Książka

| KOPIUJ

Recenzja:

M_A_T

"To se ne vrati..." czyli Niezniszczalni w kosmosie

{
Robert J. Szmidt to nestor fandomu fantastycznego. Zajmował się tłumaczeniem tekstów, redagowaniem magazynów, w tym nieistniejącego miesięcznika „Science Fiction”, oraz pracą wydawniczą. Ale przede wszystkim był i jest pisarzem.

W Toy Landzie Robert J. Szmidt przenosi czytelników do drugiej połowy XXII wieku. Wszechświatem dzielą i rządzą Protektorat Teksańskiego Oceanii i Obu Ameryk, Polsko-Eurazjatycka Rzeczypospolitej Przestrzennej, Cesarstwo Kontynentalne oraz olbrzymie międzygalaktyczne korporacje. Grupa elitarnych najemników zostaje wynajęta do wsparcia naukowców mających dokonać nielegalnej penetracji Nowego Raju – planety o zbliżonym do ziemskiego składzie atmosfery. Nikt bowiem nie wiem, jakie skarby i niespodzianki mogą kryć w sobie nieznane krainy i czy pozornie prosta misja badawcza nie przerodzi się w walkę o przetrwanie.

Toy Land stanowi niemal doskonały literacki odpowiednik Kina Nowej Przygody. Fabuła łączy konwencję przygodowo-awanturniczej prozy science-fiction z elementami klasycznego horroru. Historia rozpoczyna się od spektakularnej katastrofy w przestrzeni kosmicznej, by zaraz przenieść się na dziewiczy glob, zmieniając charakter opowieści z space opery w kameralno-klaustrofobiczny dreszczowiec. Całość zaś kończy się w równie widowiskowy sposób na Ziemi. Dynamiczna akcja nie pozwala nawet na chwilę oderwać się od lektury.

Główni bohaterowie to pełnokrwiści, kipiący testosteronem i wybujałym ego żołdacy. Łączy ich doświadczenie w bojowych misjach i szorstka męska przyjaźń, pełna wzajemnych animozji, nieprzyzwoitych żartów i wulgarnych epitetów. Natomiast w momentach kryzysowych bez wahania są gotowi oddać za siebie życie. Uzupełnieniem, ale i przeciwwagą dla zmaskulinizowanego zespołu jest młoda pani doktor. Jej zachowanie odbiega jednak od wyobrażenia na temat szarej i przeintelektualizowanej dziewczyny naukowca. Połączenie w jeden dwóch jakże odmiennych światów jest źródłem dla wielu humorystycznych sytuacji.

Obok porywającej intrygi oraz bezkompromisowych protagonistów, Toy Land kryje w sobie mniej lub bardziej złośliwe komentarze i odniesienia do polskiej rzeczywistości – zwłaszcza politycznej, lecz również społecznej czy kulturowej. Zdecydowana większość jest dość oczywista, ponieważ odwołuje się do przywołania, nierzadko w innym kontekście, nazwisk polityków z pierwszych stron gazet. Są i bardziej subtelne nawiązania do różnych dzieł literackich i filmowych, jak i bieżących wydarzeń.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że pierwotna wersja tekstu składającego się na książkę Szmidta, ma już niemal dwie dekady. Początkiem Toy Landu był żart uknuty przez autora wspólnie z Andrzejem Ziemiańskim. Dlatego powieść jest nie tylko swoistą grą z gatunkiem, lecz rozliczeniem ze środowiskiem; zwłaszcza forumowiczami Fahrenheita (najstarszego polskiego e-zinu literacko-publicystycznego o tematyce fantastycznej). Zaznacza to zresztą sam Robert J. Szmidt, wskazując we wstępnym komentarzu niektóre osoby, będące pierwowzorem dla książkowych postaci; część z nich niestety już nie żyje. Dla fandomu to drugie, wcale nie mniej interesujące, dno powieści.

Lektura Toy Landu jest bardzo przyjemna i zapewnia wyjątkowo dobrą rozrywkę. Opowieść przywołuje na myśl najlepsze filmy przygodowe przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Ten niewątpliwie prosty świat, gdzie istnieje wyraźna granica między dobrem a złem, nie musi się wszystkim podobać. Współcześnie już nie tworzy się takich wyraźnie jednowymiarowych dzieł. Kto mimo poczynionych zastrzeżeń skusi się sięgnąć po książkę Szmidta, nie powinien w żadnym wypadku odczuć zawodu.

Nowa Fantastyka