- Opowiadanie: SHADZIOWATY - Siedem punktów dla Gondoru

Siedem punktów dla Gondoru

Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby dwaj stosunkowo podobni do siebie czarodzieje zamienili się miejscami? Jakie decyzje podjąłby Gandalf na miejscu Dumbledore’a? Specjalny props dla tych, którzy znajdą smaczek z twórczości GRRM.


Podziękowania dla Pana Adasia za inspirację tytułową oraz ,,przeczytunek najpierwszejszy’’.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Siedem punktów dla Gondoru

Poły szarego płaszcza otarły kurz ze skrzypiących stopni drewnianych schodów. Rytmiczne stukanie długiego kija, niosło się echem po klatce schodowej sierocińca. A zbutwiałe powietrze wypełniła chmura gryzącego dymu, gdy brodaty jegomość pyknął kilkukrotnie długą fajką.

– Panie Gandalf – rzekła drobna kobieta z chustą na głowie. – Byłam, jak by to powiedzieć, lekko zdezorientowana, gdy otrzymałam pański list. Przez te wszystkie lata, Toma nikt nie…

– Gandalf – Mężczyzna zatrzymał się i zamyślił. – Tak, tak mnie kiedyś nazywano. Gandalf Szary. To było moje imię.

Wychowawczyni zmierzyła starca podejrzliwym wzrokiem i kontynuowała powoli.

– Jak mówiłam, panie Gandalfie Szary…

– Jestem Gandalf Biały! I powracam do was teraz, gdy losy się odwróciły.

– Tak, tak, wspominał pan o tym w liście. Tylko, że Toma odkąd do nas trafił, nikt nie odwiedzał. Poza tym, oczekiwałam pana wczoraj, wspomniał pan, żeby wypatrywać pana piątego dnia o świcie. Aby o brzasku patrzeć na wschód.

Starzec spojrzał na nią groźnie, jakby rosnąc w oczach. W korytarzu zrobiło się ciemno, a z ust mężczyzny wydobył się tubalny, przerażający głos. – Czarodziej nigdy się nie spóźnia, nie jest też zbyt wcześnie, przybywa wtedy kiedy ma na to ochotę.

Kobieta stała jak sparaliżowana, udało jej się jednak lekkim kiwnięciem wskazać drzwi, zatrzaśnięte na kilka zamków. Czarodziej podszedł do nich i silnym uderzeniem drewnianego kostura wyłamał zabezpieczenia.

– Panie Gandalfie Biały – jęknęła roztrzęsionym głosem. – Nie dłużej niż kwadrans, dobrze?

– My decydujemy tylko o tym, jak wykorzystać czas, który nam dano – odrzekł, uśmiechnął się i wszedł do pogrążonego w mroku pomieszczenia.

Szczupły, bladolicy chłopiec zmierzył go lodowatym spojrzeniem. Za starym, uchylonym oknem szalał wiatr.

– Jak leci Tom? – rzucił Gandalf i dwoma pyknięciami fajki zadymił cały pokój.

Chłopak rozgonił szarą chmurę ręką i odpowiedział podejrzliwie. – Dzień dobry.

– Co masz na myśli? Czy życzysz mi dobrego dnia czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy sam dobrze się tego ranka czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być dobrym?

Tom uniósł brwi, kątem oka patrząc na siedem kamyczków ułożonych na parapecie.

– Czy mogę jakoś panu pomóc?

– Szukam kogoś, kto by zechciał zapisać się do szkoły, to znaczy do akademii, w której uczę; bardzo trudno kogoś takiego znaleźć.

– Jest pan lekarzem, prawda? Chcą by się pan mi przyjrzał, sądzą, że jestem inny.

Gandalf rozsiadł się na skrzypiącej pryczy, pyknął kilka razy fajką, a z jego ust wystrzeliło kilka perfekcyjnych kółek i statek, który przez nie przefrunął.

– Nie jestem lekarzem – odrzekł. – Jestem Gandalf, a Gandalf znaczy… ja. A nie mają racji? Nie jesteś inny?

Tom odwrócił się w stronę okna. – Potrafię sprawiać, że przedmioty lewitują oraz rozkazywać zwierzętom. Mogę także sprawiać ból ludziom, którzy są dla mnie niemili. Ale kim pan jest?

– Jestem taki jak ty.

– Nie wierzę. Niech pan to udowodni.

Gandalf uśmiechnął się, a z jego kostura wystrzeliły kolorowe fajerwerki. Przybierając postać smoków i orłów, szybowały w zadymionym pokoju. Nagle wszystkie, w jednym momencie, poleciały w stronę wysokiej szafy.

– Coś próbuje się stamtąd wydostać, Tom.

Chłopiec podszedł do starego mebla, wyjął z niego blaszaną skrzynkę i wysypał jej zawartość na łóżko.

– Mój skarb – szepnął zachłannie.

– Skarb. Był tak nazywany wcześniej, ale nie przez ciebie – Gandalf uniósł brwi i pokręcił głową. – Znam kilku krasnoludów, którzy z pewnością żałują, że spotykam cię dopiero teraz. Byłby z ciebie niezły włamywacz.

Tom uśmiechnął się pod nosem.

– Postanowione więc – powiedział Gandalf, wytykając go palcem. – Dobrze ci to zrobi, a i mnie zabawi.

Czarodziej szykował się już do wyjścia.

– Potrafię rozmawiać z wężami, znajdują mnie – wypalił chłopiec.

Zakłopotany starzec podrapał się kosturem po potylicy i spojrzał na ciemną chmurę fajkowego dymu. Podszedł do okna i uchylił je. – Powinniśmy tu trochę przewietrzyć.

Coś poruszyło się w krzakach, Tom zmarszczył gniewnie brwi, a Gandalf wycelował kostur w stronę intruza i powoli zbliżył się do parapetu. Wziął zamach i zdzielił mocno chłopaka czającego się za oknem, sięgnął po niego i wtaszczył do środka.

– Lucjusz Malfoy! – Starzec ryknął chłopcu w twarz. – Mów coś słyszał i czemu podsłuchiwałeś!

– Niech mnie pan w nic nie zmienia! – krzyknął błagalnie blondyn.

– Niee? – Czarodziej spojrzał na zdezorientowanego Toma. – Może faktycznie nie. Wymyśliłem coś lepszego, coś, co ci zamknie usta, a zarazem ukarze cię za podsłuchiwanie…

 

***

 

Ogień nikczemnie trzaskał w kominku, gdy Tom Riddle przechadzał się po wypełnionym eliksirami i pustymi naczyniami pokoju.

– Byłem niedawno w bibliotece, panie profesorze – zaczął młodzian. – W dziale ksiąg zakazanych i przeczytałem coś raczej dziwnego o pewnej specyficznej dziedzinie magii. Nazywa się, jeżeli to dobrze rozumiem, horkruks.  

Slughorn zmarszczył czoło. – Co proszę?

– Horkruks. Natknąłem się na ten termin kilkukrotnie, jednak nie pojąłem w pełni jego znaczenia.

– Nie wiem co czytujesz, Tom. Ale to bardzo czarna magia, niebezpieczna sprawa.

Tom ściszył głos. – Właśnie dlatego przyszedłem z tym do pana.

– Hork…

Dębowe drzwi rozwarły się gwałtownie i z łoskotem. Siwy brodacz w długiej szacie i kapeluszu wparował do środka, ciskając w Slughorna oskarżającym spojrzeniem.

– Tom! Wracaj do dormitorium!

Chłopak skinął głową i niemal wybiegł z lochu.

– Gandalf, wybacz mi… – zaczął niepewnie, przestraszony profesor.

Czarodziej przyparł go do stołu, rozlewając zawartość czarki mężczyzny, na jego szatę.

– Patrz na mnie! O co zapytał?!

– O horkruks, zapytał mnie o horkruks, czym jest.

– Tylko o to pytał?!

– Tak, tak, tylko o to.

Gandalf nim potrząsnął. – Co mu powiedziałeś?! Mów!

– Nic! Nic! Nie odpowiedziałem.

 

*

 

Gandalf pyknął kilkukrotnie fajką i wypuścił obłok dymu, który przeleciał nad stołem pełnym nauczycieli.

– W oczach Horacego nie było kłamstwa. Jest głupcem… ale chociaż szczerym. Nie powiedział Tomowi nic o horkruksie. Mieliśmy jednak ogromne szczęście, Horacy poznał plany chłopca i jego pociąg do czarnej magii. Kto rozszczepia i rujnuje rzecz, aby zobaczyć, czym była w środku, schodzi z drogi mądrości. Trzeba go powstrzymać.

– Nie masz tutaj władzy, Gandalfie Szary – wysapał dyrektor Dippet.

Czarodziej wstał i rozchylił szary płaszcz, odsłaniając śnieżny. – Jestem Gandalf Biały!

 

*

 

– Panie profesorze – zawołał Tom Riddle za Gandalfem, pokonującym po kilka stopni jednocześnie.

Czarodziej odwrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na chłopca.

– Nie odpowiedział pan na sowę, odnośnie mojego zaliczenia z zaklęć.

– Nie było na co odpowiadać.

Tom rozłożył pytająco ręce. – Ale przecież zaliczyłem wszystkie testy i ćwiczenia praktyczne.

Gandalf westchnął, zszedł na półpiętro i stanął przed bladym Riddle'm.

– Przykro mi Tom, ale zacząłeś się interesować rzeczami, które przekreślają twoje szanse na zostanie absolwentem Hogwartu.

– Co pan ma na myśli? – zapytał Tom, czując jak gniew zaćmiewa mu zmysły.

Czarodziej zdjął kapelusz, zamieszał w nim ręką i wydobył pięknie zdobiony, czerwony miecz. W drugą rękę chwycił swój kostur, skrzyżował oręż w powietrzu i z całej siły uderzył nimi o posadzkę.

– You shall not pass!

Gandalf skrzywił się i jęknął, łapiąc się za plecy. Wymamrotał coś pod nosem, odwrócił od młodziana i zaczął z powrotem wspinać się po schodach, zostawiając go oniemiałego na półpiętrze.

Tom sięgnął za pasek. – Avada…

Cichy świst rozdarł powietrze, a zaraz po nim rozbrzmiał plask upadającego na posadzkę ciała. Gandalf spojrzał za siebie, na znieruchomiałego Riddle'a. Chłopiec leżał na boku, z różdżką w dłoni i drewnianą strzałą sterczącą ze skroni. Czarodziej spojrzał za okno i uśmiechnął się do blondwłosego elfa balansującego na olbrzymim orle, niczym na desce surfingowej. Smukły mężczyzna złożył łuk wzdłuż ciała i ukłonił się nisko starcowi.

Czarodziej odwzajemnił gest, kątem oka dostrzegając potarganą kotkę, wpatrującą się w niego wnikliwie. – Panie Filch, trzeba tu posprzątać. Proszę tylko uważać, żeby nie poplamić sobie szaty.

Woźny wzruszył ramionami i uśmiechnął się parszywie. – Znajdę sobie następną.

Koniec

Komentarze

Spodziewałam się, że opowiadanie konkursowe, jak na parodię przystało, rozbawi mnie, a tu, niestety, nic mnie nie rozśmieszyło. Pewnie czegoś nie zrozumiałam. :-(

 

Byłam, jakby to po­wie­dzieć… – Byłam, jak by to po­wie­dzieć

 

drzwi, za­trza­śnię­te na kilka kłó­dek. – Kłódki nie zatrzaskują drzwi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, mnie też nie rozbawiło. Być może dlatego, że LOTR-a czytałam dawno temu, nie pamiętam wiele i wiele smaczków musiało mi umknąć.

Zgrzytał mi Lucjusz w sierocińcu. W HP to była przecież arystokracja. W oryginale też tak było?

Popracuj nad interpunkcją.

Babska logika rządzi!

Zaskakujące, jak dobrze się Gandalf wpasował w realia HP…

Smaczki całkiem smaczne, ale momentami w opowiadaniu zabrakło mi jakiejś lekkości dowcipu, czegoś oryginalnego, nie tylko wsadzenia Gandalfa do Hogwartu i powtarzania frazesów w innych okolicznościach niż kanoniczne. Początek jest najlepszy, najświeższy, później robi się trochę ciężej i coraz bardziej wymuszenie, a końcówka jest IMHO najgorsza, taka żywcem wyjęta z kiepskiego fanfika. I ten Legolas ex machina, wstyd… 

 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Bardzo zręcznie skomponowany misz-masz scen-klasyków z HP/WP (jeśli wywalić pierwsze “p” i w odpowiednim miejscu dołożyć “d”, to wyjdzie nam bardzo interesujący akronim. Przypadek?). Tak więc za pomysł i wykonanie elegancki plusik. Niemniej, choć dosyć tego, żeby zniesmaczyć komputer uśmiechem podczas czytania, to jednak za mało, by wpaść w jakiś większy zachwyt i piać jak kur o świtaniu.

Niezupełnie zgadzam się z Grav, że Legolas wyskoczył w finale zupełnie z dupy, na podobieństwo owsika (ale też nie zupełnie się z nią nie zgadzam) choć przyznać muszę, że osobiście nie zdecydowałbym się na wprowadzenie do tekstu właśnie tej postaci. I to nie tylko dlatego, że Jackson totalnie spierdzielił mu markę. Od unieszkodliwiania gnojków atakujących, od tyłu jest Moody, którego obecność na miejscu wypadku byłaby o wiele bardziej usprawiedliwiona i nie tak kontrowersyjna.

No i przeskok z elfa i jego ptoka do woźnego i jego kota jest tak poplątany i niejasny, że nie wiem w sumie, czy elf jest woźnym, tudzież woźny elfem, a orzeł kotem, tudzież odwrotnie, czy to jednak dwa różne dream teamy.

Interpunkcja też z Mordoru.

 

Niemniej lekturka przyjemna.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przeczytałem to od tyłu, w sensie akapit po akapicie od tyłu, i jakoś było śmieszniejsze:) 

 

Ach, przeczytać LOTR jeszcze raz… 

Rozmarzyłem się.

F.S

Najbardziej rrozbawiło mnie "You shall not pass!" Ha, coś takiego powinno trafiać do indeksów, zamiast "niedostateczny". Niestety, parodia nie pozostanie na długo w mej pamięci. I nie dlatego, że pamięć owa dziurawa jest niczym skarpetki kloszarda. Choć przeczytałem z przyjemnością.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Znalazłem smaczek, propsy dla mnie!

Rozchodzi się o to, że w ekranizacji Harry’ego Pottera rolę pana Filcha zagrał David Bradley, ten sam, który w Grze o tron wcielił się w postać Waldera Freya, współodpowiedzialnego za Krwawe Gody.

– Panie Filch, trzeba tu posprzątać. Proszę tylko uważać, żeby nie poplamić sobie szaty.

:D

Jest jeszcze ostatnie zdanie:

– Znajdę sobie następną.

Tak odpowiedział stary Frey, kiedy Catelyn zagroziła, że poderżnie gardło jego żonie.

Niestety, nie rozbawiło mnie. :( Pomysł wydał mi się bardzo obiecujący i przystąpiłem do czytania z entuzjazmem, który ginął z każdym kolejnym akapitem. Wszystko sprowadza się do wymieszania kilku dialogów i imion bohaterów; do tego mam wrażenie, że bez większego zamysłu. :(

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Ja również po przedmowie liczyłem na coś więcej. Jak zauważył Elanar, pomysł miał ogromny potencjał.  Nie uważam,  że całkiem go zmarnowano, ale spory niedosyt jest. Ale całość napisana porządnie, więc czasu poświęconego na lekturę nie żałuję.

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Podobało mi się. Nie tak, jak mojej córce – fance HP – ale zawsze :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Najbardziej podobał mi się początek w sierocincu. Później już mniej. Ogólnie nie jestem zdecydowana, czy opowiadanie bardziej na plus, czy na minus.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Łojezu ; p Muszę to przemyśleć.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Albo tu jest jakiś ukryty (przede mną) zamysł, albo strasznie wymuszona ta parodia.

Nie no, smaczków jest sporo, ale zaiste impet spada w miarę zbliżania się do końca. Początek zdecydowanie jest najzacniejszy : )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dużo klasycznych nawiązań z Władcy Pierścieni, szkoda tylko że w ogóle nie było śmieszne.. Orła na którym przyleciał Legolas mógłbyś zamienić na testrala – byłby lepszy mix. Ogólnie – średnio.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Niestety, w ogóle nie jestem rozbawiona. Mimo wszystko, motywy są bardzo łopatologicznie przekazane – kwestie Gandalfa czy poszczególne sceny powyciągane żywcem z filmów i książek. O wiele za grubymi nićmi szyte. Nawet jeżeli ilość smaczków jest większa, nie jestem zachęcona by ich dalej szukać. 

Sugeruję zmianę Luciusza na Lucjusza (literówka?)

 

Dziewczyny mają rację – początek intryguje (sierociniec+) a potem już robi się tak sobie. Całkiem ładnie wymieszałeś obydwie historie i “you shall not pass” pojawiło się w odpowiednim momencie, ale to wciąż trochę za mało, żeby wywołać salwy śmiechu. Wyszedł ci znośny crossover, ale czy parodia?

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przeczytałam tekst, potem komentarze. Pierwszy uśmiech pojawił się dopiero przy “Interpunkcja też z Mordoru” :)

Coś tu nie zagrało.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ambitna próba i sporo smaczków, ale jednak za mało, żeby zrobić z tego dobrą parodię. Natomiast brakuje temu trochę polotu no i ta interpunkcja…

 

Plus za tytuł.

 

 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Melduję, że przeczytałam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Faktycznie – odniesień jest dużo, co chyba trzeba zaliczyć na plus. Wydaje mi się, że jednak sama historia jest za mało nośna, by – w oderwaniu od tych intertekstualizmów – przykuć uwagę czytelnika.

I po co to było?

Mam podobne wrażenia jak inni – opowiadanie napisane nieźle, ale wcale nie jest śmieszne. W dodatku próba połączenia dwóch odrębnych światów jakoś nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. 

Do przeczytania i zapomnienia. 

Jak dla mnie to nie parodia, ale opowiadanie samo w sobie przyjemne.

Jak na parodię – mało śmieszne, ani szydzi, ani specjalnie bawi. Dobry początek – scena w sierocińcu – nie utrzymuje jednak ciężaru całości, gdy reszta tekstu leci w dół.

Na duży plus z pewnością doskonałe zgranie przeplatanek kwestii i scenek HP i WP. Kilka razy uśmiech wywołały, a więcej jeszcze zdumienia ile pracy włożyłeś, by to poskładać.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarz :) Nie trafiłem z koncepcją, ale chociaż dobrze się bawiłem klecąc to w całość.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Czytało się nieźle, koncepcja – wbrew temu, co piszesz w ostatnim komentarzu – moim zdaniem fajna, tylko nie było zbyt śmiesznie. Odnoszę wrażenie, że jedynym elementem czysto humorystycznym miał być sam fakt zamienienia ról. No, aż do czasu zakończenia, które zupełnie odstaje od reszty. Może gdyby odpuścić sobie parodię i popracować nad tekstem ciut dłużej, to wyszłoby z tego coś znacznie lepszego :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka