległości od Morga. – No i z tym zdaniem wszystko było ok, do momentu, w którym przeczytałem, że zamachnęła się z tej pozycji na ojca mieczem. Przysięgam, że wyobraziłem sobie, że dziewczyna stała jakieś sześć metrów od tronu. Jeżeli obiekt A i obiekt B istnieją to są od siebie w pewnej odległości zawsze, więc doprecyzowałbym czy chodzi o 50cm czy 350km.

 

– Nie uściskasz mnie? Dawno się nie widzieliśmy – powiedział z sarkazmem. – Hmmm, nie lepiej “powiedział sarkastycznie”?

 

lecz dzielnie odparowywała każdy atak. – Hmmm, nie lepiej “parowała”?

 

Skoczył i wyrzucił sztylet w stronę dziewczyny. Schyliła się, a obok padł martwy kruk – SAY WHAAAAT? Koleś RZUCIŁ SZTYLETEM W KRUKA? Do tej pory zakładałem, że bohaterowie nie mają nadludzkich mocy. Ale jeżeli już Grey jest mistrzem w rzucaniu sztyletami, to dlaczego nie rzucił sztyletem w tego tropiciela, który zabił jego brata? Jakbym umiał tak rzucać sztyletami, to bym nie robił nic innego w życiu. :D

 

Według mnie, opowiadanie bardzo poprawne, ale nic ponad to. Czytało się całkiem przyjemnie, ale absolutnie nic mnie tu nie zaskoczyło. Ot, takie zupełnie zwykłe fantasy. 

No nieźle.

Jak tak czytam to zdanie w kontekście poprzedniego akapitu, to dochodzę do wniosku, że albo z nim coś jest nie tak, albo ze mną. 

Jak tak o tym wspomniałeś, przeczytałam owy fragment ponownie i popłakałam się ze śmiechu :) Jednak wybacz, nie mogę tego zmienić, gdy będę miała zły dzień, to przeczytam go ponownie!

 

WHAAAAT? Koleś RZUCIŁ SZTYLETEM W KRUKA? Do tej pory zakładałem, że bohaterowie nie mają nadludzkich mocy. Ale jeżeli już Grey jest mistrzem w rzucaniu sztyletami, to dlaczego nie rzucił sztyletem w tego tropiciela, który zabił jego brata? Jakbym umiał tak rzucać sztyletami, to bym nie robił nic innego w życiu. :D

Nie rzucił sztyletem, gdyż walczył mieczem, poza tym był na tyle pochłonięty walką, że było już za późno, gdy zauważył, co się dzieje.

 

Co? Typ, który wyskakuje na HURRRA z krzaków na trzyosobową grupę jest na tyle ogarnięty, żeby okradać domy i to jeszcze w każdym królestwie? Zwolnić wszystkich strażników!

Można być imbecylem, a mieć do czegoś dryg :) Być może uważał, że swoim szaleńczym okrzykiem spłoszy grupę, a że był głupi, to nie brał pod uwagę drugiej opcji ;D

 

znaczy, że jak się na nich patrzyło, to widziało się koszmary? Czy to jest opis? Bo jak opis, no to powiem Ci autorko, że moje najgorsze koszmary żadnych twarzy nie przypominają.

Chodziło mi o to, że patrząc w ich twarze, przypominasz sobie uczucia, które towarzyszą podczas najgorszych koszmarów.

 

Według mnie, opowiadanie bardzo poprawne, ale nic ponad to. Czytało się całkiem przyjemnie, ale absolutnie nic mnie tu nie zaskoczyło. Ot, takie zupełnie zwykłe fantasy. 

Dziękuję za (chyba) najmilszy komentarz pod tym opowiadaniem :)

 

No i z tym zdaniem wszystko było ok, do momentu, w którym przeczytałem, że zamachnęła się z tej pozycji na ojca mieczem. Przysięgam, że wyobraziłem sobie, że dziewczyna stała jakieś sześć metrów od tronu. Jeżeli obiekt A i obiekt B istnieją to są od siebie w pewnej odległości zawsze, więc doprecyzowałbym czy chodzi o 50cm czy 350km.

Weszła do atrium i zatrzymała się w pewnej odległości od Morga.

– Witaj ojcze – rzekła z naciskiem na ostatnie słowo.

– Czekałem na ciebie.

Wstał i podszedł do córki. Kruk nie odstępował go na krok.

 

Kiedy się zamachnęła, ojciec zdążył do niej podejść ;)

 

Be patient.

Zupełnie umknęło mi ostatnie pogrubione przez Ciebie zdanie podczas czytania. Dziwne. o.O Zwracam honor :)

No nieźle.

Mimo, że tekst nie jest górnych lotów, nie zniechęcałabym Cię do pisania. Mniej uwagi poświęcaj szczegółom, odważniej kreuj fabułę, a będzie dobrze :)

Prokris dziękuję, na pewno skorzystam z Twoich rad ;)

Be patient.

“Z góry nadleciał kruk, osiadł na ramieniu mężczyzny“ – prawdę mówiąc “osiąść” w tym kontekście mi mocno zgrzytnęło. Samolot, owszem, może osiąść, ale ptak to raczej usiadł człowiekowi na ramieniu…

 

“Dwóch mężczyzn wraz z drobną dziewczyną chowało się za olbrzymim konarem.“ – Konarem? A nie pniem?

 

“szepnął brunet“ – czyli kto? Nie było wcześniej wzmianki o żadnym brunecie. Brak dookreślenia podobnych rzeczy może powodować zagubienie czytelnika. Tutaj z kontekstu da się domyślić, co się dzieje, ale dopiero co była mowa o tropicielach, a tu nagle wyskakuje brunet, o którym wcześniej nie było mowy. Bardziej naturalne, naprowadzające czytelnika na właściwe tory byłoby coś w stylu “Jeden z ukrytych mężczyzn”. Można dodać, że brunet, ale czytelnik powinien móc od razu się zorientować, kto nagle stał się podmiotem. W końcu jeszcze nie zna bohaterów.

 

“Przyjaźnili się, odkąd pamiętają.“ – skąd nagły czas teraźniejszy?

 

“doświadczyła matka Troya“ – j.w. Nie wiemy, kim jest Troy, a tu nagle czytamy o jego matce…

 

“– Im dalej, tym ich więcej – odezwała się dziewczyna, spoglądając smutnym wzrokiem na przyjaciela.“ – to znaczy na kogo? Na którego z mężczyzn spojrzała?

 

“Od dawna czuła, że nie jest mu obojętna.“ – Czy to na pewno dobry moment w narracji, by wspominać o uczuciach bohaterów względem siebie? Nagłe rozważania o “nieobojętności” są zupełnie niezwiązane z tym, co się dzieje. Bohaterowie się przed kimś kryją, a tu nagle czytamy o tym, że dziewczyna nie jest jakiemuś chłopakowi obojętna, mimo że tenże chłopak jeszcze nie zrobił ani nie powiedział nic, co by mogło na to wskazywać.

 

“Nigdy nie opowiedziała nikomu, co dokładnie stało się z jej siostrzyczką.“ – Kolejna informacja, która absolutnie nie ma z niczym związku, przynajmniej na razie. Bohaterowie kryją się w lesie. Co ma do tego siostrzyczka? I co ma los siostrzyczki do uczucia do jakiegoś faceta, tak poza tym?

 

“– Sądzę, że nie powinniśmy robić zbyt długich postoi“ – postojów

 

“poczuł, że krew odpływa mu z twarzy“ – W takich sytuacjach człowiek się chyba raczej rumieni, a nie blednie?

 

Na uwagę zasługuje prawidłowy zapis dialogów. Brawo!

 

“Z minął przebiegłego lisa“ – z miną

 

“Powoli wstał, a martwe ciałko wyglądało, jakby spało.“ – Uduszona osoba po śmierci wygląda, jakby spała? Nie ma śladów na szyi? Nie ma wybałuszonych oczu ani innych oznak gwałtownej śmierci? Serio?

 

“przykucnął i przystawił ucho do ust mężczyzny.“ – To głupio zrobił, bo jeśli tamten tylko by udawał, z łatwością by go teraz zabił… Może raczej coś z wyczuwaniem pulsu? Jak przykładasz głowę do ciała przeciwnika, stoisz na z góry przegranej pozycji, jak tylko macasz go ręką, obserwując, masz jeszcze jakieś szanse na reakcję.

 

“– Znam go! – wykrzyknął po chwili. – To złodziej, który okrada domostwa w każdym królestwie.” – wykrzyknął, mimo że zależy im na dyskrecji? I co to w ogóle za złodziej, który, choć ponoć “w każdym królestwie” kradnie z sukcesem, wylatuje jak idiota na trójkę ludzi tylko ze sztyletem w ręku? Rozumiem, że bohater go rozpoznał bo, powiedzmy, na każdym drzewie może wisieć list gończy. Ale jeśli złodziej rzeczywiście jest tak sławny, że “w każdym królestwie” z powodzeniem daje sobie radę, to teraz, w lesie, zachował się jak ostatni tępak. Tym dziwniej, że skoro nieludzcy tropiciele ich nie odnaleźli do tej pory, a udało się to złodziejowi, to chyba on jednak coś potrafi…

 

“zaczęli wiwatować.“ – to również im z pewnością pomogło podczas ukrywania się. Ognia nie rozpalą, by nikt ich nie zauważył, ale powiwatować trochę nie zaszkodzi.

 

“Kairi skubiąc kawałek chleba, obserwowała, jak jej przyjaciele wybierają broń.“ – Czyli co, wcześniej żadnej broni nie mieli i nawalali się kijami? Ciekawe. I cóż za fantastyczny zbieg okoliczności, że akurat teraz, pośrodku totalnej głuszy, nagle napadł ich sławny złodziej, który na dodatek targał ze sobą “torbę pełną broni”. Nie było mu ciężko przedzierać się tak przez las…?

 

“Starali się tym nie lękać“ – to nie jest prawidłowa konstrukcja. Nie lękać bądź lękać się można czegoś, a nie czymś.

 

“znalezienie go było cudem, o którym nawet nie śniła.“ – jak to? Przecież sama go ukryła i pamiętała gdzie.

 

Nawiasem mówiąc jeśli po ucieczce “od ojca” mała dziewczynka z mieczem przedarła się przez ten cały las, ukryła miecz i dotarła do cywilizacji, gdzie potem spotkała Greya i Troya czy teraz, jak jest starsza, przebycie tej samej drogi nie powinno być dla niej łatwiejsze…?

 

Cóż za zbieg okoliczności, że są tam “tysiące obozów tropicieli”, że bohaterowie musieli spaść i że akurat musieli spaść tam, gdzie byli wrogowie. Inaczej brakowałoby dramatyzmu…

 

“– Uważaj! – krzyknął Grey, widząc nadbiegających wrogów.“ – generalnie wrażenie jest takie, że biegnie na nich cały obóz, ale potem okazuje się, że nie. Ilu ich było, dwóch-trzech? Bo ktoś tam kogoś dźgnął, Grey tropiciela zabił, a potem nagle zapada spokój i mają czas tkliwie do siebie szeptać…

 

“Czuła złość i żal do siebie. Jak mogła ich narazić na takie niebezpieczeństwo. Własnych przyjaciół. Czuła, że wraz ze śmiercią przyjaciela, straciła cząstkę siebie. Żałowała również, że nie odważyła się przed nim otworzyć.“

Przepraszam, ale zaprzestaję czytania na tym akapicie. Właśnie zadźgali chłopaka, a jego przyrodni brat nawet się nie zająknie, tylko wstaje i idzie dalej. Sposób opisania uczuć dziewczyny jest bardzo niewiarygodny i nieprzekonujący.

 

Wiem, że poprzedni czytelnicy pisali to przede mną, ale muszę dołożyć swoją cegiełkę – historia, którą starasz się opowiedzieć, rozłazi się w szwach, ma dziury, jest nielogiczna. Dodatkowo próbujesz ją opisać nieporadnie, nieprzekonująco. Twoi bohaterowie są miałcy i nijacy, nie sposób się wczuć w ich los. Opisywane wydarzenia są naiwne, co powoduje głównie wzruszenie ramion, nie da się tego czytać na serio. To jest wprawka, owszem, ale nie pełnoprawne opowiadanie.

 

Nie chcę być niemiła, nie chcę też Cię zniechęcać. To wspaniale, że próbujesz pisać i że chcesz przekazywać światu historie, które chodzą Ci po głowie. Ale historie te muszą mieć ręce i nogi. Ćwicz jak najwięcej, a przede wszystkim jak najwięcej też czytaj – zastanów się, czemu niektóre książki czyta Ci się lepiej, a niektóre gorzej. Pisz rzeczy, które sama chciałabyś czytać. Dużo pracy przed Tobą, ale pisanie to przede wszystkim ciężka praca rzemieślnicza. Pracuj, a może coś z tego będzie.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim dziękuję Ci za tak obszerny komentarz i wytknięcie (wielu) błędów. Wiem, że stać mnie na więcej, niż pokazałam i trochę mi wstyd, że tak pochopnie umieściłam tutaj to opowiadanie, choć z drugiej strony cieszę się, gdyż zostały mi wytknięte błędy, których w przyszłości postaram się nie powielać.

Obiecuję, że następne opowiadanie, które tu dodam, dokładniej przemyślę i mam nadzieję, że wtedy się spodoba :)

Dużo pracy przed Tobą, ale pisanie to przede wszystkim ciężka praca rzemieślnicza.

Właśnie jestem w trakcie czytania Stephena Kinga “Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” oraz kilku innych pozycji, które dają mi dużo do myślenia. 

Be patient.

No, tak trzymać! To nazywam postawą! : )

 

No, King mi się podobał. Fajna pozycja. Czytaj, czytaj, pisz, a potem czytaj i pisz więcej ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka