- Opowiadanie: surprice - Port Oberon

Port Oberon

Witajcie, prezentuje moje pierwsze opowiadanie Science-Fiction. Próbuję sił z racji nakłaniania mnie przez moją piękniejszą połówkę – wmawia mi, że mam jakieś tam zdolności i fajnie się czyta moje wypociny. Oceńcie proszę, może Wam też przypadnie do gustu.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Port Oberon

Ciało było jeszcze ciepłe kiedy detektyw Stan Malik dokonywał jego oględzin. Żar z papierosa powoli dogorywał, unosił się nad nim dym dokładnie taki sam jak z ran tego biedaka.

 

– Paskudne miejsce na śmierć – pomyślał Malik oglądając ponury las zdewastowany przez kwaśne deszcze oraz metale ciężkie które zatruły glebę. Od siebie do tego obrazu rozpaczy dorzucił niedopałek po świeżo wypalonym papierosie. Jedno było pewne, ofiara przed śmiercią uciekała – ba nawet próbowała się ratować. Świadczył o tym odbezpieczony pistolet laserowy firmy Aegis Corps leżący niedaleko zwłok. Schował go czym prędzej do prochowca celem dokonania analizy. Co przykuło uwagę detektywa to to, że tego typu broń jest niezbyt popularna na Ziemi – produkowano ją wyłącznie na kolonii Tetha w układzie Oberona. Same zwłoki wiele o sobie mówiły, stosunkowo niski wzrost oraz dobrze zbudowane uda wskazywały na to, że denat urodził się na planecie mającej silniejsze pole grawitacyjne aniżeli Ziemia. Jednak sprawa prowadzona przez detektywa nie była zamknięta w związku z nagłym i nieprzyjemnym zejściem właściciela truchła leżącego pod nogami Malika. Wręcz przeciwnie, odzyskanie holodysku będzie jeszcze trudniejsze. Dostał się on w łapy kogoś, kto był na tyle zdesperowany, żeby pozbawić uchodźcę życia. – Skurwiel prześwidrował go na wylot – mruknął pod nosem Malik. Rzeczywiście, rana przeszła na przez ciało jak gorący nóż przez masło – dokonując spustoszeń w klatce piersiowej ofiary. Wiązka weszła w plecy, dosłownie zagotowała płuca i serce – podpalając przy okazji pień drzewa który stanął na jej drodze. Przeszukanie truchła nic nie dało, brak jakichkolwiek dokumentów czy też identyfikatorów. Jedyne co znalazł przy zwłokach to kartka z napisem:

 

PORT OBERON, E23 C15

 

Były to dane bramki i numeru wejścia na porcie międzyplanetarnym o nazwie Oberon – jednak czego ktoś miałby tam szukać jeśli dopiero co przybył z kolonii? Zresztą na pewno nie legalnie jeśli przywiózł ze sobą broń oraz uciekał przed kimś. Detektyw udał się do zaparkowanego na obrzeżach lasu vertexa – wyeksploatowanego osobowego odrzutowca pionowego startu.

 

Udał się następnie do biur w dystrykcie Tannis metropolii New Pittsburgh. Nasza piękna nowa stolica Stanów Zjednoczonych na Ziemi. Została ona zbudowana na podwalinach tego, co zostało z Nowego Jorku, Filadelfii, Baltimore i Waszyngtonu po tym, kiedy praktycznie całe wschodnie wybrzeże zostało zalane podczas Incydentu Bermudzkiego. Co bogatsi obywatelowi wyemigrowali na planety bardziej nadające się do życia – Marsa, Tethe, Optimę albo już nawet Tarisa.

Po dotarciu do biura czekała go niemiła rozmowa z klientem – firmą Pharma Universalis – która zleciła znalezienie i odzyskanie holodysku u człowieka który będzie lądował na Ziemi w dniu 17 lipca 2183 roku. Malik dostał wytyczne co do miejsca w którym może się spodziewać zbiega, jednak ktoś go ubiegł. Jego psim obowiązkiem było poinformowanie o porażce swojego mocodawcy.

– Ech, panno Larkin proszę mnie połączyć z panem Hastem z Pharma Universalis – stanowczo zażądał Malik.

– Słucham – burknął na wyświetlaczu trójwymiarowym gburowaty Hast.

Człowiek o aparycji kogoś, kto nie potrafił się oderwać od żarcia. Jego nalana, okrągła twarz oraz świńskie oczy budziły w Maliku odrazę i zarazem respekt. Całe wrażenie potęgowała łysa głowa i haczykowaty nos.

– Dzień dobry panie Hast, mam niestety złe wiadomości. Osoba którą pan zlecił znaleźć nie żyje, holodysk nie został odzyskany. Mam trop ale potrzebuję czasu. – stanowczo acz z lekką nutą niepewności wydusił z siebie detektyw.

– Do kurwy nędzy Malik, zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest sprawa ogromnej wagi? Nie mogliśmy zgłosić kradzieży urządzenia władzom ponieważ są skorumpowani przez ExoMed – naszego największego wroga. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co się stanie, gdy holodysk dostanie się w ich parszywe łapy – ryknął Hast. – Nie przestawaj szukać, przesyłam ci 45000 kredytów na dalsze wydatki. Pamiętaj, wybraliśmy Cię bo nigdy nie zawiodłeś i jesteś dyskretny. Niech tak pozostanie.

Trzask zerwanego połączenia doprowadził Malika do zimnych potów i wystąpienia ciarek na plecach. Dobrze wiedział, że z korporacjami medycznymi się nie zadziera. Tym bardziej z takimi które mają filie na innych planetach i posiadają siły zbrojne większe niż niejedna republika czy konfederacja. Nawet armia Zjednoczonej Neuropy jest niczym przy kilku tysiącach regimentów mechów i vertexów bojowych ExoMedu.

Trzeba działać – pomyślał Stan i wykręcił numer do starego przyjaciela z wojska, Randalla Donvila.

– Słuchaj Randall, z tej strony Stan. Mam do Ciebie sprawę – potrzebuje żebyś namierzył profile cieplne i zdobył zdjęcia z kwadratu 5e42 w lesie pod Pittsburghiem. Płatność jak zawsze.

– Nie wiem w co się wpierdoliłeś tym razem, Stan ale wiedz, że robię to ostatni raz. Gdyby góra dowiedziała się, że grzebie w odczytach szpiegowskich i profilach cieplnych oraz zdjęciach to trafiłbym pod pluton egzekucyjny. Nawet nie chcę wiedzieć czego tym razem dotyczy ta sprawa – odburknął niechętnie Randall.

– Obiecuje, że to ostatni raz. Jeszcze raz dzięki stary – z przekonaniem wydukał Malik wiedząc, że jego przyjaciel jest zbyt pazerny na pieniądze aby odmówić następnym razem. Tym bardziej, że jego kochana żonka uciekła z oficerem wywiadu zostawiając go na lodzie. Patrząc na niego w sumie kto by wolał taką nieżyciową ofiarę losu, technika urządzeń szpiegowskich bez większych perspektyw. Wyjął plakietkę z namiarem na wejście E25 oraz komorę C15 którą znalazł przy umarlaku w lesie pod Pittsburghiem. Włożył ją do skanera biometrycznego i wybrał opcję analizy. Co do składu to była tylko krew denata, gleba, szczątki organiczne i jego DNA, które nie widniało w żadnej z baz. Jednak badanie wykryło zaszytą informację w jednej z nici kartki – stanowiła ona:

 

21451707

 

Doświadczenie z wywiadu podpowiedziało Malikowi, że to nic innego jak 21:45 dnia 17.07 – czyli dzisiaj. Miał zatem trzy godziny na dotarcie do portu międzyplanetarnego Oberon. Półtorej godziny lotu stąd.

 

Detektyw udał się do pokoju w którym urzędowała piękna szatynka o czarnych jak dwa węgielki oczach – Panna Elizabeth Larkin. Była to kobieta niespodziewanej urody, miała pociągłą i lekko wyniosłą twarz, oraz pełne pewności siebie spojrzenie. Widoku dopełniała jej wręcz modelowa sylwetka – chciałoby się rzec, że ma za sobą niejedną sesję modyfikacji chirurgicznych, oraz ulepszeń struktury kości oraz tkanek w ExoMed – jednak zarzekała się, że nie korzystała z tego typu usług. Pokój jeszcze wypełniał dym po świeżo wypalonych papierosach, zmieszany ze zmysłowymi perfumami panny Larkin co wprawiło Malika w specyficzny nastrój.

– Elizabeth, muszę się udać w pewne miejsce związane z najnowszą sprawą. Idź już do domu, interesantów zaproś na przyszły tydzień.

Zapakował się do vertexa i udał w lot do portu Oberon. Po godzinie lotu dostał zdjęcia satelitarne oraz fotokopie z dronów zwiadowczych danej lokalizacji, w której znalazł zwłoki. Widać było na nich specyficznego wysokiego człowieka o szeroko rozstawionych oczach i kanciastej szczęce. Jego twarz zdobiła parszywa blizna, jakby musnęła go wiązka lasera i pozostawiła mały rów mariański na jego twarzy. To on był zabójcą uciekiniera.

Po doleceniu na miejsce udał się do portu Oberon – konstrukcja której widok jest marzeniem wielu. Spiczaste wieżyczki kontroli ruchu oraz co chwile lądujące i startujące transportowce. Droga do nieba w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zbliżała się godzina 21:45, w wyznaczonym miejscu był spory ruch. W pewnym momencie poczuł szarpnięcie za swój płaszcz z egzoskóry, nieznana mu postać szepnęła

– Wiemy co się stało w lesie. Oni już tutaj są, nie mamy czasu. Weź ten holodysk i uciekaj, nie dopuść aby wpadł w ręce ExoMedu. – Zanim zdążył się przyjrzeć osobie, która mu dała dysk oślepiło go strasznie jasne światło. To były granaty błyskowe i świst wiązek laserowych koło ich głów. Wykidajła ExoMedu go ścigali, wykorzystał zamieszanie powstałe w porcie do ucieczki, ostatnim tchem wbiegł do zaparkowanego vertexa. Uruchomił systemy i wystartował, na dole było widać wsypujących się najemników z portu.

Nad lasami pod Pittsburghiem pojazd wskazał odczyty o drugiej maszynie, z kursem obranym na vertexa Malika. Było wiadome, że ktoś go ściga. Maszyna korporacji ExoMed miała lepsze parametry, pościg trwał kilkanaście minut. W pewnym momencie zapaliły się na holowyświetlaczu informacje dotyczące wystrzelonego impulsu elektromagnetycznego. Zanim Malik zdołał zareagować jego vertex został trafiony. Systemy padły, pojazd zaczął tracić wysokość. Uderzenie o ziemie było kwestią czasu.

 

Detektyw obudził się w kabinie rozbitego pojazdu, otworzył drzwi i zaczął uciekać przez las. Z góry było widać snop światła szperacza – świadczyło to o tym, że został namierzony. Odwróciwszy głowę, zobaczył znajomą ze zdjęć sylwetkę – wysokiego człowieka z blizną która się do niego zbliżał. Malik nie mógł już dłużej uciekać, środki przeciwbólowe które zaaplikował kombinezon przestały działać.

Postanowił dokonać ostatniego zrywu, w kieszeni płaszcza namierzył pistolet Aegis Corps, który znalazł przy jego poprzednim właścicielu. Odbezpieczył go i wycelował – w tym samym czasie usłyszał ponury świst ładującej się turbiny pistoletu laserowego zabójcy, który go ścigał…

Koniec

Komentarze

Nie czyta się tego dobrze – sprawia to zbytnie nagromadzenie powtórzeń, błędów stylistycznych i interpunkcyjnych, pojawiają się też błędy ortograficzne.

“rana przeszła na przez ciało“ to tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że przed autorem jeszcze długa droga.

A sama fabuła – mówiąc bardzo oględnie – nie porwała mnie.

Opowiadanie napisane niedbale. Błędy merytoryczne – np. wiązka laserowa w żadym razie nie świszcze. Skąd bohater wiedział, jakie wewnętrzne spustoszenia spowodował strzał z lasera? Jak wygląda niespodziewana uroda? Zdania niektóre bardzo koślawe. Fabuła mało interesująca i kończąca się właściwie niczym. Mieszanina planet – Mars w towarzystwie planet zmyślonych. Tekst mało oryginalny i mimo pozornie wartkiej akcji, nudny. Autora czeka jeszcze sporo nauki, zarówno w warstwie merytorycznej jak i warsztatowej. Pozdrawiam kochającą małżonkę.

Co przykuło uwagę detektywa to to, że tego typu broń jest niezbyt popularna na Ziemi – produkowano ją wyłącznie na kolonii Tetha w układzie Oberona.

Detektyw zwrócił uwagę na to, że tego typu broń… 

 

Jednak sprawa prowadzona przez detektywa nie była zamknięta w związku z nagłym i nieprzyjemnym zejściem właściciela truchła leżącego pod nogami Malika.

Odkrycie zwłok nie zamknęło sprawy. 

rana przeszła na przez ciało

Kula/wiązka przeszła, rana przechodziła.

Człowiek o aparycji kogoś, kto nie potrafił się oderwać od żarcia.

Człowiek o aparycji patologicznego żarłoka.

 

 

Cóż – moja kobieta z kolei stanowczo twierdzi, że to, co piszę, to – oględnie mówiąc – kupa ; ) Ale nie ma co się przejmować.

Co do Twojego opowiadania – widać, że musisz popracować. Jakiś zamysł fabularny jest, ale opowiadanie nie jest najlepsze pod kątem języka, a zdarzenia są zrobione po łebkach. Rok, może dwa lata regularnego pisania i publikowania (np. tutaj) + opanowanie interpunkcji + prawidłowe formatowanie dialogów i może coś z tego będzie ; )

I po co to było?

:-) Z “własnymi” kobietami tak już jest, że albo nic im się nie podoba, albo podoba im się wszystko. :-)

Pociesz się, Autorze, iż tak jak napisali Koledzy, trening wiedzie do mistrzostwa. Opanowanie interpunkcji, zapis dialogów, składnia – dają się przyswoić. To nie jest czarna magia. Popracuj, a sam dostrzeżesz różnice.

Adamie, dokładnie.

“A fe, znowu trupy, ble, takie same opisy, wszystko jest zawsze krzywe jak połamane zęby albo jest gówniane i obszczane, nie mogę tego czytać. Zaraz się zrzygam…”

Z drugiej strony – może coś w tym jest ; )

I po co to było?

Autorze, zgodzę się z przedpiścami. Czeka Cię jeszcze dużo pracy nad warsztatem. Zapis dialogów, czasami brakujące ogonki, interpunkcja, powtórzenia… Liczby zwykle zapisujemy słownie. To znaczy, możesz napisać, że na kartce znajdowały się cyfry 123, ale jeśli oglądający powtórzy je komuś to już “sto dwadzieścia trzy” albo “jeden, dwa, trzy”.

Przykład zdania, które mnie rozbawiło:

Same zwłoki wiele o sobie mówiły,

Czy ten komizm był zamierzony?

Twój detektyw bez przerwy się gdzieś udaje. A przecież może pobiec, polecieć, odwiedzić…

W ramach czepiania się logiki: czy często zdarza Ci się zapisywanie godziny umówionego spotkania na trwale w jakimś przedmiocie, ale tak, że napis widać dopiero przy poważnych badaniach? Z czego robi się nawierzchnię parkingów dla vertexów? Detektyw wsadził broń znalezioną na miejscu zbrodni do płaszcza? Nie do żadnej torebeczki/ sterylnego pojemnika na próbki? Co on chciał później znaleźć?

Diabeł tkwi w szczegółach. Powodzenia w egzorcyzmach. ;-)

Babska logika rządzi!

Przykro mi, ale niewiele zrozumiałam z tej szalenie wątłej fabułki. Nie mam pojęcia kto kogo ani dlaczego. Nie wiem komu na tym zależało ani co chciał osiągnąć. Zaczyna się od trupa i na trupie się kończy. I nic z tego nie wynika. A wszystko napisane w sposób uniemożliwiający właściwe zrozumienie intencji Autora.

Wcześniej komentujący podpowiedzieli, co powinieneś zrobić, by w przyszłości lepiej pisać. Mam nadzieję, że skorzystasz z tych sugestii.

 

„Od siebie do tego obrazu rozpaczy dorzucił niedopałek po świeżo wypalonym papierosie”.Od siebie, do tego obrazu rozpaczy, dorzucił niedopałek właśnie wypalonego papierosa.

To był niedopałek papierosa, nie po papierosie. Po papierosie może zostać popiół i wspomnienie. ;-)

 

Same zwłoki wiele o sobie mówiły, stosunkowo niski wzrost oraz dobrze zbudowane uda wskazywały…” – Obawiam się, że zwłoki gadatliwe nie były i nie mówiły o sobie nic. ;-)

Proponuję: Stosunkowo niski wzrost denata oraz dobrze zbudowane uda wskazywały/ sugerowały…

 

„Jednak sprawa prowadzona przez detektywa nie była zamknięta w związku z nagłym i nieprzyjemnym zejściem właściciela truchła leżącego pod nogami Malika”. – Czy dobrze zrozumiałam, że trup leżący u stóp Malika miał właściciela, który w sposób nagły i nieprzyjemny również zszedł? Czy w tym momencie mamy już dwa trupy? ;-)

Jaką sprawę prowadzi Malik?

 

„Rzeczywiście, rana przeszła na przez ciało jak gorący nóż przez masło – dokonując spustoszeń w klatce piersiowej ofiary”. – Czy istotnie denat został rażony raną, która przeszła na przez ciało? ;-)

 

„Wiązka weszła w plecy, dosłownie zagotowała płuca i serce – podpalając przy okazji pień drzewa który stanął na jej drodze”. – Znów muszę się upewnić, że dobrze rozumiem: Czy rana, pod postacią wiązki, zagotowała narządy wewnętrzne, między którymi rosło drzewo, a ponieważ stało na jej drodze, podpaliła je? ;-)

 

„Zresztą na pewno nie legalnie jeśli przywiózł ze sobą broń…”Zresztą na pewno nielegalnie, jeśli przywiózł ze sobą broń

 

„Nie mogliśmy zgłosić kradzieży urządzenia władzom ponieważ są skorumpowani…”Nie mogliśmy zgłosić kradzieży urządzenia władzom, ponieważ są skorumpowane

 

„…przesyłam ci 45000 kredytów na dalsze wydatki”. – Liczby zapisujemy słownie.

 

„Pamiętaj, wybraliśmy Cię bo nigdy nie zawiodłeś…” – Zaimki piszemy wielka literą, gdy zwracamy się do kogoś listownie.

 

„Wyjął plakietkę z namiarem na wejście E25 oraz komorę C15 którą znalazł przy umarlaku w lesie pod Pittsburghiem”. – Dlaczego Autor dopiero teraz mówi, że Malik znalazł przy umarlaku komorę C15?! ;-)

 

„…piękna szatynka o czarnych jak dwa węgielki oczach…” – Czy dwa węgielki charakteryzują się specyficzną czernią, inną, niż np. osiem węgielków? ;-)

 

„…zobaczył znajomą ze zdjęć sylwetkę – wysokiego człowieka z blizną która się do niego zbliżał”. – Czy blizna zbliżał się do Malika, gdy ten zobaczył sylwetkę wysokiego człowieka? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chaos utrudnia czytanie i pełne zrozumienie o co kaman. Przykro mi ale opek nie przypasował do mojego gustu, albo gust do opka, jak kto chce.

Ciężko przez to przebrnąć. Zdania poskładane są chaotycznie, a informacje przekazywany w sposób nieprecyzyjny. Masz spore problemy ze stylem, choć to wynika raczej z braku doświadczenia, nie braku talentu. Na takie problemy generalnie lekarstwa są dwa – praktyka i cierpliwość. Obu tych rzeczy życzę ci jak najwięcej. 

Nowa Fantastyka