- Opowiadanie: Box - Tunel

Tunel

Cześć. Publikuję tu pierwszy raz, zacznę tekstem krótkim i pisanym na pewien konkurs. Praca była publikowana już w internecie. Chciałbym, by oceniły go osoby, które mnie kompletnie nie znają i nie będą “słodzić” :)

Całość oparta jest na prawdziwej miejskiej legendzie z moich okolic, jakoby w okolicy wybudowany był tunel ewakuacyjny (do dziś nikt go nie znalazł). Fakty mieszają się z fikcją ;)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Tunel

Od pewnego czasu po mieście krążyły słuchy o dwóch uczniach szkoły podstawowej, którzy chcieli zbadać pewną miejską legendę, chętnie rozdmuchiwaną przez wszelkiego rodzaju fanów teorii spiskowych. Wszystko działo się wiosną, tuż po świętach.

Dwóch chłopców zmierzało do budki z lodami. Byli bardzo podekscytowani pierwszym zimnym deserem w sezonie, toteż nie zwracali uwagi na otoczenie. Wpadli na wysokiego mężczyznę, który ubrany był w długi, czarny płaszcz z wieloma guzikami, na głowie miał cylinder, a pod nosem obfity, zakręcony wąs. Nie przestraszyli się go, choć zatrzymał się i zagadał:

– Chłopcy, uważajcie, jak chodzicie.

– Przepraszamy, proszę pana! – odpowiedział grzecznie Paweł, odważniejszy z nich.

– Ach, skoro już na was trafiłem – chcecie poznać pewną historię?

– Nie, proszę pana. Mama zabroniła rozmawiać z obcymi!

Mężczyzna zaśmiał się wesoło.

– Rozumiem. Jeśli jednak lubicie straszne historie, przeczytajcie w dzisiejszej gazecie mój artykuł o tunelu.

Paweł kiwnął głową i pociągnął swojego kolegę – Rafała – za rękaw. Mieli do przebycia jeszcze długą drogę, podczas której świetnie się bawili. Rzucali się resztkami śniegu, który nie zdążył stopnieć, wpychali się nawzajem w czarne od spalin zaspy i przezywali się. W końcu dotarli do budki znanego na mieście cukiernika, zamówili dwa duże desery i usiedli na ławce tuż obok. Na parapecie leżał mały plik gazet, na których okładce chłopcy rozpoznali czarnego mężczyznę. Paweł chwycił jeden egzemplarz i przeczytał: Tunel pod kościołem – fakt, czy mit?. Rafał zainteresował się tematem i sięgnął po kolejną gazetę. Chłopcy z wypiekami na twarzach czytali:

Pan Edward Stański, badacz historii naszego regionu, opowiada o tunelu, jaki łączy kościół z pałacem. Nie od dziś wiadomo, że w mieście funkcjonowało getto, a miejscowi Żydzi niewolniczo harowali w pobliskiej fabryce. Jest też pewne, że w miejscu, gdzie obecnie stoi miejskie gimnazjum, siedemdziesiąt lat temu palono ich razem z Polakami. Stański odkrył jednak, że nie wszyscy Żydzi kończyli tak tragicznie. Wielu z nich zapracowywało się na śmierć, a ich zwłoki zakopywano rzekomo w okolicach dzisiejszego kościoła, hufca ZHP oraz liceum. Historyk twierdzi, że kościół jest połączony z pałacem w parku tunelem biegnącym pod rzeką. Wielu Żydów miało ukrywać się tam przed Nazistami. Tą wiosną część podziemnego traktu zawaliła się pod wpływem wody, odsłaniając kości wielu ludzi.

– Co to są Żydzi? – zapytał Rafał.

– Nie wiem, ale mój tata mówi, że to jacyś ludzie, których cały świat nie lubi.

– Iii, to pewnie rodzina Lańskiej od matmy – zaśmiał się Rafał.

– Nie wiem. Ej, choć zbadamy ten tunel!

– Ale jak to? Tak po prostu? Tu napisali, że widać kości! Bleee…

– Nie pękaj, Rafi. Chodź!

Chłopcy zjedli lody i pobiegli do kościoła, w którym miało znajdować się wejście. W bramie rozejrzeli się, czy nie zbliża się ksiądz Staszek i wkroczyli. Paweł przypomniał sobie o wielkim prostokącie zarysowanym tuż obok konfesjonału. Skojarzył szybko, że to mógł być strzał w dziesiątkę i rzeczywiście – klapa była lekka, chłopcy z łatwością ją unieśli i, nie widząc schodów, zawahali się. Skoczyć, czy nie skoczyć? Rafał wyjął z kieszeni małe zabawkowe radyjko.

– Po co ci to? – zaciekawił się Paweł.

– Cicho, mam tu latarkę!

Strumień światła przegonił ciemność i ukazał drabinkę. Zeszli i ruszyli przed siebie, oświetlając drogę. W tunelu było chłodno i wilgotno. Czuli dziwny zapach, choć nie wiedzieli, co to takiego. Nad głową, po bokach oraz pod stopami mieli tylko ubitą, wydrążoną ziemię, z której gdzieniegdzie sterczały głazy. W pewnym momencie światło zniknęło.

– Bateryjki! – krzyknął spanikowany Rafał. – Nie mam zapasowych!

Paweł zachował jednak zimną krew i odwrócił się do wyjścia będąc pewnym, że zobaczy snop światła sączącego się przez szparę między klapą a podłogą. Zdziwił się, bo betonowy prostokąt przylegał idealnie. Ktoś ich zamknął.

Nie mieli wyboru, musieli iść dalej, mając nadzieję, że dojdą do zawalonej części, którą wydostaną się na powierzchnię. Dziwny zapach stawał się coraz wyraźniejszy, wilgoć drażniła nozdrza, a chłód stawał się coraz bardziej przenikliwy. Była wiosna, tydzień wcześniej padał śnieg, a temperatury wciąż schodziły dużo poniżej zera. W końcu Rafałem zawładnęła myśl, że zostaną tam i zamarzną. Ale czekało ich coś gorszego.

– Co to było?! – krzyknął Rafał, słysząc trzask nad głową. Paweł też to odnotował i z przyzwyczajenia skierował w tamtą stronę wzrok. Zdając sobie sprawę, że nic nie widzi, zaczął badać teren ręką. Wymacał drewnianą belkę, która pod niezbyt silnym naciskiem jego dłoni jęczała. Chłopiec odetchnął z ulgą, gdy pod stopami odkrył ten sam element konstrukcji wydający podobne dźwięki.

 – To tylko deski – uspokoił bojaźliwego kompana.

 Nagle, nie wiadomo skąd, usłyszeli głośne stękanie, sapanie i warczenie. W pierwszej chwili Paweł pomyślał, że trafili na legowisko bezpańskich psów, jednak zdali sobie sprawę, że w tak krótkim czasie nie zdążyłyby się tu zadomowić. W końcu od zawalenia tunelu minęło niespełna kilka dni. Szli dalej w nadziei, że to dźwięki samochodów znad ich głów. Już po kilku metrach wiedzieli, że byli w błędzie. Stał przed nimi chudy chłopiec. Choć w ciemnościach nie widzieli go zbyt dokładnie, poczuli to, gdy na niego wpadli.

– Kim jesteś?! – zapytał odważnie Paweł.

– Małym, niewinnym chłopcem, który kiedyś żył, jadł i bawił się, jak wy. Źli ludzie zabili mnie i wrzucili tu. Teraz dzięki jakiejś nadludzkiej mocy mogę chodzić, rozmawiać – zupełnie jak dawniej. Nie mam przyjaciół, pobawicie się ze mną?

Paweł pomyślał, że to kolejna legenda, którą straszono dzieci. Zaraz obok diabła jeżdżącego czarnym samochodem i pytającego o godzinę stał mały chłopiec, który szukał kompanów do zabawy. Kto się skusił, już nigdy nie zaznał spokojnego życia.

 

Od tamtej pory słuch o Pawle i Rafale zaginął. Tajemniczy czarny mężczyzna zgłosił na policji, że opowiedział im do tunelu. Nikt jednak nie śmiał tam zaglądać. Uznano chłopców za zmarłych, a podziemne przejście na zawsze zalano i zasypano, by upiorne dziecko nie miało gdzie mieszkać

Koniec

Komentarze

Ciekawe, sprawnie napisane, ale końcówka raczej przewidywalna. Chociaż drugiej strony, każde inne zakończenie byłoby wymyślaniem na siłę… Dla mnie w sam raz na popołudnie, ale w pamięci mi nie zostanie.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Dziękuję za opinię. :)

Nie obraź się, to samo mogę powiedzieć o licznych opowiadaniach mojego mistrza – Kinga. Też ma w doroblu takie, które czyta się jednym tchem wieczorem, a rano się ich już nie pamięta. Ot, choćby “Opowieści pralnicze” (czy jakoś tak)/

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Ależ ja się nie obrażam. Podziękowałem za to, że poświęciłeś kilka minut na przeczytanie i wyskrobanie komentarza ;) Poza tym nie wiem, o co mógłbym się obrazić!

Troszkę to naiwne. Opisane w sposób sprawiający, że całość wydaje się niewiarygodna. A miejskie legendy powinno opowiadać się tak, jakby rzeczywiście się wydarzyły. Nikt nie odważył się zajrzeć do tego tunelu? Naprawdę? A od czego mamy policję i straż pożarną, które zabezpieczają podobne miejsca?

Poza tym na pewno nie “tą wiosną”, tylko “tej wiosny”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Witamy na portalu.

Chcesz bez słodzenia? Uważaj, czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni. ;-)

Zgodzę się z Joseheim – tekst wygląda naiwnie. Chłopcom wyobraźni chyba trochę brakowało – poleźli do tunelu bez przygotowań, bez latarek, nie pomyśleli, że skoro część niedawno się zawaliła, to i reszta może być niestabilna. Za to wejście znaleźli bez problemu – od pierwszego strzału. Tajne przejście, nie używane od wojny, ale drabinka nie zbutwiała? Klapa tworzyła “betonowy prostokąt”, ale była lekka? Jeśli nie miała uchwytu, to jak otworzyli? A jeśli miała, to jakim cudem nikt jej nie zauważył? Policjanci dowiedzieli się od świadka, który sam się zgłosił (cha, cha, cha!), dokąd poszli zaginieni chłopcy, ale bali się iść za nimi? A bali się z powodu ducha, o którym nie wiedzieli, bo przecież jedyni świadkowie zaginęli? To wszystko czyni Twoją opowieść bardzo mało wiarygodną.

Językowo jest całkiem nieźle, ale i tak można się trochę poczepiać:

Rzucali się resztkami śniegu, który nie zdążył stopnieć, wpychali się nawzajem w czarne od spalin zaspy i przezywali się.

Odrobinę za dużo “się” jak na jedno zdanie.

W końcu dotarli do budki znanego na mieście cukiernika, zamówili dwa duże desery i usiedli na ławce tuż obok.

Ale obok czego stała ta ławka? Deserów?

Na parapecie leżał mały plik gazet, na których okładce chłopcy rozpoznali czarnego mężczyznę.

Plik gazet i tylko jedna okładka? ;-) Ten parapet jakoś tak nie wiadomo, skąd wyskakuje. Wydaje mi się, że parapety raczej są wewnątrz budynków, a ławki na zewnątrz (pomijając sale gimnastyczne i klasy). Dotychczas nie wspominałeś, że tajemniczy nieznajomy był Murzynem. ;-)

Babska logika rządzi!

Zapomniałeś kropki na końcu :-) A tak na poważnie to uważam, że bardzo, bardzo trudno jest napisać dobry horror. Przynajmniej mi. … Może dlatego, że wiele rzeczy już było i nie wystarczy zrobić buuuuu!!!!!żeby przestraszyć czytelnika. Zgadzam się z opinią, że King jest niekwestionowanym mistrzem gatunku (również moim) ale jest nim dlatego, ponieważ jego historie są bardziej złożone– np Lśnienie to doskonałe studium alkoholizmu a To, jest jedną z najlepszych książek o przyjaźni, jaką czytałam a gatunek (horror) to jedynie interesujące tło. W Twoim tekście "straszna historia" jest tematem przewodnim dlatego nie jest straszna. Poza tym chłopiec w kanale im się przedstawił… Straszniejsze było by niedopowiedzenie, np gdyby bez słowa rzucił im piłkę i czekał czy mu ją odrzucą. Niedopowiedzenia budują klimat grozy. Ogólnie tekst całkiem nieźle napisany jeśli chodzi o styl :-)

Dziękuję za komentarze :) Na pewno wspomnę Wasze uwagi podczas pisania innych opowiadań. 

Macie rację co do słowa. 

No tak, King jest mistrzem budowania rozwlekłych ale przy tym wciągających opisów, doskonale buduje obraz małomiasteczkowych mieszkańców z ich przywarami, potrafi świetnie ująć nasze najgłębiej skrywane żądze… Ale ma z czego czerpać, był alkoholikiem, imał się różnych zajęć, no i pisał opowiadania od najmłodszych lat a przy tym jest anglistą…

Czy trzeba mieć doświadczenia alkoholizmu, by dobrze je opisać? Wydaje mi się, że tak/

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

King,  którego każdy bohater jest alkoholikiem-pisarzem, który trafia do małego miasteczka? <żart> 

 

Co do opowiadania,  ciekawie się czyta, ale faktycznie jest naiwne.

 

To co napisała Finkla – o nieprzygotowaniu do wycieczki – mozna wytlumaczyc, tym iż dzieci sie nie przejmują takimi rzeczami, sam po własnym przykładzie wiem o tym ;))

 

I zgadzam, się iż efekt psuje przestawienie się ducha – wystarczyłoby same “pobawicie sie ze mna”

 

Ale ogólnie dobre opowiadanie, wsrod tych nie wyrozniajacych sie z masy innych ;)

Oj, ani nie każdy Kinga bohater jest alkoholikiem, (Pod kopułą) ani nie zawsze trafia do małego miasteczka. Chociaż to prawda, że często wykorzystuje ten motyw, mi to nie przeszkadza, jestem PRAWIE-Z-MIASTA… doskonale znam te klimaty:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Wedłg mnie King jest również doskonałym psychologiem (co się może zdarzyć, kiedy nie akceptujemy śmierci? Smętarz dla zwierzaków! :-) Swoją drogą mega książka…) A jeśli chodzi o pisanie i Kinga… To chyba zaczne pić :-D

Szalenie infantylna opowiastka, w dodatku kompletnie pozbawiona logiki i nie najlepiej napisana. :-(

 

„Od pew­ne­go czasu po mie­ście krą­ży­ły słu­chy o dwóch uczniach szko­ły pod­sta­wo­wej, któ­rzy chcie­li zba­dać pewną miej­ską le­gen­dę, chęt­nie roz­dmu­chi­wa­ną przez wszel­kie­go ro­dza­ju fanów teo­rii spi­sko­wych”. – Powtórzenie. Czy legendy można rozdmuchiwać?

Proponuję: Od jakiegoś czasu po mie­ście krą­ży­ły słu­chy o dwóch uczniach szko­ły pod­sta­wo­wej, któ­rzy chcie­li się przekonać, ile prawdy w pewnej miej­skiej le­gen­dzie, uparcie głoszonej/ podtrzymywanej/ rozpowszechnianej, przez wszel­kie­go ro­dza­ju fanów teo­rii spi­sko­wych.

 

„Wpa­dli na wy­so­kie­go męż­czy­znę, który ubra­ny był w długi, czar­ny płaszcz z wie­lo­ma gu­zi­ka­mi, na gło­wie miał cy­lin­der, a pod nosem ob­fi­ty, za­krę­co­ny wąs”. – Czy mężczyzna miał jeden wąs? Głowa jest tak oczywistym miejscem noszenia cylindra, jak oczywiste są wąsy pod nosem. 

Proponuję: Wpa­dli na wy­so­kie­go męż­czy­znę z obfitymi, zakręconymi wąsami, ubranego w długi, czarny płaszcz z wieloma guzikami i cylinder.

 

„Prze­pra­sza­my, pro­szę pana! – od­po­wie­dział grzecz­nie Paweł, od­waż­niej­szy z nich”. – Czy aby kogoś przeprosić, trzeba być odważnym?

 

„Na pa­ra­pe­cie leżał mały plik gazet, na któ­rych okład­ce chłop­cy roz­po­zna­li czar­ne­go męż­czy­znę”. – Skoro leżał plik, to gazety były ułożone jedna na drugiej i chłopcy mogli widzieć tylko jedna okładkę.

Proponuję: Na pa­ra­pe­cie leżał mały plik gazet, a na okład­ce pierwszej, chłop­cy roz­po­zna­li czar­ne­go męż­czy­znę.

 

„Pan Edward Stań­ski, ba­dacz hi­sto­rii na­sze­go re­gio­nu, opo­wia­da o tu­ne­lu, jaki łączy ko­ściół z pa­ła­cem”. – Pan Edward Stań­ski, ba­dacz hi­sto­rii na­sze­go re­gio­nu, opo­wia­da o tu­ne­lu, który łączy ko­ściół z pa­ła­cem.

 

„Nie od dziś wia­do­mo, że w mie­ście funk­cjo­no­wa­ło getto, a miej­sco­wi Żydzi nie­wol­ni­czo ha­ro­wa­li w po­bli­skiej fa­bry­ce. Jest też pewne, że w miej­scu, gdzie obec­nie stoi miej­skie gim­na­zjum, sie­dem­dzie­siąt lat temu pa­lo­no ich razem z Po­la­ka­mi”.Powtórzenia. Nie do końca rozumiem, czy Żydzi pracowali, czy palono ich?

Proponuję: Nie od dziś wia­do­mo, że w mie­ście istniało getto, a zamieszkujący je Żydzi nie­wol­ni­czo ha­ro­wa­li w po­bli­skiej fa­bry­ce. Jest też pewne, że w miej­scu, gdzie obec­nie stoi gim­na­zjum, sie­dem­dzie­siąt lat temu, wielu z nich spalono, razem z Po­la­ka­mi.

 

„Stań­ski od­krył jed­nak, że nie wszy­scy Żydzi koń­czy­li tak tra­gicz­nie. Wielu z nich za­pra­co­wy­wa­ło się na śmierć, a ich zwło­ki za­ko­py­wa­no…” – Czy Autor naprawdę uważa, że śmierć z wycieńczenia i pracy ponad siły, jest mniej tragiczna?

 

„Hi­sto­ryk twier­dzi, że ko­ściół jest po­łą­czo­ny z pa­ła­cem w parku tu­ne­lem bie­gną­cym pod rzeką”. – Wolałabym: Hi­sto­ryk twier­dzi, że ko­ściół i pałac w parku, są po­łą­czo­ne tu­ne­lem, bie­gną­cym pod rzeką.

 

„Wielu Żydów miało ukry­wać się tam przed Na­zi­sta­mi”. – Wielu Żydów miało ukry­wać się tam przed na­zi­sta­mi.

 

Tą wio­sną część pod­ziem­ne­go trak­tu za­wa­li­ła się pod wpły­wem wody, od­sła­nia­jąc kości wielu ludzi”.Wolałabym: Wiosną tego roku część pod­ziem­ne­go trak­tu za­wa­li­ła się pod naporem wody, od­sła­nia­jąc kości wielu ludzi.

Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że skoro tunel zawalił się pod wpływem wody, powinien być zalany,

 

„Co to są Żydzi? – za­py­tał Rafał”. – Wydaje mi się, że uczeń szkoły podstawowej, na tyle duży, by wraz z kolegą pójść do miasta na lody, powinien wiedzieć, kim są Żydzi.

 

„Była wio­sna, ty­dzień wcze­śniej padał śnieg, a tem­pe­ra­tu­ry wciąż scho­dzi­ły dużo po­ni­żej zera”. – Była wio­sna, ty­dzień wcze­śniej padał śnieg, a tem­pe­ra­tu­ra wciąż spadała dużo po­ni­żej zera.

 

„Co to było?! – krzyk­nął Rafał, sły­sząc trzask nad głową. Paweł też to od­no­to­wał i z przy­zwy­cza­je­nia skie­ro­wał w tamtą stro­nę wzrok”. – Jak często Paweł bywał w tunelu, że aż nabrał przyzwyczajenia?

 

„W końcu od za­wa­le­nia tu­ne­lu mi­nę­ło nie­speł­na kilka dni”.Niespełna kilka, to znaczy ile dni?

 

„Stał przed nimi chudy chło­piec. Choć w ciem­no­ściach nie wi­dzie­li go zbyt do­kład­nie…” – Kilka zdań wcześniej napisałeś: „Zda­jąc sobie spra­wę, że nic nie widzi, za­czął badać teren ręką”. Jak w tej sytuacji chłopcy zorientowali się, że ktoś przed nimi stoi, a nawet wiedzieli, że jest to chudy chłopiec?

 

„Uzna­no chłop­ców za zmar­łych, a pod­ziem­ne przej­ście na za­wsze za­la­no i za­sy­pa­no, by upior­ne dziec­ko nie miało gdzie miesz­kać” – Chłopców można było uznać za zaginionych, ale nie za zmarłych. Dlaczego, skoro wcześniej nikt nie widział chudego chłopca, ani nikt o nim nie słyszał, zasypano i zalano przed nim tunel?

Na końcu zdania brakuje kropki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka