Książka

| KOPIUJ

Recenzja:

PsychoFish

Droga zmienia czy tylko ujawnia?

{
Jeśli zinterpretować umierający świat „Drogi” metaforycznie, staje się niepokojąco zbieżny z otaczającą nas rzeczywistością.

Obiecywałem sobie od dawna, że „Drogę” Cormaca McCarthy przeczytam w oryginale ze względu na zachwalany, zwięzły styl. I zdecydowanie, jeżeli znajomość angielskiego na to pozwala, warto. Krótkie, oszczędne zdania, słowa ciężkie jak kamienie świetnie korespondują z przygnębiającą treścią. W „Drogę” ruszamy razem z mężczyzną i jego synem. Nigdy nie poznajemy ich imion, nie wiemy skąd wyruszyli, wiemy tylko dokąd zmierzają – na południe. Mają nadzieję przedrzeć się przez spaloną, pokrytą popiołem i dogorywającą Amerykę w rejony, gdzie być może jeszcze tli się życie. Wędrują wzdłuż tytułowej drogi, jednej z niewielu pozostałości już nieistniejącego świata, każdego dnia walcząc o przetrwania.

 

Najważniejsza lekcja

Cormac McCarthy prowadzi bohaterów przez kolejne potyczki o przeżycie, pokazując do jak niewielkiego, acz zwartego jądra apokalipsa może zredukować człowieczeństwo. Świetnie, przez opisy otoczenia, pokazana jest śmierć ekosfery, bez której człowiek nie może istnieć. W bardzo przygnębiającym świecie słońce prześwituje przez ołowiane chmury niezwykle rzadko, tak samo jak rzadkie są krótkie chwile szczęścia: pełny brzuch, nowe ubranie, chwilowe (i złudne) poczucie bezpieczeństwa. Świat „Mad Maxa” rozświetlało prażące słońce, świat „Drogi” to szarość pozbawiona przyszłości. Miłość ojca do syna, zredukowana do walki o przetrwanie, wybrzmiewa mocno w gorzkich monologach mężczyzny i szorstkich, cichych gestach. Jednocześnie chłopiec, pomimo wpajanych mu okruchów dobra, powoli uczy się nieugiętych reguł drogi. Brak zaufania to najważniejsza lekcja jego dzieciństwa, która powoli, wraz z doświadczanymi okropnościami, zmienia chłopca i przystosowuje do przeżycia.

 

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

Amoralność, zdziczenie, kanibalizm, brak litości to codzienność drogi. Nie należy spodziewać się wdzięczności za okazane dobro. Niczego nie należy się spodziewać, a już szczególnie od resztek ludzkości. Ten uderzający brak dobra, darwinistyczny egoizm i jakże szybki powrót do swoistej dzikości duszy, gwałtowna rejterada ze świata wyższych wartości i kultury to nader niemiła oraz wiarygodna diagnoza powierzchowności tego, co określa się człowieczeństwem. A jesli apokalipsa, opisana w książce, jest tylko metaforą współczesnego świata? Jeżeli ta szarość i zagłada to nie tylko przestroga przed tym, co może się stać w przyszłości, ale swoisty opis dzisiejszego świata umierających wartości, z wierzchu kolorowego, słodkiego, pełnego atrakcyjnych opakowań – a w środku martwego, spopielonego? Świata, w którym po krucjatach religijnych, użyciu gazu pod Ypres i nazistowskich obozach zagłady tak naprawde nic się nie zmieniło i człowiek człowiekowi bez przerwy pichci straszny los? Czy kanibale, więżący w piwnicy domu złapanych ludzi, nie przypominają współczesnych lalkarzy, usidlających np. konsumentów przy wykorzystaniu zależności prawnych, ekonomicznych lub psychologicznych? Czy ucieczka mężczyzny z synem, brak wystarczających sił by stawić czoła złu i zostawienie ofiar na pastwę ich losu nie jest jednocześnie smutnym podsumowaniem ludzkiej kondycji? I czy zarazem jakikolwiek ojciec, w podobnej sytuacji, zaryzykowałby życie własnego dziecka by podjąć walkę za kogoś innego?

 

Ten właśnie dualizm: niezmożona ojcowska miłość i troska a zarazem bezwzględność, bez której mężczyzna nie mógłby dbać o syna, mimo pozornej kontrastowości wydaje się wręcz naturalny. Niełatwo jest osądzać jednoznacznie postępowanie bohatera. Więź między rodzicem a dzieckiem jest potężną, emocjonalną osią, wokół której kręci się cały umierający świat, tym, co napędza bohatera do ciągłego przełamywania braku wiaru w to, że jutro będzie lepsze. Co zrobiłbym na jego miejscu? Jakich wyborów bym dokonał?

 

Warto

Autor serwuje niejednoznaczne zakończenie, które pozwala wybrać: czy wierzymy w dobro, w szczęśliwy finał czy też wszystko skończy się bardzo, ale to bardzo paskudnym grillem. Czy „Droga” zmienia podróżujących po niej czytelników czy tylko ujawnia im prawdę o nich samych?

 

„Droga” otrzymała angielską nagrodę James Tait Black Memorial Prize (2006) i Pulitzera (2007). W 2009 powstał film pod tym samym tytułem, wiernie oddający klimat książki i moim zdaniem – również wart obejrzenia. Lektura wymaga skupienia, przygnębia i... zostaje w pamięci. Jeśli zinterpretować umierający świat „Drogi” metaforycznie, staje się niepokojąco zbieżny z otaczającą nas rzeczywistością.

Komentarze

obserwuj

Byłem zdziwiony, że na portalu ni ma recenzji – więc hop, proszę.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oglądałem film – świetny, ale powieści nie czytałem. Zacna recenzja. yes

Radość. Warto przeczytać, malakh miał rację – mistrz treści. ;-)

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Powieść jak i film świeta. Mój luby nawet zaczął czytać :)

Nigdy nie chodzi o to, jak wielki jest problem, liczy się tylko, jak wielki jesteś ty.

Czytałam i to dwukrotnie  i bardzo mi się podobało :) 

Życie to piękny teatr, niestety repertuar marny.

Nowa Fantastyka