- Opowiadanie: Kostka - Zagłada "Karczmy u Szmera"

Zagłada "Karczmy u Szmera"

Wiem, ze źle robię, ale nie mogę się powstrzymać.

;)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Zagłada "Karczmy u Szmera"

Stojący na wzgórzu budynek dudnił od dźwięków międzygalaktycznych hitów.

Tuż przed nim, pomiędzy skubiącymi trawę końmi, mułami i znudzonym tygrysem z siodłem na grzbiecie, stały lśniące kosmiczne ścigacze, harley o płonących żywym ogniem oponach i sterowiec.

– Karczma! Oczywiście! – Chuderlawy człowieczek z czarnym wąsikiem na popielatej twarzy poprawił poły niemodnego surduta. – Gdzie indziej ta durnowata banda przygłupów mogłaby się zebrać!

Podszedł do okna oberży i dyskretnie zajrzał do środka.

Byli wszyscy.

Pośrodku ogromnej sali, złożona z istot na widok których można stracić zmysły, grała na dziwnych instrumentach orkiestra.

Pomiędzy nimi, ledwo stojąc na nogach, łaził jakiś żabolud, napity jak nieboskie stworzenie, którym z pewnością był, i bełkocący co chwilę "it's a trap".

Pod sceną, dysząc ciężko, leżał czarno odziany, pokiereszowany dziwak i wymiotował do przypominającego wypolerowany nocnik hełmu.

– Postrach galaktyki, jego mać! – parsknął człowieczek.

Cycate dziewoje kręciły się pomiędzy rozwrzeszczanym tłumem kołtunów, na widok których robiło mu się niedobrze.

Z pogardą patrzył na nabuzowanych od piwska brodatych kurdupli, mierzył potępiającym wzrokiem zielonowłose lesbijki o kształtach wybiedzonych gruźliczek, które znudzone; siorbały bladymi wargami rozcieńczone wino z przypominających cmentarne znicze pucharów.

– Obrzydlistwo! – skrzywił się i wyjął ze skórzanej torby kilka lasek dynamitu od których przeciągnął miedziany przewód pod następne karczemne okno.

Orkiestra grała swoje.

Na zarzygany parkiet wylazło kilku solistów tańca nowoczesnego. Przylizany paker we wżynających się w niebieskie rajtuzy czerwonych majtkach, wywijał w powietrzu peleryną. Tuż obok niego wiła się w spazmach, które zapewne miały być tańcem, szczupła czarodziejka, pomiędzy nimi, jak wszędzie zresztą, kręcił się jeden z tych irytujących, nie noszących butów wypierdków o porośniętych włosami stopach.

Wąsaty intruz, mrucząc pod nosem przekleństwa, umocował na drewnianej ścianie karczmy kolejny ładunek i ruszył schylony pod następne okno.

Tutaj, naprzeciwko zaparowanej szyby, przy długim, otoczonym ławami stole, siedział prawdziwy powód jego wizyty. Stado jełopów, a jeden głupszy od drugiego, pomyślał, spoglądając na długouchego transseksualistę z łukiem przełożonym przez ramię i jego kompana, pijanego w sztok hrabiego o ziemistej cerze i zbyt długich zębach, odzianego (jakżeby inaczej!) w kretyńską pelerynę z wysokim kołnierzem.

Obok urżniętego władcy ciemności, mamrocząc coś do zużytej królewny; siedziała siwowłosa parodia starego metalowca z dwoma mieczami na plecach.

– Ależ bym ci pieprznął ekstra bliznę z drugiej strony tego tępego ryja! – zamruczał nad dynamitem człowieczek i skręcił przewody.

Kolejne okno i jeszcze jeden grymas obrzydzenia.

– Smok! – parsknął. – Też mi coś! – Złośliwie uśmiechnięty podglądacz z odrazą patrzył na leżącego przy kominku, wzdętym bandziochem do góry, jaszczura.

Bydlę spało, chrapiąc głośno i czkając od czasu do czasu dymem.

– Smok, a pijany jak świnia! – Następny ładunek był gotowy.

Ostatnie okno i siedzący przy nim goście również nie wzbudzili sympatii człowieczka.

– Niedomyty idiota w rogatym hełmie na zakutym łbie i na wpół ślepa pierdoła z hakiem zamiast dłoni – marudził pod nosem, szarpiąc się z przewodami. 

Z całego tego obrazka najkorzystniej wypadała siedząca na ramieniu jednookiego brodacza papuga, ale  tylko dlatego, że była sztuczna. Do kolorowego ptaka, z językiem wirującym nad obślinioną wargą, dobierał się podstarzały satyr w lateksowym kostiumie nietoperza.

– Już niedługo! Szmaciarze! – tryumfalnie syknął człowieczek montując pod oberżą ostatni ładunek.

– Zaraz chuchnę, zaraz dmuchnę… – zarechotał na cały głos, biegnąc na krzywych nogach w stronę lasu. Pomarańczowa nitka miedzianego kabla ciągnęła się za nim, świszcząc w powietrzu do wtóru bajkowej zwrotki.

Karczma podskakiwała w fundamentach od coraz głośniejszej muzyki.

Okna na piętrze drewnianego budynku zabłysły od dyskretnych świateł.

– Oho! – zaśmiał się chuderlawy wąsacz. – Pierwsi goście właśnie wyruszyli mieszać materiał genetyczny – mówił do detonatora, z lubością, niemal nabożeństwem, umieszczając w drewnianej skrzynce koniec przeciągniętego pomiędzy ładunkami kabla. – Popsuję ja wam bara – bara, raz na zawsze – rechotał. – Skończyło się babci sranie! Nabite od dolarów konta, za byle gówno, byle chłam kolorowy. Skończyły się pijackie wycieczki po czerwonym dywanie. Najnowsze samochody i biały proszek wciągany przez bulwiaste, krasnoludzkie nosy. Nie będzie konwentów, spędów i innych "conów". Od dziś, widz i czytelnik, jeden będzie miał wybór. Wybór prosty i oczywisty, bez odciągających jego uwagę sztucznych cycków i opiętego gumą męskiego krocza! – Wąsaty chudzina nie zważał już na to, czy ktoś go słyszy, czy nie, darł się do samego siebie, toczył ślinę, a błyszczące obłędem oczy łypały złowrogo znad czarnych sińców.

– Od dzisiaj dobry wybór, to brak wyboru! – Położył na drewnianej rączce detonatora drżące z podniecenia dłonie. - A Kruk rzecze: – Nigdy już! – zacytował samego siebie i nacisnął dźwignię.

 

Koniec

Komentarze

Dość udana satyra na wszelkiej maści archetypy występujące w naszym ulubionym gatunku. Jednak wykonanie jak i sam pomysł na kolana nie powala. 

Ojojoj! Rozwaliłeś prawie wszystkich najważniejszych bohaterów. I kogo my teraz będziemy obsmarowywać w konkursie? Buuu! ;-)

Niestety, nie rozpoznałam tego gościa z detonatorem. Pewnie dużo mi przez to umknęło.

Babska logika rządzi!

Dzięki za komentarze. :)

Nie powiem kto wysadził karczmę, ale jestem pewien, że ktoś w końcu zgadnie.

;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Rozmach, trzeba przyznać, jest :D Takiego stężenia nienawiści w jednym opowiadaniu dawno nie uświadczyłam :D Lektura lekka i całkiem przyjemna. Nie mogłam się tylko oprzeć wrażeniu, że sabotażysta, znając go, byłby raczej subtelniejszy w wyborze metod sabotowania. Tu kogoś w trumnie zamknąć ku chwale własnych lęków, tam na kogoś czarnego kota nasłać, coby biedaka w otchłań szaleństwa wpędził, ewentualnie wywołać u kogoś fetysz zębów… Ale rozumiem, że go upadek literatury fantastycznej tak sfrustrował, że się musiał wyżyć tu i teraz i na wszystkich naraz ;D

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Przeczytałam bez przykrości, ale i uśmiechu nie było. Wybuchający dynamit niczego mi nie urwał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba domyśliłam się, kto był podpalaczem. :)

 

Miałam tak samo jak, Regulatorka. Troszkę za mało, jak na parodię. Chyba wolę jak jest jeden utwór parodiowany, a nie cała fantastyka. 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Do samego końca wydawało mi się, że bomberem jest Tajemniczy Don Pedro, szpieg z Krainy Deszczowców. Nie pytajcie dlaczego ;-) Humoreska zacna, choć nieco za krótka, by mogła zostać pełnoprawną parodią. Znudzony tygrys z siodłem na grzbiecie zupełnie mnie rozwalił. W ogóle na parkingu brakowało chyba tylko Czerwia. Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

O, ja też tak przez chwilę myślałam – z powodu wąsika. Ale jak przez cały czas nie powiedział “Carramba”, to zwątpiłam.

Babska logika rządzi!

A ja zgooglowałam i wiem. O!

Poza tym mam jak Regulatorzy :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dupy niestety nie urywa.. ten dynamit. :P Brak humoru i brak fabuły, na plus bogactwo postaci :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Takiego stężenia nienawiści w jednym opowiadaniu dawno nie uświadczyłam :D

Dziękuję.

;)

@thargone, nie pomyślałem o czerwiach, mój błąd, nic tak nie ożywia opowiadania, jak tłusty robal. :)

Dziękuję wszystkim za wizytę, komentarze i krytykę.

Napisałbym – “Niech Moc będzie z wami”, ale ona też wyleciała w powietrze.

;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Niby lekko i przyjemnie, ale jakoś nie spowodowało u mnie uśmiechu. Trochę za dużo motywów – traci się ochotę na ich odkrywanie, bo ledwie jeden akapit kończysz, a w następnym jeszcze dwie “zagadki” do ogarnięcia. 

Niecny plan! ;)

Rzeczywiście prawdziwy miszmasz znanych bohaterów. I właśnie trochę ten chaos mi przeszkadzał. Ale czyta się gładko.

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Początek wywołał uśmiech na twarzy, głównie dzięki tygrysowi i skojarzeniu knajpy z tą tutaj, ale im dalej w las tym więcej grzybów w barszczu, przez co zdążyłam się znudzić (co zważywszy na ilość znaków i fakt, że nie czytało się źle, zdziwiło nawet mnie samą)

– Karczma! Oczywiście! – chuderlawy człowieczek z czarnym wąsikiem na popielatej twarzy poprawił poły niemodnego surduta.

Chuderlawy

 

Pozdrawiam:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Deirdriu, Nazgulu, Alex – dziękuję za odwiedziny i komentarze. :)

Chuderlawemu “C” utyło.

;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Przeczytałem. Zdziwiłem się, widząc średniki zamiast przecinków. Nie rozpoznałem typka z wąsikiem, ale to nieważne. Hurtowa zagłada sztampowych postaci skłoniła mnie do zadania pytania: kto, kiedy i jakie nowe stwory wymyśli? Bo jednak czegoś / kogoś zabrakłoby… :-)

Hurtowa zagłada sztampowych postaci skłoniła mnie do zadania pytania: kto, kiedy i jakie nowe stwory wymyśli?

Zgliszcza “Karczmy u Szmera” jeszcze nie ostygły, gdy młody pisarz, debiutant, pojawił się z nową powieścią u Wydawcy przez duże “W”. Niesamowitą historię  o “Czarnym Czymś z czerwonymi oczami, co to siedzi przy studni i wodę z wiadra pije” wydano z marszu w trzech językach. Zekranizowano następnego dnia.

Biedny, chuderlawy człowieczek z czarnym wąsem na osmolonej twarzy, jeszcze tego samego dnia rozbił kruka skarbonkę, prosząc Boga, w którego nigdy nie wierzył, by zaskórniaków wystarczyło na kolejną porcję dynamitu…

 

Dzięki za odwiedziny, Adamie. :)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Niesamowitą historię  o “Czarnym Czymś z czerwonymi oczami, co to siedzi przy studni i wodę z wiadra pije” wydano z marszu w trzech językach.

Hola hola! Nie podpisywałem żadnej zgody na wykorzystywanie mego wizerunku w mediach! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Kostko, thargone – :-) :-) :-) !

@thargone, zamiast się złościć, ciesz się chwilą sławy. :D

Póki Edgar zaskórniaki liczy.

;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Orangutan z brzytwą byłby bardziej w stylu tego pana, ale widocznie każdy lubi porządne KABOOM.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Porządne KABOOM jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło…

…a może?

;)

 

Dzięki za odwiedziny.

 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Nie rozumiem założeń tego opowiadania. Czemu Poe?

A propos końcowego cytatu: dobry przykład na to, jak tłumaczenie może wykastrować sens utworu.

Sama sobie narobiłam bałaganu – jako dyżurująca powinnam napisać kilka słów komentarza; jako juror powinnam tylko zameldować, że przeczytałam.

Hmm, muszę się zastanowić co zrobić.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie rozumiem założeń tego opowiadania. Czemu Poe?

Ze względu na formę, to miała być (z naciskiem na “miała”) groteska, a Poe wydał mi się jedną z ostatnich osób, które chciałyby znaleźć się pośród kolorowego towarzystwa balującego w karczmie, dlatego znalazł się na zewnątrz.  :D

Jest też inny powód, ale nie mam czasu teraz, by go opisywać. 

@śniąca, nie podpowiem Ci, sam nie wiedziałbym jak wybrnąć. Jeśli chcesz, możesz nawrzucać mi za  ten szorcik na PW, ale nie wiem, czy to się liczy dyżurującym.

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Jakkolwiek wizja kogoś, kto z entuzjazmem rozwala sztampowe towarzystwo do mnie przemawia, to sama realizacja już mniej… Niemniej ideę pochwalam ; >

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zamysł może i był, ale po parodii spodziewałem się czegoś innego. Właściwie tekścik traktuje o szaleńcu, którego motywy wydają się być nawet zrozumiałe, niemniej czegoś tutaj zabrakło. 

kolejny ładunek i ruszył schylony pod kolejne okno.

Ależ bym ci pieprznął kolejną bliznę z drugiej strony tego tępego ryja! – zamruczał nad dynamitem człowieczek i skręcił przewody.

Kolejne okno i kolejny grymas obrzydzenia.

Bardzo koleinowe opowiadanie. Podejrzewam, że pierwsze i ostatnie powtórzenia były zamierzone, a na środkowe nie zwróciłeś uwagi. Jak dla mnie, przy lekturze ostatnie powtórzenie wygląda na zamierzone, środkowe na przeoczone, a pierwsze na niezamierzone.

 

O tym, że chodziło o Edgara, dowiedziałem się już Poe.

:D

 

Ogólne wrażenie sympatyczne, choć dynamitowych wybuchów śmiechu nie ma. Całkiem zręcznie ująłeś całą tę bajkową hałastrę ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, ktoś jeszcze zajrzał. ;)

Dziękuję za komentarze i krytykę.

Koleiny z grubsza wyrównałem. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Parodia wszystkiego? Pierwsze, co mi przy czytaniu przyszło na myśl to animacja „Chubbchubbs”. Tam też było walne zgromadzenie różnych postaci.

A teraz, po małej dygresji, wrócę do parodii wszystkiego. Niby pojawiają się w prześmiewczy sposób pokazani chyba wszyscy znani bohaterowie, ale przez ich ilość jest jak dla mnie tak po łebkach. Zabrakło mi – choćby absurdalnego – wyjaśnienia powodu, by postaci z różnych stylów, epok, konwencji, zebrali się razem w jednej karczmie, idealnie wpasowując się w plan bombera i ułatwiając mu maksymalnie wykonanie planu. Takie bardzo jednostronne to spojrzenie.

No i zburzyłeś mój obraz Poego…  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak na dobrą sprawę, to nie ma tutaj akcji. Ot, lecisz od jednego do drugiego, opisując, i nagle dynamit. Kurtyna.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka