- Opowiadanie: Klapaucjusz - Bukolika na stóg siana, sześć rąk i kilka trzęsień ziemi [16+]

Bukolika na stóg siana, sześć rąk i kilka trzęsień ziemi [16+]

Bardzo dziękuję Bemik, bo poświęciła temu tekstowi wiele czasu.
Dedykuję go Katarzynie Michalak, mojej niedoścignionej idolce ;)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Cień Burzy, Emelkali

Oceny

Bukolika na stóg siana, sześć rąk i kilka trzęsień ziemi [16+]

 

Czas zatrzymał się w pół uderzenia serca, chociaż powinno bić jak szalone, bo człowiek powinien uciekać, zamiast w bezruchu gapić się śmierci w oczy.

Świat został z powrotem wprawiony w ruch przez huk, który wydała zdyscyplinowana falanga sunącej nieustępliwie wody, kiedy zdobyła pierwsze zabudowania. Ulicami puściły się fale – słoni hoplici pędzący gwałcić i niszczyć wszystko, co napotkają na drodze.

Przy każdym zderzeniu z przeszkodą w powietrze strzelały spienione lodowate bicze, zszarpujące na dół ludzi skrytych w koronach drzew i na dachach.

Tsunami wdzierało się coraz głębiej w ląd, zrywało tynk z niskich kamieniczek i rujnowało kolejne strategiczne punkty miasta.

Kiedy impet wreszcie osłabł, woda przestała niszczyć. Już tylko niosła wyrwane Porto przedmioty i ciała.

 

Siano kłuło Adę w uda i pupę, zostawiając na skórze delikatne czerwone kropeczki. Była jednak zbyt senna, żeby się tym przejmować. Na łące miło pachniało wyschniętą trawą, ale mimo lekkiego wietrzyku, upał męczył i zachęcał do drzemki. Zabrała nogę z brzucha Krzyśka, bo skóra w miejscach, gdzie się stykali, robiła się wilgotna od potu. Leżeli nago i odpoczywali po szaleństwach, w wyniku których w stogu powstał szeroki żleb. Trąciła mężczyznę stopą w umięśniony brzuch, gdzieś w okolicach pępka.

Na początku sprawiał wrażenie antypatycznego, a teraz… Jednak był całkiem w porządku. I w sumie przystojny.

Otworzyła oczy, żeby lepiej się przyjrzeć, ale jasne słońce od razu zmusiło ją do przymknięcia powiek i ponownego zapadnięcia w przyjemny półsen. Wciąż czuła na całym ciele ciepło promieni i słyszała spokojny oddech przytulonego kochanka, ale myśli płynęły zbyt swobodnie. Tak jak nocą, kiedy strażnik w więzieniu samokontroli śpi i mogą się wymknąć. No i niestety – teraz także zawędrowały w niewygodne rejony.

 

Chodziło o to, że Ada wolałaby leżeć koło Piotrka, nie miała wątpliwości. Ale po tym, jak się zachował, zasłużył na nauczkę.

Wzgardził nią – bolesne, ale bo to pierwszy raz w życiu jej się zdarzyło? Tylko tej przepraszającej miny nie mogła puścić mu płazem.

„Jesteś bardzo atrakcyjna, naprawdę, ale chciałbym cię najpierw lepiej poznać… Bla bla… Zobaczyć, czy do siebie pasujemy… Oksytocyna… Bla bla bla…”

Sroksytocyna. Cholerny kretyn, okularnik, gówniarz inteligent. Impotent!

Wspomnienie pełnego winy i zawstydzenia wyrazu twarzy odebrało jej ochotę na dalsze wylegiwanie się.

W oddali odezwał się traktor, ostatecznie rozbudzając kobietę.

– Rrrrrrrrrr – wymruczała, naśladując go, i ugryzła Krzyśka w ucho.

– Złap mnie. – Szybko zsunęła się ze stogu. Siano przyjemnie podrapało spocone od leżenia pośladki i plecy, które odetchnęły chłodnym powiewem wiatru.

 

Uciekła z miasta do domu rodzinnego, żeby oderwać się od bombardujących telewizję informacji o kolejnych katastrofach naturalnych. Zaczynała zbierać materiały do pracy inżynierskiej, kiedy to wszystko się zaczęło. Czasem przez tydzień był spokój, a później trafiały się dwie klęski żywiołowe jednego dnia. Jak w takich warunkach pisać? Jak funkcjonować? Bezradność naukowców poskutkowała prawdziwym renesansem. Głównie przemysłów: tytoniowego, alkoholowego, rozrywkowego i religijnego.

 

Pensjonariuszy do pokojów gościnnych przyjęła, żeby dołożyli się do utrzymania gospodarstwa. Zresztą, dobrze jest mieć kogoś koło siebie. Kogoś, z kim można się pośmiać i pogadać o błahostkach – przecież nie opowiadała im o tym, co naprawdę ją gryzło. Do tego przydałaby się kobieta. Ale pomagali w obejściu, no i seks ją odprężał, a to było bezcenne w tych stresujących czasach. Kiedy krew w skroniach zaczynała szumieć, od razu zapominało się o strachu przed kataklizmami.

Od początku dobrze rozumiała się z młodszym z gości – Piotrem. Pod wieloma względami byli bardzo różni, ale śmiali się z tych samych rzeczy i te same najmocniej ich rozpalały. Czuła, że łączy ich coś wyjątkowego. Tylko był nieśmiały – pierdoła taka. Więc ona spróbowała być mężczyzną za nich oboje. Najwyraźniej niewystarczająco skutecznie, bo i tak nie zdołała go ośmielić.

 

***

 

Teraz, już od kilku dni, chodził naburmuszony. A przecież sam wybrał.

Często krążyli po salonie jak dwie burzowe chmury czekające na zderzenie, z którego zrodzi się prawdziwa nawałnica, i wymieniali złośliwości. Zdarzyło się, że miała ochotę okładać go pięściami po głowie i szarpać za brązowe kudły.

 

Czego tak się ciska? – pomyślała. Ale z zawstydzeniem zabrała rękę, którą nieświadomie gładziła Krzyśka po ramieniu.

Piotrek rzucił kilka kąśliwych uwag, a kiedy wywrzeszczała odpowiedź na te grubiaństwa, wyszedł, trzasnąwszy drzwiami.

Drżała – aż sama dziwiła się, czemu była taka zła. Przecież w gruncie rzeczy nic nie zrobił. Może trochę denerwowała się na siebie. Spojrzała na Krzyśka, który skrył się za książką, żeby nie brać udziału we wcześniejszej wymianie zdań.

– Pieprz mnie – powiedziała zaczepnie. Zabrzmiało tak strasznie głupio, że najpierw się zawstydziła, a później poczuła jeszcze większą irytację. Ale w ogóle nie zwrócił uwagi na brak subtelności i komiczność tego stwierdzenia. Wyszczerzył się głupawo i zabrał do – dosłownie – zdzierania z niej ubrań. Trochę szkoda koszulki, ale też, kiedy rozległ się dźwięk dartego materiału, poczuła bardzo przyjemne mrowienie w dole brzucha i po wewnętrznej stronie ud.

Kiedy skończył, stała przed nim naga i czuła się co najmniej dwa razy bardziej głupio niż przed chwilą. Na szczęście zaskoczył ją wyczuciem. Pierwszy pocałunek złożył na policzku, drugi na szyi, a dalej już tylko przesuwał nosem po obojczyku, piersi, brzuchu – zadrżała – ukosie pachwiny. Przyklęknął przed nią, z czołem opartym tuż nad wzgórkiem, ale złapała go za ramię i podciągnęła.

– Wstawaj. Chcę od razu. – Drapnęła rozczapierzonymi palcami po ogolonym torsie.

 

Ulegli rytmowi, oprócz którego nic zdawało się nie istnieć. W końcu ruchy straciły resztki regularności. I wtedy… I wtedy… I wteeeeeeeeeedyyy…

 

Grunt zadrżał. Bez ostrzeżenia. Od razu zatrzęsło się wszystko, nie pozostał żaden stały punkt odniesienia. Wijące się w spazmach chodniki podcinały drzewa. Wieżowce jeden za drugim traciły równowagę – smukłe bryły wpadały na siebie i kładły się jak domino z kruchych kostek cukru. Na ziemię opadał migotliwy, śmiertelnie piękny deszcz szklanych odłamków.

W piątej alei z wąskiej szpary w jezdni wystrzelił gorący gejzer. Cienki strumień wzniósł się wysoko, a później załamał, parząc uciekających ulicą ludzi.

Kolejne fale drżenia zrównywały Nowy York z ziemią.

 

Oboje oddychali ciężko. Spleceni w uścisku, opierający się o siebie nawzajem, bo zmęczone mięśnie nóg wciąż jeszcze lekko drżały. Pogładziła delikatnie czarne loczki.

 

***

 

Głupia Wojciechowa, najbliższa sąsiadka! Żeby krowy jej dały skisłe mleko! Niepotrzebnie zaczęła gadać o wczorajszym kataklizmie. Ada wcale nie chciała o tym słuchać. Wcale! Teraz miała ochotę się rozpłakać, bo tylko czekać aż przyjdzie czas na Polskę.

Wstała i nerwowo przechadzała się po swoim pokoju na poddaszu. Na Krzyśka się wściekła, bo wieczorem co chwilę robił aluzje do jej wczorajszej zachcianki. Jednak prostak pozostaje prostakiem. Pogoniła go na targ po warzywa, więc siedziała teraz sama. Nie było się do kogo przytulić. Nawet czekolada się skończyła.

Wsunęła rękę pod spodenki i delikatnie zakręciła w palcach kokardką przy majtkach. Później powolutku zaczęła sunąć opuszkami w dół, ale powstrzymała się i skrzywiła z niezadowoleniem – przecież to głupie. Zamiast tego zacisnęła pięści i wróciła do dreptania.

Na dole trzasnęły drzwi. Po chwili na poddasze zapukał Piotrek. Wrócił ze spaceru z grubym pękiem polnych kwiatów. Całość wyglądała pstrokato, jakby zrywał wszystko, co wpadło mu w ręce, ale jakie to w zasadzie miało znaczenie?

Położył bukiet na szafce i bez słowa podłączył Ipoda do przenośnych głośników. Kiedy ustawiał muzykę, w czarnych oczach błyszczało zdecydowanie. Wyciągnął dłoń, zapraszając ją do tańca.

Zawahała się, myśląc o Krzyśku, który z każdym dniem coraz bardziej ją zaskakiwał.

– To tylko oksytocyna, przypomnij sobie, jak cię drażnił. Różniło was wszystko. – Piotrek błyskawicznie odgadł naturę wątpliwości.

Patrzył na nią z napięciem i skubał skórki przy paznokciach. Denerwujące, że wtrącał się do tej decyzji, ale tak naprawdę już została podjęta.

 

Obracali się prawie w miejscu, w rytm powolnego utworu. W ucho łaskotał ją jego oddech, a policzek ocierał się o szorstki zarost. Od czasu do czasu chłopak szeptał takie rzeczy, że czuła jak czerwone kwiaty rumieńców kwitną nawet na szyi i dekolcie.

Trudno powiedzieć, kiedy to się stało, ale przestali tańczyć. Stali w miejscu i ocierali się nosami – minutę albo nieskończoność – jak dwoje Innuitów. Później ją pocałował. I znowu. Przerwał dopiero, kiedy parsknęła śmiechem. Poczerwieniał i spuścił wzrok, zastanawiając się, co zrobił nie tak.

Chichotała, bo poczuła na udzie delikatny dotyk, który powoli przesunął się w okolice biodra i stał się mocniej wyczuwalny. Poruszyła nogą i z zadowoleniem zauważyła, że speszył się jeszcze bardziej.

Wylądowali na łóżku. Teraz to ona rządziła. Turlali się, ale zawsze kończyła na górze. I gryzła go wtedy delikatnie w czubek nosa, uszy czy ramiona. No i pilnowała, żeby co jakiś czas mimochodem nacisnąć udem we właściwym miejscu, co nieodmiennie go onieśmielało.

Na początku krążył palcami w okolicach gumki od jej szortów i wcale nie spieszył się z przekroczeniem tej granicy. Wreszcie odważył się i pozwolił dłoniom błądzić śmielej, mocno zaciskać się na pośladkach i głaskać uda. Przed nią stanęło trudniejsze zadanie, musiała uporać się z guzikami rozporka, co zrobiła z przyjemnością, patrząc Piotrkowi w wielkie oczy.

 

Mimo że pozbyli się ubrań, zaczął doskwierać im upał panujący pod nagrzanym blaszanym dachem, dlatego postanowili przenieść się na powietrze. 

Radośnie pobiegli przez ogród na łąkę, ze śmiechem kryjąc się za każdym krzewem, na wypadek gdyby pobliską drogą szedł jakiś spacerowicz. Koc rozłożyli w cieniu stogu siana, ukryci od ciekawskich oczu słońca i ornitologów-podglądaczy. Towarzyszyły im tylko ptaki harcujące hałaśliwie na pobliskim drzewie, równie rozbrykane jak oni sami.

Żeby nie zaczynać wszystkiego od początku, całował ją wszędzie, z wyjątkiem ust. A ona czekała i zastanawiała się, czy skoro jest taki niewinny i niedoświadczony, nie okaże się zbyt szybki.

Położył się obok i, delikatnie krążąc palcem po ramionach i piersiach, szeptał do ucha o tym, co mu się w niej podoba. Kto by tam w to wierzył… Ona nie dowierzała i stanowczo nie chciała, żeby tyle mówił. Śledziła dłoń, która zjechała niżej i poruszała się teraz w powolnym, regularnym rytmie. Co ją obchodziło bajdurzenie o kształcie łydek i o oczach, w których faluje wzburzone morze.

Nie mogła dłużej czekać, ciało domagało się czegoś więcej niż tylko dotyku palców i czułych słów. Samo już zbierało się do wygięcia w dreszczu, wierciła się, trudno było jej uleżeć spokojnie.

Nie zrozumiał od razu, więc przeżyła kilka długich chwil udręki, w których ręce szukały go tak desperacko łapczywie, że nie dało się tego źle zinterpretować. No i wreszcie pojął.

 

Ziemią wstrząsnęły dreszcze tak silne, że skorupa popękała, płaszcz się popruł, a jądro pierwszy raz połaskotały promienie słońca.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Masz jakiś pomysł, nawet interesujący, ale obawiam się, że nie doprowadzasz go do końca. No, takie wrażenie odniosłam. Jakieś drobne wyjaśnienie zależności przyczynowo-skutkowych by mi się przydało.

który wydała zdyscyplinowana falanga sunącej nieustępliwie wody, kiedy wkraczała do miasta.

Zazgrzytała mi krocząca woda.

Babska logika rządzi!

Witaj Finklo, dziekuję za uwagi.

 

Poniekąd doprowadziłem historię do końca końców ;).

A mówiąc poważnie – mam poczucie, że zasugerowane jest dokładnie tyle ile potrzeba – ani za mało, ani za dużo – więc chciałbym poczekać, czy inni podzielą Twoje wątpliwości.

Nie będe ukrywał, że najbardziej zależało mi na warsztatowym zmierzeniu się z pierwszą napisaną sceną erotyczną, ale rzetelnie starałem się jednak podszyć to głębszym sensem, emocjami, i śmichem z klisz.

Metafora przeformułowana.

Przeczytałam.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Justowanie się zgubiło. 

 

chociaż powinno bić jak szalone, bo człowiek powinien uciekać 

Później powolutki zaczęła sunąć – literówka

 

Mnie ta supermoc (jeśli mogę to tak nazwać i – dobrze to odczytuję?) w pewien sposób rozbawiła. I to niedopowiedzenie “zależności przyczynowo-skutkowych” nie przeszkadza, a nawet pasuje. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Powtórzenie zamierzone, ale literówka oczywiście nie – dziękuję.

Dobrze odczytujesz i dobrze, że rozbawiła, bo miała być żartem z maniery przesadnie poetyckiego i bombastycznego  opisywania seksu.

Znakomity pomysł!

Klapaucjuszu, przepięknie wyjaśniłeś przyczyny występowania kataklizmów i równie ładnie opisałeś poczynania sprawców tychże. ;-)

 

Wy­szcze­rzył się głu­pa­wo i za­brał do – do­słow­nie – zdzie­ra­nia z niej ubrań.Wy­szcze­rzył się głu­pa­wo i za­brał do – do­słow­nie – zdzie­ra­nia z niej ubrania.

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. To co mamy na sobie, to ubranie.

 

Póź­niej ją po­ca­ło­wał. I Znowu. – Literówka.

 

Na po­cząt­ku krą­żył pal­ca­mi w oko­li­cach gumki od jej spor­to­wych szor­tów… – Na po­cząt­ku krą­żył pal­ca­mi w oko­li­cach gumki od jej szor­tów

Szorty są sportowe z definicji.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Apokalipsa orgiastyczna! ;-)

 

Masz rozmach, skur… Klapaucjuszu! ;-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak mi właśnie rodzice mówili, kiedy kończyłem malować. A oni prokrastynowali przed sprzątaniem ;)

 

Dziękuję, Regulatorzy. Słuszne poprawki – zaraz wprowadzam.

Chyba nie do końca zrozumiałem tekst, za to przedmowa mnie rozwaliła. Katarzyna Michalak rządzi. ;)

Po przeczytaniu komentarzy już mi się rozjaśniło. Zabawny pomysł. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nie dla mnie ten tekst. Sądziłem, że powtórna lektura po dwóch, trzech dniach odmieni sytuację, ale nie. To nie dla mnie. I nawet nie bardzo wiem, dlaczego.

Myślę, że wiem w czym rzecz, więc wyjdę po tej próbie mądrzejszy. No i problemem mogła być też sztywność narracji na poziomie języka, nad którą powolutku pracuję już od dawna.

Jest mi w każdym razie bardzo miło, że zdecydowałeś się drugi raz poświęcić czas na ten tekst.

Bo widzisz, jak to się mówi, “cóś tam w nim jezd”. Sęk w tym, że coś takiego, czego ja nie dostrzegam, nie wyławiam, nie rozumiem. Powiedzmy, że to mój kłopot, moje niepowodzenie czytelnicze. Bywa i tak. :-)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przeczytałam.

.

(Przypominam, że ruszył mini-konkurs na erotyczne opowiadanie dla Jury – nie zapomnij wziąć udziału w zabawie, pozgadywać i zagłosować na najfajniejsze, Twoim zdaniem, opowiadanie).

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Biblioteka na pewno. Bo dobre. Ładnie napisane. Bo Piotrek – pierdoła taka. Szkoda, że sam sobie “przepierzył” okazję, żeby wyjść jeszcze na ludzi. Bo prostak pozostaje prostakiem. Bo kolejny przykład dobrej, konkretnej erotyki. Bo przyzwoicie napisane. I nawet nie szkodzi, że opowieść sama w sobie jakoś mnie nie porwała.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Za dużo seksu i przez to koniec świata… No nieźle. Pomysł niczego sobie. Rozpusta goni rozpustę. Sam pomysł mi się podobał, ale w wykonaniu czegoś zabrakło. Nie przekonała mnie główna bohaterka, bo niezbyt wyraźne były motywy, które nią kierowały. Wadą tekstu, jak dla mnie były nieco płaskie postacie.

Ale za pomysł duży plus! :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję za komentarze!

 

Morgiano – miała być zabawa z samospełniającą się przepowiednią, dlatego motywy bohaterki są dosyć biologiczne i nie do końca uświadomione – uprawia seks, żeby rozładować napięcie spowodowane stresem związanym z katastrofami. Tego samego sposobu używa w przypadku napięcia związanego z innymi przyczynami.

Wyważenie tego, ile należy powiedzieć czytelnikowi o tym, co w głowie bohaterów, żeby nie popaść w łopatologię, jest zawsze dla mnie jedną z największych trudności, dlatego chętnie dostałbym od Ciebie jeszcze jedną informację – tak skonstruowana warstwa psychologiczna jest zbyt prosta i mało wiarygodna czy została niewystarczająco zasygnalizowana?

Mężczyźni faktycznie raczej płascy, bo to jej katastrofy i jej świat.

 

Cieniu, cieszę się, że uznałeś to za przyzwoicie napisane, bo trochę podupadłem na duchu po odbiorze pierwszych czytelników ;)

Ha! Widzisz – o bibliotece się nagadałem, a kliknąć żem zapomniał, taki jestem zajebisty. No, ale już nadrobiłem. I jestem z tego dumny, bo prawdziwie słuszna to rzecz, przyklepnąć Ci taki tekst.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przyznam szczerze, że liczyłam na coś na kształt głośniczkowych figli, które pamiętam Ci do dziś (piękne!). Niestety, troszeczkę się rozczarowałam. Rozgrywki miłosne i rozterki na tle końca świata nie przejęły mnie zbytnio, choć intryga iście harlequinowa (głupia baba, no). Erotyce trzęsienie ziemi dobrze zrobiło, ładnie przeplatasz opisy.

Klapaucjusz, no cóż jeśli chcesz wiedzieć więcej, to powiem, że sama Ada mnie troszkę irytowała i ten ugrzeczniony chłopak. Oni jako para zupełnie mnie nie przekonali. Ciężko mi wytłumaczyć, co mi nie leżało. Może to, że ona taka rozpustna tu z jednym, a zaraz potem z drugim. Tym bardziej, że to bracia, kuzyni? No, do mnie to nie przemawia i brakuje mi pokazania, że ten pierwszy jest jej zupełnie obojętny, że jest tylko przystawką przed kolacją.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zawsze lepiej nie rozczarować czytelnika, niż to zrobić, ale bardzo, bardzo miło było zobaczyć, Rooms, że po roku wciąż pamiętasz głośniczki!

 

Morgiano, teraz mam już dosyć pełen obraz sytuacji, bardzo dziękuję!

Pomysł ciekawy, katastrofy i ich powody – świetne. Erotyka całkiem zgrabnie opisana. Podobało mi się, więc i punkt masz :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ha, cieszę się, dziękuję!

Nowa Fantastyka