- Opowiadanie: yenn_666 - 12

12

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

12

 

Dzień 1

Adama obudził głośny dźwięk budzika w telefonie. Jęknął smutno, wiedząc, że na dziś to już koniec kojącego i wspaniałego doświadczenia, którym jest sen. Był człowiekiem, dla którego ta czynność, a raczej stan, w którym znajdujemy się przez jedną trzecią życia była zbawieniem i chwilą ucieczki od męczącego i pracowitego dnia. Powolnymi i ślamazarnymi ruchami wygrzebał się spod kołdry i usiadł na chwilę na brzegu łóżka. Przetarł oczy wierzchem dłoni i poszedł do łazienki. 

 Nowy dzień, który właśnie się zaczął nie miał przynieść nic, czego nie można byłoby przewidzieć. Codziennie powtarzał się ten sam scenariusz– poranna kawa, bieg do autobusu, osiem godzin nudnej i monotonnej pracy, obiad zjedzony w taniej chińskiej knajpie i wieczór spędzony przed telewizorem z puszką piwa i popcornem. Adam czasami imprezował, ale w ostatnim czasie postanowił wziąć w garść swoje życie i w końcu wydorośleć. W praktyce wyglądało to tak, że ograniczył imprezy do weekendów, rezygnując z tych w środku tygodnia. Poza tym nic się nie zmieniło, więc spokojnie można rzec, że Adam do bardzo konsekwentnych osób nie należał. 

 Wyjrzał przez okno stojąc jeszcze w piżamie z kubkiem czarnej kawy w ręku. Było szaro i ponuro, zapowiadało się na deszcz. Adam przypomniał sobie, że tydzień wcześniej zostawił parasol w samochodzie kolegi. Zaklął pod nosem. Spojrzał na zegarek i zobaczył, że już dawno powinien być na przystanku. Odstawił kubek i pobiegł po jakieś ubranie. Jak zwykle nie zdążył wcześniej przygotować sobie stroju, więc sięgnął po jakieś spodnie leżące pod łóżkiem i wczorajszą koszulkę. Przecież nie ma obowiązku noszenia codziennie nowej koszulki, czyż nie? Spodnie zapinał w biegu, w międzyczasie szukał torby i zakładał kurtkę. Miał dokładnie dwie minuty do autobusu. 

Adam biegł chodnikiem ile sił w nogach, po drodze potrącił jakąś staruszkę i prawie rozjechałby go rowerzysta– swoją drogą zginąć pod kołami roweru to dosyć kuriozalna sytuacja– na szczęście autobus jeszcze nie odjechał. Wcisnął się do środka, po czym zaczął szukać wolnego miejsca. Przed nim zapowiadała się około dwudziesto minutowa podróż na drugi koniec miasta, chciał więc spędzić ją w wygodny sposób. Na końcu autobusu zauważył jedno wolne miejsce. Szybko znalazł się na nim, po czym mimowolnie uśmiechnął się, bo kolejny raz udało mu się zdążyć. 

 Beznamiętnie patrzył przez szybę, to co widział w żaden sposób nie mogło nastawić go pozytywnie. Wszędzie zmęczeni i wyrwani ze snu ludzie, wyglądali jak zombie– zgarbieni i patrzący w jeden bliżej nie określony punkt. Poza nimi sznury trąbiących na siebie samochodów. Przerażające. 

Zaczął rozglądać się po autobusie. Okazało się, że średnia wieku osób znajdujących się w środku wynosi jakieś siedemdziesiąt pięć lat. Dokąd emeryci mogą jechać tak wcześnie rano? Codziennie zadawał sobie to pytanie, ale nigdy nie znalazł odpowiedzi…

Naprzeciwko niego siedziała młoda dziewczyna, gatunek prawie wymarły patrząc na resztę pasażerów. Była ładna, miała pofalowane brązowe włosy do ramion i małą wręcz dziecinną twarz. Nie była jednak dzieckiem, w jej oczach widać było dojrzałość. Na nosie miała okulary i czytała jakąś gazetę. Spojrzała na Adama i w pierwszej chwili speszył ją fakt, że on też na nią patrzy. Odwróciła na chwilę wzrok, ale zaraz potem spojrzała ponownie i posłała mu serdeczny uśmiech, czego zupełnie się nie spodziewał. Nie odwzajemnił go, więc dziewczyna skierowała wzrok znów w gazetę. Zrobiło mu się niesamowicie głupio, poczuł się jak największy prostak. Na szczęście chwilę później znów nadarzyła się okazja i tym razem obdarował ją równie przyjaznym uśmiechem. Może to głupie, ale ta sytuacja poprawiła mu humor. Przestały wisieć nad nim czarne chmury i przez resztę dnia czuł się trochę weselszy.

 

Dzień 2

Tym razem Adam wyszedł na autobus dwie minuty wcześniej niż zawsze. To przedsięwzięcie dało mu na tyle swobody, że mógł sobie pozwolić na spacer, a nie szaleńczy bieg. Na przystanku znalazł się po raz pierwszy przed autobusem. Było to dla niego nowe doświadczenie– bardzo pozytywne. Ludzi było jak zwykle dużo, bo "dwunastka" jeździła do centrum miasta, gdzie większość z nich pracowała. 

 Autobus wreszcie przybył, Adam wślizgnął się jako jeden z pierwszych do środka i szybko poszedł na miejsce, na którym siedział dzień wcześniej. Jego zdziwienie było niemałe, kiedy okazało się, że naprzeciwko znów siedzi ta sama dziewczyna. Nie zauważyła go, a on nie wiedzieć czemu poczuł, że na jego twarzy pojawił się rumieniec. Nieznajoma znów czytała, tym razem trzymała w swoich drobnych dłoniach grubą książkę. Podniosła ją na chwilę i Adam zauważył, że to książka jednego z jego ulubionych autorów, Terrego Pratchetta. Był pod wrażeniem, nie dość, że dziewczyna była bardzo atrakcyjna to na dodatek miała podobne zainteresowania. Można byłoby pomyśleć– kobieta idealna! 

 Nagle zauważyła go i na jej twarzy również pojawił się zauważalny rumieniec. Po chwili oboje zaczęli nieśmiało chichotać. Przez całą drogę co chwila zerkali na siebie nieśmiało. Adam pomyślał, że jest to jedna z ładniejszych dziewczyn jakie widział, na dodatek miał wrażenie, że jest nim zainteresowana. Czy mógł mieć rację? Przecież dziewczyny tego pokroju zawsze są zajęte, a jeśli nie, są po prostu wariatkami.

 

Dzień 4

To nie mógł być przypadek, czwarty dzień z rzędu siedział naprzeciwko tej samej dziewczyny. Poprzedniego wieczoru, siedząc jak codzień przed telewizorem myślał o niej. Starał się podsumować wszystkie fakty i niczym Sherlock Holmes wywnioskować z tego, kim jest tajemnicza piękność z autobusu numer 12.

 Nigdy wcześniej nie natknął się na nią jadąc do pracy, więc były dwie możliwości: dopiero wprowadziła się do miasta, albo dopiero co zaczęła jakąś pracę. Wyglądała mniej więcej na dwadzieścia lat i codziennie była w coś zaczytana. Nie ubierała się w garsonki, czy sukienki, ale raczej w dżinsy i koszule w kratę. Może była studentką? O tak, napewno była studentką. Wyglądała jak typowa studentka historii, albo archeologii. Cholera, mogła studiować wszystko, ale czy to ważne? Adam, aby ułatwić sobie sprawę nadał jej imię, by móc ją jakoś nazywać w myślach. Marysia– to imię wydawało mu się idealne. Zawsze chciał, by jego dziewczyna miała tak na imię, lubił je, bo kojarzyło mu się ze spokojem, łagodnością i o zgrozo– z jego babcią.

 Wpatrywał się w nią jak psychopata. Poznawał każdy szczegół jej wyglądu, by później bez problemu móc odtworzyć go w pamięci. Tego dnia miała bardziej niż zwykle kręcone włosy. Wyglądała dzięki temu młodziej i jeszcze bardziej słodko. Zauważył, że kiedy czyta często przygryza dolną wargę. Swoją drogą nie znał zbyt wielu dziewczyn, które czytałyby tak dużo.  Te, z którymi się spotykał zazwyczaj nosiły krótkie spódniczki i nie miały zbyt wiele do powiedzenia na tematy naukowe. Marysia była inna,podobało mu się to. Obiecał sobie, że jeśli jutro znów ją spotka, przedstawi się jej. Przecież nie ma na co czekać, taka okazja może  już więcej się nie zdarzyć.

 

Dzień 5

 Adam ubrał się w najlepsze ciuchy, użył drogich perfum, które dostał na urodziny od mamy i wyszedł z domu z mocnym postanowieniem, by przysiąść się do Marysi. Nie zawiódł się, dziewczyna siedziała jak zwykle w tym samym miejscu, ale kiedy chciał usiąść obok niej, w ostatniej chwili zajęła to miejsce jakaś emerytka. Zaklął pod nosem. Nie wypadało jej wyprosić, więc poszedł na swoje stałe miejsce (o dziwo zawsze było wolne, nawet jeśli autobus był pełny). Stracił już nadzieję, że kiedykolwiek porozmawia z Marysią. Dziewczyna zauważyła chyba, że chciał do niej usiąść i posłała mu swój czarujący uśmiech. To od razu poprawiło mu to humor.

 

Dzień 6

Nadeszła sobota. Nie widział tego dnia Marysi, więc od rana chodził po domu zdenerwowany. Dzięki temu odkrył, że ta niesamowita dziewczyna wpływa na jego nastrój. Widząc ją każdego ranka, dzień staje się lepszy, a on sam bardziej radośnie patrzy na świat. Od tych kilku dni dziewczyna nie wychodziła z jego głowy. Dla niego była ideałem, cholernym ideałem, do którego nie odważył się nawet podejść…

 Czy to mozliwe, że można zakochać się w kimś, tak naprawdę go nie znając? Przecież było już tyle filmów na ten temat. Oczywiście, że można! Co więcej, bardzo często takie historie kończą się happy endem. Jednak jak można liczyć na szczęśliwy koniecj historii skoro nie zamieniło się ani słowa z potencjalną drugą połówką. Adam rzucił się na łóżko i zaczął użalać się nad własnym losem.

 

Dzień 8

Wsiadając do autobusu od razu zaczął Jej szukać. Szybko przecisnął się przez ludzi i zauważył, że Marysia upuściła klucze. Z prędkością światła podniósł je i podał kobiecie swojego życia. Dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę po swoją własność. Poczuł dotyk jej dłoni i dreszcz przeszył go na wskroś.

– Dziękuję.– Miała niski, ciepły głos. Dokładnie taki, jaki powinna mieć. Adam nie był w stanie nic powiedzieć. Zamurowało go, lekko się uśmiechnął i wrócił na swoje miejsce. Nie miał zamiaru już nic robić tego dnia. To co się właśnie wydarzyło przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Usłyszał jej głos i poczuł dotyk jej dłoni. Był w niebie, nic więcej do szczęścia nie było mu potrzebne.

 

Dzień 10

Wyciągnął z paczki ostatniego papierosa i zapalił go stojąc przy otwartym oknie w kuchni. Wstał godzinę wcześniej niż zwykle, by wcielić w życie swój podstępny plan. Całą noc zastanawiał się nad tym, co może zrobić w sprawie Marysi. Oczywiście najłatwiej byłoby podejść i zagadać, ale Adam należał do osób, które lubiły wszystko komplikować. Postanowił więc wsiąść do autobusu dwa przystanki wcześniej. Co prawda wiązało się to z długim spacerem, ale mogło zaowocować. Miał nadzieję, że na przystanku spotka swoją ukochaną. Tak, był pewien, że dziewczyna z autobusu zostanie jego żoną. Cała ta historia pokazała, jaki z niego romantyk.

 Adam wyszedł z domu dużo wcześniej i znalazł się na docelowym przystanku. Nie było jej… Wsiadł do środka i kamień spadł mu z serca. Siedziała tam, gdzie zawsze. Tym razem nie czytała, a słuchała muzyki. Wytężał słuch, żeby sprawdzić, czy mają ten sam gust muzyczny. Niestety nie usłyszał nic poza warkotem silnika.

 Patrząc na nią popadał w swego rodzaju hipnozę. Była dla niego niczym kołysanka dla małego dziecka, uspokajała. Życie z taką kobietą byłoby rajem– pomyślał. 

 Do głowy przyszła mu straszna myśl– co jeśli Marysia ma chłopaka? Albo co gorsze narzeczonego! Może jest z nim szczęśliwa i to dla niego jest całym światem. Może planują wspólną przyszłość i czytają sobie poezję siedząc w chłodne wieczory przed kominkiem. Może…

 

Dzień 11

Wiedział, że to ten dzień. Obudził się z poczuciem, że musi to zrobić. Nie może stracić szansy na miłość, przecież żadna inna kobieta nie wywołała w jego głowie takiego chaosu. Nawet jeśli okaże się, że jest zajęta, to warto podjąć takie ryzyko. Był pełen optymizmu, czuł, że musi się udać.

 Wypił dwie mocne kawy i wypalił pól paczki papierosów. Normalnie zrobiłoby mu się niedobrze, ale wtedy nie poczuł nic. Był jednocześnie zdenerwowany i podniecony wizją tego, jak bardzo może zmienić się jego życie. Spojrzał w lustro i zobaczył szczęśliwego człowieka. Dawno go już nie widział, bardzo dawno…

 Autobus po raz pierwszy się spóźnił. Dwie minuty spóźnienia wystarczyły, żeby zaniepokoić Adama i sprawić, by zaczął wątpić w swój plan. Wsiadł do środka i nie zauważył Marysi. Serce zaczęło bić mu mocniej. Zaczął się przepychać i sprawdzać każde miejsce po kolei. Nie było jej. Zaczął oddychać głęboko i poczuł, że połączenie dwóch kaw i takiej ilości nikotyny właśnie zaczęło na niego działać. Usiadł tam, gdzie zawsze siedziała Marysia. Położył dłoń na siedzeniu i zaczął wyobrażać sobie jej twarz.

 Na pewno jutro ją spotkam. Przecież mi też zdarza się spóźnić na autobus, albo wziąć sobie wolne. Spokojnie chłopie, nic straconego.– Pocieszał się w myślach. Pocieszanie nic nie dało, czuł się okropnie.

 

Dzień 12

 Starał się myśleć pozytywnie, skoro jeździła tym autobusem codziennie, to czemu akurat teraz miałaby przestać? Wiedział i czuł, że to przeznaczenie ich przyciagnęło do siebie. Inaczej nie potrafił tego wytłumaczyć. Zakochał się w niej, wiedział, że to głupie i bezsensowne, ale jednak prawdziwe. Postanowił, że zrobi wszystko, by ją odnaleźć, jeśli okazałoby się, że znów jej nie będzie.

 Miejsce Marysi znów było puste. Adam poczuł w sercu ukłucie. Ogarnął go smutek połączony ze złością. Nie wiedział co robić, miał mętlik w głowie.

-Przepraszam, widział pan może Marysię? To taka piękna dziewczyna w okularach, zawsze tu siedziała.– Zapytał przypadkowego mężczyznę stojącego obok. Mężczyzna spojrzał na niego jak na wariata i odwrócił się. Adam rzeczywiście wyglądał jak wariat, miał rozbiegany wzrok, przerażoną minę i rozglądał się co chwilę. Wysiadł na najbliższym przystanku. Musiał zaczerpnąć powietrza. Jak ją znaleźć? Przecież nic o niej nie wiedział. W tak wielkim mieście było to prawie niemożliwe. Tylko cud mógł teraz sprawić, że ją spotka. Mógł także liczyć na to, że kiedyś znów natkną się na siebie w autobusie. 

 Na ulicy zatrzymał go chłopak sprzedający gazety. Postanowił kupić dziennik, by na chwilę zająć czymś myśli. Wcisnął chłopakowi dziesięć złotych, nie czekając na resztę i udał się do parku. Usiadł na pierwszej ławce i otworzył gazetę. Na trzeciej stronie znajdował się artykuł o jakimś wypadku. Mocny tytuł "Przejście śmierci" zachęcił go do lektury. Opisany był tam wypadek młodej dziewczyny na przejściu dla pieszych w śródmieściu.Wypadek miał miejsce wieczorem trzy dni wcześniej. Rozpędzony samochód potrącił młodą studentkę prawa, zginęła na miejscu. Dołączono jej zdjęcie z podpisem. Dziewczyna nazywała się Patrycja Dalgiewicz. To była Marysia. Uśmiechnięta i zaczytana w książkach Pratchetta Marysia. Młoda i piękna studentka, miłość życia Adama. Patrzył beznamiętnie na jej czarno białe zdjęcie, przejechał po nim palcami a po jego policzku spłynęła łza. Gdyby nie był takim tchórzem i od razu podszedł do niej, być może tego feralnego wieczoru nie musiałaby przechodzić przez tamto przejście, zamiast tego siedzieliby wspólnie przy kominku. Może…

Koniec

Komentarze

Osobiście mi się podobało, ale to tylko moje zdanie i moje niewprawne oko.

Czytało mi się to w miarę lekko aczkolwiek wyczuwam tu goryczkę jaką mają kobiety do facetów. Ten typ “kocham cię ale nie zagadam i nie napiszę pierwsza i kropka. A jeśli on zagada to go spławię, żeby nie pomyślał, że jestem łatwa”. Jestem strasznie na to czuły i całe szczęście, że opowiadanie było krótkie bo podejrzewam, że 20 dnia bym rzucił to w trzy diabły.

Podoba mi się, że akcja nie galopuje, i nie jest sztucznie rozciągana. Jest taka jaka miałaby być, osobiście dodałbym więcej fragmentów o bohaterze (oprócz 1 dnia nie wiele o nim mówisz) i o jego pracy jak mu się dłużyła bez Marysi.

Masz wielkiego plusa za wyrażenie “o zgrozo” :)

I choć jest to przewidywalne to jest jakiś tam morał który się gdzieś czai a potem nie za bardzo umie wyskoczyć ale ogólnie :) w skali od 1 do 10 to masz takie 7 :)

 

Ps. Sam jeszcze nie jestem ekspertem więc kiedy przyjdą po mnie mądrzejsi to się ich słuchaj :D

Hmmm, na mnie opowiadanie nie zrobiło specjalnego wrażenia – ot, taki niedoszły romans.

Jeśli chodzi o język i inne drobiazgi, to trochę jeszcze Ci zostało do poprawiania. Poniżej przykłady:

Wcisnął się do środka, po czym zaczął szukać wolnego miejsca. Przed nim zapowiadała się około dwudziesto minutowa podróż na drugi koniec miasta

Zgrzyta mi to: wcisnął się do środka, ale jeszcze znalazł wolne miejsce. W godzinach szczytu? Wiem, później to wyjaśniasz, ale też mało przekonująco. Dwudziestominutowa łącznie. “Przed nim zapowiadała się” to zbyt wiele grzybków. Albo przed nim była, albo zapowiadała się. Obydwie wersje brzmią tak sobie, druga trochę gorzej – może “czekała go”?

Naprzeciwko niego siedziała młoda dziewczyna, gatunek prawie wymarły patrząc na resztę pasażerów.

Po pierwsze, w zdaniach tego typu nie zmienia się podmiotu. Bo na razie napisałaś, że dziewczyna siedziała i patrzyła na pasażerów, a chyba nie o to Ci chodziło. Wymarły gatunek dodatkowo zaciemnia sprawę. Po drugie, koniecznie przecinek między częściami takiego zdania z imiesłowem. Ten błąd często powtarzasz.

czwarty dzień z rzędu siedział naprzeciwko tej samej dziewczyny. Poprzedniego wieczoru, siedząc jak codzień przed telewizorem myślał o niej.

Powtórzenia. Co dzień. Brakujący przecinek. A nie mówiłam? ;-)

No i gdzie tu fantastyka? Bo miejsca siedzące w godzinach szczytu to jakby maławo…

Babska logika rządzi!

Zdanie o tym tekście, zdanie oczywiście moje, można zawrzeć w dwóch słowach: tak bywa…

O typie i wadze najczęstszych błędów już napisała Finkla.

Przeczytałam z trudem, albowiem fatalnie napisana, nudna i całkiem pozbawiona fantastyki historia o tym, jak chłopak-gamoń zobaczył ładną dziewczynę, kilka dni jeździł z nią autobusem, zakochał się i nie zrobił nic, aby ją poznać, niestety, zupełnie nie przypadła mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka