- Opowiadanie: Doki - Kwestia sporna

Kwestia sporna

Jak to mówią – raz kozie śmierć. Chętnie posłucham wszelkich rad i krytyki, szczególnie tej konstruktywnej. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kwestia sporna

Dochodziła druga. Lekcja matematyki trwała w najlepsze. Po klasie przeleciała jakaś mucha, drażniąc kilkoro uczniów. Amelia bawiła się swoim różowym długopisem i spoglądała za okno. Widziała, jak na szkolnym podwórzu gnomy robią żarty dzieciakom, które nie są niczego świadome, wykopują ich piłki gdzieś daleko albo przesuwają je tak, by chłopcy kopali się po kostkach, zamiast trafiać w cel. Głupie bachory, gdyby jej wierzyły, mogłyby bez problemu takiego złapać. Te małe stworki w sumie były łatwe do opanowania. Wystarczyło takowego skrzyczeć i nie było z nim więcej problemów.

– Amelia, przyjdź do zadania dwunastego – usłyszała głos nauczyciela.

Otrząsnęła się z własnych myśli. Potulnie wstała i podeszła. Wzięła do ręki kredę, wypisała dane z treści zadania i zamyśliła się głęboko.

– Musisz tylko to pomnożyć, dasz sobie radę – cichy głosik odezwał się jej w głowie.

Smoki to zabawne stworzenia. Potrafiły komunikować się za pomocą telepatii i były chyba najmądrzejszymi stworzeniami na świecie. Dziewczyna lubiła słuchać ich opowieści, były dużo ciekawsze niż te ludzkie.

Skończyła zadanie. Z matmą zawsze radziła sobie dobrze, bez wątpienia posiadała do niej talent. Kiedyś chcieli wysłać ją nawet na jakiś ogólnokrajowy konkurs, ale odmówiła. Zawsze bała się porażek. Wolała nie osiągnąć nic, niż dać się zbłaźnić.

Dzwonek obwieścił wszem i wobec, że skończyła się ostatnia lekcja. Amelia przeciągnęła się na krześle i zaczęła się pakować. Zwykle wychodziła ostatnia. Miała wtedy pewność, że nie natknie się na nikogo.

Dawniej lubiła opowiadać o tym, co mówiły jej smoki, co robiły elfy po zmroku w ogrodzie i kto łamał gałęzie w czasie mocnych wichur. Często przez to z niej drwili, zdarzały się nawet pobicia. Lepiej było się nie wychylać, ludzie boją się tego, czego nie rozumieją. Kilka lat zajęło jej zanim to zrozumiała, przez co nawet po zmianie szkoły znalazł się ktoś, kto nazwał ją „dziwaczką” czy „chorą umysłowo”. Amelia nigdy nie czuła się chora, ale nie zawsze radziła sobie z obelgami i szyderstwami.

Wyszła ze szkoły trochę po czternastej trzydzieści. Przed tym odbyła krótką rozmowę z wychowawczynią, którą spotkała na korytarzu. Kobieta była zmartwiona aspołecznymi zachowaniami uczennicy i koniecznie chciała o tym porozmawiać. Amelia znowu spóźniła się na autobus. Zawsze to robiła. Wiecznie spóźniona. Wiecznie nie w czas. Wiedziała, że matka nie będzie zadowolona. Ale może uda się jej umknąć… Może wśliźnie się zanim ktoś zauważy…

Zbierało się na deszcz. Była sama na przystanku, no… prawie sama. Na ramieniu siedział jej mały smok, cały złoty, bardzo dostojny. Był jej jedynym przyjacielem. To on zawsze mówił do niej w czasie lekcji i tylko on zawsze ją wspierał.

Swoim niewielkim pyszczkiem dotknął płatka jej ucha. Uśmiechnęła się smutno. Położyła go sobie na dłoni i spojrzała na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami.

– Chciałabym, żeby inni też mogli cię ujrzeć. Jesteś bardzo pięknym smokiem, jestem pewna, że byliby zachwyceni – szepnęła.

Smok poruszył się niespokojnie na jej dłoni. Nie wyglądał tak, jak zwykło się opisywać te gady w starych baśniach i legendach. Był raczej bardziej uroczy niż dostojny. Przypominał niewielką jaszczurkę. Gdyby nie barwa, łatwo byłoby go przeoczyć.

– Każdy mógłby mnie zobaczyć, tylko niewielu ludzi tego pragnie – powiedział ponownie w jej głowie. – Sama tworzysz to, co cię otacza i tylko od ciebie zależy, jak będzie wyglądać rzeczywistość.

– Mówisz, jakbym to wszystko sobie wymyśliła. Myślisz, że jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni? – oburzyła się Amelia i odwróciła wzrok. Nawet sam smok był przeciw niej! To było okrutne.

– W pewien sposób i nim jestem, i nie– stwierdził, a potem wbiegł jej po ręce na ramię i schował się pośród jej złotych loków.

W międzyczasie zdążyło zebrać się już kilkoro ludzi, którzy spoglądali na nią jak na idiotkę. Zaczerwieniła się. Wiedziała, jak to musiało wyglądać i było jej wstyd. Przysięgła sobie, że więcej nie będzie rozmawiać z przyjacielem poza domem. Nie chciała wychodzić na dziwną, nie czuła się taka.

Autobus przyjechał jak zwykle spóźniony. Amelia zaczęła się już powoli denerwować. Wiedziała, że się jej nie upiecze w domu. Będzie musiała znów słuchać żali swojej matki. Miała jej już serdecznie dość. Kobieta nigdy nie była dla niej dobra, wpędzała ją tylko w coraz większe kompleksy. Dziewczynce wydawało się przez to, że nigdy nie jest wystarczająco mądra, nigdy wystarczająco miła, nigdy wystarczająco ładna. Amelia była dla matki tylko kolejnym marzeniem spełnionym w nieodpowiedni sposób.

Usiadła gdzieś na początku autobusu obok jakiejś starszej pani, która tylko spojrzała na nią dziwnie. Widocznie była jedną z osób, które widziały rozmowę ze smokiem. Dziewczyna miała ochotę zapaść się pod ziemię. Następnym razem będzie uważać. Następnym razem… Łza spłynęła jej po policzku. Wytarła ją szybko i wzięła głęboki oddech.

– Ułoży się jakoś, Melcia – usłyszała głos przyjaciela w głowie. Chciała zaprzeczyć, krzyknąć, w jakikolwiek sposób odpowiedzieć, ale zamiast tego spojrzała beznamiętnie na drogę i gapiła się tak do końca podróży.

Minęło dwadzieścia minut zanim dotarła do domu. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Ściągnęła buty i już chciała iść do swojego pokoju, kiedy z kuchni wyszła matka. Wyglądała jak zwykle bardzo ładnie. Długie włosy spięła w schludny koczek, a swoje idealne ciało odziała w bardzo krótką sukienkę. Była też jak zwykle bardzo pijana i bardzo wściekła.

– Kończysz lekcje dziesięć minut po czternastej. Przystanek jest naprzeciw szkoły. Jakim cudem nie możesz zdążyć na autobus o wpół do piętnastej? Odpowiesz mi? Bo nie rozumiem – zaczęła kobieta. Amelia próbowała coś powiedzieć, ale została tylko uderzona w twarz. – Znowu po lekcjach rozmawiałaś ze swoimi wymyślonymi stworkami w szkolnej szatni? Dziewczyno, dorośnij! Jesteś już w gimnazjum, a wcale się nie zmieniłaś od przedszkola. Nie mam zamiaru znowu się włóczyć z tobą po lekarzach z tymi twoimi urojeniami.

Mela tylko spojrzała na nią pustym wzrokiem. Przywykła. Słuchała podobnych wypowiedzi kilka razy dziennie. Zaczekała aż matka skończy i poszła do pokoju. Zakluczyła drzwi i położyła się na łóżku. Z oczu spłynęło jej kilka łez złości.

Smok wyszedł z jej włosów, kiedy tylko wyczuł, że jest bezpiecznie. Położył się na jej brzuchu i zwrócił na nią swoje białe, ślepe oczy. Wszystkie smoki były ślepe. Amelia nie rozumiała dlaczego, ale jej przyjaciel twierdził, że dzięki temu łatwiej im opanować prawdziwą wiedzę o świecie, nic nie pochłania ich uwagi zanadto.

– Melciu, jesteś smutna – stwierdził. – Wiem, co może ci pomóc.

Dziewczyna poczuła, że smok porusza nerwowo ogonem. Westchnęła cicho. Wiedziała, co ma na myśli. Rozważyła jego propozycję. Tak, to odpowiedni dzień. Dziś będzie mogła pozbyć się problemów i poznać świat takim, jaki jest. Tak będzie lepiej.

– Obiecaj, że zaopiekujesz się Alkiem – poprosiła bardzo cicho, jakby chciała ukryć swoją prośbę przed światem. – Nie zostawiaj go samego, tak jak mnie nigdy nie zostawiłeś. To mój brat i martwię się, że kiedyś coś może mu się stać. Chroń go.

Smok tylko wyciągnął swój rozdwojony język. Nie odpowiedział jej. Stwierdziła, że to musi oznaczać zgodę. Wstała. Podeszła do półki i wzięła to, czego aktualnie potrzebowała najbardziej. Srebrna żyletka zalśniła jej w dłoni. Usiadła przy ścianie między drzwiami a dużym regałem na książki. Zacisnęła zęby i przejechała ostrzem wzdłuż żyły. Wciąż obserwowała smoka, który uporczywie trzymał się swoimi pazurkami jej koszulki. Świat zaczął powoli się rozpływać. Amelia nie wiedziała, czy było to spowodowane bólem, jaki odczuwała, czy utratą krwi.

Zasnęła. Jej bezwładne ciało osunęło się na podłogę w szkarłatną kałużę. Zniknął świat elfów, skrzatów i innych dziwów. Zniknął smok. Zniknęli rodzice i Alek.

Ocknęła się w dużej białej sali. Nie rozumiała, co się dzieje. Potrzebowała chwili, żeby dojść do siebie. Nie udało jej się. Przegrała. Znowu jest wśród ludzi. Znowu przyjaciel jest schowany między jej włosami i nie pojawi się, dopóki nie zostanie chociaż na moment sama. Przecież miało się udać, miało być inaczej, lepiej! Dlaczego? Dlaczego nie potrafiła sobie nigdy poradzić nawet z czymś tak prostym i naturalnym jak śmierć? Czuła się beznadziejnie bezużyteczna.

Później ją zamknięto w szpitalu dla dziwaków. Kazano łykać jakieś dziwne tabletki. Nie czuła się po nich zbyt dobrze. Pacjenci z psychiatryka wydawali się wtedy tylko straszniejsi, a świat stawał się dziwny. Z każdym dniem spotykała coraz mniej elfów w ogrodzie. Kiedyś nawet spytała o to pielęgniarkę, ale ona tylko uśmiechnęła się ładnie i powiedziała, że się z tego cieszy. Amelia nie potrafiła tego zrozumieć. Kto teraz dbał o grządki? Kto zajmował się kwiatami? Dlaczego pielęgniarkę to cieszyło? To zapewne dlatego, że kobieta jej nie wierzyła. Tak, to z pewnością to.

– Te leki zamykają ci oczy, pokazują świat takim, jakim nie jest. Nie bierz ich – powiedział jej kiedyś smok.

Nie posłuchała go i później bardzo tego żałowała. Jej przyjaciel któregoś dnia zniknął. Co prawda wcześniej zaczynał się pokazywać coraz rzadziej, ale wtedy zniknął. Na dobre. Jej jedyna pociecha w życiu, jedyny sprzymierzeniec. Już nie miała z kim walczyć przeciw światu. Mogła się tylko dopasować albo umrzeć. Tylko jak żyć, kiedy świat już nie jest znajomym miejscem?

Doszły mnie kiedyś pogłoski o chłopcu, który ma wielką wyobraźnie i duży potencjał literacki. Postanowiłam się z nim nawet spotkać. Miał może osiem lat, duże błękitne oczy i złote kędziorki na głowie. Na jego piersi lśnił złoty naszyjnik w kształcie smoka o białych oczach. Zdaje się, że dostał go od siostry, kilka dni przed jej próbą samobójczą. Biedny malec płakał żałośnie, kiedy o tym mówił. Ponoć dziewczyna miała taką samą broszkę, z którą nigdy się nie rozstawała. Mówił, że od dnia, kiedy ojciec znalazł ją całą we krwi zauważył coś dziwnego. Czasami smok na naszyjniku poruszał ogonem. Chłopiec wyraźnie się bał. Uspokoiłam go i poprosiłam, żeby zostawił mi naszyjnik i skończą się jego problemy. Już nigdy więcej nie wrócił, nie potrzebował kolejnych wizyt.

Z ostatnich obserwacji: smok porusza ogonem codziennie między godziną czternastą a szesnastą. Często też zmienia pozycje swojego ciała. Chyba zaczynam mieć problemy z psychiką. Ostatnio wydawało mi się, że smok coś do mnie powiedział.  

Koniec

Komentarze

A to wredne gadziny… Smutne dosyć.

Spodobały mi się nietuzinkowe pomysły – o takich smokach jeszcze nie czytałam. Jeśli chodzi o język, to kilka razy coś mi zgrzytnęło, ale nie było źle.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo ciekawy, chociaż smutny pomysł. 

 

Doszły mnie kiedyś pogłoski o chłopcu, który ma wielką wyobraźnie

Wyobraźnię – literówka

 

Te dwa ostatnie akapity zlewają się z resztą opowieści, mimo zmiany narratora. Tu ewidentnie jest nim jakiś psycholog. Przynajmniej ja to tak odbieram.  Oddzieliłabym końcówkę dla większej czytelności.

Powtarza się też w tej części naszyjnik.   

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tekst, który gra na uczuciach… Już któryś raz spotykam się z pomysłem, że “fantastyka” okazuje się chorobą umysłową (a może nie? Tak do końca nie wiadomo… ; ), zatem idea mnie nie zaskoczyła. Pomimo tego tekst czyta się z pewnym zainteresowaniem. Niezły jest pomysł na zakończenie – potencjalna kontynuacja choroby.

Od strony technicznej całość wydaje się napisana językiem dość prostym, takim trochę szkolnym. Między innymi przez to w tekście niewiele jest emocji – np. scena w której dziewczyna podcina sobie żyły jest mimo wszystko dość obojętna. Ale to akurat jest do wyćwiczenia, im więcej się pisze, tym większy zasób słów i technik pisarskich.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No, dość smutne. Przeczytałem z zainteresowaniem.

 

Otrząsnęła się z własnych myśli. (…) Wolała nie osiągnąć nic, niż dać się zbłaźnić.

Powyrzucałbym tu trochę. W pierwszym przypadku przymiotnik jest zbędny, bo nie mogła otrząsnąć się z czyichś myśli.

Zgadzam się z przedmówczynią – trochę zabrakło emocji. Wybrałaś ciekawy temat i ciekawą postać – dziewczynę, która ma swój własny, fantastyczny świat, przez co uważana jest za dziwaczkę i osobę szaloną. Dziewczyna kocha ten świat, kocha wszystkie stworzenia z tego świata, ale jednocześnie nie chce być piętnowana przez społeczeństwo i decyduje się na samobójstwo. Jest w tym tyle emocji, które mogłaś oddać, by poruszyć czytelnika, sprawić by czytelnik utożsamił się z bohaterką, współczując jej lub podziwiając. Także ten, nad tym bym popracowała.

 

Z drugiej strony – podobało mi się. Pomysł ciekawy, uwielbiam tematy, które poruszają choroby psychiczne lub osobne światy, do których wstęp mają wybrane (wrażliwe? marzycielskie?) osoby. Tekst smutny, ale jednocześnie magiczny. Mimo błędów wymienionych przez moich poprzedników, czytało się gładko i z rosnącym zainteresowaniem. Podobało mi się zdanie, kiedy smok odradza dziewczynie branie tabletek. Czy dzięki tabletkom dziewczyna wraca do prawdziwego świata czy przeciwnie – zatraca się w nierealnym świecie?

 

Życzę weny i kolejnych udanych tekstów :)

Raczej miałam na myśli, że wraca do prawdziwego świata. Cieszę się, że w gruncie rzeczy odczucia były pozytywne. Czeka mnie jeszcze dużo pracy, ale przepełnia mnie motywacja do działania. :)

Tekst jest całkiem niezły. Można by go, co prawda, napisać nieco mniej szkolnym językiem – ale ja dla mnie wypranie narracji z emocji buduje klimat. Przyczepić się ewentualnie można do logiki finału. Ostatnie zdania sugerują, że zaburzenia są związane z tym naszyjnikiem, podczas gdy dziewczynę leczy się farmakologicznie z pozytywnym skutkiem. Nie jest również do końca zrozumiała postawa tego bezimiennego bohatera, który przejmuje naszyjnik, zdaje się być świadomy jego działania, ale nie przeciwdziała, gdy sam zaczyna wariować. 

I po co to było?

Niezłe, smutne, ale zastrzeżenia, w większości, mam pdoobne co przedpiścy: stylizacja, brak oddzielenia finału typograficznie (jeden enter więcej), niejasność czy naszyjnik/broszka jest “źródłem” czy objawem (chociaż, w sumie, to może być też plus – ale finał przez to może być zaciemniony jeszcze bardziej). Z kolei postawę obserwatora na końcu zrozumiałem jako “zabieram, dzieciak ma ok, kładę na bok, zapominam, czasem rzucam okiem – o! Rusza się! Czy dobrze widziałem? Poobserwuję…”

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Doceniam pomysł i sposób w jaki problem został przedstawiony, ale mimo obecności smoka, moim zdaniem, to nie jest opowiadanie o smoku. To opowieść o nietolerancji, o niezrozumieniu innych.

Wykonanie także pozostawia nieco do życzenia.

 

Ame­lia ba­wi­ła się swoim ró­żo­wym dłu­go­pi­sem i spo­glą­da­ła za okno. Ame­lia ba­wi­ła się ró­żo­wym dłu­go­pi­sem i spo­glą­da­ła przez okno.

Spojrzeć za okno możemy, gdy otworzymy je i wychylimy się na zewnątrz.

 

Otrzą­snę­ła się z wła­snych myśli. – Czy mogła otrząsnąć się z cudzych myśli?

Proponuję: Otrząsnęła się z rozmyślań.

 

Smoki to za­baw­ne stwo­rze­nia. Po­tra­fi­ły ko­mu­ni­ko­wać się za po­mo­cą te­le­pa­tii i były chyba naj­mą­drzej­szy­mi stwo­rze­nia­mi na świe­cie. – Powtórzenie.

 

Kilka lat za­ję­ło jej zanim to zro­zu­mia­ła… – Kilka trwało, zanim to zro­zu­mia­ła

 

Na ra­mie­niu sie­dział jej mały smok, cały złoty, bar­dzo do­stoj­ny. Był jej je­dy­nym przy­ja­cie­lem. To on za­wsze mówił do niej w cza­sie lek­cji i tylko on za­wsze ją wspie­rał. Swoim nie­wiel­kim pyszcz­kiem do­tknął płat­ka jej ucha. Uśmiech­nę­ła się smut­no. Po­ło­ży­ła go sobie na dłoni i spoj­rza­ła na niego swo­imi wiel­ki­mi, błę­kit­ny­mi ocza­mi. – Przykład nadmiaru zaimków.

 

Bę­dzie mu­sia­ła znów słu­chać żali swo­jej matki.Bę­dzie mu­sia­ła znów słu­chać żalów swo­jej matki.

 

Za­klu­czy­ła drzwi i po­ło­ży­ła się na łóżku.Za­mknęła drzwi na klucz i po­ło­ży­ła się na łóżku.

Można coś wykluczyć, ale nie można drzwi zakluczyć.

 

Za­ci­snę­ła zęby i prze­je­cha­ła ostrzem wzdłuż żyły. – Nigdy nie próbowałam odebrać sobie życia, ale gdybym miała to zrobić, to raczej prze­je­cha­łabym ostrzem w poprzek żył.

 

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, w poradniku skutecznego samobójcy jest cięcie tylko wzdłuż żyły. Nie da się łatwo zszyć. Tych co w poprzek, zazwyczaj odratowują.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, PsychoFishu, zapamiętam!

Mam nadzieję, że dzielisz się wiedzą wyłącznie teoretyczną. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eee… nooo… Ciachanko wzdłuż – dwa pięćdziesiąt, w poprzek – dwa. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ryba z doświadczeniami i po przejściach… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja tylko niosę pomoc! Dwa pięćdziesiąt to naprawdę tanio! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niech się kolega nie tłumaczy. Ja nic nie mówię. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-D Zyciowa rola Stuhra :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka