- Opowiadanie: Areon - Świat Caldarii

Świat Caldarii

Jest to moje pierwsze opowiadanie, trochę przekształcone, wydaje mi się, że jest ciekawe lecz chciałbym poznać waszą opinię. Staram się unikać wszelkich błędów, lecz mam nadzieję, że te które popełniłem będą mi one wytknięte.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Świat Caldarii

Areon wyjrzał zza budynku. Czuł zapach swoich wrogów, lecz oni nie wyczuli jego. Stał do nich pod wiatr. Widział jak trawa lekko się uginała. Widział mimo iż na niebie nie było ani księżyca ani gwiazd. Wiedzieli, że tu jest. Ale nie miał zamiaru się poddać. Zacisnął dłoń na rękojeści noża, i szybko nie powodując żadnego dźwięku przebiegł z niebywałą szybkością za kolejny budynek. Mógł zabić jednego bądź dwóch, lecz to było by wyrokiem śmierci dla tej wioski. Areon spojrzał w niebo. Wiatr za jakąś godzinę ustanie, a wtedy go dopadną… Chyba, że… Mimo iż starał wyrzec się swej natury, nie mógł jej zdławić do końca.

-Ten jeden raz – Pomyślał – Zapanuję nad tym…

Schował nóż do pochwy przy pasie, i opadł na kolana, przyłożył łokcie do ziemi, schował głowę w ramiona. Demon w jego ciele zaczął zmieniać jego ciało: łamał i wykrzywiał a potem zrastał na nowo. Potworny ból. Mimo iż goniło go co najmniej 12 wilkołaków, wydobył z siebie najprzeraźliwszy dźwięk jaki kiedykolwiek można usłyszeć. Dźwięk który słyszy się tuż przed szponiastą śmiercią. Potem powstał. Na przeciwko niego stało sześć wilków, dwa kolejne zachodziły go od prawej zza budynku. Nie widział. Czuł. Wszystkie jego zmysły wyostrzyły się. Łącznie z szóstym. Wiedział o wieśniakach barykadujących drzwi i okna, modlących się o to by nic im się nie stało. Znał każde położenie wilkołaka jak by to on sam nim był. Między wilkołakiem a Lykanem istnieje zasadnicza różnica. Ten drugi jest silniejszy. Tamtej nocy przelał zbyt wiele krwi.

Był letni dzień. Z nieba lał się żar, lecz ukojenie dawał lekki wietrzyk. Na dziedzińcu miasta, zgromadził się cały lud by zobaczyć tą straszliwą bestię która wymordowała stado wilkołaków i całą wioskę, a ciała na rozwieszała po całym lesie. Ruszenie mieszkańców szybko znalazło i pojmało domniemaną bestię. Dziś miał odbyć się nad nią sąd.

Areon stał ze związanym z tyłu rękami. Łańcuchem. Oprócz tego do każdej nogi miał przypiętą żelazną kulę, a na szyi obrożę z kolcami skierowanymi w stronę gardła. Podest na którym go ustawili był drewniany i skrzypiał na lekkim wietrze. Chłopak czuł, że załamie się pod nim jeśli tylko podskoczy. Herold ogłaszał już drugą listę jego przewinień. Ludzi słuchali i zakrywali uczy dzieciom. Większość tych uczynków nie była jego winą, ale skoro i tak ma zginąć to można obciążyć go każdą niewyjaśnioną zbrodnią. Przecież sprawiedliwość musi zatriumfować, prawda?

-Dlatego zgodnie z wolą miłościwie nam panującego króla Samereona, Pikarda, Harada, Riana, Neona… – recytował herold.

-Jak to dobrze, że miłościwie panujący nam władca ma porąbane imię – pomyślał Areon.

I wtedy ruszył…

Lekko oderwał się od ziemi, i skoczył na krępujące go metalowe kule. Podest załamał się a on spadł na ziemię. Nie miał możliwości zamortyzować upadku przez krępujące go więzy, lecz zauważył coś co go ucieszyło niezmiernie. Kule, zrobione najwyraźniej z najgorszego żelaza jakie zna człowiek przy upadku pękły na kawałki tak, że Areon mógł się prawie normalnie poruszać. Zaczął biec, pomiędzy belkami na których opierał się podest. Straż z oporami przed łapaniem bestii która zaszlachtowała stado wilkołaków powoli zaczęła go gonić. Mimo to nie zamierzał tak po prostu stanąć i dać się zabić. Kątem oka zauważył kratkę w brukowanym kamieniu. Żeby woda nie zbierała się na bruku, budowano takie trzy – cztero metrowe na głębokość wgłębienia mające odprowadzić wodę. Szybko wyrwał kratkę a potem schował się do środka. Jeszcze tego nie wiedział ale przeszedł już do legendy.

Areon rozejrzał się. Stał na szczycie małej górki, lub dużego wzgórza. Zdążył pokochać rześkie powietrze które tu czuł. Gwałtowny wiatr łopotał jego płaszczem lecz on nie zwracał na to uwagi. W polu widzenia miał tylko lasy i odległe góry. Pomniki wojny bogów sprzed wieków. Od teraz miał być to jego dom. Od czasu masakry jakiej dokonał w wiosce w której zaskoczyły go wilkołaki, nienawidził swojej natury. Swojego demona. Wiedział, że jest w stanie nad nim zapanować, widział, że może założyć mu kajdany, lecz nie wiedział jak.

-Zacznijmy powoli – pomyślał – Najpierw schronienie

Wiedział, że w lesie łatwiej było by mu o materiały lecz na siedzibę obrał właśnie to wzgórze. To miejsce było przepełnione magią. Pewnie jakiś stary mag miał tu swoją siedzibę a kiedy umarł ona zawaliła się. Przy odrobinie szczęścia stary mag mógłby mieć piwnicę. Przy większej odrobinie była by to piwniczka z winem. Ale to może poczekać. Mężczyzna zaczął budować swoje schronienie. Wykorzystał do tego stojące jeszcze ściany i kamienie leżące wokół. Pracował cały dzień, a kolację która składała się głównie z jagód i źródlanej wody zjadł już pod dachem. Nie była to co prawda prawdziwa chata ale przynajmniej miał jakąś osłonę od wiatru.

Gdy wstał następnego dnia, zjadł jajecznicę z przepiórczych jaj, którą ugotował na patelni którą udało mu się kupić u wędrownego handlarza podczas swojej podróży w to miejsce. Z pełnym brzuchem wziął się do roboty. Czekało go jeszcze wiele pracy, musiał pozastawiać pułapki na zwierzęta, wyrobić sobie łuk i strzały do polowań, pomyśleć o lepszym schronieniu w razie ataku wilków, których wycie słyszał ostatniej nocy. No i piwniczka maga nadal krążyła mu po głowie. Nie był wstanie przekonać samego siebie, że miałby tyle szczęścia ale w wolnej chwili, miał zamiar jej poszukać.

Od czasu kiedy Areon wprowadził się do tego miejsca upłynął rok. Zapomniał o swoim demonie i znamieniu na brzuchu. Kiedyś udało mu się spotkać wędrownego handlarza, który poszukując klientów zabłądził w tym ostępie. Areon odprowadził go do głównego traktu a w zamian dostał sól, siekierę i nożyk. Teren który mimo woli zaczął nazywać swoim, był bardzo rozległy, od pasma gór na południu do traktu na północy było około stu pięćdziesięciu kilometrów, a od pasma na wschodzie do dwóch wielkich jezior na zachodzie było około dwustu kilometrów. Wydawało by się, że nikt tu nigdy nie zamieszkał. Jedynie zwierzęta, w wielkiej liczbie tu mieszkały.

 

Koniec

Komentarze

Powiem tak. Nie jest dobrze. Tekst jest naszpikowany błędami – interpunkcja kuleje (zapominasz, że zdania oddziela się od siebie przecinkami – a zdanie może składać się też z samego orzeczenia), są błędy językowe (w stylu “było by”), zdania sklecone są w sposób sztuczny i nie łączą się ze sobą w sposób należyty. Fabuła nie jest najlepsza, a ponadto w jej odbiorze przeszkadza niewyćwiczony, kiepski styl.

Powtórzę jeszcze raz – nie jest dobrze.

Jeśli zamierzasz na serio brać się za pisanie, czeka cię jeszcze dużo pracy.

Dzięki.

Zawsze uważałem, że nieźle piszę ale dzięki za mocny knock out z rzeczywistością.

Dodam niedługo skończone już opowiadanie, może ono przypadnie ci do gustu.

Czyli to nie jest skończone opowiadanie? Koniecznie to zaznacz w tytule lub przedmowie.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Niestety, do mnie także opowiadanie nie przemówiło. Opisane wydarzenia są podane sucho, bez żadnego uzasadnienia i z takimi przeskokami, że dopiero po kilku zdaniach z wyjaśnień można się zorientować, co i dlaczego zaszło. Teksty krótkie mają swój urok, ale w tym wypadku tak forma jak i treść nie sprawdziły się za bardzo.

Nie wiadomo skąd bohater się wziął. Dlaczego jest ścigany. Nie wiadomo też, dlaczego nagle ten pościg ustał – bo po ucieczce z wioski żadne inne wilkołaki już się nie pojawiają. Nie udało mi się również wczuć w postać legendy – rozumiem, że miejscowi go pewnie zapamiętali i mogą straszyć nim dzieci, ale ta legenda sugeruje, że chodzi o coś jeszcze. A chodzi? Zakończenie też trudno nazwać zakończeniem – równie dobrze po nim mógłby się zacząć, według koncepcji opowiadania, kolejny przeskok.

Przydałyby się jakieś przerwy pomiędzy poszczególnymi fragmentami. Gwiazdki nie gryzą, a bez nich, czytając jednym ciągiem jest się mocno skołowanym.

Jeśli chodzi o stronę językową – wypunktowałam niektóre błędy, dziwne określenia i nieścisłości, ale raczej nie wszystkie. Miejscami zdania wydają się być sztucznie patetyczne. Nie wynikają jedno z drugiego i ogólnie, rzeczywiście sporo jeszcze brakuje. Dodatkowo, główny bohater niestety nie wzbudza sympatii.

Zgodnie z tym co pisałeś w przedmowie, zaznaczam co najbardziej ugryzło mnie w oczy:

 

Dźwięk który słyszy się tuż przed szponiastą śmiercią. – podejrzewam tutaj skrót myślowy, ale niezrozumiały. Dodatkowo określenie "szponiasta śmierć" nie brzmi za szczęśliwie i ciężko powiedzieć, do czego właściwie się odnosi.

Znał każde położenie wilkołaka jak by to on sam nim był. – wydaje mi się, że "znał położenie każdego wilkołaka". Poza tym "jakby".

Scena z wilkołakami urywa się nagle – wydaje się po prostu nie skończona. Przydałoby się chociaż zaznaczyć, że coś się zaczęło dziać, a dopiero potem przejść do różnicy między wilkołakiem a Lykanem.

Ruszenie mieszkańców szybko znalazło i pojmało domniemaną bestię. – ruszenie mieszkańców? To znaczy – pospolite ruszenie? Sądzę jednak, że dałoby się to opisać zgrabniej i konkretniej.

Areon stał ze związanym z tyłu rękami. Łańcuchem. – związanymi, poza tym spotkałam się raczej z określeniem, że łańcuchem jest ktoś skuty, a nie związany. Mógł to być zabieg celowy, ale jakoś do mnie nie przemówił.

Ludzi słuchali i zakrywali uczy dzieciom. – Ludzie i uszy

Scena ze skakaniem na kule jest dla mnie całkiem abstrakcyjna.

głębokość wgłębienia – czyli?

Wiedział, że w lesie łatwiej było by mu o materiały – byłoby, o którym wspomniał vyzart

Przy większej odrobinie była by to piwniczka z winem. – byłaby

wyrobić sobie łuk i strzały do polowań – zrobić jeśli już?

Wydawało by się, – wydawałoby się

 

 

 

Areonie, mogę tylko powtórzyć za Vyzatrem: Nie jest dobrze.

Od siebie jeszcze dodam, że piszesz strasznie chaotycznie. Nagle i bez ostrzeżenia urywasz opowieść, i znienacka zaczynasz nowy wątek, np.: Szybko wyrwał kratkę a potem schował się do środka. Jeszcze tego nie wiedział ale przeszedł już do legendy. Areon rozejrzał się. Stał na szczycie małej górki, lub dużego wzgórza. – Skąd się wziął na wzgórzu, skoro przed chwilą uciekał przed egzekucją?

Albo: Gdy wstał następnego dnia, zjadł jajecznicę z przepiórczych jaj, którą ugotował na patelni którą udało mu się kupić u wędrownego handlarza podczas swojej podróży w to miejsce. – Kiedy zdążył odbyć podróż, kiedy spotkał handlarza?

Źle zapisujesz dialogi; zajrzyj tutaj: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Część błędów wypisałam, wszystkich nie mogę, bo musiałabym napisać Twoje opowiadanie.

I jeszcze jedno – nie zauważyłam, aby to było opowiadanie science fiction.

 

Widział jak trawa lekko się uginała. Widział mimo iż na niebie nie było ani księżyca ani gwiazd. – Powtórzenie.

Proponuję: Widział jak trawa lekko się uginała, mimo iż na niebie nie było ani księżyca, ani gwiazd.

 

Zacisnął dłoń na rękojeści noża, i szybko nie powodując żadnego dźwięku przebiegł z niebywałą szybkością za kolejny budynek. – Powtórzenie.

Proponuję: Zacisnął dłoń na rękojeści noża i bezgłośnie, z niebywałą szybkością, przebiegł za kolejny budynek.

 

Mógł zabić jednego bądź dwóch, lecz to było by wyrokiem śmierci dla tej wioski.Mógł zabić jednego bądź dwóch, lecz to byłoby wyrokiem śmierci dla wioski.

 

Demon w jego ciele zaczął zmieniać jego ciało: łamał i wykrzywiał a potem zrastał na nowo. – Powtórzenie. Ciała nie można łamać, nie można go potem zrastać. Łamać można kości.

 

Mimo iż goniło go co najmniej 12 wilkołaków…Mimo iż goniło go co najmniej dwanaście wilkołaków

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Dźwięk który słyszy się tuż przed szponiastą śmiercią. – Czy szponiasta śmierć, to śmierć mająca wyjątkowo okazałe szpony? ;-)

 

Na przeciwko niego stało sześć wilków, dwa kolejne zachodziły go od prawej zza budynku. Nie widział. Czuł. Wszystkie jego zmysły wyostrzyły się. – Proponuję: Naprzeciwko stało sześć wilków, dwa kolejne zachodziły od prawej, zza budynku. Nie widział. Czuł. Miał wyostrzone wszystkie zmysły.

 

Znał każde położenie wilkołaka jak by to on sam nim był. – Ile położeń miał wilkołak? ;-)

Pewnie miało być: Znał położenie każdego wilkołaka, jakby sam nimi był.

 

Na dziedzińcu miasta, zgromadził się cały lud by zobaczyć straszliwą bestię która wymordowała stado wilkołaków i całą wioskę, a ciała na rozwieszała po całym lesie. – Wolałabym: Na dziedzińcu/ placu/ rynku miasta zgromadził się cały lud, by zobaczyć tę straszliwą bestię, która wymordowała całą wioskę i stado wilkołaków, a ciała rozwłóczyła po całym lesie.

 

Ruszenie mieszkańców szybko znalazło i pojmało domniemaną bestię. – Co to jest ruszenie mieszkańców i jak pojmało ono bestię?

 

Dlatego zgodnie z wolą miłościwie nam panującego króla Samereona, Pikarda, Harada, Riana, Neona… – Wymieniając imiona jednej osoby nie stawiamy przecinków.

 

Jak to dobrze, że miłościwie panujący nam władca ma porąbane imię – Co to znaczy: porąbane imię?

 

Lekko oderwał się od ziemi, i skoczył na krępujące go metalowe kule. Podest załamał się… – Nie mógł oderwać się od ziemi, bo stał na drewnianym podeście.

Wolałabym: Lekko odbił się od desek i skoczył na krępujące go metalowe kule. Podest załamał się

 

Straż z oporami przed łapaniem bestii która zaszlachtowała stado wilkołaków powoli zaczęła go gonić. – Nie rozumiem – mieszczanie schwytali bestię, a strażnicy bali się ruszyć w pościg za nią? Cóż to byli za strażnicy?

 

Kątem oka zauważył kratkę w brukowanym kamieniu. – Chciałabym raz w życiu zobaczyć brukowany kamień. Żeby miał w sobie kratkę, już nawet nie marzę. ;-)  

Pewnie miało być: W powierzchni ulicy wybrukowanej kamieniami, katem oka zauważył kratkę.

 

Żeby woda nie zbierała się na bruku, budowano takie trzy – cztero metrowe na głębokość wgłębienia mające odprowadzić wodę. – Czy głębokość wgłębienia, to taka jednostka? Skąd w świecie wilkołaków znano jednostki metryczne?

Proponuję: Żeby woda nie zbierała się na bruku, budowano trzy– czterometrowe/ bardzo pojemne wgłębienia, gromadzące wodę.

 

Szybko wyrwał kratkę a potem schował się do środka. – Schował się do środka kratki? ;-)

 

Gwałtowny wiatr łopotał jego płaszczem lecz on nie zwracał na to uwagi. – Gdybym była płaszczem, też nie zwracałabym uwagi na to, że wiatr mną łopocze. ;-)

Proponuję: Nie zwracał uwagi na to, że wiatr gwałtownie łopocze płaszczem.

 

Od czasu masakry jakiej dokonał w wiosce w której zaskoczyły go wilkołaki…Od czasu gdy dokonał masakry w wiosce, w której zaskoczyły go wilkołaki

 

Wiedział, że w lesie łatwiej było by mu o materiały…Wiedział, że w lesie łatwiej byłoby mu o materiały

 

To miejsce było przepełnione magią. Pewnie jakiś stary mag miał tu swoją siedzibę a kiedy umarł ona zawaliła się. Przy odrobinie szczęścia stary mag mógłby mieć piwnicę. – Powtórzenia.

 

Gdy wstał następnego dnia, zjadł jajecznicę z przepiórczych jaj, którą ugotował na patelni… – Gdy wstał, jajeczka już czekały; usłużne przepiórki przyszły i je zniosły. ;-)

Jajecznicy się nie gotuje, jajecznicę się smaży.

 

…musiał pozastawiać pułapki na zwierzęta, wyrobić sobie łuk i strzały do polowań……musiał pozastawiać pułapki na zwierzęta, zrobić sobie łuk i strzały do polowań

 

Nie był wstanie przekonać samego siebie…Nie był w stanie przekonać samego siebie

 

Od czasu kiedy Areon wprowadził się do tego miejsca upłynął rok. – Wprowadzić się, to zająć jakieś pomieszczenie, mieszkanie.

Proponuję: Od czasu kiedy Areon przybył na to miejsce, upłynął rok.

 

Wydawało by się, że nikt tu nigdy nie zamieszkał.Wydawałoby się, że nikt tu nigdy nie zamieszkał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jest beznadziejnie, ale popełniasz mnóstwo błędów, często typowych dla młodych debiutantów.

O interpunkcji wspomniał już Vyzart. Dodam, że wtrącenia wydziela się przecinkami. Liczby zwykle piszemy słownie. Na początku wypowiedzi brakuje spacji między myślnikami a słowami i w ogóle zapis dialogów do poprawki. Niczym nie sygnalizujesz czytelnikowi, że coś się w opowieści zmienia. Jeśli nie gwiazdki, to chociaż dodaj pustą linijkę przy co ostrzejszych przejściach. Czasem używasz słów słabo pasujących do kontekstu; na przykład wyrobić to można sobie kartę do biblioteki, ale raczej nie łuk i strzały.

Żeby woda nie zbierała się na bruku, budowano takie trzy – cztero metrowe na głębokość wgłębienia mające odprowadzić wodę.

Powtórzenia. Czterometrowe łącznie. Może lepiej tak: “Żeby woda/ deszczówka nie zbierała się na bruku, budowano studzienki/ odpływy głębokie na trzy do czterech metrów”. Chociaż wydaje mi się, że takie dziury nie połączone z systemem kanałów specjalnie nie pomogą…

Aha, młody mężczyzno, jajecznicę się smaży, a nie gotuje. ;-)

Dlaczego oznaczyłeś tekst jako science-fiction? Wilkołaki to raczej czyste fantasy, ewentualnie horror.

Babska logika rządzi!

W obu tekstach autor po prostu zostawił oznaczenia jak leci, stąd science-fiction. W pierwszym zmieniłem, tutaj też podmienię.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Do pewnego stopnia rozgrzeszają Ciebie intencje, Autorze – sam fakt, że chcesz pisać, godny jest pochwał – ale tak nie można. No nie można, Autorze, bo każdy błąd językowy rozprasza czytelnika, nawet zniechęcić go może – a chodzi o efekt przeciwny; nieprawdaż? Do tego kompozycja. Ostre przeskoki, sceny nie wynikające jedna z drugiej…

Łap się za słowniki, czytaj dobrą literaturę, zdobądź się na cierpliwość, bo to musi trochę potrwać, a w końcu napiszesz coś, co z chęcią i przyjemnością da się przeczytać.

Nic nie dodam chyba. Rozbrajająca nieporadność w próbie utworzenia historii o zmiennokształtnych. Ale nie przejmuj się, Autorze, dużo czytaj, próbuj, ćwicz! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka