- Opowiadanie: Zatrakus - Ozyrys

Ozyrys

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Ozyrys

Mówiłem jej: „To Afryka. Podobne sytuacje nie są tu niczym niezwykłym, a on zapuścił się zdecydowanie zbyt daleko… Proszę się nie gorączkować… Nawet ja, zresztą, nikt nie ma szans znaleźć miejsca, gdzie trafiły do rzeki. Pani też nie”.

Ale ona nie słuchała.

Wariatka.

***

Siedziałam w łodzi jak na szpilkach, wpatrzona w przesuwający się obok brzeg Konga.

– Po co tu popłynęłam? Po co? – myślałam, gdy ściany zieleni z obu stron zbliżały się powoli. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero głos wiosłującego mężczyzny:

– Tutaj – powiedział, a chwilę później wysiedliśmy na brzeg, on zacumował czółno do grubego korzenia.

Nie pytałam, skąd znał to miejsce.

Po prawdzie, chyba nawet wolałam nie wiedzieć. Najważniejsze, że jako jedyny zgodził się mi pomóc.

Zaczęliśmy przebijać się przez gęstwinę. Szło nam wyjątkowo opornie, gdyż ów człowiek nie wziął maczety ani żadnego innego narzędzia, mogącego to ułatwić. Radził sobie jednak z wyrywaniem roślin, wykorzystując ogromną siłę, jaką bezsprzecznie posiadał, skoro był w stanie wiosłować w górę rzeki.

– Dobrze, że nie założyłam sukni – pomyślałam siląc się na uśmiech.

Im dalej zapuszczaliśmy się w głąb tego dziwnego lądu, tym większy towarzyszył mi niepokój. Lata minęły, odkąd postawiłam na nim stopę z dala od portów czy placówek dyplomatycznych. Wtedy jeszcze On był przy mnie…

– Zbliżamy się – ponownie rozległ się głos mojego wioślarza i przewodnika w jednej osobie.

Ledwo się odezwał, gęstwina poczęła rzednąć, ustępując ogromnej polanie. Jej środek okupowała zrujnowana twierdza o ścianach z mułu i ogrodzeniu z pali. Wydała mi się niezwykła, zupełnie niepasująca do otaczającego nas lasu równikowego.

– Pozwoli pani, że nim podejdziemy bliżej otrzymam swoje wynagrodzenie.

– Och, racja – odparłam. – Przecież zażądał zapłaty, pomyślałam i wyjęłam z torby ciążące mi przedmioty: kilka książek oraz parę nowych butów. Mężczyzna wziął je, po czym ruszył w stronę budowli.

Patrząc chwilę na idącego przede mną przewodnika zrozumiałam, że był podobny do tej twierdzy. Ze swoim połatanym ubraniem oraz przywleczonym ze wschodu rosyjskim akcentem wydawał się całkowicie obcy dżungli, choć poruszał się po niej tak swobodnie.

W chwili, gdy go dogoniłam, ów osobliwy człowiek rzekł:

– W górze.

Posłusznie uniosłam wzrok, by ujrzeć coś, przez co o mało nie zemdlałam.

Ludzkie głowy.

Szeregi głów przybitych do ocalałych pali.

Na niewielu spośród łbów zostało jeszcze nieco mięsa, tylko dlatego poznałam, że w większości należeć musiały do czarnych. Wpatrując się w nie okrążyłam warownię. Sama nie byłam pewna, co chciałam zobaczyć.

A jednak zobaczyłam.

Rozpadającą się bladą twarz.

Znajomą. Ukochaną.

Padłam na kolana, zalana łzami.

– Czego oczekiwałam? Że wyjedzie mi naprzeciw na słoniu i opowie o jakiejś niesamowitej przygodzie? Wyjaśni, jak jego dokumenty znalazły się przy wrzuconych do rzeki zwłokach? – myślałam w rozpaczy.

– Znałaś go – stwierdził obojętnie wioślarz. – Jak miał na imię?

– Stanisław – wymamrotałam.

– Pamiętam go. Przybył tu, próbował przekonać czarnych do buntu przeciwko mojemu Mistrzowi. Za karę kazał mu obciąć język i poćwiartować go. Żywcem – dodał odpowiadając na jakieś niezadane pytanie. – Jeśli to panią pocieszy, niedługo później przyszli kolejni. Im udało się zniszczyć to miejsce. Jeśli pani chce, może zostać tu na noc, z nim.

Ledwo dotarła do mnie szalona propozycja, przewodnik przepadł gdzieś w zaroślach.

Wołałam, ale nie odpowiadał.

Uznałam, że nie warto błądzić w poszukiwaniu łodzi. Zamiast tego uzupełniam wpis w pamiętniku, żywiąc nadzieję, iż przewodnik niedługo wróci.  Oby.

 

***

Co wiem o tym miejscu? Niewiele.

Sami panowie rozumieją, znam Czarny Ląd jak mało kto, ale jedynie od interesującej mnie strony – skarby, przygody, egzotyczne księżniczki… Oczywiście. Chodzi mi o to, że pewne miejsca na tym wielkim kontynencie są mi, mimo wszystko, obce.

Między innymi to.

Słyszałem jedynie, że mieli tam dużo kości słoniowej. Nuda, prawda?

***

Przysięgłaby, że jej ciężki oddech było słychać w całym lesie.

Początkowo, korzystając z resztek zdrowego rozsądku, chciała przysiąść gdzieś w rogu, plecami do muru i przeczekać do rana. Szybko jednak rozum ustąpił miejsca lękom, panicznie bała się znaleźć tyłem do wiszącej za umocnieniami głowy męża. A po zmroku tak łatwo stracić orientację w przestrzeni…

Dlatego przykucnęła na środku wymarłego obozu, pozbawiając się jakiejkolwiek osłony.

Próbowała zająć czymś myśli, ale każdy kolejny obraz podrzucany przez umysł był okropniejszy od poprzedniego. Wróciła więc do słów Rosjanina wypowiedzianych tuż przed porzuceniem jej w puszczy:

– Kogo miał na myśli mówiąc „z nim”?

Ciszę zmącił niespodziewanie okropny, wysoki dźwięk, który kojarzył się kobiecie jedynie z jękami potępionych. Następujące po nim słowa zdawały się dobiegać zewsząd:

Ja… Ocalić mnie! Ja powrócę! Ja…

Skulona wdowa straciła oddech, odruchowo skuliła się mocniej. Jej wargi, na przekór ściśniętemu ze zgrozy gardłu, próbowały szeptać:

– Stanisław?

Żyć sprawiedliwie, umierać… umierać… – odpowiedziały jej upiorne głosy.

Używając wszystkich pozostałych sił, drżąca, podniosła się. Wyciągnęła ręce przed siebie, wzrokiem próbowała przebić mrok.

– Stasiu! – zawołała niemal błagalnie.

Doszedł jej szmer, tuż obok, i poczucie czyjejś obecności.

Ohyda! Ohyda! – ciemność wrzasnęła kobiecie na pożegnanie.

Pół oddechu później na jej szyi zaciskały się niewidzialne ręce.

Zdążyła jeszcze dostrzec mordercze spojrzenie.

Chyba obce.

***

Jeszcze raz podsumować? Dobrze.

Przyszła do mnie. Poprosiła o pomoc w sprawie wyłowionego w kawałkach męża. Odmówiłem. Więcej już jej nie widziałem.

Nie, nie spodziewam się.

Bóg? Jego opieka nie sięga takich miejsc… zresztą, tam podobno rządził zupełnie inny bóg…

Podpisać zeznanie? Oczywiście.

Allan Q…

Koniec

Komentarze

Nawet interesująca koncepcja; podobała mi się końcówka, trochę ironiczna, trochę straszna i zabawna zarazem. 

 

Mam wrażenie, że tekstowi brakuje nieco płynności, momentami odczuwałem drobne zgrzyty.

 

– Och, racja – odparłam. – Przecież zażądał zapłaty – pomyślałam

Nie jestem pewien, czy to prawidłowy zapis. Według mnie lepiej wyglądałoby to tak: – Och, racja – odparłam. Przecież zażądał zapłaty, pomyślałam 

Hmmm. Coś jest w tym pomyśle, lecz mam wrażenie, że źle się czuje w tej długości. Ale przeplatanie różnych scen i rodzajów narracji mi się spodobało.

Babska logika rządzi!

Zacznę od innej strony. Podoba mi się opowiadanie. Interesujące opisy i narracja. Tekst oparty na ciekawym pomyśle. Ale wydaje mi się, że trochę za szybko poleciałeś z fabułą. Można by ją trochę rozbudować.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dla opowiadania może byłoby lepiej rozbudować, ale jury konkursowe ceni krótką formę. ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

A autor ceni sobie opinie wszystkich, zapamiętuje je i dokładnie analizuje :)

Staś i Nel, Allan Quatermain, Jądro Ciemności. Więcej nawiązań nie doszukałem się. Nieźle, nieźle.

Po prawdzie, więcej nie ma… chyba :O

I dziękuję :)

Troszkę za krótkie,  trochę za dużo zmian narracji, ale niezły pomysł.

Zaczęliśmy przebijać się przez gęstwinę. Szło nam wyjątkowo opornie, gdyż ów człowiek nie wziął maczety ani żadnego innego narzędzia, mogącego to ułatwić. Radził sobie jednak z wyrywaniem roślin, wykorzystując ogromną siłę, jaką bezsprzecznie posiadał, skoro był w stanie wiosłować w górę rzeki.

 Nie prościej, żeby po prostu miał maczetę? Chyba że brak maczety lub wyjątkowo duża siła przewodnika ma znaczenie dla dalszej fabuły, którego nie zauważyłam. 

Smutna kobieta z ogórkiem.

Cóż… wioślarz jest słabo wyposażony. Tak jak pewna postać z "Jądra ciemności". Którą jest. Więc, to dosyć istotne, bo czyni tekst spójnym.

Nie mogę się zdecydować czy chaos w narracji dodaje opowiadaniu uroku, czy tylko utrudnia odbiór. Będę musiał to przemyśleć. Mimo to tekst zdecydowanie wart jest przeczytania.

Ciekawe nawiązania. Troszkę chaotyczna narracja. :) Dobrze się czytało.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tekst wart przeczytania na pewno. Nawiązania fajne, pomysł ciekawy, tylko… No właśnie nie wiem co tylko. Czytałam wczoraj, poczekałam dzień z komentarzem i nadal nie wiem. Może dłuższa forma zyskałaby na płynności i klimacie? Trudno orzec.

Ale moim zdaniem na bibliotekę zasługuje.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Jestem tu trzeci raz i nadal nie wiem, czy tekst czymkolwiek do mnie "przemawia". Daleki jestem od krytyki dla samej krytyki, co to, to nie, walory widzę, ale w całości – no, w całości jakoś takoś "obok mnie przechodzi"…

Daruj, Autorze; to się zdarza.

Bardzo dobry tekst, Zatrakusie. Podobała mi się zmiana narracji. Zaciekawiła fabuła.

Niestety odczuwam niedosyt. Tekst jest po prostu za krótki!! :)

Taki sobie, kurde podpis

Miałem nie komentować tekstów do ogłoszenia wyników, ale w tym przypadku zrobię mały, drobny wyjątek. Nie podoba mi się zapis myśli, który jest skonstruowany jak dialogi. Istnieje kilka sposobów zapisania myśli i każdy będzie lepszy od tego. A tutaj:

– Och, racja – odparłam. – Przecież zażądał zapłaty – pomyślałam

To już przesada : )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Zbiór bardzo klimatycznych scenek, które niby tworzą całość, ale jednocześnie pełne są niedopowiedzeń, skutkiem czego więcej trzeba się domyślić niż można wynieść z lektury. Mimo wszystko czytało się całkiem nieźle. ;-)

 

on za­cu­mo­wał czół­no o gruby ko­rzeń. – …on za­cu­mo­wał czół­no do grubego ko­rzenia.

Cumuje się chyba do czegoś, a nie o coś.

 

Uży­wa­jąc wszyst­kich po­zo­sta­łych sił, wsta­ła na drżą­ce nogi. – Czy mogła wstać, nie używając nóg?

Może: Uży­wa­jąc wszyst­kich po­zo­sta­łych sił, drżą­c, wstała/ stanęła/ podniosła się.

 

ocza­mi pró­bo­wa­ła prze­bić mrok. – Raczej: …wzrokiem pró­bo­wa­ła prze­bić mrok.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy: Huh… pisząc uznałem, że dwie główne sceny będą tworzyć względnie spójną narrację, a pozostałe trzy będą robić za uzupełnienie i komentarz. W każdym razie, całość wydawała mi się dosyć spójna (poza zmianami w narracji, które przy czwartej scenie robią się irytujące, wiem wink). 

Dziękuję za komentarz i wskazanie błędów!

Jeśli uwagi są przydatne, to bardzo się cieszę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka