- Opowiadanie: Wilk który jest - Powrót do gry

Powrót do gry

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Powrót do gry

Domofon dzwonił natarczywie. Michał z trudem otworzył zaropiałe oczy. Na krześle stojącym przy łóżku wodnym, wisiały czerwone koronkowe stringi. Obok nich, na drewnianym oparciu widniał napisany szminką numer telefonu z dopiskiem „zadzwoń”. Na podłodze leżało lusterko z resztkami białego proszku.

– Zdrowo dałem czadu… – pomyślał. Spróbował się dźwignąć i otworzyć szerzej oczy. Świat zawirował. Zacisnął mocno powieki i runął z powrotem na łóżko. Po chwili, gdy wir w czaszce zaczął nieco zwalniać, po omacku sięgnął w kierunku stolika, stojącego po drugiej stronie posłania. Na blacie obok prawie pustej butelki whisky i dwóch szklanek, z których jedną zdobił czerwony odcisk ust, leżał płaski pilot do obsługi całego domu.

Dotknął ekranu i wycharczał:

– Otwórz drzwi…

– Komunikat niezrozumiały – odpowiedział z urządzenia mechaniczny głos.

Dzwonek domofonu nie cichł. Michał miał już tego dość. Podniósł się na łokciach i położył pilota przed sobą.

– A, e i o, u, y – wyszeptał kilka razy, po czym ryknął do prostokątnej płytki:

– Otwórz drzwi wejściowe!

– Drzwi otwarte. Zamykam za dziesięć sekund, dziewięć, ociem, siedem… Drzwi zamknięte.

Dzwonek ucichł. To pozwoliło Michałowi ponownie położyć głowę na poduszce i oddać się drzemce. O to, kto wchodzi do domu, nie dbał wcale, zbyt sponiewierany alkoholowo–narkotyczno–seksualnym setem. Zasnął w ciągu ułamka sekundy.

Obudziło go poklepywanie po twarzy. Odepchnął rękę i niechętnie rozchylił powieki. Wzrok spoczął na ekranie tabletu, który przytrzymywały czyjeś ręce.

– Czytaj! – polecił głos.

Michał zmrużył oczy i skupił cały umysł na komunikacie. Stronę plotkarskiego portalu zdobiło jego zdjęcie opatrzone napisem: „Czołowy lowelas Warszawy wraca do gry”! Lead komunikatu brzmiał: „Obratyński, aktor znany z popularnej kiedyś opery mydlanej zaskoczył wszystkich: weźmie udział w najnowszym reality show”! Już miał wyciągnąć rękę, by nacisnąć ekran w miejscu oznaczonym jako: „czytaj więcej”, gdy tablet odpłynął gdzieś na bok, odsłaniając uśmiechniętą twarz jego agenta.

– Widzisz? Jest tak, jak to obiecałem. Znowu o tobie piszą! Tak miało być i tak jest! Jak Kondzio coś obiecuje, w stu procentach dotrzymuje słowa! – wyskandował.

Michał półprzytomnym wzrokiem potoczył po pokoju. Stringi, lustro, szklanki, butelka…

– Przynieś mi wody – wychrypiał.

– Aleś się sponiewierał… – mruknął agent. – Człowieku nie popsuj wszystkiego. Nawet nie wiesz, ile zachodu mnie kosztowało wkręcenie cię do tej produkcji i to jako pierwszego.

– Wody… – wycharczał ponownie Michał.

– Dobra, dobra, zaraz cię postawimy na nogi. Start już za trzy godziny. Musisz się ogarnąć. Będziesz na wizji i będą o tobie pisać przez cały następny tydzień. Nie możesz wypaść jak rozdeptana kupa. Zaczekaj.

– Nie mam zamiaru nigdzie iść… – syknął Michał, zaciskając nerwowo zęby. Czuł, że ręce zaczęły mu nieprzyjemnie drżeć.

Agent wrócił ze szklanką wody. Siadł obok Michała. Pomógł mu się podnieść i przystawił naczynie do spierzchniętych ust. Celebryta łapczywie wypił wodę. Wir w głowie niebezpiecznie przyspieszył. Znów runął na łóżko. Tym razem jednak nie zamknął oczu.

– Cholera – zaklął agent. – Jedna chwila… – dodał.

Z wewnętrznej kieszeni połyskującej marynarki wydobył wizytownik. Otworzył go i wysypał na rękę cztery, czy pięć małych kwadratowych kawałków papieru. Popatrzył na nie i uniósł w górę jeden, ozdobiony schematycznym rysunkiem roweru. Podał go aktorowi, mówiąc:

– Włóż to pod język.

Drżącą ręką Michał wykonał polecenie. Zamknął oczy i poczekał, aż narkotyk zacznie działać. Po kilku chwilach poczuł otrzeźwienie. Wyskoczył z łóżka i ruszył w kierunku łazienki.

– No! To mi się podoba! Rządzisz stary! – zaśmiał się agent, sięgnął po whisky i napił się dziesięcioletniej szkockiej wprost z butelki.

Michał wrócił w szlafroku z monogramem. Uchylił okno i zapalił papierosa ze złotym ustnikiem.

– No dobra, znowu o mnie piszą i to jest super. Znowu czuję, że żyję! Żyję – słyszycie frajerzy?! Wracam do gry! – ryknął przez okno.

– Obiecałem przecież – zaśmiał się agent. – Z Kondziem nie zginiesz!

– Dzięki stary! A teraz pomóż mi się spakować.

– Spakować? Po co?

– No jak to? Tydzień w reality show – tak?

– Tak, ale tam już wszystko ma być… Nie czytałeś umowy?

– Umowy? – umysł Michała zaczął przewijać taśmę z ostatnich dni. – Coś było… Przypomnij mi.

– Bierzesz udział w najnowszym reality show Dicka Arrounda.

– Tego popaprańca?

– Fakt, jest trochę ekscentryczny – zaśmiał się agent. – Wiesz, dziś wieczorem bierzesz udział w programie Kamila Zająca. Tam, po krótkiej gadce szmatce, kręcisz kołem i losujesz niepełnosprawność, którą będziesz znosił przez siedem dni. Po tygodniu wychodzisz i planujemy kolejny ruch. Tylko pamiętaj, że mi obiecałeś – szukasz roli w filmie, serialu, teatrze alternatywnym. Cokolwiek – rozumiesz? Nie możesz być znany tylko z plugawego życiorysu, bo zaproszenia na bale i zdjęcia na ściankach szybko się skończą! Kumasz?

– Jak to… niepełnosprawność? Pojebało cię?

– Nie przesadzaj! Nie było innego wyjścia. Wbij sobie do głowy, że nikt już nie chciał o tobie pisać – nikt! Nawet najbardziej podły szmatławiec! Żyły sobie dla ciebie wypruwam…!

– No już dobrze, dobrze – aktor rzucił ugodowym tonem. – Przestraszyłem się, kiedy wspomniałeś o niepełnosprawności. Przywiążą mnie do wózka inwalidzkiego, czy coś?

– Tego nie wiem. Mówiłem ci: kręcisz „Kołem fortuny nieszczęść”. Los wskaże, jaką będziesz miał tę niepełnosprawność. Później dostaniesz zastrzyk, który ci np. sparaliżuje nogę na tydzień. Ciągniesz jeszcze los z zadaniem do wykonania i zamykają cię na siedem dni. Ot i cała filozofia. Odegraj dobrze rolę, to i propozycje się posypią. Aha – u Kamila Zająca koniecznie powiedz, że ci leży na sercu los niepełnosprawnych i takie tam pitu, pitu pod publiczkę.

– Jasne, da się zrobić – uśmiechnął się Michał. – Od tej chwili, aż przez tydzień kocham niepełnosprawnych!

– To może sypniesz też jakimś datkiem, na którąś z fundacji?

– Bez szaleństw… i bez przesady. Umiar to podstawa… – mruknął aktor.

– Ty i umiar – zaśmiał się agent. Na widok chłodnego spojrzenia Michała dodał – Dobra, lecę. Widzimy się w telewizji o osiemnastej trzydzieści.

– Nara… – rzucił za nim aktor i sięgnął po kolejnego papierosa ze złotym ustnikiem. Podniósł lustro i spojrzał na swoją twarz. Uśmiechnął się szeroko do własnego oblicza. Wracał do gry! Czyż może być piękniejsze uczucie?

Wieczór nadszedł nad wyraz szybko. Publiczność w studiu poganiana przez pracowników stacji zgotowała mu gorący aplauz. Prowadzący przekrzykiwał tę burzę wymuszonych oklasków słowami:

– A o to i on! Michał Obratyński! Gwiazda serialu „Namiętna prowincja”, znany bywalec warszawskich salonów. Człowiek, który jako pierwszy podjął nasze wyzwanie!

Kiedy pracownicy pokazali plansze z napisem: „siadać, cisza”, publiczność pokornie zajęła swoje miejsca. Zając uścisnął dłoń Michała i wskazał mu fotel.

– Witaj, Michale, w programie „Najbardziej przerażające dysfunkcje ludzkie i zwierzęce”. Co cię skłoniło do udziału?

– Witaj Kamilu. Wiesz, chcę zwrócić uwagę na los tych wszystkich biednych ludzi i… zwierząt – dodał po chwili namysłu. – tragicznie doświadczonych przez los.

– Nie obawiasz się, że nie wytrzymasz?

– Ja? – Michał roześmiał się głośno. – Niczego i nikogo się nie obawiam!

– Brawa dla tego szlachetnego i odważnego człowieka! – powiedział prowadzący. Pracownicy unieśli w górę plansze z napisem: „owacja na stojąco”.

Gdy znów zapadła wyreżyserowana cisza, Kamil Zając powiedział:

– Michale, zakręć teraz „Kołem fortuny nieszczęść”. Pamiętaj – musi ono wykonać przynajmniej trzy pełne obroty.

Obratyński z uśmiechem z całej siły zakręcił kołem, które obróciło się kilkanaście razy i zatrzymało na cyfrze sześć.

– Co to znaczy? – zapytał celebryta.

– O tym za chwilę. Najpierw usiądź wygodnie.

Michał zasiadł w fotelu, a dwie ponętne, skąpo odziane hostessy zatrzasnęły na jego dłoniach i nogach kajdany. Z tyłu poczuł zimną stal igły, która dotknęła karku. Tuż przed nim stanął Zając, trzymający dwie koperty.

– Michale! „Koło fortuny nieszczęść” wskazało cyfrę sześć! Na tydzień dołączasz do grona głuchoniewidomych!

– Co? – wycharczał Obratyński.

– Zaraz dostaniesz zastrzyk, który uczyni cię głuchym i ślepym!

Publiczność sterowana przez pomagierów Zająca zaczęła chichotać i wyć.

Michał szarpnął się w fotelu, ale kajdany trzymały mocno.

– Nie! – krzyknął, kiedy igła wbiła się w jego rdzeń kręgowy. Zastrzyk bolał. Czuł żar rozchodzący się po ciele.

– Michale, losuj kopertę z zadaniem! – krzyknął mu prosto w twarz Zając.

Obratyński, który z trudem łapał oddech, wskazał brodą jedną z nich.

– Świetnie Michale, oto twoje zadanie. W ciągu siedmiu dni musisz sam znaleźć tabletkę będącą antidotum na zastrzyk. Jest ukryta w Domu Cierpienia, w którym zaraz cię zamkniemy. Inaczej już na zawsze zostaniesz: głuchy, ślepy i żałosny! Powodzenia, że tak sobie pozwolę zażartować. Będziemy na ciebie patrzeć!

Śmiech wypełnił studio. Wzrok zaczął się Michałowi dziwnie mącić. Poczuł, jak czyjeś ręce odpinają kajdany, później jacyś ludzie wloką go przez korytarz, rozbierają do naga i wpychają do nieznanego pomieszczenia.

Odwrócił się w kierunku wejścia i ujrzał rozmytą, gładką powierzchnię. Był to ostatni widok, jaki widziały jego oczy. Dźwięk zatrzaskujących się zamków był zaś ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszał. Nagle ogarnęły go ciemności. Nie te jednak były najstraszniejsze. To, co go naprawdę przeraziło, to nie była cisza, tylko nicość. Pomyślał, że umarł. W gorączce sięgnął ręką do nagiej piersi. Serce łomotało w niej jak wściekłe. Jednak żył.

Wsadził palce wskazujące do uszu i gwałtownie nimi potrząsnął. Jedyne co poczuł to potworny ból bębenków. Ruszył w kierunku wyjścia i rozpaczliwie zaczął szukać klamki. Nie znalazł niczego takiego. Gładka ściana, bez choćby szpary, wskazującej na zarys wierzei. Zaczął bić w nią pięściami i krzyczeć. Przestał, dopiero kiedy gardło zaczęło nieprzyjemnie drapać.

Ścisnął głowę rękami, upadł na podłogę i zapłakał.

– Nie wytrzymam…, nie wytrzymam…, nie wytrzymam… – ta myśl tłukła mu się po głowie. Usiadł pod ścianą i kiwał się jak w chorobie sierocej. Trwało to długo. Stracił rachubę czasu. Zaczął drżeć z zimna. Marzył, żeby słyszeć choćby szum w uszach, jak wtedy kiedy zalewa je woda. Nie było nic, nic co znał, nic, co można by nazwać dźwiękiem. Tkwił w niczym. Świat, który znał, przestał nagle istnieć. Wstał, wyciągnął ręce przed siebie i ruszył w kierunku przeciwnym niż ściana.

Oddychał szybko. Ręce błądziły w powietrzu, natrafiając tylko i wyłącznie na pustkę. Uderzył przyrodzeniem o stół. Jęknął i walnął z wściekłością pięścią w mebel. Trafił w brzeg talerza, który zatoczył w powietrzu piękny łuk i rozbił się o ścianę.

Michał ryknął straszliwie. Usiadł obok stołu, ciężko dysząc. Na czworakach obszedł go dookoła. Nie znalazłszy krzesła lub jakiegokolwiek innego siedziska, znów stanął i obmacał blat. Odkrył na nim szklankę, butelkę, nóż, widelec i serwetki śniadaniowe. Odkręcił butelkę i powąchał płyn.

– Woda – pomyślał, a może powiedział. W jego obecnym stanie, nie miało najmniejszego znaczenia, czy werbalizuje myśli, czy też nie.

Po kilku nieudanych próbach zrezygnował z przelania zawartości butelki do szklanki. Przyłożył szyjkę do ust i pił łapczywie. Źle odłożona zakrętka spadła na podłogę i potoczyła się kilka metrów od stołu. Nie zdołał jej już odnaleźć. Odstawił więc niezakręconą flaszkę na stół. Opadł na czworaki i ruszył powoli przed siebie. Po kilku metrach wędrówki trafił na łóżko, wojskową kanadyjkę bez pościeli. Powoli brnął dalej. Tak dotarł do dwóch par zamkniętych drzwi. Obszedł całą podłogę. Poranił się o skorupy z rozbitego talerza. Nie znalazł jednak innych mebli niż stół i kanadyjka.

– Niczego tu nie ma… Oszukali mnie… Nie ma ubrania, nie ma jedzenia, nic nie ma… Jest zimno. Nie przetrwam tak tygodnia… – poczuł ogarniającą go rozpacz. Miał grać. Miał sobie radzić. Wiedział, że śledzą go kamery, że pierwszy odcinek musi mieć wysoką oglądalność. Myśli o budowaniu swojego wizerunku sprawiły, że zaczął myśleć logiczniej. Na czworakach ruszył do zamkniętych drzwi, za którymi być może czekało antidotum. Spróbował je wyważyć, ale jedynym efektem były siniaki i tępy ból w prawej połowie ciała, którą zaatakował wierzeje.

Wrócił do kanadyjki. Zwinął się w pozycji embrionalnej. Leżał, drżąc. Narkotyk, który dał mu agent, powoli przestawał działać. Czuł nieprzyjemne wibrowanie w czubkach palców. W gardle mu zaschło. Wstał i ruszył w kierunku stołu. Wydawało mu się, że dobrze ocenia odległość. Pomylił się, uderzył w stół, który zadrgał. Schwycił go szybko i ostrożnie zaczął szukać butelki na jego blacie. Nie było jej. Opadł na czworaka i zaczął przeczesywać podłogę. W końcu prawym kolanem trafił na ciecz. Idąc tym tropem, wymacał w końcu butelkę i podniósł ją do ust. W środku pozostało może trzydzieści gramów płynu. To nie wystarczyło, by zaspokoić jego pragnienie. Zrozpaczony lizał mokrą podłogę.

Usiadł i ścisnął rozdygotaną czaszkę.

– Gdzieś musi być klucz, gdzieś musi być klucz – powtarzał jak mantrę. – Znajdziesz antidotum i wyjdziesz stąd. Dasz radę do cholery! Myśl, mięczaku! – łajał się w myślach, a może półgłosem? – To tylko gra…, to tylko gra… Coś jak „ucieczka z klatki lwa”. Kumasz, baranie?! – próbował zmusić się do działania i nie poddawać ogarniającej go panice. Poskutkowało, zaczął wreszcie myśleć jak gracz.

– Na podłodze nie ma nic więcej niż stół i kanadyjka – podsumował. Są drzwi – nie ma kluczy. Klucze albo wiszą na ścianach, albo pod sufitem.

Wspiął się na stół i spróbował dosięgnąć sufitu. Ten musiał być bardzo wysoko. Palce trafiły w pustkę. Zszedł ostrożnie i na czworakach podszedł do drzwi. Stanął przy nich i przeszukał ścianę. Nic, gładka, zimna powierzchnia.

Wrócił do kanadyjki i usiadł. Dotknął dłonią klatki piersiowej na wysokości serca. To wciąż tłukło się jak oszalałe, reagując na potworny stres i potęgujący się głód narkotykowy, wymieszany z kacem. Znów poczuł suszę w ustach. Tym dokuczliwszą, że wiedział, iż wody już nie ma.

Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do stołu. Przysunął go do jednej ze ścian. Wspiął się i… uderzył głową o coś twardego. Jęknął i odsunął mebel nieco dalej, w kierunku środka pokoju. Wszedł na niego powtórnie, po czym wyciągnął ręce przed siebie. Nie mógł się mylić. Na ścianie wisiała szafka. Była jednak zamknięta. Rozwścieczony uderzył w nią pięścią i wtedy coś metalowego uderzyło go w rękę.

– Klucz! – pomyślał i zszedł ze stołu. Jak szalony rzucił się na podłogę i przeczesywał ją centymetr po centymetrze.

– Mam cię – mruknął, kiedy trafił na zimny przedmiot. Ostrożnie wrócił do stołu. Wspiął się nań i poszukał dziurki od klucza. Znalazł ją. Klucz jednak nie pasował.

– Jaja sobie robicie, kutasy?! – krzyknął.

Przesunął powoli dłonią po górze szafki. Była pusta, nie licząc obrzydliwych ilości kurzu. Wściekły usiadł na blacie. Robią sobie z niego pośmiewisko na oczach wszystkich. Ta myśl go rozwścieczyła. Nie mógł się poddać.

– Skoro jest klucz, to powinien do czegoś pasować… Drzwi! – olśniło go nagle.

Ruszył na czworakach do drzwi. Klucz nie pasował. Obszedł pokój dookoła z rękami nad głową, ale nie znalazł kolejnej szafki, lub półki. Wrócił do stołu. Przesunął go nieco w prawo. Wspiął się na blat. Wyciągnął ręce i nic, pustka. Zszedł i przemieścił mebel o kolejnych kilkadziesiąt centymetrów. Wspiął się i wyciągnął w górę ręce. „Jest”! – kolejna szafka. Spróbował użyć klucza. Niestety ten i do tej szafki nie pasował. Z nową energią kontynuował poszukiwania. Tak znalazł pięć kolejnych szafek. Zdołał otworzyć ostatnią… W środku był koc, butelka z jakimś płynem, coś, co wziął za malutką poduszkę przeznaczoną dla osób ze schorzeniem kręgosłupa, para skórzanych majtek i dwie suche bułki. Kolejnego klucza wewnątrz nie było. Założył znalezione gacie i odkręcił butelkę. Płyn pachniał słodko. Spróbował, w środku był nierozcieńczony syrop z jakiegoś nieznanego mu owocu. Pociągnął łyk. Nie mając pomysłu na otworzenie kolejnych szafek i będąc zwyczajnie wycieńczony, zwalił się na łóżko polowe, okrył pledem i zasnął. Wtedy pojawił się sen…

Z początku niewyraźny obraz mary zaczął się wyostrzać. Dziewczyna stała pośrodku ciemności. Jej biała sukienka od pasa w dół splamiona była krwią. Na rękach trzymała zawiniątko, coś jak becik. Rozchyliła je delikatnie. W środku był jakiś krwisty strzęp mięsa… Michał zerwał się z krzykiem.

Nic, które go otaczało, było straszne. Straszliwsze było jednak to, że tym razem nie był w tej nicości sam. Obraz dziewczyny nie zniknął. Stała wciąż przed jego oczami, spokojna i niema. Kawałek mięsa w jej dłoniach poruszył się. Michał krzyknął ponownie. Potrząsnął energicznie głową. Potarł palcami oczy. Kiedy i to nie pomogło, ścisnął ciasno głowę rękami. Dziewczyna tkwiła nieporuszona na swoim miejscu.

Michał wrzasnął i rzucił się na polowe łóżko, kryjąc głowę pod kocem. Obraz wciąż tkwił przed jego oczami.

– To było dwadzieścia lat temu… – nie był pewien, czy powiedział te słowa na głos, czy tylko pomyślał. – Daj mi spokój! Wzięłaś pieniądze, rozumiesz! Wzięłaś je! Jesteśmy kwita! Zostaw mnie!

Zerwał się na równe nogi. Zacisnął pięści i zaatakował przestrzeń przed sobą. Uderzenia trafiły w próżnię. Ze złością porwał stół i wepchnął z całej siły na ścianę. Nie słyszał trzasku pękającego blatu i odpadających nóg. Przewrócił się na pozostałości mebla. Zaklął. Uniósł się, rozcierając potłuczone miejsca. Dziewczyna stała niewzruszona i nieosiągalna dla jego furii.

– Jak ona miała na imię… Jak ona miała na imię… – próbował sobie przypomnieć gorączkowo. – Jak, do cholery! – krzyknął.

– Słuchaj… – szepnął do zjawy. – Słuchaj… Jola! – znów wrzasnął. – Jola! Słuchaj, to było dawno… I to nie była tylko moja wina! Jak stąd wyjdę, to… To… zadzwonię do ciebie. Na pewno zadzwonię! Powspominamy dawne czasy i będziemy się z tego serdecznie śmiać. Jola, no… Daj już spokój. Teraz wiesz – mam zadanie do wykonania. Muszę znaleźć antidotum. To bardzo, bardzo dla mnie ważne. Przeszkadzasz mi. Odejdź… ja muszę… Błagam cię…

Opadł na czworaki i zaczął uderzać głową o podłogę. W końcu usiadł i oparł się nagimi plecami o zimną ścianę. Obraz dziewczyny z krwawym skrzepem owiniętym w becik nie znikał. „Dlaczego teraz”? To zdanie zdawało się wypełniać jego mózg. Nie poświęcił tej dziewczynie żadnej myśli przez ostatnie dwie dekady. Nie mógł sobie przypomnieć choćby jednego wspomnienia z nią związanego, które by dotarło do jego świadomości przez ostatnich dwadzieścia lat. Wyparł jej istnienie. Wyparł to, że mogli mieć wspólne dziecko, że kiedy zaszła w ciążę był przerażony samym tym faktem. Zapomniał interwencję rodziców, którzy dali jej pieniądze na zabieg i znaleźli lekarza niemającego skrupułów w tym zakresie. Dali też kasę jej rodzinie za milczenie. Pochodziła z bardzo biednego domu. Pieniądze stanowiły istotny argument. Teraz przypominał sobie, jej zakochane oczy i oddanie, które wykorzystał bez żadnych dylematów moralnych. Dwadzieścia lat spokoju, a teraz stała przed nim, piastując w objęciach to, co pozostało z ich dziecka.

Wstał – widmo wciąż tkwiło przed jego oczami. Spróbował oderwać myśli od tego obrazu. Dotarło do niego, że walcząc rozpaczliwie i beznadziejnie, bo przy użyciu siły fizycznej, z cieniem przeszłości zniszczył jedyny mebel, po którym mógł sięgnąć do zawieszonych wysoko pawlaczy. Wrócił do zdemolowanego mebla. Widmo było niewzruszone ani na jego ruch, ani na myśli, słowa, czy gesty. Machnął kilka razy ręką przed głową. Nic to nie pomogło. Odruchowo zacisnął powieki, aż do bólu. Dłońmi wymacał brakujące elementy stołu. Nogi były całe, ale ich mocowanie wyrwało się z blatu. Dźwignął stół i oparł go o ścianę w miejscu, w którym spodziewał się znaleźć kolejną szafkę. Podparł blat oderwanymi nogami. Wkroczył ostrożnie na stół. Wyciągnął ręce do góry. Wtedy blat pękł do końca. Michał zawisł na szafce. Śruby puściły. Spadł wraz z nią, na to, co pozostało ze stołu.

Poczuł potworny ból w boku. Prawa noga napuchła, zrobiła się gorąca i pulsowała. Kiedy dotknął głowy, wyczuł pod palcami ciepły, lepki płyn. Krew gwałtownie ściekała po czaszce. Spróbował wstać. Okazało się to niemożliwe. Kończyna odmówiła posłuszeństwa, musiała być złamana, choć kość nie przedziurawiła skóry. Poczołgał się w kierunku kanadyjki. Ściągnął z niej narzutę i przycisnął do rozbitej czaszki. Ból i upływ krwi robiły swoje. Stracił przytomność. Ostatnie co odnotował jego umysł to obraz dziewczyny, piastującej w objęciach zamordowane życie.

* * *

Pod względem oglądalności show zmasakrował konkurencję. Portale plotkarskie jeszcze przez kilka dni żyły wypadkiem celebryty. Antidotum, które otrzymał, okazało się mieć dramatyczne skutki uboczne. Odzyskał co prawda wzrok i słuch, ale pozostał sparaliżowany od pasa w dół. Ćpał jeszcze więcej niż zwykle i sądził się z organizatorami. Po przegranych procesach w kraju skierował sprawę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Do Joli nie zadzwonił. Kiedy jej wizja znów pojawiała się przed jego oczami, po prostu sięgał po silniejszy narkotyk, lub dodatkową szklankę whiskey. Jego przypadkowi poświęcono poważne debaty dotyczące kondycji mediów. Wrócił do gry – było dobrze.

Koniec

Komentarze

No tak, ewidentnie materiał na coś dłuższego niż 20k znaków. Ciekawe co smakowitego zdecydowałeś się wyciąć.

Dobry pomysł na reality show, szkoda że musiałeś tak gonić przez radzenie sobie z zadaniem. Chętnie popatrzyłbym jak zmieniałoby się jego zachowanie z upływającym czasem.

Czytało się świetnie. Nie próbowałem nawet robić łapanki, bo kiedy tekst jest bardzo wciagający, to nie umiem ;)

:-D Wielkie dzięki za dobre słowo! Ciąłem równo z glebą, aż dotarłem do czystej lawy…

Też jestem ciekaw, jakby się bohater zmieniał. Obawiam się jednak, że wciąż „kontemplowałby swoją zajebistość”. Jedyne zagrożenie dla tej postawy (i to w drodze zmiany radykalnej…), to dręcząca go zjawa i obecność noża…

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Melduję, że przeczytałam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pod taką zajebistością zwykle jest coś głębiej, co miałoby dużą szanse wyleźć. No, ale to już by było faktycznie inne opowiadanie.

Rzeczywiście wciągnęło – niby w opowiadaniach były już pomysły na różne reality show,  a to – gdyby rzeczywiście pojawiło się kiedyś na antenie – byłoby zapewne dość kontrowersyjne, ale czytało się bardzo dobrze. Fajnie, że tu mamy perspektywę kogoś, kto jednak jest przyzwyczajony do wszystkich zmysłów i po prostu nagle mu je wyłączają. I plus za samą końcówkę, że jednak nie przeżył cudownego nawrócenia i do tej Joli nie zadzwonił ;) 

Bardzo dobre, podobało mi się. Wciągające na tyle, że dopiero pod koniec opowiadania rodzi się pytanie – dlaczego nikt nie pomógł bohaterowi, kiedy ten robił sobie krzywdę, czy widzowie oglądając rannego pozbyli się zupełnie empatii? Co za wizja społeczeństwa.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

@Śniąca

Dziękuję! Jest to dla mnie meldunek dnia! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Klapaucjusz

Twoja wiara w ludzkość jest wzruszająca! Mam tak samo… mimo rozczarowań. W tym wypadku, w wypadku Michała, qui pro quo byłoby bardzo miłym uczuciem.

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Teyami

Dzięki za dobre słowo. Też mi się wydawało, że przemiana bohatera w ciągu 21.401 znaków, to „o jeden most za daleko”.

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Miętus

Dzięki! :-)

Wiesz – w końcu mu pomogli i nie dali zdechnąć na wizji. A wcześniej – dopóki nic mu nie było (poza ewentualnym podejrzeniem, że zwariował: boksowanie powietrza, krzyki etc.), to tyle ich interesowało, że maja oglądalność. Przypuszczam, że 10 stacji na 10 zachowałoby się właśnie w taki sposób.

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wstrzymaj się z ocieraniem łezki, bo nie wiem, czy się zrozumieliśmy :D Myślałem o kompleksach lub innych problemach z dzieciństwa. 

A, to takie buty! A już myślałem, że sugerujesz potencjalne szczere nawrócenie bohatera i zrodzoną z nagła w jego głowie, galopującą wolę naprawienia win, połączoną z posypaniem głowy popiołem i pieszą pielgrzymkę do Le Moin-Saint-Michael! :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ciekawe opowiadanie, chyba dobrze (bo sama nigdy czegoś podobnego nie przeżyłam i mam nadzieję nie przeżyję) pokazane przeżycia bohatera. Fajnie wpleciona w to scena z dziewczyną – myślę, że tak mogło by być – umysł pozbawiony doznań wyciąga to, co go gnębiło, a zostało wciśnięte do podświadomości.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysł fajny, temat ciężki, czytało się lekko.

@Bemik

Dzięki za dobre słowo! Też mam szczerą nadzieję nie doznać takich doznań… Za największy sukces autora ;-) uważam wprowadzenie „nicości”, zamiast ciszy. Z tego powodu od kilku tygodni chodzę dumny i blady! :-) Jak o tym pomyślałem (o zanurzeniu w „nicości”), to sam się wystraszyłem.

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Mr_D

Dzięki, dzięki i dzięki! :-)

Plus – szacun! Oddałeś zamysł w siedmiu wyrazach! Mnie tak dobrze nie poszło. Przejechałem limit górny o 1401 znaków. Żeby chociaż o 1410, to bym podciągnął pod Grunwald…

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

A to musisz coś wyciąć, żeby wziąć udział w konkursie, czy jak? (ja tu nowy, się nie znam)

Jeśli tak to współczuję, bo mało z czego jest wycinać, prędzej przydałoby się raczej dopisać, jak już ktoś zauważył.

Niczego już nie wytnę. Bo nie mam żądnej wizji, co ewentualnie wyciąć. No cóż – najwyżej mnie zdyskwalifikują… Póki co lobbuję na rzecz zniesienia górnego limitu znaków! :-D Nadzieja umiera ostatnia!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Pomysł fajny, tekst czytało się dobrze, ale widać, że okrutnie pocięty. Wątki pojawiają się i, zamiast zostać rozwinięte – znikają. Imho trzeba było ciachnąć w innym miejscu – wywalić wstęp z agentem, bo niewiele wnosi i skupić się na opisie reality show.

Pokazać bohatera tak, żeby nie dało się go w żaden sposób polubić, a potem go przeczołgać, wręcz upodlić. Pokazać jak się męczy, by uzmysłowić ograniczenia w postrzeganiu świata przez osoby głuchoniewidome. Niby sugestywne, ale mam wrażenie, że cel nie powinien uświęcać środków:/ Bardziej do mnie przemawiają uczucia osoby dotkniętej tragedią, niż eksperymenty na żywym organizmie. Trochę mi to przypomina testy na zwierzętach i myśl, że ludzie, którzy robią krzywdę stworzeniom nie tylko obserwują reakcje, ale lubią patrzeć jak się męczą. Niby to ku chwale nauki, ale jakoś nie daje powodu do dumy. Generalnie uważam, że pomysł na opowiadanie w konkursie ciekawy, ale nie jestem pewien, czy o to w tej zabawie chodziło:/

Z plusów, pomysł na przywołanie koszmaru i błędu z przeszłości, chyba najbardziej mi się podobał /szkoda że protagonista niczego nie zrozumiał i pozostał takim dupkiem jakim był, tylko, że teraz był kalekim dupkiem, ale to mnie z wyżej omawianych powodów nie satysfakcjonuje:/

Bardzo dobrze się czytało, nic się nie przycinało i wchłonąłem wszystko na raz z dużym zainteresowaniem. W efekcie jednak czuję się tak, jakbym za szybko zjadł obiad, który jak sądzę, będzie długo leżał na wątrobie;)

empatia

Witam Wilku!

 

Pomysł nawet interesujący, wykonanie w porządku, choć pewne sprawy mi zgrzytnęły.

Z pierdułek:

Ru­szył na czwo­ra­kach do drzwi. Klucz jed­nak nie pa­so­wał, do żad­ne­go ze skrzy­deł. 

Skrzydła jednych drzwi nie mają osobnych zamków. (Chyba;))

 

Z fabuły:

 

Ten wątek z kobietą i usunięciem ciąży, strasznie oderwany od głównego tematu. Może trochę “zyskuje” na tym bohater, ale zdecydowanie traci na tym spójność historii. Mówiąc wprost: po co to?

 

Z błędów warsztatowych:

 

– Jasne, da się zro­bić! – uśmiech­nął się Mi­chał. 

Źle zapisany dialog. Ale w lwiej części jest z tym OK. Więc to chyba tylko przeoczenie.

 

Ogólne odczucia:

Jest dobrze, Wilku. Nieidealnie, ale Twoje teksty trzymają poziom. To rokuje na przyszłość!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Fajny tekst, wciągający. Aż chciałoby się jeszcze z dziesięć tysięcy znaków więcej :). Najbardziej spodobało mi się przedstawienie postaci głównego bohatera, który cieszy się na myśl o “powrocie do gry”. Niemal poczułem ten błysk fleszy i radosne parcie na szkło ;).  

A skoro jesteśmy przy szkle – jestem raczej amatorem rumu, a nie trunku, którym raczył się główny bohater, ale jeśli szkocka, to nie whiskey tylko whisky :P. Przypuszczam, że duma narodowa Szkotów ucierpiałaby ogromnie, gdyby przeczytali twoje opowiadanie i odkryli ten karygodny błąd ;].

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przeczytałem. Ocenę wystawiłem. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

@Bellatrix

Hm… Może. Mnie ten agent jest potrzebny do opisu bohatera. Do pokazania środowiska w jakim czuje się dobrze. To więcej o nim mówi, niż gdybym napisał w paru zdaniach, że był to człek zły.

Tak, czy inaczej – piękne dzięki za uwagę! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Empatia

Za żadne skarby świata nie chcę mieć na sumieniu Twojej wątroby! Zaparz jakieś ziółka, czy coś. :-)

Słowo o inspiracji. Byłem w tamtym roku na konferencji organizowanej, przez jedno z amerykańskich stowarzyszeń wspierającej osoby niepełnosprawne. Uczestnicy, którzy przyszli jako pierwsi dokładnie losowali swoją przypadłość. Usztywniano im ręce, dawano stopery do uszu, okulary utrudniające widoczność, albo rękawiczki uniemożliwiające czucie. Tylko to były zupełnie inne typy ludzkie, niż opisany celebryta. Przeżywali mocno, dzielili się na koniec konferencji odczuciami.

A oglądalność – chyba nic nie miało większej oglądalności niż publiczna chłosta i egzekucje.

Dzięki za obszerną uwagę!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Nazgul

 

Witaj! Dzięki i za pyłki i za dobre słowo. :-) To dobre rockowanie na przyszłość schwyciło mnie za serce. :-) Co do postaci Joli się jednak nie zgadzam. To znaczy – nie mam lepszego pomysłu, na zmuszenie bohatera, do demolowania mebli i odbierania sobie szansy na znalezienie antidotum.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Jola to Julia? ^^ Julia jest ładniejsze, mógłbyś w sumie zamienić :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

@Nevaz

Witaj! Dzięki za uwagę. Motylanoga dokopałem Szkotom… Dzięki – już naprawiam ten karygodny błąd! Mój ulubiony trunek to Calvados. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Kwisatz Haderach

Tak! :-D Dzięki za rewolucyjną czujność! I dzięki za “napunktowanie”! Miło! :-)

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Bardzo dobry pomysł. Faktycznie, ciąłeś przy samej ziemi, ale mi to nie przeszkadzało – zostało samo gęste. Ale musiałeś wycinać przecinki?

Wołacze, Wilku, oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

Wiesz, gdybyś Jolę zmienił na Olę albo inną trzyliterową, to byłbyś kilka znaków do przodu. ;-)

Babska logika rządzi!

Z tą oglądalnością to niezła riposta;) ale to trochę nie tak. Jak po prostu przez palce wyrzucam z siebie emocje, jak się przepełniam:)

Akurat pomysł na reality show jest całkiem ciekawą refleksją, co do tego w jakim kierunku idzie showbiznes. Tylko gryzie mi się to z tematem. Opisane warsztaty musiały być super, w szczególności dla uczestników, ale i dla innych, bo dostali żywe emocje, by odczuć położenie w jakim się znajdują osoby niepełnosprawne  i dobrze je zrozumieć. Myślę, że właśnie taką gimnastykę mamy w ramach naszego konkursu:D

Jednak istnieje różnica między eksperymentem, który widziałeś, a tym który opisałeś w opowiadaniu. W pierwszym przypadku ludzie mówili “o rany, ale oni mają przerąbane, szkoda ich“, a w drugim, pierwsze skojarzenie to “dobrze mu tak“. I to właśnie mnie trochę uwiera.

Ale jak widzę jestem w mniejszości, więc chyba marudą nie masz się co przejmować:)

empatia

@Finkla

Witaj! Jesteś niezawodna jak automat kałasznikowa! :-) „Wierzę w znaki, podpisano: Interpunkcja”. Taka moja „pacha Achillesa”… Walczę ze sobą. Ba – nawet dostrzegam pewną poprawę. :-)

Idea odzyskania znaków genialna! :-) A zamiast Michała np. Jan i wychodzę na prostą! :-)

Dzięki za dobre słowo! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Empatia

A marudź do woli! Byłoby bez sensu, jakby się wszystkim podobało! :-)

Znalazłem zaproszenie z przywołanego wydarzenia: Międzynarodowa Konferencja „Z niepełnosprawnością na co dzień”. Główny organizator Fundacja Joni i przyjaciele.

Kierunek rozwoju mediów – niestety bardzo rzadko sprzedaje się coś, co zabiera widza / słuchacza / czytelnika „wyżej”. Raczej równa się ku dołowi. Genialny dialog na ten temat pojawił się w którejś części „Nagiej broni”:

– Znaleźliśmy kawałek drewna, pochodzący najprawdopodobniej z Arki Noego i odcisk stopy dinozaura, a wieczorem występuję w telewizji.

– To dlatego występujesz?

– Nie, żona jest transseksualną czcicielką szatana…

 

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Eh, gorzka prawda o dzisiejszym świecie:/

empatia

Ta… Dramat grecki stał na nieco wyższym poziomie, a i tak w czasach Arystofanesa zaczęli głośno narzekać…

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wilku, z zapisków Dzika wnioskuję, że można przekroczyć limit, ale robi się to wyłącznie ze szkodą dla siebie, bo ewentualne słuchowisko źle znosi dłużyznę. Swoją drogą, na słuchowisko Twój tekst nadaje się zdecydowanie.

 

Pomogę Ci trochę w Twojej szlachetnej walce z samym sobą, ale to będzie kosztowało kilka dodatkowych znaków.

 

– Witaj (,)Michale(,) (to, o czym mówiła Finkla – przecinki przy wołaczach) w programie „Najbardziej przerażające dysfunkcje ludzkie i zwierzęce”. Co cię skłoniło do udziału?

 

Poczuł, jak czyjeś ręce odpinają kajdany, później jacyś ludzie wloką go przez korytarz, rozbierają do naga i wpychają do jakiegoś pomieszczenia.

Zadecydowanie za dużo tu zaimków.

 

Nie znalazł jednak innych mebli niż stół(,) (i) kanadyjka.

Myśl(,) mięczaku!

Kumasz(,) baranie?! – próbował zmusić się do działania i nie poddawać się, ogarniającej go panice.

 potęgujący się głód narkotykowy(,) wymieszany z kacem.

– Jaja sobie robicie(,) kutasy?!

Jak(,) do cholery!

Było jeszcze parę innych fragmentów budzących moje wątpliwości, ale nie na tyle jednak, by poruszać tutaj ich kwestię. Zapewne przegapiłem też jakieś, bo – było nie było – Reg to ze mnie nie jest.

 

Spodobało mi się Twoje opowiadanie. Bardzo fajnie, realistycznie i konsekwentnie wykreowana postać Michała, a i jego agent sugestywny. Fajnie oddałeś realia życia celebrytów. A przynajmniej to, jak ja, typowy zawistny polaczek, sobie te realia wyobrażam. Do tego dochodzi późniejszy pastisz na show biznes; z jednej strony prześmiewczy i momentami przesadzony (męczył mnie powtarzający się motyw wyreżyserowanych reakcji publiki), a z drugiej realistyczno ponury i inteligentny, za który też spory plus. Samo reality, jako pomysł na opowiadanie, też bardzo mocny i – moim zdaniem – trafiony.

 

Peace!

 

P.S.

Podobno tutaj nie lubią, jak ktoś wali komentarze seriami, więc lepiej odpowiedzi dla czytelników zamieszczać w jednym i – w razie czego – nie bać się korzystać z edycji komentarza.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

WIELKIE (o taaaaakie!) dzięki za wsparciu w walce! Każda para rąk się liczy! Zwłaszcza dająca wsparcie inteligentne i fachowe. :-) Dziękuję!

 

Komentarze – tak, czasami toczę boje na ten temat, szczęśliwie nie pamiętam teraz z kim. Osobiście nie lubię poszukiwania odpowiedzi na mój komentarz w poście o objętości 14.000 znaków. No ale kto co lubi.

 

Pozdrowienie! Posyłam Ci słowo skrzydlate!

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Tak, pomysł na pewno ciekawy i mocno przerażający.

To jest dopiero drugie opowiadanie konkursowe jakie przeczytałam i – chyba podobnie jak Empatia – przez chwilę zastanawiałam się, czy o to w konkursie chodziło. Bo bohater nie jest osobą głuchoniewidomą, tylko taką się stała na chwilę, na potrzeby show. Więc jego zmysły zostały po prostu chwilowo “wyłączone”, ale przecież doskonale zna kształty, kolory, dźwięki… Rzeczy, o których ktoś głuchoniewidomy “od zawsze” pojęcia nie ma. Ale uznałam, że to po prostu ciekawa interpretacja tematu. Chociaż, zapewne, łatwiejsza niż wczucie się w kogoś głuchoniewidomego od urodzenia. ;)

 

Co mi jednak nie zagrało – we fragmencie, w którym zamykasz bohatera w pokoju, używasz zwrotów jak:

Trafił w brzeg talerza, który zatoczył w powietrzu piękny łuk i rozbił się o ścianę.

Źle odłożona zakrętka spadła na podłogę i potoczyła się kilka metrów od stołu.

Używasz narracji trzecioosobowej, więc podane zdania nie są nieprawidłowe. Ale według mnie osłabiają przekaz, poczucie zagubienia i bezradności Michała. Bo przecież nie mógł on widzieć pięknego łuku, który zatoczył talerz, ani odległości, na jaką potoczyła się zakrętka. To niuanse, bo trudno doczepić się do poprawności wymienionych zdań, ale w ten sposób, właśnie niuansami, buduje się nastrój.

 

A całe opowiadanie przeczytałam z zainteresowaniem.

 

Dzięki za uwagi!

No cóż – to takie smaczki jak podwójne przeczenie, czyli zawsze można zwrócić uwagę i coś poprawić. ;-) Raz jeszcze dzięki – przemyślę!

O co chodziło w konkursie. Hm… To wie tylko Dzikowy! :-) Pisał jednak, o funkcjonowaniu bez dwóch podstawowych zmysłów i to, tu masz. Na marginesie – nie wszyscy głuchoniewidomi, są takimi od dziecka. Nie wszyscy też mają pełną dysfunkcję tych zmysłów. Moim zdaniem sytuacja, w której znalazł się Michał, jest do odtworzenia. Sytuacja ludzi, którzy posługują się alfabetem Lorma – nie. Cokolwiek na tym polu dostaniesz, będzie w mojej ocenie mocno naciągane.

No, ale – każda pliszka swój ogonek chwali. ;-)

Cieszę się, że tekst się poza dwoma zgrzytami dobrze czytał, a jak był do kompletu przerażający, to mam poczucie dobrze wykonanej roboty. :-)

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Moim zdaniem sytuacja, w której znalazł się Michał, jest do odtworzenia. Sytuacja ludzi, którzy posługują się alfabetem Lorma – nie. Cokolwiek na tym polu dostaniesz, będzie w mojej ocenie mocno naciągane.

Tak, zgadzam się z tym. Nie miałam czasu, by zabrać się za opowiadanie na konkurs, ale wiem, że za tą drugą sytuację nawet bym się nie zabierała, bo przekracza ona moje granice zrozumienia.

Trudno nawet sobie wyobrazić przekonanie dziecka, że… żyje, że jest mama, tata, mnóstwo istot, które je kochają, ale nie pojmują jego świata – bo jak. Sama nauka komunikacji, wymiany znaków, nazywania rzeczy, ogarniania przestrzeni…

 

Nic to – historia już powstała i nie pochylę się nad nią na nowo. Feci, quod potui, faciant meliora potentes. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wizja tego ekstremalnego telewizyjnego show, spojrzenia na niepełnosprawność osoby “normalnej” (jeśli nie liczyć bezgranicznej bufonowatości Michała), która nagle traci zmysły, przypadła mi do gustu.

Niestety, nie mogę tego powiedzieć o wykonaniu.  Za dużo jest wstępu, a za mało i za szybko pokazane nagłe kalectwo. Nie przemówiło do mnie Michałowe “miotanie się na ślepo” po pokoju i rozbijanie się. I dlaczego został rozebrany do naga? Czemu to miało służyć?

Odniosłam wrażenie, że opowiadanie zostało pocięte trochę na oślep właśnie.

Żeby nie było, że tylko marudzę, to przyznaję, że napisane jest dobrze, lektura mnie wciągnęła, a postaci odmalowane są jak żywe.

Ogólnie – mocne opowiadanie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za dobre słowo!

Powiem w tajemnicy, że wcale tak dużo nie ciąłem… ;-) Do 20.000 znaków niestety rózne rzeczy, muszą się wydarzyć szybko. Nagość – element show, która, jak słusznie zauważyłaś, było ekstremalne. Podniesienie poprzeczki na tym polu jest coraz trudniejsze. Myślę zresztą, że w porównaniu z zastrzykiem wyłączającym dwa główne zmysły, to i tak pikuś… ;-)

Dzięki za uwagi! Wcale tak dużo nie marudziłaś! Klasyczna kanapka feedbackowa: to co dobre, na początku i na końcu. :-D Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Pomysł może nie zaskakująco oryginalny, bo o dziwnych reality show nieco opowiadań było (choćby szacownego organizatora konkursu:)), ale ciekawy. Też mi trochę nie grały proporcje między rozbudowanym początkiem a pospieszna kulminacją, ale poza tym opko niewątpliwie wciągające i warte przeczytania.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki za dobre słowo! Jeśli warte przeczytania i do tego wciąga, jak chodzenie po bagnach, to czuję się właśnie autorem spełnionym! :-D

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

dobrze się to czyta!

Dzięki! Cieszę się, że wyszło! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Interesujące podejście do tematu. Przeczytałam z przyjemnością. Moim zdaniem opowiadanie spełnia wymagania konkursu, a jednocześnie porusza sprawę dążenia do popularności i sukcesu za wszelką cenę, i nie liczenie się z ewentualnymi konsekwencjami.

 

Za­my­kam za 10 se­kund, 9, 8, 7… Drzwi za­mknię­te. – Za­my­kam za dziesięć se­kund, dziewięć, osiem, siedem… Drzwi za­mknię­te.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

zbyt spo­nie­wie­ra­ny al­ko­ho­lo­wo – nar­ko­tycz­no – sek­su­al­nym setem. – …zbyt spo­nie­wie­ra­ny al­ko­ho­lo­wo-nar­ko­tycz­no-sek­su­al­nym setem.

 

Przy­nieś mi wody – wy­chry­piał su­chy­mi war­ga­mi. – Od kiedy chrypi się wargami? ;-)

 

A o to i on! Mi­chał Ob­ra­tyń­ski!A oto i on! Mi­chał Ob­ra­tyń­ski!

 

Opadł na czwo­ra­ka i ru­szył po­wo­li przed sie­bie.Opadł na czwo­ra­ki i ru­szył po­wo­li przed sie­bie.

 

pró­bo­wał zmu­sić się do dzia­ła­nia i nie pod­da­wać się, ogar­nia­ją­cej go pa­ni­ce. – Proponuję: …pró­bo­wał zmu­sić się do dzia­ła­nia i nie pod­da­wać ogar­nia­ją­cej go pa­ni­ce.

 

Na rę­kach trzy­ma­ła za­wi­niąt­ko, coś jak becik. Roz­chy­li­ła de­li­kat­nie jego poły. – Becik nie ma pół.

Poła, to dolny fragment jednej z dwóch części ubioru rozpinającego się z przodu, np.: płaszcza, marynarki.

 

Nie mógł sobie przy­po­mnieć choć­by jed­ne­go wspo­mnie­nia z nią zwią­za­ne­go… – Powtórzenie.

Może: Nie mógł sobie przy­po­mnieć choć­by jed­ne­go zdarzenia/ epizodu z nią zwią­za­ne­go

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy!

Niezawodna jak Automat Kałasznikowa! :-D

Dzięki za uwagi i za dobre słowo do kompletu! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wilku, jeśli udało mi się pomóc, to bardzo się cieszę. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ oczywiście! :-)

Czytam uwagi i się czerwienię – dzięki czemu nabieram zdrowego wyglądu! :-)

Raz jeszcze: dzięki!

Pozdrawiam serdecznie, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Podobało mi się :)

Cieszę się. :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka