- Opowiadanie: Geothing - Vladimir

Vladimir

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Vladimir

Doktor Vladimir Piotrowicz odłożył skalpel, zsunął z twarzy maskę chirurgiczną i oparł ręce o stół zabiegowy, na którym leżało martwe ciało prezydenta Rosji. Operacja trwała ponad dwadzieścia godzin i zakończyła się pełnym sukcesem. Umysł prezydenta został w całości załadowany do Raju. Tak nazywała się najpotężniejsza na świecie sieć serwerów zainstalowana w ciągnących się setkami kilometrów tunelach wyrytych w górach północnego Uralu.

 

'Kolejny zadowolony klient' – pomyślał doktor. Piotrowicz przeprowadzał wszystkie vipy – operacje transmisji osobowości z ciał najważniejszych klientów do pamięci megakomputera. Transfer umysłu był podstawową usługą świadczoną przez korporację Afterlife, specjalizującą się w nieśmiertelności. Sto pięćdziesiąt lat wcześniej, pamiętnego roku 2075, dziadek Vladimira, Jewgienij, dokonał epokowego odkrycia w dziedzinie cząstek elementarnych, z których zbudowane są podstawowe jednostki danych – bity. Za sprawą ostatniego noblisty ery przednieśmiertelnej ludzkość dowiedziała się o zbawiennej właściwości bitów – transontokalkulacji, potocznie zwanej translacją Piotrowicza – która utorowała drogę transferowi jaźni człowieka z mózgu do systemu komputerowego dysponującego odpowiednio dużą pamięcią. W przeciągu niespełna dekady odkrycie Jewgienija zmieniło oblicze świata naznaczonego dotąd cierpieniem i śmiercią. Jednakże ceną, jaką przyszło zapłacić za nieśmiertelność, było całkowite podporządkowanie własnego życia korporacji.

 

Vladimir nie pamiętał kiedy po raz ostatni widział światło dzienne. Przyszedł na świat w zaśnieżonym miasteczku korporacyjnym wzniesionym u podnóża góry, gdzie tunele rozpoczynały swój bieg. Przez większość czasu otaczał go mrok nocy polarnych lub sztuczne światło tuneli, w których spędził lwią część życia. Był najwyższej klasy specjalistą w dziedzinie cyber-neurochirurgii i korporacja dawała comiesięczny dowód uznania jego kompetencji w postaci nieprzerwanego strumienia kredytów oraz gwarantowała miejsce w alei gwiazd pośród prezydentów i najbardziej wpływowych ludzi ery nieśmiertelnej, gdy nadejdzie kolej na transfer jego świadomości. Lecz do tej chwili miało upłynąć jeszcze całe mnóstwo czasu. Czasu spędzonego na robieniu rzeczy, które przestawały mieć dla niego znaczenie. Vladimir poczuł dobrze mu znane ukłucie w piersi na myśl o tym, że resztę swojego naturalnego życia spędzi w ciasnych tunelach po to, aby cieszyć się nieśmiertelnością w programie Afterlife, z którego również nie było żadnej ucieczki.

 

'Doktor Piotrowicz pilnie proszony na konsultację do pokoju nr 640. Kod czerwony.' – oznajmił miły głos kobiecy rozchodzący się z głośników sali zabiegowej. Kod wiadomości oznaczał, że jej adresat miał natychmiast odstąpić od wykonywanej czynności i udać się niezwłocznie we wskazane miejsce. Nie zdjąwszy fartucha chirurgicznego, Vladimir pospieszył w kierunku windy. Pokój 640 zajmował Sasza Ivanov, opasły dyrektor techniczny ośrodka Afterlife, odpowiedzialny za nieprzerwane funkcjonowanie całego technopolis. Stanowisko dyrektora piastował tylko i wyłącznie dzięki temu, że poślubił najmłodszą córkę dyrektora generalnego korporacji, Tatianę Andriejewą. Jego kompetencje pozostawiały natomiast wiele do życzenia. Bywało, że w trakcie pełnionej przez niego służby, całe sekcje megakomputera wyłączały się, co zagrażało unicestwieniem tysięcy istnień, podczas gdy niczego nieświadomy Ivanov korzystał z niewybrednych przyjemności życia cielesnego w czerwonej dzielnicy korpomiasteczka. Jedynie za sprawą nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności udało się odratować zanikające świadomości. Doktor Piotrowicz nie chciał wiedzieć czego tym razem dopuścił się ten wstrętny prosiak.

 

Kiedy Vladimir przekroczył próg pokoju Saszy Ivanova, osobista asystentka dyrektora jednoznacznym ruchem ręki ponagliła go, aby jak najszybciej przeszedł do następnego pomieszczenia, gdzie na holopanelu zajmującego jedną ze ścian wyświetlał się status wszystkich aktywnych serwerów technopolii. Dyrektor stał nieruchomy jak posąg po środku chaosu. Z głośników wydobywał się ogłuszający ryk alarmu a pokój zalewała powódź migającego czerwonego światła. Ivanov wpatrywał się z grymasem niedowierzania w centralną część holopanela, która sygnalizowała zanik zasilania we wszystkich serwerach alei gwiazd. Do pomieszczenia wbiegła spanikowana asystentka. Zająwszy pozycję między swoim przełożonym a holopanelem, zaczęła energicznie podskakiwać wymachując rękoma w akcie desperacji. Sasza Ivanov trwał jednak niezmiennie w swoim transie, nie zwracając najmniejszej uwagi na wysiłki asystentki. Vladimir próbował zebrać myśli. Wiedział, że wkrótce i jemu zacznie udzielać się napięta atmosfera. Jak wyłączyć ten cholerny alarm? Instynktownie podskoczył do terminala dyrektora, ale ten był zabezpieczony hasłem.

 

Wybiegł z pokoju i dopadł komputer asystentki. Otwarty sklep z bielizną koronkową oznaczał włączony terminal. Lekarz odetchnął z ulgą i zalogował się do swojego konta w sieci, z którego w oka mgnieniu wydał dyspozycję wyłączenia alarmu. Ponieważ zlecenie pochodziło z komputera zlokalizowanego w pokoju dyrektora technicznego, system natychmiast przyjął rozkaz. Vladimir wrócił do sąsiedniego pomieszczenia. Sasza Ivanov cały czas stał w tym samym miejscu z rozdziawionymi szeroko ustami a asystentka wciąż przed nim podskakiwała usiłując wybudzić go z tego katatonicznego stanu. Kiedy dotarło do niej, że alarm wygasł, osunęła się na podłogę i schowała głowę w ramionach. Cisza, jaka nagle opanowała pokój, przerywana była łkaniem kobiety. Doktor Piotrowicz podszedł do nieruchomego dyrektora. Zaczął coś do niego mówić, pytać się czy wszystko w porządku, czy nic mu nie dolega, gdy nagle spostrzegł, że Ivanov nie oddycha. Chwycił bioskaner zatknięty za pasek spodni i przyłożył go do ramienia dyrektora. Skaner potwierdził najgorsze. Sasza Ivanov był martwy. Prawdopodobna przyczyna zgonu – atak serca.

 

Wstrząśnięty Vladimir chciał zrozumieć co się właściwie rozegrało. Zespół translacyjny był już zapewne w drodze z przenośnym serwerem, aby zgrać tyle ze świadomości zmarłego, ile dało radę. Dlaczego dyrektor umarł? Czy to, co wywołało alarm, przyprawiło go o zawał? Co dokładnie Ivanov zobaczył na holopanelu? Co właściwie uruchomiło alarm? Dlaczego wezwano go do pokoju dyrektora? Jeśli chciał uzyskać odpowiedzi na te pytania, musiał zacząć działać. Raz jeszcze spojrzał na holopanel. Aleja gwiazd pozostawała czarna. Czy oznaczało to, że najważniejsze jaźnie technopolii miały niebawem popaść w zapomnienie? Jaki to będzie miało wpływ na losy świata? Wnet w głowie doktora zrodziła się bardzo niepokojąca myśl: dlaczego brak zasilania w tym sektorze zbiegł się w czasie z translacją umysłu prezydenta Rosji, którą on sam niedawno przeprowadził?

 

Trzy piętra wyżej w sali zabiegowej doktor Vladimir Piotrowicz podszedł ponownie do stołu operacyjnego, na którym leżało ciało prezydenta Rosji. Zanim wybuchło to całe zamieszanie, lekarz przeprowadził ponad dwudziestogodzinny zabieg translacji umysłu prezydenta z jego mózgu do pamięci superkomputera. Za pomocą komendy głosowej Piotrowicz uruchomił automatyczne odtwarzenie zapisu procedury. Ekran holopanela rozbłysnął i zainicjował żądany film. Na stole zabiegowym leżał nieruchomy prezydent podłączony do grubych zwojów kabli, a Vladimir krzątał się jeszcze po sali operacyjnej. Kiedy był już gotowy, podszedł do pacjenta i zaczął opisywać przebieg translacji.

 

'17 marca 2275, godzina 12:00. Rozpoczynam zabieg transontokalkulacji świadomości pacjenta o numerze osobistym RU17032175991580. Zgodnie z dyrektywą korporacyjną TOK11 dotyczącą wysokich rangą urzędników państwowych, jaźń pacjenta zostanie wgrana bezpośrednio do Raju, sekcja AG-315, z pominięciem bufora bezpieczeństwa oraz związanych z nim niedogodnościami dla migrującej świadomości. Stan pacjenta: stabilny. Prawdopodobieństwo powodzenia translacji: wysokie.'

 

Nagranie leciało dalej lecz doktor Piotrowicz przestał zwracać na nie uwagę pogrążony w myślach o tym, gdzie popełnił błąd. Skoncentrowany do granic możliwości na odnalezieniu wyjaśnienia, nie zauważył jak jego ręka bezwiednie wyłącza dźwięk transmisji. Przeprowadził już niezliczoną ilość podobnych operacji i praktycznie każda zakończyła się sukcesem. Nigdy nie odstępował od przyjętych procedur. Lada moment drzwi jego kliniki sforsuje pokrzykujący oddział bezpieczeństwa z rozkazem pojmania go i aresztowania. Vladimir czuł rosnące napięcie. Nie przychodziła mu na myśl żadna sensowna odpowiedź. Wtem przypomniał sobie słowa dziadka Jewgienija: 'Pamiętaj drogi Vladimirze, że gdy kiedykolwiek znajdziesz się w punkcie, w którym żadne oczywiste wytłumaczenie nie będzie miało zastosowania, uwolnij swoją myśl i rozważ najmniej możliwe rozwiązanie.' Czy istniał taki scenariusz, którego on sam w ogóle nie wziąłby pod uwagę?

 

Pogrążony w poszukiwaniach odpowiedzi na to nowe pytanie, nie widział zdarzeń rozgrywających się w tle za jego plecami na filmie wyświetlanym przez holopanel. Scena po scenie nagranie ukazywało jak do sali operacyjnej włamuje się grupa zamaskowanych intruzów, którzy obezwładniają doktora a następnie wrzucają ogłuszonego na sąsiedni stół zabiegowy, by po chwili zacząć procedurę translacji jego umysłu.  

 

 

Koniec

Komentarze

Niezłe opowiadanko. Naprawdę chciałeś zgłosić je na Grafomanię?

Babska logika rządzi!

Zmarł na zawał serca i nadal stał nieporuszony, jak gdyby nigdy nic?

@Finkla, dzięki, nie wiem, po prostu kliknąłem. Później szukałem info dot. tego konkursu, ale nie znalazłem…

@AdamKB. A dlaczego nie?

A dlatego, że utrzymywanie równowagi na dwóch nogach jest procesem dynamicznym ciągłym.

Po prostu kliknąłeś i nie znalazłeś info? Hmmm.

Po prostu kliknij w zielony napis "Grafomania 2014" na samej górze opowiadania, a potem w pierwszy link.

Jeśli to nie jest tekst na konkurs, to masz pewne błędy. Na przykład odnoszę wrażenie, że mylisz patronimik z nazwiskiem. Reszty już nie pamiętam.

Babska logika rządzi!

nie wiem, po prostu kliknąłem

Yy…

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Hmm… na grafomanię za dobry, na nie-grafomanię ma zbyt wiele błędów – wybacz, że nie przytoczę teraz przykładów, ale czas goni, praca wre, życie nie zwalnia…

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Zgłoszenie opowiadania na grafomanię rzeczywiście było złym pomysłem. Jest ono zbyt normalne jak na wymagania tego konkursu ; )

Sam tekst nie jest zły. Dziwi mnie trochę nazwa korporacji, która – wydaje mi się – w Rosji by nie przeszła.

I po co to było?

Zostałam z rozczarowaniem, bo okazało się, że to normalne opowiadanie, a nie mój ulubiony gatunek święcący tryumfalnie na tym portalu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Nowa Fantastyka