- Opowiadanie: sfun - Złote jajko

Złote jajko

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Złote jajko

Podróżowaliśmy już od kilkunastu miesięcy, niesieni wiatrem, gdy nasz statek – “Posłaniec” wpłynął w strefę ciszy. Wiedziałem, że wkrótce trzeba będzie zwinąć żagle, by kontynuować rejs. Wyszedłem na pokład, czując niepokój. Strefa ciszy to miejsce, które statki handlowe, bez silnej obstawy albo omijały, albo przepływały na maksymalnej szybkości, ryzykując nawet wpadniecie na mieliznę. My nie mieliśmy eskorty, a nasz żagiel dużo wcześniej uległ awarii, przez co w strefę weszliśmy z prędkością ślimaka, wystawiając tyłek na ataki.

– Kapitanie, wezwijmy pomoc! – zawołałem do przechodzącego Andro. Zignorował z początku mój krzyk, odchodząc, ale kilka kroków dalej stanął nagle, by zawrócić.

– I co?! – ryknął mi w twarz. – Wezwę pomoc, poczekamy tu sobie kilka miesięcy, może nawet dłużej a w tym czasie piraci dowiedzą się o naszej obecności… nie, sir, jedyną naszą szansą jest ukrycie…

 

Czarny jak otchłań miedzygwiezdna statek “Sikający szczur” przycumował do komety, jedynego w tej części Układu obiektu, mogącego dać mu ukrycie. Zaczeła się właśnie zabawa w kotka i myszkę, choć ofiara była dla korsarzy żadnym wyzwaniem nadal istniało ryzyko, że ucieknie. A tej myszce nie wolno było pozwolić uciec.

 

– Peerat! – usłyszałem krzyk jednego z czuwających marynarzy. Zerwałem się z pryczy, myśląc, że gorzej trafić nie mogliśmy. Potem pomyślałem o ładunku – nie mógł dostać się w nieodpowiedzialne macki biobotów. Złote jajko, wielkości dorastającego Geodroida było – według naukowców kluczem do naszej przeszłości. Tajemniczy podpis na złotej skorupce “DJ” interpretowano wstępnie jako cyfrowy dziennik naszych wymarłych stwórców. Ale inni badacze…

 

– Argh, argh… A niech mnie, przeklęta chrypka! Dawać mi tu, to złote jajo!

– Ale ten geod ostrzegał nas…

 

Herszt piratów nie słuchał, zahipnotyzowany złotym jajkiem. Wpartywał się w dwie litery “DJ”, gdy poczuł wewnątrz tajemniczego przedmiotu poruszenie. Z początku słabe, ledwie wyczuwalne, po chwili przybrało na sile. Skorupka najpierw się wybrzuszyła, a następnie pękła w górnej połowie. Stworzonko, uwięzione wewnątrz szybko poradziło sobie z resztą więzienia, po chwili złote okruchy były jedyną pozostałością po skarbie. Mały, żółty, poruszający się na dwóch kończynach stworek przypatrzył się swoimi czarnymi ślepkami przywódcy piratów, po czym delikatnie dziobnął w oko. Zaskoczony herszt bandy instynktownie odrzucił od siebie kurczaka, ale ten, zasmakowawszy już w mięsku robali szybko wrócił.

 

Ale, co oznacza skrót DJ? To proste: “Duże jajo”!

 

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Wesołe, ale trochę chaotyczne. Co w Twoim świecie oznacza “strefa ciszy”?

Babska logika rządzi!

Nie chciałem tego zbyt dosadnie wyjaśniać w tekście, ale widzę, że się bez dodatkowych wyjaśnień niestety nie obejdzie. Z jednej strony nie chciałem, by kosmiczny charakter szorta był oczywisty od początku, ale to sprawia, że tekst jest, jak piszesz chaotyczny.

 

Strefa ciszy to przestrzen w kosmosie, gdzie wiatr słoneczny dwóch gwiazd wzajemnie się znosi. Oczywi ście w astronomi nie ma takiego terminu, to mój wymysł na potrzeby opowiadania.

 

Nawet na mieliznę mam (w miarę) dobre wyjaśnienie – to zakłócenia grawitacyjne.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Aha. Taki świetlny punkt Lagrange’a? Może być.

Jeszcze masz literówkę w tytule. Chyba.

Babska logika rządzi!

Czarny jak otchłań miedzygwiezdna statek “Sikający szczur” przycumował do komety, jedynego w tej części Układu obiektu, mogącego dać mu ukrycie. – przeczytaj to zdanie i napisz jeszcze raz po polsku

 

Skorupka najpierw się wybrzuszyła, a następnie pękła w górnej połowie. – wiem o co chodzi, ale jakoś tak górna i dolna połowa jajka nie podoba mi się

 

Takie sobie opowiadanko, żeby nie powiedzieć, że słabe. Może na konkurs wystarczy:)

 

Pozdrawiam

 

 

Mastiff

sfunie, przyznam, że ciekawy tekst. Finał nastąpił jednak za szybko. Żart do mnie nie przemówił. Szkoda, bo był moment, że pojawiła się u mnie iskierka, bo ja wiem, zachwytu?

;-)

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Chętnie bym to rozwinął, ale nie mam pomysłu:(

Dodatkowo mam rozpoczęte chyba z pięć projektów i żadnego nie mogę skończyć:( JAk mam czas nie ma weny, jak jest wena nie mam czasu:(

Ps. Nikt jeszcze nie zauważył nawiązania do pewnej osoby z portalu? Przecież zrobiłem to w sposób niemal nachalny:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

To było tak nachalne, że nie było sensu nawet o tym wspominać. Po za tym czekamy na reakcję samego zainteresowanego.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Mam nadzieję, że zainteresowany nie obrazi się na mnie za tębezczelność:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

albo przepływały na maksymalnej szybkości, ryzykując nawet wpadniecie na mieliznę.

Literówka. 

Jest nutka humoru, ale całość raczej bez błysku. 

Sfun, to jest niezłe. Jest zabawne. Pomysł prosty, ale sprawnie poprowadzona fabuła. Rozumiem, że chciałeś spiąć założenia konkursowe z osobą trybuna konkursu. Tylko… wiesz co…? Tak w moim odczuciu, wygląda, jakbyś pchał się mu na silę w cztery litery. Jeżeli mogę coś Ci radzić (?) – ja, nowy na tym Portalu – pisz z serca, nie zwracając nadmiernej uwagi na tematykę konkursu czy osobę jego patrona.

Proste pytanie do Kolegi Autora: skoro strefa ciszy, jej położenie, rozległość i tak dalej są znane kosmicznym żeglarzom, to na jakiego czorta pchają się w nią?

Poza tym drobna niekonsekwencja: raz zwinąć żagle, drugi raz jeden żagiel uległ awarii.

Niestety, nie przemówił do mnie ten tekst zupełnie:/ Przykro mi sfunie, ale ani mnie to ziębi, ani grzeje… A określenie “awaria żagla” jest kompletnie nietrafione moim zdaniem. Na czym miałaby niby polegać ta awaria? Wszak to nie maszyna, lecz kawałek materiału nadmuchiwany wiatrem…

Nigdy nie mów nigdy!

Nie podobało mi się. Wygląda trochę na improwizację.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

@Ambroziak: pcham się w cztery litery?! Przecież to jest dość spora doza żartu z organizatora konkursu, żartu, może nie najwyższych lotów (mi końcowa zamiana w kurczaka zjadającego robaki wydawała się zabawna), ale bardzo wyraźnie zaznaczona i moim skromnym zdaniem nie wykraczająca poza granicę dobrego smaku.

 

Nigdy nie kierowałem się “modą” na tym portalu, wprost przeciwnie, często lubię eksperymentować, popełniłem nawet wiersze, ciągle próbuje też bezskutecznie napisać komedię SF,

 

@Adamie

Dryfowali na skutek awarii żagla. (patrz link u @Katka. jedną z wad tego napędu, to brak możliwości hamowania [próżnia!])

 

@Katka

http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBagiel_s%C5%82oneczny

 

@ Szyszkowy

I tak i nie. Improwizacja w wykonaniu, pomysł przemyślany IMO.

 

 

 

 

 

 

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Sfun, nie, OK (!), żart udany. Jak napisałem: podobało mi się i dowcipne jest. Chodziło mi tylko o to, że jakiś tam konkurs trwa kilka tygodni, a sztuka powinna być wieczna. Lepiej (imo) napisać coś, co przeżyje taki czy taki konkurs i co będzie czytane może jeszcze przez Twoje wnuki. 

Zwracam ci honor, sfunie w kwestii żagla, nie mniej jednak, tak czy siak , przykro mi, ale tekst kiepski IMO.

Nigdy nie mów nigdy!

Fajnie to musi wyglądać – takie zwracanie honoru ; ) Katko, opis, opis! : o )

edit: nie bierzcie mnie dziś na serio…

...always look on the bright side of life ; )

No i w jakiej walucie takie zwracanie?:P

@Jacek: tylko dzisiaj?

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Nie podobało mi się. Chaotyczne, jakby pisane w pośpiechu. Plus niezbyt przekonywująca puenta.

A jaką rekompensatę być sobie życzył sfunie? ;)

Nigdy nie mów nigdy!

hmmm…

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Do mnie też nie trafiło, zasadniczo w żadnym punkcie.

Sci-Fi – nie

Fabuła (o ile w ogóle można tutaj użyć takiego określenia) – nie

Puenta (żart) – nie

 

Gdyby to było naprawdę rozbudowane, osnute jakąś konkretną intrygą, okraszone ciężkimi walkami na dzidki laserowe (”Napier… tępe ch…!”), aktami głupiego heroizmu, litrami krwi przelanej w obronie DJ, pochłanianymi przez próżnię wybuchami, opisami (prawdziwymi opisami) i w ogóle i w ogóle, to finał miałby tu zupełnie inny, o niebo lepszy, bardziej wyraźny kontekst. A tak – niestety…

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

To jeden z moich tekstów o których wolałbym zapomnieć, ale zostawiam go, ku własnej przestrodze. Gdy go pisałem idea wydawała mi się świetna, potem… no cóż…

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Rozumiem, że opowiadanko zostało stworzone na okoliczność konkursu i pewnie dlatego teraz, po pewnym czasie, już nie robi większego wrażenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka