- Opowiadanie: Morgiana89 - Elf na wakacjach

Elf na wakacjach

Może i nie było warto się spieszyć, ale kusiło...

Inspiracją tegoroczna sytuacja nad polskim morzem.

Enjoy!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Elf na wakacjach

Flatskin Woodsafikit postanowił wyjechać na wakacje po raz pierwszy od pięciuset lat. Decyzja nie należała do łatwych, kosztowała go bardzo wiele nerwów i wyrzeczeń. Należał bowiem do rasy, która wszystko wykonuje z rozwagą. Pierwsze marzenia o wyjeździe powstały już dwadzieścia lat temu. W przypadku Flatskina taki okres zdawał się nader krótki. Problemem nie był on sam, ale małżonka, którą musiał przekonać. Zadanie to nie należało ani do łatwych, ani przyjemnych. Jak na prawdziwą elfkę przystało, Welindona najchętniej nie opuściłaby rodzinnego domu przez kolejne kilkaset lat. Ostatecznie jakimś cudem udało się ją nakłonić i wyruszyli tylko we dwójkę do Boskiego Jeziorska.

Gdy Flatskin był młody (nawet niecała setka na karku), w swojej pierwszej i ostatniej jak do tej pory światowej podróży, odwiedził tę dolinę i mistyka miejsca została w jego pamięci na lata. Jawiła się jako teren prawdziwej i pierwotnej mocy, niedostępnej dla żadnej z ras. Była tam świątynia, w której modlili się ortodoksyjni, czerwoni kapłani. Usytuowana na lekkim wzniesieniu, aby spoglądać z niej na największe jezioro. Tam z ziemi i wody wyłaniały się ogromne postacie bóstw. Flatskin w młodzieńczych latach, wiele się nasłuchał o prastarej historii ziemi i jej stworzycielach. Byli potężni, kształtem przypominali człowieka, ale sięgali chmur. Wierzono, że bogowie zostali, a Boskie Jeziorsko jest ich odzwierciedleniem, miejscem spoczynku po dobrze wykonanej pracy.

Podróż należała do tych długich i męczących. Dodatkowo przyjazd okazał się dla Flatskina sporym zaskoczeniem. Miejscowość obejmowała kiedyś kilka niewielkich chat z małym placem pośrodku, a teraz w niczym jej nie przypominała. Rozpościerała się przed nimi niczym duże miasto, pozbawione murów obronnych. O kwaterę nie było trudno. Wystarczyło skierować kroki do dowolnego budynku z wywieszonym szyldem:

WOLNE POKOJE

– Trzeba było zostać w domu – powiedziała Welindona z obrażoną miną.

– Kochanie, po prostu więcej ludzi odwiedza to miejsce.

Ścisnął żonę uspokajająco za rękę. Na więcej nie mógł się zdobyć. Zbyt wiele osób patrzyło, a elfy nie lubią okazywać swych uczuć publicznie.

Pokój, który otrzymali od grubej gargulicy, nie był niczym wyjątkowym, choć właścicielka zachwalała go pod niebiosa jako najlepsze lokum w okolicy. Mała klitka, w której znalazły się dwa sienniki, miska z brudną wodą oraz duży kufer, z którego po otwarciu wyleciała wielka, brudna, zdechła mysz, ledwo ich pomieściła.

Elf nie śmiał nic powiedzieć, ale doskonale zdawał sobie sprawę z pochmurnego oblicza małżonki. Usta kobiety ułożyły się w wąską linię. Tak mocno je zaciskała, że można było stwierdzić, że prawie ich nie posiada. Dawno nie widział jej tak niezadowolonej i mimo ogromnego zmęczenia szybko zaproponował zwiedzenie okolicy. Miał nadzieję, że w końcu się trochę zrelaksuje. Ten dzień miał trwać jeszcze długo, a szkoda go zmarnować na kłótnie.

 

***

 

Ich pokój znajdował się przy głównej ulicy, na której przebywało sporo różnych stworów od krasnoludów, ludzi po gnomy, skrzaty i fruwające chochliki. Te ostatnie darły się na cały głos:

– Goootowana kukurydza! Goootowana kukurydza!

– Co oni robią? – zapytała Welindona.

Nim Flatskin zdążył cokolwiek powiedzieć, jeden z chochlików podleciał do nich. Mały stworek z długim nosem, szybko poruszał małymi skrzydełkami. Z jego boku zwisała spora, parująca, płócienna torba. Widząc nową potencjalną zdobycz, ryknął do elfiego ucha:

– Goootowana kukurydza! – po czym normalnym głosem dodał: – Jedyne dziesięć srebrników, najlepsza cena w całym mieście. A jaka smaczna, wprost rozpływa się w ustach. Pan kupi żonce, bo coś niewyraźnie wygląda…

– Dziękujemy.

Flatskin złapał Welindonę za rękę i pociągnął w dół ulicy, ale niezrażony duszek poleciał za nimi i przez kolejne piętnaście minut nagabywał ich o zakup kukurydzy. W końcu dla świętego spokoju elf zapłacił za jedną, a zadowolony chochlik odleciał. Jednak gdy spróbował, okazała się być ledwie letnia, twarda i zdecydowanie przesolona. Westchnął ciężko i wyrzucił ją do najbliższego kosza.

Po skosztowaniu niejadalnej kukurydzy Flatskinowi zaburczało w brzuchu. Podzielił się tą nowiną z Welindoną, ale ona skwitowała to wzruszeniem ramion. Musiał przejąć inicjatywę i sam znaleźć przyzwoitą knajpę. A tych było jak grzybów po deszczu.

Przed karczmami i tawernami stało mnóstwo stworów, każdy naganiał klientów zachwalając egzotyczne dania.

– Zając w sosie borowikowym! Lepszego pan nigdzie nie kupi! Zapraszamy, jedynie trzydzieści srebrników, a dla dwóch osób piwo do obiadu za darmo! – krzyczał krasnolud z brodą sięgającą do samej ziemi.

– U nas zjecie lepiej, najsmaczniejsze kuropatwy w całym Jeziorsku, tego po prostu trzeba spróbować! – ryczał gargulec z obrzydliwą brodawką na nosie. Robił to tak głośno, żeby przebić się przez głos tłumu.

– Wara ci od moich klientów, Guternfalh! – Brodacz opluł całą kartę dań, którą trzymał w ręce.

– Oni nie są twoi! Będą moi!

– Chodźmy stąd – Flatskin powiedział do żony. Dwa kłócące się stwory nawet nie zauważyły, kiedy zniknęli za rogiem.

Tam również stało kilka gospód. W okolicy panował jednak względny spokój bez wielkich tłumów. Weszli do najbliższej i z ulgą stwierdzili, że są jedynymi klientami. Za barem siedział gruby mężczyzna, który na ich widok prawie niezauważalnie kiwnął głową i zaprosił gestem do niezbyt czystego stolika. Po wybraniu potraw, gulaszu wołowego dla niego i zupy warzywnej dla Welindony, ogarnęła ich cisza. Okazała się być najprzyjemniejszym elementem dnia. Nie przeszkadzało im nawet, że stoły są nieco brudne. Przynajmniej mogli uciec od zgiełku ulicy.

– Nie jest wcale tak źle. Prawda, kochanie? – zapytał Flatskin.

Welindona już otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć. Elf podejrzewał, że nie będzie to nic miłego, ale w tym momencie karczmarz przyniósł zamówione dania. Zapach był niesamowity, a dania wyglądały całkiem przyzwoicie.

– Mam nadzieję, że jutro pójdzie lepiej. W końcu przyjechaliśmy tu dla świątyni i boskich posągów. – Uśmiechnął się z ulgą do żony, ciesząc się, że nie wylała przed nim kolejnych żali.

– Mogę państwu coś zaproponować – odezwał się karczmarz po raz pierwszy odkąd weszli do gospody. – Codziennie organizujemy wycieczki z przewodnikiem za jedynie trzy złote korony za osobę. Nasz przewodnik może wskazać umówione miejsce, a tak mogą państwo poznać nasz region od samej podszewki. Zachęcam!

 

***

 

Pierwszy dzień nie należał do udanych, jednakże Flatskin nie tracił nadziei i wierzył, że kolejny zapewne zrekompensuje to całe zamieszanie. W końcu wyjście do gospody okazało się niezłym pomysłem. Jedzenie było do smaczne, mimo że poza propozycją, karczmarz już więcej nic do nich nie powiedział. Z uśmiechem jedynie skwitował zostawione przez nich pieniądze. Flatskin mniemał, że tym razem im się uda i przejażdżka okaże się strzałem w dziesiątkę.

Gdy wyszli na ulicę, tłumy stworów przywitały ich ponownie hałasem. Nieważne, że dzień dopiero się zaczął, ruch na ulicy przedstawiał się tak jak dzień wcześniej. Przed budynkiem czekał na nich jegomość z wielką tablicą i napisanym na niej słowem:

WOODSAFIKIT

Oboje skierowali się w jego kierunku.

– Państwo na wycieczkę? – A gdy pokiwali głowami, z radości zatarł ręce i ciągnął: – Wspaniale! Naprawdę wspaniale! Musimy wyjść na tę boczną uliczkę, o tam. – Wskazał palcem na niewielką alejkę, między rozwalonymi budynkami. – Tam czeka na was powóz. Musimy iść, bo zaraz wyruszamy! W końcu bogowie na nas czekają!

Zaśmiał się, jakby to był najlepszy dowcip na świecie i ruszył dziarsko ulicą, a oni poczłapali za nim.

W alejce czekał na nich powóz, zaprzężony w centaury, które nawoływały:

– Wsiadamy, nie ociągamy się! Mamy przed sobą cały dzień zwiedzania!

Nie tylko prowadzili powóz, ale zabawiali turystów. Flatskin i Welindona właśnie do nich należeli i niemal siłą zostali wepchnięci do środka. Wewnątrz okazało się, że to zaczarowany pojazd. Z zewnątrz wydawało się, że zajmował mało przestrzeni, w środku sięgał niemal na długość siedmiu metrów. Wszystkie miejsca były zajęte. Ostatnie dwa trafiły się im koło krasnoludki z dzieckiem. Nim dobrze zdążyli się usadzić, powóz ruszył. 

Różne stwory wybrały się na wycieczkę i niestety Flatskin musiał przyznać, że niektóre już są dosyć mocno pijane. Nie tylko zionęło od nich oparami piwa, ale i przyśpiewki stawały się coraz głośniejsze. Dziecko ułożone na rękach krasnoludki z powodu hałasu zaczęło się drzeć. Matka chwilę je pobujała, a gdy to nie pomogło wywaliła do niego cyca. Welindona, która siedziała bliżej, mało nie dostała zawału. Karmiąca siedziała praktycznie rozebrana. Z tyłu dobiegły gwizdy, a kobieta się jedynie uśmiechnęła. Wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie. Flatskin współczuł żonie, ale skrycie się też cieszył, że to nie on musi tam siedzieć.

Centaury w roli przewodników zupełnie się nie sprawdziły. Nie były w stanie zapanować nad rozwrzeszczanym tłumem, przez co nic sensownego nie dotarło do uszu Woodsafikitów. Gdy powóz zatrzymał się przy bramie świątyni, Welindona praktycznie wybiegła jako pierwsza, a elf pognał za nią.

Dawniej ustronne miejsce oblężone zostało przez turystów. Kolejka do sanktuarium sięgała ponad stu metrów, a baner nad wejściem głosił: ZŁOTA KORONA ZA OSOBĘ, KRASNOLUDA CZY INNEGO STWORA. ZAPRASZAMY!

– Phi, złota korona! Zdzierstwo w biały dzień – krzyczała jakaś kobieta. – Toż nie należy się więcej niż pięć srebrników. – Jednak mimo to nie odstąpiła kolejki, ani na krok.

Flatskin znalazł żonę odwróconą plecami do kolejki.

– Nie idźmy tam. To chore. Te stwory zachowują się, jak na jakimś jarmarku! To nie do pomyślenia!

– Przesadzasz, później się rozluźni. Zobacz tam – wskazał na ścieżkę prowadzącą do jeziora. 

W dole majaczyły skały. Miejsce było przepiękne, mimo przerażającej liczby turystów. Na środku widać było porośniętą drzewami skalną głowę z wystającymi ponad powierzchnię uszami, oczami i kawałkiem nosa. Bliżej linii brzegu wyłaniały się różne postacie kobiet i mężczyzn. Najbardziej charakterystyczna była kobieta, której nogi ginęły w ziemi, a ona odchylona do tyłu opierała się na przedramionach. Włosy sprawiały wrażenie żywych, bo kaskadą wodospadu spływały wprost do jeziora. Na samym przodzie witał ich posąg mężczyzny. Stał w rozkroku i tylko stopy ginęły w ziemi.

Przykro jedynie było patrzeć na krzątające się na dole stwory, które niszczyły magię miejsca. Ruszyli w ich kierunku. W końcu tam nie było kolejek, a wyglądało na to, że to tereny dostosowane do odpoczynku. Z daleka widać było grające pary, biegające dzieci oraz pływające w wodzie stwory. 

Na dole mieli szansę obejrzeć wszystko z bliska, szkoda było odpuścić sobie jedyną taką okazję. Z daleka im się podobało, ale po zejściu na piaszczystą plażę nie było tak dobrze. Stwory się darły, a boskie skały straciły swój urok. Mocno umazane w różnych miejscach czerwoną, czarną i zieloną breją. Napisy często wulgarne, zniszczyły to święte miejsce, a na domiar wszystkiego, wielki ogr wyszedł z wody i krzyknął ze śmiechem:

– Uciekajcie dopóki jeszcze możecie, skaziłem to miejsce! – Śmiał się, składając się w pół. Miejsce, z którego wyszedł śmierdziało, a po wodzie rozeszły się brązowe kawałki i wypłynęły na powierzchnię.

 

***

 

Uciekli. Zapłacili za cały tydzień z góry, ale trzeciego dnia się spakowali i wymeldowali. Gargulica nie miała nic przeciwko, na ich miejsce mogła znaleźć sobie kogoś innego, a złoto i tak wpłynęło do portfela. Flatskin Woodsafikit wrócił do domu szczęśliwszy. Nie dlatego, że urlop był tak relaksujący, ale ze względu na spokój i ciszę, która go zastała.

Wyjazd okazał się zupełnie nietrafiony i jawił się jako najgorsza pomyłka. Flatskin nigdy nie przypuszczał, że świat może się tak zmienić. Cenił sobie to miejsce wieki temu, ale ludzie, krasnoludy, chochliki, gnomy, skrzaty i wiele innych zmieniło Boskie Jeziorsko w coś niezaprzeczalnie obrzydliwego. Kto by przypuszczał, że kult przerodzi się w coś tak obscenicznego. Wszystko schodziło na psy.

Teraz miał jedno marzenie: zapomnieć i cieszyć się z życia razem z Welindoną. Ostatecznie to przecież taka radosna i dobra kobieta.

 

Koniec

Komentarze

Jak widać nie tylko ja wracam z urlopu bardziej zmęczony niż przed. Chociaż raczej z innych powodów niż bohaterowie twojej bajki.

Ciekawy pomysł, dobre wykonanie. Zabrakło trochę większej dawki humoru.

No i imię bohatera: Flatskin Woodsafikit porównywalny chyba tylko z Sodim de Gra Yudherthardere w bajkach krasnoludzkich Emelkali.

A imię żony cały czas kojarzyło mi się z wędliną :)

Oj, widać pośpiech, widać: 

 

Flatskin w młodzieńczych latach, wiele się nasłuchał o prastarej historii ziemi i jej stworzycielach. Były ogromne, na kształt przypominające człowieka, ale sięgające chmur.

Kto/co były? Bo stworzyciele to rodzaj męski. 

 

W końcu wyjście na jedzenie okazało się niezłym pomysłem. Jedzenie było dobre,

 

Różne stwory wybrały się na wycieczkę i niestety Flatskin musiał przyznać, że niektórzy już są dosyć mocno zrobieni.

 

Miejsce był przepiękne, mimo przerażającej ilości turystów.

 

Najbardziej charakterystyczna była kobieta, której nogi ginęły w ziemi, a ona odchylona do tyłu opierała się na przedramionach. Włosy sprawiały wrażenie żywych, bo kaskadą wodospadu spływały wprost do jeziora.

A to wygląda znajomo :) 

 

Sympatyczny ten Flatskin, trochę mało jego żony. I z przykrością zauważam, że coraz więcej jest takich miejsc jak Boskie Jeziorsko. Jeśli to rzeczywiście odbicie Twoich wakacji, to współczuję. 

Trzeba jednak przyznać, że atrakcja turystyczna – w sensie biznesu i zachowania turystów – odmalowana jest świetnie.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Taaak, sprzedawcy udani, w odróżnieniu od wakacji. ;-)

Widać pośpiech – niektóre zdania zgrzytają.

Mała klitka, w której zmieściły się dwa sienniki, miska z brudną wodą oraz duży kufer, z którego wyleciała wielka, brudna, zdechła mysz, ledwo ich pomieściła.

Na przykład to. Bardzo dużo wtrąceń, aż trzeba się chwilę zastanawiać, o co chodzi. I powtórzenie.

– Uciekajcie puki jeszcze możecie, skaziłem to miejsce!

Paskudny ortograf.

Babska logika rządzi!

Dzięki. :)

 

Belhaju, z tej wędlinki to się dopiero uśmiałam. Cieszę się, że względnie się podobało.

 

Dziewczyny również dziękuje za poprawki. Mimo że konkurs się skończył mam nadzieje, że nikt nie będzie miał mi za złe, poprawienia tych kilku błędów logicznych, czy literówek. Tekstu w końcu nie zmieniam, a chodzi jednak o komfort czytania.

 

Niestety nie było czasu na przejrzenie tekstu pod takim kątem, jakbym chciała. Mam nadzieję, że wywołał choć cień uśmiechu.

 

Śniąca, moje wakacje na szczęście były inne, ale z relacji znajomych wiem, co działo się nad Bałtykiem. Zresztą przypuszczam, że wszyscy o tym słyszeli. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

To się cieszę, że nie Ty miałaś takie przeboje. A wiesz, że to zależy gdzie się było. Bratowa zabrała moją Mamę na wyjazd nad Bałtyk. Pojechali całą czeredą do jakiejś małej wioski, na kwaterze i w okolicy spokój i praktycznie całą plażę mieli dla siebie (zresztą na zdjęciach widziałam). No, ale jak komuś się marzy znany kurort… :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To zapewne miało wpływ. A i zapomniałabym. Obiecałam, że kiedyś wykorzystam tę grafikę. :D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Pamiętam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Całkiem zabawne to opowiadanko, choć niestety, fantastyka taka prawdziwa. Ja też jakiś czas temu miałam swoją “metę” nad Bałtykiem. Koc od koca jakieś sto metrów, a teraz… Szkoda gadać>

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przykro, że wszystko zmieniło się na niekorzyść. Dziękuję, Bemik. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Niestety, takie prawdziwe – ale na szczęście nie miałam takich przeżyć jak Flatskin i Welidona. Opowiadanie przyjemne i sympatyczne, fajnie się czytało :)

Pozdrawiam! :D

 

Morale, dziękuję za czytanie. Cieszę się, że przypadło do gustu. Z założenia miało być lekko. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Okres czasu, brrr.

 

ogromne postacie bóstw. Flatskin w młodzieńczych latach, wiele się nasłuchał o prastarej historii ziemi i jej stworzycielach. Były ogromne” – stworzyciele były ogromne? Poza tym powtórzenie.

 

“Wystarczyło skierować, kroki do dowolnego budynku…” – bardzo, bardzo zbędny przecinek

 

“bo coś nie wyraźnie wygląda“ – niewyraźnie

 

“Musiał przejąć inicjatywę i samemu znaleźć przyzwoitą knajpę. A tych było jak grzybów po deszczu.” – Sam, a nie samemu. Jeśli przyzwoitych knajp było jak grzyby po deszczu, czyli dużo, to elf miał łatwe zadanie.

 

“– Wara ci od moich klientów, Guternfalh! – bBrodacz opluł całą kartę dań, którą trzymał w ręce.“

 

“– Mam nadzieje, że jutro pójdzie lepiej. W końcu dla świątyni i boskich posągów tu przyjechaliśmy[+.]uUśmiechnął się z ulgą do żony, ciesząc się, że nie wylała na niego kolejnych żali.“ – Poza tym: nadzieję; no i po co szyk przestawny? Przyjechaliśmy tu dla świątyni itp.

 

“W końcu wyjście na jedzenie okazało się niezłym pomysłem. Jedzenie było dobre…“

 

“Nie ważne, że“ – Nieważne

 

“Oboje skierowali kroki w jego kierunku.“ – skierowali w kierunku… nie, zdecydowanie nie.

 

“mało niedostała zawału“ – nie dostała

 

“ZŁOTA KORONA ZA OSOBĘ, KRASNOLUDA CZY INNEGO STWORA“ – Krasnolud nie jest osobą…? Jakże niepolitycznie…

 

“mimo przerażającej ilości turystów“ – liczby

 

“po zejściu na piaszczystą plaże nie było“ – plażę

 

“– Uciekajcie puki jeszcze możecie“ – paskudny ortograf

 

“Flatskin Woodsafikit wrócił szczęśliwszy do domu.“ → Flatskin Woodsafikit wrócił do domu szczęśliwszy.

Nie sądzisz, że tak ułożone słowa znacznie lepiej oddają sens zdania?

 

“Flatskin nigdy nie przypuszczał, że tak świat może się zmienić.“ → Flatskin nigdy nie przypuszczał, że świat może się tak zmienić.

J.w.

 

Welindona nie sprawiała przez całe opowiadania wrażenia radosnej, ale z pewnością musiala być święta. Jakby mnie wpakowano do pokoju, w którym mieszczą się “dwa sienniki, miska z brudną wodą i skrzynia z martwą myszą”, zdecydowanie nie siedziałabym cicho…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Morgiana, mała pomyłeczka ci się wkradła w pisaniu mojego nicku, ale nie szkodzi :D :D 

Wzrosły mi morale, pozdrawiam! :D :D 

Zamysł może nie aż przedni, ale całkiem porządny, można powiedzieć, że na czasie i miejscu. Jednakże tekst nie poruszył mnie. Ani w lewo, ani w prawo, ani w pionie. Brakuje mi w opowiadaniu emocji, pozytywnych bądź negatywnych, zawartych w tekście, budzonych przez tekst. Można, lekko na siłę, można dopatrzeć się próby naśladowania Pratchetta, ale to wszystko, niestety wszystko… Aż przykro to pisać…

Ale nic to, następne Twoje opowiadanie będzie och ach uch, wierzę w to.

Usterki dawały o sobie wrednie znać. Mimo wszystko podobało się i to nawet bardzo.

F.S

Przeczytałem, ale, droga Asiu, tekst jest niedopracowany. Niektóre zdania mocno kuleją. Sądzę, że za bardzo się spieszysz z publikacją. Szkoda, bo mogłaś niezły pomysł lepiej zrealizować literacko. Pozdrawiam ciepło.

Można, lekko na siłę, można dopatrzeć się próby naśladowania Pratchetta, ale to wszystko, niestety wszystko…

– Naśladownictwo? Hmmm… Cóż może to i ujma, ale przeczytałam tylko jedną jedyną książkę Pratchetta “Nacja” i nie dostrzegłam tam, ani krztyny opisywanego wszędzie humoru. Może kiedyś przeczytam, ale na tą chwilę lekko jestem zrażona.

 

No niestety pośpiech był. Przyznaję. Dzięki za wyłapanie błędów, Jose. Poprawię.

Faktycznie się śpieszyłam. Przyznałam to na samym początku. Dzięki jednak wszystkim za czytanie. Pozdrawiam.

A co do Welindony, to niektórzy mają taki charakter. Nazywany najczęściej spolegliwym. Na wszystko się godzą, a w środku męczą się z tłumioną złością.

 

Edit: Miracle, to wina słownika w telefonie. Nie bardzo lubię pisać komentarze przez telefon i chyba faktycznie muszę z tego zrezygnować. Sorki!

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Haha, spoko, nic się nie stało ;) 

Pokój, który otrzymali od grubej gargulicy[,+] nie był niczym wyjątkowym, choć właścicielka zachwalała go pod niebiosa[,-] jako najlepsze lokum w okolicy.

Morgiano, letni tekst, że tak sobie zażartuję, ci wyszedł, a w dodatku z tezą niezbyt odkrywczą. Czegoś tu mi brakuje, pazurka jakiegoś, albo w tej miejscowośxi, albo w głównych bohaterach.

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zbyt się spieszyłam i nie dopracowałam. Zaszkodziłam tym sobie, ale trudno. Mam nauczkę. Dzięki, Rybko za odwiedziny!

Nie będę się tłumaczyć, jakie dziwne rzeczy mnie po drodze spotkały, gdy powinnam pisać tekst, a tego nie robiłam, bo coś mi przeszkadzało… :P 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Całkiem przyjemny tekst, w fajny sposób przedstawiający w krzywym zwierciadle, to co przedstawia w krzywym zwierciadle :) Było parę usterek, ale dało się przeżyć. Popraw, co zapamiętałem - wielką tablicą i napisanym nań słowem – nań znaczy na niego, a tablica to rodzaj żeński.

Dzięki, Zygfrydzie za przeczytanie. Mam nadzieję, że jakiś maleńki cień uśmiechu był.

Poprawiłam. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Biedne elfy, jak wreszcie pozwoliłaś pojechać im na wakacje, to spotkało je tyle przykrości… :(

 

Opowiadanko ma baśniową atmosferę i można się przy nim zrelaksować, choć na samym początku trochę się zacinałem przy czytaniu.. Malowniczo przedstawiłaś wydarzenia, dzięki czemu nie miałem problemu z wyobrażeniem sobie tego wszystkiego :)

 

Co do minusów – fabuła nie jest niestety odkrywcza i właściwie nie prowadzi do niczego konkretnego.. Określenie “stworów” też mi trochę wadziło – niezbyt pasuje do dostojnych istot, jak elfy i krasnoludy, w efekcie wyobrażałem sobie pełno takiego tałatajstwa, jak ten natrętny chochlik.

No i tytuł – jest słabiutki. Nie zachęca do przeczytania, a szkoda, bo z Flatskinem można naprawdę miło spędzić czas :)

 

Nie były wstanie

Zgubiłaś spację.

Matka chwilę je pobujała, a gdy to nie pomogło wywaliła do niego cyca.

Natomiast to zdanie podobało mi się chyba najbardziej :D

Aaa, no i chyba przez “wywaliła” powinien być przecinek…

 

Pozdrawiam Cię, Morgiana ;)

 

PS: Masz różowe włosy?

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wyobrażam sobie, że to tekst pisany na szybko i “last minute” – w związku z tym, było parę błędów – z większością już chyba uporali się przedpiścy. Zdanie, które poprawiłaś po uwadze Śniącej, ciągle odbiega od ideału, bo końcówki się ze sobą nie zgadzają:

 Byli potężni, na kształt przypominające człowieka, ale sięgające chmur.

 

Mimo wszystko, jeśli chodzi o warsztat, to biorąc pod uwagę szybki tryb publikacji, myślę, że nie masz się czego wstydzić. Czytało się nieźle, bez żadnych zgrzytów, układ tekstu dobry: wstęp, rozwinięcie, zakończenie, jest fabuła, raczej wiadomo, o co chodzi itd. itp. Widzę, że zrobiłaś duże postępy od opowiadań wrzucanych np. rok temu.

 

Największy mankament to kwestia gatunkowa, która rzutuje na odbiorze całokształtu. Otagowałaś tekst jako humorystyczny. Dla mnie to bardziej reportaż z nieudanych wakacji przeciętnych mieszkańców świata fantasy, łudząco podobny do relacji z wakacji niektórych mieszkańców naszej Ziemi : > (i zgodzę się ze Śniącą, że świetnie odmalowanych). Kwestia ogra kaziciela była dla mnie jedynym naprawdę śmiesznym momentem (bardzo fajna wypowiedź), choć trochę się wystraszyłem brązowych kawałków. Idąc tym tym tropem – żeby zebrać wszystko do kupy: obsadzenie mieszkańców świata fantasy w roli bohaterów “Pamiętników z Wakacji” nie gwarantuje dobrej zabawy przy czytaniu tekstu. Trzeba się wysilić na oryginalne żarty, albo porządną mieszankę tych sprawdzonych, żeby rozbudzić w czytelniku drzemiące poczucie humoru*.

 

* Konsekwentnie utrzymuję, że poczucie humoru to bardzo indywidualna sprawa, może bardziej indywidualna niż gusta literackie : )

 

 

 

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Konsekwentnie utrzymuję, że poczucie humoru to bardzo indywidualna sprawa, może bardziej indywidualna niż gusta literackie : )

 

Zgadzam się z Tobą, Nevazie w 100%. Natomiast pośpiech myślę, że też miał wpływ na kształt tekstu. Normalnie zazwyczaj się tak nie spieszę. Teraz już wiem, że to był ogromny błąd. ;)

Cieszę się, że choć jedna scena się spodobała. ;)

 

CountPrimagenie, dziękuje za odwiedziny i czytanie. Tekst miał być z założenia lekki i taki do poczytania. Nic szczególnego po nim się nie spodziewałam, zwłaszcza, że pisany na dwa – trzy dni przed konkursem i kończony jeszcze przed ostatecznym terminem, bo niestety czas nie pozwalał przysiąść nad nim porządnie. ;)

Cieszę się, że coś się spodobało, szkoda, że nie wszystko. Następnym razem będzie lepiej. ;)

Co do tytułu, też mi trochę zgrzyta, ale tak już zostanie.

A czemu pytasz o kolor włosów? Mam niebieskie, różowy jest passe. :P

 

Błędy poprawię. Dzięki!

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

CountPrimagen, ja mogę stanąć w obronie tytułu, bo uważam, że “Elf na Wakacjach” to fajny tytuł dla lekkiego, humorystycznego tekstu, który autorka zamierzała stworzyć. 

Natomiast co do dostojnych elfów, cały czas walczyły u mnie w głowie dwa wyobrażenia elfa – bardziej tolkienowsko-erpegowe i świąteczno-mikołajowe. Towarzystwo krasnoludów i problem ze zbyt małym pokojem przemawiały za pierwszą wersją, ale imiona zdecydowanie skłaniały w stronę drugiej. Gdybym miał strzelać, podejrzewałbym, że pierwsza wersja jest bliższa wyobrażeniom Morgiany, ale sam tekst nie rozwiał moich wątpliwości : >. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz → tytuł dobrze odzwierciedla treść, z tym się zgodzę. Mój zarzut dotyczył jedynie tego, że nie jest chwytliwy ;)

Zdecydowanie zgadzam się z Tobą w kwestii elfów. Rzeczywiście, widziałem je bardziej jako takie baśniowe stworzonka. Podobnie krasnoludy – nie tolkienowski, posępny lud, tylko wesołe istotki z bajki “O krasnoludkach i sierotce Marysi”.

Nie powiedziałbym jednak, że to zarzut. W sumie dobrze komponowało się z humorystyczną treścią :)

 

Morgiana → A, tak spytałem, skoro nazywasz się jak bohaterka Magi ;) Serio masz NIEBIESKIE? ;O :D

Następnym razem z pewnością będzie lepiej! Skoro niedopracowane opowiadanko tak miło mi się czytało, to łatwo przewidzieć, jak zareaguję na staranniej zaplanowane :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mój nick jest z książki, starego wydania "Mgieł Avalonu" Marion Zimmer Bradley. Tam właśnie zamiast klasycznego miana Morgana, była kobieta o imieniu Morgiana. Bardzo dobra książka. Nie do końca typowa fantastyka, bardziej taka historyczna. Nie mam nic wspólnego z mangą, jakby ktoś jeszcze kiedyś pytał. A moje włosy są brązowe. Nuda. ;) Już coś tam piszę może będzie lepsze. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Piszę to z przykrością, bo tekst nie rozbawił mnie w najmniejszym choćby stopniu, a prawdę powiedziawszy, nawet mocno znużył. Nie znalazłam w nim nic odkrywczego, świeżego ani zaskakującego. Ot, opis wakacyjnej podróży, która nie spełniła zakładanych oczekiwań.

Wykonanie nadal pozostawia wiele do życzenia.

 

W przy­pad­ku Flat­ski­na taki okres czasu zda­wał się nader krót­ki. – Zjełczałe masło maślane.

 

Byli po­tęż­ni, na kształt przy­po­mi­na­ją­ce czło­wie­ka, ale się­ga­ją­ce chmur. – Raczej: Byli po­tęż­ni, kształtem przy­po­mi­na­li czło­wie­ka, ale się­ga­li chmur.

 

oraz duży kufer, z któ­re­go wy­le­cia­ła wiel­ka, brud­na, zde­chła mysz… – Zdechła, a wyleciała? Sama, o własnych skrzydłach?

 

Usta ko­bie­ty uło­ży­ły się w wąską szpa­rę. – Usta mogły ułożyć się w wąską linię. Wąska szpara mogłaby powstać między wargami, o ile kobieta lekko by je rozchyliła, ale ponieważ: Tak mocno je za­ci­ska­ła, że można było stwier­dzić, że pra­wie ich nie po­sia­da. – nie może być mowy o żadnej szparze.

 

Ten dzień był jesz­cze długi… – Pewnie chodzi o to, że: Ten dzień miał trwać jesz­cze długo

 

naj­smacz­niej­sze ku­ro­pa­twy na całym Je­zior­sku… – …naj­smacz­niej­sze ku­ro­pa­twy w całym Je­zior­sku

 

Za barem po­wi­tał ich gruby męż­czy­zna, który na ich widok… – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

cie­sząc się, że nie wy­la­ła na niego ko­lej­nych żali. – Żale wylewa się przed kimś, nie na kogoś.

 

Je­dze­nie było dobre i smacz­ne… – Masło maślane.

 

W alej­ce cze­kał na nich powóz, za­przę­żo­ny w grupę cen­tau­rów… – Trudno mi sobie wyobrazić powóz zaprzężony w grupę.

 

Flat­skin mu­siał przy­znać, że nie­któ­re już są dosyć mocno zro­bio­ne. – Co to znaczy?

 

Nie były wsta­nie za­pa­no­wać nad roz­wrzesz­cza­nym tłu­mem… – Nie były w sta­nie za­pa­no­wać nad roz­wrzesz­cza­nym tłu­mem

 

Na środ­ku widać było po­ro­śnię­tą drze­wa­mi skal­ną głowę z wy­sta­ją­cy­mi ponad po­wierzch­nię usza­mi, ocza­mi i ka­wał­kiem nosa. – Rozumiem, że wystawały uszy i nos, ale czy oczy też?

 

Na samym przo­dzie witał ich posąg męż­czy­zny, prak­tycz­nie cał­ko­wi­cie od­kry­ty. – Czy inne posągi były czymś pozakrywane?

 

nisz­czy­ły magię miej­sca. Ru­szy­li w ich kie­run­ku. W końcu tam nie było ko­le­jek, a wy­glą­da­ło na to, że to miej­sce od­po­czyn­ku. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krótki i lekki tekst. Na plus.

“Mgły Avalonu” oczywiście kojarzę, choć jeszcze nie miałem okazji przeczytać… Ale to zrobię, jak tylko przyjdzie odpowiedni czas ;)

Z Twoim nowym dziełem również chętnie się zapoznam, jak tylko będzie gotowe, daj z siebie wszystko!

A brązowe włosy są w porządku yes

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hmm… opowiadanie oczywiście przyzwoicie napisane, co należy zaznaczyć na wstępie. Tylko że takie przewidywalne. Przez całą lekturę przed oczami miałem obraz takiej fantastycznej kliszy, nałożonej na zwyczajną historię o nieudanych wakacjach z morałem. Rozumiem, że konkurs miał ograniczenia, rozumiem zamysł i pomysł. Doceniam wykonanie. Ale pozostaję obojętny (zimny jak głaz, serce skute lodem i w ogóle kompletny brak miętkości mięśni poprzecznie prążkowanych) opowiedzianą historię. 

Dziękuje, Reg. Poprawiłam. 

 

Reg, Vyzarcie dziękuje za przeczytanie mimo, że się Wam nie podobało. Może innym razem przy lepiej dopracowanym tekście.

 

Stary_roku, dziękuję!

 

CountPrimagenie, dzięki w takim razie liczę na Ciebie, jak coś napiszę. Zapraszam albo do bety albo do zwykłego zajrzenia i czytania. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zwykle jestem na siebie zły, że przed przeczytaniem tekstu skanuję komentarze, by zawczasu wycofać się z lektury, która dobrze nie rokuje. Gdy opinie wskazują na mizerię, po przeczytaniu pierwszych akapitów tekstu bez jakiegokolwiek zainteresowania, bez skrupułów porzucam czytanie. Jestem oczywiście zły, jak sobie wyspoileruję opowiadanie, które jednak było dobre;) W tym przypadku efekt wcześniejszej lektury komentarzy okazał się dość pozytywny.

Po opiniach spodziewałem się tragicznego tekstu. Obiecałem sobie jednak, że Twój przeczytam od początku do końca, żeby wyrobić sobie własne zdanie. W końcu zawsze mogę liczyć na opinię pod własnymi tekstami.

Oczywiście nie będę oszukiwał, że mnie porwało. Z resztą sama już wiesz, że pośpiech jest złym doradcą. Mogę jednak uczciwie powiedzieć, że mając nienajlepsze nastawienie do lektury, tekst miło mnie zaskoczył. Kilka razy się szczerze uśmiechnąłem, wiele razy gorzko na wspomnienie polskich kurortów w sezonie.

Tak więc, Morgiano, kolejne doświadczenia za tobą. Mankamenty chyba wszystkie zostały już wytknięte. Wiesz nad czym pracować. Podsumowuję więc od serca. Opowiadanie nie było takie złe jak mi się malowało na początku; nie jest jednak do końca tak dobre jakbym sobie tego od Ciebie życzył.

Serdeczności.

empatia

,

 

(Ciemno już, zgasły wszystkie światła, ciemno już, Cień znów pada dłuuuugi…)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Emaptio za tak wyczerpujący komentarz. Życzyłabym sobie tylko pochlebnych opinii, ale tak się nie da. Cieszę się, że mimo opinii innych przeczytałeś tekst i uznałeś, że nie ma totalnej tragedii, tylko taka malutka. Tyciusieńka… ;) Zawsze to lepsze niż kompletne dno. Pozdrawiam ciepło.

 

To czekam Cieniu na tę Burzę w komentarzu… :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ale wiesz, Morgiano, że brzytwie Lema by uległo, wiesz?

Bo tak w ogóle to całkiem całkiem. Smutno śmieszne, rozpaczliwie realistyczne. I fantastyki mało :D

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ale wiesz, Morgiano, że brzytwie Lema by uległo, wiesz?

Ciiii… No, wiesz! Jak możesz! :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Widać, że na last minute ;) Są takie zdania, że widać, bo się rozjeżdżają, np:

 

Byli potężni, kształtem przypominali człowieka, ale sięgające chmur.

 

Różne stwory wybrały się na wycieczkę i niestety Flatskin musiał przyznać, że niektóre już są dosyć mocno pijani.

 

Ogólnie opowiadanko sympatyczne no i świetnie podsumowuje zjawisko uturystycznienia pięknych miejsc, które tak bardzo na tym tracą. Sama mam kilka takich miejscówek, które z dzieciństwa pamiętam jako zaciszne i dziewicze, a teraz… 

 

Fabularnie bez rewelki, ale odnoszę wrażenie, że tu bardziej chodziło właśnie o takie przerysowane pokazanie czegoś, niż o porywającą akcję. 

Po pierwsze, fajność, że jednak dołączyłaś do ekipy. Cieszy mnie to niezmiernie.

 

Po drugie, w tekście wciąż są pewne niedoskonałości natury interpunkcyjnej czy literówkowej.

 

Po trzecie, sympatyczne toto. Generalnie nie urwało mi nic, za czym musiałbym tęsknić, ale zrobiło swoją robotę. Czuję w pierwszej kolejności niesmak, w drugiej współczucie dla Elfów – a jeszcze bardziej dla Ciebie, biorąc pod uwagę źródło inspiracji (mam jednak nadzieję, że z tym ogrem, to już jednak Ciebie poniosła fantazja…) – a w trzeciej też i lekkie rozbawienie. Choć może nie tyle poszczególnymi scenkami rodzajowymi (jak na przykład z tą myszą; ja rozumiem, że czary, chochliki i Motomyszy z Marsa – „Niech gra muzyka i gaz do dechy!” – ale martwy gryzoń wyskakujący z kufra to już wyższa szkoła jazdy), co absolutem; całym wyłaniającym się z tekstu obrazem. Bo jest tak groteskowy, że aż śmieszny. Z tym, że jest to śmiech po części sardoniczny, a po części po prostu sztuczny, opierający się na zdroworozsądkowej zasadzie: hahahihi zamiast kul…

Ogólnie rzecz ujmując, dosyć udatna satyra na współczesny model wakacjowania się, a także na komercjalizację kultów wszelakich.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Werweno i Cieniu za odwiedziny i komentarze. Tekst nie jest wysokich lotów, taki do pośmiania, jak zauważyła Werwena, a że błędy są no to cóż poradzić. Będę się starać, by było ich w przyszłości mniej.

Uwagi biorę do serca. Cieszę się, że jakiś mały uśmieszek był. ;)

Co do ogra to może nie tak drastyczna rzecz była inspiracją, ale słyszałam o pływającej podpasce ubrudzonej krwią. Nic przyjemnego. 

A i żeby nie było to nie moje doświadczenia. Jeśli wyjeżdżam na wyjazd do Polski nie biorę pod uwagę morza. Raczej Mazury albo góry. 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Fantastyka – jest

Wakacje – są, ale jakie okropne, brrr :)

 

Morgiano – wspaniale oddałaś klimat nadmorskiego kurortu (może powinno się to nazywać horrort?). W tekście pojawiło się wiele sytuacji, które można zaobserwować nie tylko na wakacjach (niezbyt udanych), ale też w życiu codziennym. Może nie śmiałam się do rozpuku, ale nie da się zaprzeczyć, że kilka razy się uśmiechnęłam. A taki miał być ten tekst – lekki i humorystyczny.

Pośpiech niestety był zauważalny, przedpiścy poświęcili sporo czasu na wyłapanie usterek, więc ja sobie poleniuchuję :P Brakowało mi trochę jakiegoś, hmmm, no pomysłu, elementu zaskoczenia. Opis nieudanych wakacji fajny, ale jednak nie było tego “czegoś”. Podobały mi się za to imiona bohaterów, ciekawe, zabawne i po prostu udane :)

Natomiast chciałam bardzo pochwalić Cię za progres – pamiętam Twoje opowiadanie o pogromcy smoka. Widać, że pracujesz, trenujesz, dążysz do tego, żeby pisać coraz lepiej.

I już jest lepiej. Może jeszcze nie mega-dobrze, ale postęp jest zauważalny. Tak trzymaj!

Dziękuje, Iluzjo, za tak miły komentarz, bo mimo krytyki cieszę się, że coś się spodobało. Faktycznie błędem tekstu było to, że pisany był na dwa-trzy dni przed konkursem i nie mogłam go dopracować. Najbardziej ucierpiała na tym fabuła. ;)

 

Natomiast chciałam bardzo pochwalić Cię za progres – pamiętam Twoje opowiadanie o pogromcy smoka. Widać, że pracujesz, trenujesz, dążysz do tego, żeby pisać coraz lepiej.

A za to kłaniam się nisko. Jestem zszokowana, że jeszcze tego potworka pamiętasz. Będę pracować jeszcze ciężej. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nowa Fantastyka