- Opowiadanie: Brunon Sas - Bezpalec. Czarna Magia

Bezpalec. Czarna Magia

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Bezpalec. Czarna Magia

 

Cierpiałem. I to cierpiałem podwójnie.

Mój czarodziej, Ak’dasz, nakazał, abym towarzyszył mu w podróży do Naydery, gdzie chciał osobiście zrobić zakupy do swojego – jak to nazywał – artefactorium, w którym warzył mikstury i inne świństwa niezbędne do funkcjonowania w świecie czarów. Innymi słowy miałem być tragarzem, co trochę godziło w mój honor strażnika Gildii Magów. Nie wiem dlaczego zostałem dziś wybrańcem, ale podejrzewałem, że była to tradycyjna złośliwość Ak’dasza, który doskonale wiedział, że nie przepadam za miastami i zdecydowanie wolę otwarte przestrzenie.

Drugie cierpienie było bardziej przyziemne. Po prostu bolały mnie flaki. Od dwóch niedziel nie mogłem się wypróżnić i czułem, jakby mi ktoś pod serce nakładł młyńskich kamieni. Zżarłem już z kopę garści suszonych śliwek, ale w efekcie w dole kloacznym zostawiałem jedynie bobki, które wyśmiałby nawet zając.

Nic zatem dziwnego, że łaziłem za Ak’daszem wściekły, bo i konna jazda w mym stanie do przyjemności nie należała. A czarodziej snuł się między jednym kramem a drugim, dotykał, miętosił, krzywił się, wzdychał, jęczał, a nawet czasami wywracał oczami. Jakby omamiła go jakaś stara przekupa. O czasu do czasu wyciągał sakiewkę i płacił za jakieś zioła, buteleczki, martwe insekty oraz inne cholerstwa, które z pieczołowitością kładł do trzymanego przeze mnie koszyka. A ten powoli zaczynał ciążyć nie tylko mojej godności, ale również mojemu ramieniu.

Nagle stanąłem jak wryty. Wściekłość ustąpiła miejsca zdumieniu tak gwałtownie, że wzbudziła zainteresowanie Ak’dasza. A ja z osłupieniem wpatrywałem się w dwóch ciemnych niczym noc pokurczów, którzy siedzieli plecami do siebie, a kończyny mieli skrępowane grubym sznurem.

– Zgłupiałeś, Bezpalec? Nigdy bliźniaków nie widziałeś? I co z tego, że czarni? Na południu takich pełno – czarodziej kpił w żywe oczy, kiedy dostrzegł obiekt moich zainteresowań.

Pokręciłem powoli głową i wyobraziłem sobie stojący na rynku w Nayderze pal, na który kat, z godną jego profesji gracją, nadziewał złoczyńców. Ak’dasz, który posiadał umiejętność czytania myśli, natychmiast spoważniał. Jakiś czas temu pomogłem mu rozwiązać pewną zagadkę trapiącą mieszczan Naydery, a punktem wyjścia do szczęśliwego końca był właśnie katowski pal. Przy okazji okazało się, że mam predyspozycje do wyczuwania magii: wtedy jej aura otaczała miejsce kaźni, teraz – czarnych bliźniaków.

– Jesteś pewien? – zapytał cicho, ale z widocznym napięciem w głosie, mój dobroczyńca.

– Ciepło bijące od pala było większe, ale takie samo jak tutaj – wyszeptałem.  

Czarodziej nie kontynuował rozmowy, tylko rozpoczął targi z właścicielem kramu.

 

Ak’dasz miał nie lada zagwozdkę, bo Ngowo i Ngewo, jak zwali czarnoskórych, nie gadali w żadnym zrozumiałym języku. Zdania składali po naszemu na poziomie dzieciaka, który na stojąco włazi pod szafę. Czarodziej przyjął ich jednak w swoim domu z pełnymi honorami – widać było, że widzi w nich kolegów po fachu, którzy z niezrozumiałych powodów trafili w łapska łowców niewolników. Zastanawiałem się wprawdzie, co warci są magowie, którzy dali się złapać na postronek i wywieźć w odległe kraje, ale wolałem siedzieć cicho, bo to przecież za moją sprawą trafili pod strzechę Ak’dasza.

Zdziwienie bliźniaków było widać gołym okiem. Najpierw trafili do łaźni, gdzie mogli wyszorować do woli swoje ciała, a potem dostali do odziania całkiem przyzwoite szaty. Tyle tylko, że rękawy musieli pozawijać, a w talii sznurem się przepasali, żeby nie wyglądać jak worki na sieczkę. Bo na targu nie pomyliłem się w ich ocenie – to faktycznie były pokurcze, ledwo mi do ramienia sięgali i gdyby nie czarne włosy na policzkach i brodzie, można by było uznać, że nie wkroczyli jeszcze w wiek męski.

Potem przyszedł czas na wieczerzę, kiedy to początkowe onieśmielenie szybko zamieniło się w mlaskająco-siorbiące przedstawienie. Ngowo i Ngewo pałaszowali z taką szybkością i takie ilości pożywienia, że w jeszcze w trakcie posiłku Ak’dasz kazał jedzenie zabrać, bo obawiał się o zdrowie swych gości. Wiadomo przecież, że jak po długim poście za dużo się zeżre, to skręt kiszek murowany.

 

Tylko głupi nie usłucha wezwania czarodzieja. Tym bardziej, kiedy jest wściekły. A Zbrozło, lokalny szef strażników Gildii Magii, przez którego Ak’dasz powiadomił o potrzebie rozmowy ze mną, nie krył, że nasz dobrodziej pogodą ducha dziś nie grzeszy.

I faktycznie – kiedy nieco zziajany stanąłem przed obliczem czarodzieja, przypominał bałwochwalczego kapłana tuż przed rytualną rzezią niewiniątek. Natychmiast pojawiło się u mnie przeczucie, że niewiniątek akurat w składzie zabrakło, a ja mam zająć ich miejsce. Nie zamierzałem ciągnąć lwa za ogon, więc pokornie, ze spuszczoną głową, oczekiwałem na rozwój wypadków.

– I co, Bezpalec, dalej tę moc u czarnoskórych czujesz? – wysyczał Ak’dasz.

Nie czekając na moją odpowiedź, kontynuował.

– A ja mam wątpliwości. Wiesz dlaczego? Bo nawet najprostszy czarodziej zna podstawowe zaklęcia. Podstawowe, rozumiesz?! A ci tylko gęby rozdziawili i brawo bili. Jakby w cyrku przedstawienie zoczyli!

Zerknąłem ciekawie na Ngowo i Ngewo – stali w kącie i ze strachu skurczyli się w sobie tak, że faktycznie można ich było pomylić z workami na sieczkę. Niczego nie pojmowali – po wczorajszych luksusach pewnie wydawało im się, że trafili w niebiańskie miejsce, a teraz sen się skończył i w ich dusze gwałtownym strumieniem zaczęło wdzierać się przerażenie. Przerażenie tym większe, że rozumieli jedynie pojedyncze słowa z prowadzonych wokół nich dysput. Reszty musieli się domyślać. A to nie służy dobremu samopoczuciu, bo człowiek ma coś takiego w sobie, że jak ma wątpliwości, to zawsze sobie wyobrazi najgorsze.

Mimo iż łeb miałem zwieszony, kątem oka widziałem wpatrzonego we mnie Ak’dasza. Stałem bez ruchu i powoli udzielało mi się zdenerwowanie wypełniające komnatę, ale jednocześnie połączone ono było z lekkim zdziwieniem.

– No… – ponaglił czarodziej. – Dalej tę cudowną moc czujesz?

Zrozumiałem, że właśnie przyszedł czas na pociągnięcie lwa za ogon. Wprawdzie bardzo delikatne pociągnięcie, ale jednak. Bo z doświadczenia wiedziałem, że jakiekolwiek oszustwo skończyłoby się dla mnie naprawdę źle.

– U tego z lewej ta moc jakby mniejsza jest…

– Jak to: mniejsza? – Ak’dasz nie potrafił ukryć zdziwienia. – I tylko u jednego?

Skinąłem głową.

– Nie wiem dlaczego, ale od tego po prawej większe ciepło bije. Takie jak wczoraj. A u drugiego braciszka – spadło…

Czarodziej zamyślił się. Zmarszczone czoło świadczyło, że z takim zagadnieniem jeszcze nie miał do czynienia. Intensywna zaduma sprawiła, że zapomniał zarówno o mnie, jak i o bliźniakach. Niestety, musiałem mu przypomnieć o moim istnieniu, co w tej sytuacji trudno było nazwać delikatnym ciąganiem za lwi ogon. 

– Panie, czy mogę mieć prośbę?

Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Po chwili skinął jednak przyzwalająco.

– Wczoraj tak szybko opuściliśmy Nayderę, że do medyka nie zdążyłem zajrzeć. A wiesz, panie, że brzuszysko mnie boli i wytrzymać mi już z tym ciężko…

Przerwał mi niecierpliwym ruchem dłoni, jakby odganiał natrętną muchę.

– Jedź, niech te problemy gastryczne przestaną ci umysł zaprzątać – warknął w moim kierunku.

– Gastro… – powtórzyłem mimo woli, a w moim głosie było tyle wołania o rozum, że sam się przeraziłem.

– Może jak się wysrasz, to rozum odzyskasz!!! – wyryczał bardziej zrozumiale Ak’dasz, ale z taką mocą, że mi włosy na klacie dęba stanęły.

Nie trzeba było dwa razy powtarzać, bo w takim stanie czarodzieja jeszcze nie widziałem – czmychnąłem za drzwi, niczym przyłapana przez myśliwego na drzewie wiewiórka.

 

Czekałem w korytarzu prowadzącym do gabinetu Ak’dasza i cichutko, ale radośnie pogwizdywałem pod nosem. Było się z czego cieszyć! Medyk sprawił się chwacko – dał mi jakieś proszki, które zżarłem jeszcze w Nayderze i ledwo dojechałem do domu, dotychczasowe troski zostawiłem w kloacznym dole. Czułem się , jakby mi z pięć lat z krzyża zdjęto i chciałem czarodziejowi podziękować za dobroć, którą mi okazał, zezwalając jechać do medyka. Oczekiwałem dość długo, nim zostałem zaszczycony możliwością wkroczenia do gabinetu.

Ak’dasz skrobał coś jeszcze przez chwilę na pergaminie, ale w końcu odłożył pióro i spojrzał na mnie wyczekująco.

– Wysrałem się i rozum odzyskałem – obwieściłem radośnie.

Aż zębami zazgrzytał i prawie widziałem skry sypiące się z jego ust.

– Taaaak? – zaczął, niebezpiecznie przeciągać słowo.

Uznałem, że dosyć targania za ogon, bo każdy lew w końcu straci cierpliwość i się odwróci, żeby zębami kłapnąć.

– W Nayderze zaszedłem do kupca, u którego czarnoskórych kupiliś… kupiłeś, panie – poprawiłem się w mgnieniu oka. – Wypytać chciałem, dlaczego ich skrępował, bo przecież związani byli, zanim na twoją własność przeszli, pamiętasz, panie?

Skry przygasły, a w oczach dostrzegłem delikatną zachętę, by kontynuować wywód.

– Okazało się, że kuraka jakiegoś złapali i upiekli nad ogniem. A żeby lepiej smakował, nasmarowali go przyprawami, które zwędzili kupcowi. To za tę kradzież ich związać kazał. Myślę, panie, że bliźniacy tak przyprawy dobrali, że przypadkowo moc obudzili.

Ak’dasz spojrzał na mnie z nadzieją:

– Zapytałeś, co to były za przyprawy?

Rozłożyłem ręce w wymownym geście.

– Z worków brali, więc ani jakie to przyprawy, ani w jakich proporcjach zmieszane, kupiec nie był w stanie wyznać.

Czarodziej pokiwał ze zrozumieniem głową.

– Ale… – teatralnie zawiesiłem głos – jest szansa, żeby składniki poznać. Kiedy się przed chwilą wypróżniałem, słabą moc w tym miejscu poczułem. Pewnie jeden z czarnoskórych był tam przede mną – ich moc słabnie, bo przetrawionego kurczaka z siebie wydalają. Wystarczy, że dół kloaczny własnoręcznie i dogłębnie zbadasz, panie, a…

– Won!

Znów czmychnąłem niczym wiewiórka.

– Zasrana magia – usłyszałem, kiedy zamykałem drzwi.

Koniec

Komentarze

nakład młyńskich kamieni.

O ho! Młyńskie kamienie zostały wydane nakładem? :D chyba literówka: nakładł.

 

Mnie pointa bardzo, ale to bardzo rozbawiła :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, już poprawiłem

Dość zabawne.

Ale ogólnie odstaje od innych opowiadań o Bezpalcu.

Mam wrażenie, że z trudem brniesz przez zdania. Nie przez słowa, ale właśnie zdania. Czuć jakiś wysiłek, który owocuje wielokrotnie złożonymi, nie zawsze jasnymi, konstrukcjami.

Jest kilka błędów interpunkcyjnych. Miejscami zawodzi też logika. Zarówno wypowiedzi, jak i fabuły.

Sprowadziłbym to formy szorta, i traktował, w ciągu historii o Bezpalcu, jak interludium. Bo na samodzielne opowiadanie zawiera za mało zawartości.

Tak czy inaczej, czekam na kolejne wieści z Bezpalcowego universum.

Infundybuła chronosynklastyczna

Może być, ale na kolana nie rzuca.

Po co przegrzebywać cały dół? Przecież jeden bliźniak jeszcze się magii nie pozbył.

Tylko głupi nie usłucha wezwania czarodzieja. Tym bardziej, kiedy jest wściekły.

Takie mam wątpliwości: wściekły miał być głupi czy czarodziej?

 

Babska logika rządzi!

Dzięki za komentarze

Finkla – faktycznie brak precyzji z mojej strony. W ostatniej wypowiedzi powinienem dodać, bliźniak był w wiadomym miejscu tuż przed Bezpalcem. Bo to nie jest takie oczywiste, jak mi się w trakcie pisania wydawało. A taki zabieg oznaczałby – przynajmniej z większym prawdopodobieństwem, że to “sprawka” drugiego z czarnoskórych.

Stefan Kawalec – byłbym wdzięczny za wskazanie: “Jest kilka błędów interpunkcyjnych. Miejscami zawodzi też logika. Zarówno wypowiedzi, jak i fabuły.“ Chciałbym się czegoś nauczyć, a to ogólniki, z których trudno wyciągnąć wnioski.

http://www.prosteprzecinki.pl/przecinek-przed-dlaczego

Przejrzyj wszystkie zdania złożone więcej niż trzykrotnie. Masz ich sporo. Ze względu na zawiłą konstrukcję, czasem gubi się w nich związek przyczynowo-skutkowy.

Przepraszam za taki sposób komentowania. Wiem, że może to być irytujące. Czepia się chłop, ale nie mówi, czego się czepia, tylko się czepia. Mam po prostu następujący powód takiego działania.

Autorowi należy dać wędkę, a nie rybę. Skłonić go do rzetelnego przejrzenia tekstu przed publikacją i po pojawieniu się na stronie. Pobudzić do przesiania plew przez sito samokrytyki.

Jeśli dostanie na tacy spis potknięć, to popełni te błędy ponownie. Jeśli znajdzie je sam, to może w przyszłości ich uniknie.

Podziwiam wiedzę i zapał korektorski Regulatorzy. Ale nie zawsze zgadzam się z takim działaniem. Może to prowadzić do sytuacji, w której publikujący “odpuszczają”, licząc na automatyczną korektę. A to nie jest w porządku. Nie można zakładać, że osoby dobrowolnie czytające teksty, odwalą przy okazji ciężką redakcyjną pracę. Owszem, teksty bardzo dobre, a nawet wybitne. Ale oczekuję od autorów, że w parze z natchnieniem i talentem, pójdzie rzetelne przygotowanie językowe i warsztatowe. A przynajmniej widoczna chęć do takiego przygotowania. A “warśtat” i inne korekty są to ciemniejszą stroną pisania. I nużącą w dodatku.

Infundybuła chronosynklastyczna

Mnie tam się nawet, nawet podobało, chociaż – jak na mój gust – trochę za dużo problemów gastrycznych. A że puenta też taka – no to mnie rozczarowała.

Ale to nie wina Autora, to już moja jakaś dziwna przypadłość, że fekalia nie bawią mnie nic a nic, pod żadną postacią. Chyba, że to Fasoletti, a i u niego nie zawsze.

Tak więc obiektywnie uznałabym, że to fajny tekst, subiektywnie zgłaszam to jedno zastrzeżenie. :)

 

do Stefan Kawalec

Uwierz, że poradników dotyczących zasad pisania zaliczyłem w swoim życiu całkiem sporo. Ale tak jestem wrednie skonstruowany, że – jak prawdziwy Polak – najlepiej uczę się na własnych błędach :)

Całkowicie się z Tobą zgadzam, że od ryby lepsza jest wędka, ale w moim przypadku chciałem dowiedzieć się, które zasady nie weszły mi jeszcze wystarczająco mocno do łba :) Bardzo cenię uwagi Regulatorzy, ale to nie oznacza, że bezmyślnie je przepisuję w poprawkach, bo to w końcu mój tekst :)

do ocha

Dzięki za komentarz. Wiem, że zamieszczony tekst jest mało smaczny, dlatego opublikowałem go dopiero po Świętach, żeby nastroju nie psuć ;)

Kolejne, niestety słabsze, opowiadanie o Bezpalcu, ale i tak się cieszę, że po dłuższej przerwie Bezpalec pojawił się i mam nadzieję, że Autor jeszcze wielokrotnie uraczy nas opowiadaniami o nim i udowodni, że przygody tego bohatera mogą być ciekawe, zabawne i bardzo magiczne. A także bardzo smaczne. ;-)

 

 

Stefanie, napisałeś że autorzy winni dokładnie przeglądać tekst przed i po publikacji, że to ich skłoni do samokrytyki. Jestem przekonana, że tak robią (wyjąwszy oczywiście raptusów, którzy piszą, nie czytają co napisali i natychmiast wrzucają tekst na stronę). Twierdzisz też, że to co robię, czyli podaję na tacy spis potknięć, nikogo niczego nie nauczy, bo te błędy i tak będą popełniane.

A mnie się wydaje, że gdyby autorzy widzieli wszystkie swoje potknięcia, z pewnością by je wyeliminowali. Skoro w tekście są błędy, wolę wskazać je palcem i dodać stosowny komentarz – choć bywa, że moja uwaga jest uznawana za niestosowną, a czasami nawet za bardzo niestosowną ;-D – niż zadawać autorowi zagadkę-szaradkę, typu: Zwróć uwagę na trzecie zdanie piątego akapitu. Czy nic cię w nim zastanawia? Nie, autora nie zastanawia nic, bo np. użyty regionalizm, który w ogóle nie powinien znaleźć się w opowiadaniu, dla niego jest jak najbardziej poprawny, gdyż w jego stronach tak mówią wszyscy. Jeśli nie widzi różnicy między stróżkąstrużką, albo ważeniemwarzeniem, czy wieżąwierzą, że na tych przykładach poprzestanę, nie dostrzeże, że coś jest źle napisane.

Dlatego często wolę dać autorowi rybę, bo nigdy nie mam pewności, że będzie umiał użyć wędki.

 

 

Brunonie, mam nadzieję, że mi wybaczysz, iż pod Twoim opowiadaniem odniosłam się do wypowiedzi Stefana. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I w dodatku rozdajesz ryby. Hmm… A kartę PZW pani posiada, hę!? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychFishu, jakże mi przykro, że tak to odebrałeś… :-( 

Czyżbym i Ciebie kiedyś komuś dała… nie przypominam sobie ryby z uszkami… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Och, ja tylko przezornie zabezpieczam się przed rozdaniem przyszłym, jeszcze niedoszłym, ale możliwym i czarnymi chmurami zbierającym się na horyzoncie zdarzeń… Profilaktyka jest tańsza od leczenia :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Obiecuję, że nie zostaniesz rozdany, jak pierwsza lepsza ryba z brzegu. Z otchłani wód też nie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niby uspokojony, ale taka pewną nieufnością spoglądam w dzień jutrzejszy, który niedawno stał się dzisiejszym… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czy ryby zawsze widzą przed sobą tylko jeden dzień?

Obawiam się, że ten, już dzisiejszy, może być ostatnim Twoim i moim, kiedy wpadnie tu Brunon i z pomocą obywatela Beryla, zrobi porządek w swoim wątku.

 

 

BERYL edit: Gdyby ktoś się zastanawiał – tak, zerkam sobie :) Edytuję ten komentarz, bo nie chcę sobie nabijać niesłusznie dyżuru :P

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Em, kto by się zastanawiał… A o rybach i jednym dniu – nie bez kozery Carpe Diem! co jednoznacznie wskazuje na rybi charakter jednodniówek. ;) Dobrej nocy życzę, zerkającym również ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czytało się nieźle i choć dowcipem na kolana nie powaliło, to zachęciło do dodania do kolejki dwóch pozostałych opowiadań o Bezpalcu (Nowicjusza kiedyś czytałam).

Pozdrawiam.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

AlexFagus

Miło mi, że potrafię do czegoś zachęcić ;)

Przeczytałem :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka