- Opowiadanie: Zombiak - Szaman

Szaman

Witam znowu coś piszę i to znowu na konkurs,  no ja po prostu nie wiem co teraz będzie, ale proszę nie krzyczeć. Aha szukałem tagów i znalazłem tylko afrykę. To niedopuszczalne żeby nie było tam np. plemienia i bongosów, czy chociaż bębna... 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Szaman

 Zagrzmiały bongosy. W świetle ogniska Ugundi rzucał długi cień na kamienistą pustynię. Głuche dźwięki jego bębnów zakłócały ciszę. To była wyjątkowa noc. Dziś właśnie duchy przodków były szczególne łaskawe. Szaman Náko Reie w rytualnym tańcu wylał na siebie glinianą misę krwi. Jego oczy zamgliły się. To Nar' Ita, bóg naszego plemienia wstąpił w czarownika. Wszyscy zwrócili na niego wzrok.

Z okazji święta Krótkiej Nocy bóg osobiście wybierze młodzieńca lub dziewicę, którą trzeba będzie złożyć mu w ofierze. W zamian pokaże nam na których polach mamy zasiać życiodajne owoce Ita'. W tym roku wybór nie padł na mnie, lecz na Na'el, kobietę mego brata. Miała  się ona z nim pobrać, za pięć dni, wedle starego obrządku. Jednak spotkało ją inne, jeszcze większe szczęście! Oto sam Nar' Itar, wyciągnął Na'el przed ognisko i rzucił w nią kamieniem. Wraz z innymi mieszkańcami wioski dołączyliśmy się do niego, by dopełnić ofiary. Mój brat Ka'elp nie chciał rzucać, wręcz próbował osłonić swą kobietę. Odtrąciliśmy go więc poza okrąg. Nie widziałem go już tej nocy. Ani na tańcach dziękczynnych ani na uroczystym sianiu Ita', kończącym się o świcie. Zobaczyłem go dopiero w domu, leżącego w swym łożu. Miał dwie krwawe rany. Jedną półkolem otaczającą oko, drugą zaś na brzuchu. Przy jego boku leżał zakrwawiony rylec.

 

 W południe, gdy mieliśmy przywołać deszcz, Náko Reie nie wyszedł ze swego szałasu. Poszliśmy tam wszyscy, zmartwieni tym wydarzeniem. Dwóch odważniejszych weszło do środka. Wkrótce zawołali kogoś jeszcze i wraz z nim wynieśli zakrwawione, nagie ciało. Było to ciało jedynej osoby, którą wybrał z pośród nas Nar' Itar. Ciało szamana Náko Reie. Nie szukaliśmy długo winnego tej zbrodni. Od razu się przyznał. To był mój brat.

 

* * *

 

 – Benq do bazy, lokalizacja, już sprawdzam… a tak: ¤2.3.784.5.320^a.b.t.#. -zameldował jeden z dwóch zwiadowców, lecących fioletowo-zielonym ślizgaczem. – Dobrze mówię Pc?

 – Yap. – potwierdził drugi zwiadowca.

 – I co my tu mamy? – zapytał Benq.

 – Wygląda mi na… "ostatnią z zarejestrowanych, afrykańskich wiosek, w których praktykuje się ofiary z ludzi"…

 – I nikt tego nie zblockował?

 – Nope. Mówią coś tam o etyce wpływania na takie thingi.

 – Idiots.

 – Ej, a oni przypadkiem nie składają ofiar w nocy, przy ogniu?

 – No tak tu writnięto.

 – To co tamten tak dynda, za nogę under the tree? – Pc zatrzymał pojazd, koło dużej skały.

 – Może zasłużył?

 – Przydał by mu się helping. – Pc wyciągnął ze schowka lightning gun.

 – Ja wiem? – zamyślił się Benq, schodząc ze ślizgacza.

 – Przypominam, że to ty byłeś first do wyzwania przełożonych od idiotów.

 – Yes, I know. But ty wiesz, że to będzie…

 – Yap. – Pc pobiegł w stronę wioski. Benq westchnął i podążył za nim.

 

* * *

 

 Zwiesiliśmy Ka'elpa za nogę na starym baobabie i potrącaliśmy go kijami. Większość ludzi odeszło. Zostałem tylko ja i jeden z naszego plemienia, którego imienia nie pamiętałem. Wtedy to zjawiły się białe niebogi, niosąc swe miotacze piorunów. Nie byli tu mile widziani przecież obiecali, że już tu nie przybędą. Pochwyciliśmy więc dzidy i wystąpiliśmy ku nim. Mój towarzysz rzucił oszczepem. Wtedy jeden z białych miotnął ze swej broni. Piorun ugodził włócznię i odrzucił na bok. Potem niebóg strzelił po raz drugi, odcinając linę, wiążącą mego brata. Gdy tylko Ka'elp spadł,  powstał natychmiast i począł biec do niebogów. Rzuciłem w niego dzidą. Jednak jeden z białych przesunął go na bok swym piorunem. Mój oszczep zarył w ziemię. Pobiegliśmy w stronę tamtych. Niestety za późno. Biali zabrali Ka'elpa i odbiegli w kierunku swej maszyny.

 

* * *

 

Za ucieczkę więźnia podczas naszej straży, ktoś musiał zostać ukarany. Jednak wyrok musiałby potwierdzić szaman. Nar' Ita musiał więc jeszcze raz wybrać kogoś, komu zaufa. Jednak mimo licznych ofiar dla niego bóg nie zstępował. Zupełnie jakby na coś czekał.

 

* * *

 

 – Musimy przejąć tą wioskę. Oni nie skończą składać ofiar z ludzi.

 – Może spróbujemy jednak zrobić to jakoś inaczej…

 – Kalep ma rację. Jeśli nie zaprzestali swoich tradycji przez tyle lat, gdy inni z tym kończyli i zaczynali normalne życie, to nie skończą z tym już nigdy.

 Na chwilę zapadła cisza. Wszyscy wiedzieli, że taka właśnie jest prawda…

 – Czyli kiedy wyruszamy?

 

* * *

 

Wiedzieliśmy, że tego dnia wydarzy się coś szczególnego. Czuliśmy to w każdym momencie, w każdej wykonywanej przez nas czynności. Byliśmy pewni, że to właśnie dziś dowiemy się, kto będzie nowym szamanem.

 Przewidując poniekąd, to co wkrótce ma się wydarzyć, Ugundu już kilka dni wcześniej oskórował kozę na nowy bęben. Tę właśnie skórę, do wyschnięcia, powiesił na słońcu, tuż za wioską. Gdy bębniarz powrócił, to prócz swego dobytku przyniósł niepokojącą wieść. Do naszej wioski zbliżali się biali, mknąc na swych dziwnych maszynach.

 

* * *

 

 Pochwyciliśmy dzidy i ruszyliśmy, na spotkanie niechcianych gości. Tym razem niebogi nie przyszły nas nawracać, lecz od razu rozpoczęły atak, strzelając ze swych dział. Ustawiliśmy się w trzy rzędy i zaczęliśmy ładować w nich z proc. Wielu z nas zostało postrzelonych, lecz w końcu ktoś trafił dużym kamieniem w działo. Maszyna wjechała na skałę. Biali wyturlali się z niej. Od razu zaczęli iść w naszą stronę i miotać ze swych broni. Jeden z nas pierwszy rzucił włócznią. Dołączyła reszta. Wkrótce wielu białych padło przebitych. Wtedy zostało ich tylko pięciu. Gdy zbliżyli się do nas  ujrzałem, że tylko trzech z nich jest białych. Dwóch pozostałych to byli nasi bracia. Wtedy też w świetle słońca u jednego z nich zobaczyłem szramę w kształcie półksiężyca, która otaczała mu oko. Tak więc miałem szansę odkupić swoje winy! Pochwyciłem duży kamień i podbiegłem w tamtą stronę. Stanąłem przy nim i zamachnąłem się, a on we mnie wycelował. Popatrzyliśmy na siebie.  Wedy do Ka'elpa podbiegł jeden z białych, z bronią skierowaną ku górze.

 – Co się stało? – zapytał tamten. Lecz Ka'elp na na niego nie zwracał uwagi.

 – Bracie… – szepnął i strzelił do nieboga. Tamten upadł, a mój brat podał mi jego broń.

 – Proszę cię… ten jeden raz. – rzekł, a ja posłuchałem.

 Użyliśmy tej dziwnej broni, by zabić tamtych trzech. Potem rozdaliśmy inne miotacze ludziom z wioski i dzięki nim powstrzymaliśmy załogi następnych maszyn.

 

* * *

 

 Złożyliśmy ciała białych w stos. Tego wieczora to oni byli ofiarą dla Nar' Ity. Podłożyliśmy ogień. Płomienie szybko zajęły wszystkie ciała. Nagle w dymie, zobaczyliśmy boską sylwetkę. Jej twarz, była zwrócona w stronę Ka'elpa. Oczy boga zabłysły i tchnął na mego brata. Tak właśnie nasz bóg wybrał sobie nowego szamana.

 

Koniec

Komentarze

 Zagrzamiały bongosy.

Nie pieścisz się, w pierwszym wyrazie pierwszego zdania ładujesz prosto w mordę, aż w uszach huk mi zagrzmiał… ;)

 

zakłucały

O Matko Huto i Ojcze Bimbrowniku, do słownika ortograficznego natychmiast pędem marsz! :) Ponadto: najpierw "zakłucasz" noc, a potem od razu jest to wyjątkowa noc – powtórzenie.

zchodząc

W edytorze tekstu nie masz słownika ortograficznego? Natychmiast zainstaluj, to są byki na poziomie podstawówki. Taki słownik dość dobrze wspiera walkę z dysleksją i całkiem nieźle radzi sobie z lenistwem piszącego – w tej drugiej kwestii jestem żyjącym świadkiem ;)

 

Rzuciłem w niego dzidą. Jednak jeden z białych przesunął go na bok swym piorunem.

Początki zaimkozy, to się leczy. :) W tym drugim zdaniu "go" (+dzierżawczy przed piorunem) powoduje zatrzymanie u czytelnika – jakiego go, tego co rzuca, kolegę rzucającego czy uciekającego? Może warto inaczej, np.: Jednak jeden z białych piorunem przesunął uciekającego na bok.

 

 jakość inaczej…

"Jakość inaczej" nieodmiennie kojarzy mi się z tanimi chińskimi zabawkami ;)

 

oskurował

Babcia Ortografia powinna oskórować, ale ciebie – za tę pogardę dla poprawnej polszczyzny ;)

 

 – Proszę cię… ten jeden raz. – a ja posłuchałem.

Błędny zapis dialogu.

 

boską sylwetkę

Jakiś podkreślnik się zaplątał między dwa wyrazy.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

dzięki, już trochę poprawiłem

Z mięsem jest jak z mięsem im mniej mięsa, tym mniej mięsa.

Ale "Zagrzamiały" dalej jest… ;)

O zapisie dialogów możesz poczytać m.in. tutaj

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

"Byliśmy pewni, że to właśnie dziś dowiemy się, to będzie nowym szamanem" – Kto

 

"Urzyliśmy tej dziwnej broni…" – bogowie skandynawscy i azteccy, widzicie i nie grzmicie?

 

Historię przyswoiłam, nawet nie jest zła. Natomiast Twój sposób jej podania jest nieco… szorstki, że tak powiem. Bezceremonialny, prędki i nieoszlifowany. Trochę za szybko to wszystko, zbyt skrótowo, bez tła, miejscami wychodzi też pewna naiwność. Nie spiesz się tak bardzo. Historię się opowiada, a nie strzela nią jak z karabinu maszynowego.

Myślę, że coś z Ciebie będzie, jeśli się przyłożysz, ale pracy przed Tobą sporo ; ) A bez opanowania ortografii… cóż, czarno widzę.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O w mordę, "urzyliśmy" weszło po korekcie :D Zamienił stryjek siekierkę na kijek :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

sorry za literówki, robię wszystko, żeby je tępić, ale skupiam się bardziej na fabule i potem takie rzeczy wychodzą…

Co do przedstawienia rzeczy to tak właśnie miało być, napisane przez wchłoniętego zupełnie przez struktury społeczne (plemienne) czarnoskórego, młodego, nie zbyt się zastanawiającego, nad tym co się sprawdza od lat, człowieka…

Z mięsem jest jak z mięsem im mniej mięsa, tym mniej mięsa.

Jest jakiś pomysł, ale szału nie robi. Wykonanie tym bardziej. Tekst raczej nie zostanie na długo w pamięci.

Babska logika rządzi!

Pozostaje mi po prostu podpisać się pod słowami Finkli.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Przeczytałam bez specjalnej przykrości, jednak w pamięci Szaman mi nie zostanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg: chyba zabrakło Ci “nie” ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rzeczywiście, pewnie szaman coś poszamanił. ;-)

Dziękuję, Joseheim. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka