- Opowiadanie: Bojownik - Tytan - Rozdział I

Tytan - Rozdział I

Dziś opowiem Wam o załogowej misji na Tytana, więc zapraszam do czytania.

Nawet się rymuje.

Oceny

Tytan - Rozdział I

Nazywam się Ridge MacKay i biorę udział w trzeciej misji badawczej na Tytanie. Wraz z dr. Tomem Bayersonem i panią dr Satomi Tomoko, mamy za zadanie dowiedzieć się, w jaki sposób działają artefakty pozostawione przez tajemniczą rasę Henochów żyjącą przed tysiącami lat na księżycu Saturna, Tytanie.

Wszystko zaczęło się, gdy sonda Cassini odkryła dziwny obiekt pod powierzchnią Tytana. Potężny budynek ukryty pod pasmem gór Taniquetil był zaskoczeniem dla NASA. Z początku przyjęto, że są to zwykłe jaskinie, ponieważ georadar sondy miał nie lada problem z przeniknięciem gęstej atmosfery księżyca. Badania wysłanym po kilku latach, zrobotyzowanym georadarem dużej mocy, potwiedziły, że pod powierzchnią Taniquetil jest sieć tuneli, budynków, dosłownie cały kompleks. Naukowcy z ochoczą i niekłamaną czczą radością, wysłali pierwszą misję załogową, by zbudować eksperymentalną bazę pod powierzchnią dalekiego globu.

Agencja NASA zbudowała lądownik, sprzęt i wysłała pięcioosobową załogę, która miała ocenić, czy da się przeżyć w domniemanych jaskiniach Tytana. Wszystko było tak naprawdę jednym, wielkim popieprzonym eksperymentem i tylko dzięki danym z lądownika Huygensa, udało się stworzyć odpowiednie skafandry kosmiczne i sprzęt odporny na ekstremalnie niskie temperatury. Oczywiście misja była po części tajna, astronauci, którzy tam polecieli, mieli tak zwany bilet tylko w jedną stronę, choć tego w mediach raczej nie powtarzano. Politycy nie mogli sobie pozwolić, by ludzie dowiedzieli się o obcych. Chrześcijanie, Muzułmanie i cała reszta wierzących w Boga, w oczach tych niewierzących stali by się pośmiewiskiem, bo przecież biblia nic nie mówi o obcych cywilizacjach.

Wszyscy musieli przeżyć na Tytanie pięć lat, bo aż tyle potrzebowałaby kolejna misja na dotarcie do układu Saturna. Więc minęło pięć lat i na Tytanie wylądowała kolejna misja. Tym razem wysłano osiem osób. Załogi mieszkały w dwóch lądownikach mających po około pięćdziesiąt metrów kwadratowych, dopóki nie dowiercili się do kompleksu. Postawiono śluzę powietrzną i odkryto coś, czego w życiu by się nikt nie spodziewał. Sieć tuneli odkryta dzięki georadarowi, to pestka w porównaniu z hangarami zawierającymi niezidentyfikowane statki kosmiczne, tysiące statków. Nagrodą za kopanie były też potężne złoża metali ziem rzadkich. Pierwsi astronauci rodziny mają dożywotnie dochody w postaci jednego procenta od każdego sprzedanego grama metalu, taka jest umowa i większości się to spodobało.

 Opustoszałą bazę obcej cywilizacji, kopalnię i lotnisko wraz z czymś w rodzaju miasta, odkryto później. Cały cholerny lunapark. Może to dobrze, że wszystko było opuszczony, bo kto wie, co by się tam wydarzyło. 

 

W kompleksie obcych panowały temperatury podobne do tych z Marsa, więc po pozytywnych doświadczeniach z kolonizacją czerwonej planety, uznano, za zasadne, by spróbować pójść o krok dalej. Opinia publiczna także naciskała na kolonizacje kolejnego ciała niebieskiego, zwłaszcza że już doszło do przecieków. Młody hacker z Rosji przechwycił zdjęcia i filmy z Tytana, po czym udostępnił je w serwisie youtube.

Prawda jest taka, że nie chodziło ani o opinię publiczną, ani o misję czysto naukową. Tytan miał bogate zasoby palladu, platyny, irydu i chyba wszystkich metali ziem rzadkich. Tylko dlatego tak mocno zaangażowane było konsorcjum górnicze. Wszystkie te pierwiastki na Ziemi zostały całkowicie wyeksploatowane. Mars nie posiadał z kolei w ogóle tych ciężkich metali, a Wenus była zabójcza, zarówno dla ludzi, jak i sprzętu. Eksploatację złóż tej planety uznano za nieopłacalną.

Tytan, jeden z najpiękniejszych księżyców Saturna nie zachęcał do misji załogowej, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie ląduje na globie, gdzie jeziora zamiast wody, mają płynne węglowodory, a temperatura także nie należy do zbyt przyjemnych. Standardowe minus sto osiemdziesiąt stopni Celsjusza, dawało w kość nawet androidowi. Żaden skafander nie mógł działać na powierzchni planety dłużej niż godzinę, no, chyba że ktoś miał takie cacko, jak „DEUS 1”, skafander produkowany przez prywatną firmę z Marsa. Piekielnie drogi i przeznaczony tylko dla fanów pieszych wycieczek po tak zimnych miejscach, jak Enceladus. Oczywiście już pierwsza misja na Tytana posiadała takie skafandry ufundowane przez konsorcjum górnicze, ale były one bardzo ciężkie i niewygodne.

 

Naukowcy nazwali obcych, budowniczych kompleksu na Tytanie, Henochami, od imienia jedynego człowieka w biblii, który pojawia się w niej tylko jeden raz. Jest tam wymieniany jako największy przyjaciel boga, po czym znika i tak naprawdę nie wiadomo, co się z nim stało. Dokładnie to samo stało się z właścicielami tej podziemnej metropolii.

Nikt nie wie, jak wyglądali Henochowie. Nigdy nie znaleziono żadnych obrazków, czy rycin przedstawiających obcych. Przypuszcza się, że cała rasa odleciała z Tytana przynajmniej kilka tysięcy lat temu, ale nie wiadomo dlaczego tak się stało. Jedyne co po nich zostało, to sam kompleks z laboratoriami, potężne podziemne hangary z tysiącami statków i trochę artefaktów, choć większość rzeczy zabrali. Wszystko wyglądało tak, jakby zabierali sprzęt w pośpiechu, co można było poznać po porozrzucanych przedmiotach. Satomi stwierdziła, że Henochowie musieli przed czymś uciekać.

Dr Satomi Tomoko twierdzi, że Henochiańskie statki można pilotować. Niestety, jak na razie z dziesięciu uruchomionych statków, powróciły tylko dwa, jednak w jednym z nich, znaleziono astronautów skrajnie wychudzonych. Tak naprawdę, to wróciły rośliny, ich stan był wegetatywny i nigdy już nie uda się im przywrócić trzeźwości umysłu. W drugim statku obcych załoga powróciła z ładownią pełną Henochańskich artefaktów.

Satomi, twierdzi, że biomechaniczny komputer można zastąpić kwantowym komputerem naszej produkcji. Także mnie to ciekawi, ale pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem NASA postanowiła skomercjalizować loty statkami obcych w taki sposób, że każdy ochotnik może polecieć na Tytana. Oczywiście po odbyciu szkolenia, wpłaceniu stu tysięcy dolarów za podróż i przejściu licznych badań lekarskich.

Faktycznie, cena za lot z Ziemi na Tytana była naprawdę atrakcyjna, więc wielu ludzi brało kredyty, by tylko móc dostać się na złoty glob. Po dwudziestu latach od pierwszej misji kompleks Henochów zamienił się w miasteczko liczące ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców, a ich liczba mogła dalej rosnąć, ponieważ ciągle odkrywano nowe tunele i sekcje pod kompleksem.

Wszyscy garnęli się na Tytana z powodu możliwości szybkiego i naprawdę potężnego zarobku. Konsorcjum górnicze i sama NASA, płacili krocie za każdy zdobyty artefakt. Nawet za urządzenie wielkości zegarka, można było zgarnąć milion dolarów. Jeśli znalazło się jakiś niepowtarzalny artefakt, dostawało się premie w wysokości stu milionów dolarów, więc nie ma się co dziwić, że jest takie zainteresowanie. NASA płaciła takie sumy tylko z jednego powodu. Pierwsza udana misja, statkiem obcych przytargała dwanaście małych fiolek zawierających mikroskopijne roboty. Był to jedyny artefakt, który wiemy, jak działa. Przynajmniej w teorii. Naczelni naukowcy NASA stwierdzili, że owe roboty służą do regeneracji komórek, więc nie czekając na zgodę dyrekcji, wszczepili ochotnikowi specyfik i czekali co się stanie.

Minęła godzina, a dr Sartz, jeden z asystentów, przeszedł istną transformację. Czterdziestoletni mężczyzna zamienił się w najwyżej dwudziestolatka. Cały jego organizm został zregenerowany i z biologicznego punktu widzenia przestał się on starzeć, gdyż mikroskopijne roboty, czyli nanity regenerowały dosłownie wszystkie tkanki. Niestety młodemu asystentowi nie powiedziano najważniejszej rzeczy. Późniejsze testy na zwierzętach potwierdziły, że nanity potrafią odbudować organizm od zera, co oznacza, że jeśli nosiciel straci mózg, to zostanie od odbudowany. Niestety taka regeneracja powoduje, że traci się część wspomnień, więc czym więcej razy straci się mózg, tym mniej ciebie w twoim własnym ciele. Najprościej wytłumaczyć to w ten sposób, że osoba posiadająca nanity we krwi jest po prostu nieśmiertelna, tylko szkoda, że nie duszą. Laboratoria na Marsie odkryły, że nawet kremacja jest nieskuteczna. Nanity po kilkunastu tygodniach potrafią odbudować organizm dosłownie z niczego. Przypuszczalnie potrafią one energię przetwarzać na materię, ale dokładny mechanizm nie jest znany.

Placówka Henochów przypominała bardziej Dawson City z amerykańskiej gorączki złota niż miejsce zbudowane przez obcą cywilizację. Pradawne korytarze Henochów zostały całkowicie skapitalizowane. Czytałem, że co dziesięć metrów jest bar, hotel lub kasyno, bo nie wszyscy ludzie wracają na Ziemie. Czasem szczęśliwcy, którzy przywiozą jakieś artefakty, zostają już na Tytanie, ponieważ jak twierdzą, nigdzie nie ma tak wspaniałego miejsca, jak Mordor. – Podobno tak nazwano ów skolonizowane już miasteczko.

Leciałem na Tytana tylko z jednego powodu. Dla pieniędzy. Wcześniej pracowałem, jako operator potężnych maszyn drukujących budynki, jednak ta praca mi nie odpowiadała, a po drugie była kiepsko płatna. Poszedłem z konsorcjum na układ i wybrałem się na Tytana, jako cholerny ochotnik do lotów statkami obcych, pieprzony pilot, który nie może ich pilotować, bo przecież są w pełni zautomatyzowane, a próba grzebania w komputerze Henochów powodowała najczęściej wybuch statku. W dzisiejszych czasach sto tysięcy dolarów to pryszcz. Ceny wywindowały tak w górę, że teraz nawet kostka cholernego masła kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Dla porównania dodam, że jeszcze trzy lata temu, płaciłem za moje ulubione masełko tylko siedem dolarów. Wniosek nasuwa się tutaj tylko jeden. Rząd robi ludzi w jajo albo sytuacja przeludnionej ziemi jest po prostu do dupy. Zanieczyszczenie środowiska też robi swoje, więc jeśli ktoś nie ma hajsu, to musi jeść syf, sztucznie produkowane i syntetyczne żarcie.

 

Dr Satomi Tomoko jest egzobiologiem, czy coś takiego. Trochę za trudne słowo dla mnie, gościa pochodzącego z Oklahomy. Piękna Japonka mieszała mi w głowie swoimi ponętnymi kształtami i nie ma się co dziwić. Kosmiczne loty potrafią wykończyć psychicznie, a zamknięcie w metalowej puszcze i poddanie się wieloletniej stazie, raczej nie pomaga w nawiązywaniu znajomości.

Tom Beyerson pochodzi z Norwegi. Cholerny specjalista od silników jonowych. Konsorcjum wysłało z nami tego jajogłowego, by spróbował uruchomić nowy system nawigacji w statkach obcych. Bajer, bo tak go nazywamy z Satomi, ma ocenić złożoność układów sterowania, zaprojektować nowy system i spróbować go podłączyć.

Leciał z nami jeszcze futrzak, kot perski należący do Satomi. Podobno skurwiele wstają po stazie, jakby ucięły sobie popołudniową drzemkę. Ludzie wprost przeciwnie, wyglądają, jakby tydzień chlali najtańszy spirytus i spali w trumnie, a sam kac to małe słowo, by określić to, jak się czuje człowiek po pięciu latach w lodówce kriogenicznej.

Więc lecę na Tytana, by zarobić i się wreszcie ustatkować. Pieniądze to mój główny cel, ale nie interesują mnie jakieś grosze. Lecę tam, by zostać miliarderem.

Zbliżaliśmy się do złocistego globu. Gęste chmury kompletnie zasłaniały powierzchnię księżyca, ale wiedziałem, że pod nimi znajduje się przepiękny krajobraz, góry, bezkresne pustynie i jeziora węglowodorów. Zbiorniki ciekłego metanu w obszarach podbiegunowych były znane już w dwudziestym pierwszym wieku. Księżyc Saturna był już wcześniej podejrzewany o ich obecność.

Frachtowiec o wdzięcznej nazwie Lazarus, nie był przystosowany do lądowania na tak nieprzyjaznym globie, dlatego w ładowni naszego statku, znajduje się lądownik sprezentowany nam przez NASA. Sprzęt naprawdę konkretny, zasilany aż dwoma reaktorami termojądrowymi, natomiast zewnętrzne ściany, zostały otoczone płaszczem cieniutkich wolframowych rurek, które służyły jako grzałki chroniące ładunek i pasażerów przed zamarznięciem.

Bayerson nazwał nasz lądownik „Sputnikiem”, bo jakoś tak podobnie wyglądał. Załadowaliśmy na naszą szalupę sprzęt, żarcie, sprzęt i czekaliśmy, aż Lazarus zajmie orbitę wokół Tytana. Przez wizjery obserwowaliśmy przepiękne chmury księżyca, ale wiedzieliśmy, że są zabójcze, gdyż zawierały cyjanowodór.

Siedzieliśmy w Sputniku i czekaliśmy na procedurę lądowania. Z tego, co zrozumiałem z instrukcji sterowania, zostaniemy ściągnięci zdalnie, przez obsługę naziemną Tytana. Beyerson stwierdził, że ściągnięcie nas na powierzchnię, to tak naprawdę wciśnięcie jednego przycisku w centrum lotów kosmicznych. Wiedziałem, że nie do końca jest to prawdą. Zanim Tytan nas ściągnie, muszą mieć zgodę Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych w Huston, a na to trzeba czekać, po pierwsze z powodu okropnej biurokracji, a po drugie, sygnał radiowy z Tytana na Ziemię podróżuje około osiemdziesięciu minut. Drugie tyle trzeba czekać na drogę powrotną plus trzy razy tyle czasu na biurokrację, więc myślę, że poczekamy przynajmniej osiem godzin w lądowniku, zanim zacznie się procedura od dokowania i lotu atmosferycznego. Czekaliśmy. Czytałem kiepską książkę, Satomi bawiła się swoim zwijanym w rolkę, grafenowym tabletem a Tom rozwiązywał krzyżówkę. Zabawnie wygląda astronauta w skafandrze i długopisem w ręku.

Muszę przyznać, że jak na kobietę, Satomi była twarda. Nie zauważyłem po niej ani krzty strachu. Bayerson trochę panikował, choć Satomi wspomniała, że to jego drugi lot międzyplanetarny.

– Zaraz się zacznie – powiedział Tom Bayerson. – Teraz doświadczycie windy prosto do cholernego piekła. – Zaśmiał się dr Bayer.

Faktycznie, coś zastukało. Czułem ruch, wylecieliśmy z ładowni Lazarusa i powoli opadaliśmy w atmosferę Tytana. Dobrze, że nasza krypa ma jakiś wizjer.

– Tutaj centrum Tytan. Procedura lotu atmosferycznego została aktywowana, więc życzę bezpiecznej podróży, bez odbioru – powiedział głos kontrolera lotów z Tytana.

 

– Cholera, jaki to kontroler lotów? Pewnie wzięli jakiegoś gryzipiórka, by odbębnił swoje przy mikrofonie – powiedział Tom.

– Dlaczego tak sądzisz? – spytałem.

– Nie sądzę, by robili angaż na kontrolera lotów – odparł Tom. Przecież tutaj ląduje jeden statek na pół roku, więc po jaką cholerę kogokolwiek zatrudniać?

Według instrumentów, na wysokości około tysiąca dwustu siedemdziesięciu kilometrów powinniśmy poczuć uderzenie o zewnętrzny płaszcz atmosfery Tytana i muszę przyznać, że nie należało do przyjemnych rzeczy. Wtargnęliśmy w atmosferę z prędkością dziesięciu kilometrów na sekundę. Nagłe przeciążenie, wszędzie słyszałem rzężenie metalu. Cały lądownik wyginał się od wysokiej temperatury. Spadaliśmy, ale osłony trzymały. Satomi nie była już taka opanowana. Trzymała się pasów bezpieczeństwa, jakby to od nich zależało jej życie. A przecież wystarczyło jedno pęknięcie kadłuba i będzie po nas.

Hamowanie atmosferyczne spowodowało, że wszyscy ważyliśmy nawet osiem razy tyle, więc dr Bayer miał rację. Cholerna winda do piekła hamowała. Na wysokości stu kilometrów nad powierzchnią księżyca, komputer pokładowy lądownika zainicjował uruchomienie silników hamujących, więc zwolniliśmy do prędkości czterystu metrów na sekundę i gdy osiągnęliśmy wysokość dziesięciu kilometrów, ładunek pirotechniczny wyrzucił mały spadochron pilotujący, jednocześnie odrzucając górną osłonę lądownika, która z kolei pociągnęła system trzech olbrzymich spadochronów. Każdy z nich miał po pięćdziesiąt metrów średnicy.

Dokładnie o 10:48:11 UTC, wylądowaliśmy na powierzchni Tytana. Teraz wystarczyło tylko poczekać na przylot helikoptera. Nie wychodziliśmy na zewnątrz. Nasze skafandry nie były przystosowane do spacerków w takich warunkach. Temperatury między minus sto osiemdziesiąt a minus dwieście stopni Celsjusza nie należały do przyjaznych i tylko skafandry z wbudowanym reaktorem mogły się do czegoś przydać, choć nie gwarantowały stuprocentowego bezpieczeństwa. Mieliśmy takie w ładowni lądownika. Grube pancerne bioroidy, człowiek wygląda w tym, jak maszyna.

Wskaźniki Sputnika wskazywały temperaturę minus stu dziewięćdziesięciu stopni Celsjusza. Wiatr o prędkości dwudziestu kilometrów na godzinę. Ciśnienie atmosferyczne wynosiło półtora bara. Warunki atmosferyczne były dobre, a to oznacza, że helikopter zaraz powinien się zjawić.

– Jezu, ale tutaj jest pięknie – powiedziała dr Tomoko.

Odważyłem się spojrzeć przez pancerny wizjer. Faktycznie, krajobraz był iście epicki. Wylądowaliśmy na piaszczystej plaży. Przed nami rozpościerał się zbiornik płynnego metanu. Ciecz zachowywała się, dokładnie jak woda w ziemskich oceanach. Były nawet fale, jednak z tą różnicą, że poruszały się jakoś tak ślamazarnie, jakby ktoś przelewał rzadki kisiel, bo to chyba najlepiej pasuje do określenia krio jezior. Powierzchnia olbrzymiego zbiornika pewnie przypominała konsystencją gęsty olej napędowy, ale to normalne, bo struktura i własności fizyczne cieczy zależą od chemicznej indywidualności tworzących ją molekuł oraz od charakteru i wielkości sił oddziaływania między nimi.

Lepiej będzie tego samemu nie sprawdzać. Raczej nie należę do fanów pieszych wycieczek w temperaturze minus dwustu stopni Celsjusza.

Przestrzeń barw Tytana, znacznie różniła się od Ziemskiej, ponieważ atmosfera księżyca nie przepuszczała całego widna fal elektromagnetycznych. Przypuszczalnie jest to wina cyjanowodoru zawartego w atmosferze. Z wodorowęglanowych jezior, wystawały gdzieniegdzie głazy, potężne słupy wyrwane z lądu przez boga Neptuna. Ciekawe, czy obcy mieli jego odpowiednika na tym globie. Przepiękne miejsce, ale i zabójcze. Wolał, bym tutaj nie umierać, bo nie po to tłukłem się taki kawał drogi na koniec wszechświata.

Helikopter przyleciał dwie godziny po naszym lądowaniu. W pełni zautomatyzowana jednostka zadokowała na górnej części lądownika. Usłyszeliśmy szum powietrza, jedno metaliczne uderzenie. Automat bez większych problemów połączył się z systemem lądownika i wyrównał ciśnienie. Musiał to zrobić, ponieważ systemy podtrzymywania życia sprawdzały, czy w helikopterze nie ma jakichś nieszczelności. 

– Zapraszamy państwa na pokład zautomatyzowanego helikoptera. Dron zabierze was do Mordoru – powiedział głos z komputera pokładowego.

– Jakiego „Mordoru”? – Oburzyła się Satomi.

– Nie denerwuj się Satomi. NASA zatrudnia dziwaków, który najchętniej nazwaliby cały kontynent, Śródziemiem a złego naukowca, pewnie ochrzciliby Sarumanem Białym.

– Pewnie wymyślił to jakiś cholerny geek – odparła Satomi.

– Proszę odłączyć zasilanie skafandra i przesiąść się do helikoptera, odlot za godzinę – ponownie odezwał się głos z komputera.

Odłączyłem się od systemów lądownika i wszedłem po drabinie w kierunku górnej grodzi. Czułem, że jestem znacznie lżejszy, niż na Ziemi. Gródź otworzyła się automatycznie.

– Wysłali po nas automat? – Zdenerwowała się młoda Japonka.

– A co, wolałabyś bandę ruskich gangsterów – odparł Tom Bayerson.

Przesiadka do helikoptera nie trwała długo. Minęło dziesięć minut i już byliśmy w miejscu o temperaturze minus czterdziestu stopni. Przypuszczalnie reaktor lub termoogniwo helikoptera nie miało już oryginalnej wydajności. System nie nadążał z ogrzewaniem. Dopiero w dwudziestym drugim wieku, ludzie dysponowali odpowiednią techniką, by wylądować na Tytanie i pozostać tam dłużej niż godzinę. Wcześniej wszystkie sondy po prostu zamarzały. Wzrost sprawności termopar spowodował, że statki mogły działać w atmosferze Tytana latami.

 

Koniec

Komentarze

Wstęp nielogiczny. Dalej nie czytam.

– odkryto jaskinie na Tytanie i NASA zorganizowała tajną (dlaczego tajną?, na tym etapie nie było info o kosmitach) misję. NASA i wyprawa załogowa tajna?

– skafandry i sprzęt stworzono dopiero dzięki danym z lądownika Huygensa i ocenie ekstremalnego zimna (naprawdę?, to nie wiadomo ile jest minus na Tytanie? i jakie dane autor ma na myśli poza temperaturą )

– dowiercono się do jaskiń ( hm, a więc  wcześniejszego odkrycia jaskiń dokonano metodą georadarową, zapewne, ale nie odkryto kompleksu i miasta obcych?, dziwne)

– śluza powietrzna (po co? podejrzewali, że w jaskiniach jest atmosfera, życie, chcieli tam wejść bez skafandrów)?

Ignorancja to cnota.

Bojowniku, skoro to tylko pierwszy rozdział, a nie skończone opowiadanie, należy zmienić oznakowanie tekstu na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Gateway” Pohla się kłania.

Widać, że Autor starał się  o przynajmniej minimalną wiarygodność – za to plus – ale jednak uległ pokusie “ podkręcenia” akcji. Nie wyszło to na zdrowie tekstowi… Zwrócił na to uwagę KatastrofVII. Od siebie dorzucę kompletnie fikcyjną procedurę sprowadzania lądownika na powierzchnię Tytana. Na jaką komu cholerę zezwolenie z Houston? Tam lepiej wiedzą, jakie panują warunki, jaki panuje ruch na trasach dolotu? Przefajnowane…

Kilka błędów w zapisach dialogów, trochę byczków interpunkcyjnych.

Aha – jakim cudem pozwolono zabrać kota? Kilka kilogramów masy transportowanej na Tytana to kilkaset tysięcy w kosztach…

Kota? Adamie, przecież musiał ktoś dowodzić!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalcie, zrzuciłeś mnie z krzesła!  :-)  :-)

Kurde czytam własnie “Marsjanina” i przyznam, że niechętnie zacząłem czytać TWOJE dzieło.  Zwłaszcza, że pierwszy dialog pojawia się dopiero w połowie. Wcześniej są same opisy, które w najlepszym wypadku są średnio interesujące. Największe błędy wytknęli przedmówcy.

Dodam, że “Tytan” jest słabym tytułem  :P

lol

Dziwię się komentującym, a szczególnie Adamowi, że krytykują zabieranie kota w podróż międzyplanetarną. To żaden ewenement. Już Jerzy Żuławski zabrał w podróż na Księżyc dwa psy, a Boruń i trepka zabrali na Alfę z układu Centaura psa w kosmicznym skafandrze.

Natomiast tekst autorki, mimo pewnej nieporadności, mnie zaciekawił. Autorka nadużywa określenia “artefakt”, mimo że istnieje wiele synonimów. Pozdrawiam.

Zmień oznaczenie na “Fragment”, bo to rozdział, a nie żadne opowiadanie.

Mam wrażenie, że wszystko w Twoim tekście jest bardzo bombastyczne. Jeśli nagroda, to milion albo sto milionów dolarów. Jeśli inflacja, to masło zdrożało o 600% w ciągu kilku lat… Jakiś idiota został szefem Fedu?

Dlaczego w przedmowie jest część tekstu?

naukowcy NASA stwierdzili, że ów roboty służą do regeneracji komórek,

Ów się odmienia.

między planetarny => międzyplanetarny

Struktura cieczy pewnie przypominała konsystencją olej napędowy.

A co to jest struktura cieczy?

Przestrzeń na Tytanie miała pomarańczowo żółty kolor.

To przestrzeń ma kolor?

– Zapraszamy Państwa na pokład zautomatyzowanego helikoptera.

W dialogach pan, twój, ty itp. zazwyczaj małą literą. W piśmie dużą.

Babska logika rządzi!

Dzięki, zaczęłam poprawki, jutro dokończę i wstawię drugi rozdział.

==> ryszard.

Oni, Żuławski, Boruń i Trepka, nie musieli przejmować się kosztami, bo to inne czasy były i będą, a tutaj wszystko wokół kasy się kręci. Poza tym brak informacji, do czego pani doktor kot potrzebny…

Autorze zatrzymaj się, usiądź, pomyśl…

Raz. Najpierw przyswój poprawki. Nie powielaj błędów.

Dwa. Znajdź błędy na własną rękę (albo zaczekaj aż więcej będzie komentarzy). Dwa razy nie będziesz latać.

Trzy. Odczekaj kilka dni i powtórz to samo z drugim rozdziałem, zanim wstawisz na stronę. Najlepiej skorzystaj z betalisty. Więcej czasu stracisz, ale się nie wygłupisz.

PS. Jeżeli wiesz już o tym, a ja ci zawracam głowę banałem, to sorry.

lol

Bardzo raziły mnie w oczy błędy interpunkcyjne – może warto by nad tym popracować?

 

Pozdrawiam :)

Innie

Innie, podaj jeśli możesz te błędy. Przydadzą mi się w drugim rozdziale. Oczywiście te niewymienione.

Na plus Ci zaliczam, że rzeczywiście trzymasz się najważniejszych realiów astronomiczno-fizycznych. Masz rację, niebo nad Tytanem prawdopodobnie ma barwę pomarańczową. Natomiast głównym składnikiem jego gęstej atmosfery jest azot. Tytan jest znacznie większy od naszego Księżyca, ale jego gęstość jest stosunkowo mała. Występują tam jeziora węglowodorowe – nazywanie ich morzami, to przesada. Występują na Tytanie wiatry, pory roku, oraz metanowe rzeki, przez co Tytan jest ciekawym obiektem dla autorów science fiction. Tytanem zainteresował się Stanisław Lem na początku swej powieści pt. “Fiasko”. Oczywiście Lem nie miał wiedzy, jaką mamy o tym księżycu Neptuna teraz. Pozdrawiam.

Pardon, to księżyc Saturna. Przepraszam za przejęzyczenie.

Poprawki naniesiono, doczytałem do pierwszego oddzielenia tekstu. Tak, teraz pozostały subtelniejsze nielogiczności.

– cel to: załogowa baza czy przeżycie w kompleksie czy eksploracja obiektu? – piszesz w różnych zdaniach o każdym z nich, jakby był jedynym. Zapewne wszystkie, ale to wymaga innych zdań.

– tajna po części – tzn? nie powiadomiono o kompleksie obcych? czy może tajne było, iż nie wrócą? W każdym przypadku brzmi to nierealistycznie.

– 1% dożywotnio dla astronautów i rodzin – no kiedy upływa ta dożywotność, czy po śmierci astronauty czy może  po śmierci ich wnuków ?

 

Te uwagi to tylko przykład. Jest o wiele gorzej. W zdaniach jest “naiwnie”. Oddziel swoje emocje związane z tekstem. Przeczytaj na głos komuś. To literatura dla 15-16 latków maksymalnie.

Ignorancja to cnota.

Nowa Fantastyka