- Opowiadanie: ania2809 - Igrając ze smokiem

Igrając ze smokiem

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Igrając ze smokiem

Ciemna noc. Dookoła sam mrok, deszcz i wszechobecna cisza, która sprawiała, że powietrze stawało się cięższe. Młoda dziewczyna zwana Amidą spędzała tę noc w jaskini. Wiatr przewiewał ją niczym muszlę, która została wyrzucona na brzeg przez morskie fale. Nie mogła spać. Kiedy tylko kierowała swój wzrok na pochwę miecza, od razu na myśl nasuwała jej się nadchodząca walka.

Amida pochodziła z niewielkiej wioski Elengrod. Wiele lat temu podczas Święta Ognistych Krzewów do wioski wtargnął smok. Spłonęło wszystko: domy, stajnie, gospody i pracownie biednych rzemieślników. Zginęły setki ludzi. Powód był jeden – Danak. Ten młody i waleczny kowal chciał posiąść władzę nad ogniem. Jedynym sposobem na to było ujarzmienie smoka, który drzemał od setek lat w jaskiniach Zatamanai. W ten pamiętny poranek udał się na wyprawę, lecz nie odniósł  sukcesu. Poległ. Smok nie oszczędził go mimo błagań, które zrozpaczony Danak wykrzykiwał, patrząc w jego płonące na żółto ślepia. Rozwścieczony smok ruszył na pogrom. Tak spłonęło Elengrod. Mijały lata, a nie urodził się wśród mieszkańców wioski śmiałek, który spróbowałby pomścić pamięć tych, którzy zginęli podczas smoczej rzezi. Od tamtych wydarzeń minęło wiele lat. W sześćsetną rocznicę smoczego pogromu narodziła się Amida.

Kiedy tylko wzeszło słońce, Amidę obudził śpiew ptaków buszujących w koronach drzew. Samotnie ruszyła w daleką drogę. Stopy niosły ją same. Nie musiała patrzeć na mapę, która dyndała przy jej pasie zawiązana na solidnym rzemieniu. Myślała o tym, jak rozprawić się z potworem. Lecz rozmyślania przerwał jej głos, który wołał gdzieś w oddali jakieś nieznane jej słowa. Postanowiła podejść nieco bliżej i sprawdzić, co się dzieje. Bała się, że zobaczy tam kogoś, kto będzie chciał przeszkodzić jej w dalszej podróży. Jednak to, co zobaczyła, zaparło jej dech w piersiach. W betonowym kręgu pośród wysokich skał stał mężczyzna w średnim wieku. Na obrzeżach kręgu błyszczały tajemnicze znaki. Amida przyglądała mu się z zaciekawieniem. Po chwili mężczyznę otoczyła mgła i buchnął żar. Oczy Amidy zaszły łzami. Tak wielki ogień otoczył mężczyznę. Kilka minut później wszystko ustało, a na niebie pojawił się prawdziwy smok zionący ogniem. Amida odruchowo sięgnęła po miecz i wyskoczyła z ukrycia. Myślała bowiem, że to właśnie smok, którego miała zabić. Zauważyła wtedy, że mężczyzna zniknął.

– Ej, ty! Tak, ty! Zbliż się tylko do mnie, a porachuję ci wszystkie kości! – wykrzyczała, patrząc w ślepia smoczyska, lecz bestia nie reagowała na jej słowa. Smok delikatnie i z gracja wylądował na ziemi

i – co dziwne – stanął na dwóch tylnich łapach, i zamienił się w mężczyznę. Amida zamarła.

– Słyszałem, że pewna młoda panna chce porachować mi kości. Czy to aby nie ty ? – zapytał ją

z uśmiechem na ustach nieznajomy. Amida nie wiedziała, co powiedzieć i zrobić. Była wystraszona.

– Spokojnie, nie zabiję cię. Jestem tu chyba w tym samym celu co ty – powiedział do niej mężczyzna.

Rozmawiali bardzo długo zanim zaczęli szukać miejsca na rozbicie obozu. Terencio – jak dowiedziała się Amida – był tak samo jak ona wybrańcem, który miał rozprawić się z ziejącą ogniem bestią. Pochodził z sąsiadującej z Elengrod wioski i jego przodkowie także ucierpieli w przeszłości

w pogromie spowodowanym przez smoka. Mężczyzna był silny, młody i odważny. Tylko on według starszyzny mógł mierzyć swoje siły z potwornym smokiem. Poza tym Terencio był szamanem. Potrafił wcielić się w smoka i to miało być jego największą bronią w walce. Młodej dziewczynie to imponowało. Amida opowiedziała mu, co sprowadza ją do jaskiń Zatamanai. Tak narodziła się między nimi więź, która miała pomóc im w walce ze smokiem.

Dzień walki zbliżał się wielkimi krokami. W końcu stało się. Amida i Terencio dotarli do stóp jaskiń Zatamanai, lecz nie bali się. Szli tam z myślą, że albo uda im się pokonać potwora, który zabił setki osób, albo zginą w walce, mszcząc pamięć poległych.

– Gdybym nie przeżył, oddaj mojej matce ten pierścień. To obrączka mojego ojca. Zginął, próbując dojść do legowiska smoka. Jako jedyny przez te setki lat odważył się na tę podróż – powiedziawszy to, Terencio chwycił dłoń Amidy i schował w niej maleńką złotą obrączkę. Amida, nie mówiąc nic, schowała ją do pochwy miecza i ruszyła w dół po stromych skałach.

– Wrócimy stamtąd, obiecuję! – krzyknęła do idącego dość spory kawałek za nią Terencio. Ich spokój nie trwał długo. Przed Amidą pojawiły się kłęby dymu i gorące resztki spalonych pni. To był znak, że kłopoty się zbliżają. Terencio przybiegł do Amidy i w ostatnim momencie odciągnął ją od kłębów dymu.

– Zwariowałaś?! Te opary mogą cię poparzyć! – wstrząsnął nią i podał do ręki dwie dziwnie wyglądające pastylki.

– Co to do licha jest ? – zapytała zdziwiona.

– Eliksir nietykalności. Przed ogniem cię nie uchroni, ale przynajmniej nie poparzą cię jego opary

i będziesz mogła swobodnie oddychać wśród dymu. Myślałem, że jesteś bardziej przygotowana do walki – rzucił niedbale.

– Nie przyszłam tutaj się bawić. Przyszłam pomścić zmarłych z mojej wioski – odpowiedziała opryskliwie i odwróciła się w drugą stronę.

– Nie marudź. Chodźmy – powiedział młody wojak.

Wypowiadając te słowa, Terencio nie czuł się pewnie. Od samego początku ich wspólnej wyprawy odbierał Amidę jako przemądrzałą i zarozumiałą panienkę. Dopiero teraz zrozumiał, jak wielką siłą i odwagą dysponuje ta młoda dziewczyna. Poczuł się dziwnie. Chciał być dla niej przykładem. Okazało się jednak, że ma u swego boku godnego towarzysza broni.

Mijały godziny. Udało im się bezpiecznie zejść przed zmrokiem na sam dół skalnych nasypów

i stanęli przed samą legendarną jaskinią smoka. W powietrzu unosił się smród spalonego mięsa oraz dymu. Napięcie wisiało w powietrzu.

– Jesteś gotowa ? – zapytał Terencio.

– Jak nigdy w życiu – odpowiedziała mu Amida .

Nadszedł czas ostatecznego starcia. Wchodząc do jaskini, zobaczyli tylko ciemność. Odór spalenizny zatykał nozdrza i utrudniał orientację w terenie, szczypiąc w oczy Amidę i Terencio. Stąpali niepewnie po skalnym podłożu. Nagle do ich uszu dobiegł przeraźliwy ryk. Wiedzieli, że już czas. Oboje w jednym momencie sięgnęli po miecze, które spoczywały u ich boków. Terencio trzymał

w swych dłoniach krótki srebrny miecz, który w jego sprawnym ręku mógł zabić niejednego śmiałka. Amida trzymała długą lśniąca klingę w złotej rękojeści z wyrytym napisem: „Umiłowani w jedności” . Wyglądała w nim bardzo dostojnie. Była zabójczo niebezpieczna. Jej czarne jak węgle oczy żarzyły się nienawiścią do potwora, który skrywał się w czeluściach jaskini.

Odważnym krokiem ruszyli ku wielkiej ciemnej dziurze, która była przejściem do miejsca snu potwora. Ryk bestii ucichł, słychać było tylko dudniące kroki smoka, który przechadzał się po tunelach ciemnej i prastarej jaskini. Oczom młodych wojowników ukazała się wielka aula, zdobiona czarnymi rubinami i złotem. Była wysoka na tysiące metrów, nie sposób było objąć jej wzrokiem. Po obu jej stronach pięły się w górę schody z kości słoniowej. Na ich poręczach swoje piętno odbił już mijający czas. Na samym środku okrągłej posadzki widniały dziwne znaki. Amida rozpoznała je w mgnieniu oka. Były to te same runy, których używał Terencio, aby zamienić się w smoka. Szturchnęła Terencio w ramię, pokazując mu to, co odkryła.

– No, to jeden problem mamy już z głowy – rzekł młody wojownik i rzucił na znaki pył, który trzymał w małej sakiewce przy swym pasie. – W ten sposób gdy już tu wejdzie, nie ucieknie z kręgu.

Aulę wypełniły kłęby dymu, który parzył ich oczy. Amida i Terencio znieruchomieli. Stanęli do siebie plecami i mocniej ścisnęli miecze w swoich dłoniach. Moment starcia właśnie się zaczął. Przed ich oczyma stanął smok w całej swej krasie. Pięknie zdobiony w złote łuski, które dodawały mu grozy. Jego długi i ciężki ogon wlókł się za nim, zahaczając swoimi wypustkami o resztki kamiennych posążków. Smocze ślepia jarzyły się demoniczną czerwienią, a ogień, którym zionął, roznosił się we wszystkich kierunkach świata. Amida wydała z siebie okrzyk i ruszyła w stronę schodów. Terencio natomiast stał dzielnie w miejscu i zaczął wymachiwać mieczem na wszystkie strony, wymawiając przy tym zaklęcia w pradawnym języku. Uniósł się nad nim dym, tak jak wtedy, gdy Amida zobaczyła go po raz pierwszy w leśnym kręgu, i zamienił się w smoka. Tak i teraz wcielił się w skórę bestii godniej postury smoka, którego mieli zgładzić. Amida wbiegła na balkon, do którego wiodły schody, i wskoczyła na brylantowy żyrandol wiszący nad głową smoka. Podpierając się mieczem, wskoczyła na grzbiet bestii i próbowała ugodzić ją w samo serce. Jednak bestia był sprytniejsza. Jednym ruchem swej ciężkiej łapy powaliła Amidę na ziemię. Dziewczyna uderzyła głową o jeden z rozbitych posążków i straciła świadomość. Terencio został sam.

Walka zaczęła się na dobre. Celem Terencio było zwabienie olbrzyma do kręgu, a następnie zamiana go w człowieka, którym był, zanim zadomowił się w skórze smoka. Ryknął na całą gardziel i wypluł z siebie wielką burzę ognia. Rzucił się na wroga i swymi łapami pchnął go do kręgu. Jednak ten bronił się zaciekle. Jak się okazało, nie był wcale tak silny, jak opowiadały legendy. Jego łuski, choć lśniące, były bardzo zniszczone i nosiły na sobie niejeden ślad walki. Terencio od razu domyślił się, że człowiek, który chowa się pod skórą smoka, jest już stary. Smok jednak zdołał dotkliwie ranić Terencio swoją łapą i odepchnął go od siebie na kilka centymetrów. Terencio krzyknął z bólu. Uniósł się nieco w powietrze i z całych swych sił runął na wroga. To działanie opłaciło się. Smok zamknięty został w smoczym kręgu. Terencio odetchnął z ulgą.

Potrzebował kilku minut, by znów zmienić się w człowieka. Kiedy już to zrobił, podbiegł zatroskany do Amidy, by sprawdzić, co z nią. Smok szalał w kręgu, lecz zamknięty, nie mógł nawet zranić ich ogniem, który próbował się wydobyć z jego paskudnej paszczy. Terencio był zmartwiony. Amida nie reagowała na żadne jego wołania i prośby. Postanowił podjąć ryzykowny, ale jedyny możliwy w tej sytuacji krok. Dziewczyna umierała, a on musiał jej pomóc. Stanął nad nią i rozłożył ręce, jakby wołał do nich Boga. Z jego ust zaczęły płynąć słowa pradawnej pieśni, a jego głos wypełnił całą aulę. Ziemia zadrżała, a w jego dłoniach rosła wielka świetlna kula. Terencio, nie przestając nucić pieśni, kulił ręce i kierował je w stronę nieprzytomnej Amidy, a na koniec cisnął w nią całą mocą, którą zgromadził w dłoniach. Całą jaskinią wstrząsnęło. Smok przestał się miotać na krótką chwilę. Nastała wielka cisza. Terencio usiadł przy Amidzie i czekał. Po kilku minutach Amida otworzyła oczy.

– Terencio … – szepnęła jeszcze słaba.

– Amido, musisz mi pomóc go zmienić. Spróbuj wstać – rzekł twardo Terencio. Nie chciał pokazać swej towarzyszce, jak bardzo się boi. Amida, chwiejąc się i podpierając o skały, stanęła w końcu na nogi. Podeszła do Terencio i razem poszli wolnym krokiem do kręgu, w którym zamknięty był smok.

– Rób tylko to, o co cię poproszę. Kiedy dam ci znak, wejdziesz do kręgu, zrozumiano? – zapytał, patrząc w czerwone ślepia smoka.

– Tak. – Amida była bardzo wystraszona, lecz wiedziała, że musi mu pomóc. On uratował jej życie. Terencio zamknął oczy i uniósł się kilka centymetrów nad ziemię. Po chwili był na wysokości wzroku bestii.

– To twój koniec – powiedział i cisnął w smoczą paszczę kulą światła, którą wykrzesał w trakcie lotu na wysokość oczu bestii. Jaskinia zadrżała. Z jej sklepienia spadały odłamki kamieni. Smok upadł i wił się w okropnych bólach. Nad nim pojawiła się wielka chmura dymu i błyszcząca poświata.

– Teraz! – krzyknął Terencio i Amida wskoczyła do kręgu. Błysnęło światło i wszystko wokół umilkło. Terencio opadł na ziemię. Kiedy kłęby dymu opadły, oczom Amidy i Terencio ukazał się starszy, zgarbiony człowiek. Terencio wbiegł szybko do kręgu, gdzie Amida stała jak wryta.

– Mamy oto przyczynę naszych krwawych wspomnień – powiedział do Amidy i chwycił za ubrania człowieka. – Kim ty właściwie jesteś? – zapytał szorstko.

– Nie twój interes! – krzyczał staruszek.

– Co z nim zrobimy? – zapytała Amida.

– Zabieramy go do Elengrod. Może wtedy coś nam powie – rzekł Terencio, po czym wyczarował złotą klatkę i zamknął w niej smoczego nieszczęśnika.

Amida dziwiła się, dlaczego Terencio nie chce wrócić do swojego domu. Tak bardzo naciskał na nią, aby udali się najpierw do Elengrod, że Amidzie wydało się to nieco podejrzane. Ta myśl nie dawała jej spokoju. Kiedy rozbili obóz niedaleko jej rodzinnej wioski, postanowiła porozmawiać ze swym kompanem.

– Terencio, powiedz mi. Dlaczego nie chcesz odwiedzić swej matki ? Dlaczego tak bardzo zależy ci na pójściu ze mną do Elengrod? – zapytała Amida, przerywając panującą między nimi ciszę. Mijały minuty, a Terencio milczał jak zaklęty.

– Halo. Ziemia do Terencio. Zadałam ci pytanie – powiedziała nieco głośniej niż poprzednio zniecierpliwiona Amida.

– Mam tam coś do załatwienia – rzucił sucho Terencio. Tego wieczoru nie rozmawiali już o niczym. Terencio dręczyły myśli o tym, co zrobi gdy dotrze do Elengrod. Nie mógł powiedzieć o swych prawdziwych planach Amidzie. Dla niego zapowiadała się bezsenna, długa noc.

Po kilku dniach dotarli do wioski. Przywitano ich wielkimi fanfarami i krzykami radości. Jednak powodu do świętowania jeszcze nie było. Staruszek, który skrywał się w ciele smoka, nie został unieszkodliwiony. Teraz czekała ich ostatnia faza walki ze smokiem. Musieli dowiedzieć się, kim jest ten człowiek. Po sytym posiłku i kilku godzinach snu Amida i Terencio spotkali się na placu przy kościele.

– Powinnam ci to oddać, przeżyłeś – powiedziała Amida i włożyła do rąk Terencio złotą obrączkę.

– Amido, ja … – zaczął niepewnie Terencio, lecz rozmowę przerwał im tłum, który wnosił ogromną złotą klatkę ze starym człowiekiem przed ich oblicze.

– Panie i panowie! Nadszedł czas rozwiązania naszych problemów z nocnymi koszmarami oraz z tym oto smokiem – krzyknął Terencio do ludu.

– Na stos z nim! – słychać było krzyki ludzi mieszkających w wiosce.

– Kim jesteś? Gadaj! – zwróciła się Amida do smoka, a Terencio, szepcząc cicho zaklęcia, rzucił czar na staruszka, aby ten mówił tylko prawdę.

– Nazywam się Aragonem. Jestem magiem, mam tysiące lat. Smokiem stałem się nie przez przypadek. Chciałem objąć panowanie nad światem jeszcze zanim wy, nędzni wojaczkowie, zaczęliście być planowani u Boga – krzyczał, szarpiąc kratami.

– A więc już znamy przyczynę – powiedział uśmiechnięty Terencio.

– Co wyście mi zrobili?! Mnie?!  Wielkiemu Aragonemowi?! – krzyczał nerwowo staruszek uwięziony w klatce.

– Byłeś wielki, teraz już cię nie ma – rzekł Terencio, szepcząc kolejne zaklęcia. Smok miotał się nerwowo i krzyczał niezrozumiałe prastare wyzwiska. Po chwili zaczął puchnąć i puchnąć aż w końcu rozsadziło go od środka jego własne zło. Jego szczątki uniosły się nad ziemię i razem ze złotą klatką rozpłynęły się w powietrzu.

Terencio zmęczony, lecz zadowolony, otworzył oczy. Amida stała tuż obok niego. Nareszcie  byli wolni od koszmarów i obaw, które dręczyły lud od wieków.

– Ludu Elengrod! – krzyknął. – Ta oto młoda kobieta, Amida, uratowała mnie od samotności. Przez ostatnie 6 lat byłem sam ,szykując się do walki z tym potworem. Bez niej bym go nie pokonał – Amida zawstydziła się.

– To ty mnie uratowałeś – powiedziała nieśmiało.

– Mylisz się. Ludu Elengrod! Czy udzielicie mi błogosławieństwa, jeśli poproszę tę oto Amidę o to, aby została moją żoną? – zapytał i ukląkł na jedno kolano przed Amidą. Jej oczy zalały się łzami. Terencio wyjął z kieszonki swych spodni mały złoty krążek. Amida od razu go rozpoznała.

– Ja nie mogę … – zaczęła, lecz tłum zagłuszył zupełnie jej słowa. – Terencio…

– Amido, czy zostaniesz moją żoną? – zapytał Terencio, patrząc w jej zapłakane oczy. Tłum zamilkł.

– Ja … Tak – odpowiedziała Amida, a Terencio wsunął jej na palec obrączkę.

– Wybawiłaś mnie od złego. Właśnie dlatego musiałem przyjść z tobą do Elengrod – powiedział i pocałował ją. Lud Elengrod bił brawo.

Mijały lata, a lud Elengrod żył już spokojnie. Noce mieszkańców były wolne od koszmarów, a dni od codziennych obaw o to, co będzie jutro. Amida i Terencio pobrali się i żyli w wiosce, z której pochodził waleczny Terencio. Tych dwoje uratowało setki istnień i raz na zawsze pomściło pamięć poległych podczas smoczej rzezi.

Koniec

Komentarze

Bardzo wciągające.

Bardzo wciągające.

Pani Anno… Czytałam z natchnieniem i nie dowierzaniem Pani opowiadanie … z natchnieniem ponieważ podczas mojego kilkukrotnego czytania ( po pierwsze , żeby zrozumieć a po drugie , trzecie , czwarte żeby wczuć się w postać .. po piątym razie czułam już podniecenie a czytałam osiem razy więc może Pani się tylko domyśleć czym się to skończyło.)

Na Pani opowiadanie natrafiłam przypadkiem , z poczekalni ponieważ uwielbiam fantastyke , mimo iż sama popełniam bardzo dużo błędów to zauroczyło mnie to że przyjemnie się to czytało , nie było ewidentnych błędów ortograficznych oraz interpunkcyjnych .. i na tym skupiałam się przy pierwszym czytaniu .. przy trzech następnych dokładnie starałam się rozumieć fabułę która bardzo wciągała , nie chciałam ominąć najmniejszego wątku dlatego może tyle razy czytałam ( kobiety tak mają że lubią dużo czasu spędzać zarówno na czytaniu jak i na parkowaniu samochodem)

Gdy już przeczytałam 4 razy starałam się wczuć w role jednej z bohaterek która chciała pomscic swoje miasto , może dlatego że trochę mnie przypominała wczułam się w jej postać dogłębnie ..Tak bardzo podnieciło mnie to że w tym opowiadaniu jak i w życiu jestem taka silna , odważna że momentalnie miałam mokro… Gdy jeszcze kilka razy to przeczytałam to naprawdę miałam pierwszy raz orgazm .. nigdy z żadnym facetem go nie miałam , nawet sama … a po tym opowiadaniu ? Naprawdę nie wiem jak Pani za to dziękować .. Od dziś będę wchodziła na Pani profil codziennie i szukała nowych opowiadań …

 

 

 

 

P.S Marzę o spotkaniu .. Anetka

Opowieść naiwna, pełna błędów, nie tylko technicznych. Żeby nie być gołosłowną – kilka przykładów (UWAGA SPOJLER):

Spłonęło wszystko: domy, stajnie, gospody i pracownie biednych rzemieślników. Zginęły setki ludzi. Powód był jeden – Danak. Ten młody i waleczny kowal chciał posiąść władzę nad ogniem. Jedynym sposobem na to było ujarzmienie smoka, który drzemał od setek lat w jaskiniach Zatamanai.

Nie wiem od czego zacząć, niech będzie Danak. W jaki sposób chciał posiąść władzę nad ogniem? Wykorzystałaś mniej niż połowę z limitu znaków, miałaś więc możliwość rozwinąć i wyjaśnić tę myśl. Bo w pewien sposób kowal ma władzę nad ogniem, więc nie rozumiem jego pobudek. Do tego – jak chciał to osiągnąć, to znaczy, jak miał zamiar ujarzmić smoka?

Dalej, smok od setek lat drzemie w jaskini przed przybyciem Danaka i potem (tak zrozumiałam) kolejne 600 lat. A na końcu mag wyznaje, że przemienił się w smoka, by zapanować nad światem. Co to za panowanie, skoro wieki spędził w jaskini, a jedyną aktywnością w tym czasie było zniszczenie jednej wioski?

 

W sześćsetną rocznicę smoczego pogromu narodziła się Amida.

600 lat to straaasznie długo. Po tym czasie raczej ludzie by zapomnieli i raczej wątpię, czy znalazłby się śmiałek – zwłaszcza dziewczyna, chcąca pomścić – tylko kogo?

W betonowym kręgu pośród wysokich skał stał mężczyzna w średnim wieku.

Opisujesz całość, jakby ze świata średniowiecznego – beton to albo starożytność, albo mniej-więcej współczesność.

Piszesz o mężczyźnie w średnim wieku, a chwilę później, że był młody – należałoby się zdecydować w końcu, w jakim był wieku

Amida, nie mówiąc nic, schowała ją do pochwy miecza

Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek chował obrączkę/pierścień (czy cokolwiek innego) do pochwy miecza. Pochwa jest dopasowana do miecza i nic więcej tam się nie zmieści, to raz. Dwa, nawet gdyby się zmieściło, to nie jest to dobry schowek na biżuterię.

Wchodząc do jaskini, zobaczyli tylko ciemność. Odór spalenizny zatykał nozdrza i utrudniał orientację w terenie, szczypiąc w oczy

Jak można zobaczyć ciemność?

Jak odór może szczypać w oczy i utrudniać orientację w terenie?

 

Piszesz o prastarej jaskini i ciemności, ale potem nagle bohaterowie wchodzą do wielkiej, bogato zdobionej (materiały!) auli i widzą każdy praktycznie detal. Jak, skąd, dlaczego?

 

I tak dalej. Nie wspominam już o licznych literówkach, zbędnych enterach i dziwnych wyrażeniach.

 

Ogólnie – pomysł jakiś w tym był, ale zrealizowany słabo. Postaci w ogóle mnie do siebie nie przekonały.

Myślę, że gdybyś jeszcze popracowała, to można by było wyciągnąć z tego pomysłu znacznie więcej. Teraz już, oczywiście, trochę za późno. Dam Ci jednak radę na przyszłość – przed jakąkolwiek publikacją spędź więcej czasu nad tekstem. Zastanów się nad realnością pewnych działań (jak chowanie pierścienia w pochwie miecza), przypilnuj spójności.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Klasyczna historia – zemsta, walka i miłość, zwycięzca bierze wszystko.

Jeśli chodzi o język – czasami interpunkcja szwankuje, masz zbędne entery, wydaje mi się, że nadużywasz zaimków, powtórzenia, liczby zwykle piszemy słownie.

Babska logika rządzi!

Chciałbym nominować Anetkę do najlepszego komentarza miesiąca :D

Jako je­dy­ny przez te setki lat od­wa­żył się na tę po­dróż – po­wie­dziaw­szy to, Te­ren­cio chwy­cił dłoń Amidy i scho­wał w niej ma­leń­ką złotą ob­rącz­kę. Amida, nie mó­wiąc nic, scho­wa­ła ją do po­chwy mie­cza i ru­szy­ła w dół po stro­mych ska­łach.

Powtórzenia – Amidy i schował. Masz ich w całym tekście sporo. A tę pochwę, zamieniłbym na sakwę.

 

Rzu­cił się na wroga i swymi ła­pa­mi pchnął go do kręgu. 

Staraj się unikać niepotrzebnych zaimków. “Swymi” spokojnie można wykreślić.

 

 Po chwi­li za­czął puch­nąć i puch­nąć aż w końcu roz­sa­dzi­ło go od środ­ka jego wła­sne zło. 

Nie pasuje mi to i ten ślub do reszty opowiadania. Zbyt to bajkowe.

 

Tekst nie wzbudził we mnie takich emocji jak u… Anetki… ;)

Jest sporo nielogicznych rozwiązań, które psuły mi lekturę. Poza tym musisz jeszcze podszkolić warsztat. Dużo czytaj i jeszcze więcej pisz.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Ot, historyjka jakich wiele i to w nie najlepszym wydaniu; misja, której celem jest zabicie smoka, walka, zwycięstwo i gloria. Momentami opowieść zdecydowanie przesłodzona, a końcówka bez zaskoczenia. Jedyne co uznałbym za plus, to pomysł z człowiekiem, który przemienia się w smoka.

Ogólne wrażenie raczej mizerne.

Dziękuję wszystkim za konstruktywną krytykę. Na codzień bardziej sprawdzam się w poezji, dlatego też opowiadania mogą być słabsze:) Ale coż, po to się pisze aby być coraz lepszym i lepszym :)

 

PS: Anetka uwielbiam Cię ! :)

Bardzo naiwnie napisane opowiadanie. Sześćset lat? To tak jakbym chciała pomścić jakiegoś mojego przodka, który padł w bitwie pod Grunwaldem. Raczej by mi się nie chciało. Bohaterka idzie do walki ze smokiem kompletnie nieprzygotowana. Piszesz, że Amidę i Terencia połączyła więź – ale wynika to tylko z tego, że podałaś tę wiadomość na tacy. Więź połączyła ich błyskawicznie i do końca nie wiadomo dlaczego. Zapisujesz skutki, nie pokazując czytelnikowi prowadzących do nich przyczyn.

Sama historia – no cóż, z motywu zemsty zawsze można wycisnąć coś ciekawego. Tylko trzeba zdecydowanie poprawić warsztat. Powodzenia! :)

Ja poprę nominację Bravincjusza. Bardzo zabawny, pełen fałszu komentarz. I ta wieśniacka szóstka od kolejnego użytkownika-widmo… Cóż, niskie poczucie własnej wartości, wymagające sztucznej klaki to faktycznie epidemia…

 

Amida trzymała długą lśniąca klingę w złotej rękojeści z wyrytym napisem: „Umiłowani w jedności” . Wyglądała w nim bardzo dostojnie. Była zabójczo niebezpieczna. Jej czarne jak węgle oczy żarzyły się nienawiścią do potwora, który skrywał się w czeluściach jaskini.

O mamo, klinga w napisie wyglądała dostojnie? I miała oczy jak węgle? :-):-)

 

Bardzo naiwne i niedopracowane w szczegółach. Betonowe kręgi w średniowiecznym sztafazu? Schody i balkony w jaskini? I żyrandol tuż nad smokiem? ;-) Człowiek w smoku to dobry pomysł, ale skopany wykonaniem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka