- Opowiadanie: Arfir - Złodziej Dusz

Złodziej Dusz

Oceny

Złodziej Dusz

Biegnę już prawie godzinę. Krew szumi w uszach. Serce wali jak szalone. Pot przylepia koszulkę pod pancerzem do skóry. Powoli opuszczają mnie siły. Mięśnie palą okropnie. Nie mogę jednak zwolnić, nie przy takim zagrożeniu. Coś szybkiego przebiegło za krzewami, które minąłem. Biegnę ostatkiem sił, lecz to jest tuż za mną i podąża moim śladem od jakiegoś czasu. Już nie jestem w stanie uciekać. Muszę walczyć o życie. Wyrwałem z ziemi kamień sporych rozmiarów, by rzucić nim w stworzenie wyłaniające się z zarośli.

Okazało się że to zwykły ogar, a dokładniej trzy ogary Mergianu– bestie podobne do psów lecz znacznie przebieglejsze. Całe ciało mają pokryte krótką czarną sierścią, a na pysku ciągną się długie czerwone linie biegnące od nozdrzy do uszu. Poczułem ulgę, to nie mroczna istota. O cholera! Trzy wygłodniałe ogary! Rzuciłem kamieniem w najbliżej stojącego i błyskawicznie wspiąłem się po gałęziach dużego dębu, by zwierzęta mnie nie dostały. Te zaraz obskoczyły pień i zaczęły ujadać i pilnować, bym nie uciekł inną drogą. Oparłem się o konar drzewa. Siedząc na grubej gałęzi, odpoczywałem po morderczym wysiłku. Nie obawiałem się, że Złodziej Dusz niespodziewanie zaatakuje. Otacza go mroczna aura, którą instynktownie wyczuwają zwierzęta, podobnie jak przewidują nadchodzące kataklizmy. Dopóki ogary nie zbiegną przerażone głębiej w las, nie mam czym się martwić, to nie zwykłe psy czy wilki, nie mają z nimi nic wspólnego. Ogary na świat podobno sprowadził sam Demon by siały strach i śmierć.

***

Czas szybko mija, lecz bestie nie zniechęcają się czekaniem. Już dawno minęło południe, a mnie zaczyna coraz bardziej ogarniać senność. Jedyne, o czym teraz marzę, to by się położyć i zasnąć. Powieki stają się coraz cięższe. Rzeczywistość odpływa w dal. W końcu sam nie wiem, kiedy zasnąłem. Miałem znów koszmar. Nawiedzają mnie co noc. Nie pamiętam, co się w nim dziś działo. Nagle coś mnie wyrwało ze snu. Była noc, koło pierwszej godziny. Po tym ukąszeniu jestem w stanie dokładnie określić, jaką mamy porę bez mierzenia tego przy pomocy ciał niebieskich.

***

Przytłacza mnie mroczna aura, niemal czuję jak mnie dusi. Bogowie! On tu jest!  Złodziej dusz! Rozejrzałem się po najbliższej okolicy, lecz go nie dostrzegłem. Przeszedł mnie dreszcz, spojrzałem w dół. Obok pnia stała kreatura, jej czarne ślepia były wlepione we mnie. Bestia spostrzegła że ją widzę, ohydnie zagulgotała jakby śmiejąc się. Potwór postąpił jeden krok naprzód, serce podeszło mi do gardła.

Do moich uszu doszedł cichy głos dziewczyny, nie usłyszałem dokładnie słów, lecz było w nim coś urzekającego. Panujące w dole ciemności rozświetlił błękitny strumień światła, który uderzył bestię w plecy. Ta zawyła z bólu i zwróciła się w kierunku z którego nadszedł atak… Znów otrzymała cios błękitnego światła. Stwór cofnął się, lecz zaraz ruszył przed siebie. Tym razem pojawiła się średnich rozmiarów kula ognista, rozlewająca się po okolicznych krzakach i podpalająca trawę i drzewa. Potwór odskoczył w bok unikając śmiercionośnego pocisku, ten trafił drzewo, na którym się znajdowałem. Siła eksplozji rozsadziła pień i całe drzewo zwaliło się na ziemię. Upadek pozbawił mnie na chwilę tchu. Byłem na wpół świadomy tego, co się dzieje. Z odrętwienia wyrwał mnie krzyk dziewczyny. Porwałem, ogromną drzazgę odszczepioną od pnia. Przedarłem się przez liście powalonego drzewa i wtedy po raz pierwszy ujrzałem czarodziejkę. Była mniej więcej w moim wieku. Średniego wzrostu, blond włosy sięgające poniżej ramion i duże zielone oczy zalane łzami. Miała na sobie granatową suknię do kostek, rękawy szaty były głębokie, drobne dłonie nieustannie pracowały, rzucając zaklęcia, a na wargach dało się dostrzec ruch wypowiadanych inkantacji czarów. Mimo ogromnych starań dziewczyna nie była w stanie rzucić zaklęcia dość mocnego, by pokonać bestię. Powoli traciła siły do dalszej magii. Stwór stał parę metrów przed nią i niestrudzenie przebijał się przez rzucone obronne czary.

Widząc ohydnego stwora atakującego czarodziejkę, wezbrała we mnie furia. W paru doskokach znalazłem się tuż za bestią i przebiłem jej szyję ogromną drzazgą. Potwór szarpnął potężnie ramieniem i odrzucił mnie parę metrów w tył. Znów leżałem na ziemi ogłuszony, jakby sparaliżowany, nie mogłem się podnieść, czułem połamane żebra, a rana bestia podchodziła do mnie chwiejnym krokiem, by zadać śmiertelny cios.

Od strony czarodziejki strzelił promień błękitnego światła trafiając stwora, niewiele jednak czyniąc mu szkód. A ten już prawie był przy mnie. Za plecami Złodzieja rozbłysła śnieżnobiała łuna otaczająca kulę energii, gnającą w naszym kierunku. Pocisk trafiając w bestię otoczył ją nieprzeniknionym blaskiem. Potężna fala mocy uderzyła we mnie i odrzuciła na kolejne parę metrów. Chociaż nic nie było widać, dało się słyszeć wrzaski, krzyki i bulgoty konającego potwora. Po chwili było po wszystkim. Na ziemi leżało poparzone truchło mrocznej istoty.

Ale co ta czarodziejka zrobiła?! Teraz może i ona już nie żyje. Czar z jakiego skorzystała, należy do najniebezpieczniejszej grupy magii. Magii Poświęcenia. Nawet doświadczeni czarodzieje z nich raczej nie korzystają. Podczas rzucania tego czaru poświęca się część energii życiowej, przez co można zginąć. Muszę sprawdzić, co z nią. Całe ciało promienieje od bólu. Nie jestem w stanie się podnieść. Na czworakach zbliżam się do miejsca, gdzie stała. Dostrzegłem ją leżącą na trawie nie dającą oznak życia. Coś mnie ruszyło na widok losu czarodziejki… A może ten obraz przywołał wspomnienie o jakimś poległym towarzyszu? Dowlokłem się na czworakach do niej i upadłem. Nie byłem w stanie się utrzymać o własnych siłach. Dostrzegłem, że płytko oddycha. Przyłożyłem dłoń do jej czoła, było lodowate. Niemal cała energia z niej uszła i jest teraz na granicy życia i śmierci.

Ogień rzucony przez czarodziejkę już zgasł , położyłem się obok dziewczyny, by ją ogrzać własnym ciałem i podzielić się siłą życia. Chociaż byłem wycieńczony nie mogłem zasnąć. Wszystkie moje myśli skupiły się wokół tej nieznanej mi dziewczyny. Leżałem na boku, starając się nie dotykać żeber, by nie spowodować jeszcze większego bólu. Od czasu do czasu spoglądałem na nią. Jej mały nosek był podrapany, pewnie otarła go podczas upadku.

***

 Jej oddechy stają się coraz głębsze i równomierne… Powoli wraca do niej życie. Wpatruje się w gwieździste niebo i nie wiem, co będzie jutro. Tarcza księżyca jest niemal cała, za kilka dni pełnia… Wychłodniała czarodziejka już mocniej przytula się, czując ciepło mojego ciała, połamane żebra wręcz paliły od bólu. Nie odsuwam się jednak, gdyż ona teraz tego bardzo potrzebuje… 

***

W końcu, zmęczenie zwyciężyło. Zapadłem w twardy sen. 

Koniec

Komentarze

które minąłem.

przecinek przed które.

Okazało się że to zwykły ogar, a dokładniej trzy ogary– bestie podobne do psów lecz znacznie przebieglejsze.

To taki pies ale bardziej psowaty? Ogar to ogar, nie mógłbyś wymyślić im jakiejkolwiek nazwy, skoro są demonami samego Demona? 

Poczułem ulgę, to nie mroczna istota. O cholera! Trzy wygłodniałe ogary!

To brzmi jak wstawka humorystyczna i średnio tu pasuje. 

Wg. za bardzo się nad tymi psiakami znęcałeś.

Po unicestwieniu Wielkiego Serafa… zbiegli i udali sie na wieloletnie wygnanie.

Cały ten fragment przypomina mi:

Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako jego obraz, i dał mu na imię Set… a Lamek po urodzeniu się Noego żył pięćset dziewięćdziesiąt pięć lat i miał synów i córki.”

Mam nadzieję, że rozumiesz dlaczego to nie dobrze i dlaczego powinieneś to poprawić.

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550 polecam lekturę tego (mi pomogło <3 ), szczególnie punktu piątego w twoim przypadku.

A ta dziewczyna tak postąpiła, prawdopodobnie bez żadnego wcześniejszego przygotowania do takiej magii.

Matko… skoro jest czarodziejką to zapewne lepiej zdaje sobie z tego sprawę, niż jakiś wojujący-drzazgą-rycerz. I nie musisz czytelnikowi powtarzać parę razy, że użyła super mega czaru. Wystarczyło raz i “ta dziewczyna tak postąpiła” to już pstryczek w nos. 

Objąłem ją i tuląc powoli zasnąłem… 

To co, żebra się zrosły? Czy to jakaś kolejna magia?

Opis magii jak z jakiejś gry. 

 

Niestety, ale oceny podwyższyć nie mogę :< No nic, czekam na następne. 

 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Zastosowałem się do części porad, którymi się ze mną podzieliłeś. 

Jeżeli chodzi o ten fragment o unicestwieniu Serafa, świadomie wykorzystałem taki styl pisania. Fragmenty te, w postaci retrospekcji,  pojawiają się w utworze, nadając mu odpowiednie tempo. Opowiadają one pokrótce historię świata w którym rozgrywa się akcja. 

 

Tak samo jak stwierdzenie:

Są demonami samego Demona”

Świadomie je wykorzystałem, tak aby pasowało do dalszej fabuły. 

Wyjaśnić to może inny fragment retrospekcji, pojawiający się na dalszym etapie opowieści. 

 

Niegdyś dzięki licznym Avari chodzącym po naszym świecie. Czarodziejom udało się poznać trochę lepiej siły z którymi wcześniej walczyli. Co zaskakujące, słowo demon upowszechniło się i określało nim wszelkie istoty przybywające z „tamtego” świata. Tak naprawdę właściwe „demony” były znacznie potężniejsze od większości znanych istot. Sięgały wzrostem dwóch rosłych mężczyzn. Dzięki dużym błoniastym skrzydłom potrafiły latać, siejąc zniszczenie i śmierć z powietrza. Zaledwie pięć przybyło na tę stronę. Zapisali się jednak wszyscy w historii tych ziem jako istoty niebywale okrutne i nie znające litości. Ich imiona to: Berag, Irego, Aregor, Rewar i największy wróg Serafa, przywódca demonicznych hord, Shar. 

Czterech generałów zamieszkało w wulkanach które wypiętrzyli na Barras-Fehter i tak kolejno: Berag zajął Grydonn-Dior  leżący najbardziej na wschód, by móc z niego wypatrywać wrogów. Irego osiadł w Grydonn-Hyrden leżącym pomiędzy Sercem– jeziorem ognistym a pasmem Imreb-Anak. Rewar ustanowił swoją twierdzę w Grydonn-Iv, w najbardziej wysuniętym punkcie równiny na południowy-zachód, pomiędzy Zatrutą rzeką a Imreb-Anak. Aregor będący najbliższym Sharowi osiadł w Grydonn-Rin, leżącym u podnóży Imreb-Sarak, blisko twierdzy swego pana. 

Podczas wielkiej wojny żaden z czterech demonów nie został pojmany czy unicestwiony. Musiały uciec jednym z wielu portali do swojego świata. Jedynie sam Shar stawił czoła potędze Serafa i został pokonany. Zwycięzcy przeszukali wszystkie twierdze i zniszczyli wszystkie odkryte portale, by uniemożliwić demonom powrót. Jednak portale pod Sercem– jeziorem ognistym ostały się i jeszcze kilka innych dobrze ukrytych… “

 

Dziękuje jeszcze raz za czas poświęcony dla mnie i Twoją opinie. Jest dla mnie bardzo cenna.

Tylko w ogniu krytyki może powstać coś naprawdę dobrego ;)

Pozdrawiam :) 

[…] podstęp: wybawił przywódcę rodu Awenrou na rzekome rokowania […]. ---> na pewno wybawił?

“Wstawka” historyczno-geograficzna tylko psuje tekst. Takie informacje najlepiej “rozpraszać” po opowiadaniu, dozując i wyjaśniając to, co w danej chwili trzeba.

AdamKB, dziękuje za wskazanie literówki. Już ją poprawiłem ;) 

Odnośnie “Wstawek”, postaram się coś z tym zrobić.

Radziłbyś mi je rozbić na mniejsze fragmenty? Czy może umieszczać je na początku, bądź końcu rozdziału?

Pozdrawiam :) 

Ani na końcu, ani na początku; ani rozdziału, ani całej opowieści. Opisujesz sytuację, w której trzeba wyjaśnić czytelnikom, kto panuje na danym terytorium, to podajesz tę informację bez rozpisywania się, od kiedy, jak miał na imię szwagier kochanki króla i tak dalej. Merytorycznie, zwięźle, ani słowa za mało, ani słowa za dużo. Dobrze to wychodzi w dialogach, bo można w jednym zdaniu zawrzeć.

Powyższy tekst jest, jak zauważyłem, fragmentem wcześniej wstawionego początku Twojej powieści.

Arfir tego się nie da czytać, zrozum, że nikogo, ale to nikogo nie interesuje jakieś królestwo, które jest w posiadaniu jakiegoś rodu, nawet jeśli nadasz mu nazwę. Zaczyna to interesować kiedy np. pochodzi z niego protagonista, kiedy rozgrywa się tam akcja. Ludzi tak naprawdę nie obchodzi polityka i ósma żona Kalifa Em’dardona z Przełęczy Dusz na skraju Świata Starych Ludzi.  To tylko nazwa. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Przemyślę to sobie i spróbuję coś zmienić. 

Jeszcze raz dzięki za radę ;) 

Tak, dodałem wcześniej pierwszy epizod mojego utworu. Nie chciałem dodawać kolejnych rozdziałów do wcześniejszego, by zanadto nie przedłużać całości.

Chciałbym usłyszeć krytykę reszty opowieści.  

Nie umiesz jeszcze utrzymać klimatu. Poza bardzo łopatologicznie wyłożoną wstawką historyczną, która jak przedmówcy zaznaczyli – nikogo nie interesuje, w opisach masz też takie kwiatki:

Tym razem pojawiła się średnich rozmiarów pomarańczowa kula ognista, rozlewająca się po okolicznych krzakach i podpalająca trawę i drzewa.

znajdują się długie czerwone linie biegnące od nosa do uszu, nadając im groźny wygląd.

To jakbyś próbował opisać ciemną pieczarę w sposób: po lewej było trochę czarno, w głębi nic nie było widać, po prawej wystawały całkiem ostre kamienie. Napawa grozą taki opis? No, niespecjalnie…

 

Siedząc na grubej gałęzi,[+] odpoczywałem po morderczym wysiłku.

brał on udziału w przewrocie,.

Interpunkcja czasami kuleje, powyżej przykłady. Tekstowi brakuje dynamiki, mimo że chyba ma na celu wystraszyć czytelnika. Jak się nie umie jeszcze kreować klimatycznych opisów to dialogi potrafią tekst ożywić ;)

Poza tym niewiele robisz błędów, czyli podstawy języka znasz, ale musisz warsztat sobie wyrobić :)

 

Tylko nie "Tęcza"!

pilnować bym – pilnować, bym

 

Siedząc na grubej gałęzi odpoczywałem – Siedząc na grubej gałęzi, odpoczywałem

 

Jedyne o czym teraz marzę to by się położyć -Jedyne, o czym teraz marzę, to by się położyć

 

nie wiem kiedy zasnąłem – nie wiem, kiedy zasnąłem

 

Nie pamiętam co się w nim dziś działo – Nie pamiętam, co się w nim dziś działo

 

coś mnie zerwało ze snu – wyrwało?

 

jestem w stanie dokładnie określić jaką mamy – jestem w stanie dokładnie określić, jaką mamy

 

przewrocie,. – to miał być średnik, ale popił ;-) ?

 

wstanie – w stanie

 

Nie były one jednak wstanie przełamać obrony i zdobyć zamku dzięki mocy i geniuszowi dowódcy obrońców. – Dzięki nie pasuje.

dzięki I «przyimek komunikujący o cechach, faktach lub osobach, które spowodowały, że dana sytuacja jest dla kogoś pomyślna, np. Uratował się dzięki przytomności umysłu.»

 

na przód – naprzód

 

cofnął się krok w tył – pleonazm

 

trafił drzewo na którym się znajdowałem – trafił drzewo, na którym się znajdowałem

 

Byłem na wpół świadomy tego co się dzieje – Byłem na wpół świadomy tego, co się dzieje

 

Porwałem, leżącą na ziemi, ogromną drzazgę – niepotrzebnie dałeś część zadania jako wtrącenie, bez niego byłoby lepiej

 

pracowały rzucając zaklęcia – pracowały, rzucając zaklęcia

 

Widząc ohydnego stwora atakującego czarodziejkę wezbrała – Widząc ohydnego stwora atakującego czarodziejkę, wezbrała

 

Chociaż nic nie było widać dało – Chociaż nic nie było widać, dało

 

Czar z jakiego skorzystała należy – Czar, z którego skorzystała, należy

 

poświęca się część energii życiowej przez co można zginąć – poświęca się część energii życiowej, przez co można zginąć

 

Muszę sprawdzić co z nią – Muszę sprawdzić, co z nią

 

Na czworakach zbliżam się do miejsca gdzie stała – Na czworakach zbliżam się do miejsca, gdzie stała

 

Dostrzegłem że płytko oddycha – Dostrzegłem, że płytko oddycha

 

Leżałem na boku starając – Leżałem na boku, starając

 

nie wiem co będzie jutro – nie wiem, co będzie jutro

 

przytula się czując ciepło mojego – przytula się, czując ciepło mojego

 

chociaż to sprawia ogromny ból przez moje potłuczenia i sińce – ale brzydkie zdanie :)

 

Według mnie średnio się ten fragment broni jako samodzielne opowiadanie. Cała ta część z wymienianiem królestw jest niepotrzebna. W opowiadaniu każdy element powinien czemuś służyć, zwłaszcza tak duży fragment. Bez niego byłoby lepiej. A reszta – dość standardowo. Trudno tu cokolwiek napisać, mało wiadomo o bohaterach i ich sytuacji.

Poprawiłem wskazane błędy i dokonałem kilku zmian :) 

Usunąłem, również wstawkę polityczno-geograficzną, tak jak radziliście ;)

Dziękuje za udzielone porady :)  

Nowa Fantastyka