- Opowiadanie: Jesień - Korporacja

Korporacja

Kiedyś, zanim zabrałam się za opowiadania, pisałam wiersze. No i tak sobie czasem je odgrzebuję i rzucam na żer krytyce ;)

Miłego znęcania się!

Dyżurni:

brak

Oceny

Korporacja

goląc głowę przed lustrem

patrzę

w zapadnięte oczy wracającego

z obozu 

pracy

 

żeby nie zapomnieć

tatuuję czarną igłą

markera

numer NIP PESEL PIN REGON

na wątłym ramieniu zagazowanego

miejskim powietrzem

ubieram

pasiastą piżamę

 

rano

wstanę na apel

budzika

minę wartownika

na osiedlu jednakowych baraków

odprowadzany czujnym wzrokiem

luf 

stróżujących na wieżyczkach

kamer

przekroczę szlaban płot bramę

z motywującym napisem

na chwilę wolny

nim zawiezie mnie na roboty

 

bydlęcy wagon

tramwaju

Koniec

Komentarze

Świetne są te nagłe zmiany znaczenia wersów, zazębiające się dwie perspektywy, uzyskane dobrze wykorzystanymi przerzutniami.

Z przyjemnością przeczytałam dwa razy, raz po razie. Podobało mi się, co tu dużo mówić. A o poezji pisać nie umiem ;)

Droga Jesieni, po przeczytaniu Twojego wiersza pozostał mi tylko i wyłącznie głęboki niesmak.

Zupełnie abstrahując od niezrozumiałych dla mnie podziałów wierszy i całkowicie chybionych metafor, rzeczy, które porównujesz w „Korporacji” są zupełnie nieporównywalne. To trochę tak, jakbyś porównywała „cierpienia” pana Kaczyńskiego w czasie stanu wojennego, z doświadczeniami ludzi, którzy faktycznie byli internowani. Albo: „cierpienia” co niektórych celebrytów z trudnościami, z którymi musi zmagać się zwykły człowiek.

Powiem tak: jeśli ta korporacja jest taka straszna to przestań(cie) w niej pracować. Przestań(cie) użalać się nad ciężkim życiem i marudzić jak Ci/Wam źle. Odpuść(cie) sobie kredyt na mieszkanie, samochód, laptop, nowy telefon komórkowy czy bezpieczeństwo zatrudnienia i poszukaj(cie) zajęcia gdzieś indziej (w Polsce czy poza nią). Pamiętaj(cie) o jednym – Ty/Wy macie wybór. Więźniowie obozów koncentracyjnych tego wyboru nie mieli.

Członkowie mojej rodziny umarli w obozach pracy na Syberii. Członkowie rodzin moich bliskich znajomych umarli w niemieckich obozach koncentracyjnych. Wiele lat temu miałam zaszczyt rozmowy z osobą, która taki obóz przeżyła. To, co zobaczyłam w twarzy tej starszej pani… Ten ból, niesprawiedliwość, wspomnienia tak okrutne, że nawet dziesięciolecia nie są w stanie ich wymazać. A Ty porównujesz tramwaj w godzinach szczytu do wagonów bydlęcych?! Kamery monitoringu do broni strażników?! WSTYD!

 

(przerwa na papierosa, bo jestem tak zła, że aż mnie trzęsie)

Hmm... Dlaczego?

Chyba rozumiem zdenerwowanie Drewian, jak i fakt, iż piekło obozów pracy/koncentracyjnych jest właściwie nieporównywalne.

Ale dlaczego nie stosować takiego chwytu? U jednych wywoła wzburzenie i niesmak, innych zmusi do zastanowienia… Drewian ma oczywiście rację, styl życia można sobie zmienić, więzień obozu najczęściej nie mógł nawet starać się przeżyć jak najdłużej, bo i to nie zależało od niego.

Jednak nie sądzę by porównania takie, jakkolwiek mogą wydawać się nierozsądne, nieprzemyślane, tanie, czy co tam jeszcze, miałyby w jakiś sposób umniejszyć znaczenie pamięci o ogromie cierpienia ofiar. A to jest chyba najistotniejsze.

Co do samego wiersza, to obawiam się, iż to kolejny przykład nieśmiertelnej chwały entera. Gdyby poszatkowane wersy połączyć zgrabnie w normalne zdania, wyszedłby ładny szorcik.

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przepraszam, jeśli uraziłam czyjeś osobiste odczucia. Nie było moim zamiarem umniejszanie doświadczeń tamtych strasznych czasów… tylko raczej pewnego rodzaju ostry kontrast, może nieco skandalizujący (?) ale właśnie zmuszający do myślenia. Bezpośrednią inspiracją były tu dla mnie prace A. Żmijewskiego (artysty, nie aktora) które właśnie próbują zderzać traumatyczne doświadczenia historii ze współczesnym “szczęśliwym z nakazu” światem…

Dodatkowo, jest we mnie głęboki sprzeciw co do twierdzeń typu “przecież można zmienić styl życia”. Mówią je zwykle osoby, które odniosły pewien sukces albo mają komfortową sytuację życiową. Nie zazdroszczę nikomu – jeśli komuś się wiedzie, to zapewne sobie na to ciężko zapracował – ale niestety z okien wygodnych mieszkań nie ma dobrej perspektywy. To iluzja; pułapka prekariatu i perfidia Systemu polega właśnie na tym, że pewne grupy ludzi nie mogą właśnie zmienić swojego życia “same z siebie”. Tkwią w piekle “ukrytej biedy”, stagnacji, niemożności zrobienia kroku w żadną ze stron. Często nie ze swojej winy, a z powodu okoliczności zewnętrznych i w wyniku działania mechanizmów społecznych. Been there, done that – to nie są czcze rojenia lewackiej aktywistki, tylko moja upokarzająca codzienność.

To jednak jest portal o literaturze, a nie forum polityczne, więc dyskusję o poglądach zostawiam na inne miejsce i inny czas.

 

Co do samego wiersza, to obawiam się, iż to kolejny przykład nieśmiertelnej chwały entera. Gdyby poszatkowane wersy połączyć zgrabnie w normalne zdania, wyszedłby ładny szorcik.

Tak jak pisałam wcześniej – to jest próbka poetycka i to dość archeologiczna. Wydaje mi się też, że forma wiersza niejako łagodzi cały wydźwięk tego porównania; szort byłby moim zdaniem już przekroczeniem pewnej granicy, bo proza jednak nadałaby treść zbyt wielką dosłowność i brutalność. A i tak, jak widać, wiersz mocno “uderza”.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Jesieni, czy Ty na pewno wiedziałaś, co chcesz napisać i czy uważasz, że zrobiłaś to w najlepszy z możliwych sposobów?

Bo we mnie lektura tego tworu wywołała osłupienie i uczucie, którego nie waham się nazwać odrazą.

 

ubieram pasiastą piżamę… – W co została ubrana piżama?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zdecydowanie zbyt egzaltowane i niesmaczne w swojej przesadzie. :\

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Thargone – pewnie, że można stosować najróżniejsze, nierozsądne, nieprzemyślane czy też tanie chwyty. Pytanie jest po co?

W ogóle nie byłoby problemu, gdyby Jesień zastosowała to same porównanie, przedstawiając sytuację z innej perspektywy. Powiedzmy: jedzie sobie tramwajem, widzi starsza osobę z obozowym tatuażem i porównuje to do jakiśtam zapisków na swojej dłoni/przedramieniu. Może nawet uświadamia jej to, jak bezsensowne jest jej życie – dobrowolnie daje się wciągnąć do kieratu ciężkiej pracy z niskim wynagrodzeniem, trudnym szefem czy co tam jeszcze. Ewentualnie mogłaby uświadomić sobie, że jej życie nie jest takie złe. Albo nawet, zdać sobie sprawę, jaką cenę zapłacili nasi dziadkowie i babcie za to co my mamy teraz.

Jednakże Jesień wybrała inną opcję. Tanią, chwytliwą, modną i na czasie – opcję użalania się nad sobą, depresyjnego patrzenia na świat, który sami sobie stwarzamy. Marudzenia bez najmniejszej nawet próby zmiany niewygodnej/trudnej sytuacji.

Z drugiej strony trudno winić Jesień. Ostatnimi czasy takie podejście wydaje się bardzo modne: „Tak mi ciężko, bo paparazzi za mną chodzą”, „taka jestem nieszczęśliwa/nieszczęśliwy bo nie mogę schudnąć”, „Nic mi nie wychodzi, bo wytwórnia/wydawca/szef/mąż/żona mnie nie rozumie/we mnie nie wierzy”. Niezwykle rzadko zdarza się, aby jakakolwiek osoba (znana czy nie) doceniła to co ma jak również ludzi, którzy to wszystko dla niej wywalczyli.

 

Jesień – oczywiście, że nie chciałaś nikogo obrazić. Domyślam się, że nawet nie przyszło Ci do głowy, że takie porównania mogą kogokolwiek urazić. I to właśnie mnie tak rozgniewało. Brak jakiejkolwiek refleksji nad znaczeniem Twoich słów.

Rozśmieszył mnie Twój sprzeciw co do twierdzeń typu “przecież można zmienić styl życia”, jak również opis osób, które Twoim zdaniem, takie opinie wyrażają.

Zmiana stylu życia nie jest taka trudna i na pewno nie wymaga odniesienia “pewnego sukcesu” czy posiadania “komfortowej sytuacji życiowej”. Wymaga natomiast odpowiedzenia na odwieczne pytanie: „być czy mieć?”.

Moja sytuacja życiowa jest daleka od komfortowej w sensie materialnym. Jest natomiast świadomym wyborem dokonanym przeze mnie. Nie mam własnego mieszkania, grubego portfela czy bezpieczeństwa zatrudnienia. Mam natomiast coś dużo bardzie wartościowego – czyste sumienie i zadowolenie z życia.

Polecam zdjęcia Danili Tkaczenko (http://www.danilatkachenko.com) – trochę hardcore, ale przynajmniej pokazuje, że szczęście nie zależy od grubości portfela czy podpisanej umowy o pracę. 

Hmm... Dlaczego?

Nie chcę wywoływać tu wielkiej dyskusji, bo to tylko parę liter o które nie warto się zabijać. Nie chcę też brnąć w argumenty personalne i porównywanie doświadczeń czy poglądów/życiowych filozofii (choć nasze punkty widzenia są bardzo rozbieżne), bo nie o to chodzi. Odniosę się jednak do kilku rzeczy:

 

Z drugiej strony trudno winić Jesień. Ostatnimi czasy takie podejście wydaje się bardzo modne

Być może tak jest. U mnie ten motyw ma raczej wymiar osobisty – staram się za modą nie podążać, a “ponurość” spojrzenia bierze się raczej z moich osobistych przeżyć (kilka lat ciężkiej, nieleczonej depresji… i takie inne “drobnostki”) i obserwacji, a nie z tego, co sobie zobaczyłam w TV. Staram się pisać wyłącznie o rzeczach, które znam, a nie o tym, co jest na topie. Mam nadzieję, że mi uwierzysz…

A to, że takie podejście jest coraz bardziej powszechne i przebija się do mainstreamu…? Mhm. Może dlatego, że świat się robi coraz bardziej nieprzyjemnym miejscem do życia?

 

Domyślam się, że nawet nie przyszło Ci do głowy, że takie porównania mogą kogokolwiek urazić. I to właśnie mnie tak rozgniewało. Brak jakiejkolwiek refleksji nad znaczeniem Twoich słów.

Nie. Refleksja była. A jej wniosek był prosty – nie dam się “zadusić” tabu i “świętym normom” w imię “ładu społecznego”. JA widzę to tak i tak odczuwam. Inni mogą to negować, nie podzielać takiego punktu widzenia czy – jak niektórzy komentatorzy – wytykać błędy warsztatowe. Okej, taka jest cena publikowania czegoś na forum, a przeciw krytyce nic nie mam. Co innego jednak krytyka – że coś zrobiło się źle – a co innego cenzura pt. “o tym nie wolno mówić”.

Ale (jeszcze) mamy jako-taką wolność słowa. I w jej zakresie mieści się też prawo do subiektywnego mówienia o rzeczach “niewymawialnych”, z nadzieją, że coś z tego zostanie w niektórych umysłach, albo rozbije “różowe bańki”. Krótko mówiąc: nie wszystko musi być grzeczne, ładne, bezpieczne dla dzieci i powszechnie akceptowane. Szok, wstręt, obrzydzenie, pogarda – wobec dzieła, twórcy, tematu – też ma swoją wartość poznawczą i rozwojową. Bo często zapomina się o tym, że coś, co dziś jest normą, dawniej właśnie było takim samym “zgorszeniem”.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Super. Go for it. Nie daj się zdusić. Zamiast tego napluj na ludzi, którzy zginęli z głodu, zimna czy w komorach gazowych. Oni przecież nie będą się bronić.

Łam „święte normy”. Może nawet jakąś kasę na tym zarobisz. Szacunek dla przeszłości na pewno nie przyniesie Ci żadnych pieniędzy.

Hmm... Dlaczego?

Super. Go for it. Nie daj się zdusić. Zamiast tego napluj na ludzi, którzy zginęli z głodu, zimna czy w komorach gazowych. Oni przecież nie będą się obronić.

Nie wiem, gdzie dopatrujesz się “plucia”. Nie odnoszę się nigdzie do cierpienia tamtych osób; nie deprecjonuje go i nie umniejszam. Nie wyśmiewam. Chcę tylko zauważyć, że pewne mechanizmy, które wtedy pokazały swoją najgorszą stronę, funkcjonują w dzisiejszym świecie do dziś – zwykle niezauważone.

A cierpienie nie jest tylko “przywilejem” europejskich ofiar II wś. Łatwo zapominamy o tym, że takie same potworności działy się i na innych kontynentach – i że dzieją się do dziś. O tym, co spotkało wielu Niemców ze strony “cywilizowanych” alianckich żołnierzy, też jakoś się milczy… A przecież ból, cierpienie nie podlega wartościowaniu, skalowaniu. Każde – małe czy duże – jest jednakowo złe. Twierdzenie że “ja cierpię bardziej i dlatego należy mi się…” jest dla mnie niestety objawem pychy, źle pojmowanego męczeństwa.

 

Łam „święte normy”. Może nawet jakąś kasę na tym zarobisz.

Przykro mi, że wszystko sprowadzasz do kwestii pieniędzy. Przykro mi też, że uznajesz mnie za kogoś, kto kieruje się tylko wartościami materialnymi w życiu i że taki był (jest?) cel mojej twórczości.

 

Szacunek dla przeszłości na pewno nie przyniesie Ci żadnych pieniędzy.

Wielu producentom patriotycznych gadżetów przynosi kasę, i to całkiem niezłą… Ale z przeszłością jest tak jak z każdą inną rzeczą – sama przez się, z faktu swojego istnienia, nie zasługuje na automatyczną cześć. Szacunek rodzi się dopiero wtedy, kiedy zostanie uczciwie wypracowany, a nie narzucony “bo tak zawsze było” i “taka jest norma”. Moim zdaniem po to mamy krytyczne umysły, by samemu wybierać swoje wzorce, a nie bezrefleksyjnie przyjmować gotowe rozwiązania i sposoby myślenia.

 

A, i jeszcze jedno: to, co napisałam w tym temacie, to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. Nie roszczę sobie prawa do oceny innych postaw życiowych – i nie uważam, że wszyscy powinni moje zdanie podzielać. Tak po prostu myślę i nie zamierzam za to przepraszać – za to chętnie podyskutuję o różnicach i innych przemyśleniach.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Plucia nie widzę, przesadę owszem. Kliknęłam na tytuł, przeczytałam wiersz i osłupiałam. Rozumiem, jak myślę, pułapki prekariatu czy w ogóle pracy w korporacji (chociaż jedyny raz, kiedy chciałam rzucić frustrującą pracę i musiałam się w niej kisić to dlatego, że miałam umowę o pracę na czas nieokreślony i niekończące się trzy miesiące wypowiedzenia). Ale ten wiersz przypomina mi po prostu wmawianie Polakom przez jedną z opcji politycznych że Polska jest w ruinie i trzeba błagać Boga o zwrot wolnej ojczyzny.

Wiem, inny temat, ale manipulacja podobna.

Wiem, inny temat, ale manipulacja podobna.

Nie identyfikuję się z żadną powszechnie rozpoznawalną opcją polityczną w tym kraju, więc odczytywanie tego wiersza jako manifestacji politycznej jest… raczej chybione. Tak jak wspomniałam wcześniej – to zapis moich, subiektywnych doświadczeń i emocji przez które przechodziłam na pewnym etapie swojego życia i ekhm… kariery.

Nie wszystko jest polityką, naprawdę. Czasem to po prostu bardzo, bardzo czarne myśli, które trzeba wylać na papier, bo trzymane w głowie mogą prowadzić do złych rzeczy.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Koleżanki wy moje miłe… Po co i o co to spięcie? Ja też mogę wyliczyć, kto z rodziny i z przyjaciół moich przodków trafił a to tu, a to tam, i jak skończył – ale bez przesady, porównanie, nawet szokujące (mnie też…), nie może być kamieniem obrazy, trzeba pamiętać, że piszący mają swoje prawa, również do wypowiadania się w zgodzie z własnym oglądem świata, własnymi skojarzeniami.

Jesień, a czy ja gdzieś napisałam, że ten wiersz odczytuję jako manifest polityczny? (zresztą, to wszystko też zależy od tego jak definiujemy politykę, ale to już inna sprawa). Napisałam tylko, że pewna opcja polityczna stosuje manipulację na pewnym poziomie podobną. Słowo-klucz to manipulacja, nie polityka.

Każdy ma czasem czarne myśli, uwierz mi. Ale jeśli się je upublicznia, to trzeba liczyć się z tym, że ktoś zauważy przesadę, przejaskrawienie. A jeśli to przejaskrawienie będzie tak ewidentne jak w tym przypadku, no to cóż – nie dziwię się, że niektórzy czują się zniesmaczeni.

A ja nie spodziewałam się takiej dyskusji. Przeczytałam wiersz i otrząsnęłam się. Nie dlatego, że wiersz jest zły, ale dlatego, że bardzo mocno potrząsnął moimi wspomnieniami. Nie, nie dotyczącymi II WŚ, a mojej pracy w korporacji. Miałam jak Jesień – czułam się dokładnie tak, jak ona to opisała. Byłam zgnojona przez bezpośredniego przełożonego, niezdolna do normalnego życia, bo po wyjściu z pracy czułam się tak zdołowana, że nic mnie nie cieszyło. Tak, to była depresja. Ja miałam możliwość zrezygnowania i zrobiłam to, ale na mnie nie ciążyły kredyty, mieszkania i żadne gadżety. 

Jesień, Twój wiersz obił mi umysł i duszę, przez okropną chwilę znowu czułam się uwikłana w to cholerstwo. I wcale nie jest tak prosto zrezygnować z takiej pracy: byłam szefem logistyki, po złożeniu wymówienia znalazłam pracę w sklepie spożywczym. Nie narzekam, bo miałam przez siedem lat kapitalną szefową i normalne koleżanki, ale degradacja potężna.

Wiersz Jesieni trafił w moim przypadku w dziesiątkę. I ja też nie widzę tu obrazy dla tych, co zginęli w obozach. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, dziękuję za bardzo osobisty komentarz; chyba muszę cię też przeprosić za przywoływanie takich złych emocji.

I przede wszystkim twój wpis pokazuje jedno: poezja jest formą subiektywną, kontekstową. Każdy odbiera ją przez pryzmat własnych skojarzeń, obserwacji. Nie znam wojennych losów mojej rodziny, nie mam doświadczeń utraty kogoś bliskiego przez państwowy terror; mam za to paskudne wspomnienia z własnego życia. I to chciałam wyrazić – jak widać w przypadku bemik, która przeżyła coś podobnego – chyba mi się nieco udało oddać część tych doznań. Inni komentujący przeżywają ten utwór z własnej perspektywy… innej. Ani lepszej, ani gorszej.

A to, jakie emocje wywołuje dane dzieło, jakie skojarzenia budzi – czy to jest kwestia dzieła i autora właśnie, czy raczej patrzącego? Zastanówcie się nad tym…

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Oczywiście, że dużo zależy od patrzącego. Pod jakimś moim tekstem też rozpętała się dyskusja ( nie, nie aż tak jak tu) i chyba Adam zauważył, że ja pisałam z perspektywy osoby starszej, on zareagował też w sposób adekwatny do przeżytych lat, a młoda koleżanka,która tam się wypowiadała, nie może wszystkiego “poczuć”, bo brakuje jej tych parunastu lat doświadczeń. I tu jest chyba podobna sytuacja. Twoje i moje złe doświadczenia, a właściwie ruina życia, bo depresja jest w stanie zniszczyć nie tylko Ciebie, ale i ludzi z najbliższego otoczenia, ma coś w sobie podobnego do tamtych strasznych czasów. I nikt, kto się nie otarł chociażby o to, nie zrozumie, jak byłaś bliska prawdy ze swoimi porównaniami. 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja się zastanawiałam, czy nie przesadziłam w reakcji. I doszłam do wniosku, że nie. Bo to, że się nie lubi swojej pracy i ma się z jej powodu depresję (też miałam, nawet przez jakiś czas jechałam na antydepresantach, jak już piszemy tak osobiście i w cenie są osobiste doświadczenia) to za cholerę nie jest powód do porównywania się do ofiar największej zbrodni w historii ludzkości. A tu porównania są ewidentne.

Sorry, bez jaj.

Każdy środek wyrazu jest dobry, o ile prowadzi do zamierzonego przez artystę celu. Mogą mnie oburzać krwawiące kurze łby na białych talerzach, ale uznaję w tym pomysłowość instalacji. Ale i tak nie przestanę jeść mięsa. I to samo dotyczy wiersza Jesieni – jednych oburza, innych porusza – czytelnik nie pozostał obojętny, czyli cel osiągnięty.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cóż, pewnie dziś, aby aby zostać zauważonym, artysta zatańczy nawet Czerwone Maki na Monte Cassino.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

czytelnik nie pozostał obojętny, czyli cel osiągnięty.

Jaki cel? Celem jest tylko i wyłącznie to, by czytelnik nie pozostał obojętny? No to nie jest to takie trudne, jak wyżej zauważyła Regulatorzy.

 

 

Celem jest refleksja, odczucie. Dyskurs. Padają opinie takie, owakie, głosy oburzenia i popracia, jest pewien “ferment”. Coś się dzieje, przede wszystkim w naszych umysłach, naszym spojrzeniu na świat. Jest dialog, może nie najbardziej wyważony, ale “tykający” spraw ważnych i ważkich: cierpienia, depresji, kilku społecznych tabu, zasadności przywoływania pewnych skojarzeń, kwestii smaku, granic wolności wypowiedzi artystycznej.

Jak na jeden mały utworek to sporo. Nie widzę w tym bezsensownego “szumu” raczej pouczającą gamę reakcji odbiorców, która daje (mam nadzieję że nie tylko mi) wiele do myślenia.

I w tym sensie – wybicia kogoś z “obojętności”, zmuszenia go do reakcji (bez oceny wartości tejże) cel (który IMHO jest celem każdego tworu uzurpującego sobie miano “artystycznego”) został osiągnięty. Znów zgodzę się z bemik – jest wielu artystów, których nie trawię, nie przemawia do mnie ich styl i środki wyrazu. Ale jeśli ich dzieło mnie jakkolwiek “rusza” to znaczy, że jest ono na swój sposób udane, a użyte środki – usprawiedliwione.

 

EDT: I tak, zupełnie nie spodziewałam się aż takiej reakcji.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Tak jak ocha, przemyślałam temat na spokojnie i pomimo upływu czasu wciąż jestem głęboko zniesmaczona i jest mi po prostu przykro.

Nigdy nie miałam depresji. Doświadczyłam dołów, kilka razy nawet stuknęło mi się o dno, ale nikt nie zdiagnozował u mnie klinicznej depresji. Musi to być jakaś straszna choroba, aby otumanić człowieka na tyle, by był w stanie porównywać trudną sytuację w pracy (wybranej z wolnej woli, zaznaczam) z doświadczeniami ofiar holokaustu.

Jesień – nie nie twierdzę, że ofiary obozów koncentracyjnych są ważniejsze od ofiar innych masowych zagład. Gdybyś przywołała zagładę Indian północno– czy południowoamerykańskich lub (żeby pozostać na rodzimej ziemi) ludobójstwo Słowian w czasie chrystianizacji środkowej i wschodniej Europy – dyskusja dotyczyłaby ich właśnie. Jednakże Twoje metafory wyraźnie wskazywały na ofiary nazistów – dlatego o nich pisałam.

Co do wątku robienia rzeczy dla pieniędzy – nie twierdzę, że napisałaś „Korporację” dla pieniędzy. Jednakże Twoja „obrazoburcza”, „nonkonformistyczna” i „buntownicza” postawa przypomina mi zachowania wielu celebrytów klasy C, D i w dół do Z, którzy powiedzą i zrobią cokolwiek, alby tylko wzbudzić kontrowersję. Wydaje mi się oczywiste, że jedyną motywacją tego typu zachowania są pieniądze, rozgłos czy też sława. Alternatywnie – porównań tego rodzaju dokonują rozhisteryzowane nastolatki, którym wydaje się, że są centrum wszechświata a przeżywane przez nie duchowo-sercowe rozterki – tragedią na skalę ogólnoświatową.

Hmm... Dlaczego?

Jesień, ale refleksję na jaki temat chciałaś wywołać? Bo mnie się nie wydaje, że dzieło jest udane, a środki usprawiedliwione, jeśli  po prostu “rusza”. Wszystko jedno jak i w którą stronę.

Nie chcę brzmieć zgryźliwie, po prostu wydaje mi się, że teza Twoja (i Bemik), że utwór ma po prostu “ruszać” i wywoływać jakąkolwiek refleksję, jest trochę mylna. Chyba że ją źle zrozumiałam.

A co do “Korporacji” – zestawienie tych dwóch obrazów (a tak jak i Ty, i Bemik, piszę to z pozycji osoby, którą praca wpędziła w jakieś psychiczne kuku) wydaje mi się tak absurdalne, tak nieprzystające,  tak groteskowo karykaturalne, że po prostu nie mieści mi się w głowie.

numer NIP PESEL PIN REGON

Numer NIP to powtórzenie.

 

ubieram

pasiastą piżamę

Ubiera się w ubrania, a nie ubiera się ubrania. Powszechny błąd, ale jego powszechność nie czyni go mniej błędnym.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ciekawa dyskusja. 

Dla kogoś, kto nigdy nie zaznał cierpienia, skaleczenie palca będzie największym cierpieniem. I tak dalej. Nie sposób mierzyć wszystkich jedną miarą.

 

Podobnie jak ocha, nie widzę plucia, ale przesadę owszem.

Nie widzę tu jednak powodu, by krępować swobodę autora – nie poczułem, by Jesień chciała kogoś obrazić, natomiast dziwne uczucie pozostało. Wiem, że nie jest lekko z dnia na dzień zmienić życie, ale jeśli ktoś chce, można żyć choćby i bez pieniędzy – do momentu, gdy jesteśmy odpowiedzialni za drugiego człowieka, można mieć więcej wolności, niż nam się śni. Dzisiaj nie ma tu esesmanów.

 

A artystycznie bez szału. Wywołanie emocji, to jednak za mało. 

 

ps

Dowiedziałem się tu, co to jest prekariat. Dzięki :P 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Trochę mnie “przeraziła” wcześniejsze dyskusja i nie chciałam, aby porwały mnie niepotrzebnie emocje. I tak, wiersz Jesieni otworzył drzwi do bardzo ważnej dyskusji, która w sztuce chyba nigdy się nie skończy – a na pewno nie w Polsce. Nie czarujmy się, że te kwestie u nas są tematem tabu i wielokrotnie osobom, które wykorzystywały to zarzucono niepotrzebną brawurę i brak wrażliwości. Jest to niestety, z mojego punktu widzenia, zjawisko negatywne. Jest tak, ponieważ gdyby w wierszu wykorzystano motyw rzezi w Nankinie czy japońskiej bazy 731, byłyby emocje, ale nie tak gwałtowne, bo nie dziejące się tak blisko nas. Trzeba to zawsze mieć na uwadze. Nawet do zjawisk tak negatywnych i wzbudzających silne emocje, trzeba się zdystansować. Same emocje nie są “odrobieniem” lekcji z przeszłości. Tym bardziej, że miliony ludzi każdego dnia, w tej sekundzie, kiedy to piszę – cierpi w więzieniach, obozach pracy, jest wykorzystywanych do seksualnego niewolnictwa. Ogrom cierpienia i prześladowań nie jest przeszłością, ale nadal trwa – także we współczesnych mediach jest propagowana dehumanizacja mniejszości etnicznych i reprezentantów innych wyznań. Słusznie Drewian jest zła na współczesną popkulturę, bo ona zakrywa wiele poważnych problemów. 

W każdym razie, dobrze, że Jesień puściłaś ten wiersz. Jak emocje opadną, dajemy wszyscy radę rozmawiać :)

Dziewczyny, nie drzyjcie kotów! ;)

 

Dla mnie, użalanie się nad własnym losem jest takim samym grzechem, jak rozdzieranie szat nad losem naszego narodu i robienie z tego tabu. Moja babcia była więźniarką obozu koncentracyjnego. Jest już jedyną pozostałą przy życiu osobą, która w tym konkretnym obozie przebywała. Czasem myślę, że mimo podeszłego wieku wciąż cieszy się zdrowiem, bo jest osobą bardzo pogodną, pełną życia, bo już dawno rozliczyła się z przeszłością i choć życie jej nie rozpieszczało także po wojnie, nigdy nie słyszałem, aby się użalała. Nie ma też problemu z tym, że jej wnuk żyje i pracuje w Niemczech. No może jedynie chciałaby mnie częściej widywać. 

Wszystkim serdecznie polecam podejście do życia mojej babci – zostawcie przykrą przeszłość, tę własną i tę cudzą, za sobą. Dla Waszego własnego dobra. ;)

 

Wiesz, Unfallu, z tą przeszłością to ja bym była ostrożna. W sumie – jeśli nie wiesz skąd przyszedłeś, skąd masz wiedzieć gdzie jesteś czy dokąd zmierzasz. Dla mnie osobiście przeszłość/historia Polaków jest bardzo ważna. Kilka razy znalazłam się w bardzo trudnych sytuacjach. Zawsze wtedy powtarzałam sobie, że jeśli moi przodkowie przetrwali zabory, powstania, wygnania czy obozy pracy (a co niektórzy, jak Twoja babcia, jeszcze potrafili się po tym wszystkim śmiać) to ja na pewno poradzę sobie z jakimś tam, banalnym w porównaniu, problemem. Zdaję sobie sprawę jak patetycznie to brzmi, ale z dumą twierdzę, że siła moich przodków jest moją siłą.

Hmm... Dlaczego?

Drewian – ja nie namawiam do zapominania o przeszłości, a jedynie do jej nierozpamiętywania.

Z historii trzeba się uczyć, wyciągać z niej wnioski, ale na to, żeby przeżywać w kółko narodową traumę (czy nawet tę własną) zwyczajnie szkoda życia.

Bardzo nie podoba mi się porównanie. Dziwnym też jest postrzeganie korporacji, jako tworu, wysysającego życie z człowieka. To chybione uogólnienie. Wyłącznie ludzie tworzą klimat i atmosferę w pracy i zleży, czy trafi się na karierowiczów, którzy bezmyślnie uprzykrzają pracę innych, bo chcą awansować. Dotyczy to współpracowników, a głównie przełożonych, chcących się wykazać, nie szanując innego człowieka. Często w małych, prywatnych firmach pracuje się gorzej niż w korporacji. Nie ma reguły, czy mała, czy też duża firma.

Tego uogólnienia nie kupuję.

Unfallu, już nie chciałam się odzywać, bo napisane zostało, z każdej strony, już chyba wszystko. Ale Tobie jednak napiszę. ;) To nie o to chodzi, przynajmniej mnie. Nie o rozpamiętywanie przeszłości, tylko o porównanie, tak nieprzystające, tak absurdalne, że aż megalomańskie. 

Faktycznie mocne to i kontrowersyjne. Mimo wszystko, z poszanowaniem zamysłu autora wydaje mi się, że jednak przesadzone i nieadekwatne porównanie. Ciężko się oprzeć negatywnemu wydźwiękowi. Aczkolwiek jedną z funkcji literatury jest również szokowanie i wprawianie czytelnika w osłupienie i to się akurat powiodło:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Nowa Fantastyka