- Opowiadanie: via - "NF w realu"

"NF w realu"

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

"NF w realu"

Stał lekko pochylony nade mną, z uniesionym mieczem. Ogromne, napięte mięśnie na jego ramionach lśniły, w przeciwieństwie do zakrwawionej już klingi. Ja jednak skupiłam wzrok na jego twarzy. Włosy, mimo że rozwiane i w nieładzie, nie wpadały mu w oczy i układały się tuż za uszami. Skierowany prosto na mnie wściekły wzrok kontrastował z sympatyczną zmarszczką w kąciku oka. Takie zmarszczki powstają od częstego uśmiechania się, dlatego nie pasowała mi do tej twarzy. I tych monstrualnych nozdrzy. Kurczę, ale się rozdęły! Ale najgorsze i tak były usta. Nie żeby jakieś strasznie brzydkie, chociaż nie przepadam za zarostem. Zęby też w miarę równe i czyste. Ale z tych ust wydobywał się głośny, naprawdę głośny wrzask.

Rozległo się walenie do drzwi. Ostrożnie, nie podnosząc się za bardzo, zsunęłam się z fotela. Wzrok mężczyzny podążył za mną, kiedy wymijałam jego miecz. Szybko przeszłam pustą przestrzeń dzielącą mnie od drzwi, ledwo rejestrując pirata przy biurku. Przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi.

Na zewnątrz stał Krzysiek z wciąż uniesioną do uderzania w drzwi ręką. Szybko opuścił ją, jak mnie zobaczył.

– O, jesteś cała?

– A czego się spodziewałeś?

– Ten krzyk… Myślałem, że coś ci się dzieje.

– Niee… Wejdź – otworzyłam szerzej i zrobiłam Krzyśkowi miejsce.

Wszedł do przedpokoju, ale szybko zatrzymał się, kiedy spojrzał do salonu.

– Ee… Skąd masz Herkulesa?

– To chyba dość długa historia, wiesz?

– Nie spodziewam się niczego innego – Krzysiek zbliżył się do umięśnionego mężczyzny i zaczął go oglądać z każdej strony, wciąż śledzony wściekłym wzrokiem krzyczącego. – Czy on musi tak cały czas?

– Nie wiem, pewnie tak. Wrzeszczy tak od 15 minut i nawet nie nabrał powietrza – wzruszyłam ramionami. – Chodź do kuchni, jak zamkniemy drzwi to prawie go nie słychać.

Niemal siłą odciągnęłam Krzyśka od Herkulesa i zaciągnęłam do kuchni. Nie słuchałam jego pytań, tylko posadziłam na krześle, zamknęłam drzwi do kuchni i nalałam sobie coli.

– Chcesz coś?

– Nie, dzięki. Mówisz, że tu jest cicho? – zapytał Krzysiek. Przez drzwi wciąż było słychać krzyk. Nie miał już jednak natężenia wrzasku, a jedynie dość głośnego mówienia.

– Nie – wzruszyłam ramionami. – Ale tu jest szansa, że będziemy mogli normalnie porozmawiać.

– Aha… To skąd masz Herkulesa?

*

Wszystko zaczęło się jakieś 20 minut wcześniej. Weszłam sobie na forum fantastyki, żeby zobaczyć, co tam się dzieje ciekawego. W dziale „O ‘Nowej Fantastyce’” pojawił się nowy temat „NF w realu”. Liczyłam na jakieś spotkanie z redaktorami albo coś w tym stylu. Ale kiedy weszłam w temat okazało się, że nic tam nie ma. Parę razy odświeżyłam stronę, ale nic się nie pojawiło. No trudno, cofnęłam się na stronę główną i wtedy się zaczęło.

Najpierw usłyszałam krzyk. Kiedy podniosłam wzrok znad laptopa zobaczyłam nad sobą Herkulesa. Zamarłam. Umięśniony facet z mieczem pochyla się nade mną i krzyczy. W dodatku ten jego wzrok. Chyba sam zauważyłeś… Ostrożnie odłożyłam laptopa na stół, ale Herkules się nie ruszył. Powoli odsuwałam fotel do tyłu aż na coś trafił. Odwróciłam się i nie mogłam powstrzymać krzyku przerażenia. Przed oczami zobaczyłam czyjeś nogi! Spojrzałam wyżej i zobaczyłam całego mężczyznę wiszącego w powietrzu. Na szczęście w powietrzu. Nie widziałam nigdzie żadnej liny, więc to nie był wisielec. A chyba tego się najbardziej bałam. Mężczyzna nie był stary, na głowie miał kapelusz, poza tym ubrany był w spodnie, krawat i kamizelkę włożoną na gołe ciało. Patrzył przed siebie, w przestrzeń, ręce miał uniesione jak jakiś magik czy coś. A, no i był czarno-biały.

Po chwili się uspokoiłam. Byłam już wystarczająco daleko od Herkulesa, żeby wstać z fotela. Popatrzyłam uważniej na Wiszącego w Powietrzu, wyglądał znajomo. Kiedy ostrożnie go okrążałam, kątem oka zauważyłam, że poza twarzą i ramionami Herkules jest jakiś niewyraźny, taka jakby kolorowa mgiełka. Wiszący też był z tyłu dużo mniej wyraźny, po prostu cała jego postać była czarna. Złapałam go za nogawkę spodni, najprawdziwiej materialną i spróbowałam pociągnąć. Nic się nie stało. Chciałam się oprzeć o tył fotela, żeby przemyśleć, jak się pozbyć niechcianej ozdoby salonu, ale poślizgnęłam się. Noga poleciała mi do przodu razem z gazetą. I o dziwo Wiszącym. Nie przewróciłam się tylko dlatego, że zdążyłam złapać krawędź stołu.

Zdziwiona spojrzałam na sprawcę niedoszłego wypadku – gazetę. To była lipcowa „Nowa Fantastyka” z czarno-białymi drzewami na okładce. I czarną plamą w kształcie człowieka mniej więcej na środku. Spojrzałam na Wiszącego, jeszcze raz na gazetę i zaczęłam kojarzyć.

Odwróciłam się do Herkulesa i spojrzałam pod jego stopy. Albo raczej mgiełkę, gdzie powinny być stopy. Tak, leżała tam „Nowa Fantastyka” z wielką czernią na okładce, tam, gdzie powinna być głowa i ramiona Herkulesa.

– O, ja pierdolę… – nie mogłam wykrztusić nic innego.

Postanowiłam zabrać Wiszącego z salonu, bo jednak trochę przeszkadzał. Domyśliłam się, że kiedy poruszam gazetą, przenosi się też postać z jej okładki, więc przesunęłam gazetę do sypialni. I zamknęłam drzwi. Wyciągnę go stamtąd przed nocą, jeśli do tej pory nie wymyślę, jak się ich pozbyć na stałe. Następnie postanowiłam przestawić wrzeszczącego Herkulesa, ale kiedy go obchodziłam zauważyłam, że ktoś stoi przy biurku. Mimo, że większość postaci była ciemna, rozpoznałam pirata z wrześniowego numeru. O dziwo, całkiem nieźle komponował się z moim biurkiem. Może dlatego, że pojawiło się tylko jego popiersie, a mgły było niewiele. Kapitan patrzył na mnie poważnym wzrokiem doświadczonego korsarza. Gdybym nie wykupiła prenumeraty to na pewno kupiłabym ten numer dla niego na okładce. Cóż, kocham piratów. Chociaż czaszka w dłoni kapitana nasuwała na myśl Jacka Sparrowa dużo bardziej niż na okładce i tak patrzyłam na pirata z uwielbieniem.

– Dobra, ty możesz zostać – uśmiechnęłam się do pirata.

Rozejrzałam się za najnowszym numerem, próbując sobie przypomnieć, co było na okładce. Zauważyłam go na stole, pod laptopem. Był otwarty na opowiadaniu i nic się nad nim nie unosiło.

Zrozumiałam, że w moim mieszkaniu pojawiły się tylko postaci z okładek i zaniepokojona zerknęłam na szafkę, w której trzymałam starsze, już przeczytane do końca numery. Podeszłam i podejrzliwie zajrzałam do środka, ale zamknęłam szafkę chyba szybciej niż otworzyłam. Zauważyłam tylko jakieś szpony, pistolety i całą masę kolorowej mgiełki. Było tam jakieś 15 numerów, więc wolałam nie myśleć, jak te wszystkie dziwne postaci się tam pomieściły.

– Mógłbyś się zamknąć? – spytałam Herkulesa. Nie odpowiedział, ale cały czas krzyczał. Lekko wkurzona, usiadłam na fotelu, przysunęłam go na poprzednie miejsce i odwróciłam się do laptopa na stole. Znowu weszłam na forum i zaczęłam przeglądać tematy w poszukiwaniu rozwiązania mojego problemu. Przecież nie mogłam być jedyną osobą, która w to kliknęła. Ani jedyną osobą, której coś wyskoczyło z okładki. A już na pewno nie mogłabym być jedyną, której to przeszkadza. Szukałam chwilę, zerkając co chwilę na wrzeszczącego Herkulesa, kiedy usłyszałam walenie do drzwi.

*

– W międzyczasie zaczęłam żałować, że schowałam już numer z Johnnym Deppem na okładce. On by mi w domu nie przeszkadzał.

– I nic nie znalazłaś? – zapytał Krzysiek, ignorując moją wzmiankę o najprzystojniejszym aktorze.

– Nie – westchnęłam. – Mówię ci, że to się zaczęło jakieś 15 minut przed twoim przyjściem.

– No dobra, to poszukam z tobą. Dawaj laptopa.

Wyszłam do salony i stanęłam jak wryta.

– Nie ma go.

– Laptopa? Jak ktoś mógłby go ukraść, przecież cały czas tu byliśmy… – Krzysiek wstał i podszedł do mnie.

– Herkulesa. I pirata – zaskoczona zajrzałam do sypialni. – Wiszącego też nie ma.

– Szkoda, chciałem go zobaczyć… Ale dlaczego ich nie ma?

– A skąd mam wiedzieć? Przecież siedziałam z tobą w kuchni – rozejrzałam się. – Gazety są na swoim miejscu…

– Serio? – Krzysiek spojrzał krzywo na mnie i na rozrzucone po pokoju numery „Nowej Fantastyki”. Zignorowałam go. – Dawaj tego laptopa, zobaczymy, o co chodzi.

– Dziwne, że nie zauważyliśmy, kiedy Herkules przestał wrzeszczeć – powiedziałam, siadając przy komputerze.

– Może się już przyzwyczaiłaś. Zresztą w kuchni rzeczywiście mniej go było słychać – Krzysiek stanął za mną i patrzył mi przez ramię. – Pokaż może na początek ten temat.

Weszłam na forum. Tematu nie było na pierwszej stronie. Wpisałam go w wyszukiwarkę, ale też się nie pojawił.

– Nie ma – stwierdziłam, chyba niepotrzebnie.

– Aha, to może dlatego wszyscy zniknęli?

– Może… – przyznałam. – Strasznie dziwna sprawa.

– Dziwna – zgodził się Krzysiek. – Masz coś do picia?

– No… Zostało trochę coli i mam wodę.

– E, piwa bym się napił.

– Nie mam, trzeba kupić. Chodź, i tak nie mam nic do jedzenia i miałam iść do sklepu.

– Dobra – Krzysiek ruszył w stronę drzwi.

– Zaczekaj, tylko wezmę torebkę.

Podeszłam do szafki, wyjęłam z niej majowy numer „Nowej Fantastyki” i położyłam go w sypialni. Kiedy wyszłam do salonu Krzysiek dziwnie na mnie patrzył.

– No co?

– Naprawdę to zrobiłaś?

– Nie wiem, o co ci chodzi – zrobiłam niewinną minę i otworzyłam drzwi.

– A pozostałych numerów nie sprzątniesz?

– E tam, jak wrócimy.

– To miej nadzieję, że Herkules nie wróci przed nami.

 

Koniec

Komentarze

Fajny pomysł! Podobało się.

Liczby słownie.

Niemal siłą odciągnęłam Krzyśka od Herkulesa i zaciągnęłam do kuchni. Nie słuchałam jego pytań, tylko posadziłam na krześle, zamknęłam drzwi do kuchni i nalałam sobie coli.

Powtórzenia. Drugą kuchnię spokojnie możesz wywalić – da się domyślić, że to nie o drzwi od lodówki chodzi.

ale kiedy go obchodziłam zauważyłam

Zjadłaś przecinek.

Powodzenia w konkursie.

Babska logika rządzi!

– W międzyczasie zaczęłam żałować, że schowałam już numer z Johnnym Deppem na okładce. On by mi w domu nie przeszkadzał.

Mi w sumie też, chociaż wolałabym The Rocka w roli Herkulesa, nawet krzyczącego ;)

Puenta też słodziutka. Generalnie fajne opowiadanie.

 

Powodzenia w konkursie :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Magiczna siła znikających tematów portalowych… Niezłe i sympatyczne. Czego chcieć więcej?

Pomysł bardzo fajny, lecz zrealizowany tak sobie. Zapoznaj się z prawidłowym zapisem dialogów.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Pomysł, moim zdaniem taki sobie, realizacja też. Początek wydał mi się nawet obiecujący, jednak ani sposób, w jaki bohaterka opisywała co się jej przytrafiło, ani dialogi, ani rozwiązanie do gustu mi nie przypadły.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

wpadały mu w oczy – “do oczu” pasuje bardziej

nie podnosząc się za bardzo, zsunęłam się z fotela – dwukrotnie “się”; może: nie wstając za bardzo, zsunęłam się

stał Krzysiek z wciąż uniesioną do uderzania w drzwi ręką – trochę niezręczny, za długi konstrukt

Niee… Wejdź – otworzyłam – zapis dialogów: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

niczego innego – Krzysiek zbliżył – jak wyżej; brakuje kropki

pewnie tak. Wrzeszczy tak

zamknęłam drzwi do kuchni i nalałam – zbędne, bo jest powtórzenie z wersem wyżej

jakieś 20 minut /// tak od 15 minut – liczebniki zapisujemy słownie

Weszłam sobie na forum

Sympatyczny szorcik, tylko widać takie pisanie na spontanie i na kolanie ;) Welonowe zapalenie dużo, dużo mocniejsze, ale i to czyta się z pewną przyjemnością.

Nowa Fantastyka