- Opowiadanie: itammati - Rozdział 37

Rozdział 37

Opowiadanie pisane do szkoły, na lekcję łaciny. Spodziewam się zastrzeżeń co do interpunkcji. Całość pisana na szybko (jakieś 60 minut pracy). Zapraszam do komentowania, jestem otwarty na wszelką krytykę. :D

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Rozdział 37

Rozdział 37

 

 

Zimne dłonie okryte lateksowymi rękawiczkami delikatnie nacisnęły klamkę. Drzwi zastał zamknięte. Nic dziwnego, każdy pragnie zachować przynajmniej pozory bezpieczeństwa w stolicy przestępczości. Hannibal ante portas. Migocząca świetlówka, wątle oświetlająca klatkę schodową, wesoło igrając z Christopherem, sprawiła, że ten rzucił na drzwi długi, złowieszczy cień. Nie mógł się teraz cofnąć. Wyrok został nadany ex cathedra. Kolejne morderstwo, tym razem nie będące jedynie rozrywką, ale także zleceniem, musi zostać wykonane. Mężczyzna dostał adres, nie wiedział jednak kim jest potencjalna ofiara. Wystarczyły dwa zręczne ruchy. Zardzewiały zamek zgrzytnął pod wpływem wytrycha, a zabójca bezszelestnie wszedł do przedpokoju. Spowite mrokiem, ciasne pomieszczenie, przywołało wspomnienia dawnej klaustrofobii, na którą cierpiał niegdyś Christopher. Nie tylko widmo dawnej choroby spowodowało drżenie pewnej, wprawnej w zadawaniu śmierci ręki, ale także refleksja na temat czegoś jeszcze. Wspomnień?

Z dala dobiegał odgłos leniwie spadających kropel wody, który mimowolnie przywołał uśmiech na twarz Christophera. Zabójstwa pod prysznicem zawsze wprowadzały coś innowacyjnego w szarą rutynę, życia mordercy. Ulice, toalety, sypialnie, to wszystko było takie nieciekawe. Mężczyzna cicho wsunął się do łazienki, wyjmując przy tym nóż. Dwunastcentymetrowe ostrze stanowiło jedynie broń pro forma, narzędzie egzekucji, które zabójca zwykł zostawiać przy swoich ofiarach. Owinięta kotarą wanna nie stanowiła żadnej bariery. Silna ręka bez wahania odsunęła zasłonę i zadała pewny cios, starannie wymierzony w krtań kolejnej bezbronnej osoby.

Młoda dziewczyna nie zdążyła krzyknąć. Bezwładne ciało powoli osunęło się na ziemię, a woda przybrała czerwony, żałobny garnitur. Dopiero teraz gdy czyn został dokonany, morderca mógł przyjrzeć się kobiecie. Christopher poczuł, że wysportowane ciało nie jest w stanie dłużej go utrzymać. Nogi ugięły się pod ciężarem winy dokonanych zbrodni. Najdrobniejsza kropla przepełniła czarę, która zdawała się nie mieć dna. Zabójca upadł na kolana. Stało się to, czego tak bardzo się obawiał, reminiscencja dawnego bytu powróciła. Zobaczył siedmioletniego chłopca. Przypomniał sobie swoje dawne altruistyczne cele i marzenia: pomaganie ludziom, bycie bezinteresownym, ochrona wątłego życia. Czy nie tego właśnie pragnął? Miał wtedy osiem lat, gdy matka malca zaszła w ciążę. Pierwszy z jego snów się spełnił. Już nie był jedynakiem. Kochał Annę jak nikogo innego. Budził się każdego dnia, aby nadawać barw jej życiu. Całe godziny spędzał na uszczęśliwianiu dziewczynki, gdy ta wątła, delikatna blondynka, po raz kolejny była gnębiona przez starsze dzieci. Odbierał ją ze szkoły, aby czuła się bezpiecznie. Nemo propheta in patria sua. W dzień osiemnastych urodzin chłopaka, dom jego rodziny spłonął w olbrzymim pożarze. Ponoć nikt nie przeżył tej katastrofy. Jego rodzice zginęli próbując bezskutecznie ratować siostrę Christophera.

Dorosły już młodzieniec opuścił rodzinne strony. Żyjąc w przekonaniu, że nie ma już na świecie nikogo bliskiego, zainicjował krwawą vendettę. Wkrótce zaczął zarabiać jako seryjny morderca. Teraz dopiero uświadomił sobie w jak wielkiej niewiedzy przyszło mu żyć. Poczuł gorące łzy rozpalające do czerwoności skronie. Krzyknął, próbując wyrazić ból. -Mea culpa!- Nic nie jest jednak w stanie stanowić spoiwa dla złamanego serca, a nic nie łamie serca tak bardzo, jak ból zadany najbliższej osobie. Dwa długie cięcia otworzyły tętnice. Christopher położył się koło siostry i złapał ją za rękę, tak jak miał w zwyczaju robić gdy odbierał ją ze szkoły. -Przepraszam…-wyszeptał i zamknął oczy.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Tak trochę widać, że pisane dla łacińskich wstawek, nie dla pomysłu. Użyłabym kursywy do tych sentencji. Interpunkcja kuleje.

Wyrok został nadany ex cathedra.

Wyroki się raczej wydaje niż nadaje.

Dwunastcentymetrowe ostrze

Literówka.

Babska logika rządzi!

Istotnie, tekst jest niedopracowany i nie najlepiej napisany. Nie znajduję w nim fantastyki.

 

Mi­go­czą­ca świe­tlów­ka, wątle oświe­tla­ją­ca klat­kę scho­do­wą… – Wolałabym: Mi­go­czą­ca świe­tlów­ka, słabo oświe­tla­ją­ca klat­kę scho­do­wą… 

 

Wyrok zo­stał nada­ny ex ca­the­dra.Wyrok zo­stał wyda­ny ex ca­the­dra.

Nadać można imię, tytuł, audycję, list na poczcie…

 

Owi­nię­ta ko­ta­rą wanna nie sta­no­wi­ła żad­nej ba­rie­ry. – Czy wanna była owinięta kotarą, aby woda nie wystygła? ;-)

Podejrzewam, że zdanie miało brzmieć: Ko­ta­ra osłaniająca wannę, nie sta­no­wi­ła żad­nej ba­rie­ry.

 

Bez­wład­ne ciało po­wo­li osu­nę­ło się na zie­mię, a woda przy­bra­ła czer­wo­ny, ża­łob­ny gar­ni­tur. – Skoro dziewczyna była w wannie, to ciało osunęło się chyba do wanny, nie na ziemię, której w łazience raczej nie było.

Powiedzieć o wodzie, do której spłynęła krew, że …przy­bra­ła czer­wo­ny, ża­łob­ny gar­ni­tur, nie wydaje mi się najlepszym pomysłem. :-(

 

W dzień osiem­na­stych uro­dzin chło­pa­ka, dom jego ro­dzi­ny spło­nął w ol­brzy­mim po­ża­rze. Ponoć nikt nie prze­żył tej ka­ta­stro­fy. Jego ro­dzi­ce zgi­nę­li pró­bu­jąc bez­sku­tecz­nie ra­to­wać sio­strę Chri­sto­phe­ra. Do­ro­sły już mło­dzie­niec opu­ścił ro­dzin­ne stro­ny. – Powtórzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powiem tak – widać, że niewiele czasu zostało włożone w napisanie tego tekstu, choć w gruncie rzeczy nie jest zły. Można przeczytać bez przewracania oczami, a to już plus.

Nowa Fantastyka