- Opowiadanie: Dzio - Mój Bohater

Mój Bohater

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Mój Bohater

Wschód słońca nad Górami Wiekny stanowił wydarzenie dnia dla mieszkańców pobliskiej doliny Wiekirny, jak i przebywających w tych stronach podróżników. Pierwsze promienie wschodzącego słońca padające na góry rozpoczynały spektakl tysiąca barw. Na początku tańczyły namiętną czerwienią, słodkim różem, pasjonującym fioletem, morskim błękitem, nasyconą zielenią, śnieżną bielą, ciepłą żółcią. Przedstawienie kończyło słońce w całej swej okazałości, a góry przybierały kolor bezksiężycowej nocy.

Po takim spektaklu barw mieszkańcy powracali do swoich domostw, aby przygotować posiłek, a po nim rozpocząć monotonną i ciężką pracę na polach. Zajmowali się uprawą warzyw, lecz i tak większość pól obsiali nadniczyną. Były to rośliny bulwiaste o przepięknych, ogromnych, pomarańczowych kwiatach. Rosły one tylko w tych stronach i stanowiły źródło utrzymania całej osady. Mino urodzaju, mieszkańcy z roku na rok stawali się coraz bardziej zasmuceni i nieszczęśliwi. Uwielbiali oni bowim swojego władcę jak i całą jego królewską rodzinę. Niestety trzy lata temu córka króla, piękna Zimenna została uprowadzona przez Jeźdźców Zmierzchu.

Byli to ludzie gór, tajemniczy, małomówni i budzący w ludzkich sercach strach. Wyróżniali się specyficznym ubiorem. Odziani byli w grube, długie, ciemnogranatowe płaszcze. Głowy swe skrywali w dużych kapturach. Dłonie zawsze chowali pod skurzanymi, ciemnymi rękawicami, a nogi odziane mieli w wysokie, ciężkie i masywne buty. Jako jedyni z plemion są w stanie złapać i ujeździć ewogy, stworzenia czterokopytnie o długich, silnych nogach, tułowiu porośniętym długą, czarną sierścią i niezwykle łagodnie wyglądającym pysku. Jednak wygląd ten jest zdradziecki, bowiem posiadają one ostre jak nóż zęby, gotowe rozszarpać każde żywe stworzenie.

Król w wielkiej swej trosce, rozgłosił wszem i wobec iż śmiałka, który sprowadzi jego córkę całą i zdrową, obdarzy bogactwem, chwałą i spełni jedno życzenie. Ochotników było niemało, lecz żadnemu nie udało się powrócić z wyprawy w Góry Wiekny.

Pewnego wieczoru, gdy zapracowani mieszkańcy topili swe smutki w złotym trunku, ich uszom dał się słyszeć stukot kopyt. Pełni obaw wyszli z karczmy i ujrzeli podążającego w ich stronę młodzieńca na ewogyu. Cóż za zdziwienie oblało ich twarze, gdy zdali sobie sprawę, że zwierzę nie jest dosiadane przez jednego z Jeźdźców Zmierzchu. Nieznajomy zsiadł z Ewogya i nie zwracając zbytniej uwagi na otaczające go zbiegowisko udał się do karczmy. Ludzie ciekawi przybysza powoli zaczynali wracać na poprzednie miejsca, szepcząc i jednocześnie przyglądając się mężczyźnie. Był on rosłej postury, wyróżniający się wspaniałą budową ciała. Wzrok przyciągał niezwykłą urodą, rzadko spotykaną w tych stronach. Posiadał blond włosy, a oczy jego miały niezwykły, jasnobłękitny odcień, co dawało złudzenie zupełnie białych. Ubiór, w odcieniach zieleni stanowiła dopasowana koszula o szerokich rękawach, oraz dość opięte spodnie…

 

– Nie noooo! Teraz to już przegięcie!

– He…?

– Słuchaj no, narrator! Przestań mi tu pitolić takie farmazony! Powiem ci, że od samego początku ta twoja opowieść jest beznadziejna!

– Co takiego?

– No właśnie… To ja się pytam, w co ty mnie chcesz wpakować? Jako bohater tej miernoty, bo nic lepszego nie można o tym czymś powiedzieć, protestuję! Nie będę brał udziału w takim kiczowatym szmelcu! Mowy nie ma!

– Marudzić, to każdy potrafi. Ja wcale nie uważam, że jest to aż takie złe. Jak jesteś taki mądry, to powiedz, co ci się w mojej opowieści nie podoba?

– Masz jeszcze czelność zawracać mi głowę rozmową o tym gniocie, ale wiesz, powiem ci, co o tym myślę. To, że akcja ma się rozgrywać w jakiejś zasranej „tęczowej krainie”, to jeszcze zniosłem. Tylko czekałem, kiedy będzie mowa o pieprzonych kwiatkach i zawszonych, słodkich króliczkach i innym tego typu świtaśnym, posranym, różowym świecie! Ale nie, na szczęście zakończyło się w miarę w odpowiednim momencie, więc milczałem. Potem, gdy zdawało się, że najgorsze minęło, nagle, niczym grom z jasnego nieba, wszystko pierdyknęło! Jakąś dziewuchę porwano i wszyscy zdychają z tęsknoty. Co ona taka dobra, zadowalała wszystkich? Co za porażka! Co to niby ma być!? Jak sobie dali ją porwać, to zamiast lamentować i rozpaczać powinni sami ruszyć dupska i uratować pannicę. Ale nieeeee! Bo lepszą opcją jest wyznaczyć nagrodę dla jakiegoś frajera, który pojedzie w nieznane góry na nieznanym stworzeniu, po drodze zgniatając sobie jajca i wyrzynając jak popadnie nieznanych mu Jeźdźców, żeby odbić jakąś mu nieznaną pannicę! Toż to zakrawa na frajera wszech czasów! Posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. Nie mam zamiaru robić za jakiegoś księcia z bajki! Jestem wspaniałym, przystojnym mężczyzną, więc nie rób ze mnie jakiegoś pajaca ganiającego po górach w zielonych rajtuzach! Tego już nie zniosę, to przekracza wszelkie dobre gusta!

– Czyli uważasz, że całe to opowiadanie jest nic niewarte, że to tylko strata czasu? Nie ma tu nic godnego uwagi?

– Jedyna dobra rzecz, jaka tu została przedstawiona, to obietnice starego za dostarczenie mu córuni. Jak to leciało… A bogactwo, chwała i życzenie. To brzmiało w miarę interesująco. Tylko to życzenie… Jakby stary robił dodatkową fuchę za świrniętą złotą rybę!

– Czyli co, wolałbyś standard? Rękę królewny?

– Oż w mordę, oczywiście, że NIE! To już wolę tę rybę.

– Czyli zostaje życzenie i wracasz do swojej roli? Uratujesz królewnę i będziesz sławny i bogaty. Ludzie będą cię podziwiali za odwagę i męstwo. Będziesz mógł spełnić swoje życzenie. Popatrz, same dobre wiadomości.

– Posłuchaj mnie, jeżeli mam dalej uczestniczyć w tej opowieści, to żądam zmian! Nie widzi mi się wdrapywanie na jakieś tęczowe góry i szukanie dziewuchy nie wiadomo gdzie. Poza tym takie gówniane opowieści kończą się beznadziejnie, przeważnie słowami typu „…i żyli długo i szczęśliwie”. Co to w ogóle znaczy? Nie wiem, kto to wymyślił, ale musiał mieć dobrze przygrzane pod sufitem. Dobra, niech już zostanie ta kolorowa kraina i ta cała wcześniejsza beznadziejna gadanina o strasznej trwodze i to bla bla bla. Może od tamtego momentu z moją pomocą da się to jeszcze, jako tako uratować. Ja to widzę mniej więcej tak. Przewiniesz całą akcję, aż do momentu oddania staremu zguby i obsypania mnie złotem i złożenia mi hołdów no i tego życzenia. Tylko, żeby nie było jakiś nieporozumień odnośnie życzenia, to dam ci małą wskazówkę. Chcę być uwielbiany i pożądany przez kobiety. Mają płonąć z rozkoszy na mój widok i mają być nieziemsko piękne i odpowiednio wyposażone, żeby nie było niedopowiedzeń, to nie mają być jakieś ochłapy, czy też szczerbate pokraki. Jak tego dokonasz to już twoja sprawa. Nie jestem tu od tego, żeby wymyślać, co i jak. Ma być tak, jak ja chcę. Takie są moje warunki dalszej współpracy w tej historii.

– Czyś ty na głowę upadł? Toż to będzie erotyk! Ja nie mam zamiaru pisać o twoich, że tak to nazwę, wyskokach! Nie mam zamiaru tworzyć ci haremu! Wybij to sobie z głowy.

– Nie, to nie. Twoja strata. Nie chcesz skończyć opowiadania, to nie. Mi na nim zbytnio nie zależy, ale pomyśl sobie tylko, byłoby to o wiele ciekawsze niż ten twój tęczowy gniot. Jesteś w stanie sobie wyobrazić na ile pozycji można takie laski wyru…

– Zamknij się!!! Ty, ty, ty uuuuuuu… To moje opowiadanie! Będziesz tańczył jak ci zagram! Zrozumiano!?

– Ha! To się jeszcze okaże. Pieprze to twoje całe zasrane opowiadanie! Szukaj sobie innego bohatera. Jednak doskonale wiem i ty to wiesz, że nie znajdziesz nikogo na moje miejsce, a to oznacza tylko jedno, będziesz pisać…

– Zamknij się.

– … o tym jak ja…

– Zamknij się!

– … z tymi wszystkimi foczkami…

– ZAMKNIJ SIĘ!!! Ty, ty, ty… Ech… Dobra, wygrałeś. Poddaję się. Niech będzie, przewinę całą akcję i napiszę, z wielkim niesmakiem, jak działasz na dziewczyny, tylko już się zamknij.

 

Siedząc przy barze i sącząc złoty trunek, młodzieniec słuchał smutnej historii o porwanej księżniczce. Wzruszony opowieścią i pełny ducha walki wyruszył z samego rana, nie bacząc na zagrożenie, by uratować z opresji piękną Zimennę.

Dni mijały, jeden za drugim, lecz Wiekirnczycy nie tracili nadziei odnośnie dzielnego młodzieńca. Wierzyli, że tylko on jest w stanie uratować ich księżniczkę i przywrócić radość życia.

Piątego dnia, przy wschodzie słońca, od strony gór ujrzeli jeźdźca. Cóż za radość ich serca wypełniła, gdy okazało się, że ów jeźdźcem jest im znany młodzieniec, wraz z ukochaną przez nich królewną. Wszyscy zaczęli dziękować i podziwiać zacnego młodzieńca, a co wrażliwsi, ocierać ukradkiem łzy wzruszenia. Razem udali się do króla z tą radosną nowiną. Ojciec ujrzawszy swą córkę całą i zdrową wydal ucztę na część dzielnego młodzieńca. Uczta była iście królewska, trunki, niczym nektar bogów, cały czas wypełniały kielichy nie pozwalając zobaczyć dna, a jedzenie bogato przystrojone było nieziemsko pyszne. W czasie tej wspaniałej uczty, król wznosił toasty, wychwalał i dziękował dzielnemu wybawcy. Młodzieniec został obdarowany złotem i niezwykłymi klejnotami, o jakich nie śniło się nawet w najśmielszych marzeniach. Otrzymał honorowy tytuł Bohatera Wiekirny i był wielbiony przez wdzięcznych mu ludzi. Życzeniem jego, skromnym, było otrzymanie niewielkiego skrawka ziemi blisko lasu, by mógł sobie postawić nieduży domek. Król wypełnił obietnicę, a że było to skromne życzenie, polecił Wiekirniankom dbanie o dzielnego wybawcę służąc mu pomocą w potrzebie. Nie było to wcale trudne i męczące zadanie dla kobiet zważając, iż ich bohater był przystojnym, w pełni sił, wspaniałym mężczyzną. Jednocześnie robiły, co w ich mocy, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Wiekirnianki były zjawiskowo piękne, a ich stroje, niczym druga skóra, zmysłowe i prowokujące niejednemu zawróciły w głowie. Tak więc robiły wszystko, używając swoich wdzięków, aby zwrócił na nie swoją uwagę, lecz serce bohatera pozostało niewzruszone. Na nic strojenie się, zalotne spojrzenia, rozmowy z lekkim podtekstem erotycznym. Nic nie było w stanie rozbudzić w nim zainteresowania kobietami, lecz to nie znaczy, że serce jego pozostało niezdobyte. Były chwile, kiedy przyspieszało swój rytm i gnało jak szalone. Działo to się wtedy, gdy do jego uszu dobiegał rytmiczny dźwięk z pobliskiego lasu. Przyjemny dreszcz ogarniał jego ciało, gdy oczom ukazywał się idący do domu, po skończonej pracy drwal.

 

– Cooo?!!! Czy ja dobrze rozumiem, ja jestem… Jestem… Nie taka była umowa!

– Jak to, nie taka?

– No nie taka! Gdzie te wszystkie rozpustne laseczki? Gdzie moje rżnię…

– Ani mi się waż tak mówić! Poza tym, przecież otaczają cię kobiety. Umowa dotrzymana.

– Co za gówniane opowiadanie!

– Mam już dość! Wiesz, co ci powiem? Jaki bohater takie opowiadanie.

– Masz coś do mnie!? Jestem wspaniałym, uwielbianym, twardym, błyskotliwym mężczyzną marzeń rozumiesz! Mężczyzną, a zarazem wielkim bohaterem!

– Z ciebie taki bohater jak z koziej dupy trąbka! Ot, co!

Koniec

Komentarze

Skojarzyło mi się z taką upierdliwą piosenką, która cały dzień chodzi po głowie, człowiek ją nuci, przytupuje jej stópką, a gdy zdaje sobie sprawę, że jej nie lubi stara się, na darmo, ją zastąpić inną. 

Całe szczęście rozwinęło się w całkiem przyjemny tekst, bo ten przydługi początek już zacząłem omijać wzorkiem.

Mam niestety wrażenie, że już w którymś kościele wygrywano tę melodię.

F.S

Z początku tekst wiał mocno sztampą, ale autorka mnie zaskoczyła :)

Rzecz w tym, że jakoś humor mi jakoś nie podszedł po zmianie płyty. Jak patrze na tekst jeszcze raz, to niby wszystko jest ok, ale brakuje mi jakieś prawdziwej iskry.

Tymczasowy lakoński król

Zamiar był niezły, chociaż nie nowy, ale wykonaniu ikry zabrakło. Klasyczny od pewnego czasu chwyt z reorientacją – reorientacją, bo najpierw heros kobiet żądał – średnio ratuje sprawę. Zemsta narratora?

Pomysł nienowy, ale jeszcze nie całkiem ograny. Końcówka sympatyczna, chociaż takie dowcipy też już znałam.

No i teraz nie wiem, czy “tekst” był pisany świadomie słabo. Ale, skoro już wynotowałam, a bohater o tym nie wspomina…

Literówka w pierwszym zdaniu – takie rzeczy nie nastrajają pozytywnie.

Gdy słońce było już na niebie mieszkańcy powracali do swoich domostw, aby przygotować posiłek, a po nim rozpocząć monotonną i ciężką pracę na polach. Zajmowali się uprawą warzyw, lecz i tak większość pól była zasiana Nadniczyną. Były to rośliny bulwiaste o przepięknych, ogromnych, pomarańczowych kwiatach.

Powtórzenia. W ogóle warto zlikwidować większość “byłów”, tekst tylko zyska. Na razie brzmi to jak szkolne wypracowanie – nawet jeśli bezbłędne, to nie jest literaturą. Dlaczego nazwy roślin i zwierząt dużą literą?

– Orz w mordę, oczywiście, że NIE! To już wolę tę rybę.

Oż.

Z Ciebie taki bohater jak z koziej dupy trąbka! Ot, co!

Ty, twój, pan itp. w dialogach małą literą.

Babska logika rządzi!

Jakiś tam pomysł był, ale legł, przywalony fatalnym wykonaniem, skutkiem czego lektura nie dostarczyła mi żadnej przyjemności.

 

Wschód słoń­ca nad Gó­ra­mi Wiek­ny sta­no­wi­ło wy­da­rze­nie dnia dla po­bli­skich miesz­kań­ców do­li­ny Wie­kir­ny… – Raczej: Wschód słoń­ca nad Gó­ra­mi Wiek­ny sta­no­wi­ł wy­da­rze­nie dnia dla miesz­kań­ców pobliskiej do­li­ny Wie­kir­ny

 

Wschód słoń­ca nad Gó­ra­mi Wiek­ny sta­no­wi­ło wy­da­rze­nie dnia dla po­bli­skich miesz­kań­ców do­li­ny Wie­kir­ny, jak i prze­by­wa­ją­cych w tych stro­nach po­dróż­ni­ków. Pierw­sze pro­mie­nie wscho­dzą­ce­go słoń­ca pa­da­ją­ce na góry roz­po­czy­na­ły spek­takl ty­sią­ca barw. Góry tań­czy­ły na­mięt­ną czer­wie­nią, słod­kim różem, pa­sjo­nu­ją­cym fio­le­tem, mor­skim błę­ki­tem, na­sy­co­ną zie­le­nią, śnież­ną bielą, cie­płą żół­cią. Przed­sta­wie­nie koń­czy­ło słoń­ce w całej swej oka­za­ło­ści, a góry przy­bie­ra­ły kolor bez­k­się­ży­co­wej nocy. Gdy słoń­ce było już na nie­bie… – Powtórzenia.

 

a nogi odzia­ne mięli w wy­so­kie, cięż­kie i ma­syw­ne buty. – Rozumiem, że ciężkie i masywne buty były nieco przyciasne, dlatego musieli zmiąć odziane nogi, by zmieściły się w buty. ;-)

 

i pysku o nie­zwy­kle ła­god­nie wy­glą­da­ją­cym ob­li­czu. – Pysk z obliczem???

 

Ochot­ni­ków było nie mało… – Ochot­ni­ków było niemało

 

zbie­go­wi­sko ludzi udał się do karcz­my. Lu­dzie cie­ka­wi przy­by­sza… – Powtórzenie.

 

Był on ro­słej po­stu­ry, wy­róż­nia­ją­cy się wzro­stem… – Masło maślane. Skoro był rosły, musiał być wysoki.

 

a oczy jego miały nie­zwy­kły, jasno błę­kit­ny od­cień… – …a oczy jego miały nie­zwy­kły, jasnobłę­kit­ny od­cień

 

Po­wiem Ci, że od sa­me­go po­cząt­ku… – Po­wiem ci, że od sa­me­go po­cząt­ku

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Ten błąd występuje wielokrotnie w dalszym ciągu opowiadania.

 

ni­czym grom z ja­sne­go nieba, wszyst­ko pier­dy­kło! – …ni­czym grom z ja­sne­go nieba, wszyst­ko pier­dy­knęło!

 

Nie mam za­mia­ru robić za ja­kie­goś księ­cia z bajki! Je­stem wspa­nia­łym, przy­stoj­nym męż­czy­zną, więc nie rób ze mnie ja­kie­goś pa­ja­ca… – Powtórzenie.

 

to opo­wia­da­nie jest nic nie warte… – …to opo­wia­da­nie jest nic niewarte

 

no i tego ży­cze­nia. Tylko, żeby nie było jakiś nie­po­ro­zu­mień od­no­śnie ży­cze­nia… – Powtórzenie.

 

to dam ci lekką alu­zję, co do niego. – Aluzji się nie daje.

 

Mają pło­nąć z roz­ko­szy na mój widok i mają być nie­ziem­sko pięk­ne i od­po­wied­nio wy­po­sa­żo­ne, żeby nie było nie­do­po­wie­dzeń, to nie mają być ja­kieś ochła­py… – Powtórzenia.

 

Pie­prze to twoje całe za­sra­ne opo­wia­da­nie! – Literówka.

 

Wie­rzy­li, że tylko on jest w sta­nie ura­to­wać ich księż­nicz­kę… – Skoro to córka króla, była królewną. Księżniczka jest córka księcia.

 

Uroda Wie­kir­nia­nek była zja­wi­sko­wo pięk­na… – Masło maślane.

 

zmy­sło­we i pro­wo­ku­ją­ce nie jed­ne­mu za­wró­ci­ły w gło­wie. – …zmy­sło­we i pro­wo­ku­ją­ce niejed­ne­mu za­wró­ci­ły w gło­wie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas na przeczytanie opowiadania, jak i tym, którzy zechcieli go skomentować.

Finkla jeśli odczułaś, że tekst jest pisany naiwnie, czyli słabo, to znaczy, że uzyskałam zamierzony cel. Narrator miał robić wrażenie początkującego, naiwnego. To potyczka narratora z bohaterem. Kto wygra, kto postawi na swoim?

Regulatorzy wszelkie powtórzenia w dialogach pozostaną. Traktuję to jako cechę ludzką, nad którą w rzeczywistości się nie panuje.

Finkla, regulatorzy dzięki za wskazanie tylu błędów. Sprawdzę teraz moc edycji.

8-)

Ja zawsze mam rację. Nawet gdy nie mam racji, to ją mam.

No właśnie odczułam, ale potem zwątpiłam, bo może to świadomie… A potem zwątpiłam w wątpliwości, bo w rozmowie autora z bohaterem też jakieś błędziki były. Prawda – dużo mniej. Czyli Autorka część byków zrobiła specjalnie, ale nie wszystkie… No i pytanie, które? Takie tam rozterki komentatora. ;-) A tekst debiutancki, to mało danych.

Babska logika rządzi!

To nie jest debiut Autorki Dzio.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A, faktycznie. Zmyliło mnie, że na profilu tylko jeden, wcześniejsze wisiały, zanim się zarejestrowałam. I co się z nimi stało?

Babska logika rządzi!

Pamiętam Autorkę, stąd wiem, że to nie debiut. Wcześniejsze teksty powinny być Archiwum,

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka