- Opowiadanie: Nevaz - Niedojrzały

Niedojrzały

uwaga/ język stylizowany na poetycki.

 

Postanowiłem opowiedzieć historię, którą prawdopodobnie bardzo dobrze znacie, nieco inaczej niż zwykle rozkładając akcenty. Cytaty zawarte w epilogu pochodzą z Biblii warszawskiej.

Mam nadzieję, że mój króciutki tekst skłoni odbiorców do małej refleksji nad naszą odwieczną naturą.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Niedojrzały

Po­środ­ku ogro­du rosło drze­wo o sre­brzy­sto­sza­rej korze i roz­ło­ży­stych, pię­cio­pal­cza­stych li­ściach w kształ­cie dłoni. Hawwa kła­dła na nich swoje wła­sne i po­rów­ny­wa­ła, czyje są więk­sze. Coraz le­piej po­zna­wa­ła wszyst­kie ro­śli­ny ogro­du, czer­pa­ła przy­jem­ność z no­wych kwia­to­wych woni i z so­czy­stych przy­sma­ków, ze wszyst­kich nie­spo­dzia­nek skry­tych w zie­le­ni. Przy­no­si­ła je mę­żo­wi i wsu­wa­ła mu w usta ocie­ka­ją­ce so­kiem ka­wał­ki. Wy­cie­ra­li ręce lep­kie od miąż­szu w swoje nagie ciała, a potem ko­cha­li się na po­sła­niu z wiel­kich, okrą­głych liści wod­nych lilii. Naj­pięk­niej­si na świe­cie, stworzeni na obraz Boga.

W tamte dni Hawwa znała radość, zachwyt i pragnienie. Choć czas płynął powoli, potrafiła już niecierpliwić się i umiała tęsknić. Czuć miłość do mężczyzny.

Ha­adam cenił ro­śli­ny, ale to zwie­rzę­ta wzbu­dza­ły w nim praw­dzi­wy po­dziw. Skra­dał się za nimi, ob­ser­wo­wał jak się po­ru­sza­ją, nada­wał życiu imio­na. Smu­kłe ge­par­dy i lam­par­ty, zwin­ne ga­ze­le i im­pa­le wygniatały trawy w sza­leń­czych go­ni­twach. W gę­stwi­nach żyły wie­lo­barw­ne żaby, a nad brze­giem rzeki wy­le­gi­wał się ma­je­sta­tycz­ny kro­ko­dyl. Nie bra­ko­wa­ło cudów. Naj­więk­szy za­chwyt wy­wo­ły­wa­ły stwo­rze­nia, któ­rym skrzy­dła po­zwa­la­ły latać: roz­ma­ite odmiany mo­ty­li, pta­ków i pte­ro­pu­sów. Ha­adam wspi­nał się po ga­łę­ziach drzew, ko­ły­sał się na lia­nach, kucał i ska­kał, ale, mimo naj­lep­szych chęci, nie mógł do­rów­nać akro­ba­cjom małp, nie mó­wiąc o uskrzy­dlo­nych zwie­rzę­tach.

W gronie ostatnich, naj­pięk­niej­szy był smok.

Lśnią­ce łuski sy­ci­ły ludz­ki wzrok hie­ra­tycz­nym kar­ma­zy­nem. Oczy błysz­cza­ły naj­ciem­niej­szą czer­wie­nią, jak osnów­ki na­sion gra­na­tów. W noz­drzach tań­czy­ły pło­mie­nie. Roz­ło­żo­ne skrzy­dła rzu­ca­ły na Ha­ada­ma i Hawwę długi cień, a gdy smok nimi po­ru­szał, czuli po­wiew zim­ne­go wia­tru. Stwo­rze­nie upodo­ba­ło sobie drze­wo o sre­brzy­sto­sza­rej korze i roz­ło­ży­stych li­ściach w kształ­cie pię­cio­pal­cza­stych dłoni. Z tego po­wo­du Hawwa na­zwa­ła ro­śli­nę smo­ko­wi­cą, a jej owoce smo­kwa­mi: zie­lo­ne figi kształ­tem przy­po­mi­na­ły jądra Ha­ada­ma, które tak przy­jem­nie le­ża­ły przyszłej matce ludzkości w dło­niach.

Bóg nie na­zy­wał jed­nak drze­wa smo­ko­wi­cą, tylko drze­wem po­zna­nia. Za­bro­nił lu­dziom jeść z niego owo­ce. Mówił, że przy­niosą im śmierć. Hawwę szcze­gól­nie mę­czy­ła ta łamigłówka. Dążyła do poznania wszyst­kich ro­śli­n ogro­du, zaś drze­wo po­zna­nia po­zo­sta­wa­ło za­ka­za­ne. Smok do­brze wczu­wał się w serce nie­wia­sty, wpla­tał swój głos w sze­lest traw i nie­po­kój w szum fi­go­wych liści. Hawwa są­dzi­ła, że snuje wła­sne myśli i pra­gnie­nia – nie po­tra­fi­ła wy­czuć kol­czy­ków z szep­tu, któ­ry­mi wiel­ki gad przy­ozdo­bił płat­ki jej śnia­dych uszu.

Smok kusił Hawwę cu­dow­nym gło­sem, o tem­brze ni­skim i na­są­czo­nym do­stoj­ną cha­ry­zmą, przy­jem­nym jak dotyk okry­cia utka­ne­go ze szla­chet­ne­go bi­sio­ru. Kar­ma­zyn łusek po­bły­ski­wał aniel­sko na sre­brzy­stej korze. Dłu­gie szpo­ny się­gnę­ły po ja­sno­zie­lo­ny owoc i de­li­kat­nie wsu­nę­ły go w dło­nie Hawwy. Gadzi język szep­tał pro­sto do serca.

– Po­znasz – za­pew­niał smok. – Ni­cze­go się nie lękaj. Bóg ma moc tylko nad po­grą­żo­ny­mi w ciem­no­ści nie­wie­dzy. Je­że­li mu się sprze­ci­wisz, twoja jaźń nigdy nie ugnie się przed śmier­cią.

Bierz i giń, nędzna istoto! Niech świat pozna, że podobny Bogu jestem tylko ja! Od ognistych myśli z wąskich szpar: uszu smoka, ulatywały kłębki dymu.

Hawwa wsty­dzi­ła się przy­znać, jak mało ro­zu­mie z jego za­gad­ko­wych słów. Ro­zej­rza­ła się nie­spo­koj­nym wzro­kiem. Gęsta ko­ro­na fi­gow­ca od­gra­dza­ła ich od błę­ki­tu nieba. Wiel­ki gad roz­po­starł skrzy­dła, na­kry­wa­jąc żonę Ha­ada­ma cie­ni­stym płasz­czem i rzekł cie­pło:

– Weź owoc i idź, teraz, gdy Bóg cię nie widzi.

– Owoce in­nych drzew ogro­du nie są słod­kie, kiedy są zie­lo­ne. Ten jest już doj­rza­ły?

Smok nic nie od­po­wie­dział. Nie słyszał niewiasty, bo uszy zatkała mu sadza i wcale o to nie dbał. Nie lubił słuchać. W całym ogrodzie nie było nikogo, kto byłby tego godzien. Po­ki­wał tylko łbem do Hawwy, wbi­ja­jąc w nią purpurę oczu: hipnotyzujących osnó­wek gra­na­tu. Przy­ję­ła gadzi dar i ucie­kła. Kusiciel wspiął się między najwyższe gałęzie, wijąc się wśród zieleni i skrył się za gęstym listowiem.

 

Haadam odpoczywał w pobliżu, u podnóża rozłożystej palmy. Sok palmowca sfermentował i ściekał w zagłębienia kory, mężczyzna wypił go i poczuł się senny. Leżał pośród liści, gdzie znalazła go Hawwa. Orzeźwił się źródlaną wodą i poprosił żonę o coś do jedzenia.

Niewiasta rozpruła skórę figi pa­znok­cia­mi i na­peł­ni­ła noz­drza wonią pur­pu­ro­we­go miąż­szu. Po­czu­ła ślinę zbie­ra­ją­cą się na ko­niusz­ku ję­zy­ka.

– Smok dał mi owoc z drzewa poznania – po­wie­dzia­ła Ha­ada­mo­wi.

– Bóg za­bro­nił nam jeść z tego drze­wa – od­parł mąż Hawwy, wy­cią­ga­jąc dłoń po swoją po­łów­kę smo­kwy. Uważnie zbadał ją wzrokiem i powonieniem.

– Nie powinniśmy – powtórzył i zlizał sok z opuszek, rozkosznie słodki.

– Sam właśnie oblizałeś palce.

– Bóg zabronił nam jeść, a nie oblizywać palców.

Hawwa niepewnie spojrzała na męża i powiedziała:

– Jeśli nie chcesz go zjeść, pójdę poszukać smoka i oddam mu owoc – zaproponowała. – I zapomnimy o wszystkim…

Haadam pomyślał o wielkim gadzie z zazdrością. Zawsze pragnął lśniącego pancerza i mocy zionięcia ogniem, życzył sobie długiego ogona i nade wszystko: skrzydeł, które pozwalają wznieść się ku niebu. Nie chciał, by gad myślał, że on, człowiek, boi się kary Boga. W końcu smok się nie bał. I czy Bóg czuwał nad każdą małą smokwą? Widząc, że niewiasta czekała na jego odpowiedź, mężczyzna pokręcił głową. Wtedy zjadła figę. Nim zdążyła przełknąć, jej mąż zatopił zęby w swojej połówce owocu.  

Kiedy zjedli smokwę, poznali, że złamali przykazanie swojego Stwórcy. Niebo wnet przybrało fioletowych odcieni, powietrze ochłodziło się. Po­czu­li zimno na skórze i wstyd, przed sobą i przed Bo­giem. Poznali uczucie, gdy umysł doznaje dreszczu sumienia. Mąż patrzył na żonę z wyrzutem. Odsunął się, gdy próbowała ogrzać się o jego ciało i uspokoić rytmem znajomego serca. Gdy ich uszu doszedł odgłos zbliżających się kroków, okry­li się li­ść­mi drze­wa po­zna­nia, aby się ukryć. Smok spo­glą­dał na ludzi z góry i uśmie­chał się prze­bie­gle, prze­bie­ra­jąc szpo­nia­sty­mi pal­ca­mi po korze fi­gow­ca. Ulubieńcy stwórcy pokazali swoją prawdziwą wartość.

 

Wtedy nad­szedł Bóg.

Bez słów zro­zu­miał, że jego nakaz zła­ma­no.

– Dla­cze­go to uczy­ni­łeś? – za­grzmiał Bóg do Ha­ada­ma.

– Żona dała mi smo­kwy, nigdy nie wziął­bym sam – krzyk­nął czło­wiek, wska­zu­jąc na nie­wia­stę.

– A mnie sku­sił smok – od­par­ła prze­ra­żo­na Hawwa.

– Prze­klę­ci – jęk­nął Bóg. – Zdra­dzi­li­ście mnie.

– Je­ste­śmy tylko ludź­mi! – krzyk­nął Ha­adam.

– A ja je­stem Bo­giem. Ukształ­to­wa­łem w was wolne serca. Wie­dzia­łem, że możecie w końcu zapragnąć owocu z zakazanego drzewa. Za to was nie ob­wi­niam. – Mimo tego, w głosie Mocarza pobrzmiewał głęboki smutek. – To słowa, które wypowiedzieliście ustami słodkimi od miąższu fig, to one należą do was. Padły na wasze głowy i na głowy wa­szych dzie­ci. Do­pó­ki nie na­ro­dzi się czło­wiek, który praw­dzi­wie weź­mie na sie­bie grzech, za­miast kłaść go na in­nych, za­my­kam bramy raju. – Bóg ob­ró­cił groźnie nachmurzone ob­li­cze w stro­nę gada-kusiciela i rzekł: – A ty bądź prze­klę­ty po sto­kroć, smoku. Odtąd nie bę­dziesz latał gdzie ze­chcesz, bę­dziesz w po­gar­dzie czoł­gał się na brzu­chu!

Na­stał po­tęż­ny wi­cher, ła­mią­cy drze­wa i roz­bry­zgu­ją­cy wody ogro­du. Ha­adam i Hawwa wzbili się w powietrze po­rwa­ni jego po­dmu­chem, a smok po­le­ciał za nimi. Choć ży­wioł po­ła­mał mu skrzy­dła, nie prze­sta­wał śmiać się sza­leń­czo i śle­dzić ga­dzi­mi oczy­ma ula­tu­ją­ce syl­wet­ki ludzi. Z głębi ogro­du wszyst­kie­mu przy­glą­dał się Me­sjasz, bez­cie­le­sny. Jesz­cze nie za­kieł­ko­wa­ły ro­śli­ny, da­ją­ce po­czą­tek so­śnie, ce­dro­wi i cy­pry­so­wi, które zro­dzi­ły szysz­ki osła­nia­ją­ce na­sio­na, za­nie­sio­ne przez wiatr znad pu­sty­ni do ziemi Ka­anan. Wiele, wiele lat potem, w Judei, z drew­na tych szla­chet­nych drzew zbito belkę na krzyż ska­za­ne­mu na karę śmier­ci.  

 

 

Epi­log*

 

A ode­zwaw­szy się, rzekł do niego:

– Nie­chaj nikt na wieki z cie­bie owocu nie jada.

(…) I wspo­mniał Piotr, i rzekł do niego:

– Mi­strzu, oto drze­wo fi­go­we, które prze­klą­łeś, uschło.

 

* Mk 11,14; 11,21.

Przekład Towarzystwa Biblijnego w Polsce, Warszawa 1975

Koniec

Komentarze

Klimatyczna alegoria kuszenia. Masz lekkie pióro, czytało się jednym tchem. Naprawdę bardzo fajny szort.

Dziękuję.

Zawsze miałem problem z jednoznacznym odróżnianiem alegorii i symbolu itp. więc nie będę się wymądrzał : ). 

Chciałem klimatycznie przedstawić kuszenie ale przede wszystkim moment “po-kuszeniu”.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jednak tego momentu “po-kuszeniu” za dużo nie pokazałeś.:) Bardzo podobał mi się początek, poetycki język i próba odejścia od schematu znanej do bólu historii. Ale ukłuła mnie igiełka dydaktyczna oraz niepotrzebny moim zdaniem skok w przyszłość. 

Po pierwszym zdaniu Twojej przedmowy – “język poetycki” – wiedziałem, że wchodzisz na terytoria tak przeze mnie lubiane. Do tego zapowiadane cytaty z Biblii, o której mam podobne zdanie – że jest tak uniwersalnym i rozpoznawalnym źródłem, a to pod samym nosem, że warto korzystać. Także, jakie wrażenia mam po lekturze?

Ano…

Wpierw uwagi:

rozmaite gatunki motyli – może rodzaje, odmiany? gatunki nie pasuje

i skakał,[+] ale, mimo

 

zielone figi kształtem przypominały jądra Haadama, które tak przyjemnie leżały przyszłej matce ludzkości w dłoniach. – zdanie o jądrach. No jakoś nie bardzo mi to pasuje, choć rozumiem zamiar zachowania naturalizmu.

szept w szelest traw i niepokój w szum figowych liści. Hawwa sądziła, że snuje własne myśli i pragnienia – nie potrafiła wyczuć kolczyków z szeptu, którymi wielki gad przyozdobił płatki jej śniadych uszu. – powtórzenie

Gadzi język szeptał prosto do serca. – szepcze się jednak do uszu, ale jesli chcesz napisać o przekazywaniu czegoś prosto do duszy, to sądzę, że powinno być ujęte jakoś inaczej; jak? to już Twoja, autorska wena, której w tym fragmencie zabrakło ;)

I te dobre szczególiki, choć jest ich maleńko, jak na prozę poetycką:

tratowały trawy

szept w szelest

A teraz “ano”:

Pomysł jak najbardziej na plus.

Wykonanie nierówne. To znaczy nie jest to proza poetycka, nie w każdym akapicie. Na początku jest gorzej, na końcu lepiej – ale to też się przeplata.

Językowo całkiem czysto, bo prosto.

Nie bardzo mi się podoba przeskok do Mesjasza. Okej, tam jest cytat, ale żeby po niego sięgnąć musiałeś wprowadzić kolejny element? Bóg się zdenerwował, przegnał ludzi z raju, koniec.

Cytaty z Biblii powinny być wypisane, nie tylko kopnięte kursywą, bo jednak korzystasz z nieswojej twórczości. Pod tekstem: “W tekście pojawiają się cytaty z BT. Kolejno są to:… i tutaj wypisujesz, wedle kolejności w tekście”.

Generalizując: nieźle, ale można było wycisnąć z tego o wiele więcej.

rooms –

Rozumiem Cię, bo sam zwykle wzdrygam się na igiełki dydaktyczne, ale co poradzę? Może dziadzieję i zachciewa mi się dydaktyki ;-) ze skoku nie zrezygnuję, bo tamten fragment z epilogu był jednym z impulsów do napisania tekstu.

 

Sirin –

Jądrami chciałem pokazać beztroskę :-)

 

Zależało mi na wskazaniu, że Mesjasz był z ludźmi od początku i na symboliźmie uschniętej figi.

 

W sumie masz rację, co do cytatów – przede wszystkim ze względu na prawa autorskie do tłumaczenia. Ostatnio mam mieszane odczucia co do praw autorskich – plagiat należy potępiać, ale nie wiem czy czasem nie popadamy w przesadę, zapominając o sile oddziaływań wewnątrzkulturowych. Żeby nie łamać prawa, dodaję przypis : >

 

 

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Najpierw drobne czepialstwo – nie wiem czy w chwili obecnej “Mocarz” to najlepszy wybór jako określenie Boga.

A tak serio, bardzo fajny tekst. Czytało się dobrze, więc nawet nie zwracałem uwagi na ewentualne błędy – jeśli jakieś były, to ja ich nie zauważyłem. Ale: mimo wszystko wydaje mi się, że mogło być lepiej – motywacje bohaterów są tylko zarysowane, nie widzę powodu żeby dodawać też do równania Chrystusa.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Dobrze napisane, fajnie się czytało. Ja tam uważam, że zjedzenie zakazanego owocu było dobrym wyborem. Świadomość>komfort.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Przyjemnie się czytało, ale nie widzę tu wspomnianej przez rooms “próby odejścia od schematu znanej do bólu historii”.

Tak, jak pisali przedpiścy – Chrystus jest tu niepotrzebny, niczego nie wnosi, niczego nie wynosi. Dramaturgii też nie podbija – będąc członkiem Trójcy, od zawsze wiedział, co go czeka i co musi przejść dla wyższego dobra.

Co mi się podobało – Koranistyczne podejście do najstarszej historii. I to, co powiedział Bóg:

Dopóki nie narodzi się człowiek, który prawdziwie weźmie na siebie grzech, zamiast kłaść go na innych, zamykam bramy raju.

Bardzo, kurde słusznie. Samo zeżarcie Owocu nie powinno skutkować tak poważnymi konsekwencjami, wszak bez tego nie bylibyśmy ludźmi.

Ale, tak jak napisałem wyżej, Chrystus w takiej sytuacji odpada. To znaczy, w sytuacji przez ciebie opisanej, patrz wyżej. Co to niby za ofiara, skoro od początku miał pojęcie co jest grane i jak to się skończy?

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

ale nie widzę tu wspomnianej przez rooms “próby odejścia od schematu znanej do bólu historii”.

Stz, w komentarzu Thargone’a masz podpowiedź. :) Dokładnie ten sam fragment, który on raczył zacytować, miałam na myśli, pisząc o próbie odejścia od schematu.

Madej – ok, już wiem o co Ci chodzi z mocarzem ;) mam nadzieję, że niedługo problem dopalaczy zostanie rozwiązany i nikt już nie będzie o nim pamiętał. Nie wiedziałem, że ktoś używał takiej nazwy. Prawdę mówiąc przypomniał mi się twarożek Mocarz…

WickedG – z owocem przyjemniej niż z niebieską i czerwoną pigułką. Myślę, że komfort nie był jedyną rzeczą, jaką stracili bohaterowie tej opowieści. Pewnie gdybym był w raju na miejscu Adama, zamęczyłbym Stwórcę pytaniami do tego stopnia, że żadne owoce nie byłyby już potrzebne.

Stz, czujna Rooms już Ci odpowiedziała nawiązując do komentarza Thargone’a

 

Co to niby za ofiara, skoro od początku miał pojęcie co jest grane i jak to się skończy?

A to już jest temat na długą teologiczną dyskusję :-), niekoniecznie tutaj, bo mocno odbieglibyśmy od komentowanego tekstu.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Hmmm. Do mnie jakoś nie przemówiło. Odejście od ogranego motywu wydało mi się zbyt dziwne. Ale pomysł ze smokiem ładny.

Babska logika rządzi!

Hawwę szczególnie męczyła ta łamigłówka.

Słowo “łamigłówka” jakoś strasznie mi nie pasuje do tonu reszty tekstu, preferowałabym “zagadkę” czy coś, co nie brzmi tak lekko.

którymi wielki gad przyozdobił płatki jej śniadych uszu.

Tutaj przymiotnik (szczególnie “śniady”) wydaje mi się zbędny i muszę przyznać, że trochę mnie rozbawił i wybił z rytmu tekstu. Wybacz, że na wstępie serwuję Ci swoje czepialstwo, ale ten tekst jest tak dobry, że czuję wewnętrzną potrzebę wytknięcia choćby najmniejszych zgrzytów – to w sumie komplement! 

Poza tym – bardzo mi się podobało! :) Pomysł, o którym już kilkakrotnie wspominano tj.

Dopóki nie narodzi się człowiek, który prawdziwie weźmie na siebie grzech, zamiast kłaść go na innych, zamykam bramy raju.

Naprawdę świetne umotywowanie, logiczne i rzeczywiście pogarszające sytuację winowajców. Aż człowiek ma ochotę palnąć się w czoło, zastanawiając się, dlaczego nigdy na to nie wpadł! :) Tylko… nie jestem stuprocentowo pewna, co do ostatnich słów – “zamykam bramy raju”. Wydaje mi się to za proste, chyba lepiej by brzmiało w stronie biernej – “bramy raju pozostaną zamknięte”. 

Ach, i jeszcze wąż, który był smokiem – degradacja jaszczurki, która po prostu straciła nogi, a degradacja majestatycznego, skrzydlatego smoka. Znacznie bardziej dotkliwa. Zacnie! A przy tak przytłaczająco znanej historii, jej reinterpretacja to rzecz trudna. Dziękuję za tak satysfakcjonującą lekturę! :)

 

Nevazie, uprzedziłeś, że opowiadasz znaną historię, przeto wiedziałam, że przystępując do lektury wiele nowego się nie dowiem, ale przynajmniej z Twojej opowieści dowiedziałam się nieco inaczej i ładniej. Prawdę powiedziawszy, nie zaskoczyło mnie także naprawdę dobre wykonanie, bo wiem, że umiesz pięknie pisać. ;-)

 

czer­pa­ła przy­jem­ność z no­wych kwia­to­wych pach­ni­deł… – Jakie pachnidła masz na myśli? Wydaje mi się, że w opisanej sytuacji można mówić tylko o zapachach lub woniach.

 

Po­ki­wał tylko łbem do Hawwy, wbi­ja­jąc w nią spoj­rze­nie oczu… – Czy to aby nie masło maślane? Czy można spojrzeć inaczej, nie oczami?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja tak na szybko – komputer miałam mieć jakąś godzinę temu wyłączony, bo jutro wybywam na ponad tydzień i trzeba jakoś wstać o czwartej. Ale… skusiło. (I to nie było zależne ode mnie, to Nevaza wina! ;D).

Ale teraz tak serio. Już na początku byłam ciekawa, jak przerobisz tę historię i w którą stronę ona pójdzie. Właściwie wielkiej rewolucji tu nie ma, a jednak tym, jak to określiłeś, innym rozłożeniem akcentów, mnie kupiłeś. Jak tak się teraz człowiek zastanowi, to samo wypieranie się grzechu wydaje się ważniejszym aspektem. Napisane też ładnie, przyjemnie się czytało. I spodobało mi się "Nie lubił słuchać" w odniesieniu do smoka. Jak paru przedpiśców miałam wrażenie, że końcówka niepotrzebna. A może raczej niekonieczna, bo niby nic złego tekstowi nie robi.

Ładnie piszesz i dobrze, gładko się czytało. Sposób pisania uratował ten tekst, w moim przekonaniu, bo ogólnie to do mnie nie przemawia.

Finkla, wiedziałem, że Ci się nie spodoba ^^.

Blodeuwedd – przeanalizowałem oba słowa, które Ci nie pasowały. Zostawiłem “śniade”, bo nieraz odnoszę wrażenie, że wyobrażamy sobie wiele postaci biblijnych jako typowych białasów, więc czasem warto dyskretnie wtrącić jakiś egzotyczny akcent ;) pramatka naszego gatunku najprawdopodobniej miała czekoladową karnację. Zastanawiałem się po lekturze twojego komentarza, czy nie zastąpić łamigłówki enigmą (do by dopiero ciężko brzmiało!). Ostatecznie uznałem, że w moim osobistym odczuciu łamigłówka niekoniecznie oznacza coś lekkiego, wolę ją tu niż zagadkę.

Regulatorzy, z oczami muszę przyznać Ci rację, z pachnidłem bym się pospierał – tj. rzecz jasna też masz rację, natomiast nazywanie ładnego zapachu perfumą, zębu drapieżnika sztyletem itd. to dla mnie najzwyklejsze porównanie. Nie musimy zawsze wszystkiego odczytywać dosłownie : ) zmieniłem pod wpływem autorytetu rozmówcy ;) i uznawszy, że woń jest bliżej natury niż pachnidło.

Teyami, cieszę się, że udało mi się zwrócić twoją uwagę na ten aspekt historii który i mnie zaintrygował. Końcówki bronię dalej, choć pewnie masz rację, że nikt by jej braku nie zauważył : )

Blackburn, dzięki

Dzięki za miłe komentarze

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

:-)

Ech, chyba robię się przewidywalna. Trzeba jakiś wiersz napisać… ;-)

Babska logika rządzi!

Rooms, ten fragment nie jest żadnym odejściem od schematu, a jedynie mało znaczącym i w moich oczach dość płytkim dodatkiem. Historia może i jest opowiedziana w inny sposób, ale treść w gruncie rzeczy pozostaje ta sama.

Nevazie, cieszę się, że mogłam pomóc, pozostawiając Cię w zgodzie z naturą, a nawet bliżej niej.  ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Stz,  nie zgadzam się z Twoją opinią i na tym pozostańmy. :)

Ależ ja się zgadzam, że pewnie Adam i Ewa byli co najmniej śniadzi. Tylko rozbawił mnie fakt wprowadzenia tego elementu akurat w opisie ucha! :)

Napisane bardzo dobrze. Było kilka zdań, które przeczytałem z zachwytem.

Co do fabuły, to rzeczywiście, piosenka znana, ale udał Ci się jej cover ;)

Fajna zabawa symbolami.

 

Dobry szort.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Finkla – Trzeba albo i nie trzeba. Nic nie musisz! :D (oglądałaś “Przypadek”? Dobry film)

stz – historia jest ta sama, nie ja ją wymyśliłem, ale uważam, że w Biblii, w Księdze Rodzaju nie pojawia się wątek krytyki postawy pierwszych ludzi po pierwszym grzechu. Wprowadziłem go tutaj i tym “odkryciem” chciałem podzielić się ze społecznością portalu : ). Podpowiem Ci jeszcze, że częścią opowiadania jest też tytuł. Końcowa opinia należy do Ciebie, mam nadzieję, że nie masz poczucia że zmarnowałem twój czas – napisałeś, że przyjemnie się czytało i tej wersji się trzymam : ).

Reg – piękne dzięki, natura jest dla mnie ważna – środowisko, ochrona wód i tym podobne : ) trzeba w miarę skromnych możliwości troszczyć się o planetę. 

rooms – nie spodziewam się żadnej sprawy w sądzie, ale gdy będę szukał tajemniczej Pani adwokat, która mnie wybroni, to już wiem gdzie ją znajdę ^ ^

Blodeuwedd – jednych bawią uszy, a drugich inne części ciała ;) (wyszło w trakcie betatestów, więc nie będę zdradzać szczegółów)

Nazgul – jestem usatysfakcjonowany twoim komentarzem. Covery też bywają warte słuchania, może ten się do takich zalicza.

 

Dziękuję, Mili Czytelnicy.

 

 

 

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Do dodania niewiele mi już zostało. Przyczepić się mogę tylko do Mesjasza, który mi tu nie za bardzo pasuje. 

I do smoka, którego tak okrutnie potraktowałeś ;) (no dobrze, ten zarzut jest z dużym przymrużeniem oka)

 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przejście do Nowego Testamentu trochę takie doczepione, w sensie nic (chyba?) tego wcześniej nie zapowiadało. Sam tekst odbieram jako całkiem ciekawą zabawę znanymi motywami, ale na dłużej w pamięci raczej nie zostanie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Przejście do Noweg Testamentu zapowiada cytat, ktory tak wielu osobom się spodobał: "Dopóki nie narodzi się człowiek, który prawdziwie weźmie na siebie grzech, zamiast kłaść go na innych, zamykam bramy raju." Zabawne, bo ci sami czytelnicy krytykowali nawiązanie do Chrystusa.

Pięknie napisane, mimo że na ogranych motywach. Dobre jako próba. Teraz proszę o równie piękny, nowy i oryginalny tekst. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nie będę się specjalnie rozpisywać – podobało mi się, ten cytat wart zapamiętania : “Dopóki nie narodzi się człowiek, który prawdziwie weźmie na siebie grzech, zamiast kłaść go na innych, zamykam bramy raju”.  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, czyżby Twoje moce nadal hulały nieujarzmione? Widzę trzy osoby, które klepnęły bibliotekę, a głosy cztery :) 

 

 

Przejście do Noweg Testamentu zapowiada cytat, ktory tak wielu osobom się spodobał: "Dopóki nie narodzi się człowiek, który prawdziwie weźmie na siebie grzech, zamiast kłaść go na innych, zamykam bramy raju." Zabawne, bo ci sami czytelnicy krytykowali nawiązanie do Chrystusa.

Odpowiem z mojego punktu widzenia – czym innym jest taka zapowiedź jak w cytacie, a czym innym wprowadzenie postaci wprost – jak mawia moja Mama – to o jeden grzybek w barszczu za dużo. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, zdaje się, że masz rację. Znowu się rozmnażam – próbowałam wycofać i ponownie kliknąć w bibliotekę, ale efekt ten sam. 

Edith: Wycofałam głos. To znaczy nie widać go we wpisach nad opowiadaniem, ale na stronie zlicza się i są trzy punkty. 

Normalnie czary! Żebym to ja jeszcze wiedziała, jak ja to robię…

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Śniąca, ja tylko trzymałem się Ewangelii św. Jana 1:3 :P. Co do smoka – zebrał to, co zasiał.

SzyszkowyDziadek, dzięki za lekturę

stz – dokładnie :) !

Morgiana89 – “proście, a będzie wam dane” ;-) mam nadzieję, że sprostam twoim oczekiwaniom.

bemik – dzięki, bardzo miły komentarz

 

Dziękuję za grzybki w barszczu (pycha!) i za kilkanie w bibliotekę

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Mnie akurat nie zaskoczyło przejście do NT, ma to głębokie uzasadnienie. Niezły, ale nierówny tekst: raz bardzo poetycki, raz średnio, raz za bardzo i niebezpuecznie zahacza o kicz (”kolczyki z szeptu”). Ogólne wrażenie pozytywne :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Zawsze przy tym fragmencie zastanawiałem się, dlaczego Jezus wkurzył się na to drzewo. Twoja sugestia jest bardzo ciekawa, jeśli ją dobrze rozumiem.

Mirabell – ciągle szukam granic form wyrazu artystycznego :)

Lord Vedymin – ja też!!! Ja pomyślałem, że takie byłoby przynajmniej symboliczne uzasadnienie : >

 

Dzięki : )

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Szort nie był równy językowo. Początek dobrze się zaczął, a potem język poetycki zaczął zanikać. Mi to nie przeszkadzało, tylko spowodowało, że milej się czytało, i szybciej. Jednak mimo pięknego języka i stylu, historia nie porwała mnie i nie zachęciła do dodatkowej zadumy. Reinterpretacja zaintrygowała mnie, nie zaprzeczę, ale brakowało mi tego “czegoś”. Po prostu, pięknie napisany szort na znany temat.

Deirdriu, dzięki za lekturę. Trafna obserwacja, jeśli chodzi o język – w trakcie betatestów odrobinę go odpoeciłem. Zaintrygowanie też zawsze coś ;)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Fakt – niezłe i lekko się czyta. Szczególnie udane jest powiązanie kary z przerzucaniem się winą. 

I po co to było?

Syfie, cieszy mnie drugie zdanie twojego komentarza, bo właśnie o tym jest ten tekst :=).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nie napiszę już nic, czego nie wspomnieli przedpiścy.

Bardzo, bardzo mi się podobało. Zwłaszcza, że jest to jedyna, prawdziwie oryginalna biblijna historia, jaką czytałam od dłuższego czasu.

Brawo!

Hmm... Dlaczego?

Dziękuję, bardzo się cieszę, że moja wariacja Ci się spodobała…  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Bardzo ładny tekst, właśnie “ładny” – jest dla mnie jak ilustracja (z) Biblii, taka bardzo kolorowa i troszkę pozłacana.

Lubię to, jak u Ciebie wyglądają związki międzyludzkie :-)

 

Dziękuję.

Ciekawe, do tej pory jeszcze się nie zastanawiałem, czy w większości moich tekstów jest jakaś ogólna maniera przedstawiania związków międzyludzkich.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

W gronie ostatnich, najpiękniejszy był smok.

Czy przecinek jest tu potrzebny? 

 

I czy Bóg czuwał nad każdą małą smokwą?

Bardzo dobre zdanie. 

 

Na początku miałem mieszane uczucia. Język wydał mi się wysilony na “poetycki”. Było sporo epitetów, opisów, ale zabrakło mi tego, co w poetyckości najistotniejsze – metafor. Potem, gdy opisujesz smoka, robi się ciekawiej i można było skupić się na tym, co się dzieje, a nie tym, jak to jest pisane. 

Wiem, że figi po chorwacku i serbsku to smokvy, ale nie myślałem że ma to jakiś związek ze smokiem. A potem jeszcze to interesujące przejście do liści figowych. Ciekawi mnie, czy takie przejście od smoka, przez owoc, do listków zaginęło gdzieś w tłumaczeniu? W polskich podaniach są przecież jabłka; słyszałem też o granatach, ale figi? Jeśli sam to wymyśliłeś, jestem pod ogromnym wrażeniem. 

Podoba mi się też zakończenie z wzmianką o Krzyżu, choć niewiele ma wspólnego z resztą historii. 

Epilog skłania do namysłu, jakoś nigdy nie skojarzyłem tych dwóch drzewnych motywów. 

Jestem zadowolony z wizyty w Twoich literackich progach, Nevazie :) I muszę ci też powiedzieć, że krab Bark ciągle siedzi w mojej głowie i o ile wtedy trochę kręciłem nosem, teraz uznaję je za jedno z kilku najlepszych, które tu czytałem. A czytałem w większości takie na co najmniej bibliotecznym poziomie ;)

Z tego co pamiętam, w tradycji bliskowschodniej dominowały raczej figi – a nie jabłka (chyba kierowali się właśnie wzmianką o listkach figowych). Można powiedzieć, że ja “wymyśliłem” powiązanie smoka ze smokwą. Smok = biblijny wąż, a smokwa może być owocem drzewa poznania równie dobrze jak jabłko, w końcu Biblia nie nazywa tego owocu. Samą nazwę “smokwa” można w uproszczeniu nazwać słowiańską, albo starosłowiańską – np. w języku rosyjskim występuje jako forma przestarzała : ). Skoro Adam i Ewa biegając na golasa i żywiąc się owocami czuli się jak w raju, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że byli Słowianami ;).

Jeśli chodzi o epilog, bardzo do mnie przemawia wizja Jezusa-odwiecznego Logosa z Ewangelii Św. Jana. Biblia ma duży wpływ na moją tożsamość jako człowieka i autora i pewnie na tym tekście nie skończą się nevazowe literackie inspiracje wierzeniami judeochrześcijańskimi.

Fajnie, że odświeżasz stare teksty. Nie potrzebuję motywacji, bo po prostu bardzo lubię pisać, ale takie wizyty i komentarze zawsze są dodatkową zachętą. Mam nadzieję, że kiedy odrobinę się ogarnę życiowo i uruchomię twórczą maszynownię, też znajdziesz czas żeby wyrazić opinię!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Znajdę czas, Nevazie, i żałuję, że nie mam numeru Nowej Fantastyki z Twoim opowiadaniem. A ze względu na inspiracje judeochrześcijańskie tym bardziej będę wypatrywać Twoich tekstów, bo jak na razie nie czytałem zbyt wiele takiej fantastyki. A jeśli chodzi o książki z głównego nurtu, to zapadła mi w głowę powieść Saramago “Ewangelia według Jezusa Chrystusa” – czytałeś może?

Nazwa “smokwa” wcale nie jest taka przestarzała, bo na Bałkanach tak się mówi na figi (tylko pisownia przez v). Bardzo mi się podoba Twoje powiązanie. Myślę, że to świetny motyw i powinieneś go wplatać w swoje przyszłe dzieła. To jeden z tych pomysłów, których nie da się zapomnieć. 

Nie, nie czytałem. Choć powinienem kiedyś sięgnąć po Saramago. Koleżanka z Portugalii mówiła, że to autor, który pisze bez kropek : >. Intrygujące. 

 

Jeśli chodzi o owoce figowca, chodziło mi o to, że kiedyś pewnie wszyscy Słowianie właśnie tak je nazywali… Ale to już pytanie do filologa. Moja znajomość języków południowosłowiańskich ogranicza się do słownictwa autostopowego, ale pamiętam, na bazarkach można było i pewnie wciąż można dostać smokvę ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Koleżanka ma rację. Choć Saramago używa kropek, częściej oddziela zdania przecinkami :D Momentami może się ciężko przez to brnąć, jednak końcowy efekt satysfakcjonuje. Ale jeśli jeszcze nic jego nie czytałeś, sięgnij po “Miasto ślepców”. Przykład fantastyki pisanej jako nie-fantastyka, podobnie jak “Droga” Cormaca McCarthy’ego. 

Podobało mi się, chociaż na mój gust za dużo tu opisów i porównań. Mimo wszystko, połączenie liścia figowego i figi jako drzewa poznania – fantastyczne, czytałam już jakiś czas temu i do dzisiaj pamiętam

Sam tego połączenia nie wymyśliłem : ) na Wschodzie istniało od dawna, na Zachodzie też się przebijało – jeśli Cię zaciekawiło, możesz wygooglować sobie obraz węża na drzewie w Kaplicy Sykstyńskiej. 

Dziękuję za lekturę.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka