- Opowiadanie: Wilk który jest - Ludzkie odruchy

Ludzkie odruchy

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla, Bohdan

Oceny

Ludzkie odruchy

Mecenas otworzył dostarczoną właśnie przesyłkę. Było już późno i gdyby nie klauzula doręczenia brzmiąca „dostarczyć do rąk przed godziną dwudziestą czwartą”, okraszona dodatkowo pieczątką Sądu Rejonowego, pewnie znalazłby w skrzynce awizo. Kurier zaś już dawno oglądałby mecz ostatniej szansy reprezentacji, poprzedzający mecz o honor, który drużyna narodowa miała rozegrać w sobotę. W środku koperty zabezpieczonej przed możliwością prześwietlenia znajdowało się pismo z sądu dotyczące przekazania nowego materiału dowodowego. Oprócz dokumentu przesyłka zawierała dwie fotokopie.

Rzucił okiem na papiery i poszedł do kuchni zaparzyć mocną herbatę. Adama X, prominentnego polityka i wysokiej rangi przedstawiciela administracji, w sprawach o nepotyzm bronił od paru miesięcy i wszystkie jak dotąd wygrał. Media coraz słabiej interesowały się tematem, dochodząc pewnie do wniosku, że taki już jest ten świat. Pół roku temu ukazywały się jeszcze pełne oburzenia komentarze redakcyjne, dotyczące zatrudniania krewnych, czy znajomych, w spółkach podległych administracji publicznej. Dziennikarze, a nawet naczelni pisali, że to niegodne, nieuczciwe, że tak nie wolno. W kolejnych procesach okazywało się jednak, że procedury zawsze były zachowane i przynajmniej na papierze wszystko się zgadzało. Dodatkowo strumień kasy na reklamę, który popłynął z urzędów, zamknął usta większości redakcji, pozostawiając na polu walki, tylko te niewielkie, lub uważane za „oszołomskie”.

Tym razem prokuratura zapowiedziała na konferencji prasowej, że ma „w sprawie” niezbite dowody i prawdziwą bombę, która zatrzęsie posadami województwa. Media znowu się zelektryzowały. Mecenas dostał od rana kilka natarczywych próśb o komentarz. Powiedział, że materiał nie został mu jeszcze dostarczony i tak zgrabnie omijał kuriera, że przesyłkę podjął dopiero po dwudziestej pierwszej trzydzieści.

Była już dwudziesta druga, gdy wyłączył dźwięk w telefonach i odziany w gruby szlafrok w czerwono–czarne paski zasiadł w ciężkim, obitym skórą fotelu. Założył na nos okulary w pozłacanych oprawkach i popatrzył na fotokopie.

Znajdowały się na nich odręczne notatki, będące fragmentem dziennika. Dziennik ten na planecie Galena Zero prowadził według prokuratury, bratanek jego klienta. Pismo było pochyłe, ale bardzo wyraźne. Tak, jakby notatki robił uczeń ostatniej klasy szkoły podstawowej, chcący wywrzeć dobre wrażenie na pani nauczycielce.

 

4 lipca

Od miesiąca już siedzę na Galenie Zero. Nuda jak… Szkoda słów. Żadnych sygnałów z Ziemi, tylko tygodniowe raporty. Pięć razy wygrałem „FiFę 2214” i to grając Metalowcem Koniemłoty. Rekruter w Europejskiej Agencji Kosmicznej orzekł, że się nie nadaję do tej roboty. Pusty śmiech – od czego się ma wujka Adama i legitymację właściwego stronnictwa w kieszeni? Jeszcze tylko jedenaście dni i się tu urządzę, jak trzeba!

 

11 lipca

Dwa lata kontraktu, a potem powrót na Ziemię! Spłacę wszystkie karciane długi, a potem będę balował na wszystkich dyskotekach w Polsce i to przez cały rok! Pomogę wujkowi w kampanii wyborczej i na następne dwa lata w kosmos!

 

12 lipca

Siedzę na tych dwudziestu metrach kwadratowych, z ciasną łazienką, prania nie ma kto zrobić… Musiałem sam zacząć prać gacie. Słabo… Ja i garaż na sto robotów…

 

14 lipca

Monotonia mnie zabija. Wstaję, już się nawet nie golę. Zero kontaktu z kimkolwiek. Obejrzałem wszystkie odcinki „3M jak masakra małym młotkiem”. Płyny żywieniowo-nawadniające na śniadanie, obiad i kolację – rzygam już tym. Otwieram garaż, roboty jadą do kopalni. Patrzę na kamerki – robią. Wieczór, roboty zjeżdżają do garażu. Patrzę, czy się nie rozsypują i lulu. Śpię po dwanaście godzin na dobę. Dobrze, że to już jutro!

 

15 lipca

To już dziś! Nic nie wolno fajnego zabrać na te kopalniane misje. Bagaże trzepią jak wściekli, ale od czego spryt? Dostanę dziś „pirata”, transferem z chińskiego frachtowca. Czekam na kontakt. Wreszcie fajny dzień!

 

16 lipca

Myślałem, że ci Chińczycy to będą znali polski. A oni nic, tylko po swojemu, albo inglisz i inglisz… Plik był zapłacony, to uczciwie przesłali. Jutro rano zacznę wgrywać. Menu ma chińskie, ale się da radę! Na pewno są i inne opcje językowe.

Dopisek: nie ma menu po polsku… Zmieniłem na angielski, przynajmniej ma toto normalne litery… Nic to, jutro instaluję. Teraz mam na ekranie startowym napisane, że się to nazywa: „Human reflexes”, a miało się zwać „Ludzkie odruchy”… Może nowsza wersja? Po kilku ekranach pokazała się kula ziemska, z jakimś pytaniem na górze. Kliknąłem okolice Polski i potwierdziłem klawiszem ze swojskim „No”. Nie zrozumiał i wróciłem do tego samego ekranu. Znowu kliknąłem Europę Środkową, w miarę blisko domu i wcisnąłem dla odmiany „Yes”. Tym razem puściło dalej. Znów sukces!

 

17 lipca

Od rana instaluję „Ludzkie odruchy” w robotach. Idzie szybko. Chyba nie jest to zbyt zaawansowane narzędzie… Nieważne, nareszcie będzie z kim pogadać, czy w coś pograć! Od tej samotności szlag mnie trafia…

 

18 lipca

Wczoraj nic się nie wydarzyło, dzisiaj też nie, chyba mi wcisnęli jakąś lipę. Tyle szmalu wywaliłem. Jestem wściekły.

 

19 lipca

Dalej żadnych efektów. Tyle że połowa robotów spóźniła się do kopalni.

 

20 lipca

Wszystkie roboty się spóźniły i to bardziej niż wczoraj, przedłużyły też sobie przerwę.

 

27 lipca

Na ekranach monitoringu ciekawy obrazek, trzy roboty przewróciły czwartego i próbowały go rozjechać gąsienicami. Reszta nie reagowała.

 

3 sierpnia

Na monitoringu zobaczyłem roboty ustawione w koło. Pobiegłem, okazało się, że urządzają walki… Porozganiałem do pracy.

 

4 sierpnia

Roboty na siebie donoszą. Stoi kolejka i wyświetlają mi komunikaty szkalujące inne roboty. Bawię się świetnie.

 

30 sierpnia

Roboty ciągle donoszą, stało się to potwornie męczące i nudne. Wydajność pracy spada. Co chwila muszę rozganiać zgromadzenia.

 

22 września

Dawno nie pisałem… Roboty założyły związki zawodowe i zażądały jednodniowego tygodnia pracy. Dwa tygodnie twardych negocjacji nie przyniosły rezultatu. Od tygodnia strajkują. Za dziesięć dni wysyłka urobku na Ziemię. Nie wiem co robić. Fedruję sam…

 

30 września

Urobku jest mniej, niż było w planie. Nie mogę fedrować. Roboty zmieniły styl strajku i zamiast tkwić w garażu, jak dotychczas, okupują kopalnię. Co gorsza, sam nie dam rady tego załadować na bezzałogowy frachtowiec. Zupełny dramat.

 

1 października

Zgodziłem się na warunki – jednodniowy tydzień pracy. Roboty ładują frachtowiec. Połowa ładowni pusta…

 

4 października

Roboty się nudzą. Czterdzieści pojechało zwiedzać planetę.

 

8 października

Dziś dzień roboczy, a tych czterdziestu nie ma. Chyba się wścieknę. Jutro rano jadę ich poszukać.

 

9 października

Robotom skończyło się paliwo i stoją na pustyni. Spróbuję je sprowadzić do bazy przed obiadem.

 

10 października

Natchnęło mnie – ściągnę jednego robota i spróbuję przeprogramować, ha!

 

11 października

Siedzę i grzebię w robocie. Reszta robotów pojechała w przeciwną stronę niż tamta czterdziestka. Może też utkną i będzie spokój?

Dopisek: robot odpalony w trybie awaryjnym pracuje grzecznie! Bardzo wolno, ale grzecznie. Pełen sukces! Jestem mistrzu!

 

12 października

Jak będę ściągał roboty po jednym, to znowu nie wykonam planu… Zatankuję dwadzieścia i niech wrócą same.

 

13 października

Do bazy przyjechało dwadzieścia zatankowanych robotów. Zobaczyły jednego pracującego. Uznały go za łamistrajka i rozjechały gąsienicami. Została sterta złomu…

 

14 października

Analizowałem sytuację przez całą noc. Mój błąd – za dużo im nalałem paliwa. Jutro załatwię pozostałe! Zatankuję tylko na tyle, żeby dojechały do bazy. Jestem wielki!

 

15 października

Dziś dzień roboczy. Roboty pracują. Pojechałem po pozostałe. Wróciłem pod osłoną nocy. Paliwa im brakło sto, czy dwieście metrów od bazy. Dowożę po jednym i przeprogramowuję.

 

16 października

Dziewiętnaście robotów odpalonych w trybie awaryjnym pracuje, wolno, ale pracuje. Pozostałe dwadzieścia chyba zaczęło coś podejrzewać, bo się jakoś niespokojnie kręcą w garażu.

 

17 października

Siedzę w areszcie domowym. Wczoraj roboty z bazy, zaatakowały te pracujące w kopalni. Przybyłem na miejsce z kluczem w ręku i tłukliśmy się naprawdę dzielnie. Kiedy opadł kurz po zadymie, która mi przypomniała najlepsze potańcówki w Waćkowicach, okazało się, że wygraliśmy! Na polu walki pozostałem ja i moje dwa roboty. Wtedy nadjechało sześćdziesiąt pozostałych i uznały moje dwa za łamistrajki… Efekt łatwy do przewidzenia. Mnie zawlekły do kwatery, zamknęły i pełnią straż przy drzwiach.

 

18 października

Roboty wiecują. Chyba się naradzają, co ze mną zrobić. Wyświetliły napis: „Galena Zero dla Robotów!”. Boję się.

 

30 listopada

Roboty ściągnęły mnie z kopalni, gdzie pracuję po osiemnaście godzin na dobę, bo z Ziemi przyszedł jakiś komunikat, z którym sobie nie radzą. Centrala pyta, dlaczego, wykonałem tylko połowę planu. Zełgałem, że przeprowadziłem jako fachowiec kompleksową konserwację wszystkich robotów i to gratis. Podziękowali, napisali też, że nie było trzeba, bo w planie była dopiero za dwa lata i miał ją robić mój następca. W nagrodę za załatwienie sprawy roboty dały mi dzień wolny.

Dopisek: do końca wyroku ciężkich robót, jaki wydał na mnie, jako na obcego gatunkowo, Narodowy Trybunał Państwa Robotów, zostało mi dziewięć tysięcy osiemdziesiąt cztery dni. Przed oczami mam koniec komunikatu z wyrokiem, jaki mi wyświetliły na koniec procesu: „ciesz się, że masz pracę i jesteś użyteczny dla Galeny Zero”. Szlag by je trafił z takim przesłaniem…

 

1 grudnia

Spałem dwanaście godzin. Wstałem i myślę. Roboty oglądają na zabranym mi sprzęcie „3M jak masakra małym młotkiem”. Nie jest dobrze. Jak jeszcze trochę tak popracuję, to się wykończę. Jeśli roboty dalej nie będą fedrować, to znowu nie wykonam planu i na Ziemi się połapią, że coś jest nie tak. Zgodnie z kontraktem odpowiadam finansowo, za przylot ekipy z Centrali w nieuzasadnionym wypadku. Ten niby jest uzasadniony, ale za wgrywanie nielegalnego oprogramowania, grozi do dziesięciu lat więzienia. Na Ziemię się więc nie poskarżę, muszę coś wydumać sam.

 

31 grudnia

Ledwie żyję… Jutro przy ładowaniu frachtowca schowam się w ładowni. „Niech żyje wolność, wolność i swoboda”!

 

Mecenas chcąc nie chcąc napisał pismo do sądu wnoszące o odrzucenie dowodu, ze względu na brak dostępu do oryginału. Ten posiadał znalazca, czyli następca bratanka Adama X, na Galenie Zero. Najwcześniej mógł dotrzeć do Polski za kwartał. Do tej pory albo sąd sprawę umorzy, albo pies z kulawą nogą już nie będzie o niej pamiętał. No i najważniejsze – wtedy będzie już po wyborach.

Przeczytał pismo raz jeszcze. Wyraźnie podkreślił podstawę prawną. Wydrukował dwa egzemplarze. Rano wyśle umyślnego do biura podawczego i pójdzie na spotkanie Klubu Wyrafinowanych Gentlemanów. Napisał jeszcze, krótkiego e-maila do swojego klienta, w którym stwierdził, że nagabywany przez media bratanek, ma wszystkiemu zaprzeczyć i powiedzieć, że jest dorosłym facetem i żadnego pamiętnika w życiu nie pisał.

Noc się zapowiadała spokojnie. Świat za oknem żył swoim życiem. Wydobycie na Galenie Zero rekordowo wzrosło. Tym razem uwzględniono opinię Europejskiej Agencji Kosmicznej zaangażowanej w proces rekrutacji.

Koniec

Komentarze

Trochę mi ten tekst przypomina Nojmanki niejakiego Dzikowego. I tak, jak przy tamtym tekście, tu – podobne uwagi. Kłuje w oczy naiwność protagonisty. Konwencja humoreski czy groteski trochę naciągnięta, ale – jeszcze do przełknięcia (wszystko zależy od stopnia wytrzymałości na brak prawdy psychologicznej danego Czytacza). Dyskusyjne jest rozbicie tekstu na tak krótkie akapity oznaczone poszczególnymi datami (można by to zrobić ciurkiem z delikatnym akcentem na jednostajny upływ czasu – tekst nic by nie stracił a zyskał na zwartości). IMO, czuć że ten opek jest jeszcze zbyt świeży, jeszcze się nie odstał i nie ostygł w szufladzie. A przesłanie tekstu?  Jest takie, że maszyny są podatne na wpływy, a ludzie to raczej stuprocentowe świnie. Czy to jest odkrywcze? No, nie wiem. Ciekawe, jak by się odnieśli do zachowań robotów z Twojego opowiadania Asimov, Tilden, Yudkowsky. Pozdrawiam.

...always look on the bright side of life ; )

No nie wiem. Tekst napisany dobrze, nie ma jakiś rażących błędów. Również styl pasuje do tematu tekstu. Tylko, że… Czytałem już coś takiego kiedyś, więc nie jest to już zbyt świeże. Jakoś odkrywcze również mi się nie wydaje. Takie właśnie, jak napisałeś na wstępie, w sam raz do kawy. Tylko po tej kawie od razu do zapomnienia.

Pozdrawiam ;)

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Fajne, całkiem przyjemna lektura, choć temat nienowy. Uśmiechnąłem się kilka razy i chyba o to chodziło, prawda?

 

Pozdrawiam

 

 

Mastiff

Po wyważeniu za i przeciw – takie sobie. Przypuszczam, że gdyby wywalić w diabły motyw polityka, a to poszerzyć wątek kopalniany, wyszłoby to na zdrowie tekstowi i czytelnikom.

@jacek001

Dzięki za zwrócenie uwagi na tekst Dzikowego. Chętnie przeczytam. Może i powinien jeszcze poleżakować, ale mam już dwa leżakujące – miejsca w piwniczce brakło.

Taka przypowieść, kilka lat temu napisałem naukowy tekst o Białym Etiopczyku. Cykl wydawniczy w Polsce wynosi mniej więcej trzy lata. Kiedy dostałem go do szczotki, sprawdziłem, czy nie trzeba dodać jakichś nowy publikacji i tak trafiłem na referat doktora z Uniwersytetu w Syrakuzach, który mniej więcej w tym samym czasie, wygłosił na konferencji referat, na ten sam temat i w oparciu o zbliżoną bazę źródłową. :-) Cóż, to się nieraz zdarza.

Co by powiedzieli? Hm – nie wiem! Najbardziej obawiałbym się opinii Lema! :-)

Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam!

P.S. Przesłanie – jest och tu jeszcze kilka. Między innymi: ciemna strona partyjniactwa, znaczenie profesjonalnego podejścia do zasobów ludzkich, rola stereotypów…

Naiwność bohatera – dwudziestowiecznego diso polo chłopak słucha, „trzaskał się” na wiejskich dyskotekach i jedyne w co wierzy to władza. Takie zjawisko ludzkie i w przyszłości może się okazać nie takie znów rzadkie. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Elektroniczne_kiwi

Dzięki za uwagi. Miał być do kawy. Jak nie pozostanie na dłużej, to i tak wypełni misję, do której go powołałem. ;-)

Pozdrawiam, ZB

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Bohdan

Dokładnie o to chodziło – o odrobinę uśmiechu, w środku zakręconego dnia, okraszonego zapachem kawy w tle. ;-)

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@AdamKB

Ważąc pro et contra, dorzuciłem wątek polityka, żeby okrasić, motyw znalezienia pamiętnika. Nie wydawało mi się też, że jest sens, tę historię bardziej rozbudowywać. Tu się wytłumaczę z imienia. Miało być bardzo ludzkie. Bardziej ludzkie, niż to pierwszego człowieka (oczywiście przyjmując w tym wypadku Biblię za bazę), nie istnieje.

Dzięki za uwagę – pomyślę o całości raz jeszcze.

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

A mi się podobało. Lekko kpiące, autoironiczne, sympatyczne opowiadanie. Motyw polityka jest potrzebny, żeby wytłumaczyć, jak ten głąb znalazł się na Galenie Zero.

Babska logika rządzi!

Hm, te pamiętniki to tak średnio pamiętniki – jedno zdanko na dzień, to bardziej notatki z wyprawy. Nie podobała mi się ta konwencja – zbyt urywana. Naśmiać się jakoś nie naśmiałam, ot “nic nowego” tak mogę podsumować ten shorcik. I podobnie do Adama, miałam odczucie, że fragmenty z panem mecenasem są zupełnie zbędne.

Tylko nie "Tęcza"!

@Finkla

Dzięki za dobre słowo!

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@Tensza

Wiesz, to jest dziennik i spełnia wsyztskie wymogi formalne, tego, czym jest „diarium”.

W mojej wersji rzeczywistości: każde źródło rozpatruje się w jakimś kontekście, ale to faktycznie może być zboczenie, autora tekstów uczonych. Tak czy inaczej – recepcja, to kwestia filtrów. W tej dziedzinie akurat mamy inne.

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nie chodzi mi o formalną poprawność tych zapisków, ale moje odczucia. Taka bida po jednym zdanku, szczególnie, że ta część wydała mi się w całym szorcie najciekawsza.

Pozdrawiam :)

Tylko nie "Tęcza"!

@Tensza

Dobrze, że piszesz, o tym, co Ci się nie podoba. :-)

Obawiam się, że te zapiski są jednozdaniowe, dlatego, że takie są możliwości intelektualnych ich autora z Galeny Zero. ;-)

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Bez rewelacji, ale po męczącym poprzednim tekście, Ludzkie odruchy przeczytałam migiem. No i wykonanie zdecydowanie lepsze. ;-)

 

odzia­ny w gruby szla­frok w czer­wo­no– czar­ne paski… – …odzia­ny w gruby szla­frok w czer­wo­no-czar­ne paski

 

Płyny ży­wie­nio­wo na­wad­nia­ją­ce na śnia­da­nie… – Płyny ży­wie­nio­wo-na­wad­nia­ją­ce na śnia­da­nie

 

Me­ce­nas wes­tchnął cięż­ko i na­pi­sał pismo do sądu… – Brzmi nie najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, to tak prawie na drugą rocznicę opublikowania. :-)

Dziękuję za uwagi! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No tak, prawie. W przyszłości postaram się dbać o zgodność dat. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-D :-D :-D Właśnie!

Może dodam konkursowe drabble (walczę ze sobą). Ciekawe, czy tym razem poprawienie policzę do stu? ;-) Proszę o uwzględnienie zgodności dat i skomentowanie od razu! :-D Dziękuję! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Walcząc ze sobą, bacz, abyście sobie nawzajem nie zadali większych obrażeń. ;-)

Prośba zostanie rozpatrzona pozytywnie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak? Publikuję zatem! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka