- Opowiadanie: matelka - Grota

Grota

To moje pierwsze opowiadanie na tej stronie i mam nadzieję, że choć trochę się wam spodoba. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Grota

Ból. To właśnie czuła, widząc jak potwór zabija jej matkę. To był kolejny silny cios dla małej dziewczynki. Straciła już brata, który został zamieniony w kamienny posąg. Po jej policzku spłynęła łza.

– Nie płacz – powiedział jej ojciec, ujmując twarz córki w dłonie. – Musisz być dzielna – dodał, zdjął z głowy koronę i wyjął największy kamień, który ją zdobił. Schował go do kieszeni szaty, a diadem wręczył dziewczynce. – Ukryj go – poprosił. – Tylko ty znasz te tunele tak dobrze, jak ja. Musisz uciekać.

– A ty? – zapytała, zaciskając usta w linijkę.

–Ja muszę walczyć. Znajdę cię – obiecał, choć wiedział, że tej przysięgi nie jest w stanie spełnić. Pocałował córkę w czoło i pobiegł w kierunku, z którego dochodził przeraźliwy ryk. Skoczył i zmienił się w ogromnego, srebrzystego gada. Dziewczynki nie zdziwiła ta przemiana. Już nie raz widziała, jak jej tata przeistacza się w smoka.

–Uciekaj – usłyszała błagalny głos w swojej głowie, ale wciąż stała w osłupieniu, niezdolna do żadnego ruchu. Z naprzeciwka wyszedł pięciometrowy olbrzym. Rzucił się na jej ojca i zaczął go okładać ogromnymi łapami. Smok kłapał zębiskami, próbując ugryźć napastnika. Walka była zaciekła, ale silny cios powalił gada na ziemię i zamienił z powrotem w człowieka. Król ostatkiem sił wezwał córkę do ucieczki, a potem zastygł bez ruchu. Dopiero wtedy dziewczynka zaczęła biec.

 

***

 

Była już zmęczona, ale wiedziała, że musi iść dalej. Stwór był coraz bliżej. Czuła to. Po chwili usłyszała przeraźliwy śmiech, który rozniósł się echem po korytarzach. Przyspieszyła. Nagle tunel się skończył. Chciała zawrócić, ale potwór zagrodził jej przejście. Zaczęła się cofać. Była bezbronna w starciu z olbrzymem, który przed chwilą zabił dorosłego smoka.

– Oddaj koronę, to może daruję ci życie – powiedział.

– Nawet ja nie jestem tak naiwna, żeby ci wierzyć – odparła.

Potwór roześmiał się.

– Mała mądrala. No więc dobrze, obiecuję, że jeśli zrobisz to, co każę, to twoja śmierć będzie bezbolesna.

Spojrzała na diadem. Złoto lśniło hipnotyzującym blaskiem. Dziewczynka zagryzła wargę. Nie wiedziała co robić, a olbrzym zbliżał się coraz bardziej, uniemożliwiając jej ucieczkę. Musiała się poddać. Wyciągnęła rękę przed siebie, ale zamiast podać stworowi to, czego żądał, uderzyła najmocniej, jak potrafiła, w ścianę tunelu. Przez chwilę nic się nie działo, ale potem zatrzęsła się ziemia, a z sufitu posypały się ogromne głazy i zasypały korytarz.

 

***

 

Powinna nie żyć, zasypana kamieniami, a jednak miała się całkiem dobrze. Obudziła się w obcym miejscu, na zimnej, marmurowej posadzce. W dłoni nadal trzymała koronę ojca. Nie wiedziała, co się stało. Wstała i rozejrzała się. Nie było ani śladu wroga. Wiedziała, że olbrzym może się pokazać w każdej chwili, ale mimo to poczuła ulgę. Rozluźniła się i obejrzała dokładnie komnatę, w której się znajdowała. Sala była pusta i jedyną ozdobę stanowiły kolorowe malowidła, przedstawiające stworzenia, jakie znała z domu. W każdym z nich wydrążony był okrągły otwór. Dziewczynka podeszła bliżej. Włożyła głowę do dziury i, zanim zdążyła się zorientować, wpadła do środka.

 

***

 

Od tamtej pory była już w wielu miejscach, ale do swojego świata wróciła tylko raz. Nie chciała, by wspomnienia wróciły. Zabrała tylko posągi, w które zamieniono jej ojca oraz brata. Przeniosła je do marmurowej sali i umieściła w pustych niszach. Dotrzymała przysięgi i dobrze ukryła ostatni dar ojca w im tylko znanych górskich tunelach. Nie znalazła nigdzie rubinu ani ogromnego cielska potwora. Dla niej znaczyło to tylko tyle, że wróg wciąż żyje i może ją zaatakować w każdej chwili. Musiała się przygotować.

 

***

 

Franek obserwował, jak woźny goni z mopem pierwszaków, którzy przeszli po świeżo umytej podłodze. Zmarszczył brwi. Dozorca od dawna powinien być na emeryturze, dlatego jego cotygodniowe napady szału nikogo już nie dziwiły. Chłopiec zabrał plecak i poszedł na boisko. Usiadł na ławce w pobliżu drzewa, które teraz było już prawie całkowicie pozbawione liści. Po chwili dołączył do niego Antoni Bruner – najpopularniejszy chłopak w szkole.

– Ty jesteś ten nowy? – zapytał, a gdy Franek kiwnął głową, dodał: – Znam tu prawie wszystkich, ale takiego kujona widzę pierwszy raz w życiu – roześmiał się i zabrał książkę koledze.

– Hej! – wrzasnął chłopak. – Oddawaj to!

– Bo co mi zrobisz? Zanudzisz mnie na śmierć? – zadrwił, ale gdy zobaczył, że Franek jest bliski płaczu, oddał mu podręcznik. – No okey, okey. Proszę. Ale zobacz, ja mam tu coś lepszego – powiedział i wyciągnął z kieszeni bluzy błyszczący kamień. Skała nie była duża, ale ładna. Kształtem przypominała jajko, ale miała krwiście czerwony kolor i idealnie gładką, półprzezroczystą powierzchnie. Nastolatek zaczął się chwalić zdobyczą.

– Skąd to masz? – zapytał Franek.

– Ukradłem wuefiście – odparł, a duma aż go rozpierała. – Ten stary cap nigdy się nie kapnie.

– Nie byłbym tego taki pewny – powiedział i wskazał na muskularnego mężczyznę w dresie z bejsbolówką na głowie i gwizdkiem na szyi, zmierzającego w ich kierunku. – Właśnie tu idzie.

Antek nerwowo przełknął ślinę.

– Bruner, co ty znowu kombinujesz? – spytał nauczyciel.

– Kto? Ja?

– Och błagam! Nie udawaj jeszcze większego kretyna, niż jesteś naprawdę.

Chłopak miał twarz cherubinka, złote loki i niebieskie oczy, ale łobuzerski uśmiech, który był nieodłącznym elementem jego wizerunku, ostrzegał przed zostawieniem go samego z cennymi przedmiotami, o czym przekonało się już wielu nauczycieli.

– Co tam masz? – zapytał wuefista.

– Nic – odparł niewinnie chłopiec.

– Mam uwierzyć, że Antoni Bruner nagle stał się grzeczny? Nie kłam!

– Ja nie kłamię – zaczął się tłumaczyć.

– Nie? Ty zawsze kłamiesz – stwierdził i zaczął go szarpać.

– Niech go pan zostawi! – krzyknął piskliwie Franek.

– Bo co? – nauczyciel zwrócił się w jego stronę. – Co mi zrobisz?

– Powiem wszystko dyrektorowi!

Franek dobrze się uczył i znał odpowiedź na prawie każde pytanie, dlatego, mimo że chodził do tej szkoły dopiero kilka tygodni, to wszyscy nauczyciele go uwielbiali. Wszyscy, oprócz wuefisty, zresztą z wzajemnością. Mężczyzna roześmiał się. Podszedł do chłopca i pociągnął go za sweter.

– Poproś ładnie kolegę, żeby pokazał, co trzyma w dłoni, albo będzie bolało.

– Antek – pisnął chłopak. – Daj mu ten głupi kamień.

– Nigdy! – oburzył się Bruner, ale kiedy nauczyciel szarpnął mocniej jego kolegą, odpuścił. – No okey, okey – powiedział i otworzył dłoń. Gdy wuefista zobaczył kryształ, to diabeł w niego wstąpił. I to dosłownie. Mężczyzna zawsze był potężnie zbudowany, ale teraz stał się jeszcze większy. Czapeczka spadła z jego głowy, odsłaniając guzowate rogi, ukryte w burzy kręconych czerwonych włosów. Jego oczy zalśniły czarnym blaskiem. Rzucił chłopcem o ziemię i podszedł do Antka. Przycisnął go kolanem do murawy. Chłopak czuł się, jakby spadł na niego półtonowy meteoryt.

– Au! – jęknął, ale mężczyzna nie zwracał na niego uwagi.

– Ssskąd to masz?! – wysyczał, wyrywając mu kryształ z dłoni.

– Ja… ja… znalazłem – wyjąkał.

– Nie kłam, szczeniaku! Ukradłeś to!

Franek wstał i podniósł spory kamień, który leżał obok niego. Zakradł się do nauczyciela i uderzył go w głowę. Mężczyzna upadł na Antka, całkowicie go unieruchamiając. Chłopiec odrzucił skałę na bok i pomógł się uwolnić koledze. Nauczyciel odzyskał przytomność, potarł głowę w miejscu, gdzie został uderzony i rozejrzał się zdezorientowany.

– Wiej – krzyknął Franek, ciągnąc kolegę za ramię. Zaczęli uciekać. Kiedy chłopiec się odwrócił, zobaczył, że goni ich rogaty olbrzym. Strzępy ubrań, które nie powiększyły się wraz z nim, odsłaniały ciało pokryte szkarłatnymi łuskami. Miał około pięciu metrów wzrostu, długą, czerwoną brodę i wydatny brzuch. Wydał z siebie ryk głośniejszy od startującego odrzutowca. Chłopcy przyspieszyli, ale chwilę później potwór ich doganiał. Już miał po nich sięgnąć, kiedy Franek zobaczył jamę w ziemi i pociągnął tam kolegę. Dziura okazała się głębsza niż myślał. Spadali z dużą prędkością po błotnistej zjeżdżalni. Po chwili jazdy wylądowali w wodzie. Antek zaczął się topić. Machał rękoma próbując się uratować. Całe życie przeleciało mu przed oczami.

– Ej? – zapytał Franek, unosząc brew. – Co ty robisz?

Woda sięgała im zaledwie do kostek. Antek podniósł się.

– Tylko żartowałem – stwierdził i otarł twarz z błota. W jaskini panowała ciemność. Jedynym źródłem światła były promienie słońca, wpadające przez otwór w sklepieniu groty. Franek spróbował wspiąć się do wyjścia, ale bezskutecznie.

– Co robimy? – zapytał.

– Mnie się nie pytaj – odparł Antek. – To ty mnie tu wciągnąłeś.

– A co, wolałeś zginąć? – oburzył się Franek i wyciągnął komórkę. – Nie ma zasięgu – oznajmił.

– No a co ty myślałeś? Jesteśmy pod ziemią.

– Mogłem cię tam zostawić. Przynajmniej nikt by nie marudził – stwierdził. Włączył latarkę w telefonie i poszedł przed siebie, brodząc w wodzie.

– Gdzie idziesz? – zapytał Antek, ale odpowiedziało mu tylko echo. Poszedł za kolegą, nic więcej nie mówiąc. Było duszno i już po chwili chłopcy lepili się od potu. Grota zdawała się nie mieć końca.

– Może to tunel i uda się wyjść z drugiej strony – powiedział z nadzieją Antek. – Albo przynajmniej znajdziesz zasięg?

– A co ci da zasięg? Kto tu po ciebie przyjdzie? – odwarknął.

– Och przestań się kłócić! Jakoś stąd wyjdziemy.

– Kiedyś na pewno. Zróbmy przerwę.

Byli głodni, ale Franek zgubił swój plecak, gdy biegli, a Antek znalazł w swoim tylko kanapkę i kostkę masła.

– Masło? Serio? – zapytał kolega.

– No co? Może się kiedyś przyda – nie miał siły się kłócić. Przełamał kanapkę na pół i podzielił się nią z Frankiem. Zjedli i ruszyli dalej. Zrobiło się chłodniej i mniej duszno. Chłopcy nadal niewiele widzieli, ale odczuli zmianę. Droga stała się bardziej stroma. Po chwili na ścianach zapłonęły pochodnie.

– Co jest? – zapytał zdziwiony Antek i zaczął się rozglądać. Znaleźli się w ogromnej, półokrągłej sali. Ściany pokrywały różnobarwne freski. Przedstawiały skrzydlate konie, krasnale i różne inne stwory, które chłopiec znał tylko z legend. Naprzeciwko były trzy wnęki, w których znajdowały się rzeźby. W środkowej niszy, na kamiennym tronie siedział mężczyzna. Miał pomarszczoną twarz, długie siwe włosy i brodę, a na głowie koronę. Był ubrany w czarną tunikę wyszywaną złotymi nićmi i szkarłatny płaszcz. Dłonie króla pokrywały srebrne łuski, a zamiast paznokci miał szpony. Ręce były wykrzywione, jakby starzec bronił się przed niewidzialnym zagrożeniem. W jego oczach, przypominających kolorem burzową chmurę, malował się strach. We wnęce obok stał mężczyzna w błyszczącej zbroi. Miał długie jasne włosy, delikatne rysy i błękitne oczy. Mógłby uchodzić za zniewieściałego, gdyby nie włócznia, którą trzymał w dłoni. W niszy po drugiej stronie stał posąg najpiękniejszej dziewczyny, jaką Antek kiedykolwiek widział. Miała na sobie długą suknię, spod której wystawały jedynie srebrne pantofelki. Szatę wykonano z jednolitego, ciemnozielonego materiału. Talia dziewczyny opasywał gruby, skórzany rzemień, do którego przytroczono srebrny sztylet, a z jej ramienia zwisał łuk oraz kołczan pełen strzał. W długie, ciemne włosy miała wpięty srebrny diadem. Zielonozłote oczy i zaróżowione policzki sprawiały, że wyglądała jak żywa nastolatka.

– Ale piękna! – jęknął i dotknął twarzy dziewczyny. Nagle znalazł się na marmurowej posadzce. Kiedy otworzył oczy, ujrzał wycelowaną w swoim kierunku strzałę.

– Antek! – krzyknął Franek i pobiegł w stronę kolegi.

– Nie ruszaj się – warknęła dziewczyna i wystrzeliła w biegnącego chłopaka. Strzała ominęła jego głowę o milimetry i wbiła się w ścianę za nim. Momentalnie stanął bez ruchu.

– Czego tu szukacie? – zapytała wojowniczka, posyłając im nienawistne spojrzenie. – Gadać! – dodała, gdy nie zareagowali, i przycisnęła Antka kolanem do posadzki. – No mów! – powiedziała i spojrzała na niego tak, że gdyby wzrok mógł zabijać, to chłopak już dawno by nie żył.

– Zostaw go! – wstawił się za kolegą Franek, ale, gdy kolejna strzała przeleciała ze świstem koło jego ucha, odpuścił. – My… my… – wyjąkał. – Zabłądziliśmy.

Dziewczyna wybuchła śmiechem.

– Ja miałabym w to uwierzyć? Nie bądźcie śmieszni! Jeśli za chwilę nie znikniecie mi z oczu, to obu zabije!

– Algh ghh… mgh… – próbował coś powiedzieć Antek.

– Mów głośniej, psie! – warknęła wojowniczka.

– To z niego zejdź! – wrzasnął Franek i podbiegł do kolegi.

– Kazałam ci się nie ruszać!

– Udusisz go, a wtedy na pewno stąd nie wyjdziemy.

Dziewczyna spojrzała na niego z wściekłością, ale zrobiła to, o co prosił. Chłopak pomógł koledze się podnieść. Kiedy wstawał, z jego ramion zsunął się plecak, który dostał od Antka. Torba podpełzła do dziewczyny.

– Wow! – jęknął, ale zanim zdążył sięgnąć po torbę, podniosła ją wojowniczka.

– Ej! To nie twoje! – oburzył się chłopak, ale nastolatka zdawała się go nie słyszeć, szperając dalej i rozrzucając zawartość po całej sali. Kiedy znalazła czerwony kryształ, wpadła w szał. Popchnęła Franka na ścianę i przyłożyła mu grot do szyi.

– Skąd to masz?! – krzyknęła, a gdy chłopiec zaczął się szarpać, przycisnęła strzałę mocniej. Z rany zaczęła sączyć się krew. Antek chciał pomóc i pociągnął dziewczynę za ramię, ale potężny cios powalił go na ziemię tak, że padł nieprzytomny.

– Daję ci ostatnią szansę… skąd masz ten rubin?

– Rubin? Przecież to zwykły, bezwartościowy kamień. Zresztą nie mój tylko Antka – wskazał na nieprzytomnego kolegę.

– Skąd go ma?

– Chwalił się, że zabrał go wuefiście – odparł Antek.

– Jak on wyglądał? – zapytała i odsunęła się.

– Przed czy po przemianie?

– Po.

– Pięciometrowy koleś z łuskami i rogami – mówił i patrzył, jak dziewczyna blednie. – Miał czarne oczy… co ci jest? – spytał, kiedy dziewczyna bezwładnie osunęła się na podłogę. Ukryła twarz w dłoniach.

– Tylko nie on – zaszlochała.

Franek usiadł obok niej i próbował ją pocieszyć. Antek zaczął się budzić i popatrzył na nich nieprzytomnym wzrokiem.

– Co jej jest? – zapytał, pocierając czoło. – Czemu ona płacze?

– Wy nic nie rozumiecie! – krzyknęła dziewczyna, odpychając od siebie chłopaka. – Macie szczęście, że żyjecie! Arynger mógł was zabić!

– Kto? – zapytali chłopcy równocześnie.

– Król olbrzymów. Ściga mnie. Zabił moją matkę, a brata i ojca zamienił w kamień. Ja ukryłam się tutaj. Bałam się… po prostu się bałam. – Znowu zaczęła szlochać.

– Przepraszam, że mówię to w takiej chwili, ale olbrzym, magiczny kamień… dlaczego miałbym w to uwierzyć? – zapytał speszony Franek. – Tą przemianę wuefisty na pewno da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć.

Dziewczyna posłała mu pogardliwe spojrzenie. Podeszła do ściany i uderzyła w nią z taką mocą, że cała grota się zatrzęsła. Z sufitu spadł gruz. Chłopcy upadli na posadzkę. Nie mogli się ruszyć, ponieważ ich kończyny krępował gruby sznur. Drugi koniec trzymała dziewczyna.

– Jak…? – zapytał oniemiały ze zdziwienia Franek. Wojowniczka roześmiała się.

– I co, nadal mi nie wierzysz?

– Chyba mnie przekonałaś – powiedział z uśmiechem. – A mogłabyś… no wiesz, rozwiązać nas?

Dziewczyna pociągnęła za sznur i chłopcy zaczęli się kręcić. Po chwili byli już wolni. Kiedy nastolatka zobaczyła ich zdezorientowany wyraz twarzy, znowu wybuchła śmiechem, a potem pomogła im wstać.

– Właściwie dlaczego ten kryształ jest taki cenny dla olbrzyma?

– Ten kamień w niepowołanych rękach może wyzwolić moc, wystarczającą do zniszczenia całego świata. Właśnie dlatego Aryngerowi tak na nim zależy. Dzięki niemu będzie jeszcze potężniejszy. Ale żeby go użyć, potrzebuje jeszcze między innymi krwi potomka czarodzieja i tym potomkiem musi być któryś z was, bo inaczej nie czaiłby się w waszej szkole.

Chłopcy popatrzyli po sobie zdziwieni.

– To niemożliwe. Moimi rodzicami jest para architektów, a nie żaden czarodziej – oburzył się Antek.

– Ja też odpadam – dodał Franek. – Moja mama jest pediatrą, a tata inżynierem.

– To można łatwo sprawdzić. Kryształ przyciąga wszystko, co może go wzmocnić. Krew czarodzieja także – powiedziała dziewczyna.

– Ten rubin jest jakiś dziwny – stwierdził Franek, obracając w dłoni jajowaty kamień. – Czy on nie powinien być oszlifowany tak, by jak najbardziej odbijać światło?

– To jeden z kryształów koronnych. Pasuje tam, gdzie jego miejsce.

– Nasz wuefista ma koronę? – zapytał Antek, krztusząc się ze śmiechu.

– Co? Nie! Oczywiście, że nie. Jej właścicielem był mój ojciec.

– Ale w jego koronie są wszystkie kryształy.

– To tylko replika. Prawdziwa jest ukryta w górach.

– Yyy… nie chcę cię martwić, ale w okolicy nie ma żadnych gór.

– Może w waszym świecie…

Chłopiec popatrzył na nią jak na nienormalną.

– A są jakieś inne?

– Ta komnata, a właściwie tunele, które od niej odchodzą, mogą was przenieść wszędzie.

– Ale tu nie ma żadnych tuneli – stwierdził Antek. – Jedyna droga to ta, którą my tu przyszliśmy.

– Jeżeli dobrze przyjrzeliście się freskom, to powinniście zauważyć, że w każdym z nich ukryty jest portal.

– Wow! – jęknął Antek. – Możesz mnie przenieść do świata, w którym nie ma zadań domowych i brukselki? – wzdrygnął się.

Franek szturchnął go w ramie.

– Daj spokój! – powiedział, po czym zwrócił się do dziewczyny. – Znasz te tunele na tyle by wiedzieć, który gdzie prowadzi?

– Jasne! – oburzyła się. – Spędziłam tu kilkadziesiąt lat.

– Co?! Eee… to ile ty masz lat?

Wojowniczka roześmiała się.

– Za miesiąc będą moje sto dwudzieste siódme urodziny.

Antka zatkało.

– To co ty tu robiłaś tyle lat… bez Internetu?

– Zwiedzałam i… ukrywałam się.

– Przed tym olbrzymem tak? – Dziewczyna kiwnęła głową. – Ale po co? Skoro miał już rubin, to do czego mu byłaś potrzebna? Czekaj… czy ty jesteś potomkinią…

– Nie – przerwała mu. – To któryś z was. Zaraz sprawdzimy, który – wyciągnęła sztylet zza pasa. Franek zaczął się od niej odsuwać i protestować, machając rękami.

– Cz-czekaj! – wyjąkał. – C-co…co chcesz zrobić?

– Och, daj spokój – westchnęła zniecierpliwiona wojowniczka.– Potrzebuję tylko trochę twojej krwi.

– Aha?! Nie ma głupich! Już dosyć jej przez ciebie straciłem – wskazał ranę na szyi.

– Masz rację – przyznała i zanim Antek zdążył się zorientować, ukłuła go w palec.

– Au! – jęknął chłopak. Popatrzył z przerażeniem na swoją dłoń, na której teraz widniała mała ranka, podobna do tej, jaka zostaje po zastrzyku. Zrobił się blady i zaczął ciężko oddychać, a potem zemdlał.

– Co mu jest? – zapytała wojowniczka, trącając chłopaka nogą.

– Zawsze tak ma na widok własnej krwi. Chyba – odparł Franek, a gdy dziewczyna uniosła brew, dodał: – Chodzę z nim do szkoły od niedawna, więc nie znam go zbyt dobrze. Ciebie zresztą też nie. Jak masz na imię?

– Namia.

– Namia? – powtórzył zdziwiony. – Mhmm… oryginalne imię. Zobacz, Antek się budzi – powiedział. Uklęknął obok kolegi, który wciąż nie wyglądał najlepiej. To było już jego drugie spotkanie z ziemią jednego dnia.

– Znowu! – mruknął i zaczął pocierać obolałą głowę. – Nigdy więcej tego nie rób! – warknął.

– Oj, przepraszam – zadrwiła dziewczyna. – Nie wiedziałam, że jesteś taki delikatny – przyłożyła sztylet do rubinu i krew natychmiast zaczęła pełznąć w jego kierunku. Kropla była prawie niewidoczna na tle czerwonego kryształu. Antek zakrył uszy dłonią.

– Hej! – westchnął zawiedziony. – Dlaczego nic się nie stało? Nie powinno być BUM czy coś?

– Potrzebna jest jeszcze korona mojego ojca. Tylko ja wiem, gdzie ona jest. Dlatego Arynger mnie ściga. Ale przynajmniej wiemy, że potomkiem czarodzieja jest Antek.

– Super! – stwierdził. – Mam Harry’ego Pottera w rodzinie – wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Cudownie – mruknął zazdrosny Franek. – No to co teraz robimy? – zapytał. – Może powinniśmy wykorzystać moc tego kamienia dla dobrych celów?

– To zbyt wielka energia i zbyt wielka pokusa. Muszę go ukryć tak, jak zrobiłam to z koroną.

– Jeśli Arynger chce zawładnąć światem, to zabieranie kryształu w to samo miejsce, gdzie jest ukryty kolejny element do tego potrzebny, chyba nie jest najlepszym pomysłem. Masz tyle innych światów do wyboru.

Dziewczyna pokręciła przecząco głową.

– Właśnie o to chodzi! – stwierdziła, ale gdy chłopak spojrzał na nią jak na idiotkę, zaczęła tłumaczyć. – Olbrzym pomyśli, że nikt nie jest na tyle głupi, żeby ukrywać potrzebne do panowania nad światem przedmioty w jednym miejscu, dlatego nawet jeśli uda mu się znaleźć koronę, w co wątpię, nigdy nie pomyśli, że w tym samym świecie ukryłam także rubin. Dlatego właśnie muszę to zrobić. Sama.

– Nie ma mowy! – oburzył się Antek. – Idę z tobą!

– To zbyt niebezpieczne – stwierdziła dziewczyna.

– Skoro ten olbrzym chce nas dopaść, to ja na pewno tu nie zostanę! Też idę – dodał Franek. Wojowniczka była bezradna. Zaczęła dokładnie przyglądać się malowidłom i zatrzymała się przy jednym z nich. Fresk przedstawiał ogromnego gada. Miał cztery łapy zakończone ostrymi pazurami i długi, najeżony kolcami ogon. W jego podłużnej paszczy znajdowały się zęby, przypominające szpilki. Łuski błyszczały jak srebro. Jego potężne, rozłożyste skrzydła połączone były błoną z przednimi łapami. Smok wyglądał bardzo realistycznie, jak na potwora z legend, i, mimo że na malowidle miał zaledwie dwa metry, to budził grozę.

– Wow! – westchnął Antek. – To co teraz robimy?

– Musimy przejść przez portal – odparła dziewczyna.

– Eee… – zawahał się chłopak. – Jaki portal? Ja nic nie widzę.

Namia wskazała na otwór między nogami smoka. Mógł mieć średnicę około pół metra. Antek spróbował go dotknąć, ale jego dłoń nie zatrzymała się na skale i chłopak prawie wpadł do środka.

– Uważaj – powiedziała wojowniczka, odciągając go od dziury. – Nie mogę was zmusić, żebyście zostali, ale nie gwarantuję wam bezpiecznego powrotu.

– Tutaj też nie jesteśmy zbyt bezpieczni – zauważył Franek.

Wojowniczka roześmiała się.

– Wy naprawdę nie wiecie, co nas tam czeka. Nigdy w życiu nie walczyliście.

Podeszła do posągu rycerza i wyjęła z jego rąk włócznię, która natychmiast zmieniła się w miecz ze złotą klingą i skórzaną rękojeścią. Podała go Frankowi.

– Jak ty…? – zaczął, ale urwał. Ostrożnie przyjął broń.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Zbliżyła się do rzeźby króla, zabrała sztylet ukryty pod jego płaszczem i wręczyła go Antkowi.

– Ej! – protestował. – Dlaczego on ma lepszy?

– Mam nadzieję, że żaden z was nie będzie miał okazji użyć tej broni.

– Dlaczego?– zapytał i wyrwał Frankowi miecz. Zaczął nim wywijać, ale dziewczyna podbiła klingę łukiem i rękojeść wypadła mu z dłoni.

– Dlatego – oznajmiła, podniosła broń i oddała ją Frankowi. – Mam nadzieję, że gdy coś wam zagrozi, to poradzicie sobie choć trochę lepiej. To co, idziemy?

– Jasne – powiedział Antek z już mniej pewną miną.

– Trzymajcie się mnie, to może nie zginiecie.

Po tym optymistycznym stwierdzeniu wskoczyła do portalu. Franek zmarszczył brwi, ale po chwili wahania zrobił to samo. Antek wskoczył ostatni. Tunel przypominał zjeżdżalnię na basenie, tyle że wodę zastępowała osuwająca się ziemia. Było całkowicie ciemno. Po kilku minutach jazdy Franek wylądował na czymś twardym. Udało mu się zachować równowagę, ale po chwili wpadł na niego Antek i obaj upadli na ziemię. Namia roześmiała się, ale pomogła im wstać. Chłopcy rozejrzeli się. Znajdowali się w korytarzu, wydrążonym bezpośrednio w ziemi. Nie zawalił się tylko dzięki metalowym wspornikom. Pochodnie na ścianach były jedynym źródłem światła.

– I co teraz robimy? – zapytał Franek.

– Idziemy – powiedziała dziewczyna i ruszyła przed siebie. Chłopcy poszli za nią. Korytarz był kręty. Co chwila wznosił się i opadał. Po kilkunastu minutach marszu zrobiło się gorąco. Wojowniczka zatrzymała się. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.

– Stop! – krzyknęła i odciągnęła swoich towarzyszy w tył. Po chwili tam, gdzie stali, wybuchł strumień gorącej pary.

– Co to było? – zapytał Antek, podnosząc się z ziemi.

– Gejzer. Trzeba uważać. – Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i powoli poszła dalej. Po chwili weszli do ogromnej, kwadratowej komnaty. Kopulasty sufit znajdował się kilkadziesiąt metrów nad ich głowami. Podłoga i ściany pokrywał biały granit. Sala była pusta. W każdej ścianie znajdowały się wrota.

– Którędy teraz? – zapytał Franek.

– Zróbmy przerwę.

Usiedli, opierając się o zimną ścianę. Antek zaczął szperać w plecaku, ale znalazł tylko zeszyty, książki i kostkę masła. Skrzywił się.

– Tym to się raczej nie najemy – mruknął.

Wojowniczka zniknęła w jednym z ciemnych korytarzy, a po chwili wróciła z koszem pełnym owoców w jednej ręce i dzbanem w drugiej.

– Skąd to masz? – spytał Antek, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia.

– Tam jest ogród – powiedziała, wskazując na drzwi przez które przeszła. – Chodziłam tu na spacery z moim ojcem, gdy byłam mała, na długo przed tym, zanim olbrzymy zajęły to miejsce.

Chłopcy byli głodni i zmęczeni długim marszem, więc nie zadawali więcej pytań i od razu rzucili się na jedzenie.

– Prześpijcie się. Ja wezmę pierwszą wartę – oznajmiła. – Obudzę jednego z was za godzinę.

Chłopcy nie protestowali i rozłożyli się najwygodniej, jak było to możliwe na zimnej podłodze. Po chwili już spali. Namia dokładnie się im przyjrzała. Coś jej nie pasowało, zwłaszcza w jednym z nich, ale nie potrafiła powiedzieć, co. Rozejrzała się po sali. Minęło tak wiele lat od jej ostatniego pobytu w tym miejscu. Wspomnienia wróciły. Była małą dziewczynką. Gonił ją stwór, który wcześniej zabił jej matkę, a ojca i brata zamienił w kamień. Nie mogła nic zrobić. Do obrony miała tylko sztylet, a wróg nadludzką siłę i ostre szpony. Wbiegła w ślepy zaułek. Potwór był coraz bliżej. Słyszała jego wściekły ryk. Olbrzym wyłonił się zza zakrętu. Miał czerwoną skórę, pokrytą łuskami, rogi ukryte w burzy włosów. Jego twarz zniekształcił grymas, który chyba można by wziąć za uśmiech. Zbliżał się do niej powoli. Przez tunel przetoczył się jego potworny śmiech. Dziewczynka spanikowała i uderzyła w skałę z całej siły. Salę zasypały ziemia i kamienie. Nadal nie wiedziała, jakim cudem udało im się przeżyć. Teraz nie była już małą, bezbronną dziewczynką, ale na myśl o ponownym spotkaniu przeszedł ją zimny dreszcz. Skoro mógł pokonać jej ojca, to ją tym bardziej, ale wiedziała, że nie może pozwolić, by Arynger zawładnął światem. Godzina minęła jej na rozmyślaniu o przeszłości. Podeszła do Antka i szturchnęła go.

– Co się stało? – zapytał zaspanym głosem i przeczesał palcami rozczochrane włosy.

– Twoja kolej – odparła i, gdy chłopak wstał, zajęła jego miejsce. Od razu zasnęła.

 

***

 

Obudził ją potworny ból głowy. Otworzyła oczy. Wciąż znajdowała się w tym samym miejscu, ale była pewna, że przed zaśnięciem nie związała się sznurem, który teraz krępował jej ręce i nogi. Udało jej się przekręcić na bok i zobaczyła, że Antek leży obok niej. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie, więc wiedziała, że żyje. Do sali wpadło białe światło, które było tak jaskrawe, że musiała zmrużyć oczy, żeby nie oślepnąć. Kiedy przyzwyczaiła się do jasności, zobaczyła, że stoi przed nią Franek. Miał na sobie czarną jak onyks zbroję, która kontrastowała z jego bladą skórą. W jednej dłoni trzymał szpadę, a w drugiej tarczę zdobioną wizerunkiem jej najgorszego wroga. Twarz dziewczyny wykrzywił grymas, na którego widok chłopak wybuchnął przeraźliwym śmiechem.

– Witam! – ukłonił się.

– Ty! – posłała mu nienawistne spojrzenie.

– Tak, ja, ja. Dziwię się, że do tej pory nie zorientowałaś się, że walczę po stronie Aryngera – powiedział i poklepał tarczę.

– Jesteś jego pomagierem!

– Wolę określenie doradcą.

– To dlaczego wysłał tu ciebie i nie przybył osobiście?

– Och… jest jeszcze zbyt słaby po spotkaniu z tobą, a właściwie lawiną, którą sprowadziłaś, ale gdy tylko odzyskam dla niego koronę, wróci do pełni sił. A ja znów będę jego ulubieńcem.

– To ty! Ty powiedziałeś mu jak zawładnąć światem i wydałeś wyrok na moją rodzinę!

Namia zaczęła się wiercić, ale nie udało jej się uwolnić. Chłopak uklęknął obok. Chwycił ją za szczękę i skierował jej twarz w swoim kierunku.

– Tak. Wtedy zawiodłem, ale to się więcej nie powtórzy. Możesz się do nas przyłączyć – stwierdził. Dziewczyna próbowała się wyrywać, ale bezskutecznie. – To nic ci nie da. Nie możesz wygrać. – Dziewczyna spojrzała na niego z wściekłością i opluła go, za co została ukarana silnym ciosem w twarz. – Głupia dziewucha! – warknął. – Ciekawe, czy twój przyjaciel też będzie taki hardy – podszedł do budzącego się chłopca.

– Co? Co się stało? – mamrotał Antek z wciąż zamkniętymi oczyma. Kiedy je otworzył i zobaczył, że jest związany, zaczął się szamotać. Franek roześmiał się jak szaleniec, podszedł do byłego kolegi i kopnął go tak mocno, że tamten przekręcił się na plecy.

– Franek? – zapytał zdziwiony i wziął głęboki oddech. – Co ty robisz?

– Nie jestem Franek! – wycedził. – Przez cały miesiąc musiałem nosić to głupie imię. Błe – chrząknął, udając odruch wymiotny. – Nazywam się Goliat.

Mimo tragicznego położenia Antek wybuchnął śmiechem.

– Goliat? Serio? Dawid, miło mi – znowu się roześmiał.

– Zamknij się! – wrzasnął i kopnął chłopaka w bok, tak, że ten natychmiast zamilkł. – No – westchnął i zwrócił się do dziewczyny. – Przyłączysz się do nas?

– Nigdy! – krzyknęła i wierzgnęła nogami, przewracając Franka na ziemię.

– Idiotka! – podniósł się i uderzył Namię pięścią w twarz. Z jej ust popłynęła stróżka krwi. Odwrócił się w stronę Antka. – To może chociaż ty? – nachylił się. – No co? Pomożesz mi, czy jesteś równie głupi, jak ona? – zapytał, wskazując pogardliwie na dziewczynę.

– Ja… ja… ja? – zaczął się jąkać. – Dlaczego to robisz? Wypuść nas!

– Och, zrobiłbym to z chęcią, ale nie mogę wam ufać, a jesteście mi potrzebni. Zwłaszcza ona. Jeśli nie nakłonisz jej do pomocy, to zginiesz!

– Nie – powiedziała słabo dziewczyna. – Zostaw go w spokoju.

– Ohoho, jaka rycerskość – roześmiał się Goliat. – A co mi zrobisz? Oplujesz mnie? Nie bądź śmieszna! Współpracuj, a nie stanie się wam żadna krzywda.

– Oczywiście, że nie – przedrzeźniała go. – Twój pan chce tylko zniszczyć świat. Co nam może grozić?

– Poprowadź mnie do korony, a może daruję wam życie. To wasza jedyna szansa.

– Nigdy! – krzyknął walecznie Antek.

– Dobrze… – powiedziała cicho dziewczyna.

– Co? – zapytał zszokowany chłopak. – Ale on zniszczy…

– Nie – przerwała mu Namia. – Inaczej zginiemy. No więc opowiedz nam o waszym cudownym planie – grała na zwłokę.

– Hmm… plan jest zaskakująco prosty. Mamy już kamień, krew potomka czarodzieja, brakuje tylko korony, do której ty mnie zaprowadzisz, a później Arynger wyzwoli moc i zapanuje nad światem.

– Genialne! – westchnęła dziewczyna. – To pewnie twój pomysł – stwierdziła, łechcąc jego próżność.

– Cóż… – wyprostował się. – Nie chcę się chwalić, ale to ja powiedziałem Aryngerowi, jak uwolnić energię z rubinu.

– Tak właśnie myślałam. Moim zdaniem to ty powinieneś zostać królem, a nie ten głupi olbrzym. Zaprowadzę cię do korony i będziesz niezwyciężony.

– Namia, co ty…? – Dziewczyna pokazała mu, by nic nie mówił.

– Tylko nie mogę cię prowadzić, gdy jestem związana.

– Uwolniłbym cię, ale widzisz… chyba nie można ci ufać – Goliat schylił się.

– Już nie musisz – stwierdziła. – Dam sobie radę – oznajmiła, uwalniając się z więzów i kopiąc Franka w brzuch. – Nie zabrałeś mi sztyletu, idioto!

Chłopak podniósł się z ziemi.

– Nieźle – przytaknął. – Ale nadal walczę lepiej niż ty! – wrzasnął i zaatakował. Chłopak mógł sobie pozwolić na mniejszą ostrożność i mieczem trzymał dziewczynę na dystans. Namia odpierała atak, ale sztylet nie dawał jej komfortu walki. Musiała być szybka. Podbiegła do Antka i przecięła krępujące go więzy.

– Myślisz, że on ci pomoże? – szydził Franek. – No to patrz – odepchnął ją i wbił chłopakowi szpadę w brzuch aż po rękojeść. Z rany zaczęła wypływać krew. Chłopak stał się przeraźliwie blady i z trudem oddychał.

– Mam już krew potomka czarodzieja. Koronę znajdę sam – oznajmił i rzucił się na dziewczynę, która w osłupieniu przyglądała się koledze. Upadła na podłogę. Wrzasnęła z bezradności i wściekłości. Naprężyła się i zaczęła rosnąć. Twarz wydłużyła się i zmieniła w pysk. Kończyny przekształciły się w mocne łapy zakończone szponami. Z jej ramion wyrosły rozłożyste skrzydła, które, mimo rozmiarów sali, ledwie się w niej mieściły. Ciało stworzenia pokryły srebrne błyszczące łuski. Antek westchnął cicho. Był zbyt słaby, by cokolwiek powiedzieć. Dziewczyna wyglądała jak smok z fresku. Franek pobladł i zaczął uciekać. Nagle zatrzymał się i złapał za głowę. Słyszał przeraźliwy pisk. Dźwięk trafiał prosto do jego umysłu.

– Nie wiem, dlaczego Arynger cię wybrał. Zawsze byłeś głupi! – powiedziała, nie otwierając ust, a potem chwyciła Goliata w potężne szczęki i połknęła. Antek uśmiechnął się lekko.

– Może jestem chamem, ale dobrze mu tak. – Dotknął rany i skrzywił się. Cała jego dłoń była w krwi. Smok pochylił się nad nim, a z jego oka popłynęła jedna łza. Spłynęła na brzuch chłopaka i rana natychmiast zaczęła się zasklepiać.

– Jak ty…? – zapytał. W odpowiedzi usłyszał głos w swojej głowie.

– Smocze łzy leczą. Nie wiedziałeś?

– Ale jestem głupi, przecież u nas jest tyle olbrzymich gadów, że powinienem o nich wiedzieć wszystko – powiedział sarkastycznie. Smok roześmiał się. Chłopiec wstał i podszedł do miejsca, w którym po raz ostatni widział Franka. Pozostał po nim tylko czerwony kamień. – To co robimy? – zapytał, podrzucając rubin w powietrze.

– Chyba: co ja robię? – stwierdziła Namia. – Odniosę rubin na miejsce i będę go pilnować. Ten świat już dawno nie miał władcy. Najwyższy czas to zmienić.

– Zostaniesz tu?

– Muszę. Nawet nie wiem, czy mogę zmienić się z powrotem w człowieka. Widziałeś, jak wygląda mój ojciec. Chyba nigdy nie przywrócę mu życia – westchnęła w głowie Antka.

– Właściwie co mu się stało? – zapytał.

– Mój ojciec był królem tego świata. Rządził dobrze i sprawiedliwie, ale nie wszystkim się to podobało. Arynger przewodził olbrzymom, którzy przenieśli się tu z północnych krain, niekontrolowanych przez nikogo. Panuje tam totalny chaos. Tata zgodził się, by tu zostali, i pozwolił im zasiedlić te tunele, które do tej pory tylko on odwiedzał, ale po pewnym czasie stali się bezczelni i zaczęli porywać stworzenia, które chronił mój ojciec. Pewnego dnia porwali królową, grożąc, że zabiją ją, jeśli król nie ustąpi. Mój brat domyślił się, że olbrzymy nie są na tyle sprytne, żeby to wymyślić. Śledził ich i odkrył, że to Goliat jest pomysłodawcą całego przedsięwzięcia. Złapał go i przyprowadził w góry, żeby wymienić chłopaka na naszą matkę. Arynger wyśmiał go. Wziął zwierciadło należące do jednego z elfów i zamienił mojego brata w kamień. Kiedy ojciec się o tym dowiedział, wpadł w szał i postanowił się zemścić. Wyruszył na spotkanie z olbrzymem, a ja schowałam się i poszłam za nim. Trafił do jaskini. Arynger tego właśnie chciał. Zaproponował wymianę. Korona za królową. Mój ojciec zgodził się, ale kiedy oddał mu diadem, olbrzym tylko się roześmiał. Zabił matkę na jego oczach! Ja też to widziałam. Krzyknęłam z całej siły. Kiedy król zorientował się, że przyszłam za nim, popchnął olbrzyma swoim berłem, zabrał mu koronę, a mnie pociągnął w głąb tuneli,. Wyjął rubin z korony i schował go w swojej kieszeni, a mnie rozkazał ukryć diadem. Wrócił do olbrzyma, dając mi czas na ucieczkę. Sam zginął.

– Człowiek walczył z olbrzymem?!

– Mój ojciec potrafił przemieniać się w smoka tak, jak ja teraz. Nawet to nie wystarczyło, by przeżył. Arynger jest bardzo silny i dlatego nie można dopuścić, by wyzwolił moc z kamienia. Już teraz jest praktycznie niepokonany. Muszę tu zostać i przygotować się do walki.

– A ja?

– Ty? Powinieneś wracać do domu.

– A jeśli Arynger będzie mnie ścigał?

– Nic ci nie zrobi, dopóki jesteś mu potrzebny. Wie, jak tu trafić i najpierw będzie musiał pokonać mnie.

– Nie boisz się?

– Oczywiście, że się boję, ale ukrywałam się już wystarczająco długo. Teraz muszę stawić mu czoła. No dalej, idź już – powiedziała i trąciła go łbem w stronę wyjścia.

– Cześć – pożegnał się, ale nagle coś sobie przypomniał i odwrócił się. – Właściwie jak udało ci się uwolnić? Miałaś ręce związane za plecami, więc nie mogłaś sięgnąć po sztylet przy pasie.

Smok roześmiał się.

– Udało mi się dostać do twojego plecaka. Dzięki kostce masła poluzowałam więzy.

– Wiedziałem, że kiedyś się przyda – powiedział rozradowany. Skinął na pożegnanie głową i po raz ostatni spojrzał na ogromnego, srebrzystego gada, a potem ruszył do domu.

 

***

 

– I co? Co było dalej? – zapytał mały Staś z rozszerzonymi z ciekawości oczami. – Odwiedziłeś ją jeszcze kiedyś tato?

– Próbowałem, ale już nigdy nie odnalazłem tamtej groty.

– Antek, przestań opowiadać dziecku bzdury – powiedziała Anna, wychodząc z kuchni. Podeszła do męża i pocałowała go w czoło. – Przecież magia nie istnieje.

– Istnieje – zaprzeczył. – Trzeba tylko w nią uwierzyć. A wiesz co powinieneś zapamiętać z tego opowiadania? – zwrócił się do syna. Malec energicznie pokręcił głową. – Musisz zawsze nosić ze sobą masło… 

Koniec

Komentarze

Cóż, chyba nie jestem odpowiednim czytelnikiem dla tego opowiadania. Mojej córce z całą pewnością przypadłoby do gustu. Jednakowoż, przeczytałam ostatnio sporo opowiadań Twoich równolatków, a nawet i starszych od Ciebie autorów i muszę przyznać, że napisane jest całkiem nieźle. Kilka lat ćwiczeń i będzie z Ciebie druga Veronika Roth.

Czego, oczywiście, szczerze Ci życzę :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Pełna akcji i starć opowieść. Wydaje mi się, że stary król wykazał się naiwnością, zgadzając się na wymianę po śmierci syna.

Wiele rzeczy w opowiadaniu wygląda niewiarygodnie – kamień na szkolnym boisku, dziura w ziemi, ta paczka masła w plecaku (po co to komu i jakim cudem się nie rozpuściła, skoro było na tyle ciepło, żeby uczniowie wyszli na dwór?)… Tak, wiem, że końcówka zmienia wydźwięk całości, ale jednak podczas czytania te rzeczy zgrzytały. W przyszłości spróbuj pamiętać o takich szczegółach.

Czy można młodemu chłopakowi (chyba leżącemu) wbić szpadę w brzuch po rękojeść?

Językowo – czeka Cię jeszcze sporo pracy nad warsztatem: interpunkcja szwankuje, trafiają się powtórzenia, zaimki nie zawsze oznaczają to, co zaplanowałaś, znalazłam jeden pleonazm i jeden ortograf usilnie tępiony na portalu.

Babska logika rządzi!

Macie rację, że opowiadanie nadaje się dla dzieci i młodzieży, ale szesnastolatka raczej nie napisze tekstu dla dorosłych… Wiedziałam, że moja historia nie jest konkurencyjna do opowiadań osób, które od dawna piszą. Chciałam tylko poznać opinie innych, bo jeżeli piszę beznadziejnie to po prostu nie będę tego więcej robić (to pierwsze opowiadanie napisane nie do celów szkolnych :P ) Dziwie się, że są błędy interpunkcyjne, bo sprawdzała to moja polonistka, ale dzięki za spostrzegawczość. :D

Matelko, to nigdy nie jest nadziejne ani beznadziejne – jak sama stwierdziłaś, nastolatki nie mogą się równać z dorosłymi. No, może w lekkoatletyce mają szansę, a w niektórych sportach nawet przewagę. Ale nie w pisaniu – tu ma olbrzymie znaczenie ilość przeczytanych książek (język), wiedza i doświadczenia życiowe (treść).

Owszem, robisz błędy. Ludzka rzecz. Idea jest taka, że jeśli Ci te błędy kilka razy wytkniemy, to przy entym podejściu napiszesz dobrze. Jeśli będziesz trenować. Ten Kraków buduje się wyjątkowo wolno.

I jesteśmy tu bardziej wredni niż panie od polskiego sprawdzające wypracowania. Skoro bawimy się w pisanie, to wymagamy więcej niż od maturzystów. Zresztą, bardzo trudno jest znaleźć wszystkie błędy. Zawsze jakiś odsetek umknie. ;-)

Nie wiedziała co robić, a olbrzym zbliżał się

Żebym nie była gołosłowna: przecinek po “wiedziała”.

Babska logika rządzi!

Książek przeczytałam całkiem sporo, ale nadal o wiele mniej niż większość z was. Fantasy to jeden z moich ulubionych gatunków, dlatego sama postanowiłam coś napisać. Dziękuję, że powiedziałaś mi o błędach (nie wszystkich bo teraz sama wyłapałam jeszcze kilka), bo jak wiadomo na to na nich uczy się człowiek. laugh

Fabuła faktycznie ma swoje słabe strony. Ale ta “zdrada” nawet mnie zaskoczyła. Choć, ten Franek, od początku mi się nie podobał ;)

 

Jak na Twój wiek, to jestem mile zaskoczony Twoim warsztatem. Są w konkursie Twoi rówieśnicy, którym wychodzi to gorzej. Także pracuj! A, gdy napiszesz coś nowego zawsze możesz się tym na tej stronie pochwalić:)

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Masz wyobraźnię, a to bardzo ważne.

Opowiadanie, no, takie naiwne. Dzieje się dużo, ale nie dbasz o wiarygodność przedstawianych zdarzeń. Skaczesz od zdarzenia do zdarzenia, nie budując między nimi mostów. O, chłopak ukradł kamień, zaraz zjawił się goniący wuefista, to zaczęli uciekać, i oczywiście trafiła im się dziura w ziemi, w której – jakżeby inaczej – siedziała tajemnicza dziewczyna.

Przez to, że nie dbasz o tło, czytelnik nie czuje emocji, nie angażuje się w opowiadaną historię.

Językowo też sporo do nadrobienia, ale Ty też masz dużo czasu, by nadrabiać. A ten portal może w tym bardzo pomóc. :)

Powodzenia!

stróżka krwi.

Naprawdę polonistka sprawdzała i nie wskazała “dozorczyni” krwi? :-)

 

A ja powiem, że jak na twój wiek, naprawdę nieźle. Oczywiście, warsztat trzeba ćwiczyć, a skoro zaczynasz tak wcześnie, masz szansę szybko dojść do naprawdę dobrego poziomu. Świetny ruch z poproszeniem polonistki o sprawdzenie! To sugeruje nie tylko wyobraźnię, ale i olej w głowie – tak trzymać! :-)

 

Co do samej treści i recenzji – Ocha napisała to, co sam chciałem. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka