- Opowiadanie: belhaj - Żywot najemnika

Żywot najemnika

Podziękowania dla Bemik i Werweny za betowanie.

Krótka scena o ciężkim życiu starego najemnika. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Żywot najemnika

Kim są ci ludzie? Te twarze? Zarośnięte, spocone gęby. I dlaczego jest ich tak wielu w karczmie o czwartej nad ranem? „Pod szczęśliwą gwiazdą” była jedynym tego typu przybytkiem w Arkas. Otwarta całą dobę, prócz jedzenia, napitku i dziewek oferowała gościom również gry hazardowe. Kości, karty, walki kogutów, psów i cholera wie, czego jeszcze. Knajpa zapełniona przez spragnionych łatwego zarobku i rozrywki kupców, rzemieślników i wszelkiej maści kombinatorów. Przyglądałem się, spod przymrużonych powiek, kłótni przy ławie z kartami. Gruby, bogato ubrany kupiec oskarżał młodego chłopaka o oszustwo w grze. Złorzeczył mu i wygrażał, uderzając pięścią w stół. Chłopak, nie zwracając uwagi na złość grubasa, zgarniał wygraną do sakiewki. Jego twarz  wydawała mi się dziwnie znajoma. Po chwili pojawił się wykidajło, uspokajając bojowe nastroje i wyprowadzając awanturnika z lokalu.

– Chcesz jeszcze piwa, Olger? – spytał siedzący naprzeciw mnie mężczyzna. Był to nowobogacki kupiec, Parim Jungwirt, który dorobił się majątku na handlu skórami. Jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia.

– Pora już późna, ale wypiję jeszcze jedno.

Parim skinął na przechodzącą posługaczkę, dał jej srebrną monetę i złożył zamówienie. Kiedy odchodziła, próbował klepnąć ją w tyłek. Dziewka zgrabnie uskoczyła, a kupiec zwalił się pod ławę, wywołując salwę śmiechu na sali. Wstał, otrzepując się i usiadł ponownie.

– Kiedyś takie same przychodziły i pchały się na kolana.

– Ano przychodziły – westchnąłem. – Po powrocie z wyprawy przeciw barbarzyńcom z Tag-ar-Tig w Arkas przypadało ponad dwadzieścia bab na jednego chłopa. To były czasy.

– Młody jeszcze wtedy byłem – rzekł kupiec. – Jedyne babki, jakie mnie interesowały, to te z piasku.

– Minęło już ponad piętnaście lat.

Posługaczka podeszła do stolika i postawiła przed nami dwa ociekające pianą kufle piwa. Odchodząc, uśmiechnęła się do mnie, ukazując braki w uzębieniu.

– Opowiedz coś jeszcze – powiedział Parim – Jako stary najemnik zwiedziłeś kawał świata i niejedno widziałeś.

– Skoro przy kobietach jesteśmy. – Pociągnąłem solidny łyk piwa i przeczesałem ręką swoje siwe włosy. – To kiedyś ruchałem księżniczkę.

– Co? – Kupiec mało nie zakrztusił się napitkiem.

– Podczas wyprawy króla Merkaja na barbarzyńców, kiedy zdobyliśmy już Tag-ar-Tig. Przegrany wódz obiecał nam trzysta kobiet. Jako że Merkaj pamiętał moje męstwo z walk we Wrzosowej Dolinie i na przełęczach, przysłał mi dwie dziewki. Jedna z nich okazała się córką wodza z plemienia Tag-haar, a druga była zwykłą kucharką. Mówię ci, miała takie cycki, że na jednym mogłeś się położyć, a drugim przykryć.

Jungwirt po raz kolejny zarechotał, rozlewając piwo. Kiedy się uspokoił, spojrzał na mnie mętnym wzrokiem.

– Zatrudnię cię, Olger. Będziesz mi potrzebny. Czasy teraz niebezpieczne, komuś może się nie spodobać, że prosty chłopak dorobił się majątku. Przyda mi się ochrona. Poza tym, ludzie cię tu znają, będzie to dla mnie dodatkowa renoma.

– Ile płacisz? – przeszedłem do konkretów.

– O zapłacie pogadamy jutro. – Parim odstawił pusty kufel, wyjął małą sakiewkę i położył przede mną. – Przyjdź po południu do mojego domu na ulicy Bławatnej. Tam omówimy szczegóły. Na trzeźwo, nie po pijaku – czknął.

– Dobrze – powiedziałem, chowając sakiewkę. Jej ciężar przyjemnie wypełniał kieszeń.

– Żegnaj więc. Do zobaczenia jutro. – Kupiec wstał i chwiejnym krokiem ruszył do wyjścia. Odprowadziłem go wzrokiem, dopóki nie zniknął w przedsionku.

Żywot najemnika to ciężki kawałek chleba. Trzeba się mieczem namachać, głowę nadstawiać. W młodości przebywałem w pałacach, a zamiast rozwodnionego piwa, piłem najlepsze trunki z królewskich winnic. A na starość przyszło mi przesiadywać w tanich karczmach i spelunach, przepijając zgromadzony majątek , czekając aż trafi się jakaś lekka robota. Moje wnętrzności były już na wykończeniu, wątroba właśnie się odezwała. Ból był tak duży, że skuliłem się na ławie, trzymając się za brzuch. Zagryzłem zęby i wziąłem parę głębokich wdechów. Cierpienie powoli mijało. Drżącą ręką odstawiłem kufel z niedopitym piwem na ławę, zostawiłem pod nim miedziaka dla posługaczki.

Wolno wstałem i zmierzałem w stronę wyjścia. Jeszcze raz rzuciłem okiem na wnętrze karczmy. Przy stolikach do kart zabawa trwała w najlepsze. Jedni zbijali, inni tracili majątki. Niektórzy również życie i takie przypadki się zdarzały. Fortuna kołem się toczy, jak to mówią. Chłopak, który wcześniej wdał się w kłótnię z grubym kupcem przyglądał mi się podejrzliwie. Zignorowałem go i ruszyłem w stronę wyjścia. Przy drzwiach minąłem dwóch wyglądających jak galeańskie niedźwiedzie wykidajłów. Jednemu z nich wcisnąłem w ogromną łapę garść miedziaków. Z takimi jak oni lepiej żyć w zgodzie i mieć ich za sobą, nie przeciwko.

Musiało padać, ulice zmieniły się w pełne błota i kałuż grzęzawisko. Chwiejnym krokiem zmierzałem do domu który wynajmowałem w dzielnicy portowej. Starałem się omijać kałuże, jednak buty były już tak dziurawe, że woda chlupotała w nich przy każdym kroku. Odezwał się mój pęcherz, więc skręciłem w najbliższy zaułek. Rozpiąłem spodnie i zacząłem załatwiać potrzebę. Mocz zbierał się w zagłębieniu, mokra od deszczu gleba nie przyjmowała już nic więcej.

Usłyszałem za sobą jakiś hałas. Dostałem w głowę czymś ciężkim, zdołałem się odwrócić i zablokować kolejny cios lewą ręką. Prawą próbowałem sięgnąć noża, który zawsze nosiłem za paskiem. Ze zdziwieniem przyjąłem fakt, że nie zdążyłem wciągnąć spodni. Kolejny cios spadł na moją głowę i usłyszałem chrupnięcie. Zachwiałem się i upadłem prosto w kałużę, którą przed chwilą stworzyłem. Napastnik jedną ręką chwycił mnie za włosy, drugą wyciągając sakiewkę z kieszeni kurtki. Przycisnął moją twarz do kałuży. Zacząłem charczeć i krztusić się. Walczyłem o każdy wdech. Próbowałem uderzać przeciwnika nogami i wyrywać się z uścisku jednak spodnie krępowały ruchy. Napastnik był silny, łatwo radził sobie z rozpaczliwą próbą wyswobodzenia się. Nie mogąc nabrać powietrza, opadałem z sił. W głowie mi huczało. Oddech złapać, oddech. Mocz zmieszany z deszczówką wlewał mi się do ust. Treść żołądka podeszła mi do gardła potęgując panikę. Zwymiotowałem. W oczach całkiem pociemniało. Czy własnie tak miałem zginąć, utopiony w kałuży własnych szczyn? Olger Pret, jeden z największych rębajłów, jakich nosiła ta ziemia. Który ruchał księżniczki i zabijał w każdym zakątku znanego świata. Moim imieniem straszono dzieci kiedy były niegrzeczne. Kurwa.

– Oto smutny koniec wielkiego wojownika. – Napastnik szeptał mi do ucha. – Opowieści o twojej sile były przesadzone. Nie było trudno cię pokonać, starcze. W końcu zapłaciłeś za wszystkie krzywdy, które wyrządziłeś.

Nie mam czym oddychać, pomyślałem jeszcze. Potem była już tylko ciemność.

 

***

 

 Rankiem dwóch chłopców idących na targ natknęło się w zaułku na trupa. Wezwali straż miejską, żeby zajęli się znaleziskiem. Jeden z przybyłych na miejsce strażników rozpoznał w denacie Olgera Preta. Najemnika znanego z wielu kampanii. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził, że denat był pijany, co potwierdzili później bywalcy karczmy „Pod szczęśliwą gwiazdą”. Wracając do domu wszedł, do zaułka za potrzebą. Upadł i utopił się w kałuży własnego moczu i wymiocin.

Koniec

Komentarze

Szkoda, że tylko scenka, bo zapowiadało się ciekawie. A tak, pozostał jedynie nic, moim zdaniem, nie wnoszący fragmencik. Trochę zabawny, przyjemny w czytaniu, ale jednak czegoś mu zabrakło. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

No właśnie – niby zakończenie wyraźne, lecz tekst pozostaje tylko scenką, bo i co z tego, że…? Jeśli dobrze zrozumiałam, to jednak ruchanie księżniczek jest sportem ekstremalnym.

Ale napisane dobrze.

Babska logika rządzi!

Byłoby fajne, jako zakończenie powieści z gatunku tych niespodziewanych, ewentualnie zakończenie wątku istotnej dla fabuły postaci, a przynajmniej zakończenie opowiadania na 50-100 tys znaków w którym nakreślono by wyraźnie postać i sprawiono, że nie jest dla czytelnika całkowicie obojętna. Samo w sobie jest pozbawione jakiejkolwiek siły oddziaływania. Reakcja – wzruszenie ramionami i idziemy dalej.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

A nie mówiłam? wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No niestety. Jak zwykle w moim przypadku za krótka scena. Dobrze chociaż, że styl się podobał.

 

Dobrze napisane, może faktycznie odrobinę brakuje pogłębienia postaci – nie zdążyłam się do niej przywiązać, ale końcówka mi się podoba. Żałosny koniec odważnego człowieka. Przebrzmiała sława i haniebna śmierć. Wzbudza coś na kształt lekkiego żalu, który mógłby być czymś głębszym, gdybym zdążyła bardziej polubić głównego bohatera. Ale na plus! :)

Cholera, Belhaj, chyba wiem jaki masz problem. Twój styl wydaje mi się nijaki, z jednego pewnie powodu – sam masz duże wymagania i teraz starasz się pisać bez większych błędów, a wychodzi to bezpłciowo. Jakbyś trzymał się bezpiecznych słów, bezpiecznej drogi, żeby to było zrozumiałe, takie czyste i w ogóle.

Napisz dla odmiany coś spontanicznego, niejednoznacznego, bo kolejnej wieży – która moim zdaniem była lepsza niż to – czy karczmy nie przetrzymam :)

 

 

PS. I niech następne dzieło będzie spójne, bo tutaj mam kilka skojarzeniowych zgrzytów, a o to też trzeba dbać.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Nie zdążyłem ani wczuć się w opowieść, ani przejąć losem bohatera, natomiast te "kozackie", łączone nazwy brzmiące tak, jak gdyby ktoś się krztusił, działają odstraszająco. No i karczma – też nie zachęca do lektury.

Sorry, taki mamy klimat.

Blodeuwedd dziękuję za miłe słowa.

Kwisatz kolejne opko nad którym pracuje nie będzie w klimatach fantasy. Może masz rację z tą bezpieczną drogą. Ale sam lubię czyste, proste teksty i pewnie dlatego tak jest. Jakież to zgrzyty?

Sethrel wiem, że karczma to sztampowy element fantasy, jednak uważam, że można go jeszcze wykorzystać na wiele ciekawych, oryginalnych sposobów. Tutaj podejście było typowo gatunkowe. Co do nazw, uznałem że barbarzyńskie powinny brzmieć charcząco. Prości ludzie, prosty język.

Dzięki za komentarze. 

Po pierwsze, piszesz o barbarzyńcach. Jakie barbarzyńcy niosą ze sobą skojarzenia? Walecznych, przepełnionych dumną i żądzą krwi ludzi. Chyba, że napisałeś sobie barbarzyńcy w rzymskiej definicji, ale to powinieneś zaznaczyć, a najlepiej użyć innej nazwy. Więc idziemy dalej:

Przegrany wódz obiecał nam trzysta kobiet. Jako że Merkaj pamiętał moje męstwo z walk we Wrzosowej Dolinie i na przełęczach, przysłał mi dwie dziewki.

I teraz pytanie: DLACZEGO DUMNY WÓDZ BARBARZYŃCÓW ODDAŁ KOBIETY?

Moja czerwona lampka świeci, razi, wołaaa: dlaczego?!

 

Ok. Oddał kobiety. Tak sobie. One nie miały nic do gadania.

Potem piszesz, że oddał mu księżniczkę. I zamiast walczyć z nim, zagryźć go, drapać, zdeptać mu jaja, to dała mu się wychędożyć i leżeć na cyckach (bo Twoje późniejsze porównanie to sugeruje).

 

Wydaje mi się, że napisałeś to sobie “tak o” nie myśląc o implikacjach, ale to błąd. Czytelnik myśli o implikacjach, nawet mimo woli.

 

Coś tam jeszcze było, ale nie potrafię znaleźć.

 

 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Kwisatz – a zobacz no, kochaniutki, jak to tam z tymi rządzami albo żądzami  jest.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czym?

 

^^

 

Obok wierzy/wieży to mój ulubiony. Już się z nim zaprzyjaźniłem.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Nic nie mam przeciwko karczmom – wszak kulturalno-towarzyskie życie co ciekawszych elementów społeczeństw fantasy musi gdzieś rozwijać swoje kolorowe skrzydła. Bo przecież nie w świątyniach, a galerie handlowe gryzą się x konwencją.

Niestety sama scenka jest nijaka – ani napięcia, ani humoru, ani konkretnej puenty.Ot, stary najemnik przyjął zlecenie a potem dał się zaciukać. I co z tego? Ryzyko zawodowe. Jeśli nie w zaszczanym zaułku, zginąłby pewnikiem w czasie bitwy, w karczemnej awanturze, uduszony cyckami jakiejś księżniczki, albo, na przykład, zakłuty chłopskimi widłami podczas ulicznej ruchawki. Że był już stary i schorowany? to mógł się wycofać z uprawiania zawodu w czasie lepszej koniunktury i do końca życia hodować świnki.

Wybacz, ale dramat tego człowieka, zwłaszcza w formie przez ciebie przedstawionej, pozostawił mnie kompletnie obojętnym.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Kwisatz wstawka o barbarzyńcach odwołuję się do wyprawy którą opisałem w innych szorcie:

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/13857

Oddał kobiety bo przegrał wojnę. Nie każda branka musi być bojowo nastawiona. Została oddana w niewolę więc wolała być posłuszną i dłużej pożyć. Nie każdy ma w sobie dumę.,

Thargone ostrzegali mnie, że większość komentujących będzie to tak odbierać. Następny tekst będzie dłuższy to mogę obiecać.

Istotnie, dość nijakie. Coś jakby: Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.

We wspomnieniach najemnika, mieczem walczącego z barbarzyńcami, raziły mnie niektóre słowa: knajpa, wykidajło, lokal, nowobogacki, babki/ o kobietach .

 

Prawą pró­bo­wa­łem się­gnąć noża, który za­wsze no­si­łem za pa­skiem.Prawą pró­bo­wa­łem się­gnąć nóż, który za­wsze no­si­łem za pa­skiem.

 

Czy wła­snie tak mia­łem zgi­nąć… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

fantasty,

Fantasy, FANTASY, F-A-N-T-A-S-Y.

 

Wypadałoby wiedzieć jak się nazywa gatunek w którym piszemy, nieprawdaż?

 

A co do karczmy – ktoś (zdaje się, że jakiś pisarz, ale uleciało mi nazwisko), gdzieś napisał, że zaczynanie historii fantasy w karczmie jest sztampowe, że to w ogóle dobry powód żeby z miejsca skreślić tekst i nie czytać dalej – niech spada na drzewo. Jeśli jest z klimatem i dobrze napisane, to why the hell not? Mnie to w żaden sposób nie zniechęca nawet jesli widzę to po raz setny, o ile tylko dobrze się czyta.

 

A motyw ze starym najemnikiem przypomniał mi Unforgiven z Clintem i zastanawiam się, czemu do tej pory sam czegoś takiego nie napisałem :)

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Zwykła literówka to nie powód do czepialstwa.

To bardzo często spotykana “zwykła literówka” :P

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Przeczytałam i wzruszyłam ramionami. Jedyne co mnie na moment zainteresowało, to to, że gość musiał mieć megapojemny pęcherz, bo chociaż padało, a wokół pełno kałuż i błota, to rano jeszcze udało się poznać, że utopił się właśnie we własnym moczu;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

była jedynym tego typu przybytkiem – mam wątpliwości tutaj, powinno być: był przybytkiem / to karczma była

O zapłacie pogadamy jutro. – a daje mi kasę… brakuje jednego zdania “to zaliczka na poczet udanej współpracy”

majątek , – zbędna spacja

Wątroba boli w trakcie spożycia czy raczej po? Nie doświadczyłem tego i wydaje mi się, że jak człowiek pijany to raczej znieczulony… A tu bohater kuli się z bólu. I to przez chwilkę, jakby go tylko skurcz złapał (bo to jest taki opis skurczu, a wątroba… no w ogóle mam inne na ten temat wyobrażenie).

do domu,[+] który wynajmowałem

Dziurawe buty? On przed chwilą negocjował o zapłacie jak równy z równym. Poza tym on “ruchał księżniczki”, jego imieniem straszono dzieci… A tacy z dziurawymi butami, biedacy, to raczej desperacko biorą wszystko.

dzieci,[+] kiedy były niegrzeczne. Kurwa. – po cholerę to przekleństwo? Nic nie wnosi. Że był zdenerwowany, w opresji, to wiemy po długaśnym opisie.

wojownika.[+]napastnik szeptał – bez kropki

Okej. Jest nieźle napisane, jest klimat. Ale takie o niczym, scenka z całości, bez zaskoczenia.

Podoba mi się morał: Nie chlej i nie szczaj po murach, wandalu, bo cię spotka nieszczęście. Dzięki temu ten tekst aspiruje, by stać się szkolną lekturą. Oczywiście, po poprawieniu błędów i wykreśleniu przekleństw oraz aluzji seksualnych.

Sirin, też nie wiem jak wygląda ból wątroby, wolałbym go nie doświadczyć to moja licentia poetica. 

To, że przyjął twardą postawę negocjacyjną mogło wpłynąć na wysokość zapłaty, takie miał podejście.

Co do lektury szkolnej, żadnym swoim tekstem nie będę do tego dążył. Lektur nikt nie czyta :)

Czytają, czytają :) Wszystko zależy od polonisty/polonistki. Są i tacy, którzy na topornych uczniów stosują zasadę czytania fragmentów lektur bądź całych opowiadań w trakcie szkolnych zajęć. Po kolei i każdy na głos. Wtedy nauczyciel ma gwarancję, że chociaż stracił trochę czasu, to przynajmniej każdy w klasie będzie mniej więcej chwytał, o czym jest mowa. A istnieje też szansa, że taki toporny uczeń doczyta w domu, jeśli się zainteresuje.

Może i tak jest. Ja obserwując dzisiejszą młodzież w wieku szkolnym widzę totalną czytelniczą degrengoladę. Oczywiście jak wszędzie zdarzają się wyjątki.

Wiem jak było ze mną. W liceum przeczytałem kilkadziesiąt książek ( głownie fantastyki ) ale żadna nie była lekturą.

Ja w zasadzie pracuję z młodzieżą. Ale też może o szczególnej charakterystyce, bo z wielkiego miasta. 80% z tych dzieciaków, które znam, czyta. Część wybiera audiobooki. Co też jest nowinką, jakby nie patrzeć. Grunt, że jest. I lektury czytają, przynajmniej połowę tych lektur, które są w szkołach. Tylko ten problem, który sygnalizują, wybierając inne książki, brzmi: mamy w podstawówkach i gimnazjum gówniane książki na liście lektur. W liceach jest nieco lepiej, bo tam jest jakiś kanon literatury, łatwiej dotrzeć do młodego człowieka i mu wyjaśnić, że taki uniwersalny kod kulturowy jest potrzebny. Tylko tu jest kłopot z tymi, którzy zatracili czytelniczy nawyk we wcześniejszych klasach. Może lektury zmienią, więcej fantastyki do tego wpuszczą (takie badanie było, na najlepsze książki, jakie czytali w ciągu ostatnich dwóch lat uczniowie to właśnie dużo, dużo było z fantastyki – a pamiętajmy, że w niej też jest ogrom treści edukacyjnych, uniwersalnych i możliwych do omawiania).

Aleśmy od tematu zrobili dygresję :) Ale dobrze, to ważny, mam poczucie, temat. Czyli: nie jest tak źle i można z tym coś robić, zachęcać i wierzyć w młodzież :)

Wprowadzenie fantastyki na pewno miało by wpływ na podniesienie czytelnictwa. Młodzież nie będzie czytać mdłych opisów przyrody z “Nad Niemnem” mając do wybory przygody wiedźmina czy Vuko Drakkainena. Masz szczęście, bo 100 % dzieciaków które ja znam ogranicza swoje czytelnictwo do smsów bądź postów na facebooku.

Puenta mi się spodobała, śmiechłem gdy Sirin przerobił ją na morał.

Bemik jak zwykle miała rację ;). Tekst jest dość krótki i trudno się przywiązać do bohatera. Z drugiej strony, nie wiem czy chciałbym się przywiązać do najemnego żołdaka – w tej formie tekst skupia się na puencie, która nie jest zła, choć nie jest też nowa (kto mieczem wojuje od miecza ginie, nosił wilka razy kilka, marny koniec gwiazdy rocka itp. itd.)

Nie mam czym oddychać, pomyślałem jeszcze“ – nie tak sobie wyobrażam ostatnią myśl topiącego się/ duszonego.

Potencjał jest – mogłem sobie wyobrazić sposób myślenia rozmówców, ich stosunek do kobiet i życia w ogóle. Natomiast w takiej formie, z taką puentą, “Żywot Najemnika” raczej nie utkwi mi w głowie na długo.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Scenka? I to w karczmie? Bez punktu.

Czasy chwały i potęgi minęły, więc mniej piwa , wcześniej do domu i nie robić interesów na oczach szemranego towarzystwa…

Szkoda, że tylko scena, bo tak na dobrą sprawę nic z niej nie wynika. Do tego dość, rzekłbym, drobiazgowa w opisach i nieco ciągnąca w stronę bizarro.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Mi bizzaro kojarzy się z groteską, surrealizmem. Nie lubię tego stylu w literaturze chociaż opowiadania Fasolettiego z portalu czytałem zawsze z przyjemnością.

Skojarzyło mi się po tym, jak w tekście zrobiło się dużo moczu :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Hehe rozumiem :) Faktycznie mocz gra jedną z głównych ról w uśmierceniu bohatera.

Nowa Fantastyka