- Opowiadanie: bemik - Smutna dziewczyna

Smutna dziewczyna

Spróbowałam swoich sił w grozie, a dałam jako anonim, bo chciałam się dowiedzieć, czy wyszedł mi koszmar czy koszmarek. Uczę się straszyć.

Bardzo mnie cieszy “właściwie” pozytywny odbiór.

Tekst został nagrodzony w konkursie “Wakacje grozy” na portalu “ExtraStory” .

A tu link do pierwszego w moim życiu nagrania  https://www.youtube.com/watch?v=u4GINGGZI9Y 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Smutna dziewczyna

Bez lustra owinęła usta w czerń

Powieki uzbroiła w gęsty cień

Na schodach został po niej perfum smak

Nieśmiało zwiastujący to co miało się stać”

Smutna dziewczyna – the Cuts.

 

Odsunąłem się pod ścianę i pozwoliłem dziewczynie przejść tak, by nie musiała mnie nawet musnąć. Dlaczego? Sam nie byłem pewien. Może dlatego, że wyglądała bardzo nietypowo na tle innych małolat w dyskotece. Wszystkie kolorowe do bólu zębów, z dekoltami lśniącymi od potu, z opalonymi udami, błyskającymi spod zbyt krótkich sukienek, z uśmiechem sztywno przyklejonym do warg i bystrym spojrzeniem, prowokującym napalonych, tak samo jak one chłopaków.

– Kto to? – spytałem stojącego obok Grześka.

– Zmartwychwstała Maryja – zarżał w odpowiedzi.

– Co?

Zaciekawił mnie, ale nie sposób było rozmawiać przy łomocie disco.

– Chodź, zapalimy! – zaproponowałem.

Po drodze kupiłem dla siebie kolejną colę, a Grześkowi drinka. Wyszliśmy na taras. Wyciągnąłem paczkę i poczęstowałem kumpla, sam też wziąłem jednego, chociaż obiecywałem się ograniczać. Byliśmy tylko my dwaj i jakaś parka, śliniąca się na ławce pod oknem.

– No i co z tą dziewczyną? – przypomniałem Grześkowi.

– Jeśli ostrzysz sobie na nią zęby, to marne twoje szanse. To cnotka-niewydymka. Nikogo nie dopuści.

– Daj spokój, po prostu mnie zaciekawiła. Jest jakaś inna.

Nie potrafiłem sprecyzować swoich uczuć. Jej image mnie zaszokował. Tak mogłaby wyglądać, gdyby mieszkała w jakimś większym mieście, ale nie tu, na prowincji. Nie miałem nic do małomiasteczkowej społeczności, ba, nawet teraz, już jako dorosły, z przyjemnością przyjeżdżałem, by pobyć przynajmniej tydzień u babci, trochę jej pomóc. Kiedy byłem młodszy, spędzałem tutaj całe wakacje – stąd szczenięca przyjaźń z Grześkiem, odkurzana każdego lata. Zawsze szwendaliśmy się razem – nad rzeczkę, na dyskotekę, na jabłka z sadu Łuczaków. Tu przeżyłem swój pierwszy raz z dziewczyną – rozgorączkowany, szybki i beznadziejny, tak samo dla niej, jak i dla mnie. Ale nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak „zmartwychwstała Maryja”. Otaczał ją dziwny, niepokojący zapach, słodko-gorzki, jakiś taki dorosły, przesycony… czy ja wiem… cierpieniem, nienawiścią, erotyzmem? A może wszystkim po trochu. Chyba właśnie dlatego tak mnie zaintrygowała. A jeszcze ten wygląd: usta pociągnięte czarną szminką, atramentowy cień na powiekach, grafitowa bluzka i takiego samego koloru szorty, kończące się tuż nad kolanami. I glany – ciężkie, ciemne – na szczupłych nogach dziewczyny wyglądały, jakby mafia ubrała ją w betonowe buty. Do tego na szyi obroża nabijana ćwiekami…

– No, co z nią? – ponagliłem Grześka.

– Ze dwa lata temu, gdzieś koło świętego Jana, zorganizowali tu imprezę. Ściągnęli nawet profesjonalnego didżeja. Maryśka przyszła ze znajomymi, bawili się prawie do rana, a potem całą gromadą dali z buta do domów. Szli poboczem i jakiś najebany małolat w samochodzie wartym tyle, co chałupa moich starych, wjechał w nich. Na miejscu zginęły trzy osoby. Pamiętasz matkę Jaśka Majczyny? Ona pracuje w szpitalu. Opowiadała później, że Marysia wyglądała, jakby zasnęła – żadnych ran. Potem mówili, że chyba coś jej się stało w głowę, nie wiem dokładnie, w każdym razie stwierdzili zgon. Wsadzili dziewuchę do lodówki i przeleżała tam jakieś trzy dni. Później wyciągnęli, żeby zrobić sekcję. Ale zanim facet zaczął ją kroić, zadzwoniła do niego żona, czy kochanka… No, w każdym razie długo gadali… Na tyle długo, że Maryśka zdążyła ogrzać się trochę i zaczęły drgać jej powieki…

– Ty, nie wygłupiaj się! – Nie dowierzałem opowieści kumpla.

– Jak słowo daję! Potem ją leczyli, rehabilitowali, wysyłali gdzieś. W końcu stwierdzili, że jest już zdrowa. Ale ja tam bym temu nie wierzył. Ona jakaś nienormalna jest.

– Dlaczego?

– Stary, daj spokój. Jej się coś popierdoliło pod sklepieniem, zresztą wcale się nie dziwię… po takich przejściach… Widzisz, jak się ubiera? Z nikim nie rozmawia, tylko mamrocze do siebie albo macha łapami, jakby gadała z upiorami. A od początku wakacji zaczęła co sobotę nawiedzać tę dyskotekę; wchodzi, oblatuje wszystkie kąty i wychodzi. Już nawet biletu nie musi kupować. A potem stoi na parkingu i czeka aż odjedzie ostatni samochód…

– I co?

– I nic. Idzie do domu, a następnej soboty znowu tu się zjawia.

– Ma jakichś przyjaciół, chłopaka?

– Nie mam pojęcia. Daj se siana. Chodź, wracamy, bo nam wyrwą najlepsze towary!

– Grzesiek, opanuj się, to same małolaty! Jeszcze prokurator na nich łapę trzyma!

– Bredzisz, przyjacielu. Towar, że palce lizać, świeżyzna i za drinka gotowa na wszystko. Idziesz?

– Idź sam, ja tu trochę posiedzę.

– Jak chcesz. – Grzesiek wzruszył ramionami i zniknął we wnętrzu.

„Zmartwychwstała Maryja” nie dawała mi spokoju. Siedziałem na tarasie sam, obściskująca się parka gdzieś zniknęła. Nie miałem pojęcia, czy wrócili na dyskotekę, czy wylądowali nieopodal w krzakach, żeby pogłębić znajomość anatomii. Machinalnie wyciągnąłem z paczki kolejnego papierosa, wetknąłem go do ust i przypaliłem. Blask ognia z zapalniczki na chwilę mnie oślepił. Kiedy sprzed oczu zniknęła denerwująca plama, zobaczyłem na tle zarośli postać Marysi. Od razu wiedziałem, że to ona. Mało tego, wydało mi się, że poczułem dziwny zapach jej perfum. Ruszyłem w stronę dziewczyny, ale wtedy zrobiła dwa kroki do tyłu i rozpłynęła się w otaczających ją ciemnościach.

Dopaliłem papierosa i poszedłem na poszukiwanie Grzegorza. Znalazłem go przy barze, w towarzystwie rozanielonej małolatki. Oboje sączyli jakieś kolorowe drinki.

– Grzesiek, ja się zmywam – krzyknąłem mu prosto do ucha, bo musiałem pokonać napierającą zewsząd muzykę. – Idziesz?

Kumpel pokręcił przecząco głową.

– Dobra. Będziesz miał, jak wrócić do domu? – spytałem jeszcze przez grzeczność.

– Jasne – odwrzasnął. – A jak nie, to przygarnie mnie Ania. Prawda, Aniu?

Panienka rozpromieniła się – adoracja faceta z dziesięć lat starszego wyraźnie przypadła jej do gustu. Wyszedłem trochę zniesmaczony – widać Grzesiek nie dorósł jeszcze i pozostał na etapie rozemocjonowanego nastolatka. Mnie już to nie bawiło. Właściwie to nawet nie wiedziałem, jakim cudem dałem się wyciągnąć do tej tancbudy.

Na parkingu stało kilka samochodów. Wygrzebałem kluczyki i próbowałem wcelować w zamek. Jedyna czynna lampa znajdowała się oczywiście po drugiej stronie placu. W ciemnościach dopiero po chwili udało mi się trafić. Otworzyłem drzwi i znieruchomiałem. Maria zmaterializowała się za mną jak zjawa. Jej twarz, odrobinę oświetlona blaskiem latarni, robiła makabryczne wrażenie. Oczy ginęły w głębokim cieniu, sprawiając wrażenia, jakby ich w ogóle nie było. Usta, ukryte pod czarną szminką, na upiornie bladej skórze wydawały się drgać jak u drapieżnika, który dopiero chwilę przed atakiem obnaży białe kły.

– Cześć! – powiedziałem i odchrząknąłem, bo głos uwiązł mi gdzieś w krtani. – Podwieźć cię?

Od razu widziałem, że popełniłem błąd. Ogromny błąd. Marysia zrobiła krok w moim kierunku, a wtedy zobaczyłem, że jej tęczówki są smoliście czarne, zasłaniają nawet biel gałek. Wpatrywała się we mnie intensywnie, a ja nie mogłem odwrócić oczu. Na domiar złego powiał lekki wiatr i w moją stronę popłynął intensywny zapach jej perfum. Ale teraz nie był intrygujący, był duszący, obezwładniający. Wciskał się nachalnie w moje nozdrza, zatykał gardło, nie pozwalał zaczerpnąć powietrza.

Marysia zrobiła jeszcze dwa kroki. Zatrzymała się przede mną w odległości dosłownie kilkunastu centymetrów. Dudniło mi w uszach z braku tlenu, serce kołatało szaleńczo, jakby miało zaraz uderzyć po raz ostatni, nogi miałem jak z waty, a mimo to nie przewróciłem się – niewidzialna siła utrzymywała mnie w pionie. Rzęziłem, usiłując otwartymi ustami złapać chociażby najmniejszy haust powietrza. Dziewczyna przysunęła do mnie twarz, przymknęła oczy i zaciągnęła się moim ostatnim oddechem. Absurdalna myśl, czy przypadkiem nie śmierdzi mi z ust, sprawiła, że gdzieś wewnątrz mnie wezbrał dziki, nieopanowany chichot.

Opierałem się o samochód i łapczywie wciągałem powietrze. Smakowało jak nigdy dotąd: wilgocią, nocą, żywicą sosen i słodko-gorzkimi perfumami Marysi. Gdy wyrównałem oddech, rozejrzałem się wokoło. Dziewczyny nigdzie nie było widać. Wsiadłem do auta i włożyłem kluczyki do stacyjki. Przez moment zastanawiałem się, czy doświadczyłem omamów, a może dopadł mnie zawał.

Uruchomiłem samochód i odjechałem, nie oglądając się na parking.

 

* * *

Dziewczyna nie dawała mi spokoju. Wypytywałem babcię, słusznie podejrzewając, że takie wydarzenie stanowiło główny temat plotek przez następnych kilka miesięcy, jeśli nie lat. Ale oprócz tego, że poznałem miejsce zamieszkania Marii, kochana staruszka nie dostarczyła mi żadnych nowych informacji.

Codziennie chodziłem pod dom Marysi, ale tylko raz wieczorem za firanką mignęła mi jej postać. Dlatego w następną sobotę Grzesiek nie musiał mnie namawiać na dyskotekę. Wiedziałem, że jedynie tam będę mógł spotkać ją ponownie.

– Żałuj, że nie zostałeś! – Mojemu kumplowi dziób się nie zamykał. Opowiadał historię podbojów z poprzedniego weekendu i nastrajał się na dzisiejszy wieczór. Było mi to nawet na rękę. Musiałem przemyśleć, czego właściwie chcę od Marysi.

Na pewno się bałem. Nie potrafiłem sobie wyjaśnić, co wydarzyło się na parkingu. Może właśnie ta przygoda sprawiła, że czułem taką niezdrową fascynację? Wmawiałem sobie, że zwyczajnie chcę od Marii wytłumaczenia, ale to nie była prawda. Ciągnęło mnie do niej jak alkoholika do kieliszka. Stałem się uzależniony, wszędzie szukałem jej zapachu, w plamach ciemności starałem się dostrzec drobną postać.

– Co z tobą? – Głos Grześka wyrwał mnie z zamyślenia. Nie miałem pojęcia, czego chce.

– Co?

– Co co?

– Sorki, stary, na chwilę się wyłączyłem.

– No właśnie widzę! – Grzesiek skrzywił się. – Przeoczyłeś skręt w Nowodworską. Musisz zawrócić, tędy nie dojedziemy.

* * *

W dyskotece panował ścisk i duchota, było gorzej niż poprzednim razem. Może dlatego, że zbierało się na burzę. Dziewczyny łasiły się do nas, jak bezpańskie kundle do nowego właściciela. Skryłem się w kącie baru i ze szklanką coli w ręku podziwiałem mojego kumpla, który brylował otoczony wianuszkiem wielbicielek. Co rusz omiatałem wzrokiem dostępny wycinek parkietu, ale Marysi nie było nigdzie widać. Około jedenastej rozpętała się burza. Odgoniłem napaloną małolatkę, która domagała się ode mnie drinka i w zamian zostałem zaatakowany stekiem obelg.

Wyszedłem na taras. W świetle błyskawicy od razu zobaczyłem dziewczynę, ruszyłem w jej kierunku, ale zniknęła w krzakach. Pierwsze krople uderzyły stacatto o liście, by za chwilę runąć nawałnicą na otaczający las. Wiatr wdusił mi oddech w płuca, przez moment poczułem strach, że to znowu Marysia, że znów nie uda się z nią porozmawiać, ale to tylko natura pokazywała, kto tu rządzi. Cofnąłem się pod dach, odszukałem wzrokiem Grześka i z daleka pokazałem, że już idę. Pomachał na pożegnanie i wrócił do swojego stadka.

Wiedziałem, że ponownie zobaczę ją na parkingu. Schroniłem się w samochodzie. Uruchomiłem wycieraczki, ale nie nadążały z odgarnianiem wody. Przez zamglone szyby, w świetle jedynej działającej latarni niewiele widziałam, ale byłem pewien, że jeśli się pojawi, nie przeoczę jej.

Serce tylko na ułamek sekundy przyhamowało, gdy ujrzałem Marię przed maską. Ociekała wodą. Uczyniłem zapraszający gest i z ulgą, a jednocześnie z przerażeniem zobaczyłem, że rusza w moją stronę. Wsiadła bez słowa. A ja, równie niemy, gapiłem się w ciemną przestrzeń za oknem, wsłuchiwałem się w równomierną pracę wycieraczek, spłoszony jak na pierwszej randce. Miałem tylko nadzieję, że będę miał szanse na jakieś kolejne, niekoniecznie z Marysią, ale z jakąkolwiek dziewczyną.

– Poczęstuj mnie papierosem – poprosiła cicho, a ja byłem szczęśliwy, że słyszę jej głos. I że jest miły. I że za chwilę oboje zaciągniemy się dymem, a potem wypuścimy w niewielką przestrzeń otaczającą nas dwoje, by zagłuszyć, przytępić zapach perfum.

Nie mogłem się odezwać, bo obawiałem się, że każdy dźwięk może ją spłoszyć. Była teraz taka niewinna, dziewczęca, świeża. Tysiące pytań cisnęły mi się na usta, a jednocześnie każde było mniej ważne od poprzedniego. Albo ważniejsze.

– Nie, nie zapominam… – Usłyszałem i odwróciłem się w stronę Marysi. – Oczywiście… Nie martwcie się…

Maria mówiła, ale słowa nie były skierowane do mnie. Smutne oczy wpatrywały się w mgłę na szybie, a może w ciemną linię lasu otaczającego parking. Uchyliłem okno, by wpuścić nieco świeżego powietrza. Zimny podmuch liznął mój kark i sprawił, że zadrżałem.

– Miałeś kiedyś narkozę? – spytała, a ja dopiero po chwili zorientowałem się, że mówi do mnie. – Wtedy tak właśnie jest. Jest nic. Takie ciche, spokojne, czarne nic. Ale to dopiero można poczuć, kiedy się obudzisz. Bo kiedy było tamto nic, nic nie było. I było dobrze.

Marysia zamilkła, a ja siedziałem bez ruchu, by jej nie wystraszyć. Wiedziałem, o czym do mnie mówiła. Rozumiałem i cieszyłem się, że powierzyła mi swoją tajemnicę.

Dziewczyna zdusiła niedopałek papierosa w popielniczce, otworzyła drzwi i wyszła, nie oglądając się. Chciałem ją zatrzymać, zapytać o wiele innych spraw, ale wiedziałem, że to nie ma sensu. Czułem smutek, ból i wiedziałem, że nie mogę pomóc. Patrzyłem, jak podchodzi do innego auta, gdzie naprany facet usiłuje wcelować kluczykami w zamek. Stanęła za nim. Spostrzegł ją dopiero, gdy otworzył drzwi. Nie słyszałem, co mówi, bo deszcz zagłuszał wszystko, ale widziałem, że gestem zaprasza do samochodu. Podeszła blisko, a ja pamiętałem, że oczy Marii są wtedy całkowicie czarne, że drżące wargi odsłaniają białe zęby. Zauważyłem, że mężczyzna zaczyna się dusić, ręce chaotycznie uderzają wokoło, a nogi uginają się, nie będąc w stanie utrzymać ciała. Nie zrobiłem nic, gdy padł na kolana, a dłonie rwały kołnierz koszuli, jakby to mogło zapewnić płucom dopływ tlenu. Jeszcze przez chwilę walczył, a potem pochylił się, aż wreszcie wylądował w kałuży pełnej brudnej wody i błota.

 

Budynek wypluł kolejną roześmianą grupę nastolatków. Zanurzyli się w ciemność, jeszcze długo słychać było krzyki i śmiech. Nikt nie patrzył w stronę parkingu.

 

Marysia odwróciła się – po bladej twarzy spływał czarny makijaż, a usta układały się w nieśmiały uśmiech.

 

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł. Językowo całkiem poprawnie. Tylko ja nie przepadam za horrorkami. Anonimie, czy to aby na pewno fantasy?

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie bardzo fajny tekst:) fantasy mi tu nie brakuje.. może dlatego, że lubię takie mroczne historie ;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

A jak powinno być oznaczone? Jest SF, fantasy, horror i inne, więc?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mi się wydaje, że fantasy to magia, średniowiecze, smoki… A taki tekst jak wyżej, to oznaczyłabym horror albo inne.

Babska logika rządzi!

Świetne :). Bardzo fajnie przedstawiłaś klimat prowincjonalnej dyskoteki i piszesz ciekawym stylem. Błędami były tylko nieliczne literówki. 

Droga Basiu, zachodzę w głowę, skąd tak dobrze opanowałaś stylistykę rozmówek młodzieży. Jest prawdą, i znam to z praktyki rehabilitacyjnej, że narkoza, a tym bardziej długotrwały stan śpiączki negatywnie wpływają na mózg. Odbija się to potem na psychice i to na długie lata. To już Twoja druga dziewczyna po traumie – pierwsza czatowała przed kościołem, a ta przy dyskotece. Ale szkoda, że nie wymyśliłaś innego zakończenia. Pozdrawiam.

Tekst emanuje mrocznym klimatem, tajemniczością, wzbudza napięcie, wywołuje uczucie niepokoju – zdecydowanie horror. Do tego nie byle jaki, a świetny! Kwestie dialogowe bardzo naturalne. Naturalnie wypadły również zachowania bohaterów. Ludzie, choć boją się, zawsze odczuwają pociąg do nieznanego. Grzesiek to specyficzny typ człowieka – przypomina mi kropka w kropkę Charliego z mojego ostatniego opowiadanie (z całą pewnością by się dogadali :)) Zakończenie także przypadło mi do gustu. Słowem: zacne opowiadanie!

Pozdrawiam.

 

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Ryszardzie – mam dzieci (może już trochę starsze niż młodzież, ale jednak) stąd stylistyka. A że zakończenia nie całkiem happyendowe? Jakoś tak ostatnio mam.

że narkoza, a tym bardziej długotrwały stan śpiączki negatywnie wpływają na mózg. – mam nadzieję, że się trochę mylisz, Ryszardzie, bo ja w ostatnim roku miałam dwa razy narkozę, a zapewne jeszcze mnie czeka. Chociaż może i racja, że coś się dzieje – mogą o tym świadczyć moje ostatnie teksty, ten i jeszcze nie publikowanelaugh 

BogusławieEryku – bardzo Ci dziękuję za pochlebną opinię. Najbardziej mnie cieszy to zdanie: 

Tekst emanuje mrocznym klimatem, tajemniczością, wzbudza napięcie, wywołuje uczucie niepokoju – zdecydowanie horror.

Próbuję swoich sił w okropnościach. Pewnie Was jeszcze trochę pomęczę, kochani.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Męcz, męcz – koniecznie! Tfu… jakie tam “męcz”, strasz!!! :) Jeśli o mnie chodzi, to nie mogę się już doczekać :) A na marginesie: gdybym któregoś razu poprosił Cię o betowanie, byłabyś chętna?

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Bogusławie – zerknij na pw

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mam nadzieję, że dziewczyny przychodzące na dyskotekę nie są aż tak bezdennie głupie i lekkomyślne, jak je opisałaś. Gdyby takie były, to czarno widzę przyszłość naszego społeczeństwa. A ja tęsknię do happy endów w zakończeniach. Dobre zakończenie na tym portalu traktuje się po macoszemu.

Doszedłem do nieco dziwnego wniosku: chociaż zakończenia happy endem za diabła nazwać nie można, to nieznacznie odchodząc od automatycznych, bo typowych, interpretacji nie tak trudno dostrzec w nim jaśniejszą iskrę.

Cieszę się, że tak to zinterpretowałeś. Taki był również mój zamysł.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie dlatego kliknąłem, że potwierdziłaś moje odczytanie, ale dlatego, że wczoraj najzwyczajniej zapomniałem – późno było, jak na mnie prawie za późno… { :-) }

Klimatyczny, ciekawy tekst, cieszę się, że go przeczytałam. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki pokazujesz bohaterów, potrafisz tchnąć w nich życie… Nawet w tą martwą (?) dziewczynę. 

Trochę zabrakło mi dopowiedzenia, co takiego naprawdę ją spotkało, dlaczego atakuje mężczyzn, kim teraz jest, czy może… Stara się pomścić przyjaciół? Miałam skojarzenie z wampirem, ale to chyba zbyt proste… W sumie, przyznam, że nie wiem, czy tekst by zyskał, gdyby był jaśniejszy, to ja tak mam, że lubię zawsze wiedzieć dokładnie, o co chodzi, a czasem przegapiam właściwą interpretację. Tak czy inaczej, jest świetnie i chętnie przeczytam następną mroczną opowieść… :)

Mi podoba się brak wyjaśnień. Gdyby odrzeć to opowiadanie z tajemnicy, zapewne szybko bym o nim zapomniał, a niedopowiedziane, pozostawiające pole dla własnej interpretacji, sprawia, że co jakiś czas wracam do niego myślami. Nie daje o sobie zapomnieć, nawiedza – rzekłbym :)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Dzięki Smugo, dzięki Bogusławie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie ma mroczny klimat, budzi pewien niepokój podsycany tajemnicą, którą nosi w sobie Marysia, a wszystko to spowite ciemnościami nocy. Mocnym wydało mi się pytanie dziewczyny: Miałeś kiedyś narkozę? Jednak życzyłbym sobie lepiej poznać postać Marysi, odkryć jej ponure tajemnice. Może gdyby tekst był dłuższy, byłaby na to szansa.  

 

 

 

Domku, tekst był pisany na konkurs – ograniczał mnie limit znaków. Dzięki za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysł prosty, ale bardzo ciekawy – i literacko bardzo nośny. Tekst do rozwinięcia, choć tytuł do zmiany.

Sprawnie napisana opowieść, ale przy rozwinięciu trzeba byłoby zwrócić uwagę na dynamikę opowieści i precyzję zakończenia. Klocki fabuły powinny się ułożyć..

Spróbowałbym to przerobić, rozszerzyć – i wysłać do magazynu “histeria”. Mogłoby ukazać się c w czwartym numerze tego dwumiesięcznika.

Tradycyjnie niedbała edycja tekstu. 

Pozdrówka

Dzięki Rogerze. Myślę, że tekst zostanie taki, jaki jest z prostej przyczyny – nie znoszę i nie umiem przerabiać własnych tekstów. Może inne teksty uda mi się napisać tak, by się nadawały do Histerii.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Postraszyłaś, Bemiku, skutecznie postraszyłaś, w dodatku całkiem profesjonalnie.

Świetny jest kontrast opisanych zdarzeń – barwna dyskotekowa sceneria, głośna, alkoholiczna i pełna seksu, a parę kroków dalej, w mroku, rozgrywa się wątek zasadniczy – tajemniczy, wabiący niedopowiedzeniami, mroczny…

A najbardziej podoba mi się to, że choć Grzesiek opowiedział historię Marysi, a bohater wszystko na bieżąco dokładnie relacjonuje, to na pytanie – Co się właściwie wydarzyło? – chyba nie umiałabym odpowiedzieć.

 

Dla­te­go w na­stęp­ną so­bo­tę Grze­siek nie mu­siał mnie na­ma­wiać na od­wie­dzi­ny w dys­ko­te­ce. – Ponieważ w dyskotece nikogo się nie odwiedza, wolałabym: Dla­te­go w na­stęp­ną so­bo­tę Grze­siek nie mu­siał mnie na­ma­wiać na pójście do dyskoteki. Lub: Dla­te­go w na­stęp­ną so­bo­tę Grze­siek nie mu­siał mnie na­ma­wiać na dyskotekę.

 

Uchy­li­łem okno, by wpu­ścić świe­że­go po­wie­trza. – Wolałabym: Uchy­li­łem okno, by wpu­ścić świe­że­ po­wie­trze. Lub: Uchy­li­łem okno, by wpu­ścić nieco/ trochę świe­że­go po­wie­trza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja ten tekst znałam. Ale nie zdradzałam autorki :>>>>

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki Tenszo, bo anonimowe wstawienie tekstu to całkiem ciekawe doświadczenie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Droga Bemik, opowiadanko Twoje umknęło mi gdzieś w gąszczu poczekalnianych tekstów, cieszę się więc, że trafiło na start i mogłem je przeczytać. Lubię takie rzeczy, krótkie, klimatyczne opowieści z wyraźną puentą. Gdyby je rozwinąć, rozbudować, pociągnąć dalej, zmieniłby się jego charakter, powstałoby coś zupełnie innego. Ale czy jest to horror? Raczej nie. Bo czego tu się bać? No, chyba że masz zamiar wsiąść po pijaku do auta (swoją drogą taka Marysia przydałaby się na każdej podobnej imprezie). Dziewczynacierpi, dzieje się wokół niej coś mrocznego, ale jest bardziej intrygująca, niż straszna. O czym Twój narrator dobrze zresztą wie. No i ten wspólny papieros, ten uśmiech na końcu, to taki bardzo niehorrorowy promyk optymizmu. Że wszystko dobrze będzie. I słusznie. P.S Drogi Ryszardzie, małolaty naprawię się tak zachowują. Zgroza.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

I jeszcze wielkie sorki za brak akapitów. Często używam telefonu do pisania i za cholerę nie jestem w stanie zmusić piekielnego ustrojstwa do współpracy w tym względzie. Pozdrawiam.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Basiu, dla mnie w pierwszej wizycie na dyskotece zbyt często podkreślasz rozemocjonowanie i malotalowatoś małolatów. Wyobraziliśmy sobie to już na początku. Potem wsyatrczyłby opis wydarzeń.

Wszystko można sobie doopowiedzieć, a to akurat lubię. Fajnie, jak pozostawia sie coś do domysłu, ale jak juz zostaje z WTF 0_0 na twarzy po zakończonej lekturze, to już mnie irytuje. Tu jest fajnie.

 

Załamanym naszą mlodzieżą zwrócę tylko uwagę, że szczęśliwie nie wszyscy na dyskoteki chadzają :) Jak zawsze, od wieków, dzieciaki są tak różne, jak dorośli.

 

Narkozę również miałam. Zmiany w mózgu tylko na lepsze ;D

 

Wszystkim zdrówka życzę!

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Witaj, Marto! Dawno Cię nie było widać, cieszę się, że wracasz do nas.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Klimatyczne, choć przeszłam przez lekkie znużenie opisami polowania na Marysię (być może późna pora czytania miała na to wpływ), koniec wszystko wynagrodził. Lubię takie zakończenia.:) Jedynie powielenie stereotypu, że gotka to musi być po traumie i na pewno ma złe moce, trochę mnie razi (piszę to ja, była gotka:)). Myślę, że chciałaś podkreślić jej inność na tle małomiasteczkowej rzeczywistości, ale jednak poszłaś na skróty.

EDIT: Taaa, małomiasteczkowe dyskoteki są najgorsze. Ale znam młodzież, która na nie chodzi i (o dziwo) nie ulega trendowi wszechobecnego puszczalstwa i nadużywania. Po prostu nie mają alternatywy na miejsce spotkań / zabawy.

Basiu, ja się wciąz pojawiam, tylko pod mniejszą ilościa tekstów i pewnie sie trochę rozmijamy. Twoje zamierzam nadrobić. Częśc już czytałam, tylko jeszcze nie skomentowałam, żeby przemyśleć.

Jeśli masz chwilkę, to chyba też przegapiłaś cos mojego, kiedy Ciebie nie było :) Ale nie zmuszam. Niczego wiekopomnego nie wrzuciłam :D

 

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Zaraz zerknę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Klimat fajny, bohaterka interesująca. Dobrze się czytało.

 

Ja na dyskoteki nie chodziłam, chodziłam za to na rockoteki. I tam, te kilkanaście lat temu, też z pobłażaniem opowiadaliśmy sobie, jakie to te dyskotekowe dzieciaki są okropne. Świat się jakoś nie skończył, teraz też się nie skończy. To, co jest pewne, to fakt, że – ogólnie rzecz ujmując – każde pokolenie uważa, że jest tym ostatnim porządnym, normalnym i trzymającym świat na nogach. A to następne to Sodoma, Gomora, ruja, porubstwo i tylko jedno (no, może dwa) im w głowie.

O, to to właśnie. Ocho, lepiej bym tego nie ujęła.:)

Mi się wydaje, że fantasy to magia, średniowiecze, smoki…

Magia (lub coś nadprzyrodzonego) i owszem, ale już średniowiecze niekoniecznie, a smoki tym bardziej. Chyba że mówimy o heroic fantasy, to tam raczej wymienione przez Ciebie elementy są obowiązkowe, w high fantasty też się raczej na nie natkniemy (szybciej na niby-średniowiecze niż smoki), lecz w innych podgatunkach fantasy już niekoniecznie.

fantasy I [wym. fantazy, fantazy]

1. «utwór literacki, filmowy lub gra komputerowa, w których akcja rozgrywa się w rzeczywistości rządzącej się prawami magii»

fantasy II [wym. fantazy, fantazy] «zawierający elementy baśni, magii i fantastyki naukowej»

(źródło: www.sjp.pwn.pl)

Jak dla mnie przykładem takiego bezsmokowego i nieśredniowiecznego fantasy były “Bagna” Alex. Choć ona opisała opowiadanie jako “inne” – moim zdaniem błędnie, bo treść pasuje do powyższej definicji gatunku. A może był to jednak realizm magiczny?

Wybacz, Bemik, że tak się wtrąciłem, nie komentując opowiadania, ale jeszcze go nie przeczytałem, zerknąłem natomiast na komentarze (co mi się raczej przed lekturą tekst nie zdarza) i ten Finkli zbiegł się akurat z moimi niedawnymi rozterkami związanymi z definicją fantasy.

 

Sorry, taki mamy klimat.

No dobrze, Seth, masz rację – smoki i rycerze nie są niezbędni. Ale magia tak i co do tego chyba się zgadzamy. To teraz przeczytaj opowiadanie i powiedz: czy dostrzegłeś w nim magię?

Ja nie, co w niczym mu nie ujmuje (tylko etykietki się czepiałam). Jest nastrój, tajemnica, mhrok…

Babska logika rządzi!

Ale magia tak i co do tego chyba się zgadzamy. To teraz przeczytaj opowiadanie i powiedz: czy dostrzegłeś w nim magię?

Finklo droga, ależ to jest nieistotne, chodziło mi o definicję fantasy w ogóle. A tekst przeczytam, wcześniej lub później, z pewnością. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Fantastycznie napisane! Świetny nastój, ciarki chodzą po plecach… Dla mnie to najlepszy wyznacznik stężenia horroru w horrorze ; ) Bardzo dobry tekst. Brrrrrrr – awo!

...always look on the bright side of life ; )

Dziękuję wszystkim, którzy tu zajrzeli.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawe opowiadanie. Przestraszyć nie przestraszyło, ale mroczny klimacik jest.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Buuuuu – a teraz? Żartuję, oczywiście. Staram się, staram, ale różnie to wychodzi. Na jednych działa, na innych nie. Bo ja to taka delikatna kobietka jestem i tylko tak leciutko: buch… angel

Ale będę dalej próbować, może w końcu się uda i WSZYSCY powiedzą: rany, ale to straszne (w sensie wiadomym oczywiście, a nie, że zaserwowałam jakiś słowny koszmarek)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tekst fajny, dobrze się go czytało, choć od momentu zapoznania się z historią Maryśki podejrzewałem, czym się dziewczę zajmuje. A po pierwszej scenie na parkingu to już chyba nikt nie miał wątpliwości, więc końcowa scena nie zaskoczyła, ale chyba nie taki miała Autorka zamiar, skoro zdradziła wszystko wcześniej.

Przypadł mi też do gustu happy end – jednego kretyna mniej; każda dyskoteka powinna mieć swoją Maryśkę, jakkolwiek by to nie brzmiało.

Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

No, Maryśka dobra rzecz. Znaczy – tak mówią, ja tam nie wiem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik :)

 

Opowiadanie naprawdę bardzo mi się podobało. Widać potrafisz wprowadzić czytelnika nie tylko w nastrój smutno-nostalgiczny, ale też dreszczykowo-straszny. Tekst połknęłam na raz i miałam przy tym całkiem czarne oczy.

 

Bemikowy styl ulega rozszerzeniu :)

Świetna robota!

 

Maleńka usterka, która rzuciła mi się w oczy:

 

Kumpel pokręcił przecząco głową.

– Dobra. Będziesz miał [, -] jak wrócić do domu? – spytałem jeszcze przez grzeczność.

Całkiem udana walka z szufladką:) Jakbym zdążyła przeczytać jako anonimowe, nie domyśliłabym się autorstwa. A przy tym wciągające, klimatyczne i porządnie napisane.

Etykietki bywają kłopotliwe. Ale to horror pełną gębą:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, dziewczyny, cieszę się, że zaczyna mi wychodzić inaczej!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Do tekstu dotarłem już po fazie anonimowości. Dlatego nie będę wspominał nawet, że to opowiadanie jest świetnie napisane, bo jest to dość oczywiste – przynajmniej dla mnie – biorąc pod uwagę fakt, że to ty jesteś jego autorką. 

Swoją drogą nigdy nie mogłem się nadziwić, że dialogi zawsze wychodzą ci takie niewymuszenie naturalne. Powiem szczerze, że trochę ci zazdroszczę tej umiejętności. 

Bardzo dziękuję Vyzarcie i cieszę się Twoją zazdrością wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bardzo fajne, “horrorowo – nastrojowe” ;-) choć ja się spodziewałam innego zakończenia, może trochę sugerując się piosenką, ( za która duzy plus, bo to jedna z moich ulubionych :-) )

 

I love black ;-)

Dzięki, a słowa piosenki znalazłam przypadkiem

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Muszę przyznać, że niepokój (może jeszcze nie strach) był!

Brawo!

 

Choć jak dla mnie za dużo niedopowiedzeń. Dlaczego oszczędziła głównego bohatera i co najważniejsze – skoro czatowała co sobotę pod dyskoteką i zabijała, to czy nie powinnien się tym ktoś zainteresować (policja)? Chyba, że ona ich nie mordowała. Może po prostu kradła tym ludzią cząstkę ich życia, by podtrzymać swoje własne. Była fałszywie żywym demonem, karmiącym się cudzym życiem, wiecznie spragniona ludzkiego oddechu, do którego, sama nie była zdolna, kradnąca cudze siły, dla siebie, ale i może dla swych przyjaciół, którzy wtedy “z nią” zginęli. To było jej misją – odkupienie i… sprawiedliwość.

 

Chyba poiosło mnie z tą interpretacją

;-)

 

W każdym bądz razie opko bardzo dobre. Zmuszające do kreatywnej refleksji.

Liczę na więcej, a może i na… ciąg dalszy.

 

Pozdrawiam!

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Chyba poniosło mnie z tą interpretacją – faktycznie Cię poniosło.

Sprawa jest bardzo prosta – policja się nie zainteresowała, bo ten facet był pierwszym którego dopadła. A dopadała tylko tych, którzy siadali za kółko po pijaku. Ot i cała historia

Dzięki za odwiedziny i interesującą interpretację.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo podobają mi się obrazowe opisy przeżyć w tym opowiadaniu. Podczas czytania, niemal czuje się owy słodko-gorzki zapach, zimny podmuch wiatru na karku itp. Miejsce akcji i język dialogów zostały bardzo dobrze dobrane – czytelnik od razu „wczuwa się” w klimat i „oczami wyobraźni” widzi  dane sceny.

Na koniec zabrakło mi odniesienia do narratora. W stylu: “Potem obróciła się w moją stronę. Po bladej twarzy Marysi…”

Dzięki Arachne, szczególnie za czytelnik od razu „wczuwa się” w klimat i „oczami wyobraźni” widzi  dane sceny. – To jedna z pierwszych scenek grozy jakie napisałam.

Zakończenie mogłoby brzmieć tak, jak napisałaś, ale dla Marysi narrator/znajomy nie był nikim ważnym. Coś mu tam wyjaśniła, bo to ona potrzebowała się komuś zwierzyć, ale dalej poszła własną drogą, nie oglądając się na nikogo.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Rozumiem, dziękuję, że wyjaśniłaś, bo wcześniej nie spojrzałam na zakończenie w taki sposób. W końcu i autor, i każdy poszczególny czytelnik buduje tak naprawdę swoją wizję danego opowiadania. Wszystko zależy od osobistej percepcji, życiowych doświadczeń i sposobu postrzegania świata :).

Kochani, po raz pierwszy w życiu miałam okazje wysłuchać swojego opowiadania nagranego prawie profesjonalnie. Zapraszam https://www.youtube.com/watch?v=u4GINGGZI9Y 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No, Bemik, gratulacje. :) Fajna sprawa.

Cieszę się bardzo, dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak dla mnie muzyka trochę za głośno, poza tym słucha się przyjemnie :) To jednorazowa akcja, czy w przyszłości będzie można posłuchać kolejnych Twoich tekstów?

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Wygrałam to nagranie w konkursie “Wakacje grozy” na portalu ExtraStory

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to podwójne gratulacje. W ogóle – widzę, że się rozprzestrzeniasz w necie. Super, cieszę się. :)

Bardzo dobre opowiadanie. Niby nic szczególnego, ale ciarki na plecach miałam. Chyba o to chodzi w horrorach. Super! :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

I tu również niziutko się kłaniam w podziękowaniu. A tak w ogóle, co Cię naszło, żeby spacerować po moich tekstach? To oczywiście bardzo miłe, ale też zaskakujące.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Spodobały mi się inne Twoje teksty, które wstawiałaś od mojej bytności na portalu. Jestem tu regularnie od listopada. Patrzę jak inni piszą i staram się nabierać doświadczenia. Zdecydowanie łatwiej czyta się teksty polecane. Ludzie się zachwycają Twoimi tekstami, także myślę, że nie ma się co dziwić, nawet jeśli są stare i ktoś przeczyta je po bardzo długim czasie. To tak jakby pisarz zadawał pytanie, że skoro napisał nową książkę, to dlaczego ludzie po przeczytaniu tej nowej, czytają jego stare powieści.

Myślę, że to najlepszy komplement, jaki mogę dać, zostawić po sobie jakiś ślad. Pozdrawiam! :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No, to jest naprawdę wielki komplement. Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka