- Hydepark: Wygibasy językowe

Hydepark:

inne

Wygibasy językowe

Kilka dni temu umieszczałem krótki wpis na bratnim portalu i wypadło mi użyć słowa tło w dopełniaczu liczby mnogiej. Najpierw na szybko wymyśliłem kilka potworków gramatycznych, potem zastanowiłem się i doszedłem do wniosku, że będzie się toto odmieniać zapewne analogicznie jak cło. Zapisałem zdanie, w którym pojawiło się mniej więcej takie stwierdzenie: w publikacji brakuje teł. I doszedłem do wniosku, że chyba coś jest nie tak, bo gdybym nie był autorem, to chyba bym nie wiedział o co chodzi. Rzuciłem się więc na poszukiwania i szybko ustaliłem, że wszystko jest OK.

Tak, język polski trudną i ciekawą materią jest... Meandry gramatyki i frazeologii. Pozostałości ze staropolskiego, różnice wynikające z rozbiorów, itd., itp. Myślę, że każdy ma w zanadrzu jakąś historyjkę, która nie dość, że może służyć rozrywce, to jeszcze nauce. Podzielicie się?    

Komentarze

obserwuj

To ja zacznę ;-D

Kilka lat temu na forum, na którym podobnie jak u nas, maltretowaliśmy wzajem własne teksty, rozpętała się burza o określenie: harpagan. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest to regionalizm. Pochodzę z Krakowa i to i po mieczu i po kądzieli z rodzin zasiedziałych w tych stronach. Dla mnie to było słowo słyszane na co dzień. Co ciekawe raczej u ludzi starszych, a w necie można znaleźć informację, że to określenie ze slangu miejskiego... Najtrafniej całą rzecz podsumowuje poradnia językowa PWN.

Podobnie, jakiś czas temu, zdziwiłem się na tym forum. Chodziło o rzeczownik nakastlik. Znów dla mnie najnormalniejsze w świecie określenie szafki przy łóżku. A tu się okazało, że to regionalizm o zasięgu ograniczonym do części Galicji. Mało tego językoznawcy upierają się, że praktycznie wyszedł z użycia. Otóż chciałem poinformować, że doniesienia o jego zgonie są cokolwiek przedwczesne...

Najzabawniejszą historię, jaka zawsze mi się kojarzy z różnicami językowymi pomiędzy regionami naszego kraju, usłyszałem lata temu od rodziny mojego serdecznego przyjaciela. Sytuacja miała wyglądać tak. Do Krakowa, ze Szczecina, przyjechało dystyngowane małżeństwo. Ona dziewczyna z dobrego domu, on kapitan żeglugi wielkiej i to głównie pływający pod banderą brytyjską, pomimo, że mówimy jeszcze o czasach PRL-u. Spacerują po Rynku Głównym, w końcu postanawiają, odwiedzić znajomych. Mają adres, wiedzą, że to niezbyt daleko od Starego Miasta, no ale nie wiedzą jak tam dojść. W związku z tym pan kapitan rozgląda się, spostrzega dość eleganckiego mężczyznę, zaczepia go, przeprasza i pyta o drogę. Nie wiadomo na kogo trafił, czy na mruka z urodzenia, czy gość miał zły humor, dość, że zamiast jak człowiek wytłumaczyć co i jak, to coś odburknął i chciał pójść dalej. Oficer nie przyzwyczajony do takiego traktowania, w świętym oburzeniu, rzuca za przechodnim:  Ty bucu! Facet odwraca się, czerwony, wkurzony i pięknym prawym sierpowym sprowadza kapitana do parteru!

Wyjaśnienie dla niewtajemniczonych. Buc w znacznej części Polski oznacza człowieka zarozumiałego. Nie jest określeniem miłym, ale nie jest również specjalnie obraźliwe. Jak mi kiedyś tłumaczyli znajomi z Torunia: coś jakby wołać ty zarozumialcze, tyle że o ileż bardziej ekspresyjny jest buc. Problem w tym, że w Krakowie to jest ciężka obelga. Wybaczcie słownictwo, ale to praktycznie synonim chuja.

A z innej beczki. Ostatnio z czystej ciekawości szukałem informacji o słowach: opodal i nieopodal zastanawiając się jak to jest, że mają w tej chwili identyczne znaczenia. Polecam ;-) Przy okazji dowiedziałem się, że jeszcze kiedyś funkcjonowało nieco opodal.

       

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Z czasów studenckich pamiętam kolejkę w sklepie spożywczym. My, chłopcy ze Śląska, chcieliśmy kupić “lyngę”. Pani ekspedientce mało oczy z orbit nie wypadły wink. Po długich wyjaśnieniach zakupiliśmy “wekę”. Dla nas “weki” to były przetwory w słoikach...

A wzmiankowany wyrób piekarniczy nazywa się po polsku – bułka paryska.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

U nas Staruchu to jest bułka wrocławska, czyli weka. Jak powiesz w piekarni “wrocławską proszę"” to dostaniesz wekę.

Można też naprawić buty/kapelusz/ramę u machera.

F.S

Fajny temat :-)

Ja się swego czasu zdziwiłam, że nie wszyscy w Polsce wiedzą, czym są “ciciki”, a i na pytanie, czym są hercklekoty, też można usłyszeć ciekawe odpowiedzi...

 

A też zdarzyło mi się tłumaczyć znajomej, która od wieeeelu lat mieszka za granicą, ale zawodowo współpracuje z polskimi firmami, że jeśli coś stanowi wyzwanie, to jeszcze nie znaczy, że jest to wyzywające... ;-)

Lolu, wytłumaczysz, co znaczą owe “ciciki” i “herzklekoty”. To drugie kojarzy mi się z kołatniem serca, ale pierwszego nigdy nie słyszałam.

Ja przeżyłam horror, pracując kiedyś w korpo. Mieszkam na Mazowszu. Dzwonię do kolegi w Tychach i proszę, żeby podał mi kod kreskowy jakiegoś nowego produktu. Wiem, że go dostał, bo sama wysyłałam towar. Na co słyszę, poczekaj, bo muszę polecieć na pole. Zdębiałam. U nas pole to rola, tam to po prostu na zewnątrz, na dworze.

A w swoim jednym opowiadaniu napisałam “rozdyźdała” – czyli rozgniotła, rozbabrała.

A moja babcia mówiła: potoknij statki, czyli opłucz garnki/naczynia.

 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Twój kolega, bemiku, pochodzi z okolic Krakowa. To my se chodzimy na pole. Mam szereg znajomych z różnych stron Górnego Śląska i jak słyszą ten zwrot to nieustannie mają ubaw. A dla nas jest on tak głęboko zakorzeniony, że się dziwimy, że się dziwicie ;-D Nie mówiąc o tym, że iść na dwór brzmi dla mnie idiotycznie. W dodatku zawsze stają mi przed oczami chłopi z widłami, idący na dwór ;-P

A to rozdyźdale to kojarzę, bo uznałem wtedy, że słówko ma mnóstwo uroku.

I dopisuje się do pytanie o ciciki i herzklekoty.

Faktycznie nazwy potraw są źródłem różnych nieporozumień. Weka jest przykładem sztandarowym. Mam dwójkę przyjaciół, którzy ze mną pracują. Jeden jest ze Śląska właśnie (choć rodzina pochodzi z kresów) a drugi spod Częstochowy. Do dziś np. kwestia kotleta i sznycla bywa pretekstem do docinków. A nie tak dawno porządkowaliśmy magazynek podręczny. Wołam w pewnym momencie do tego spod Jasnej Góry: Podaj te cholewy! A on rozgląda się, a potem patrzy na mnie jak na idiotę. A ja swoje i paluchem mu pokazuję. Po dłuższej chwili pada pytanie: Chodzi ci o gumiaki? Dla mnie jedna cholera, a on twierdzi, że cholewy to górna część wysokich butów, takich jak oficerki.

 

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Masz rację, KPiachu – ten kolega pochodził z okolic Krakowa.

A przy Twoich cholewach i gumiakach oplułam się kawą. Oczywiście że cholewy to górna część wysokich butów:-)

A z tamtych czasów (czyli kiedy poznałam wyrażenie “idę na pole”) pamiętam jeszcze wodę z lajtunga i hosentregery. Ja znam niemiecki, więc szybko mi zaczęło kołatać, o co biega. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hercklekoty – tak, jak pisze bemik – bicie serca, jak się ktoś zdenerwuje albo zobaczy obiekt westchnień ;-)

A ciciki – hm. To jest wszystko i nic. Paprochy na ubraniu, latające pyłki, a ja bym nawet też powiedziała na zamszowe buty, że to buty z cicika, bo takie mięciutkie. Ale może tak się mówiło tylko u mnie w domu...

bemiku, a skąd się wzięło potoknięcie statków?

Oczywiście że cholewy to górna część wysokich butów:-)

A co Ty tam wiesz o cholewach ;-D

Ja niestety nigdy nie uczyłem się niemieckiego i spotkania np. ze Ślązakami bywają zabawne.

 

@Foloin

Macher ma podwójne znaczenie. Dla mnie akurat podstawowym jest: złodziej, włamywacz ;-)

 

Edit:

@Lola

A ciciki – hm. To jest wszystko i nic. Paprochy na ubraniu, latające pyłki

Znaczy takie farfocle? ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Lolu, nie mam zielonego pojęcia, skąd moja babcia to wytrzasnęła. 

Dla mnie macher to z kolei ktoś zdolny manualnie. Na dobrego mechanika samochodowego powiedziałabym macher. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

KPiachu, czy “buty z cholewami” to gumofilce? ;-)

Fajny temat.

 

Edit: Hmmm, może “potoknij” pochodzi od potoku?

Babska logika rządzi!

Tak mi się przypomniało przy okazji buca – moi dziadkowie zawsze mówili cepaka, co znaczy po prostu cham.

No i jeszcze najważniejsze ćmaga ;D, czyli wódka. Pamiętam jak dziadek do mnie zawsze mówił ““Ty gnocie, takie ćmagi nie piją” :D  Jak kiedyś byłem w Częstochowie to mi na hasło “ćmaga” podali jakieś świństwo ziołowo-winowe.

Czasami też słyszę (to zwłaszcza na północy kraju) jak ludzie zaiwaniają do sklepu. Jak dla mnie to można zaiwanić coś ze sklepu.

 

Macher to rzemieślnik i tyle :P

F.S

A grom tam moją śp babcię wie. Ona potrafiła zwymyślać mnie od “kumunistów” jak w Boże Narodzenie szyłam ubranka dla lalek. Bo to podobno praca była! Na szczęście mama interweniowała i mogłam się bawić jak chciałam. wink

Edith: Foloinie, u mnie też się często mówi: Jak żeś zapomniał kupić po drodze, to zaiwaniaj teraz specjalnie!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale “potoknięcie” w mojej rodzinie też kiedyś funkcjonowało, ale chyba na poziomie prababć, za to chyba i po mieczu, i po kądzieli.

Babska logika rządzi!

“buty z cholewami” to gumofilce? ;-)

Pod warunkiem, że cholewka jest filcowa ;-) Dla mnie cholewa to homonim.

Zaiwaniają nie tylko na północy. Bardzo często np. poganiam dzieci: A teraz zaiwaniaj do sklepu! Ale raz, dwa! I żeby nie było, dostają kasę na zakupy... ;-P

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Tak z ciekawości spojrzałem do słownika – zaiwaniać znaczy szybko biec/robić coś. Ja tam całe życie słyszałem, że samochód/portfel komuś zaiwanili, ale nikomu nie będę besztać, że jest inaczej. Rozumiem, że nie każdy zna bałaki i że to rzadkość. Zwłaszcza tyle lat po wojnie.

Ale, ale hajtać się to chyba każdy zna – w znaczeniu pobierać się, a to też bałak hi, hi.

F.S

IMO, “zaiwaniać” znaczy to samo, co “za...dalać”. Identyczne różnice między formą dokonaną i niedokonaną. ;-)

Babska logika rządzi!

Jest zaiwaniać i zaiwanić – też znam oba znaczenia. Ale ja jestem mieszanką mazowiecko-przesiedleńczą, więc sam nie wiem, z której strony.

nikomu nie będę besztać

Omsknęła Ci się klawiatura, czy faktycznie tak używasz zwrotu besztać? Zamiast: nikogo nie będę besztać.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Nikomu nie będę besztać. 

Znam ogólnopolskie znaczenie tego słowa (to w którym Ty użyłeś), ale jako bałak (gwara lwowska) znaczy co innego nikomu nie będę wypominać, wmawiać :D:D:D Przyznam się szczerze, zawczasu, że znam to słowo w takim znaczeniu tylko z książek i słowników, bo u mnie w domu używało się ogólnego znaczenia.

 

Finklo nie zgodzę się z Tobą “za...dolić” i “za...dalać” mają to samo znaczenie. Natomiast “zaiwaniać” i “zaiwanić”  – pomijając bałak – nie.

F.S

Jak ktoś był w Łodzi to może słyszał o trambambule, to chyba najbardziej dziwne słowo z jakim miałam do czynienia. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@bemik – u nas się mówi “hołzyntregle” a nie “hosentregery”.

W kwestii regionalizmów – znani mi krakusi mówią: centimetry i szkarpa.

Natomiast w kwestiach kulinarnych – zawsze fascynowała mnie potrawa “kluski z makiem”. Jak to może smakować – te mączno-kartoflane kule posypane makiem? Czy nadziane makiem?

I szokiem dla mnie było, że dla niektórych “kluski” – to makaron smiley.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Macher wywodzi się z jidysz i tam oznaczało fachowca. W języku polskim oznacza oszusta i łączy się z zbitką szacher – macher oznaczającą oszustwo.

Margiano a co to znaczy?

Staruchu oczywiście, że kluski to makaron i u nas w domu, np. je się kluski z rodzynkami i serem. I pewnie kluski z makiem to makaron z makiem. Tak to rozumiem.

 

Edek:

Dinosie jak dla mnie to bardziej niemieckie słowo, ale biorąc pod uwagę że jidisz to mieszanina hebrajskiego i niemieckiego... Nie zmienia to faktu, że dla mnie i wielu starszych osób w moim otoczeniu macher to rzemieślnik (nie fachowiec pan Edziu złota rączka – tylko rzemieślnik) ;-)

F.S

Oczywiście, że w Wigilii jadam kluski z makiem, a nie jakiś tam makaron... ;)

Trambambula to piłkarzyki, z tego co wiem tylko u nas się tak mówi.

 

Jeszcze dosyć interesujące, ale mnie zawsze irytowało, jest słowo skrzybać, co potocznie znaczy skrobać np. szybę samochodu na mrozie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano ale w “ogólnopolskim” wychodzi, że makaron, czy to jakoś specjalnie się robi?

F.S

Nie, to nic specjalnego, śmieję się tylko, że tak się u nas mówi, ale oczywiście kluski z makiem znaczą tyle samo, co makaron z makiem. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Wiedziałem, że kluski to kluski. Kluski zawsze zostaną kluskami! Ave kluski! :D:D

F.S

A te okrągłe kuleczki, np. śląskie, to jak nazywacie? Makaron cheeky?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Kluski śląskie to kluski śląskie. :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przypomniało mi się, jak w Chęcinach chciałem kupić kołaczyka, a pani sklepikarka nie miała pojęcia, co to jest :)

Morgiano, czyli kluski to kluski i makaron to kluski?? Pokrętna ta polszczyznasmiley.

Co mi przypomniało stary śląski dowcip: spotyka się hanys z gorolem. Hanys mówi do gorola – fajnie że my się spotkali, to leć po halba. Na co gorol – a co to jest? Hanys w odpowiedzi – mosz recht, kup dwie.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Jak zauważyła Morgiana śląskie to śląskie, przeze mnie zwane ziemniaczanymi, dla odróżnienia od od zwykłych klusek mącznych.

 

Zygfrydzie brzmi jak ciasto, ale zapewne ciastem nie jest :D

F.S

Foloin, podpowiem. Towar spod lady w polskich szkołach.

Wpis obserwacyjny :)

 

Zgadzam się, że cholewy to cholewy, a gumiaki/kalosze to insza sprawa :) A ciciki są urocze...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Drożdżówki! :D A jakby tak wprowadzić drożdżówki pod regionalną nazwą?

F.S

To ja też coś dorzucę.

Otóż będąc młoda lekarką... (Wróć!) świeżo upieczonym pracownikiem wytwórni konstrukcji stalowych, trafiłem do działu kooperacji. W skrócie, zamawialiśmy  elementy (nie warte marnowania cennych roboczogodzin zakładu) w mniejszych firmach. To był chyba drugi miesiąc mojej pracy, jak trafiłem na firmę ze Śląska. Przywieźli do nas jakieś barierki, ale że były skopane, to stanowczo (a jak!) wezwałem podwykonawcę aby przysłał pracowników do naprawy wadliwych elementów (czyli wywiercić prawie 1500 otworów fi 13).

Pokazałem co i jak, gdzie na placu zwalili ich towar, dałem numer na komórę (w razie czego), i udałem się do cieplutkiego biura. Godzinę poźniej facet dzwoni i pyta się, czy nie dałoby się skołowac “sztaplarki”. Zgrywając fachurę, mówię: “Nie ma sprawy”, a potem lecę do kolegów z działu z pytaniem, “o co k***a mu chodzi“. Szanowni koledzy, w liczbie czterech, oczy w słup. Nikt, nic, nie wie. Latam jak głupi do technologów (internet wtedy jeszcze nie był takim dobrodziejstwem) i po narzędziowniach, aż w końcu zdecydowałem, że nie ma co zgrywać omnibusa i dopytam się u źródła. Chodziło o najzwyklejszy wózek widłowy.

Ot i cała pasjonująca historia. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Á propos narzędzi, materiałów budowlanych i podobnych rzeczy.

Jak tam u Was z flizami, które oczywiście układa fliziarz. ;-)

W kwestii regionalizmów – znani mi krakusi mówią: centimetry i szkarpa.

A oczywiście, że tak! Oprócz tego skrzętnie omijamy poprawne wymawianie zbitki trz i drz, w zamian wstawiając cz. W życiu od Krakusa również nie usłyszysz słowa pieniądze, tylko pińedze. Oprócz tego kombinujemy z akcentem i wydłużaniem i skracaniem niektórych samogłosek jak również z dźwięcznością głosek. Moja starsza córka była w zeszłym roku zdruzgotana, gdy szlajając się po Kaszubach była zwykle bezbłędnie rozpoznawana jako Krakus, ledwie otworzywszy dziób. ;-)

   Tak mi się przypomniało, choć to niekoniecznie musiała być wina krakowskiej wymowy, jak ponad 20 lat temu wybraliśmy się ze znajomymi na żagle na Mazury. Dojazd był dość skomplikowany, w końcu w sobotę w południe utknęliśmy w Rynie. Staliśmy niedaleko zamku i zastanawialiśmy się jak pokonać ostatnie 12 km. Obok był otwarty sklepik, taki spożywka i proszki do prania w jednym. Jedna z dziewczyn stwierdziła, że czegoś jej brakuje z kosmetyków, wzięła ze sobą kumpla i poszli robić zakupy. Wchodzą i od progu biorą byka za rogi: Dzień dobry! Czy jest Fa w kulce? Kobieta za ladą gapi się na nich jak na przybyszów z obcej planety i nic. Więc chłopak ponawia: Czy dostaniemy Fa w kulce? Ekspedientka przełyka ślinę i drżącym głosem pyta: A co to jest fafkulec?

Oj kupa śmiechu była z tego!  

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Znam bliźniaczą anegdotę od kogoś innego, to bardzo zabawne... ;) Tym bardziej, że to ktoś udzielający się na portalu ; p

 

Czy czydzieści czy!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:-0 Jeszcze mi powiedz, że miejsce akcji jest również w Rynie... 

czy czydzieści czy

Piszesz już jak Krakus ;-D

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A ja teraz nie regionalnie, ale ogólnopolsko, bo głupota wszędzie się pleni.

Jedziemy z mężem samochodem do jakiejś tam firmy. Wjazd zagradza szlaban. Strażnik gapi sie na nas, mój małżonek pyta więc grzecznie, niemal cisnąc nogą gaz, bo nam się okropnie spieszyło. A potem wglądało to tak:

– Może pan podnieść szlaban?

– Nie ma sprawy...

Małżonek depcze na gaz!

-... nie wolno!

Ja niemal ląduję twarzą na przedniej szynie.

 

I druga rzecz – “bynajmniej”.

Po dwóch godzinach wraca kierowca, który miał dowieźć extraszybko towar do jakiegoś marketu.

– Zrealizowałeś dostawę? – pytam go.

– Bynajmniej – odpowiada wielce zadowolony.

– To coś ty, k..., robił przez te dwie godziny? – pytam wściekła i widzę zaskoczenie na twarzy chłopaka.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No cóż słowa zmieniają znaczenie i język dostosowuje się do większości używających go. Porzuć słowniki i znaczenie słów w nim. Język kształtuje ulica, a nie akademia. Pomyśl co stało się ze znaczeniem słowa spolegliwy.

Jest bardzo, bardzo wiele słów, które zmieniły znaczenie. Jak Dinos wspomniał o spolegliwym, mnie przyszedł do głowy “powolny”, na ten przykład...

 

Nie, Kpiachu, “moja” anegdota fafkulcowa miała miejsce w Łodzi, hihi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mnie zawsze zastanawiało dlaczego ludzie uważają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła – a tu przecież nie chodzi o ciekawość w dzisiejszym sensie. Ech...

F.S

Nie? O.o

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A w jakim sensie? 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawość kiedyś oznaczała pośpiech, szybko. To przysłowie brzmiało by poprawnie: Pośpiech to pierwszy stopień do piekła.

 

Edek:

Zawsze mi się wydawało, że przysłowia są nośnikiem starych znaczeń, a tu proszę. Sam się w sumie zdziwiłem.

F.S

I pomyśleć, że to słowo pochodzi od czasownika ciec.

Czyli to ten sam rdzeń co przy “uciec” i “dociec” (dociekać)? W sumie miałoby to sens.

F.S

Kilka dni temu, w żartach, w gronie bliskich znajomych, kumpel kumplowi rzekł: A, bo ty taki spolegliwy jesteś! Oczywiście miała to być złośliwość wynikająca z kontekstu wcześniejszych żartów. Na co zaczepiony odpalił, że nie sądził, że jest aż tak godny zaufania, ale generalnie, oczywiście, bardzo dziękuje!

Przyznaję się bez bicia, że nieco się zdziwiłem, bo gość należy do tych, którzy dość poważnie traktują język ojczysty. Komóra w dłoń, słownik PWN i... Przyznaję się bez bicia: NIE ZNAŁEM PODSTAWOWEGO ZNACZENIA SŁOWA SPOLEGLIWY! Cholera, nie pociesza mnie nawet to, że część słowników przyjmuje drugie znaczenie do użytku potocznego.

Cóż, człowiek uczy się całe życie, a potem głupi umiera :-P

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Ja akurat już jakiś czas temu odkryłam zwodnicze znaczenie tego słowa. Dlatego staram się jak najrzadziej go używać, aby unikać konieczności tłumaczenia.

A ostatnio ktoś zakwestionował u mnie w opowiadaniu słowo “ukakoszyć”. Pytanie, a co to znaczy, sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy będzie zrzoumiałe dla czytelników.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, ja też pierwszy raz słyszę “ukakoszyć”. Musiałem literować przy przepisywaniu do google ;)

 

I hm... ja sobie chyba w końcu przeczytam słownik języka polskiego od A do Z, a nie tak tylko na wyrywki.

Cholercia, albo jestem taka stara, albo to regionalizm sad

Ja użyłam tego w znaczeniu “ukatrupić” albo “zabić”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A co to znaczy, że jesteś traka? Czy to też regionalizm?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ups. Już poprawiam! A Ty, Reg, słyszałaś “ukakoszyć”?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zabić? A mnie się to raczej kojarzyło “wychować”, “przytulić” ze względu na brzmienie (ka-ko i sz-sz-sz) i skojarzenie z kaczkami laugh 

Nie. Znam tylko określenie kokoszyć/ kokosić, ale to pewnie nic z tych rzeczy.

 

EDYCJA

No i rzeczywiście, nic z tych rzeczy. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No nie, zupełnie nie to znaczenie, czyli jednak muszę usunąć to słówko – zbyt hermetyczne.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No, niełatwo trafić w słówko, którego wujek G kompletnie nie zna. A drążąc temat: cząstka -kosz miałaby mieć coś wspólnego z trupem, zabijaniem, wyrzucaniem do kosza poćwiartowanych zwłok ;-) ? Tak przez analogię z u-ka-trup-ić.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Właśnie wkroczyłam w świat dzieciństwa za sprawą oczywiście konkursu. Wiecie, co znaczy: łazić po złyzach?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie. Kojarzę łażenie po drzewach. Co to są “złyzy”?

Babska logika rządzi!

Złyzy – tak mówiła moja babcia i mama, oznaczały coś niebezpiecznego, wysokiego bądź chwiejnego. Równie dobrze mógł być to stołek, na które wdrapywałoby się malutkie dziecko. 

To słowo nie istnieje w żadnym słowniku.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale edytor mi go nie podkreślił. Zaspał?

Babska logika rządzi!

Mnie złyzy podkreśla.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Odpytałem moje latorośle (rozrzut wiekowy od 11 do 18) i nie mają pojęcia. Stawiam na regionalizm.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Może nawet mniej niż regionalizm, a tylko rodzinalizm? Zdaje się, że tylko u mnie tak gadali.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Rodzinalizm, powiadasz. Bardzo mi się podoba to określenie ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A teraz znalazłam kolejny regionalizm: w opowiadaniu Grevince “Test Jasty” pojawiło się słowo “jadzić”. Sprawdziłam i okazało się, że to z okolic Krakowa, oznacza jątrzyć, ropieć. Notabene w tekście źle użyte, powinno być “jarzył”. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mnie jadzić, skojarzyło się z judzić, czyli jątrzyć.

Tak przy okazji, ciekawe skąd wzięło się dawne określenie żony brata – jątrew...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie zaś to jadzić skojarzyło się z jadem. To chyba dość prawidłowe.

O, takiej bratowej nie znałam wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ano, dawne nazwy odeszły w niepamięć.

Matka męża obraziła się na mnie niemal śmiertelnie, kiedy w początkach naszego małżeństwa, przy wódeczce, zwróciłam się do niej droga świekro. Trudno było ją udobruchać i wytłumaczyć, że nic złego nie miałam na myśli. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jadzić jest w normalnym obiegu, nawet nie wiedziałem, że to regionalizm. Zwykle używane z zaimkiem zwrotnym. Ta rana paskudnie się jadzi. W zasadzie czasownik jest faktycznie bardzo podobny do jątrzyć.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Moja mama zawsze nazywała piekarnik “duchówką”. Odziedziczyła to słówko po swojej mamie, która pochodziła z Lubelszczyzny. A ja jakoś zawsze słyszałem “dochówka”, przez “o”. Dopiero całkiem niedawno przy jakiejś rozmowie wypłynął temat tego wyrazu i zszokowany dowiedziałem się, że mama przez całe życie mówiła przez “u”, a wyraz pochodzi od “duch”, “dusić”. No cóż, zdezorientowany mózg jednak potrafi narzucić swą wolę zmysłom.

 

Z innej beczki: przypomniało mi się, że podobno jakiś znany Niemiec mieszkający w Polsce, chyba Stefen Moeller, powiedział kiedyś, że gdy uczył się polskiego i spędzał pierwsze miesiące w naszym kraju, stwierdził, że Polacy wyjątkowo lubią psy. Wszystko z powodu napisu bardzo często umieszczanego pod znakiem drogowym "inne niebezpieczeństwa”: “PIESI”, czyli, w jego mniemaniu, liczba mnoga od “pies”.

 

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

A ja dziś przypomniałam sobie, jak moja mama i babcia upominały nas, dzieci, żebyśmy ładnie siedzieli przy stole.  Nie wiem, skąd  takie coś im się wzięło, ale zawsze słyszałam, żebym porządnie/prosto usiadła, a nie jak w żydowskiej herbaciarni.

Podejrzewam, że żadna z nich nigdy w takim przybytku nie była, o ile coś takiego w ogóle istniało..

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Istniało, w jidish nazywało się to zdajsie (to po krakowsku ;-) ) Jidische Taistube. Pod adresem http://www.studnia.org/piaseczno/ulica.htm można poczytać co o nich opowiada Pan Jerzy Dusza. Ten sam link podaje Mirosław Bańko w poradni PWN odpowiadając na pytanie dotyczące tego samego powiedzenia.

Mam dobrego znajomego, który jest pasjonatem kultury żydowskiej. Popytam go przy najbliższej okazji o te lokale.

 

 

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Poczytałem trochę te wspomnienia Pana Duszy i zaciekawił mnie fragment:

 

HERBATKA OSZCZĘDNOŚCIOWA

Żydzi najwięcej pili herbaty. Robili to z namaszczeniem, jak w dalekowschodnich rytuałach. Pamiętam, że Lipsztat często mawiał, że pije herbatkę oszczędnościową.

– Co znaczy, panie Lipsztat, oszczędnościowa? – zapytałem w końcu.

– To jest tak – odpowiedział. – Biorę sobie szklankę gorzkiej herbaty. Wkładam do ust kostkę cukru. I jak piję, to mam herbatę z jednej strony, a cukier z drugiej. I jest słodko. W ten sposób oszczędzam na cukrze.

Z taką metodą picia herbaty i kawy spotkałem się na wschodzie, np. u Tatarów. I bynajmniej nie chodziło o oszczędność. Wymagało to odrobinę treningu, bo dokładnie rzecz biorąc należało napój przesączyć przez cukier trzymany w zębach. No i to nie były kostki tylko, takie, hmmm, jakby małe bałwany (mam na myśli te solne, nie śniegowe). Czyżby u Pana Lipsztata pozostało echo zwyczaju, a jego pochodzenie zaginęło w mrokach (nie)pamięci?

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Fajne, zajrzałam pod linki.

Ale jakoś sobie nie wyobrażam leżących czy półleżących Żydów w herbaciarni. Nie wiem, dlaczego ukuto takie powiedzenie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przez przedłużony weekend gościłam u siebie kilkoro internetowych przyjaciół córki i jej męża. W ramach wdzięczności pomogli nam trochę w ogrodzie. No i właśnie wtedy usłyszałam pytanie, na które nie wiedziałam, co odpowiedzieć:

– Ma pani haczkę, bo będzie szybciej?

Chłopak był z Gdańska. Podobno tak samo mówią w Poznaniu, a ja potrzebowałam opisu, żeby dać mu to narzędzie wink Wiecie, o co pytał?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O gracę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Coś w tym stylu, ale ja nazwałabym to motyczką.

A mój mąż od razu wiedział, bo bardzo podobnie brzmi to po niemiecku. A Gdańsk i Poznań to strefa niemieckich wpływów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I tak jestem zadowolona, że pomyślałam w dobrym kierunku. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bier ten hamer i majzel i do roboty!

To u nas się tak pogania smiley

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hamer to młotek na pewno, a majzel? Czy to nie jakieś dłuto albo przebijak?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hamer to “mechaniczny impulsator kinetyczny z napędem ręcznym”. A majzel – chyba przebijak. I tzw. ryl, czyli po polsku szpadel smiley. Oraz hercówa (łopata w kształcie serca).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Jasne, bez majzla i młota to nie robota!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Od prawie urodzenia używam wyrazu “haczka” i byłem w szoku dowiadując się, że ktoś go może nie znać :D 

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

smiley Ja nie znałam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja także nie.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Ja też pierwszy raz usłyszałem takie słowo.

Ale a propos słów często używanych, ale tylko lokalnie – czy wiecie co to jest “kara”?

(I od razu podpowiem, że daleko jej do zbrodni).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Czarna?

Babska logika rządzi!

Nie, Finklo :). Pozostałem w temacie – to służy do prac budowlanych (też).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hmmm. Będę strzelać: taczka?

Babska logika rządzi!

Bingo laugh

Naładuj ta kara maltą i drapko leć do mulorza

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Malta?

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Malta – czyli zaprawa :). Na budowie człowiek znacznie poszerza swoje słownictwo (i nie mówię tu tylko o łacinie) :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Betuję opowiadanie chłopaka z Wrocławia i trafiłam na chabezie/chabazie. Wygooglowałam sobie :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przypuszczam, że krzaki? U nas częściej chaberdzie. To oznacza również badyle, np. uschnięte kwiaty.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Drobne śmietki pochodzenia roślinnego?

Babska logika rządzi!

Krzaki, gałęzie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja znam “chabzie”. Też jestem z terytoriów poniemieckich, więc podejrzewam, że to ze wschodu przywędrowało. 

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

A słyszał ktoś kiedyś takie coś?

“siedziałyśmy z babcią na lepce”

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A wiecie co to”pazłotko”?

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Bemiku, lepka kojarzy mi się z polepą –> zdrobniale polepka –> skrócone do lepka = podłoga. Ale nie mam pewności.

 

Wiwi, już zapomniałam o pazłotku, bowiem dawno nie widziałam ładnie zapakowanej czekoladki. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mi lepka kojarzy się z jakąś ławką.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Autor obrazka podpisał: moi Dziadkowie na słynnej “lepce”

 

Na to określenie można natrafić we wspomnieniach starszych ludzi. Wydaje mi się, że głównie z mazowieckiego.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Tak się składa, że jedna moja ciotka mieszka w podradomskiej wsi i słowo “lepka” jest mi dzięki niej znane. Mają oni w domu stary kaflowy piec kuchenny, z jedną ciągnącą się wzdłuż ściany odnogą, na której nie ma żadnych palników. I na to mówią tam lepka. Nie wiem czy to służyło pierwotnie do czegoś konkretnego, np. do suszenia, ale obecnie, o ile mi wiadomo, głównie na tym się siada. Raczej w zimniejszych miesiącach :) Więc widzę tu pewną zbieżność ze skojarzeniem wiwi.

 

EDIT: Widzę, że tak dawno zacząłem pisać ten komentarz, że KPiach mnie ubiegł :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie ma to jak dobra lepka. I porządne pazłotko:) Jest taka miejscowość : Gołąb – podobno najbardziej wysunięty punkt Polski na wschód i tam na folię aluminiową mówią właśnie pazłotko.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

A kto zgadnie na co mój śp. dziadek mówił: dychówka?

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Jak sądzę na żeliwny piekarnik wbudowany w piec kuchenny. Może być również duchówka.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A może spiżarnia?

Babska logika rządzi!

Lepka była dla mnie zaskoczeniem, ale tak. Nigdy czegoś takiego nie widziałam w realu, tylko chyba raz na jakimś filmie.

Natomiast pazłotko znam, moja babcia tak mówiła.

A dychówka to zdaje się rodzaj pieca.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tak, dychówka to po prostu piekarnik:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Lepka, to przypiecek lub zapiecek (w północnych rejonach przypiecka, zapiecka).

W dzień do siedzenia, w nocy do spania. (w środku jest kanał, przez który przepływa ciepłe powietrze).

Dziadkowie w zimę wygrzewali na przypiecku stare kości :-)

Pomijając to, że przypiecek i zapiecek to nie jest to samo. To mam wątpliwości, czy przypiecek jest tożsamy z lepką. Bo zapiecek na pewno nie.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

To jasne, że przypiecek był z boku, a zapiecek z tyłu pieca. Rola była ta sama.

Rozwiewam Twoje wątpliwości:

 

– nalepa – część pieca, przypiecek, na którym się wygrzewano i pod którym można było rozpalać ogień ( definicje i hasła:  http://wordlist.eu/slowo/nalepa ) 

 

I jeszcze to –  Do pieca chlebowego z jednej strony był dobudowany przypiecek na palach drewnianych, do których przybite były deski z grubą warstwą na wierzchu nalepionej gliny, z drugiej strony była dobudowana nalepa, która była zbudowana tak samo jak przypiecek. ( http://www.archiwum.trzciana.pl/wioski/kamionna/ciekawostki/chalupy/dawnechaty.htm ) 

Myślę, że to zależy od regionu. W różnych regionach różnie mówiono. Dawna Polska, to zlepek wielu kultur. Zdunowie też nie budowali według jednego szablonu.

Przeklejam, z poduszczenia Cienia Burzy, post, który napisałem pod jego tekstem Spadek. Wywiązała się tam krótka dyskusja na temat wujka i stryjka. Cieniu użył tych określeń jako synonimów, regulatorzy oponowali, a Cień bronił się słownikową definicją, zwracającą uwagę, że współcześnie różnice znaczeniowe już zaniknęły. Zresztą, sami możecie kliknąć w link, przeczytać opowiadanie i prześledzić dyskusję.

 

To ja wtrącę tylko trzy grosze do kwestii powinowactw. Jasne, że historycznie stryjwuj to kompletnie co innego. To są stare określenia, z czasów, gdy zasadnicze znaczenie miało, czy dziedziczysz po mieczu, czy po kądzieli i obie linie pokrewieństw miały osobną nomenklaturę. Niestety, większość z tego słownictwa zaczynała ginąć już dawno. Kto dziś pamięta snechę, nieściorę, no może jeszcze świekrę, ale raczej nie w żywym użyciu. Na tym tle stryj i tak ma się najlepiej, ale Cieniu wykazał, że i tak traci autonomiczne znaczenie, a tak po prawdzie to wychodzi z użycia. Z tego co wiem, jedynie w Polsce środkowej, a w szczególności na Mazowszu, rozróżnienie stryjwuj jest jest celebrowane. Stąd i nie dziwota, że Reg wnosiła protest. Zapewne odgrywa tu rolę i geografia i rocznik (Reg wybacz tę ostatnią uwagę). Ze swojego doświadczenia dodam, że zdarzało mi się słyszeć określenie stryj zarówno w Beskidzie jak i na Podhalu. Przy czym używały go bądź osoby starsze, bądź mniej leciwi przedstawiciele rodzin wielopokoleniowych, mieszkających wspólnie – innymi słowy zapożyczały od starszych. Na podobnej zasadzie w rodzinie mojej żony funkcjonuje określenie stryjenka, ale jedynie w odniesieniu do jednej, konkretnej osoby.

W tym kontekście ciekawa może być lektura pozycji "Stryj, wuj, swak" w dialektach i historii języka A. Obrębskiej z 1929 r. Pokazuje, że stryjwuj (w nieco różnych odmianach, jak np. uj, czy stryja) występuje na terenie całej Polski. Jednak już wówczas autorka odnotowuje obszary, gdzie stryj zanika, chociażby Kępno, na zachód od Wrocławia, czy Kaszuby, z drobnymi wyjątkami (np. okolice Wejherowa).

Dobra, już nie męczę. Ale na marginesie. Może jednak warto, gdy jest okazja, chodzić pod prąd tendencji upraszczania języka i w tekstach, które piszemy przywoływać tego typu smaczki? Trochę mnie, przeraża, gdy młodzież z pokolenia mojej starszej córki (19 lat) bierze do ręki, wydawałoby się prosty tekst i stwierdza, że były tam słowa, których nie zna. Ostatnio okazało się, że takimi przypadkami są scheda oraz wolumin. Nie wspomnę, że kilka dni temu, widząc reakcję mojej latorośli na pewien fragment programu w TV, zrobiłem sondę wśród jej znajomych na temat takiego oto zdania: Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj. I z przerażeniem stwierdziłem, że większość patrzyła na mnie cokolwiek dziwnie. Nie wiem, czy powinienem wspominać, że ukończyli jedno z lepszych krakowskich liceów…

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

No cóż, dla mnie akurat “stryj” jest słowem oczywistym i nawet pozostającym w użyciu, ale z pewnych względów mój głos się w tej dyskusji obok głosu Regulatorów nie powinien liczyć ;)

Generalnie rzecz biorąc, moje wczesne skojarzenie co do “stryja” pochodzi, co ciekawe, z polskiego dubbingu Króla Lwa (nigdy zresztą nie widziałam tego filmu w oryginale). Tłumacze uznali za stosowne użyć słowa stryj w dialogach (tak Simba zwraca się do Skazy) i nie sądzę, by rzesza dzieciaków, które się na Królu lwie wychowały, miała mieć problem ze zrozumieniem znaczenia czy postrzeganiem słowa jako zbyt skomplikowane, “skoro przecież jest wuj” ;)

 

Z innej beczki, ostatnio podczas pracy nad redakcją jednego z tekstów do działu zagranicznego Szortala potknęłam się o problem niejakiego mlecznika. Tłumaczka stwierdziła, że słowo to wyszło z użycia i uparcie obstawała przy “dzbanku na mleko”, podczas gdy korektorka równie uparcie chciała ów mlecznik przeforsować. Ja jako redaktor stałam akurat po środku i przyznam, że zdziwiłam się słysząc, że nikt z otoczenia tłumaczki tego słowa nie znał... A Wy?

 

Ogólnie – jestem jak najbardziej ZA, jeśli chodzi o używanie słów rzadkich (albo po prostu rzadszych), byle z sensem. Język polski jest bogaty i piękny, nadmierne dążenie do upraszczania wszystkiego uważam za szkodliwe. Należy “odpowiednie dać rzeczy miano” i, cholera, używać synonimów, bo nie po to mamy takie grube słowniki języka polskiego, by z nich nie korzystać ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Melduję, że nie znam słowa mlecznik. Pierwsze skojarzenie szło w kierunku jakiejś rośliny. Nie mam pojęcia dlaczego, chyba że moja mózgownica uznała, że najbardziej podobnym wzorcem jest mlecz. Ale skoro mlecznik jest naczyniem na mleko, to nocnik jest naczyniem na noc ;-D

A powracając do wuja i stryja. Fajnie by było, gdyby te dzieciaki jeszcze wiedziały, że kiedyś te słowa niosły nieco różne znaczenia. Nawet jeżeli dziś używają ich jako synonimów. Pal sześć, jeżeli nie będą potrafiły podać na czym polegała różnica. Cóż stryj prawie całkowicie stracił swoje oryginalne znaczenie, ale jeszcze przetrwał jako synonim wuja. Boję się, że jakiś czas zniknie jak wiele innych określeń powinowactw. 

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Uzgodniłam ze sobą, że na nocnik powinno się mówić naszczynie. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Piękne ;-D W alternatywie mam szczynnik ;-) ale subiektywnie stwierdzam, że wygrałaś!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

W takim razie dodam jeszcze, że publiczną toaletę należałoby nazywać szczalet.

Szczalet jest szczynny, jeśli można zeń korzystać; jeśli nie, to znaczy że jest nieszczynny. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co do stryja – dla mnie to normalne, używane słowo. Pewnie, że obecnie większość ludzi brata ojca nazwie “wujem” ale jestem przekonany, że większość z tej większości będzie wiedziała, że to jest stryj, w przeciwieństwie do brata matki. Przynajmniej moje doświadczenia to potwierdzają. No i nieprawdą jest, że teraz nikt z młodych ludzi nie rozróżnia stryjka od wujka :) Zdarza się jak najbardziej, że ludzie mówią o stryjku nie o wujku.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

U mnie w rodzinie tylko mąż (ma już swoje lata) używa słowa stryj. Ja (choć jestem niewiele młodsza) nigdy go nie używam, choć znaczenie znam. Skąd to wynika? Moja rodzina od wielu pokoleń mieszka w Warszawie albo bardzo bliziutko. Natomiast rodzina męża mieszka dalej od Wawki, ale na Mazowszu oraz na Warmii i Mazurach. Tam starsze pokolenie używa tego na co dzień. Młodsze już nie, choc rozumie znaczenie.

A moje dzieciaki wiedzą, że stryjek to rodzaj wujka i już.

Mlecznika też nie słyszałam nigdy. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zabawna sprawa z tym mlecznikiem, w takim razie... No ale ja to pewnie jestem skrzywiona, bo moja mama ma lekkiego świra na punkcie porcelany, więc trochę tych skorup w domu zawsze stało... A, przy okazji, kto z Was wie, w jakim celu stawia się na stole kabaret? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Już wiem, ale musiałem sprawdzić...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Kabaret na stole? 

Sprawdziłam. Do tego doszła bomboniera i terrina (teryna). Ugh, kiedyś to pięknie podawano jadło!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A, teryny nie znałam :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Szczalet? Usronne miejsce. 

Znam kilka osób które używają wyrazu “mlecznik”. 

A co do teryny – zwiedzaliśmy kiedyś z rodzinką muzeum i zobaczywszy to naczynie zaczęliśmy zgadywać, do czego służy. Wszystkim od razu skojarzyło się z nocnikiem. Dopiero pani pilnująca wystawy oświeciła nas, że to naczynie na wino :)

 

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

teryna «okrągłe lub owalne naczynie z przykrywką, spełniające funkcję wazy do zupy» 

ewentualnie jeszcze żeliwne naczynie do pieczenia

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kurczę (pieczone zresztą), coś musiałem pochrzanić (z sosjerki, sosem chrzanowym).

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

Przyłączę się do dyskusji na temat mlecznika. Każdy, kto zbiera starą porcelanę wie, że serwis do kawy lub herbaty nie może się obejść bez tego naczynia. Ma określony kształt i nie sposób pomylić go z czymś innym. Serwis bez mlecznika jest niekompletny. Mówić na mlecznik “naczynie do mleka”, to tak, jak mówić na cukiernicę “naczynie na cukier”.

Co do bomboniery, jest to zawsze bogato zdobione naczynie. Służyło do przechowywania słodyczy i swoją atrakcyjnością miało kusić dzieci ( to dla nich były przechowywane w środku cukierki ).

Ciekawe, czy wiecie, że w pewnym okresie robiono z porcelany pieniądze?

U mnie na mlecznik mówiło się po prostu “dzbanuszek do mleka”.

O pieniądzach z porcelany nie słyszałam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O pieniądzach z porcelany również nie miałem pojęcia. Warto doczytać i pooglądać zdjęcia. Bajer!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Jak przyjeżdżają do Torunia ludzie z dalszych okolic w obrębie województwa, strasznie dziwi ich “ostrzynka”. Gdy już wiedzą, o co chodzi, tłumaczą, że mówi się “temperówka”. Na co my się dziwimy, bo ołówek się ostrzy, a nie tępi :D

Aha, i poza Toruniem i Chełmżą sporo osób nie wie co to sznytki. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

A czy temperowanie ma coś wspólnego z tępieniem? ;) Nie ma.

Niektórzy mówią też na to strugaczka...

 

A sznytka to bułka, prawda?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sznytka, to raczej kromka chleba.

 

Wiem że w Poznaniu, na bułkę maślaną, polukrowaną, mówi się  szneka z glansem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

U nas (Warszawa i okolice) sznytka to bułeczka nakrojona wzdłuż grzbietu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No właśnie pogrzebałam w odmętach internetów i wyszło na to, że po mazowiecku sznytka to taka bułka, o jakiej mówi Bemik (i ja właśnie z “Warszawy i okolic” to określenie znam), a po łódzku sznytka to faktycznie kromka chleba. Ależ się czuję dokształcona ;) Co jest o tyle zabawne, że jakoś w Łodzi się ze sznytką-kromką do tej pory nie spotkałam, mimo że żyję tu od urodzenia i kojarzyło mi się wyłącznie z bułeczką ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja się w Łodzi spotkałam ze sznytką o znaczeniu “kromka”. Za to bułeczki nie znałam.

Babska logika rządzi!

Na Śląsku jada się “sznity z bajlagą”, czyli kromki z “wkładką”.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Bo na Śląsku “pożyczali” sobie dużo z niemieckiego. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Joseheim, no nie ma, ale często tak mówimy, żeby odgryźć się przyjezdnym i zazwyczaj działa, bo sami jakoś temperówki z temperowaniem nie wiążą (na zasadzie bezrefleksyjności).

A w Toruniu i Chełmży sznytka to oczywiście kromka, zazwyczaj chleba. Kojarzy mi się to z niemieckim schneiden, czyli kroić, ciąć.

 

Swoją drogą, u mojego dziadka mówi się “ryby w stawie wierzgali” oraz “ja zrobił”, “ja poszedł”. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Swoją szosą, to ciekawe, że “zatemperować” i “utemperować” mają tak różne znaczenia...

Ale wierzgające ryby niezłe. :-)

Babska logika rządzi!

Po tym “wierzgali” łatwo można poznać, czy ktoś pochodzi z okolic Siemiatycz (oczywiście chodzi o starsze osoby). Nawet jeśli zgubi akcent, męskoosobowe formy zazwyczaj pozostają. Nie jestem pewien, ale to jest chyba wpływ języka Ukraińskiego (bo dalej na północ dominują już wpływy Białoruskie).  

Przypomniało mi się coś jeszcze, mianowicie “podwójne j” (tak to nazywam). Tata często mówi np. “nie jjesz”. Ogólnie “i” i “j” czasem przyjmuje na Podlasiu coś pośredniego, przez co są problemy z pisonią (coś jak nasze “u” i “ó”). Nawet mówi się tam “ji długie” i “ji krótkie”.  

 

Ps:

Wiecie co znaczy “grdulić”?

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Kojarzy się z grudkami, ale nie mam pojęcia.

Babska logika rządzi!

Ugrdulony to jak dla mnie pomięty, pognieciony, coś w ten deseń?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim – dokładnie, chociaż moja mama mówi “zgrdulony”, czyli powiedzmy “zmięty” ;) Narzeczona zrobiła ciekawą minę, jak pierwszy raz usłyszała ode mnie, że “zgrdulił mi się fartuch”.

Jeszcze coś mi się przypomniało. Mój przyjaciel z Hajnówki raz uraczył mnie słowem “czortopchajka”, określając stary, zniszczony zębem czasu pociąg. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nazwa jest swego rodzaju skrótem od: środek transportu w stanie tak lichym, że chyba tylko czort sprawia, że jeździ.

 

Swoją drogą, ja tam cały czas mówię “stryj”, a jakiś specjalnie wiekowy nie jestem. 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Czortopchajka rządzi ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czortopchajka jest piękna. A grdulić w życiu  nie słyszałam. World zresztą też nie słyszał, bo podkreśla :)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Word tępy jest i wielu słów nie zna...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Przypomniało mi się coś jeszcze, mianowicie “podwójne j” (tak to nazywam). Tata często mówi np. “nie jjesz”

 

Jestem spod Lublina i u nas też tak się mówi laugh jjem/jjesz. Pamiętam moje zaskoczenie, gdy dowiedziałem się, że to słowo pisze się przed jedno “j”.

Specjalnie posłuchałam samej siebie – też mówię (mazowieckie) jjesz blush. A pamiętam, że moja babcia mówiła “jeich” np. to jest jeich, czyli to jest ich.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O, u mnie też ktoś mówił “jeich”. Ale nie mogę sobie przypomnieć kto. Chyba dziadek.

Babska logika rządzi!

Kolega od czortopchajki sugeruje, że podlaskie “jjedzenie” to jest bardziej “i-edzenie”, czyli “i” jest wymawiane niejako w separacji i nie przechodzi w pełne “j”. 

Swoją drogą, zastanawiałem się ostatnio, czy “he” jako tak ma coś wspólnego z “ha” z hindii. Podobnie nasze “jeno” i irańskie “jeno”. Te wyrazy to pozostałość po wspólnych rdzeniach indoeuropejskich (jak kąt-kon’a, czy wiedza-weda), czy czysty przypadek?

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Myślę, że w językach nie ma przypadków. Raczej dziedziczymy albo przeinaczamy nieco brzmienie. Taki przykład: niemieckie Eidgenossen (towarzysze związani przysięgą) przekształciło się w hugenotów. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to powiedzcie mi, czy u Was używa się jeszcze słowa “klupać” i jeśli tak, to w odniesieniu do czego?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czy na Śląsku to nie oznacza pukania?

Babska logika rządzi!

Chyba masz rację – na Śląsku zapewne pukanie. A w środkowej Polsce?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Owszem, pukanie, ale w trochę szerszym sensie. Bo i kotlety można “klupać”.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

A u mnie klupanie ma dwa znaczenia.

  1. Klupać, czyli rąbać niedużą siekierką patyki i cienkie gałązki (używało się tego jako rozpałki do kuchni lub pieca) 
  2. Kury klupią ziarno albo kogoś w paluch.

Tak mi się to przypomniało, jak moja Hania chciała dziś nakarmić przez siatkę kurki i za długo trzymała trawę i mlecze w rączce. Kurka sama się upomniała o smakołyk i dziobnęła (klupnęła) dziecko w rączkę. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pierwsze słyszę, wow i wow.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Również pierwsze słyszę. Osobiście klupanie kojarzy mi się z pluskaniem ;).

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dla mnie klupanie to zdecydowanie pukanie. Ale określenie znam tylko i wyłącznie z powodu intensywnych kontaktów ze Ślązakami. U nas (znaczy w Krakowie) nie występuje.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Wpadłem dzisiaj w TOK FM na audycję z udziałem prof. Włodzimierza Gruszyńskiego. Wybitny filolog i spec od języka polskiego z okresu XVII i XVIII w., notabene redaktor naukowy słownika języka polskiego z tego okresu (można go odwiedzić tutaj). Poza wszystkim Gruszyński potrafi opowiadać i świetnie się go słucha. Audycji możecie posłuchać tutaj, myślę, że naprawdę warto. A, zapomniałem, tytuł to: Skąd w języku wyjątki?

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A wiecie co znaczy słowo “ksiuty”? 

Właśnie dziś mąż zapytał mnie, dokąd idę. Właśnie zbierałam ze stołu talerze i oczywiście miałam zamiar wynieść je do kuchni, więc odparłam ironicznie, że idę na ksiuty. Nie wiedział, co do niego mówię cheeky

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Plotki? Kojarzę, że to coś, co baby robią we własnym gronie.

Babska logika rządzi!

Ksiuty, to chyba jakieś figle-migle, albo inne bara-bara.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, czym są ksiuty, ale uważam, że to miłe i wspaniałe, że po iluś latach małżeństwa nadal małżonkowie potrafią się zaskoczyć, nawet jeśli tylko chodzi o znajomość jakiegoś słowa ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

I Finkla i Reg mają rację. Moja mama tak mówiła wychodząc do sąsiadki na ploty, ale sprawdziłam w słowniku, że bara-bara też mogłoby być. Czyli obie opcje prawidłowe.

Jose, rzeczywiście po 36 latach trudno się zaskakiwać, ale jeszcze się zdarza. Zapewne jak dożyjemy razem do 50-tej rocznicy, będzie to już zupełnie niemożliwe wink albo wręcz przeciwnie – będziemy się zaskakiwać każdym wypowiedzianym słowem – z racji demencji. Tfu, na psa urok!

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, demencja też ma swoje dobre strony. Pozwala prowadzić nawet dość ożywione życie towarzyskie – możesz nie wychodzić z domu, a codziennie widzisz wokół siebie nowe twarze. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, no wiesz!!! Zatkało mnie. A kiedy mnie odetkało, to po prostu ryknęłam śmiechem. I to jest odpowiednie podejście do życia!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cieszę się, Bemiku, że dobrze zrozumiałaś. I że też masz właściwe podejście do życia. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A jak się te “ksiuty” czyta? Przez “ksjuty”?

 

Tymczasem w moim słowniku pojawiło się nowe słowo: rychtyk.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie, ksiuty czyta się jak książkę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Od deski do deski? ;p

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie, najważniejsze są przypisy. ;-)

Babska logika rządzi!

I fragmenty wykropkowane przez cenzurę obyczajową. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

XD

To może dokończę z tym “rychtykiem”.

 

Rozmowa z kumplem:

– No i tam były takie ptaki wydające taki świdrujący dźwięk.

– To może żurawie?

– No, albo rychtyk żurawie...

– Że co!?

– Noo, rychtyk. Tak samo jak.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Hm, A to “rychtyk” to nie jest “richtig” może? Czyli prawdziwe, właściwe itd. Tak się u nas mówiło kiedyś. “Tyś jest richtig fajny karlus” np. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Jeden mój znajomy mawiał “to jest rychtyg powiedzóne”. Ale on się wygłupiał i nie był ze Śląska.

Babska logika rządzi!

Ja też znam rychtyg – to jak “wypisz, wymaluj”. A na pewno pochodzi z niemieckiego. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O właśnie, jest rychtyk – jak raz w sam raz!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

"Mój" rychtyk jest akurat z Podlasia. Może jakieś pozostałości po Prusakach?

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

A Doroszewski podaje tak:

1 a) zupełnie tak, właśnie tak, taki jak, akurat, dokładnie

1 b) dobrze, należycie, porządnie, tak jak trzeba

2) na pewno, ani chybi, niezawodnie

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A wiecie, co znaczy rzegotanie? Natknęłam się właśnie, betując tekst i choć z kontekstu jasno wynikało, o co chodzi, sprawdziłam sobie w Internecie. No i oczywiście zastąpiłam powszechnie używanym słówkiem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie wiem, ale kojarzy się z rzekotką...

Babska logika rządzi!

Niejako słusznie, choć chyba nie do końca wink

Czyli Warszawa i Łódź nie wie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Łódź już wie, bo sprawdziła.

Jedyne skojarzenie miałam z Żegotą, ale okazuje się, że między RZ i Ż jest ogromna różnica. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czyli bez sprawdzania byłoby 3 x nie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bez sprawdzania strzelałabym w odgłos wydawany przez żaby.

Babska logika rządzi!

Trajkotanie?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Łódź potwierdza, że bez sprawdzenia nie wiedziała ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Staruchu – nie. Musisz sprawdzić. Poczekamy jeszcze na inne regiony naszego kraju, czy wiedzą, a może nawet używają.

Pod Częstochową mówią inaczej niż w reszcie Polski. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

U nas kobity “rzegotają” (czy “żegoczą” – cholera wie jak się to pisze), czyli właśnie trajkoczą. Ale wyguglałem i tak bardzo śląskie znaczenie się od słownikowego  nie różni :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Podaję oficjalne słownikowe znaczenie: rzegotanie znaczy grzechotanie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Galicja zna ;-) choć nie wiem, czy mogę samozwańczo okrzyknąć się przedstawicielem reprezentatywnym. W każdym razie potwierdzam podane znaczenie z jedna uwagą: dla mnie to określenie jest związane głównie z odgłosem zepsutego mechanizmu. Trochę podobnie jak określenieszelącze.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

W betowanej przez mnie książce rzegotanie oznaczało grzechotanie czegoś w pudełku.

szelącze znaczy gruchocze?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Szelącze albo  szeląta. Prawie to samo, tylko nieco ciszej. Gdy w samochodzie szeląta to nie jest dobrze, a jeśli rzegocze to się już rozleciało ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Matko, toż to brzmi jak język obcy, jakiś czeski albo słowacki laugh

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Z innej beczki – czy wiecie, co to jopek? Bo odkryłam, że w słowniku PWN tego słowa nie ma ; D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Galicja zna ;-)

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć skąd w sercu Polski takie chętne utożsamianie się z nazwą nadaną przez zaborcę :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Beryl, bój się Boga! W czyim sercu?!

Jose, walet?

Babska logika rządzi!

Z innej beczki – czy wiecie, co to jopek? Bo odkryłam, że w słowniku PWN tego słowa nie ma ; D

Z innej beczki – czy wiecie, co to jopek? Bo odkryłam, że w słowniku PWN tego słowa nie ma ; D

 

Jeśli chodzi o karty – zamiennie z waletem:)

 

W praktyce delikatne określenie osoby ‘lekko stąpającej po ziemi’ w szerokim rozumieniu i kontekście, nieobraźliwe. Trudno sformułować definicję. Inna sprawa, że poza rodziną z tym określeniem się nie spotkałem, toteż nie wiem czy u Ciebie też tak się to rozumie.

 

Beryl, bój się Boga! W czyim sercu?!

Pisałem jedną ręką :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

A caps lock się popsuł? ;-)

Babska logika rządzi!

Jak zapewne się domyślasz pomyłka niekoniecznie była objęta moją świadomością :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Jeśli chodzi o karty – zamiennie z waletem:)

Chyba jupek? Bezpośrednio od dupek.

 

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć skąd w sercu Polski takie chętne utożsamianie się z nazwą nadaną przez zaborcę :)

W sercu, powiadasz... Nie daj Bóg, to byłoby zbyt blisko stolicy i zbyt płasko ;-)

Sprawa jest złożona... Tu i ówdzie nadal wiszą portrety Franciszka, przymiotnik galicyjski jest powszechny, echa przynależności do Cesarstwa Austro-Węgierskiego pobrzmiewają tu i ówdzie. Choć można również usłyszeć co nieco o golicji i głodomerii... Żeby to rozumieć, to pewnie nie tylko trzeba się tu urodzić, pewnie trzeba pochodzić z rodziny, która tu mieszka od dwustu, czy trzystu lat. Można jeszcze trochę poczytać, bo są prace i artykuły poświęcone dokładnie temu zjawisku.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Cóż, jak masz coś na ten temat, co można podlinkować, to podlinkuj w wiadomości prywatnej. Jak masz jakieś swoje spostrzeżenia, to też chętnie posłuch... poczytam. Bo tak prawdę mówiąc, to ta galicyjskość mnie drażni.

A tutaj już może nie offtopujmy :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Tak, chodzi o waleta. I jednak znam wersję przez o, KPiachu ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja – ale zaznaczam, że nie musi to być ogólnie przyjęte na Mazowszu – używałam nazwy jopek dla jokera, ale to było dawno, w dzieciństwie, gdy grywałam w remika z rodzicami.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To jak się dopytam w kwestii, która ostatnio niechcący wyszła.

Czy u kogoś jeszcze mówi się “na podobę”?  

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Gdy byłam na wsi w Puszczy Noteckiej, syn sąsiadów zapytał, czy może zerwać parę jabłek, tak na spróbę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, “na podobę” słyszałam niejednokrotnie, “na spróbę” zresztą też. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja słyszałam raczej “w podobie”. Spróby nie znam.

Babska logika rządzi!

A kojarzycie słówko “plereza”? Mnie się przypomniało jakoś tak kompletnie z niczego.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jest w którejś piosence bodajże Maleńczuka.

Babska logika rządzi!

Zetknęłam się z fryzurą.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja to słowo znam z serialu animowanego “Kim Possible”.

Zgadza się. Moja mama krzyczała na mojego brata: idź z tą plerezą do fryzjera, bo wyglądasz jak bikiniarz!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A czy młodzi ludzie wiedzą, kim byli bikiniarze?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak odmienić przez przypadki imię “Makoa”? Odmienia się w ogóle?

Mururoa się nie odmienia, boa też nie, więc chyba można zostawić w spokoju. Chyba że to imię żeńskie, wtedy próbowałabym podobnie do statui.

Babska logika rządzi!

Męskie. Ok, dzięki.

Wiecie, co znaczy słowo “sfluchany”? Ja już wiem, kiedy spoglądam na moją sunię po spacerze :-)

Tak mówiła moja babcia i mama.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Znalazłam coś takiego, Bemiku, ale niewiele zrozumiałam. Teraz martwię się o Twoją sunię... ;)

 

Ksiega ustaw na zbrodnie, i ciezkie policyine przestepstwa

https://books.google.pl/books?id=pz9iAAAAcAAJ

1817

Zaraz po tém, i bezwszelliiey zwicki czasu przyarlesztowany summarycznie sfluchany quzie. §. 288. Do kaàdey Inliwizycyi; oprócz ро przysiçgìego pisarza ...

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No aż tak źle nie jest. Podejrzewam, ze to jakieś przekręcone pochodne słowo od “pluchy”. W mojej rodzinie tak się mówiło na kogoś “brudnego na mokro”, czyli jak wracałam po zabawie w deszczu i kałużach do domu, to słyszałam, że jestem sfluchana. winkPodejrzewam, że to nawet nie jest regionalizm czy gwara, tylko rodzinna słowna niepoprawność w mojej rodzinie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie, Reg, nie! Nie można całkowicie ufać komputerom ;-)

W przytoczonym przez Ciebie fragmencie jest banalne słówko: słuchany. Tam nie ma literki “f”, przyjrzyj się oryginałowi. Problem polega na tym, że digitalizacja starych książek polega na ich skanowaniu. W efekcie różne algorytmy, w tym wyszukujące, pracują na obrazach, a nie na ciągach znaków. Innymi słowy dokonują rozpoznawania znaków na podstawie obrazu (OCR) no i niekiedy się mylą. Szczególnie gdy obraz jest gorszej jakości, ma słaby kontrast, albo gdy trafiło się jakieś zanieczyszczenie.

 

EDIT: Twój cytat brzmi:

Zaraz po tém, i bez wszelkiey zwłoki czasu przyaresztowany summarycznie słuchany będzie.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dzięki, KPiachu.

Nie mam pojęcia, co robią algorytmy, a to że wyszukują i pracują na obrazach, to już w ogóle, ale cieszę się, że sunia Bemik nie zostanie przyaresztowana i nie trafi do kozy, mimo tego całego sfluchania. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Do usług ;-)

A ja tam nie jestem pewien, czy Bemik nie przyaresztuje suni za to, że tak się sfluchała. Choć z drugiej strony pies w kozie to jakieś horrendum ;-D

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Bemik za bardzo kocha sunię, więc nawet sfuchanej nie przyaresztuje i do rzeczonej okropności z kozą nie dopuści. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zdecydowanie nie dopuści, wszak jest współwinna owego sfluchania – założyła bowiem suni uprząż i pociągnęła psa (albo raczej została pociągnięta) na rowerze przez mokry las :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mój zwierz unika sfluchania jak tylko może :P Ale u niego na liście priorytetów suchy jest zdecydowanie wyżej niż wysikany...

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Mój pies to husky –  u niej na pierwszym miejscu listy znajduje się “wybiegana”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To się nie dziwię, że sfluchanie jej nie straszne :)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka