- Opowiadanie: Mirabell - Kocia kołysanka

Kocia kołysanka

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kocia kołysanka

Poznałam go w biurze. Naprawiał mój komputer, gawędząc wesoło z siedzącymi obok kolegami. Gadatliwy i dowcipny, szybko skracał dystans, ale w usposobieniu wyczuwało się też jakąś ukrytą pod błyskotliwymi uwagami nieśmiałość. Później widywałam go często: przysiadał się na chwilę do którejś z koleżanek albo zagadywał chłopaków z mojego teamu o ostatnie mecze Bundesligi. Promieniał ciepłem uzbrajanym w kolczasto-cięty dowcip. Wsiąkałam mimowolnie, choć nie był typem mężczyzny, na którego od razu zwraca się uwagę. Nie pociągał mnie fizycznie: drażniła nieco zbyt kobieca uroda, oraz niewielka, misiowata nadwaga. I ten wesołkowaty styl bycia…

Może to jakiś wewnętrzny głód zmiany, może po prostu bardziej spodobało mi się marzenie, niż rzeczywisty człowiek. Zaczęłam coraz częściej o nim myśleć, wyobrażając sobie fakturę jego skóry i ciepło delikatnego oddechu. W moim monotonnym życiu pojawiło się coś o dawno zapomnianym smaku i barwach: uczucie.

Szybko zorientowałam się, że nie będzie to uczucie odwzajemnione. Byliśmy na kawie, dwóch. Na drinku. Ja – coraz bardziej oczarowana, on – coraz mniej. Pragnienie fizycznej bliskości narastało we mnie, kiedy on oddalał się i sugerował, że byliby z nas świetni kumple. Chciałam go uwieść, przyznaję, ale nie jestem w tym dobra. Moja próba nawiązania fizycznego kontaktu zakończyła się szybkim wycofaniem z jego strony. Cóż, najwyraźniej woli inny typ kobiet.

Od tamtej pory widzę, że pozdrawia mnie w nieco inny, napięty sposób. Oczywiście – jest wrażliwy. Nie lubi myśleć o sobie jako o kimś, kto rani cudze uczucia, poza tym jestem tą jedną przygodą mniej, rysą na jego wyobrażeniu o własnej męskości. Rzucam więc tylko zdawkowe „jak leci” i biegnę dalej. Jest mi wstyd, że nie potrafię zachować się dorośle i przejść nad tym do porządku dziennego. Ot, nieudany flirt. Nic takiego.

Dopiero w nocy, na granicy świadomości, zaczynam naprawdę o nim myśleć. Obraz mężczyzny pojawia się uparcie pod zamkniętymi powiekami; kiedy zasypiam, wydaje mi się, że czuję jego zapach. 

 

Śni mi się, że jestem kotem. Puszystą obecnością na jego kolanach, kiedy siedzi w fotelu z kubkiem kawy w ręku, zaczytany. Nie obchodzi mnie co czyta, jestem ciepłym, wibrującym aksamitem. Czujnikiem nastawionym na rytm jego oddechu, na delikatny dotyk, kiedy odkłada książkę i głaszcze mnie z roztargnieniem. Przeciągam się, rozczapierzając upazurzone palce i zeskakuję, by wygiąwszy grzbiet, trącić nosem jego łydkę. Spogląda na mnie i wstaje, idzie do kuchni. Słyszę otwieranie szafki i szelest folii. Biegnę, by odebrać przysmak prosto z jego dłoni. Łaskoczę ją wąsami i oblizuję szorstkim językiem umazane sosem palce.

 

Budzę się szczęśliwa, ale moja radość wypala się w miarę przemijania poranka. Parzę sobie tę samą kawę, którą on pije w moich snach, tak samo doprawiam odrobiną cukru i czuję się tak, jakbym poprzez wilgotny brzeg kubka dotykała wargami jego ust. Przeganiam nieukojoną potrzebę zmysłowego obcowania z drugim człowiekiem jak natrętną muchę. Idę do biura wiedząc, że być może spotkam go na korytarzu; wciąż o nim pamiętam. Karmi sobą moje marzenia o życiu i kto wie, może prawdziwy, fizyczny on – gdyby tylko zechciał znów się ze mną umówić – przyniósłby mi tylko rozczarowanie.

Moja codzienność jest monotonna i nudna. Zakrywam twarz makijażem i chowam się za anonimowością biznesowego stroju. Mieszkanie mam na kredyt, samochód na raty, a życie w kawałkach, spłacane co miesiąc banknotami o nominale samotność. Wieczorami oglądam komedie romantyczne, popijając francuskie wino. Stać mnie na to, żeby pójść do teatru, ale nie chce mi się. Lekko pijana, zapadam się w myśli o nim, jak w miękką pościel i zasypiam wcześnie, by skrócić nudę codzienności.

 

Jako kot nie nudzę się. Istnieję. Żyję w chwili jak w zatrzymanym kadrze, otwieram zmysły na bogactwo świata tu i teraz. Pławię się w spokoju domowego wieczoru, kiedy mój pan przygotowuje kolację.

Czasem pojawiają się inni ludzie. W grupach. Albo pojedynczo, wtedy zazwyczaj kobiety. W większości na jedną noc, choć zdarza się, że zostają. Tygodnie, miesiące. Ich intensywny zapach zalega w kątach mieszkania jak ciężki dym. Próbują mnie obłaskawić przysmakami albo dotykać. Nie lubię tego. Uciekam na bezpieczną wysokość szaf. Kiedy znikają, obrażam się demonstracyjnie, by zaznaczyć swoje niezadowolenie z pobytu obcych w naszym domu. Robię to dopiero wtedy, kiedy on jest już tylko dla mnie. Przestaję się łasić, siadam tyłem. Nie zwraca uwagi, czeka. A ja szybko zapominam.

Poza tym żyjemy zgodnie. Czasem ostrzę pazury na kanapie albo wyjadam zostawione na stole ciasteczka. Jest wtedy zły, krzyczy i grozi, że nie dostanę kolacji. Dostaję.

 

W dzień stukam sennie w klawiaturę, oddychając ciężkim, zmielonym przez klimatyzację powietrzem. Dociera do mnie szum rozmów, w których nie biorę udziału: biznesowych telefonów, biurowych plotek, opowieści o dzieciach i psach. Czasem chodzę z kimś na obiad, ale najczęściej jem sama. Staram się wybierać porę tak, by móc go spotkać – sama nie wiem, czy to rzeczywista potrzeba, czy już tylko nawyk - ale nie zawsze mi się to udaje. Zdarza się, że nie widzę go przez cały dzień i wtedy czuję, że matowa pustka wypełnia mnie jak wata.

 

W nocy poluję. Napinam mięśnie i nastawiam uszu na każdy szmer, wiedziona zapisanym w komórkach instynktem z wnętrza puszczy, z sawanny, gdzie ukrywam się w gąszczu wysokich traw; jestem czujna i naprężona jak cięciwa. Słyszę, jak krew pulsuje w ciele myszy przyczajonej pod ścianą, jej oddech pachnie trzepoczącym strachem. Przyczajam się, ale szczelina jest za mała, żeby się przecisnąć. Patrzę, jak gryzoń umyka w noc, adrenalina spływa ze mnie miękkimi strużkami. Wracam do łóżka, wtulam się w swój ogon na poduszce.

On śpi obok, słyszę miarowy oddech. Blask miejskich świateł sączy się przez żaluzje, osiadając srebrnymi pasami na skórze człowieka. Odrzuciwszy kołdrę, rozciągnął długie ciało; ramię zasłania oczy. Jego oddech pachnie piwem i mentolową pastą do zębów. Jego skóra – snem i męskością. Chowam nos w ciepłą sierść i zamykam ślepia, opadając na muliste dno sennych marzeń.

 

Śni mi się, że jestem człowiekiem. Moja obecność jest mu raczej obojętna, kiedy, w przerwie od pracy, sączy kawę z plastikowego kubka, siedząc w kuchni nad otwartą książką. Pytam, co czyta, chcę porozmawiać, w końcu ja też czytuję powieści, recenzje, czasopisma. Spogląda na mnie niechętnie, mamrocze z bezbarwnie uprzejmym uśmiechem tytuł książki i wraca do lektury, którą przerwałam. Stoję jeszcze przez chwilę, niezdecydowana, po czym idę do swojego biurka. Zostaje mi niesmak, kłujące poczucie, że przejmuję się czymś bardziej, niż powinnam. Siadam do pracy, próbując rzędami liczb zatrzeć niemiłe wrażenie w samej sobie.

Wracając do domu, widzę w windzie tłum ludzi takich, jak ja: przygaszonych i odizolowanych.

 

Kusi mnie zapach świata za zbyt szeroko otwartym oknem i wyślizguję się na niski parapet. Zeskakuję. Ostrożnie badam łapą kępki trawy wyrastające spomiędzy płyt chodnika i posuwam się coraz dalej. W końcu, ośmielona, ruszam w dół ulicy. Kiedy biegnę, widzę, że jakaś kobieta zatrzymuje się i patrzy na mnie intensywnie. W jej oczach jest coś niepokojącego, coś, co sprawia, że sierść na moim ogonie jeży się jak sosnowe igły. Uciekam.

Świat jest niewyobrażalnie wielki i pełen dziwnych woni. Przeraża mnie. Strach ściska mi gardło i biegnę na oślep, chowam się pod samochodami, skąd później wywabia mnie niepokojąca obecność innych kotów. Nie umiem żyć na otwartej przestrzeni, walczyć o pożywienie i zmagać się z chłodem nocy. Moje łapy są przystosowane do miękkiego fotela i igrania z zawieszoną na nitce kępką piór, nie umieją dogonić i złapać wróbli o szybkim spojrzeniu. Cudem przeżywam kilka dni między śmietnikami, zanim on mnie znajduje i bierze w ramiona. Od tamtej pory zawsze pilnuje, żeby za bardzo nie uchylać okna. A ja szybko o wszystkim zapominam. Jako kot czuję ból ostro i krótko.

 

Jako człowiek mam go ze sobą zawsze. Narasta, puchnie jak nabrzmiały ropą wrzód rozpychający się między żebrami, by pewnego dnia pęknąć.

Jest chłodny, wiosenny wieczór, po mieście snują się jeszcze samotne samochody pracoholików, wyruszają już taksówki pełne imprezowiczów na lekkim rauszu. Kiedy wracam do domu, widzę, jak chodnikiem biegnie duży, czarny kot. Zatrzymuje się na chwilę i zwraca ku mnie żółte ślepia. Wygląda na wystraszonego. W jego oczach widzę coś, co w trudny do nazwania sposób napawa mnie lękiem, jakby przebłysk innego, niezrozumiałego świata. Stoję jak sparaliżowana. Czekam, nie wiem na co. Kot odwraca głowę i czmycha pod najbliższy samochód. W tym momencie podejmuję decyzję. Wieczorem uszczelniam drzwi i okna kocami. Ubieram się elegancko, później wypijam butelkę wina. Puszczam ulubioną muzykę. Czekam, ułożona wygodnie w fotelu.

 

Kiedy otwieram ślepia, już świta i szarość poranka snuje się po chłodnym korytarzu. Czuję lekki głód i, niecierpliwiąc się, sprawdzam, czy on jeszcze śpi. Widzę jego twarz przytuloną do poduszki, spokojną i gładką. Przez chwilę chcę go obudzić, ale nie robię tego. Będzie zły. Zeskakuję miękko z łóżka i idę do kuchni, gdzie stoi podajnik z suchą karmą. Po zaspokojeniu głodu przeciągam się i wystawiam pyszczek w stronę porannego światła. Zaczyna się kolejny dzień.

Teraz już nie miewam snów.

Koniec

Komentarze

Interesująca koncepcja. Zakończenie mnie zaskoczyło, to na plus, chociaż wolę szczęśliwsze finały.

Babska logika rządzi!

Życiowe, cholera, życiowe… Po co czytałem o tej porze?

Czarująco kobiecy tekst.

Dziękuję, Finklo, również za mój pierwszy na tym portalu punkt. Cieszę się, że zakończenie nie jest przewidywalne.

 

Kobieco-koci :) Dziękuję,  Adamie.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Soczysta piątka za opisy kociego spojrzenia na świat. 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Dziękuję za ocenę i komentarz.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przyznaję, wahałem się, ale w końcu podjąłem męską decyzję. Należy się jak kotu Whiskas :-)

Dziękuję! :)

 

Whiskas? Fuj, fast food. Porządny, rozkapryszony kot tego nie ruszy ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nie próbowałem, wierzę na słowo, że fuj. :-) Co zamiast Whiskas? Trzy kiełbie prosto z wody? :-)

Serio, widziałem taką scenę. Za plecami wędkarza – kocisko, takie ober. Siedzi, ani drgnie. Jest branie, coś małego, bo delikatne – poderwanie, w powietrzu, na końcu żyłki trzepocze się jakieś coś małego, a kocidło jak nie wypryśnie w medalowym skoku wzwyż, jak nie capnie, i buch! w krzaczki…

Najchętniej surowa wołowina albo wszystko, co można wyciągnąć ze śmietnika. No, ewentualnie jakaś porządna karma, ale tylko niektóre smaki… 

 

A scena przednia :D Widocznie nie pierwszyzna dla tego kota, wiedział, co robić.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

A haczyk? Połknęło?

Babska logika rządzi!

Ja babcinym kotom przynosiłem uklejki. Tak je rozpuściłem, że nie chciały niczego innego.

Wakacje się kończyły, wracałem w betony, a babcia zostawała z problemem kota rybojada. 

Koty kochają sushi. 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Przy takim szarpnięciu najprawdopodobniej zerwał rybkę z haczyka. Małe sztuki głęboko nie połykają haczyków, nie zdążają po prostu…

To babcia nie łamała Tobie wędek, nie chowała siatki i pozwalała na powtórki? Cierpliwa kobieta… :-)

Edycja:

Tak oto rodzą się offtopy… :-)

Cierpliwa. Jak każda babcia, a wędki były dziadka. wink

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Dziadka? To wiele wyjaśnia. :-)

Jakie offtopy? Wszystko mieści się w temacie :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo ludzkie i bardzo kocie. I bardzo mi się podoba. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja bardzo dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Napisane ładnym językiem, szczególnie przy kocich opisach. Widać, że pisała kociara.:)

Zastanowił mnie ten nominał (spłacane co miesiąc banknotami o nominale samotność), czy nie powinien być po nim dopełniacz? Analogicznie do banknot o nominale stu złotych. Ciekawa jestem, jak powinno być.

A tak przy okazji: moja kocica wychuchana (bo ratowana z niewydolności nerek), wygłaskana i od urodzenia trzymana w mieszkaniu, po trzech latach przeniesiona do domu na wsi z dnia na dzień zmieniła się w półdziką królową okolicy. W domu jej nie uświadczysz, chyba że w porach posiłków, tępi inne wiejskie koty, znosi na wycieraczkę trofea z małych ptaków i gryzoni – z genami nie wygrasz.:) Oczywiście, wszystkie choroby jej przeszły jak ręką odjął (w tym roku obchodziła 11. urodziny). 

Też mam wątpliwości co do przypadka, ale, biorąc pod uwagę, że mówimy o jednej osobie, której dotyczy samotność, a dopełniacz “automatycznie” sugeruje liczbę mnogą, uważam, że “nominał” w tym przypadku może pozostać w mianowniku.

Dziękuję za odwiedziny, Rooms. Też się nad tym zastanawiałam, ale poszłam podobnym tokiem myślenia, co Adam. Dopełniacz nie brzmiał mi dobrze.

 

Ha, to może mojemu domatorowi by jednak nie zaszkodziło wyjście? Tylko muszę się najpierw przeprowadzić na wieś ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ja od razu mówiłam, że mi pasują te kocie klimaty. Fajne ujęcie samotności (o ile samotność może być fajna).

Obiecałam, to klikam: do biblioteki marsz!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Yay! Dzię-ku-ję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

O kurna, nawet w bibliotekę nie zdążyłem… No cóż – prawidłowo.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Kto późno przychodzi i tak dalej…

To i ja oficjalnie potwierdzę – podobało mi się :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Interesujące. Podobało mi się. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję za odwiedziny :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nawet pomijając koty, jest to znakomite, świetnie napisane opowiadanie o samotności i potrzebie bliskości. Brawo. A koty… Nie jestem kociarzem, choć kota mam (kociarz pewnie powiedziałby, że kot ma mnie) i doskonale rozumiem, że można fascynować się tymi stworzeniami. Mój niedawno siedział sobie spokojnie na podłodze i gapił się na białą, gładką ścianę. Żaden robal po niej nie łaził, nic wewnątrz chrobotać nie mogło (lita cegła), a to zwierzę strzygło uszami i wodziło wzrokiem, jak za jakimś powoli poruszającym się obiektem, niewidzialnym dla ludzkiego oka. Tak, koty potrafią zadziałać na wyobraźnię… Ale, jako się rzekło, nawet bez kotów jest to pełen emocji, słodko-gorzki tekst (słodko– bo bohaterka dostaje w końcu to, co chciała, prawda?), jeden z lepszych, jakie ostatnio czytałem. Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bardzo dziękuję za tak miłą opinię. 

 

Tak, kociarz zdecydowanie powiedziałby, że kot ma Ciebie ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nieszczęśliwa historia miłosną opisana w poetycki sposób. Końcowej przemiany domyslilem sie gdzieś w połowie opowiadania jednak nie wplynelo to na dalsze czytanie.

Dzięki za odwiedziny, Belhaju.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo ładnie napisane i te kocie wstawki super, ale całość – chyba nie moje klimaty, jakoś nie mogłam się wczuć w historię. Jednak mimo wszystko, gdybym miała oceniać, to raczej pozytywnie. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Pozwolę i ja dorzucić swoje trzy grosze. Historia bardzo ładnie napisana, choć mnie nie urzekła – jak na psiarę przystało. Nawet w połowie, z lekkim poczuciem winy, poddałam się, przechodząc od razu do opinii (ale grzecznie wróciłam i dokończyłam). Koncepcja super.

 

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Dziękuję za komentarz Gravel, cieszę się, że ogólne wrażenie jest pozytywne.

 

KK – zdaję sobie sprawę, że opowiadanko najbardziej podejdzie kociarzom ;) Dzięki za odwiedziny!

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przyznam, że podchodziłem do tekstu dwukrotnie.

Ostrożnie go napocząłem i myślę sobie, łeee… to jakieś babskie pitu-pitu.

Ale tekst chypnął do biblioteki, więc postanowiłem dać mu drugą szansę.

Nie żałuję tej decyzji.

 

Bardzo interesująca koncepcja. 

W tekście, raz piszesz, że to człowiek śni, raz że kot, tak jakby… współistnieli, żyli oboje, ale tylko na jawie. Myślę, genialne. “Świadoma wędrówka świadomości”, multiżycie, nowa religia i świeże, nietuzinkowe spojrzenie na życie, rzeczywistość alternatywną.

Czytam dalej i co?

Czuję się zagubiony. Nie wiem co stało się z kobietą-bohaterką. Nie wiem na co czekała w fotelu. Kot-bohater później nie ma już snów. Świadomość zwierzęcia nie ma gdzie uciec. Kobieta umarła? Takie rozwiązanie mnie… satysfakcjonuje ;)

“Gryzie” mnie jeszcze ich “spotkanie”. Przeszkadza mi w mojej wizji alternatywnej rzeczywistości. Kot miał być na Ziemi 1, kobieta na Ziemi 2…

A może świadomość jest jednostkowa i jednocześnie wspólna. Podczas snu, gdy “rezygnujemy” z własnej, możemy uczestniczyć także w cudzej, w jakiś sposób bliskiej, z którą łatwo się identyfikujemy?

 

Nie wiem, ale koncepcja wgniotła mnie w fotel. Od Nazgula 6. Opowiadanie z 1 czerwca i nie jestem pewny czy załapie się na piórkową nominację ode mnie, ale niechaj będzie wiadome, że ja byłem za piórkiem!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Rozumiem!

Bohaterka zdecydowała, która świadomość jest dla niej lepsza. Wybrała kota.

Zajebiste :)

 

Pozdrawiam, wyjątkowo zadowolony z lektury!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dziękuję, Nazgulu. Chciałam, żeby to było trochę niejasne i zostawiało czytelnikowi pole do interpretacji – aczkolwiek przyznaję, że Twoja idzie bardzo po “mojej” linii. Spotkanie było trochę grubymi nićmi szyte, ale dla mnie ważne było, żeby te dwie świadomości – bo dla mnie są jednak dwie, splecione ze sobą – się spotkały. Dla kobiety to był jakiś impuls. Dla kota, cóż… koty się łatwo nie zmieniają.

 

Dziękuję za pochlebny komentarz. Świadomość ewentualności nominacji jest uskrzydlająca niezależnie od tego, czy nominacja będzie miała szanse być ważna ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Źle się wyraziłem. Nominacja Cię nie ominie! Po prostu zastanawiałem się nad nominacją jeszcze na maj, ale to zły pomysł. Nominuję w czerwcu, loża będzie miała więcej czasu na zapoznanie się z Twoim tekstem. Tylko wyniki będą później (początek-koniec lipca). Liczę, że opowiadanie piórko dostanie!

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Cóż, przeczytawszy wstęp i tytuł sądziłem, że dostanie mi się tekst lekki i przyjemny, a tu proszę – niespodzianka. Opowiadanie nie jest co prawda lekkie, ale niewątpliwie czyta się je dobrze. Generalnie nie jestem zagorzałym fanem emocjonalnych, onirycznych opowieści, ale ten tekst napisany jest na tyle ciekawie i profesjonalnie, że przeczytałem go z przyjemnością mimo tego, że nie jestem – jak przypuszczam – w grupie odbiorców docelowych.

Super napisany tekst, czarujący jak to ujął Adam :) Nie przepadam za kotami, a sama historia mnie nie urzekła, ale życzę ci tego piórka za sam fakt, że tak wyśmienicie splatałaś słowa w tym opowiadaniu!

Tylko nie "Tęcza"!

Vyzart: rzeczywiście wstęp może sugerować lekką i dowcipną opowieść. Cieszę się, że jesteś zadowolony z lektury mimo, że nie przepadasz za tego typu tekstami.

 

Tensza: bardzo dziękuję za miłe słowa :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mirabell, Nazgul ---> a ja poprę…

Adamie – słusznie czynicie… :)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Bardzo fajnie napisane opowiadanie. 

Przyznam jednak, że mam awersję do opowiadań z kotami. Na tym portalu naczytałam się ich już tyle, że powoli wychodzą mi uszami. ;) To oczywiście nie jest wina ani Twoja, ani tego uroczego opowiadania. Ale może jakby karaluszek? Albo kuna domowa? Albo chomik? 

Gdzieś tam po drodze przemknęło mi przez głowę, że to wszystko dąży do tego, do czego zdążało rzeczywiście. Myśl odrzuciłam, więc przynajmniej częściowo zostałam zaskoczona. Ale mnie ta końcówka za serce niestety nie chwyciła, mam wrażenie, że gdyby do końca rozegrać to w tym “ludzkim” schemacie, byłoby mocniej i bardziej emocjonalnie. Jednak rozumiem – mityczny element fantastyczny.

Na bibliotekę kliknęłabym na pewno. ;)

Dziękuję za odwiedziny, Ocho. Cóż, jak wiadomo, koty rządzą internetem ;) Karaluszek to w sumie niezły pomysł, co prawda nie wiem za dużo o zachowaniach owadów, ale przynajmniej byłoby oryginalnie… a z kuną to też niezły pomysł. Można połączyć z motywem kota (bo koty zawsze się świetnie sprzedają) i napisać o powiadanie o jaguarundi ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przeczytałem. Rzeczywiście ładny tekst z niezłym zakończeniem.

Dziękuję za odwiedziny.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jeszcze jedno – w linkach masz wersję epub tam, gdzie powinno być mobi.

Dzięki za czujność, poprawiłam.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nie jestem kociarzem, nie przepadam za oniryzmem, rozterki bohaterki nie zainteresowały mnie, a zakończenie nie zaskoczyło. I to by było na tyle, gdyby nie warsztat. To by było na tyle, gdybyś nie napisała tego tak cholernie ładnie, poetycko i nostalgicznie. A niestety napisałaś i muszę przyznać, że to Twoje senne opowiadanie o samotnej kociarze i jej irytującym sierściuchu zrobiło na mnie wrażenie. Gratuluję. 

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki za komentarz. Miło, że opowiadanie mimo wszystko Cię przekonało :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Drugie Twoje opowiadanie, które przeczytałem. To jest dużo przyjemniejsze w odbiorze, snuje się słowo za słowem harmonijnie – jak w dobrej melodii.

Zręcznie przeskakujesz między punktami widzenia, co na końcu doprowadza do sekundki zastanowienia, czy mamy tu drugą Sylvię Plath czy nie. Ogółem gładko, choć (jak dla mnie) za krótko (bo chciałbym więcej, tak, chciałbym!) ukazany portret kobiety, która nie może się odnaleźć.

“Zakrywam twarz makijażem” – zdanie perełka.

Jak wspomniałem przez opowieść się przyjemnie płynie, jak w muzyce. To opowiadanie z gatunku takich “bez pierdolnięcia”, cytując redaktorów NF. Bardzo lubię kotowate, dlatego nieco się rozczarowałem – oczekiwałem czegoś więcej, czegoś bardziej kociego.

I…. fantastyki tu za grosz nie ma, ale dla mnie to żadna wada.

Dla jednych za dużo kotów, dla innych za mało – i tak to jest z tymi zwierzakami.  Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Tekst pełen kobiecego ciepła, ekscytująco wibrującej niepewności, z odrobiną tęsknoty i smutku. Tak odebrałem. Pozdrawiam i gratuluję!

Dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Pod opowiadaniem więcej pisałem o kotach i rybach, niż o tekście, i przy tej lakoniczności pozostanę. Bardzo dobrze skomponowany tekst z nieco „tajemniczym” elementem fantastycznym; kobiecy tak, że może być przykładem tej „odmiany” pisania, i to zakończenie, jednocześnie „happy” i, nie boję się tego słowa, tragiczne…

Nominuję bez zastanawiania się. To znaczy już to zrobiłem, w temacie Loży, więc poprawka: nominowałem bez zastanawiania się, czy aby tekst na to zasługuje. Tak, i basta.

Opowiadanie na pewno jest ładnie i nastrojowo napisane. Z drugiej strony mnie klimat kocich opowieści zupełnie nie ruszył ; )

I po co to było?

Gratki za piórko!

Dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo ciekawy pomysł. Lubię wątek przeplatających się świadomości. Najlepsza niepokojąca scena spotkania i zakończenie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję za komentarz.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Oburzył mnie sposób, w jaki twoja narratorka myśli o facetach i ich wyobrażeniu o własnej męskości ;P

Zauroczyło mnie zdanie o wrzodzie między żebrami. Masz potencjał do tworzenia fantastycznych porównań!

Kołysanka to dobry, smutny tekst, przypominający tym, którym się udało odnaleźć drugą połowę, ilu samotnych ludzi jest wokół nas. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję za komentarz, Nevaz. Fajnie, że tu zajrzałeś.

 

Przyznaję, że narratorka myśli dość stereotypowo – bo i miejsca tu było tylko na psychologię jednej postaci ;)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Bardzo fajne opowiadanie. Przeczytałem kilka zdań, a tu już koniec. :) Nawet nie wiem, kiedy zleciało. Lekkie pióro i urzekające opisy. :) Super.

Work smart, not hard

Ładne :)

Przynoszę radość :)

Michal3, Anet: dziękuję za wizytę i miłe słowa :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dobrze piszesz, Mirabell. Mało na portalu tak ładnie napisanych szortów – bo za szort to uznam, mimo innego oznaczenia. Fajne jest to, że zadbałaś nie tylko o treść, ale o formę także. Bardzo mi się podobało. 

Mieszkanie mam na kredyt, samochód na raty, a życie w kawałkach, spłacane co miesiąc banknotami o nominale samotność.

To zdanie, które najbardziej zapadło mi w pamięć, ale było jeszcze więcej perełek. 

Gratuluję piórka :)

Bardzo dziękuję :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nowa Fantastyka