- Opowiadanie: dziko - Artefakty

Artefakty

zainspirowane pewną reklamą...

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Artefakty

Drzwi przepastnej izby otworzyły się z hukiem. Stanął w nich potężny brodaty wojak w poczerniałej kolczudze, tarmoszący za uszy dwójkę podrapanych i nieziemsko umorusanych młodzieńców. Mężczyźni siedzący przy kominku odwrócili się niespiesznie w stronę przybyłego.

– Skaranie boskie z tymi chłopakami – westchnął wojak. – Znów się pobili! Jeszcze żeby jakiś powód sensowny był, ale poszło o to, który legendarny miecz jest potężniejszy – zaśmiał się od ucha do ucha.

– Ten głupek się uparł, że najlepszy jest Obsydianowy jastrząb… – syknął jeden z chłopców, a wojak w odpowiedzi natychmiast mocniej ścisnął jego poczerwieniałe ucho.

– Bo pewnie, że jest, buraku! – odparł drugi chłopak, wierzgając rękoma i nogami. – A nie tam jakiś babski Szalony tancerz.

– Chłopcy… – ciepły, ale stanowczy głos sprawił, że zapadła nagle cisza jak makiem zasiał. Oczy wszystkich spoczęły na szczupłym mężczyźnie o szlachetnej twarzy i włosach w kolorze soli i pieprzu, siedzącym w szczycie stołu.

– To… – z ust obu młodzieńców dobiegł jęk wielkiego zdumienia.

– A tak! – odezwał się jeden z mężczyzn przy kominku, szlachcic ubrany w szkarłatny żupan. – Gościmy dziś na zamku samego Vespera Taroy, o którego bohaterskich czynach słyszeliście niejedną pieśń.

Wojak puścił młodzieńców, którzy z szacunkiem graniczącym z nabożnością podeszli powoli do kominka, zginając się w ukłonie.

– Chłopcy… – Słynny poszukiwacz przygód uśmiechnął się przyjaźnie. – Takie spory nie mają większego sensu. Miałem w ręku zarówno Obsydianowego jastrzębia, jak i Szalonego tancerza i powiem tyle, że oba miecze są wyborne. Zależnie od preferowanego stylu walki i przeciwnika, jakiego postawi przed wami kapryśne przeznaczenie, raz jeden oręż będzie poręczniejszy, innym razem drugi.

Młodzieńcy zarumienili się ze wstydu i pokiwali głowami. Szlachcic w szkarłatnym żupanie zaprosił ich oraz wciąż stojącego w drzwiach wojaka, by zajęli miejsce przy stole.

– W takim razie… – nieśmiało odezwał się jeden z chłopców. – Jaki jest najpotężniejszy magiczny oręż?

– Albo najpotężniejszy artefakt w ogóle! – zawtórował drugi.

Vesper zmarszczył brwi i podrapał się po brodzie.

– To dobre pytanie! – odparł. – Nie jest prosto udzielić na nie odpowiedzi. Gdy byłem młody i zaczynałem szukać przygód, uważałem, że siła i szybkość zdecydują o powodzeniu każdej wyprawy. Wtedy najbardziej ceniłem takie artefakty jak Pięść syna burzy czy Nienasycona włócznia. Szybko jednak pojąłem, że dużo większą sztuką od zabijania jest samemu nie dać się zabić. Wówczas to obdarzyłem szczególną estymą Kirys smoczego księciaTarczę tarcz.

Poszukiwacz przygód zanurzył usta w kielichu z grzańcem. Pozostali nawet nie drgnęli, zahipnotyzowani fascynującą opowieścią.

– Z czasem jednak stało się jasne, że najtrudniejsze wyzwania wymagają dużo więcej niż potężnego oręża i najtwardszej zbroi – kontynuował Vesper. – Wówczas moimi ulubionymi pomocnikami stały się takie wytwory arcymagów jak Sandały bezszelestności czy Mitrylowa Carta Maestra. W przypadku tej ostatniej najważniejszy nie był nawet nieziemski limit kredytowy, ale wrażenie, jakie wywierała na niewiastach, gdy tylko wyciągałem ją z sakiewki.

Omiótł wzrokiem zafascynowanych słuchaczy i uśmiechnął się zagadkowo.

– Taka właśnie jest kolej rzeczy, że z wiekiem i doświadczeniem efekciarskie narzędzie destrukcji staja się coraz mniej potrzebne, a ich miejsce zajmują bardziej dyskretne, ale za to wyjątkowo praktyczne artefakty – mówił dalej. – Dobrze o tym świadczy historia bodajże najciekawszej magicznej kreacji, jaka kiedykolwiek wpadła w moje ręce. Podarował mi ją słynny czarownik Buabal Xyo, wdzięczny za pomoc w pewnej trudnej sprawie. Trudno mi było ukryć wtedy moje uczucia, bo – przyznam szczerze – z początku miałem wrażenie, że ekscentryczny mistrz magii trochę ze mnie zakpił. Jednak już pół roku później, gdy zostałem zaproszony na wesele córki arcyksięcia Firenberg, zrozumiałem, jak bardzo niesprawiedliwy był mój osąd. Doszło wówczas do fatalnej pomyłki w zamkowej kuchni i w garze z weselnym forszmakiem wylądował cały słoik gromojagód. Ciężko opisać, co się potem działo! Wtedy właśnie niedoceniony prezent Buabala Xyo ocalił od cierpień nie tylko mnie, ale i trzystu pozostałych weselników.

Poszukiwacz przygód zanurzył dłoń w leżącej na podłodze sakwie. Napięcie w komnacie sięgnęło zenitu. W końcu w ręce Vespera pojawił się dziwaczny walec, wykonany jakby z delikatnego białego jedwabiu.

– Od tego czasu zawsze mam pod rękę Niekończącą się rolkę

Koniec

Komentarze

Drzwi przepastnej izby otworzyły się z hukiem.

Jakoś przepastność kojarzy mi się z czymś, no powiedzmy głębokim? O, torebka mojej żony jest napewno przepastna. Może, np. obszernej byłoby lepiej?

szlachcic ubrany w szkarłatny żupan

Ten żupan mi zgrzytnął. Nic więcej, z nazwiskami włącznie, nie posiada konotacji z Polską, czy choćby słowiańszczyzną. A tu nagle żupan, który jest uznawany za polski strój narodowy. A może się czepiam?

– Chłopcy… – ciepły ale stanowczy głos sprawił

Po pauzie z wielkiej litery.

Podarował mi ją słynny czarownik Buabal Xyo, wdzięczy za pomoc w pewnej trudnej sprawie.

Literówka.

 

Czytało się płynnie, ale nie urzekł mnie ten szort. Brakuje mu akcji, jest statyczny. Jakiś gość siedzi przy kominku i ex cathedra wygłasza sądy. Żeby jeszcze przy okazji prezentacji kolejnych artefaktów opowiedział jakąś ciekawą przygodę… W rezultacie pod koniec, gdy piszesz o napięciu sięgającym zenitu, to w żaden sposób nie współgrało to z moimi odczuciami. Jakie napięcie?

A, i jeszcze ta mitrylowa karta kredytowa, która tak średnio pasuje do reszty. Ale to może być mój spaczony gust ;)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A ja się uśmiałam i z karty i z rolki. Wykład sławnego bohatera mnie nie dziwi, opowieści przy kominku mają długą tradycję. Złośliwy chochlik jedynie pyta, czy Vesper z doświadczenia mówił: dał się zabić parę razy, nabrał rozumu i poznał “większą sztukę od zabijania”? :) Ale nie będę go słuchać. Może kartę zamienić na coś ala Trzos bez dna i stylistyka będzie uratowana? Tak czy inaczej, do porannej kawki historyjka jak znalazł. Uśmiechnęłam się, dziękuję. 

 

odparł drugi chłopak, wierzgając rękoma i nogami.

Ciężko mi to sobie wyobrazić. Tak stał, trzymany za ucho i nogami wierzgał? Tańczył czy jak?

I kilku przecinków brakuje, np:

ciepły, ale stanowczy głos sprawił

zahipnotyzowani fascynującą opowieścią.

Na razie to niewiele z tej opowieści… czy fascynacji.

staja się

stają

 

No i u mnie napięcie również leżało, jak u KPiacha.

Short napisany ok i tyle mogę o nim powiedzieć.

Tylko nie "Tęcza"!

Mniie również karta kredytowa zgrzytnęła. Bywałe niewiasty musiał ów szlachcic spotykać, skoro artefakt rozpoznawały. Sugerowany wyżej trzos bez dna pasowałby znacznie lepiej.

Poziom żartu… No, do mnie nie trafił. 

Babska logika rządzi!

[…] który legendarny miecz jest potężniejszy – zaśmiał się od ucha do ucha.

przydałby się wykrzyknik na końcu, bo w atrybucji mowa o śmiechu od ucha do ucha, no i dużą literą ‘zaśmiał’.

[…] wierzgając rękoma i nogami.

rękoma się nie wierzga, natomiast wierzgać trudno, gdy jest się za ucho trzymanym.

 […] – Chłopcy… – ciepły [,+] ale stanowczy głos sprawił, że  […]  siedzącym u wezgłowia stołu.

‘ciepły’ dużą. Wezgłowie stołu?

Miałem w ręku zarówno Obsydianowego jastrzębia [,+] jak i Szalonego tancerza i powiem […].

[…] dużo większą sztuką od zabijania [,-] jest samemu nie dać się zabić.

Przesunął wzrok po zafascynowanych słuchaczach […].

przesunął czym, nie co. O ile to przesuniecie pasuje – w co powątpiewam.

[…] czarownik Buabal Xyo, wdzięczy […].

mogę wiedzieć, do kogo wdzięczy się Buabal? ;-)

[…] zaproszony na weselę córki arcyksięcia […].

też bym się weselił, otrzymawszy zaproszenie od arcyksięcia. ;-)

Ciężko opisać, co się potem działo!

Jeszcze „ciężej” zrozumieć, dlaczego nawet Ty zamieniasz ‘trudno’ na ciężko’.

 

Nie powiem, by dowcip należał do szczególnie wyrafinowanych, ale za to należy do życiowych, co doceniam.

Cóż, ja chyba nie mam zbyt wyrafinowanego poczucia humoru, bo z ostatnim słowem parsknęłam śmiechem.

Pozdrawiam.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki za literówek wskazanie :)

Co do karty kredytowej, to jest to zabieg absolutnie celowy – ma to tutaj zgrzytnąć, by patos stopniowo zaczął się przetapiać w groteskę/absurd, aż do finału.

Bez urazy, dziko, ale patosu też nie dostrzegłem.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A mnie się Carta Maestra spodobała, i to znacznie bardziej niż rolka ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja także byłem bardziej rozbawiony efektem karty niż rolki ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Opowiadanie dowcipem nie poraża, ale uśmiechnąć się można.

 

„Drzwi przepastnej izby otworzyły się z hukiem”. – Wolałabym: Drzwi przestronnej izby otworzyły się z hukiem.  

 

„Mężczyźni siedzący przy kominku odwrócili się niespiesznie w stronę przybyłego”. – Przybyły trzy osoby, dlatego: …odwrócili się niespiesznie w stronę przybyłych.

 

„Oczy wszystkich spoczęły na szczupłym mężczyźnie o szlachetnej twarzy i włosach w kolorze soli i pieprzu, siedzącym w szczycie stołu”. – Wolałabym: Oczy wszystkich spoczęły na szczupłym mężczyźnie o szlachetnej twarzy i włosach koloru soli z pieprzem, siedzącym u szczytu stołu.

Kolor soli i pieprzu, to biały i czarny; natomiast kolor soli z pieprzem, to taki, który dają te przyprawy wymieszane ze sobą, ani biały, ani czarny, taki melanż.

 

„Zależnie od preferowanego stylu walki i przeciwnika, jakiego postawi przed wami kapryśne przeznaczenie…”Zależnie od preferowanego stylu walki i przeciwnika, którego postawi przed wami kapryśne przeznaczenie

 

„W takim razie… – nieśmiało odezwał się jeden z chłopców. – Jaki jest najpotężniejszy magiczny oręż? – Czy pytanie nie powinno brzmieć: Który magiczny oręż jest najpotężniejszy?

 

„…z wiekiem i doświadczeniem efekciarskie narzędzie destrukcji staja się coraz mniej potrzebne…” – Literówka.

 

„Trudno mi było ukryć wtedy moje uczucia, bo – przyznam szczerze – z początku miałem wrażenie, że ekscentryczny mistrz magii trochę ze mnie zakpił”. – Nadmiar zaimków.

Proponuję: Wtedy z trudem ukryłem uczucia, bo – przyznam szczerze – z początku miałem wrażenie, że ekscentryczny mistrz magii trochę ze mnie zakpił.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie ani karta ani rolka specjalnie nie rozbawiła.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Karta najlepsza.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gdzie jest patos? :D nie dostrzegam. 

Karta mnie rozbawiła doszczętnie, choć uważam, że niekoniecznie pasuje do tekstu.

Rolka nie była już aż tak zabawna, choć zastanawiam się jak jedną rolkę może użyć 300 ludzi?

Chyba, że nie zrozumiałam, więc wybaczcie. Jestem amatorem ;P

 

W ostatnim zdaniu opowiadania jest wyraźnie napisane, że to była niekończąca się rolka…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawe opowiadanie. Czy raczej ciekawy żart. Zabawny i całkiem życiowy. Zdecydowanie cieszę się, że zdecydowałem się na lekturę.

Ładnie to tak? Ładnie?! Wpadłem na genialny i oryginalny pomysł wykorzystujący motyw zużytej rolki papieru toaletowego i co się okazało? Otóż to, że niejaki Dziko ukradł mi pomysł, na który wpadłem później! :D:D Niedopuszczalne. :)

A tekst całkiem zabawny.

Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Opowiadanie wywołuje na chwilę banana na twarzy. W pamięc nie zapadnie, ale na rozweselenie jak znalazł. A, co najważniejsze… jest krótkie:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Eeeee tam, sfun, w pamięć nie zapadnie… Cztery miesiące temu je czytałam, a byłam w stanie podpowiedzieć Sethraelowi, że ktoś mu ukradł pomysł, na który wpadł później :D

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Nowa Fantastyka