- Opowiadanie: Pauelor - Nie chcę umierać

Nie chcę umierać

Opowiadanie napisane na konkurs PSX Extreme.

“Zainspiruj twórców Bloodborne i opisz swój najgorszy koszmar!”

Limit: 5000 znaków ze spacjami

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Nie chcę umierać

Nie chcę umierać.

Powtarzam sobie te słowa w kółko. Ze mną, stojących rzędem, jeszcze dwanaścioro innych.

– Na dany sygnał – drze się dowódca, wielki mężczyzna z jedną ręką – biegniecie! Zatrzymacie się – zginiecie. Zawahacie się – zginiecie. Dacie się złapać ścierwom – zginiecie. Spróbujecie komuś pomóc – zginiecie. Liczy się tylko odebranie przesyłki i powrót.

Patrzę na Ellie, trzęsie się cała, oczy ma szeroko otwarte z przerażenia.

– Błagam, ja nie chcę! – krzyczy ktoś z tyłu.

Frank nerwowo odbezpiecza i zamyka kurek broni – jednostrzałowego pistoletu.

– Dostaliście przydział broni! Jak trzeba będzie, użyjcie jej! – pluje się dalej dowódca.

– Jeden mały pistolecik na te potwory? – pyta ktoś inny roztrzęsionym głosem.

Mężczyzna spogląda na nas przez chwilę, biednych frajerów, którzy mieli pecha w losowaniu; patrzy z politowaniem, nie dla naszej sytuacji, ale naszej naiwności.

– Broń jest dla was. – Jego słowa wywołują falę nowej histerii, każdego zdejmuje chłód, ktoś z tyłu siada i zaczyna płakać, inni wymiotują pod ścianę. Ja sam ledwo potrafię zebrać myśli.

Nie chcę umierać.

– Jeśli zostaniecie złapani, módlcie się, abyście mieli czas strzelić sobie w głowę.

– Dwie minuty!

Jeden z nas nie wytrzymuje i próbuje uciec. Szybko zostaje obezwładniony i siłą wepchnięty z powrotem. Od tego nie ma odwrotu.

Tłoczymy się w ciemnym pomieszczeniu, jakby kamiennym wejściu do lochów. Przed nami zamknięte wzmacniane drzwi.

A za nimi horror. Nasza rzeczywistość. Koszmar i krew.

Znam garstkę ludzi, którzy wyszli poza Bramę. Jednak, jak kiedyś weseli i uśmiechnięci, tak po powrocie ich oczy były już puste. Widzieli coś, czego żaden człowiek nie powinien doświadczyć.

– Minuta!

Z początku nikt nie zwrócił uwagi na odgłosy, jakie dobywały się zza drzwi. Ale później słyszymy je wszyscy. Jakby ktoś walił mokrą szmatą w podłogę, potem jęki, na dźwięk których większość zatyka uszy i kręci głowami, płacząc i trzęsąc się z przerażenia. A potem jeden, głośny przeciągły krzyk, jakby człowieka palono żywcem.

Ktoś szarpie mnie za rękaw, próbując uspokoić. Boże – ja tak krzyczę.

Nie chcę umierać.

Dzwony biją złowieszczo.

– Wypuścić wabiki! – krzyczy dowódca.

Wabikami są psy nauczone jednego – uciekać. Po chwili rzucają się w morderczy bieg ulicami, szybko niknąc w mroku.

– Niech Bóg ma was w swojej opiece.

Metalowe zamki puszczają, drzwi otwierają się z przeszywającym jękiem starych zawiasów. Bez zastanowienia wszyscy startują z miejsc.

Biegniemy.

Pierwsi ludzie znikają zaraz za bramą, zmieceni jakąś niewidoczną siłą, słychać tylko ich wrzaski, piski, wystrzał z broni.

Nie chcę umierać.

Mamy dobiec do porzuconego transportu, na mały plac przy starych magazynach, odebrać zapasy i wrócić, zanim zamkną Bramę na dobre.

Upiorne światło księżyca pozwala omijać przeszkody. Powozy, porzucone i zniszczone, martwe okiennice, wybite szyby w wystawach sklepowych, połamane lampy uliczne.

Wtem widzę, jak Ellie, która biegnie przede mną, potyka się, traci równowagę, ale zamiast upaść, wystrzeliwuje w górę, poderwana niewidzialną siłą.

„Spróbujecie komuś pomóc – zginiecie”. Nie zatrzymuję się, ale widzę wszystko w jakby zwolnionym tempie – jak dziewczyna usilnie próbuje wyciągnąć pistolet, jak ze zgrozą patrzy, kiedy ten wypada jej z rąk, jak jej usta otwierają się, aby krzyknąć, i nagle znika w ciemności.

Biegnę.

Nie chcę umierać.

Pozostałe kilkanaście metrów przebiegam najszybciej jak potrafię, ale i tak wydaje mi się to za wolno. Nogi palą żywym ogniem zmęczonych mięśni, serce wali jak młot kowalski, język jak kołek obija mi się o suche gardło, ledwo oddycham.

Zapasy leżą porozrzucane wokół przewróconego powozu. Dopadam do nich, rozgarniam nerwowo śmieci, porywam plecak i zakładam go, biegnąc z powrotem.

I dopiero wtedy dociera do mnie, że jestem ostatnim żyjącym.

„Zatrzymacie się – zginiecie”.

Biegnę.

Widzę przed sobą zbawienną Bramę. Ludzi wymachujących rękoma ze środka, krzyczących coś do mnie.

Wymuszam na nogach ostatni wysiłek.

I nagle mlaśnięcie. Uderzenie mokrą szmatą o podłogę.

Wychodzi z jednej z bocznych uliczek, wielki jak dom. Koszmar eugenicznych eksperymentów Galtona. Ścierwo. Monstrum wchłaniające każdą żywą istotę. Wszystko na nim jeszcze oddycha, kwili, jęczy, krzyczy, warczy – zrośnięte ze sobą, połączone przez chory umysł, zszyte wnętrznościami, posklejane śliną i krwią, sączącą się z każdego kawałka cielska. Widzę zdeformowane twarze znanych mi osób.

I Ellie – wykręconą pod nienaturalnym kątem, oblepioną nabrzmiałymi żyłami.

Napuchnięta jak u topielca głowa stwora patrzy na mnie setkami par oczu. Wywala długi na kilka metrów jęzor, z którego wystają ludzkie ręce, zwierzęce nogi, psi ogon. Próbuje mnie złapać, palcami są ludzkie nogi, kawałek korpusu jakiegoś stworzenia, obwinięte wszystko flakami.

Przejeżdżam pod wyciągniętą w moją stronę śmiercią i robię desperacki skok w stronę Bramy.

Uda mi się!

Nagłe szarpnięcie uświadamia mi, że jednak się nie udało. Targa mną paraliżujący ból.

Broń wypada mi z dłoni.

Koniec

Komentarze

Nie znam inspiracji, ale tekst jest znacznie lepszy od tego pierwszego zamieszczonego na portalu.  Zapewne był jakiś limit znaków, dlatego tekst jest dla mnie sceną, a nie opowiadaniem. Ale tym razem bardzo dosadnie i obrazowo przedstawiasz odczucia bohatera. Plastyczność tego tekstu sprawiła, że jest mi trochę niedobrze. Ale o to chyba chodziło.

Duży plus.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie wiem, czy końcówka nie zrobiłaby na mnie większego wrażenia, gdyby monstrum nie było opisane w sposób tak groteskowo przerażający.

Ale i tak – napięcie było, groza była, koszmar bez wątpienia. Warsztat też bardzo w porządku. Sporo udało Ci się wycisnąć z takiej scenki.

Nikt nie chce umierać.

Za to wiele osób chce czytać porządne teksty. Takie, jak ten. Zwarte, ale zawierające konieczne i dostateczne minimum informacji.

Podobało mi się. :) Szkoda, że limit znaków był z góry ustalony, bo mogłoby z tego powstać naprawdę dobre opowiadanie.

Trochę za dużo używasz czasownika “krzyczeć”.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Świetne. Bardzo plastyczne obrazy pojawiają się w głowie. Tylko pozbądź się tych powtórzeń “być”: Znam garstkę ludzi, którzy byli poza Bramą. Jednak, jak kiedyś byli weseli i uśmiechnięci, tak po powrocie ich oczy były już puste.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Straszne.

 

I, że wspomnę mój ulubiony tekst Szyszkowego… Gdzie, kurna, immunitet pierwszoosobowej narracji. ha?!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Szalenie sugestywna, bardzo mocna scena, tylko że zupełnie nie wiem kto, po co, i dlaczego.

I, o dziwo, zupełnie mi to nie przeszkadza!

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Noo, duży plus od Thargona. Mrocznie, strasznie, paskudnie, obrazowo i klimatycznie jednocześnie. A wszystko to poniżej pięciu tysięcy znaków. Brawo.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przeczytałam ten tekst z ogromną przyjemnością…. o ile horrory można czytać z przyjemnością :-)

To ogromna sztuka zmieścić tyle emocji w takiej małej ilości znaków. Gratuluje!

Dziękuję wszystkim za miłe słowa – a teraz proszę o przepis – jak i co zrobić, aby również w dłuższych opowiadaniach/powieściach, utrzymać taki klimat, aby chciało się czytać? Dziękuję XD

Podziwiam, że w tak krótkim tekście udało Ci się nakreślić tak mocną scenę. Szkoda, co prawda, że zabrakło wyjaśnienia o co dokładnie chodzi, ale nie jest to jakąś wielką wadą. Zwłaszcza, że szort budzi emocje, a chyba to było najważniejsze ;)

Podsumowując: plask w bibliotekę! Należy się.

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dziękuję każdemu wcisk-bilbiotecznemu. Jest mi niezmiernie miło, iż udało mi się zainteresować was lekturą.

Pauelorze, z pierwszosobową narracją w tekście, gdzie – chyba – narrator ginie, jest ten problem: jak doszło do tej relacji? ;-)

 

Scenka mocna, zwarta, dobrze napisana. Ale to tylko scena, nie pełnoprawne opowiadanie.

 

W dłuższym tekście nie możesz jechać bez przerwy na dopalaczach, bo znieczulisz czytelniak na serwowane bodźce. Musisz kombinować, ze spowolnieniem, z daniem oddechu, a potem – z fangą w nos  i przyspieszeniem ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki Fishu za ocenę. Rzeczywiście opowiadaniem to nie jest, lecz musiałem zmieścić się w 5000 znaków. Ciężko było zmieścić tyle emocji na dwóch stronach :) postaram się napisać coś dłuższego, lecz równie dobrego.

Podobało się. Gęste od emocji, mroczne, klimatyczne i… krótkie. Podziwiam, ja w tym limicie nie daje rady czyjegoś śniadania opisać.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję wszystkim wcisko-bibliotekarzom za możliwość dodania do grona wybrańców :)

Podobało mi się, szczególnie mroczny klimat. budzi moje skojarzenia z filmem “Więzień labiryntu”. Film był słaby, opowiadania na szczęście nie.

Niezła scenka. Co prawda ze względu na brak szerszego kontekstu wstęp przywitałem wzruszeniem ramionami, ale emocje bohatera i dynamizm pościgu już stoją na wysokim poziomie. 

I po co to było?

Dobrze napisany, mam wrażenie, tekścik/scenka z udanie stworzonym klimatem. Podobało mi się. Także miałem skojarzenia z “Więźniem labiryntu”, ale to prawda, że jednak tekst wzbudził we mnie większe emocje. :)

Mee!

Zaczyna się fajnie

Ten fragment bym podrasował:

“serce wali jak młot kowalski, język jak kołek obija mi się o suche gardło, ledwo oddycham” – porównania wydają mi się mało oryginalne.

Nabardziej zwróciło moją uwagę ścierwo – sam je wymyśliłeś? Jeśli tak, co cię zainspirowało? Ocha lekko skrytykowała, natomiast mnie się bardzo spodobało. Co do zasady faktycznie lepiej chyba nie obnażać twarzy bestii, natomiast sam pomysł tego stworzenia jak i jego opis – super. Wg mnie pasowało.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz – owszem, samo wpadło do głowy, ale zainspirowałem się Shingeki no Kyojin, w sensie, że coś dużego i nierozumiałego pożera ludzkość, reszta przyszła sama, bo chciałem, aby to były eugenistyczne badania nad ludzkością, takie wyrwane spod kontroli – no i od słowa do słowa doszedłem do owego opisu. Teraz już nie ma sensu zmieniać, bo poszło już na konkurs w takiej formie. Ale dziękuję, fajnie, że się podobało!

Wow. Czysta adrenalina. Potwór bardzo lovecraftiański. Do “Uda mi się!” piękne. 

Końcówka nie do końca staje na wysokości zadania. Mogłeś nad nią Autorze jeszcze trochę popracować, żeby tę końcową porażkę bohatera uczynić bardziej mięsistą.

Faktycznie, koszmarne. Zabrakło mi wyjaśnienia, dlaczego te zapasy są tak cholernie ważne, że warto dla nich poświęcać ludzi. Ale jak na horror, to całkiem nieźle.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka