- Opowiadanie: Emelkali - Moja Wanda

Moja Wanda

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Moja Wanda

Zaczep puścił i Leon odleciał w daleki wszechświat. Patrzyłam, jak maleje – biały punkt pośród mroku nicości. Usłyszałam krzyk, a potem chrapliwy oddech, kiedy Leon próbował się uspokoić. Wiedział, że tlenu wystarczy mu na pięć godzin, a później zacznie się dusić. Chyba, że najpierw zdejmie hełm i odda się próżni.

Oddech Leona. I wspomnienie jego niebieskich oczu. Utrwalone na zawsze w niewielkim pliku. Odtwarzałam go raz po raz.

Oddech Leona.

 

***

 

Wciąż ją widzę, kiedy wchodzi na pokład. Drobna i trochę przygarbiona, jakby na jej barkach spoczywał ciężar całej ekspedycji. Moja Wanda. Rozgląda się wokoło wielkimi, wiecznie niespokojnymi oczyma wystraszonej sarny. Teraz, po tych wszystkich dniach, teraz już wiem, że ten rozbiegany wzrok to oznaka nieśmiałości i głodu wiedzy. Wszystko ją interesuje, wszystkiego chce się dowiedzieć, a jednocześnie przeraża ją kontakt z ludźmi. Unika rozmów, ucieka przed dotykiem, nawet tym całkiem przypadkowym. Jako jedyna z dwudziestki badaczy nie boi się samotności, wręcz jej pragnie. Nie, nie wiem dlaczego. Mogę… O tak, mogę bez trudu znaleźć powód, przeszukać sieć, przejrzeć odległe bazy danych, przeczytać historię życia mojej Wandy, sprzed naszego spotkania. To takie proste. Tylko, czy wtedy nadal zdumiewałby mnie ten ruch nadgarstka i drżenie dłoni, gdy ktoś do niej podchodzi? Czy zaskakiwałyby mnie zaciskające się pełne wargi i zwężające odruchowo źrenice? Czy Wanda odarta z tajemnic nadal byłaby moją Wandą?

Nie. Byłaby jak reszta.

A tak, wciąż ją widzę, kiedy wchodzi na pokład. Spłoszona, nerwowo przeczesująca włosy, zgarbiona pod ciężarem świata.

Wciąż ją widzę.

 

 

 

Była chuda i raczej nieatrakcyjna. Myszowata pani doktor w szarym skafandrze. Leon był gotów założyć się z każdym, że pani doktor sama wybrała kolor uniformu. Idealnie podkreślał jej nijakość.

– Leon Drabicz. Jestem pierwszym oficerem Odyseusza. – Wyciągnął dłoń, żeby się przywitać. Kobieta drgnęła, jakby ją uderzył. Zrobiła krok do tyłu. Drobne ciało napięło się, a spojrzenie uciekło w bok.

Dłoń mężczyzny przez chwilę wisiała samotnie. Wreszcie dziewczyna też uniosła rękę. Ledwie musnęła prawicę Leona i zaraz ponownie się cofnęła.

– Wanda Sikora. Mikrobiolog. – Głos miała zdumiewająco mocny, a przy tym miękki, pieszczotliwy, spowijający rozmówcę niczym aksamit.

Dziwne, jakie skojarzenia przychodzą mu do głowy. I to w towarzystwie małej chudej brzyduli. Jakby co najmniej z pięć lat spędził już w kosmosie i wyposzczenie mąciło mu we łbie. A nawet gdyby… tamta wysoka, długonoga fizyczka – jak jej tam… aaaa, Sasza – wygląda znacznie apetyczniej.

Mimo tych rozważań wciąż stał obok Wandy, badając jej twarz spojrzeniem, jakby próbował znaleźć w niej coś interesującego i wprawiając tym dziewczynę w coraz większe zakłopotanie.

– Wydajesz mi się…

– Tylko nie mów, że znajoma – przerwała mu, podnosząc naraz wzrok.

Właśnie to zamierzał powiedzieć, więc zmilczał. Ale spłoszona dziewczyna naraz nabrała wiatru w żagle i zamiast wycofać się, czego oczekiwał, zaatakowała:

– Każdy facet na tym statku zaczyna od tego drętwego tekstu. Och, wiem, że jesteśmy tylko cztery na szesnastu, jeśli fiszka nie kłamała, mężczyzn. Nie sądziłam jednak, że zamierzacie uderzać nawet do mnie. Rany boskie, człowieku, zagadaj do którejś ze ślicznotek. Nie trać czasu na maszkarona!

Odeszła, stawiając długie kroki. Leon zaskoczony wpatrywał się w wyprostowane nagle plecy kobiety. Wściekła, pewna siebie… i z tym cholernie seksownym głosem, nagle stała się atrakcyjna.

 

 

 

Widzę ją, kiedy wchodzi do kajuty. Zagniewana, na granicy histerii. Właz zamyka się bezszelestnie, a Wanda pada na łóżko i wrzeszczy w materac. Materiał pochłania niemal cały dźwięk, ale widzę trzęsące się ramiona i palce wbite w płótno.

Gdybym jednak zapytał? Gdybym spróbował pocieszyć…

Przestaje drżeć. Siada powoli i patrzy w lustro. Wyciera nos wierzchem dłoni, a potem palcami rozmazuje łzy na policzkach.

Widzę ją, kiedy podchodzi do ściany, próbuje zdjąć lustro, a gdy to się nie udaje, zawiesza na nim ręcznik.

Widzę ją.

 

 

 

Nie potrafił sobie odmówić wizyt w laboratorium. Po dwóch dniach przestał nawet szukać pretekstu. Mała chuda brzydula zerkała na niego zza rogowych okularów i marszczyła nos z niechęcią. Była wyzwaniem. Pozostałe kobiety na statku same garnęły się do Leona, ale nie Wanda. Właściwie nie wychodziła z pracowni. Przez dwa tygodnie przed uruchomieniem napędu Tholsona i komór kriogenicznych, mała sikoreczka opuszczała swoją dziuplę tylko na szkolenie i posiłki. Zjadała szybko, w milczeniu siedząc na końcu długiego stołu. Na całym statku działała sztuczna grawitacja, mimo iż każdy z naukowców i załogi został przygotowany do jej braku. I dobrze, bo Leon lubił patrzeć na miękkie kroki dziewczyny i łagodnie kołyszące się wąskie biodra.

Cholera, naprawdę była wyzwaniem. Zapomniał już, jak to jest, nie móc zdobyć kobiety, której się pragnie.

Przychodził do laboratorium, żeby na nią popatrzeć i zirytować. O tak, zirytowana, z błyskiem w oczach, zaczynała mówić, a wtedy…

Cholera, zakochał się? Bez żartów. To tylko mała, chuda brzydula.

Z zajebistym głosem.

 

 

 

Widzę ją przekładającą próbówki. Unosi okulary, wsuwając je we włosy jak opaskę. Przyciska oko do mikroskopu. Moja Wanda. Widzę jej szczęście, kiedy patrzy na żyjątka pływające w kropli płynu. Taka radosna, pełna życia.

Potem ktoś wchodzi do jej królestwa, a ona przestaje się uśmiechać.

Widzę ją, wystraszoną i zagniewaną. Jednocześnie.

Widzę ją.

 

 

 

– Nastąpiła mała zmiana. – Kapitan uciszył zgromadzonych w sali konferencyjnej, a potem kontynuował: – Pierwszą parą będą Leon i Wanda. Pozostali, w tym ja, kładą się do komór jutro o piętnastej. Za pół roku wstajemy ja i Sasza. Pierwszy ma rację. Lepiej, by na obu początkowych etapach podróży przytomni byli ci, którzy najlepiej znają Odyseusza.

Leon uśmiechnął się do mikrobiolożki. Spodziewał się protestów i złości, a ona tylko na niego spojrzała.

– Mam nadzieję, Wando, że nie masz nic przeciwko temu? – zapytał kapitan.

– Nie, oczywiście, że nie. I tak kiedyś przyszłaby moja kolej. Równie dobrze mogę być pierwsza. – Dziewczyna wzruszyła ramionami, a Leon zacisnął usta. Cholera, chyba naprawdę coś do niej czuł, bo jeszcze nigdy czyjaś obojętność tak go nie zraniła. Pozostałe kobiety przyglądały się z zazdrością chudej brzyduli. Każda chciałaby spędzić pół roku z przystojnym oficerem. Każda, tylko nie Wanda.

– Świetnie. To wszystko, koleżanki i koledzy. Zostały nam dwadzieścia cztery godziny, a potem sześć miesięcy snu. Nie przesadźcie z zabawą. Pamiętajcie, żeby nie pić i nie jeść na dwanaście godzin przed krio.

Zgromadzeni rozchodzili się żartując nerwowo. Wanda szła na końcu. Nawet nie zerknęła na Leona. Mała brzydula. Wyzwanie. Będzie miał pół roku, żeby ją zdobyć.

 

 

 

Widzę ją uruchamiającą kolejne kapsuły kriogeniczne. Kodującą jedną po drugiej, synchronizującą urządzenia z systemem awaryjnym i poszczególnymi zabezpieczeniami. Pracuje powoli, dokładnie, zastanawiając się nad każdym poleceniem. Uczyli ją tego jeszcze na Ziemi, a potem, przez dwa tygodnie, dzień po dniu powtarzała każdą z czynności. Tak jak pozostali.

Widzę ją, kiedy w skupieniu ssie górną wargę, wypisując komendy na klawiaturze. Moja Wanda. Wpatrzona w ekran monitora.

Widzę ją.

 

 

 

Była rozdrażniona. Wiedział o tym. Nie odpuszczał. Specjalnie szukał towarzystwa Wandy, a potem milczał. I patrzył. Tylko patrzył. Niewiele kobiet potrafiło odrzucić spojrzenie niebieskich oczu Leona. Właściwie dotychczas nie spotkał takiej. Ona też się złamie. Musi.

Rozmawiali niewiele. Dzień po dniu mijał na tej samej rutynie. Sprawdzali kriokapsuły, odczyty z głównego komputera, jedli, on szedł ćwiczyć, ona do laboratorium. Po godzinie, czasami dwóch, Leon przychodził za dziewczyną. Siadał na małym obrotowym taborecie półnagi, spocony albo wciąż mokry po kąpieli i wpatrywał się w Wandę głodnym wzrokiem.

Irytował ją. Wiedział o tym.

I nie odpuszczał.

 

 

 

Widzę ją śpiącą. Zwiniętą w kłębek, z głową wtuloną w ramiona. Nawet gdy śpi, oddycha płytko, jakby czegoś się bała. Nigdy nie zasypia głęboko, tak jak nigdy nie prostuje się we śnie. Zawsze w pozycji embrionalnej. Mała przerażona dziewczynka. Moja Wanda.

Chcę ją chronić. Już zawsze chcę ją chronić. Usunąć koszmary, otoczyć opieką.

Widzę ją, kiedy zaciska pięści przez sen, a potem nagle otwiera oczy.

Widzę ją.

 

 

 

– Muszę wyjść.

– Co?

– Widzisz to? – Leon wskazał czerwony punkt na monitorze. – Coś się zablokowało. Już dwa razy uruchamiałem procedury i nic. Muszę wyjść na zewnątrz.

– Nie.

Mężczyzna zmarszczył brwi. Czyżby usłyszał emocje w głosie dziewczyny? Nareszcie?

– Wanda, słuchaj, byliśmy do tego szkoleni. Wszyscy. Nic mi nie będzie. Tam są zaczepy, uchwyty i w ogóle. Przecież wiesz. Będę absolutnie bezpieczny.

Zacisnęła usta.

– Jezu, jakiś ty zadufany – warknęła. – Nie o ciebie się martwię. Jeśli coś ci się stanie, zostanę sama na następne pięć miesięcy.

Cofnął się. Z rozczarowania brakło mu tchu.

– Jeśli coś mi się stanie – wysyczał wściekle – komputer obudzi kapitana. A ty będziesz wreszcie szczęśliwa!

Odwrócił się i ruszył w kierunku śluzy.

 

 

 

Wciąż ją widzę patrzącą w iluminator. Zaciska pięści tak mocno, że paznokcie przecinają skórę. Cierpi. Widzę, że cierpi. Moja Wanda. Muszę jej pomóc.

Obniżam poziom tlenu, a Wanda osuwa się nieprzytomna na podłogę. Nie chcę, żeby na to patrzyła. Kiedy się obudzi, będzie już po wszystkim. Będzie wolna, samotna i szczęśliwa. Tak, jak lubi. Tak, jak potrzebuje. Uratuję ją przed nimi. Nikt więcej nie zdoła jej zranić. Nikt jej nie skrzywdzi. Polecimy razem, pośród gwiazd, daleko poza Układ Słoneczny.

Ja – Odyseusz i moja Wanda.

 

 

Koniec

Komentarze

Łeee… Nie ma krasnoluda Ywerduwerdera!

;-)

 

Pierwszy ( a może ostatni ;)) akapit skojarzył mi się z Grawitacją. Normalnie pomyślałem, że to “Dzordz Klunej” w ciemną otchłań kosmosu leci, a stamtąd “se nie wrati” ;)

 

Co do samej fabuły, jakoś mnie ta nieodwzajemniona miłość nie poruszyła. Może to wszystko zbyt powierzchowne, za słabo nakreślone?

Napisane za to jak zawsze bardzo dobrze, więc lektury nie żałuję. 

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Ywerduwerdera…

HE???

 

Co do samej fabuły… skoro Czas Cię nie ruszył, to i po tym się nie spodziewałam :P

Dzięki za odwiedziny.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No, końcówką mnie zaskoczyłaś! Cały czas usiłowałam wykombinować kto jest autorem “kursywowych” wyznań  i do żadnych konkluzji nie doszłam –  liczba kandydatów do molestowania jest zbyt nikła, właściwie tylko Leon i … Leon. A tu na koniec bęc – to ta androidalna świnia Odyseusz fantazjował na temat swojej urodziwej intelektualnie pasażerki. Zasygnalizowane w pierwszym akapicie zapętlenie fabuły – wyszło. Przeczytałam z przyjemnością. 

 

Czy tylko mnie wydaje się, że w tym fragmencie: “Oddech Leona. I wspomnienie jego niebieskich oczu. Jedno i drugie utrwalone na zawsze w niewielkim pliku.” siedzi sobie nieporozumienie? W pliku utrwaliło się jedno i drugie oko, a przecież nie otto chodzi.

A ty nie próbujesz z haczykiem, Em?

Tylko nie "Tęcza"!

A ja zdecydowanie wolę te Twoje kameralne teksty, w których emocje przekazujesz za pomocą drobnych gestów. Takie jak to. I jeszcze ta niespodzianka w finale.

No proszę, co też moje oczy widzą, co też cieszy moje spaczone Sf-owe gusta. Emelkali Science pisze! Babskie Kobiece bo kobiece, ale SF!

<> A nieporozumionko siedzi sobie w zdaniu, siedzi.

w_baskerville – Twoja interpretacja jedno i drugie wydaje mi się nieco dyskusyjna, ale… robię się na starość okropecnie spolegliwa, więc zmieniłam.

Tenszo – ależ oczywiście, że próbuję ;) To jest tekst nr 2 :)

Ocho – dziękuję :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Adamie kochany, czasami można :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Powiem więcej :-) czasem trzeba :-)

Nie, żebym wymuszała…

A co mi tam, wymuszam: ustaliliśmy, że babskie, ale podobało się, czy nie?;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Gdyby nie, napisałbym krótko: eee…

SI Odyseusza była rodzaju męskiego od początku, czy tak wyszło przypadkiem?

laugh

 

Od początku. Dlaczego pytasz?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Mnie poruszyło. Może jestem wrażliwcem, a może taki dzień. Nie odniosłem żadnego wrażenia powierzchowności. Wiadomo, że musi bazować na pewnych schematach. Jasny gwint, to w końcu mniej niż 10k znaków!

Aha, i chyba nie zrozumiałem ostatnich 2-3 zdań, ale mi to nie przeszkadza… ;-)

 

edit: dobra, już zrozumiałem. Teraz podoba mi się znacznie bardziej :D

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki, Nevaz :)

Bez zrozumienia ostatniego zdania, opowiadanie traci z osiemdziesiąt procent ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Oj, Emelkali, Ty to masz siłę przebicia. Ja na Adamie staram się coś wymusić już od jakiegoś miesiąca, a Ty tu szast-prast i gotowe. ;(

Ja z kolei nie zrozumiałam pierwszego akapitu. Wynikałoby z treści, że pierwszy akapit mówi Wanda – ale przecież ona nie była zainteresowana Leonem, więc po co go wspomina i odtwarza? Za to końcówka bardzomisię :)

Łyknąłem, bardziej sercem niż rozumem, jako ckliwe space story, tymczasem kiedy dotarła do mnie puenta, prawie spadłem z krzesła. Naprawdę klawy tekst : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przyznam, że w połowie z przekory. Bo czy tak założyłaś przed pisaniem, czy dopiero w trakcie, czy “samo wyszło’“ nie ma praktycznie znaczenia dla samego dziełka i jego odbioru.

Ocho, bo to trza po męsku… bez owijania i na bezczela ;) Jak to mówi mój Ślubny – mężczyzna prosty w obsłudze jest :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wynikałoby z treści, że pierwszy akapit mówi Wanda – ale przecież ona nie była zainteresowana Leonem, więc po co go wspomina i odtwarza? – Bellatrix, obawiam się, że nie zrozumiałaś Wandy. Ani odrobinę :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ej, Bellatrix! Jak to niezainteresowana Leonem? Toż wystarczy przeczytać donosy Odyseusza – permanentnego inwigilatora.

OK, chyba będę pierwszą osobą, której twist na końcu jakoś nie podszedł… Bardzo fajnie budowałaś klimat, postacie mi sie podobały, miały charakter jak na tak krótki tekst bardzo wyraźny, no ale potem jakoś bęc i puff i ten… zakochany statek.

Tylko nie "Tęcza"!

Tja, prosty w obsłudze. Ale czy każdy? :-)

Tenszo, Ty, Nazgul i Finkla – trójka największych krytyków moich emocjonalnych szorciaków. No serce krwawi… :)

Znaczy – cóż, przykro mi :)

 

Adamie – moje niezbyt wielkie (buahahahaha) doświadczenie podpowiada, że tak :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Fakt, że – jako osoba bez większych kompleksów i sięgająca po to, co chce – nie rozumiem Wandy ani odrobinę ;)

Tak, jak to zauważyła w_baskerville, wystarczy przeczytać teksty Odyseusza. Gdyby Wandzie nie zależało na Leonie, nie reagowałaby tak emocjonalnie na jego zaczepki.

 

A Tobie, Bellatrix – cóż, tylko pozazdrościć.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

:-) Ustaw TenszoNazguloFinkloblokadę. :-) Dasz im poczytać po złożeniu przez nich przysiąg, że będzie im się podobało. Co najmniej tak, jak mi. :-)

:-) A co do obsługi, ja nic nie pisałem. To ten psotny komputer sam wkleił. :-)

:-) Ustaw TenszoNazguloFinkloblokadę. – nawet jakbym się naumiała jak to zrobić, to nie mogę. Ni hu hu! Bo wiesz, taki jeden mi powiedział, że jestem nieodporna na krytykę. To teraz ćwiczę ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

A mnie się podobało, fajne zaskoczenie na końcu. I dobrze oddane w tak krótkim tekście emocje.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję, Bemiku. Ta moja Wanda trochę taka Twoja, co nie? ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bo ona jest taka i mojsza, i twojsza. Gdybym to ja wpadła na taki pomysł, pewnie bardzo podobnie by zabrzmiał. Znaczy – pewnie napisałabym go w podobnej formie – gdybym wpadła i na pomysł, i na formę. smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Niezłe. Tak z ciekawości, kto ten tekst betował? 

Nie biegam, bo nie lubię

A dlaczego o to pytasz?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

W poszukiwaniu Bet?  :)  Czy to jakas tajemnica? 

Nie biegam, bo nie lubię

Nie, nie tajemnica – ja betowałam. Nie wiem, ale chyba ktos jeszcze oprócz mnie.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czy to mogła być Ocha? Tak zgaduję zupełnie w ciemno… 

Nie biegam, bo nie lubię

Raczej nie, Ocha jest zarobiona przy Dragonezie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik betowała, a PsychoFish czyta prawie wszystkie moje teksty przed publikacją. Tu może się i nie napracował, ale nie wypada nie wspomnieć ;) Lubię mieć jego błogosławieństwo:)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Serdeczne dzięki za odpowiedź. Jeszcze nie betowałem, ani czynnie, ani biernie i nie wiedziałem, że betujący nie widzą nawzajem swoich komentarzy, nawet po opublikowaniu tekstu. To dość mądre rozwiązanie :) 

Nie biegam, bo nie lubię

Bemik betowała poza portalem, tak jak i Psycho, stąd nie wiedziała kto jeszcze. Gdyby betowali na portalu, zobaczyłbyś taką informację pod tytułem tekstu.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Aaaa, czyli nie betowałaś tekstu na fantastyce.pl. No to  przepraszam za zamieszanie, ale kto pyta, błądzi krócej :) 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Tenszo, Ty, Nazgul i Finkla – trójka największych krytyków moich emocjonalnych szorciaków. No serce krwawi… :)

Kurczę, Emi, to nic osobistego. No, nie lubię emocjonalnych szorciaków. Do tego stopnia, że nawet własny masakrycznie spartoliłam. Nie przejmuj się moją opinią, nie krwaw.

Witam na terenach SF!

Rany, nigdy bym nie pomyślała, że w SF można władować tyle ckliwości. Ale twist na końcu fajny. Ty nawet komputer zmusisz do miłości, zazdrości i podłych chwytów? ;-)

Babska logika rządzi!

No, nie lubię emocjonalnych szorciaków. Do tego stopnia, że nawet własny masakrycznie spartoliłam.

O rany, to Wędrówka emocji nie była tylko ironicznym tytułem?

Widzisz, to właśnie jest złośliwość :)

Ja nie zmuszałam komputera. Do niczego nie zmuszałam komputera!!!

A ckliwość, moja panno, ma wydźwięk negatywny, wiesz? :P

 

Wiesz, Adamie, ja chyba rzeczywiście zabronię jej czytać ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Tak w połowie zaczynałem domyślać się, do kogo należy ten tekst pisany kursywą – ale to chyba przez znaczek “szort”, który zawsze budzi we mnie jakąś podejrzliwość… :) Ale podobało się. Przyjemne oderwanie od własnego pisania.

Mee!

Dzięki, kozajunior :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

O rany, to Wędrówka emocji nie była tylko ironicznym tytułem?

Nie. Napisałam najlepiej, jak umiałam. Czyli tego… NIE zachęcam do lektury i NIE zwracam straconego czasu.

Widzisz, to właśnie jest złośliwość :)

Ale które? Twoje pytanie czy tak zinterpretowałaś moją wypowiedź?

Jeśli nie Ty zmusiłaś Odyseusza, to kto? :-)

Wiem, wiem. No, nie lubię tego. Kurczę, na statek kosmiczny powinno się wsiadać po to, żeby poznawać nowe planety, a nie w celu flirtowania z Homo sapiens. Przecież to nielogiczne! ;-)

Jeśli zabronisz, to uprzedź w przedmowie. Nie będę się ładować na siłę. ;-)

Babska logika rządzi!

Yeah, to lubię… 

Kisiel, budyń…

Wszystko jedno :D

Nie biegam, bo nie lubię

Odyseusz był statkiem, nie komputerem :*

No, przecież wiesz, że nie zabronię. Lubię tę Twoją masakryczną logiczność w całym moim jej braku;) Do mojej bytności w SF bym się nie przyzwyczajała. Za mało we mnie tego chłodnego racjonalizmu, a za dużo emocji.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Aaaa, statkiem. To chyba jeszcze trudniej było go zmusić, co? ;-)

Babska logika rządzi!

A kto broni pisać SF, w której obecne są emocje, hę?

AdamKB? 

Nie, to byłoby zbyt proste…

 

Nie biegam, bo nie lubię

:-) Nie rób z AdamaKB złego ducha portalu, bo ja go lubię. Adama, znaczy. :-)

Niby nikt nie broni, ale wiesz… Finkla mnie potem o molestowanie komputerów oskarża ;( chlip, chlip.

P.S.

Ja też tego Adama lubię ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Nie no, molestowanie ma całkiem inną definicję! Ty odegrałaś rolę… Swatki?

To może zróbmy złego ducha z Finkli? Adam faktycznie nijak się nie nadaje.

Babska logika rządzi!

Nie, na złego ducha to Ty za racjonalna jesteś. Zły duch powinien być trochę szalony, nieco dziki, ciut nieprzewidywalny, no i kompletnie NIEDOBRY :)

A Ty – parafrazując Pasikowskiego – dobra kobieta jesteś :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Oj, Emerkali, zaimponowałaś mi. A myślałem, że umiesz pisać tylko o elfach i krasnoludach. A tu proszę, piękne opowiadanie science fiction. I wszystko jest logiczne, trzyma się kupy i ma sens. A to niełatwe w science fiction. Zdejmuję czapkę z głowy i kłaniam się autorce.

Podobie mnie się, ale…

Smutne takie.

Dobre, bo dobre. Babskie. I science-fiction jest. I o miłości, ale nieszczęśliwej takiej. Smutne.

Infundybuła chronosynklastyczna

Przypomniało mi się stare opowiadanie o podobnym pomyśle. Miało tytuł “Młot”. Tam komputer pokładowy zrobił nieco podobny numer.

Ryszardzie – opowiadania nie czytałam. Mój małżonek, kiedy mu opowiedziałam o Wandzi, stwierdził, że podobnie było w Odysei kosmicznej. Nie wiem, tego filmu też nie widziałam. Tak, tak, strach się przyznawać na portalu ;) Co do SF w mojej twórczości – wiesz, ja w sumie piszę o ludziach i ich uczuciach (OK, czasami o uczuciach statków kosmicznych ;) ), reszta jest tylko scenografią. Pisałam kiedyś teksty religijne, a raz czy dwa skalałam się historycznym. Bo to tylko scenografia :)

 

Stefanie – no, musi być smutne. Niemożliwe do zrealizowania uczucia zwykle są smutne.

 

Dziękuję obu panom za wizytę, a Tobie, Ryszardzie, dodatkowo za pkt :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Brawo, brawo, brawo! Znakomity tekst. Fantastyczny klimat. Uwielbiam to: ludzie zamknięci w małej przestrzeni, ich emocje, uczucia. (Sam popełniłem kilka tego typu opowieści; niektórymi pewnie się z Tobą podzielę.) Rewelacyjny, końcowy twister! No… o warsztacie nawet nie wspominam, bo to przecież EMELKALI…

 

Troszeczkę zgrzytnęło mi to jawne nawiązanie do Odysei Kosmicznej, ale może dlatego, że stary już jestem; młodzi pewnie i tak tego nie pamiętają…

Troszeczkę zgrzytnęło mi to jawne nawiązanie do Odysei Kosmicznej, ale może dlatego, że stary już jestem; młodzi pewnie i tak tego nie pamiętają…

Ci, co dotychczas czytali chyba nie. Albo, jak ja, po prostu nie oglądali :) Z tego też powodu słowo jawne sobie wypraszam :P

 

Dzięki za odwiedziny i pkt :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Emerkali, aby nie było Ci tak słodko, postawię jeden, dość poważny zarzut:

Jeżeli bohaterka miała taką “nietowarzyską”, osobowość, to w jaki sposób dostała się na “Odyseusza”? A gdzie testy psychologiczne, mówiące o jej zdolności do współpracy i współżycia w małym kolektywie? Ona przecież od strony psychicznej nie nadawała się do lotu.

Ale to tylko takie moje marudzenie. A szort Finkli “Wędrówka emocji”, wcale nie jest zły. Mnie się podobał z pewnymi zastrzeżeniami. Pozdrawiam obie panie.

A gdzie testy psychologiczne, mówiące o jej zdolności do współpracy i współżycia w małym kolektywie? Ona przecież od strony psychicznej nie nadawała się do lotu.

Hmmm… Ryszardzie, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że do takich ekspedycji są wybierani tylko ludzie towarzyscy. Może, po prostu, zwyciężyły jej kompetencje? Może nie miała tak naprawdę dużych problemów, a jedynie wolała towarzystwo stworzonek z próbówek? Może, tak całkiem zwyczajnie, na testach wyszło, iż potrafi współpracować? Przecież, cholibcia, skończyła jakoś studia, potem pewnie zrobiła jakiś doktorat – nie wyobrażam sobie żeby do ekspedycji wzięli pannę ledwie po uczelni.

 

A szort Finkli nie uważam za zły. Jedynie kompletnie wyprany z emocji, wbrew tytułowi.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wyjaśnienia autorki przyjęte. Pozdrawiam.

Mnie się też skojarzyło z “Grawitacją” (początek) i “Odyseją kosmiczną” (koniec). 

 

W sumie nie lubię opowiadań o miłości ale to mi się podobało. Jest sprawnie napisane, ma zaskakujące (choć, jak się cofnąć do wcześniejszych akapitów, logicznie wynikające z treści) zakończenie. Trochę mnie zastanawia, czemu ten Leon się aż tak zaangażował żeby chcieć spędzić pół roku na podrywaniu bohaterki – to mi zgrzytało, jakoś trudno mi uwierzyć ze taki lowelas aż tak się angażuje tylko dlatego, że babka go odrzuca. 

 

Ckliwe ale właściwie fajne i nie żałuję czasu poświęconego na czytanie :) Szczególnie, że taka między… (gatunkowa? Jak to nazwać? :P) miłość to dość niecodzienny motyw. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

jakoś trudno mi uwierzyć ze taki lowelas aż tak się angażuje tylko dlatego, że babka go odrzuca. 

Widzisz, Mirabell, bo jak to mówi mój przyjaciel: rzecz nie w tym, by złapać, lecz by gonić króliczka ;)

Skoro każda mogła być jego, to ta jedna, która być nie mogła, stanowiła prawdziwe wyzwanie.

Poza tym, co ciekawszego miał do roboty?

 

I, ja Cię proszę:

ckliwy (SJP PWN)

1. «przesadnie sentymentalny»

2. «o zapachu: mdły»

 

Serio? Przesadnie? ;)

 

Dzięki za odwiedziny :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No, proszę… ktoś z młodego pokolenia pamięta Odyseję Kosmiczną.

Bardzo ładne, takie trójkąty to ja lubię.:)

Dziwne, jakie skojarzenie przychodzą mu do głowy.

literówka: skojarzenia

Dziękuję, Rooms, zwłaszcza za literówkę ;)

 

Ambroziaku, ja tak sobie myślę, że w przypadku młodego pokolenia nie chodzi o pamiętanie, a o sam fakt obejrzenia ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No i masz, ja chwalę a tu się wyzłośliwiają i ze słownikiem wyjeżdżają :> Fragmenty kursywą IMHO ckliwe i już, o.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

No!

 

A już się bałaś, że na tym portalu dla tego tekstu nie znajdziesz odbiorców ;-) Nie chcę nic mówić, ale kto miał rację…? ;-D

 

Wiem wiem, męska przekora.  

 

Odnośnie tekstu:

Bardzo udany. Nie jest rozbuchany nad wyraz, sprytnie wpuszcza czytelnika w zagadkę: kto jest “kursywowym” narratorem, czy to Leon podgląda czy… Ja, osobiście, cały czas stawiałem na Leona, ale cos mi nie grało i dałem sie ładnie zaskoczyć w finale. Kompletny, niezły króciak, bardzo dobra lektura. 

 

Skojarzenia z “Odyseją…” i pewnie jeszcze paroma innymi dziełami uprawnione. Swoje wrażenia, skrótowo, już przekazywałem. Gdyby jeszcze Odyseusz był produkcji niemieckiej, byłoby dodatkowo zabawnie, o Wandzie, co Niemca nie chciała… :-D Ale to taki smaczek dla polskiego czytelnika.

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zrozumiałam, że Wanda była zakochana w Leonie, ale nie była pewna jego uczuć, więc w samotności i po cichutku cierpiała, podczas gdy wciąż patrzący wszystkowidzący durzył się w Wandzie i chcąc położyć kres jej mękom, postanowił pozbyć się Leona. Zamiar wykonał.

Poza tym nie mam się do czego przyczepić, bo nie ma tu żadnych krasnoludów, elfów, magów, syren ani żadnych mocy nadprzyrodzonych, więc wyznaję, że podobało mi się. ;-)

 

Roz­glą­da się wo­ko­ło tymi swo­imi wiel­ki­mi, wiecz­nie nie­spo­koj­ny­mi oczy­ma wy­stra­szo­nej sarny. – Czy miała także tamte, cudze oczy?

 

My­szo­wa­ta pani dok­tor w sza­rym ska­fan­drze. Leon był gotów za­ło­żyć się z każ­dym, że pani dok­tor sama wy­bra­ła kolor uni­for­mu. – Czy to celowe powtórzenie?

 

Właz za­my­ka się bez­sze­lest­nie, a Wanda rzuca się na łóżko i wrzesz­czy w ma­te­rac. Ma­te­riał po­chła­nia nie­mal cały dźwięk, ale widzę trzę­są­ce się ra­mio­na i palce wbi­ja­ją­ce się w płót­no.

– Może: Właz za­my­ka się bez­sze­lest­nie, a Wanda pada na łóżko i wrzesz­czy w ma­te­rac. Ma­te­riał po­chła­nia nie­mal cały dźwięk, ale widzę trzę­są­ce się ra­mio­na i palce wbi­te w płót­no.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świetnie zrozumiałaś regulatorzy, z tym małym dodatkiem, że wszechwiedzący pozbył się nie tylko Leona :)

Poprawione, według wskazówek.

 

Mirabell – toż ja tylko tak, delikatnie, no… ;)

Psycho– :*

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No tak! Osiemnaścioro śpiących już nigdy nie otworzy oczu? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dokładnie. Chłopak nie lubi połowicznych rozwiązań :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bardzo mi się podobało. Ładne, przewrotne, smutne i straszne. Wiem, że to trochę chore, ale wybicie załogi mniej mnie rusza, niż fakt, że biedna Wanda będzie musiała korzystać z miejsca, w którym niechciany cyberadorator podgrzewa ssaczotron;)

Kontynuacja pokazująca rozwój syndromu sztokholmskiego w stosunku do Odyseusza to by było coś:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Już  nic nie rozumiem :/

Ty PsychoFish betowałeś wcześniej to opowiadanie, czy nie? 

Nie biegam, bo nie lubię

Alex – kontynuacja była przewidziana, ale – wierz mi – w życiu nie wpadałabyś na to jaka!

Corcoran – Psycho czytał, ale to nie oznacza, że nie może się podzielić opinią z resztą portalowiczów.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

– Psycho czytał, ale to nie oznacza, że nie może się podzielić opinią z resztą portalowiczów

To w takim razie jasne.  Przepraszam za kolejne pytanie, ale czy beta na tym portalu może również dodać tekst do biblioteki ? 

Nie biegam, bo nie lubię

Może. Jeśli betuje się dobry tekst, to czemu go nie zareklamować?

Babska logika rządzi!

No tak, ale przecież w takim wypadku, ocenia się m.in. własne poprawki, czy to  nie stanowi , Finklo, problemu? 

Nie biegam, bo nie lubię

Masz rację. Dlatego ja podchodzę do problemu w ten sposób: jeśli przed moimi poprawkami tekst zasługuje na Bibliotekę, to klikam. Bo nagradzanie własnej pracy wydaje mi się niestosowne. Ale jeżeli Autor już sam z siebie przyzwoicie pisze…

Babska logika rządzi!

Z drugiej strony, Corcoranie, jeśli beta nie mogłaby dodawać do biblioteki, kto poprosiłby o betowanie tych, którzy mają prawo dodawać? Jaki sens miałaby wtedy beta? Przecież wiadomo, że nie prosi się o betę kiepskiego autora, ale tego, który pisze nieźle. Tacy zaś zwykle mają prawo dodawać do biblioteki.

Dyskutowaliśmy na ten temat wielokrotnie. Nie jesteśmy dziećmi. Nikt nie da pkt, jeśli utwór, który betował był kiepski, a stał się niezły dzięki pomocy bety.

 

A co do tego opka, Psycho nie dał pkt do biblioteki. Nie zdążył.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

jeśli przed moimi poprawkami tekst zasługuje na Bibliotekę, to klikam.

Czyli już wtedy, gdy tekst jest betowany, możesz dodać go do Biblioteki?

 

EDIT: Przepraszam za brak odniesienia, Emelkali, dodaliśmy komentarz w tym samym momencie ;) 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Nie, wtedy jeszcze nie. Ale bez przesady – zapamiętuję takie rzeczy. A nawet jeśli nie – widzę swoje komentarze z okresu bety, więc mogę sobie przypomnieć, co tekst zawdzięcza moim uwagom.

Babska logika rządzi!

Nie, wtedy jeszcze nie. Ale bez przesady – zapamiętuję takie rzeczy. A nawet jeśli nie – widzę swoje komentarze z okresu bety, więc mogę sobie przypomnieć, co tekst zawdzięcza moim uwagom.

Cytuję w całości, bo być może ubiegnie mnie w zadawaniu pytań Szanowna Autorka, Emelkali.

Reasumując, dzięki swoim komentarzom, umieszczonym pod opowiadaniem, wiesz, co tekst “zawdzięcza Twoim uwagom”, ale starasz się w obiektywnej ocenie nie brać tego pod uwagę, dodając go do biblioteki?

Nie biegam, bo nie lubię

Niezupełnie. Czytam tekst, wynotowując uwagi. Decyzję o Bibliotece podejmuję, jeszcze zanim Autor zdąży się do nich (wszystkich) odnieść. Jeśli po publikacji nie pamiętam tej decyzji (ale raczej pamiętam), to mogę sprawdzić, jak bardzo marudziłam w komentarzach.

Babska logika rządzi!

Betuję sporo tekstów Emelkali i dopiero od niedawna potwierdzam sobie to, co czytam, klikając jej Bibliotekę. Nie zawsze tak było ;-)

I tak, tu nie zdążyłem. Mam podobnie jak Finkla – jeśli jeszcze przed poprawkami jest fajnie, to Biblioteka będzia. Jeśli nie, a po poprawkach tak – to wolę, żeby inni użytkownicy głosowali.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Decyzję o Bibliotece podejmuję, jeszcze zanim Autor zdąży się do nich (wszystkich) odnieść.

Rozumiem z tego, że Twoja decyzja zapada bez względu na to, czy Twoje poprawki autor wziął pod uwagę, czy też nie.  Ale czy to nie znaczy, że wykluczasz a priori  poprawki innych Bet?

Nie biegam, bo nie lubię

Oczywiście, że uwzględnienie poprawek bety nie decyduje o Bibliotece. Przecież tłumaczyłam, że jeśli tekst jest dobry, zanim się za niego wezmę… Oceniam na podstawie pierwszego wrażenia. Nie ma znaczenia, kto czytał (i poprawiał) tekst przede mną; nikt, ciocia Autora, jego polonistka czy profesor Bańko do spółki z Miodkiem. Kto czytał po mnie – też się nie liczy.

Babska logika rządzi!

…uwzględnienie poprawek bety nie decyduje o Bibliotece. Przecież tłumaczyłam, że jeśli tekst jest dobry, zanim się za niego wezmę… Oceniam na podstawie pierwszego wrażenia. Nie ma znaczenia, kto czytał (i poprawiał) tekst przede mną..

Zaczynam rozumieć. To, czy beta wprowadzi uwagi do jakiegoś testu,  nie poprawi go na tyle, by ten trafił do biblioteki? Czyli de facto betowanie niewiele zmienia. 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Bullseye! Nawet przed poprawkami jest dobry.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czyli trywializując nieco za przykładem Emelkali:

jeśli beta nie mogłaby dodawać do biblioteki, kto poprosiłby o betowanie tych, którzy mają prawo dodawać? Jaki sens miałaby wtedy beta?

Nikt (prawie) ? 

EDIT: Dobra, trochę to zajęło nim objąłem temat. Serdeczne dzięki wszystkim za cierpliwość dla  kogoś mniej rozgarniętego. Sorry, Emelkali, za trollowanie pod twoim tekstem  – naprawdę niezłym ;)

Bez odbioru. 

 

Nie biegam, bo nie lubię

“Pamiętanie” było tutaj figurą retoryczną.

 

Emelkali, ale z tą Odyseją – to mi się tak wyrwało… pierwsze skojarzenie, po zakończeniu lektury. To nie przytyk, Broń Boże! Napisano już prawie wszystko, więc prawie każdy tekst kojarzy się z czymś, co było wcześniej.

Emelkali, mnie się opko bardzo spodobało :) I dałam się długo nabierać (jak w_baskerwille) czyje są italikowe kwestie, tylko momentami mi zgrzytało, że Leon obserwuje Wandę np. w czasie snu. 

Zakończenie – dla mnie super. Tak pisane historie czyta mi się naprawdę z wielką przyjemnością.

 

PS. od mojego domowego betaczytacza mam tylko taką informację – nawarczał na zakończenie, które mu się nie spodobało :(  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ambroziaku – żartowałam ;)

Śniąca – dziękuję. A co też temu Twojemu domowemu tak nie spasowało?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

A ja tam lubię emocjonalne shorty :) Jeszcze jak są w ładnej scenerii i dobrze napisane to już w ogóle. Tak jak ten.

Tylko bohaterki jakoś tak średnio mi szkoda. Miała fajnego gościa pod ręką, zgrywała niedostępną, to teraz niech teraz męczy się z napalonym statkiem :)

Miała fajnego gościa pod ręką, zgrywała niedostępną

Hę? Serio? No, od razu widać solidarność… już Ty tam wiesz czego.

 

A tak w ogóle, dziękuję ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

goopie te baby, nieprawdaż, zygfrydzie? 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czyli morał jest taki, zawsze dawajcie dziewczyny szansę płci brzydkiej albo was porwie zły statek kosmiczny i zabierze daleko w kosmos :)

Nie chcę być złośliwa (buahahaha) ale – co żem już rzekła Adamowi – statek też był płci brzydkiej :P

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Emelkali, nie czytaliśmy razem, więc też na początku nie wiedziałam, co mu nie pasuje. Okazało się, że nie załapał końcówki :) Jak go odpytałam o jego interpretację “co autorka miała na myśli”, to okazało się, że zrozumiał na opak. A gdy w końcu pojął w czym rzecz i kto jest kto, to skwitował “ok, trochę lepsze”.

To ten typ, który woli bajki, zwłaszcza kończące się “a potem żyli…” :)

 

EDYCJA

A teraz jeszcze dodał, że ostateczny wyrok wyda, gdy przeczyta kontynuację :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na razie, po trzech olbrzymach i jednym szorciku, czuję się nieco wyjałowiona. Zapewne jednak wreszcie napiszę jakąś bajkę z SYLem. Pozdrów fana bajek ode mnie :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Hej Emelkali

Fajne, fajne 

Nie zrozumiałem tylko, czy  Odyseusz przyczynił się jakoś do tego, że linka się poluzowała i Leon uleciał w bezkresy ? :)

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Kiedy się obudzi, będzie już po wszystkim. Będzie wolna, samotna i szczęśliwa. Tak, jak lubi. Tak, jak potrzebuje. Uratuję ją przed nimi. Nikt więcej nie zdoła jej zranić.

A jak myślisz? ;)

Tak. Odyseusz chciał uszczęśliwić Wandę. Absolutnie.

Dzięki za odwiedziny.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ja przyznam, że dałam się nabrać na teksty kursywą dlatego, że myślałam, że to Leon sobie ją wyobraża. Po tym, jak już sobie dryfuje w kosmosie i niewiele ma w sumie do roboty ;) Dlatego zakończenie mnie jednak zaskoczyło.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

O to mi właśnie chodziło, Mirabell :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

“Odtwarzałam go, zapętlonego, raz po raz.“ – Mam wątpliwości, czy to jest odmienione prawidłowo. Wychodzi mi “zapętlonego plika” i nie brzmi dobrze…

 

“próbówki“ – ciekawe, sprawdziłam i okazało się, że to poprawna oboczność jest. Nauczyłam się czegoś nowego : )

 

Ja domyśliłam się w pewnym momencie, kto obserwuje swoją Wandę (chyba przy scenie z lustrem), niemniej nie popsuło to wcale dobrego wrażenia. Interesująca koncepcja, wykonanie niezłe. Jak na SF, to nawet dla mnie zjadalne. Pewnie dlatego, ze babskie kobiece ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, Joseheim.

Kiedy już zwróciłaś uwagę, też się zaczęłam zastanawiać, ale Regulatorzy nie zauważyła, więc może jednak dobrze?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Odtwarzałam go, zapętlonego, raz po raz. – Ha, ha, ha! Tak bardzo nie znam się na plikach i odtwarzaniu, że przyjęłam, że odtwarzany był Leon. ;D

A jeśli odtwarzany był plik, to może: Raz po raz odtwarzałam zapętlony plik.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Alibo: odtwarzałam w pętli.

Zapętlić można proces, nie obiekt.

I już nie ma pętli :) Dziękuję wszystkim.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

HAL 9000 :)

Ładnie napisane. Zaskoczyło mnie.

No, jak rany, przecież mówiłam, że nie oglądałam Odysei :)

Dzięki :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dopiero teraz dopatrzyłem w komentarzach, że było o tym pisane.

Pozdro :)

wink

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wciągnęłam się nie na żarty! 

 

Podsumuję w czterech słowach:

interesujące i niesamowite opowiadanie :)

animorf

Dziękuję, animorf :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Cześć, Autorka!

Jestem wreszcie. Trochę późno, ale nie za późno. Mam nadzieję, że nie zwątpiłaś już, iż się zjawię?

 

Jeśli chodzi o tajemniczego obserwatora, to już pierwsza moja myśl okazała się właściwą, a przy tym na tyle wyraźną, że drugiej nie było. Mimo tego… Chociaż nie, nie mogę powiedzieć: “mimo”, bo to w żadnym wypadku nie jest skaza na tekście; wręcz przeciwnie, gdyż i tak nie domyśliłem się finału przed czasem… jestem bardzo kontent z lektury, bo wyszła Ci prawdziwa perełka.

Wstawiłbym tu jeszcze kilka superlatyw, ale nie było by to raczej nic, czego już ode mnie (ani, zapewne, w komentarzach powyżej), wcześniej nie słyszałaś, więc zamknę swoją wypowiedź stwierdzeniem, że jestem zauroczony opowiadaniem i poruszony jego zakończeniem.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję, Cieniu, radość, że Ci się spodobało :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Absurd, że mogłaś pomyśleć inaczej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Powtórzę po większości, bardzo udany szort. Emocje budują całe napięcie. Twist na końcu – super. Okropny ten zakochany statek.;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Eeee tam, okropny. Zakochany i tyle ;) Wiesz ilu ludzi chce tak na siłę uszczęśliwiać oblubieńca/oblubienicę, będąc święcie przekonanymi, że mają rację?

Cieszę się, że wpadłaś i dziękuję :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Cała przyjemność po mojej stronie. Twoje teksty gwarantują, że czytelnik  będzie zadowolony. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Och, jak dobrze przeczytać jest takie coś, co wywoła nastrój. We mnie akurat obudziła się tęsknota, melancholia. I teraz, jak tylko powtórzę w myśli: “Moja Wanda”, to ta tęsknota się znów pojawia…

Niech Wszechświat Wam błogosławi...

Dziękuję, Karamala, za przemiły komentarz :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Przeczytałem:) i pierwsze co pomyślałem to: „durny komputer”;) Niby widzi wszystko, steruje całą skomplikowaną aparaturą statku, zakładam, ma co najmniej możliwość wyczucia zmian temperatury ciała i tętna każdej osoby znajdującej się na statku. Nie przesadzę, że również mógłby pokusić się o analizę chemicznego składu ciała. Ma wszystkie dane, które powinny mu pomóc zrozumieć, co tak naprawdę czuje jego ukochana. To, że facet widzi to, co widzi, to rozumiem. Mężczyźni ślepi są i głusi na mowę ciała i kobiecą przekorę , ale komputer? Powinien był dodać do siebie dane wynikowe z odczytów i zrozumieć, co tak naprawdę myśli i czuje kobieta. Chyba, że przyjmiemy, że sztuczna inteligencja, która próbuje zachowywać się jak człowiek, głupieje. Ignoruje fakty i widzi to, co chce widzieć.

Podsumowując, bardzo mi się podobał klimat opowiadania i wniosek, który sobie uknułem, że kobiet nie da się zrozumieć;)

empatia

Wanda, słuchaj, byliśmy do tego szkoleni. Wszyscy. Nic mi nie będzie. Tam są zaczepy, uchwyty i w ogóle. Przecież wiesz. Będę absolutnie bezpieczny.

Wybacz, ten fragment odebrałem jako wyjątkowo naiwny. :/

 

Tak jak ten Twój poprzedni króciak o pałętaniu się ducha po cmentarzu do mnie przemówił, tak powyższy tekst – ni cholery. Schemat: oklepany myszko-kopciuszek-prawie-pretty-woman-tyle-że-nie-pretty udaje, że nie leci na maczo-księcia-oficera, który z kolei ma dość dupczenia księżniczek, więc od razu poddaje się uczuciu do kocmołucha z czworaków.  Sorry, nie kupuję. 

 

Sorry, taki mamy klimat.

Cóż… Sorry taki masz klimat :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

;D

Sorry, taki mamy klimat.

Rozumiem, że w imię miłości łamie się zasady, ale żeby nawet praw Asimova nie uszanować!

Sam tekst średnio mi się podobał, za to końcowy twist całkiem całkiem. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

To co można uznać za mocną stronę tego tekstu to zdecydowanie postaci Wandy i Leona, coś w nich jest. Fajnie nakreślona również specyficzna relacja między tą dwójką. Ogólnie klimat opowieści nie trafił w mój gust, ale przeczytałem bez bólu ; )

Rozumiem, że w imię miłości łamie się zasady, ale żeby nawet praw Asimova nie uszanować!

Ale generalnie wiesz, że żeby stateczek je uszanował, ktoś musiałby je stateczkowi zaprogramować…? ;)

 

Dziękuję, panowie.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No wiem, to nie miał być zarzut, bo akurat końcówka mi się spodobała. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Hmm – finał bardzo dobry. Bohaterowie za to są denerwujący  : P

 

I po co to było?

Bohaterowie za to są denerwujący

Serio? Co może być denerwującego w znerwicowanej brzydkiej kujonce udającej, że nie jest zainteresowana największym przystojniakiem na statku? Albo w owym największym przystojniaku, który nie pojmuje jak mógł nie zwalić z nóg owej brzyduli? I w ich wzajemnym tańcu-połamańcu?

Nieeee… no co Ty! Denerwujący?

;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Warsztatowo wygląda to dobrze, ale tego chyba nie muszę mówić, to jest pewną oczywistością.

Jeśli chodzi o postaci– są trochę sztuczne. Przystojniak, do którego wzdychają wszystkie, który upatrzył sobie brzydulę, bo to wyzwanie, a ona go kocha skrycie (po kilku tygodniach(?) btw.)… to niestety topos godny BrzydUli, Zbuntowanego Anioła, czy innych Pięćdziesięciu Twarzy. W ten sposób zamiast sztuki czerpiącej z życia, mamy coś sięgającego do schematów i stereotypów, a szkoda. Za to na pewno sięgnę po twoją książkę, żeby sprawdzić, czy to się powtarza wink

Co do zakończenia… efekt twistera zaistniał, ale wydało mi się naciągane. Nie widzę motywacji końcowego bohatera, jego czyny nie mają żadnego źródła. Zabił, bo mu… szkoda szarej myszki? Pokochał ją z litości? Takie rzeczy się nie zdarzają.

Zwłaszcza, że to urządzenie jest zabójcą, więc powinno myśleć bardziej jak psychopata ergo powinno mieć cel, a nie motyw w swoich działaniach. A zabicie jednego z astronautów zagraża życiu mordercy, logicznie rzecz ujmując, nie ma sensu.

Jeśli chodzi o przedstawienie stanu emocjonalnego bohaterów na niewielkiej przestrzeni– pochwalam. Po prostu sami bohaterowie i ich “serca” są, moim zdaniem, wadliwi.

Podsumowując– masz nowego fana-malkontenta (mnie). Mam nadzieję, że się cieszysz smiley

Lordi, postaci miały być właśnie takie. Jak Syf. zauważył – denerwujące i przerysowane. Zdecydowanie babskie :) Zdecydowanie romansidlaste ;)

Urządzenie ma cel: uszczęśliwić swoją Wandę :)

A fanów-malkontentów nigdy dość, więc witam w tym szlachetnym gronie :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Odpowiem po malkontencku:

Jasne, jasne, jak powiedzą, że oklepane to powiedz, że to gra z konwencją, a jak, że słabe to– prowokacja artystycznawink

Żartuję oczywiście, teraz i mój komentarz jest przerysowany smiley

Czy mi się tylko coś roi, czy też wydałaś jakiś czas temu książkę? Czy mogłabyś, jeśli mam rację, podać mi tytuł, bo nie umiem się dogrzebać tej informacji?

Coś Ci się roi… ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Lordi, poszukaj w ogłoszeniu konkursu o 50 twarzach. ;-p

Babska logika rządzi!

Coś Ci się roi… ;)

Lordi, poszukaj w ogłoszeniu konkursu o 50 twarzach. ;-p

Ale… ale… ja nie rozumiem. Druk, ale nie druk? To nie na papierze? 

A ja już się nakręciłem i chciałem je miętosić (to tak a propos rzeczonego konkursu).

Czy to znaczy, że to tak intymne utwory, że tylko zwycięzcy konkursu dostąpią zaszczytu ich poznania? Czy też produkcja jest w toku?

 

To był druk, Lordi, ale w bardzo, bardzo ograniczonej ilości. Zostało tylko kilka egzemplarzy, dlatego to takie “białe kruki” i niezwykłe nagrody. Że taka skromna będę ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

A… teraz rozumiem. Nie wiem czemu akurat na taką opcję nie wpadłem.

Trochę żałuję– widziałem kilka twoich utworów, uważam je za więcej niż niezłe, bardzo chciałem wiedzieć, jak Twoja twórczość sprawdza się na rynku i czy się sprzedaje. A tak– na razie nic nie wiem.

Lordi, Ty nie żałuj, tylko pisz opowiadanie na konkurs. :-)

Emi, mam nadzieję, że offtop z tego gatunku Ci nie przeszkadza. ;-)

Babska logika rządzi!

Lordi, Ty nie żałuj, tylko pisz opowiadanie na konkurs. :-)

Na pięćdziesiąt twarzy? Trochę się boję, że potem ktoś spojrzy na nagłówek i pomyśli “o, napisał o superpejczach w kosmosie”.

Zresztą zwykle omijam takowe sceny i zostawiam je wyobraźni czytelnika.

Ale… jak tu tak dyskutujemy, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Musiałby się dziać w obszarze wyobraźni i ogarniętej obsesją psychiki, ale… Może się skuszę.

i przeczytane…

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Niestety, mnie nie przekonało. Wanda, chociaż ciekawa, wydaje mi się zupełnie niewiarygodna. Reszta postaci jest potraktowana bardzo powierzchownie. Kobiety śliniące się na widok przystojnego oficera? Samiec alfa, którego najbardziej kręci to, co niedostępne? Strasznie to schematyczne i uproszczone, może przez ograniczoną objętość tekstu. Pracę mikrobiologa też opisałaś dość niefortunnie.

 

Widzę jej szczęście, kiedy patrzy na żyjątka pływające w kropli płynu.

Słowo “żyjątka” jest nieprofesjonalne. Poza tym mikrobiologa interesowałyby raczej bakterie, które pod mikroskopem się nie ruszają, bo są brutalnie ściśnięte między szkiełkami. W kropli wody można zaobserwować prędzej jakieś pantofelki z pobliskiego jeziora, ale to się kojarzy raczej ze szkołą podstawową niż poważną pracą na statku kosmicznym…

Ale żeby nie było samego marudzenia, to przyznam, że przeczytałem z zainteresowaniem. Szczególnie spodobało mi się to świetne zagranie: 

 

Widzę ją, kiedy podchodzi do ściany, próbuje zdjąć lustro, a gdy to się nie udaje, zawiesza na nim ręcznik.

Widzę ją.

Rozwiązanie też było niezłe, nie spodziewałem się takiego. 

Fajnie budowałaś napięcie przez cały tekst, dzięki czemu zakończenie przyjemnie zaskakuje. Masz świetny styl (ale pewnie już to wiesz). Postaci jednak, tak jak i Funa powyżej, jakoś mnie nie przekonały. Wanda nie wydawała mi się aż tak intrygująca, by “przystojny oficer” tak się nią zainteresował. No i ten oficer też moim zdaniem trochę sztuczny. Tacy to raczej właśnie na ładne panie lecą :P

Podsumowując: okej, ale bez szału. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka