- Opowiadanie: Pomurnik126 - Wyklęci

Wyklęci

No więc hmm... to tak właściwie mój debiut w NF :D Trochę pisałem na różne konkursy, w kilku zostałem finalistą ale w gruncie rzeczy czuję się jeszcze żółtodziobem :) , więc za wszystkie dobre rady z góry dziękuję :D 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wyklęci

Powoli zapadał zmrok.

 Ogarniała mnie wroga i nieprzyjemna cisza. Byłem w lesie. Stałem pośrodku ośnieżonej polany i czekałem.

Ale na co? – Sam nie wiedziałem. Zresztą to nieistotne. Liczą się tylko cisza i śnieg.

 Szary, martwy śnieg, opadający z chmur, okrywający ziemię.

Zerwał się wiatr. Śnieg począł wirować, coraz szybciej i szybciej. W powietrzu rozszedł się zapach  krwi i popiołu. Powoli z zamieci poczęły wynurzać się twarze, straszliwe maski wykrzywione bólem. Twarze wyryte w moim sercu, oblicza moich bliskich.

 Nagle wiatr ucichł, a tumany śniegu opadły. Krew stężała mi w żyłach. Stałem pośród martwych zgliszczy mojego domu. Gdzieniegdzie żarzyły się jeszcze nadtrawione przez płomienie  resztki powały, a z dziur w sklepieniu do chaty przenikał chłodny blask księżyca. Opadłem na kolana, wzbijając tumany popiołu.

Płakałem, płakałem nad sobą, nad swoją bezsilnością, płakałem nad swoim podłym losem, płakałem nad swymi bliskimi. Niebo też płakało, krwawe strugi deszczu poczęły spływać po mojej twarzy i wymywać łzy. Świat rozbłyskał raz za razem. Przez niebo przetaczały się gromy. Oczyszczający deszcz obmywał świat z grozy minionej wojny. Z bólu i strachu.

Ale chwileczkę? Przecież przed chwilą padał śnieg…

Nagle poczułem czyjś wzrok na moich plecach.

Wstałem z klęczek i obróciłem się powoli. W wejściu do chaty stała mała dziewczynka w białej sukience i z rozpuszczonymi włosami. Stała i przyglądała mi się wyczekująco. Nagle coś we mnie pękło. Uleciały ze mnie rozpacz i gniew po stracie bliskich, pozostała jedynie jakaś dziwna pewność, że moje życie ma jeszcze jakiś cel, że ma sens. Podszedłem do dziewczynki. Ona w odpowiedzi uśmiechnęła się smutno i wyciągnęła do mnie dłoń jakby do tańca, do ostatniego tańca, tańca życia i śmierci.

Obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Niemrawo otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokoło. Leżałem pośrodku jakiegoś leśnego obozowiska pełnego obszarpanych ludzi.

Dopiero po chwili wróciły do mnie wspomnienia z ostatnich kilku miesięcy.

Ten obóz był moim nowym domem, a ci ludzie przygarnęli mnie, gdy klęczałem pośród tlących się ruin mojego życia, pośród trupów moich bliskich. Byłem jednym z nich, żołnierzem wyklętym przez wrogów oraz swój własny naród.

O! Nasz śpioch się obudził! – zakrzyknął wesoło Wilczarz. – Niedawno przysłano rozkazy. Generał poszedł odprowadzić łączniczkę. Pewnie znów prosi o dodatkowy przydział broni.

 Rzeczywiście, Generała nigdzie nie było widać. W obozie prócz mnie i Wilczarza byli tylko Szerszeń i Malina, którzy właśnie składali obozowisko.

-Jak już wstałeś, to może ugotujesz nam coś na śniadanie?– zakrzyknął Malina. – Wilczarz raczej nie należy do osób szczególnie uzdolnionych w tym kierunku. Szerszeń, pamiętasz jego słynną ogórkową ?-zapytał rozbawiony.

Tę breję? Fuj! Takie rzeczy pamięta się do końca życia, a ich smak w szczególności.– odrzekł Szerszeń.– Malina upolował rano królika, może ugotujesz nam jakiś gulasz?

-Oczywiście, przecież nie pozwolę, żeby tyle jedzenia się zmarnowało – odpowiedziałem mu z łobuzerskim uśmiechem.

Wilczarz przewrócił oczami i prychnął w udawanym oburzeniu. Nalał sobie kawy, i rozłożył się z błogim wyrazem twarzy pod drzewem.

 Pokroiłem warzywa przysłane wczoraj ze wsi, oskórowałem, oraz pokroiłem królika i już po chwili w garnku bulgotał smakowicie gulasz.

-O! Generał idzie z jakąś niewesołą miną. Chyba coś się kroi.– zauważył Wilczarz.

-Raczej nie zanosi się na nic dobrego – powiedział z troską w głosie Malina.

-Widzę, że śniadanie już gotowe, będzie nam potrzebne. – stwierdził Generał ze zmęczeniem w głosie.– Przyszły rozkazy z góry, wyruszamy na akcję. Szczegółów dowiemy się na miejscu zbiórki.

Jedzcie, za chwilę wymarsz.

 Zjedliśmy szybko i wyruszyliśmy w drogę.

 Słońce wzeszło i zaczęło opadać , a my pokonywaliśmy kilometr za kilometrem. Las był piękny, zielony i pełen życia, jakby próbował zaprzeczyć koszmarowi wojny, która się przez niego przetoczyła, rzekom  krwi, które nim przepłynęły, ogromowi ciał, które użyźniły jego glebę.

Podczas wędrówki począłem rozmyślać nad owym cudem natury.

-Las jest milczącym świadkiem dziejów. Doświadczył krzyków wojen, radosnych grzybobrań oraz niemych pogrzebów. Las jest wieczny. Obumiera i odradza się wciąż ten sam choć składa się z innych drzew. Tak jak bystre polskie rzeki, niby wciąż są te same, mimo upływającej w nich wody. Tylko człowiek jest marnością, pamiętającą jedynie kilka wschodów słońca i parę mroźnych zim. Ciekawe, co pomyślą sobie potomni? Czy gdy będą tędy przechodzili, to przypomną sobie historię ludzi, którzy oglądali te same drzewa i te same rzeki ? Czy przypomną sobie historię królów, wodzów i zwykłych ludzi, którzy także czuli się maluczcy pośród tych starych dębów ?

Historia ludzkości wydaje się nam bezgranicznym morzem, lecz czym jest, jeśli nie kroplą w ogromnym oceanie historii świata ?

 Maszerowaliśmy aż do zmierzchu. Chwilę później odnaleźliśmy miejsce zbiórki. Była to kotlinka ukryta tak dobrze, że bez Generała nigdy byśmy jej nie znaleźli. W kotlince czekał na nas nasz nowy odział , ponad 30 ludzi wygrzewało się przy ogniskach rozsianych to tu, to tam.

-Ta „akcja” nie wygląda na tak małą jak sądziłem– mruknął zasępiony Generał – Rozłóżcie obóz. Idę wypytać, jakie mamy dalsze rozkazy. Jak już skończycie, najlepiej się zdrzemnijcie, nie wiem kiedy wrócę.– to powiedziawszy, ruszył w stronę ognisk.

Nie zastanawiając się długo, rozłożyliśmy obóz i za radą Generała poszliśmy spać.

Noc była duszna, lecz nie przeszkadzało mi to śnić.

 Przyśniło mi się moje dzieciństwo. Jak chowałem się przed rodzicami na stryszku, jak uwielbiałem z innymi dziećmi hasać po lesie i zbierać grzyby, jak marzyłem, by być dorosłym. Śniły mi się twarze osób, których już nie ma, przyjaciół z dzieciństwa , rodziców, nawet miejscowego piekarza. Wszyscy odeszli. Zginęli przez moją głupotę.

 Obudziłem się tuż przed świtem, wszyscy moi towarzysze jeszcze spali.

Czułem się pusty. Gniew który napędzał mnie od miesięcy, uleciał.

 Słońce poczęło się wolno wyłaniać zza drzew, zalało świat swym krwistym blaskiem.

 -Dokąd ja dążę? Tak jak to słońce zataczam kręgi po nieboskłonie. Czemu biegnę ?– pytałem się w myślach.

Moje rozważania przerwał Szerszeń, oznajmiając całemu światu swoje przebudzenie, głośnymi wrzaskami.

-Moje nogi! Nóg nie czuję! Gdzie są moje nogi ?! – wrzeszczał przerażony.

-Uspokój się ! Nogi masz na swoim miejscu!- odkrzyknąłem mu rozbawiony. Szerszeń się lekko uspokoił, ale profilaktycznie zerkał na swoje stopy.

– To było straszne ! Bolszewicy odrąbali mi nogi ! Nie wyobrażasz sobie jak to bolało!- na nowo rozwrzeszczał się Szerszeń.

– Szerszeń, uspokój się na rany boskie! Pobudziłeś wszystkich ! – ryknął na niego Generał rozcierając opuchnięte od snu oczy.

– Dobrze, jak już raczyłeś nas obudzić, to zrób śniadanie , reszta składa obóz. O dziesiątej zarządzono wymarsz.

Ale gdzie ? – wybełkotał jeszcze zaspany Malina.

Mamy zaatakować konwój bolszewików transportujący amunicję do Krakowa. – powiedział przez zaciśnięte zęby Generał.-A właściwie, to reszta zaatakuje konwój, my zostajemy w odwodzie.

 Przez cały obóz przeszedł jęk niezadowolenia.

– Nie marudzić mi tu. Rozkaz to rozkaz, czy podoba nam się, czy nie. – powiedział już łagodniej Generał. Zabraliśmy się z Wilczarzem i Maliną do składania obozowiska. Zwinęliśmy posłania, zasypaliśmy ogień oraz ukryliśmy zbędny sprzęt. Następnie w ciszy zjedliśmy śniadanie , złożone z chleba i wody. Po śniadaniu ruszyliśmy w las tyralierą. Po jakichś dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Droga jakich wiele, gruntowa, na tyle szeroka, że z trudem dwa wozy się wyminą. Las otaczał ją szczelnym kokonem z jednej jak i z drugiej strony.

-I jak wam się to widzi? – zagadnął Wilczarz, siadając pod drzewem.

-Cóż, my mamy tylko pilnować tyłów – burknąłem pod nosem – czerwonych nawet nie zobaczymy.

-Cisza– powiedział Generał – jeszcze nas usłyszą. Zająć pozycje.

Niespiesznie rozłożyliśmy się na mchu , i przykryliśmy opadłymi gałęziami. Czas mijał niemiłosiernie wolno. Czekaliśmy długo i wytrwale , ale w końcu jest !

 Gdzieś w oddali rozlega się warkot silnika, z każdą chwilą coraz głośniej i głośniej. Nareszcie! Zza zakrętu wyłoniła się stara ciężarówka z symbolem czerwonej gwiazdy na boku.

-Tylko jedna ciężarówka? – zdziwiłem się. – Posłali nas na jedną ciężarówkę ?

Generał zaczął się wiercić zdenerwowany.

– Coś jest nie tak…– nie dokończył zdania. Kula roztrzaskała mu skroń zalewając moją twarz posoką.

Zaterkotały karabiny.

Nagle poczułem ukłucie zimna. Z mojej przebitej piersi, wytrysnął gejzer krwi i kawałków wnętrzności. Świat ucichł. Nie czułem bólu, nie bałem się, chciałem tylko wiedzieć, co poszło nie tak.

 Nie słyszałem już wystrzałów. Świat stał się szary niczym chłodny popiół. Rozejrzałem się. Malina i Wilczarz konali na mchu, a Szerszeń opierając się o pień drzewa próbował zatamować krew, wypływającą z jego przebitego gardła. Spojrzałem w stronę ciężarówki stojącej w poprzek drogi. Była pusta. Nie było tam żadnych żołnierzy. Jedynie kierowca, który kulił się na siedzeniu pojazdu. Obróciłem się. Za moimi plecami trwała walka. Moi niedoszli towarzysze walczyli z oddziałem NKWD, który zaszedł nas od tyłu. Umierali , jeden po drugim, gaśli na mych oczach. Nagle świat rozbłysnął i zatrzymał się.

Pomiędzy drzewami kroczyła dziewczynka w białej sukience. Płakała. Szła w moją stronę, bez słowa mijając walczących . Podeszła do mnie i starła spływające po twarzy łzy.

– Widzisz, do czego doprowadza gniew?-zapytała pochlipując.– Gniew nigdy nie jest właściwą drogą. Zawsze sprawia komuś ból.

– Kim ty właściwie jesteś?– wycharczałem.

Jestem twoim Stróżem-wychlipała cichutko– Nie pamiętasz mnie ?

To ja pomagałam ci powstać po upadkach, to ja cię podtrzymywałam na duchu.– wychlipała– Pomogłam ci znaleźć sens, Pamiętasz? Wtedy przypomniał mi się ten koszmar, ruiny mojego domu, deszcz i dziewczynkę w białej sukience.

-Jeżeli jesteś moim aniołem, to czemu nie pomogłaś mi ich uratować! Umarli. Wszyscy umarli, bo zachciało mi się bawić w patriotę ! Czemu mi na to pozwoliłaś!? Wszyscy zginęli przeze mnie!- wywrzeszczałem.

– Proszę, nie krzycz na mnie. Nie mogłam ich uratować. Nie znam przyszłości, ani nie potrafię materialnie ingerować w rzeczywistość. Mogę jedynie cichutko szeptać – wychlipała smutno.

-Tak, znam twoje rady. Kazałaś mi pomagać tym żołnierzom, przez co cała moja rodzina nie żyje, a mimo to, ci żołnierze właśnie umierają. Na co zdała im się ta pomoc, umarliby wcześniej lub później. – powiedziałem z goryczą.

-Oddaliście życie za ojczyznę. Może nie udało się wam jej oswobodzić, ale daliście jej nadzieję. Pozostaniecie na wieki w sercach i umysłach ludzi. Kiedyś Polska będzie wolna i to dzięki wam. Polacy przypomną sobie ofiarę, jaką złożyli żołnierze wyklęci.  Przypomną sobie ludzi niezłomnych, którzy wyrzekli się siebie, by ratować ojczyznę!- dziewczynka już nie płakała, rzucała groźnie spojrzeniem po polu bitwy.

-Ci którzy dziś triumfują , niedługo poznają, jak niezłomny jest wasz duch! Dla nich nie liczą się odwaga i honor. Obce dla nich są wartości, którymi kierujecie od wieków. I dlatego już przegrali! Polska narodzi się na nowo i będzie trwać dopóki, dopóty ostatni sprawiedliwy będzie gotów oddać za nią życie!

Spojrzałem na pole walki, które malowało mi się przed oczami. Widziałem ludzi, którzy bez cienia lęku oddają ducha. Widziałem wielkie bohaterstwo i poświęcenie. Widziałem ludzi, którzy oddają życie za ojczyznę.

-Jesteś gotowy ?– zapytała dziewczynka i wyciągnęła do mnie dłoń.

– Tak, już na mnie pora. – uśmiechnąłem się lekko i chwyciłem dłoń dziewczynki.

– Chodź. To jeszcze nie koniec, to dopiero początek.

Koniec

Komentarze

Niestety, Pomurniku, nie podoba mi się Twoje opowiadanie.

Zaprezentowałeś nie najlepiej napisaną opowieść o tym, jak młody człowiek wyobraża sobie życie i walkę leśnych powstańców. Nie wiem na podstawie czego wyrobiłeś sobie właśnie taką wizję, ale wydaje mi się, że z prawdziwą partyzantką ma ona raczej mało wspólnego. Nieznośne, dla mnie wręcz niestrawne, jest karykaturalnie wzniosłe, nazbyt patetyczne, zakończenie. Mam wrażenie, że temat przerósł Cię. :-(

Opowiadanie jest napisane, jak wspomniałam, nie najlepiej – kuleje interpunkcja, jest sporo powtórzeń, zdarzają się literówki, nadużywasz zaimków, nie zawsze poprawnie budujesz zdania, robisz błędy. Wypisałam niektóre potknięcia, ale sporo jeszcze, niestety, zostało. Ponieważ źle zapisujesz dialogi, proponuję byś zajrzał tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania będą lepsze. ;-)

 

Mar­twy puch okry­wa­ją­cy świat, chrzęsz­czą­cy pod po­de­szwa­mi butów. – Dlaczego świat chrzęści pod podeszwami? ;-)

Proponuję: Chrzęsz­czą­cy pod po­de­szwa­mi butów mar­twy puch, okry­wa­ją­cy świat.

 

Sta­łem po­środ­ku ośnie­żo­nej po­la­ny i cze­ka­łem. – Dwa zdania wcześniej już zostało napisane, że bohater stoi w śniegu.

 

Ale na co? -Sam nie wie­dzia­łem. – Brak spacji po łączniku. Zamiast łącznika powinna być półpauza.

Błąd powtarza się wielokrotnie, w całym opowiadaniu.

 

 Szary, mar­twy śnieg, opa­da­ją­cy z chmur… – Dlaczego pada szary śnieg?

 

Świat na chwi­lę się za­trzy­mał, uto­nął w ciszy i w płat­kach śnie­gu, lecz tylko na chwi­lę. – Powtarzasz to, co już zostało powiedziane.

 

a z dziur w skle­pie­ni… – Literówka.

 

W wej­ściu do chaty stała mała dziew­czyn­ka w bia­łej su­kien­ce z roz­pusz­czo­ny­mi wło­sa­mi. – Czy biała sukienka naprawdę miała rozpuszczone włosy?! ;-)

Proponuję: W wej­ściu do chaty stała mała dziew­czyn­ka w bia­łej su­kien­ce i z roz­pusz­czo­ny­mi wło­sa­mi.

 

O! Nasz śpioch się obu­dził !- za­krzyk­nął we­so­ło Wil­czarz. nie­daw­no przy­sła­no roz­ka­zy. – Zbędna spacja przed wykrzyknikiem, brak spacji po wykrzykniku. Po kropce, nowe zdanie rozpoczynamy wielka literą.

 

W obo­zie prócz mnie i Wil­cza­rza był tylko Szer­szeń i Ma­li­na, któ­rzy wła­śnie skła­da­li obo­zo­wi­sko. – Proponuję: W obo­zie, prócz mnie i Wil­cza­rza, byli tylko Szer­szeń i Ma­li­na, któ­rzy wła­śnie wszystko zwijali.

 

Słoń­ce wze­szło i za­czę­ło opa­dać… – Nie chce mi się wierzyć, że słońce wzeszło, by zaraz opaść. ;-)

 

Szer­szeń, uspo­kój się na rany Bo­skie!Szer­szeń, uspo­kój się na rany bo­skie!

 

Za­bra­li­śmy się z Wil­cza­rzem i Ma­li­ną za skła­da­nie obo­zo­wi­ska.Za­bra­li­śmy się, z Wil­cza­rzem i Ma­li­ną, do skła­da­nie obo­zo­wi­ska.

 

Z mojej prze­bi­tej pier­si, wy­try­snął gej­zer krwi i ka­wał­ków skóry.. – Czy pierś bohatera wypełniały kawałki skóry? ;-)

Jeśli na końcu zdania miał być wielokropek, brakuje jednej kropki. Jeśli miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo.

 

Nagle świat roz­błysł i za­trzy­mał się.Nagle świat roz­błysnął i za­trzy­mał się.

 

Nie znam przy­szło­ści, ani nie po­tra­fię ma­te­rial­nie in­ge­ro­wać w rze­czy­wi­stość. – Trudno mi sobie wyobrazić, by mała dziewczynka, choćby i była aniołem, mówiła w ten sposób.

 

Od­da­li­ście życie za oj­czy­znę. Może nie udało się wam oswo­bo­dzić… – Może nie udało się wam jej oswo­bo­dzić

 

Tekst oceniam na 4.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielki dzięki regulatorzy. To opowiadanie napisałem dość dawno, jakieś 2 lata temu ( przy moich 16 to szmat czasu :D ) i niestety musisz mi wybaczyć odrobinę zdziecinniałe podejście do rzeczy :)

Za wszystkie poprawki dziękuję, ale nie wiem jak “ugryźć” wschodzące słońce i szary śnieg.

Śnieg był szary ponieważ  to był sen (W ten sam sposób postać przeniosła się z polany do ruin, oraz widziała twarze bliskich), a jego barwa miała pokazywać splamienie, obrazować brzydotę świata o którym śnił bohater. 

A słońce, które wstaje i opada, miało za zadanie pokazać upływający czas. 

Zostawić to czy poprawić ?

Masz rację Pomurniku, wspomnienie bycia czternastolatkiem to dla szesnastolatka zamierzchła przeszłość. Zakładam, że od tamtego czasu trochę się u Ciebie zmieniło, tak w sposobie myślenia, jak i pisania. Jestem przekonana, że na lepsze. Dlatego wolałabym przeczytać nowszy tekst, napisany niedawno, by móc ocenić, co teraz potrafisz, a porównanie z Wyklętymi, pozwoli dostrzec, mam nadzieję, postępy.

Teraz, kiedy wyznałeś ile miałeś lat gdy napisałeś Wyklętych, muszę nieco złagodzić opinię i przychylniejszym okiem spojrzeć na opowiadanie, jakkolwiek zarzutów nie cofam. ;-)

W sprawie szarego śniegu i opadającego słońca, proponuję:

 

Szary, martwy śnieg, opadający z chmur, okrywający ziemię. – Może: Martwy, nienaturalnie szary śnieg opadający z chmur, pokrywał ziemię

Twoje zdanie sugeruje, że są dwa śniegi – jeden opada z chmur, drugi okrywa ziemię. 

 

Słońce wzeszło i zaczęło opadać , a my pokonywaliśmy kilometr za kilometrem. – Słońce wzeszło, a my, aż do wieczora, pokonywaliśmy kilometr za kilometrem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielki dzięki regulatorzy. To opowiadanie napisałem dość dawno, jakieś 2 lata temu ( przy moich 16 to szmat czasu :D ) i niestety musisz mi wybaczyć odrobinę zdziecinniałe podejście do rzeczy :)

 

Cóż – widać ; )

Wobec powyższego za zasadne należy uznać stwierdzenie, że publikować powinno się takie opowiadania, co do których autor w chwili publikacji może powiedzieć: “warto przeczytać”. 

Mnie również nie podobało się to patetyczne zakończenie. 

I po co to było?

 

“nie potrafię materialnie ingerować w rzeczywistość” – to zdanie wymiata w ustach Anioła Stróża ;).

słowo “chlipanie” powtarza się bez przerwy, gdy dziewczyna-chlipaczka coś mówi.

wartości, którymi kierujecie się od wieków – zjadłeś słówko.

Widziałem ludzi, którzy bez cienia lęku oddają ducha. – kolosalny patos.

 

Wydaje mi się, że 14 lat to faktycznie dość młody wiek i pewne rzeczy można postrzegać inaczej. Pierwsze zdania opinii Regulatorzy oddają i moje wrażenia. Temat jest trudny i dość ponury. Jeżeli chciałeś wyrazić swoją wdzięczność/uznanie dla powojennych partyzantów chyba nie wybrałeś najlepszej drogi. Z mojej perspektywy, szczypta realizmu potrafi zdziałać w tekstach o takiej tematyce więcej, niż tłusta polewa z patosu. To zdanie o oddawaniu ducha bez lęku na swój sposób pozbawia tekst duszy. Myślę, że lęk jest częścią bohaterstwa i podąża w ślad za nim jak cień za człowiekiem.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Hmmm. Mnie też nie przekonało. Ja trzniam takie anioły! Podejrzewam, że kraju lepiej jest, jeśli ludzie nie umierają bezsensownie.

Wykonanie szału nie robi. Myślniki oddzielamy spacjami od sąsiednich wyrazów, za to nie stawiamy spacji przed przecinkami, wykrzyknikami itp.

W kotlince czekał na nas nasz nowy odział , ponad 30 ludzi wygrzewało się przy ogniskach rozsianych to tu, to tam.

Zbędna spacja. W beletrystyce liczby raczej piszemy słownie.

 Obudziłem się tuż przed świtem, wszyscy moi towarzysze jeszcze spali.

Nie wystawiali wart? Zadki wołowe, nie wojsko… Nie dziwota, że tak skończyli.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka