- Hydepark: Star Wars - Przebudzenie Mocy - opinie (Uwaga! Możliwe SPOILERY!)

Hydepark:

czasopisma

Star Wars - Przebudzenie Mocy - opinie (Uwaga! Możliwe SPOILERY!)

Ostatnia część Star Wars jak to piszą “demoluje boks ofisy na całym świecie”.  Jest to też, nie ma co ukrywać spore wydarzenie fantastyczne. Mam wrażenie, że komercyjna machina dawno nie rozkręciła się na tak niebotyczną skalę – figurki, naklejki,  plakaty atakują na każdym kroku. Xwingi zaatakowały nawet urodzinowy tort NF ;) 

Zdarzają się jednak głosy zupełnie sceptyczne. Co o tym sądzicie? (tylko bez spoilerowania) 

Jako bezkrytyczny fan pierwszej trylogii, wybieram się oczywiście, ale chyba dopiero po świętach (i chyba dopiero wtedy zajrzę do wątku) ;) 

 

Komentarze

obserwuj

Wpis obserwacyjno-wpisowy. Można też dodawać by najdziwniejsze miejsca z których atakują Gwiezdne Wojny ;) 

Nie biegam, bo nie lubię

Nie wybieram się. Disney nie płaci podatków.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Możesz szerzej, Dzikowy. Jakich podatków i gdzie? 

Nie biegam, bo nie lubię

http://www.icij.org/project/luxembourg-leaks/new-leak-reveals-luxembourg-tax-deals-disney-koch-brothers-empire

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Byłem wczoraj w IMAXie. Ładne. Dobra muzyka (wiadomo, John Williams). Wtórna fabuła. Ze dwa razy szczerze się śmiałem. Jedna scena absolutnie przepiękna. Do połowy ogląda się przyjemnie i raczej bez żenady, potem robi się gorzej i pojawiają się dziury.

Daisy Ridley jako Rey super, reszta niekoniecznie. Zwłaszcza Carrie Fisher – wygląda, jakby była pijana na planie, porażka kompletna.

 

[TROCHĘ SPOILER] Osoby o wrażliwości lewicowej ucieszy odwrócenie (w pewnym sensie – nie chodzi o zmywanie garów) ról płciowych bohaterów. [KONIEC SPOILERA]

 

Waham się między 6/10 a 7/10. Lepsze niż I-III, gorsze niż IV i V, nie wiem, jak w porównaniu do VI. Na kolejne części pójdę.

Corcoranie, wydaje mi się, że temat z opiniami, ale bez spoilerów chyba mija się z celem. Proponuję przebić temat na “Dyskusja o Przebudzeniu Mocy – SPOILERY” i porozmawiać sobie w gronie tych, którzy już widzieli.

Jeśli jak do tej pory nie byłeś na seansie, to stanowczo odradzam wsłuchiwanie się w jakiekolwiek głosy ocenne – nie ma co się nastawiać negatywnie bądź pozytywnie.

Chyba tak jak zrobił Tojestnieważne, jest ok. Rzeczywiście chyba warto dodać do tytułu uwaga spojlery

Nie biegam, bo nie lubię

Jako fan – przynajmniej dawny fan (przeczytałem do 2007 roku wszystko, co było wydane wśród książek,a to kilkadziesiąt pozycji) – chodzę wkurzony od czwartkowo-piątkowej nocy.

Finn i Kylo Ren to postaci fatalnie napisane, a szczególnie na druga źle zagrana (w ogóle dobór aktora to jakiś żart).

Jest mnóstwo dziur logicznych, jakby zliczyć to pewnie więcej niż w całej starej trylogii. Poczynając od (mini-spoiler) kuszy Wookiech i podróże w nadprzestrzeni po finałowe rozstrzygnięcia (umiejętności Kylo Rena).

Widać, żenad scenariuszem pracowały trzy osoby, bo niektóre sceny są jakby doklejone taśmą klejącą. Między niezłymi dialogami i fajnymi żarcikami, subtelnymi nawiązaniami pojawiają się zupełnie niewyważone wstawki. Zdarzało mi się uśmiechnąć, czasem film mnie rozbawił, ale były też momenty (liczba mnoga!), w których przewracałem oczami z politowania.

Jeśli chodzi o muzykę – to pierwszy film, w którym żadna z melodii nie jest charakterystyczna, nie powstała żadna urzekająca kompozycja (na youtube można wysłuchać całego soundtracku).

Film obejrzałem z przyjemnością, bo to jest dobra, kosmiczna rozpierducha, ale to nie są Gwiezdne Wojny, jakie lubię, a raczej skok w stronę marvelowskiej części widowni. Wszystkie sześć dotychczasowych epizodów kupiło mnie o wiele bardziej.

Dużo większe oczekiwania mam po Rogue One niż po kolejnych epizodach. Szczególnie spoglądając na reżyserów (nie jest dobrze).

Ładnie edytowałem tytuł? :)

Psypiknie :) 

Nie biegam, bo nie lubię

Sirin, przez większość komentarza wyglądało na totalną klapę.  A później: obejrzałem z przyjemnością ;) 

 

Niemniej, jeśli już nie oglądałbym Star Wars (a będę) , to z racji sposobu, w jaki potraktowano Carrie Fisher,  tzn. pozbawiając ją (przywłaszczając) prawa do dochodów że sprzedaży wizerunku. 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Właśnie – wróciłem. Wiadomo – “Osiem i pół” czy “Czas apokalipsy” to nie jest. Ale ogląda się całkiem przyjemnie, wyłączając czasem rozsądek. Aktorsko – pozytywnie zaskoczył Boyega, do aktora grającego Kylo Rena ja akurat większych uwag nie mam (za to moi synowie go niszczą), Harrison Ford za to jakoś tak na ćwierć gwizdka.

[spoiler] Standardowo (ale tak było i poprzednio) czasem scenariusz sobie, a logika sobie. Największą bazę Imperium (znaczy Najwyższego Porządku) niszczy siedem X-Wingów (co prawda syn twierdzi, że w “Nowej Nadziei” wróciło sześć smiley)? Gdzie są Star Destroyery?? Gościu od czyszczenia kibli rani wytrenowanego szermierza, mistrza zakonu? Położenie bazy Rebelii znane Imperium, a tu nawet śladu ewakuacji? Jeszcze ci żołnierze Imperium – no rany, jakieś przerysowane Hitlerjugend! Bez takiej szarży się nie dało?

Poza tym – zero polityki (na aktualny czas może i dobrze) oraz mało Mocy. Mam też nadzieję, że to już ostatnia zniszczona Gwiazda Śmierci, bo to Imperium to jakieś straszne naiwniaki są – co zbudują, to tylko raz im się uda wystrzelić . Starczy marnowania zasobów wink [spoiler]

Należy “Przebudzenie Mocy” traktować jako wstęp do dalszych części. I jako wstęp jest o niebo lepsze niż “Mroczne Widmo”. Część następną obejrzę z zainteresowaniem.

 

 

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

To jest dosyć znamienne, myślę, że większość ludzi wytyka masę wad, ale mówi, że następną część obejrzy, a to jest dobrą rozrywką. W świecie, w którym ludzie operują głównie skrajnościami, a skala 1-10 oznacza, że istnieją tylko dwie oceny, to naprawdę ciekawe zjawisko.

Niesamowicie dziwi mnie taka duża doza antypatii dla Kylo Rena. Mam wrażenie, że trzeba by każdemu wchodzącemu do kina pokazywać zdjęcie Adama Drivera, żeby nie było zaskoczeń, że wygląda jak wygląda.  W czasach kiedy gwiazdami kina są ludzie o urodzie Benedicta Cumberbatcha można by pomyśleć, że nikt już nie będzie się czepiał kolesia za to, że ma długą twarz

Słyszałem też zarzuty, że daje się pokonać jak ciota i jedyne co robi przez cały film to zabicie dwóch bezbronnych dziadków, ale z drugiej strony, co robi Vader w SAMEJ tylko Nowej Nadziei: dusi jednego bezbronnego kolesia, zabija bezbronnego dziadka i zestrzeliwuje kilka myśliwców, które nie mogą robić uników, po to tylko, żeby dać się zestrzelić, bo nie spojrzał w bok.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Byłem, widziałem, bardzo mi się podobało.

Głosy krytyki mnie dziwią i smucą, bo to dowód na to, że choćby reżyser stanął na głowie i zaprezentował ósmy cud świata, i tak sentyment i czas zrobią swoje i poleje się krytyka. A może po prostu narzekających słychać najgłośniej?

Fanem SW jakimś wielkim nie jestem, choć bardzo lubię. Stare części są świetnie, druga trylogia średnia, “Przebudzenie...” znów świetne. Czuć klimat starej trylogii, jest ciekawie i efektownie, Daisy Ridley przecudowna, Adam Driver kupił mnie całkowicie (nie rozumiem, jak można się czepiać, że czarny charakter ma niepasującą twarz czy tego typu pierdoły), Ford to klasa sama w sobie. Polecam.

Polecam też. Jak dla mnie najlepsza część z cyklu :)

Była jakaś ukryta scena po napisach? :>

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Mi się z kolei wydaje, że wysokie oceny są właśnie kwestią sentymentów i tęsknot.

Film zdecydowanie mi się nie podobał, choć nie mogę tak po prostu nie polecać, bo nigdy nie byłem fanem serii. Tzn. filmów, ponieważ kiedyś grałem w gry komputerowe osadzone w uniwersum, gry, które mnie zachwyciły – KOTOR 1 i 2. W porównaniu z nimi, zwłaszcza z częścią drugą, film fabularnie i klimatycznie leży. Tak samo leży w kwestii postaci. O ile ta dziewczyna i Finn mi pasowali, o tyle cała reszta już nie. Kylo Ren jest słabiutko rozpisany. Tylko na początku intryguje, potem raczej wzbudza zażenowanie doprawione znudzeniem. Jest takim konglomeratem klisz i schematów. Mam też nieodparte wrażenie, że rola Hana została napisana na siłę i że w porównaniu z poprzednimi częściami jest on zwyczajnie mdły we wszystkim, co robi. Ciekawostka, moja żona mi powiedziała, że Harrison Ford ponoć odrzuca wszystkie propozycje filmowe, bo już zwyczajnie nie chce grać. Jak sądzicie, zgodził się ze względu na 34 miliony czy sentyment? Tak czy siak, zagrał byle jak ;-) 

I odwrotnie, mnie niepomiernie dziwią zachwyty. Choć po zastanowieniu chyba jestem w stanie je zrozumieć, bowiem mam ogromny sentyment do S. Kinga i od czasu do czasu kupuję jego nowe książki, i choć jestem świadomy, że często są raczej, delikatnie mówiąc, średnie, to i tak oceniam je wysoko.

Zastanawiałam się nad pójściem do kina, ale po zapoznaniu się z zajawkami, zdecydowałam, że nie ma co kasy marnować. Nie jestem fanem poprawności politycznej, więc te kobiece i afroamerykańskie postaci wywołały u mnie niesmak. Ponadto zdziwiłam się widząc coś, co podejrzanie przypomina Gwiazdę Śmierci – czy w tym Hollywood nie potrafią już wymyślić nic oryginalnego?  

Pewnie obejrzę jak będzie na jakimś netfixie czy coś.

Hmm... Dlaczego?

Kiedy Imperium i im podobni nauczą się w końcu, że budowanie Gwiazd Śmierci to NIE JEST dobry pomysł? :D

Jak dla mnie film dobry, świetna muzyka, niektóre ujęcia wgniatają w fotel, zabawny ( i to nie  żenującym w stylu  Marvelowskich “ciętych ripost”).  Bardzo drażni natężenie zbiegów okoliczności w fabule, no i to, że w sumie to nic się nie wydarzyło... Film w ogóle nie popycha akcji do przodu, no ale jestem w stanie to zrozumieć powiedzmy (trzeba zrobić wprowadzenie po tylu latach nieobecności na ekranach). Nierówne efekty specjalne (Maz z baru wygląda świetnie, a potwory ze statku Hana niedużo lepiej niż Jar Jar), WIELKI MISTRZ ZAKONU pokonany przez osobę, która pierwszy raz w życiu miała miecz świetlny w ręku. Generalnie ciężko się oglądało tego Kylo bez maski, nie podoba mi się za bardzo to postać.

Za to rudy Hitler wypadł dobrze :D

No nieźle.

Drewian: to bardzo ciekawe, że w Tobie, kobiecie, niesmak wywołał wątek silnej kobiety.

Rey is the best Jedi evah!

Poza tym mamy nowy, epicki bromans :D

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Finn musiał przejść do ruchu oporu, bo to jedyny szturmowiec który celnie strzela.

Film niezły wizualnie, ale historia nie powala. Chyba za stary już jestem...

Do momentu pojawienia się Hana, nawet mi się podobało. Potem, seria zbiegów okoliczności mających wprowadzać postacie/wątki, zaczyna coraz bardziej przypominać kiepską sesję RPG: “Słuchajcie, musicie zniszczyć Wielką Stację Bojową, a ty jesteś wybrańcem. Co? Oczywiście, że sam to wymyśliłem!”

Ktoś już wspomniał o braku oryginalności w kwestii konstruowania nowych broni ostatecznej zagłady. A wystarczyłoby zajrzeć do paru książek z cyklu ABY (After Battle of Yawin), lekką ręką uznanych przez Lucas Arts za “niekanoniczne” – więc za “nie byłe”, żeby mieć całą epidemię wymyślnych machin zagłady. Nie. Budujemy jeszcze (!) większą gwiazdę śmierci. A! I na wszelki wypadek zostawmy jakiś słaby punkt, żeby “rebel scums” mogli ją zniszczyć w kwadrans. Ciekawe, ile zapłacili za ten scenariusz i dlaczego ja nie mam takiej fuchy?

Finn i Poe widzieli się jakieś 10 minut zanim ich rozdzielono, a potem zachowują się jakby znali się całe życie.

I najważniejsze. Chce być jak Mark Hamill. Pojawić się na ekranie na trzy minuty, nie powiedzieć ani słowa i zainkasować kilka milionów dolarów.

Ech...

A Rey fajna. BB-8 też.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tojestnieważne –  ja nie lubię być celem sztuczek marketingowych, a postać kobieca w ostatnim filmie Gwiezdnych Wojen taką właśnie sztuczką zdaje się być. We wszystkich recenzjach czytam, że film jest odtwórczy, że reżyser i scenarzyści, nie wymyślili nic nowego, tylko zerżnęli żywcem z pierwszych (znaczy IV, V i VI) trzech części. Jedyną „nowością” jest Afroamerykanin i kobieta-Jedi. A ponieważ ta wspomniana kobieta-Jedi jest silną kobietą, to mi, jako silnej kobiecie, ten film ma się podobać.

?!

Mocno przepłacani kolesie w jakimś plastikowym, nabotoksowanym Hollywood myślą że mi wcisną kit, jeśli ten wspomniany kit sprzeda tzw „silna postać kobieca”. Ja mam w pupie taki marketing.

Hmm... Dlaczego?

Nie no, co do poprawności politycznej tego filmu to bym aż tak znów nie przesadzał. W obu poprzednich trylogiach były przecież czarne postaci i to stosunkowo ważne (Lando Carlissian, Mace Windu), a kobieca postać Jedi to według mnie ciekawa nowość. ( bo takiej postaci nie było).

No nieźle.

Kobiety Jedi były, tylko nigdy nie pełniły w głównych filmach wielkiej roli. No dobra, tak po prawdzie, to chyba się nawet żadna nie odzywa, ale można je zobaczyć. Za to jeśli chodzi o ogólnie silne kobiety, to przecież były w serii od zawsze, tyle, że na drugim planie. Innymi słowy: to nie tyle “nowość”, co przesunięcie akcentów.

Faktyczną nowością jest potraktowanie tych złych w zupełnie inny sposób niż dotychczas.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Kobiety były w serii. W niektórych książkach na pierwszym planie. I były to postacie bardziej efektowne od męskich odpowiedników.

 

Wczoraj drugi raz odwiedziłem kino i zobaczyłem Przebudzenie mocy – tym razem w wersji 3D. I pogorszyło to moją opinię o filmie, w szczególności o mam-jedną-minę Finnie oraz Kylo Renie, którego lekceważą nawet szturmowcy, co dopełnia śmieszności tej “potężnej” postaci. Dialogi między Hanem i Leią to przykład, jak nie należy pisać dialogów. A to, że nie ma fizyki w Gwiezdnych Wojnach, to nie od dziś wiadomo. Starczy przypomnieć sobie, jak w Zemście Sithów bohaterowie ślizgają się na skutek przechyłu (w stosunku do planety) krążownika unoszącego się w przestrzeni kosmicznej.

W Przebudzeniu nie ma magii star wars (może tylko kilka elementów scenografii); pozostała jedynie przygoda. Nie czekam na epizod ósmy, bo poza Rey i Lukiem nie ma tu ciekawych bohaterów (co wy widzicie w tym BB8?), większe nadzieje pokładam raczej w spin-offach.

Czy jestem jedynym, który nie podchodził do tematu kobiety oraz murzyna jako do przejawu poprawności politycznej, ale po prostu obejrzał film?

Nie. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Oczywiście, że nie. Mam swoje zdanie na temat, dlatego zaczepiłem Drewian. Szerzej wypowiem się za jakieś dwa dni, boŚwienta.

Przyznam, że oglądając film absolutnie nie zwróciłam uwagi na to, że głównymi bohaterami są dziewczyna i Murzyn. Nie przeszkadzało mi to. A przede wszystkim – nie myślałam o tym.  Bo po co? Zawszeć to jakaś odmiana.

 

Przeszkadzało mi za to sporo innych rzeczy, ale... No cóż, zasadniczo zarzuty, które mogłabym wygłosić, już padły. Powiem tylko, że dobór aktora do roli Kylo Rena był moim zdaniem największym strzałem w kolano twórców filmu. Ja nie mam nic przeciwko temu aktorowi, nie znam go zresztą. Tyle tylko, że jeśli połowa sali kinowej parska śmiechem, kiedy główny zły zdejmuje maskę, to chyba ludzie od castingu naprawdę zawalili sprawę... Do tej sceny ze zdjęciem maski oglądało mi się nawet nieźle. A potem za każdym razem, jak go widziałam, zaczynałam się śmiać. Nici z napięcia, dramatyzmu i klimatu. Kulminacyjna scena filmu zepsuta przez długi, wielki nos i oczy skopanego spaniela. I po co to komu?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, muszę się nie zgodzić. Kylo to nie główny Zły. Tym głównym ma być Snoke. Wg mnie Kylo to któs w rodzaju Anakina Skywalkera, czyli nieopierzony gołowąs któremu się WYDAJE, że jest wielkim “badassem”, a naprawdę jest rozwydrzonym nastolatkiem. I mam nadzieję na ciekawy rozwój tego bohatera w następnych częściach. Pewnie będzie jednak po najmniejszej linii oporu i Kylo nawróci się na Jasną Stronę na łożu śmierci.

Myślę że śmiechy wynikały z tego, iż kino spodziewało się drugiego Vadera, a Kylo nim nie jest i pewnie nie będzie. Ale to chyba dobrze? Kylo Ren ma być ewoluującą postacią, a nie pomnikiem w stylu Vadera. 

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Staruchu, Snoke to sobie w tle siedzi na powiększonym hologramie i palcem nie kiwnie. W tym jednym, konkretnym filmie głównym złym jest właśnie Kylo Ren. Co będzie w kolejnych częściach serii – zobaczymy. Oby jego też nie ośmieszyli.

I ja wcale nie oczekiwałam, że Ren będzie drugim Vaderem. Tylko że po prostu ma śmieszną twarz i tyle. Ośmiesza nią domyślnie pseudo-twardą, ciemnomocnostronową postać, którą gra. Sądzę, że w niejednym kinie wybuchy śmiechu były na porządku dziennym. Po prostu jest to bardzo źle dobrana twarz do danej roli, i tyle. On nie musiałby być zniewalająco przystojnym młodzianem, wystarczy, że nie byłby śmieszny. A jest, a to wiele psuje.

 

Poza tym: po linii najmniejszego oporu, a nie po  najmniejszej linii oporu. Wybacz, nie mogłam się oprzeć :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sorry – mój błąd smiley. A Snoke “nie siedzi na hologramie”  (bo chyba na jakimś tronie), tylko przedstawia go hologram, albo jego postać jest wyświetlana jako hologram. Wybacz, nie mogłem się oprzeć devil.

Na szczęście w kinie (na seansie na którym byłem) nikt się nie śmiał. Co prawda rzeczywiście zdziwienie po zdjęciu maski jakieś było, ale nie budziło śmiechu. Dla mnie właśnie Kylo Ren jest nadzieją na ciekawą fabułę w przyszłości, bo przecież nie Rey (od zera do bohatera) czy Finn (”ocalacz” świata z przypadku).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Reżyser J.J. Abrams z kolei wyjaśnił, że film miał za zadanie nie tylko przedstawić pojawienie się nowych bohaterów, czyli Rey i Finna, ale również pokazać historię Kylo Rena, ze szczególnym zwróceniem uwagi na przełomowy moment w całym „Przebudzeniu Mocy”, gdzie Ren całkowicie oddaje się Ciemnej Stronie.

 

<<Na długo przed tym, jak dobraliśmy tytuł, pomysł „Przebudzenia Mocy” zakładał nie tylko ewolucję bohaterów, ale również ewolucję czarnego charakteru. I to nie takiego, który już jest określony, ale kogoś, kto dopiero się poddaje. „Gwiezdne Wojny” posiadają największych złoczyńców w całej historii kina. Tak więc wprowadzenie do tego świata nowego łotra było niezwykle trudne. Wiedzieliśmy, że musimy zrobić coś cholernie odważnego. Jedynym powodem dla którego Kylo Ren ma nadzieję stać się godnym następcą Darth Vadera jest to, że tracimy jedną z najbardziej lubianych postaci. – podkreślił J.J. Abrams.>>

 

No to pierwszy krok już zrobili, najpierw się z niego śmieją, potem będą nienawidzić.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przypuszczam, że poprawność polityczna mnie denerwuje, dlatego, że muszę się z tym problemem użerać codziennie i widzę na własne oczy jak to (nie)działa.

Hmm... Dlaczego?

No i zajrzałam tu, mimo że star łorsy zobaczę zapewne jutro. :) Widziałam trailery i jakoś do głowy mi nie przyszło, że fakt występowania w filmie Murzyna i kobiety w rolach głównych jest przejawem poprawności politycznej. Zwłaszcza, że kobiety były dotąd niedoreprezentowane. Tak to już jest, że na świecie są również kobiety i Murzyni. :) Chyba przeciwnicy poprawności politycznej czasami przesadzają tak samo jak jej zwolennicy.

Zwłaszcza zarzucanie, że kobieta ma główną rolę jest śmieszne, biorąc pod uwagę częsci IV, V i VI  :D 

I wiadomo, czarnego też przecież poprzednio w filmach nie było, a już na pewno nie grał ważnej roli...

 

… prawda? :)

Był jeszcze Lando Carlissian.

W sumie całe szczęście, że głównej roli nie zagrała czarna kobieta. :) 

 

I w ogóle, to jak się tak głębiej zastanowić, to gdyby było inaczej, znowu by pisano, że głównymi bohaterami są biali mężczyźni, a przecież na świecie występują także czarni oraz kobiety. Już nie mówiąc o takim dziwolągu, jak czarna kobieta. ;) Gdzieś czytałam, że żadna z poprzednich części GW nie zdałaby testu Bechdel, więc w tym bardziej w takim ustawieniu bohaterów jak w “Przebudzeniu mocy” nie widzę nic złego.

 

Dziś wieczorem idę. :)

 

EDIT: A, to jeszcze dodam, że w serialu “Star Wars. Rebelianci”, który podobno należy do kanonu, są trzy silne i równorzędne postaci kobiece. Pilotka Hera, miłośniczka granatów Sabine i Jedi Ahsoka. To dopiero okropnie okropna poprawność polityczna. ;) Kobiety Jedi występowały już wcześniej, nie były rzadkością. I zgadzam się z jednym z poprzedników, że tu najwyżej mogło dojść do przesunięcia akcentów – bo jak na liczbę kobiet Jedi, które gdzieś tam w tle się pojawiały, aż dziwne było, że tak mało ich występowało w bardziej znaczących rolach. Niekoniecznie jako Jedi, oczywiście, ale ogólnie – w rolach aktywnych, nie pasywnych.

 

Uch, dużo się upisałam jak na kogoś, kto nie widział filmu. ;)

Gdzieś czytałam, że żadna z poprzednich części GW nie zdałaby testu Bechdel

Albo źle pamiętam na czym polega ten test, albo to nieprawda :) Amidala rozmawia z pozorowaną królową bynajmniej nie o mężczyznach :)

I wiadomo, czarnego też przecież poprzednio w filmach nie było, a już na pewno nie grał ważnej roli...

 

Byli,  byli... 

 

 

Skoro już mowa o czarnych bohaterach

:D

Nie biegam, bo nie lubię

Amidala rozmawia z pozorowaną królową bynajmniej nie o mężczyznach :)

 

O, rzeczywiście. Racja.

 

EDIT: Może więc to było o częściach IV, V, VI, bo przypomniałam sobie, że Amidala zamieniła też kilka słów ze swoją już-za-chwilę-martwą “sobowtórką”, która została wysadzona w powietrze zamiast niej. :)

Corcoran: LOL  :)

Obejrzałam. Bardzo, bardzo mi się podobało. Zdecydowanie bardziej niż części I, II i III, trudniej mi porównywać z IV, V, VI, bo to jednak inne czasy były. Chociaż na marginesie przyznam, że moim zdaniem I, II i III najbardziej (oprócz Jar Jara, rzecz jasna) zepsuł Hayden Christensen w roli Anakina. Nie mam pojęcia, jak można było zaangażować kloc drewna to zagrania tak złożonej postaci. Zepsuł swoją rolę, zepsuł rolę Padme (bo zachodziłam w głowę, jak taka kobieta mogła się zakochać w tak kompletnym durniu), zepsuł film. Fuj, Hayden, fuj.

Rozumiem jednak tych nie-fanów SW, którym się “Przebudzenie mocy” nie podobało. Bo w końcu co tu ciekawego i odkrywczego? Kolejne starcie dobra ze złem, kolejna uniwersalna opowieść o lojalności, o najgorszych i najlepszych ludzkich cechach, przyjaźni, wyborach, etc. No i dużo strzelają. Trudno w sumie znaleźć tu coś oryginalnego, nowego, zaskakującego. Ot, opowieść.

Moim zdaniem ta część stoi przede wszystkim bohaterami. Rey jest fajną postacią, dobrze zagraną (chociaż moim ulubionym Jedi wciąż pozostaje Kanan Jarrus:)). Finn też jest udany (całe szczęście, że – wbrew trailerom – to postać z humorem, pewną lekkością). BB-8 moim zdaniem nie dorównuje R2-D2 czy Chopperowi, ale ma momenty. Han Solo to Han Solo, nie zgadzam się, że zagrał kiepsko. To, kurczę, Han Solo! A Leia to Leia. Uwielbiam Leię i nic się nie zmieniło. 

A źli? Znowu nie zgadzam się, że spierniczyli z Kylo Renem. To jest zupełnie odmienny “zły”. Pokazuje, ile zepsuć może, ile zła wyrządzić zakompleksiony nieudacznik z poczuciem wyjątkowości. Jego wygląd szkolnej ofiary tylko to wzmacnia. To nie jest silny, zdecydowany, nieomylny czarny charakter. Jest furiatem nie panującym nad sobą, ma kompleksy, jego umiejętności też pozostawiają sporo do życzenia. Ale zrobi wszystko, by przekonać świat, jak wiele od niego zależy.

Prawdziwa postać, bym powiedziała.

No dobrze. To do Rey i zarzutów o politpoprawność. 

 

Politpoprawność (i też trzeba sobie zdawać sprawę z konotacji, jakimi obrosło to wyrażenie, tutaj przywołuję te negatywne) to jest wtedy, kiedy nie podaje się narodowości sprawców gwałtu w UK, choć wszystkimi byli Afgańczycy (zdarzało się wielokrotnie).

Obsadzanie fajnej, silnej kobiety w głównej roli to nie jest żadna polityczna poprawność. To się kobietom (do k...y nędzy) należy – żeby w końcu inaczej rozłożyć akcenty, a przy okazji zadziałać przeciwko krzywdzącym stereotypom, przez pryzmat których zbyt często pokazuje się kobiety w hollywoodzkim mainstreamie. Bo czy sytuacje, w których kobieta wkurza się na faceta, że traktuje ją jak nieumiejące sobie poradzić dziecko, zdarzają się aż tak rzadko? Piję oczywiście do tych momentów w filmie, kiedy Rey wyrywa rękę z dłoni ciągnącego ją za sobą Finna (które zresztą są parafrazą scen z ANH, gdy Luke w ten sposób prowadzi Leię korytarzami Gwiazdy Śmierci). Ilu jest facetów oderwanych granatem od obiadków mamusi, totalnie nieprzystosowanych do życia w prawdziwym świecie? A w kinie coś za często są herosami (prawie) bez skazy. Bogaci biali faceci. Wzorce cnót i zbawcy ludzkości. Ha ha ha. 

Zresztą Gwiezdne Wojny mają długą tradycję (uwaga, demoniczne fanfary, ognie z piekła) genderyzmu. Przecież to Leia ratuje Luke’a, Hana i Chewbaccę w bloku więziennym, przestrzeliwując kratkę zsypu.

 

W ogóle Przebudzenie mocy bez Rey oceniałbym niewiele lepiej niż całą drugą trylogię (I-III). Dzięki niej jest w tym filmie coś nowego. Choć trochę przykre, że żyjemy w świecie, w którym muszę się z tego cieszyć na zasadzie wyjątku.

Jak dla mnie to bardzo udany remake ANH.:) Spodziewałam się kichy, a naprawdę nieźle się bawiłam. Mój mąż był jedynie zawiedziony, że nikomu nie odcięto ręki (pierwszy raz!). W sumie mam podobne odczucia, co Ocha, a że nie mam czasu się rozpisywać, to się po prostu podepnę po jej komentarz, muahahah:)

To fascynujące, jak skrajne opinie budzi jeden film: od szczerych zachwytów do potwornego niezadowolenia ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Może to kwestia oczekiwań. Ja nie miałam specjalnych, nie jestem też zagorzałym fanem. A poza tym dzień wcześniej byłam na Bondzie, po nim wszystko wydaje się lepsze. ;)

No a ja na przykład nie jestem fanem, nie miałam żadnych oczekiwań, a film w ogóle mi się nie podobał ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja jestem fanką (trochę przymusową), oczekiwania miałam spore i film mi się podobał. ;)

Nigdy wcześniej nie oglądałam Gwiezdnych Wojen (wiem, wiem...). Wczoraj zobaczyłam ten, nie będę przepraszać za wyrażenie, szajs. Ckliwe, bajkowe, uproszczone, nielogiczne, z kiepskimi efektami, naciągane, nudne, poprawne politycznie do bólu. Moi przyjaciele, fani GW (nie mylić z Gazetą Wyborczą), wyszli z kina bardziej niezadowoleni ode mnie, klnąc na Disneya. Chłopak mnie zapewnił, że “prawdziwe” Gwiezdne Wojny są znacznie lepsze, dlatego może wreszcie skuszę się na zapoznanie z nimi.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Moi przyjaciele, fani GW (nie mylić z Gazetą Wyborczą), wyszli z kina bardziej niezadowoleni ode mnie, klnąc na Disneya. Chłopak mnie zapewnił, że “prawdziwe” Gwiezdne Wojny są znacznie lepsze

 

Nie wierz znajomym. ;)

Ale że efekty niby kiepskie? Nie odniosłem takiego wrażenia. O poprawności politycznej nie wspominając – gdzie niby ona?

A jeżeli ckliwe, nielogiczne i naciągane filmy nie odpowiadają Twoim znajomym, to raczej nie mogą oni być fanami Gwiezdnych Wojen, bo nie kojarzę by którakolwiek część serii była logiczna, pozbawiona cudownych zbiegów okoliczności i głęboka :))

To moja opinia, że ckliwe, nielogiczne i naciągane :P Banalnie łatwo rozwalili to imperium zła. Beznadziejny “czarny” charakter (mógłby być chociaż “szary”, gdyby nie to, że po prostu zdawał się kompletnie nijaki, przezroczysty wręcz). Kobieta w głównej roli i czarnoskóry mi nie przeszkadzają absolutnie, jestem za, ale to jest właśnie poprawność polityczna. Chciałam, żeby tam było coś głębokiego, skomplikowanego, porządny czarny charakter, dramat... A tu tylko te denerwujące, świetlne błyski i kupa wciśniętej na chama akcji.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Zdaje się, że niektórym pomyliły się filmy na które chcieli się wybrać wink. “Przebudzenie Mocy” to nie jest – powtarzam, to nie jest – kolejny film Bergmana, Antonioniego czy Wajdy. Tu nie ma i z założenia być nie mogło – psychologii, głębi, drugiego dna itp itd. To jest film dla dużych chłopców – magia, bójki na miecze, strzelanka w kosmosie. I tyle!!

A że komuś (jak znajomym c21h23no5.enazet) wydaje się, że poprzednie części to była “sztuka”, to tak – wydaje im się! Bo oglądali je z rozdziawioną buzią jak jeszcze z tornistrem do szkoły chodzili. I teraz swoje dziecięce wrażenia “przenoszą” na dzisiejsze SW. A Gwiezdne Wojny się nie zmieniły – tylko ich odbiorcy dorośli!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Cenna uwaga. Może miałam złe nastawienie. Nie pomyślałam, że idę na film dla dużych chłopców.

 

Edit: ja rozumiem SF klasycznie, z głębią moralną itp. Sądziłam, że to taka klasyka SF. Widocznie zaszła pomyłka ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ci “prawdziwi” fani “prawdziwych” gwiezdnych wojen zdają się zapominać, że istniało coś takiego jak ewoki ---> klik; i potem ta banda powolnych, pluszowych misiów rozwaliła żołnierzy imperium. To jest coś na poziomie Jar Jar Binksa (#darthJarJar).

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Celny komentarz, Staruchu yes

GW to klasyka space opery, nie SF. A Jar Jar był, przepraszam, w ch.j gorszy od ewoków. Choć ewoki były najsłabsze z całej oryginalnej trylogii.

Space opera jest podgatunkiem SF.

A Jar Jar to dokładnie to samo, co ewoki, tylko w jednej osobie.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Nie pomyślałam, że idę na film dla dużych chłopców.

 

No ja sobie wypraszam! ;P

Ale tak, poszłaś na film dla przysłowiowych dużych chłopców.

 

Tak, w poprzednich częściach były nielogiczności, szczęśliwe zbiegi okoliczności, bajkowość (no kurczę, przecież często używa się w odniesieniu to GW określenia “baśń”), ckliwość, proste emocje. Dlatego obawiam się, Heroino, że też Ci się nie spodobają. ;) Ciekawa jednak jestem, czego oczekiwali Twoi znajomi. Dziury logiczne w poprzednich częściach bywały takie, że te tutaj przy nich wysiadają.

Jak już pisałam, mnie czarny charakter podszedł, właśnie przez swoją dupowatość i złowieszcze kompleksy. Ale rozumiem, że niektórych mógł rozczarować.

W “Przebudzeniu mocy” nie ma, jak już napisał Staruch, głębi czy drugiego dna. Jakaś tam psychologia zapewne jest, na pewno są proste emocje, co dla mnie nie jest zarzutem. Pewnie jestem infantylna, ale spodobał mi się moment, w którym Poe spytał Finna, dlaczego mu pomaga. A Finn odpowiedział: “Because it is the right thing to do”. Bez rozkmin, wahań, hamletyzowania, moralnego niepokoju. Taki to film. ;)

Żeby nie było, hamletyzowanie też cenię. Ale jak Gwiazda Śmierci chce za dziesięć minut rozpierniczyć pół galaktyki, to lepiej zostawić je sobie na inny film. ;)

 

EDIT: W sporze, co gorsze – ewoki czy Jar Jar, staję po stronie Jar Jara. Znaczy, że gorszy. Znacznie. :)

Moim zdaniem nie należy mylić klasyki SF “pisanej” i “filmowej”. W książkę autor inwestuje tylko własny czas i może pozwolić sobie na to, że tylko niektórzy książkę przeczytają, a niektórzy z niektórych – polubią. Bo ci niektórzy z niektórych już dają mu niezły zysk, bo przecież inwestował niewiele (no, jeśli tak mogę powiedzieć). Toteż kultowe dzieła SF mają i głębię, i drugie dno, i psychologię. A jaki zysk przyniosły? Setki tysiące dolarów (no niech będzie parę milionów)? Zbierane przez naście lat?

Film typu SW to ogromna produkcja, w którą wkłada się setki milionów dolarów. I przecież nie z sentymentu, tylko aby się zwróciły. A zwrócą się tylko wtedy, kiedy na film pójdą wszyscy – hardkorowi fani SF, gimnazjaliści, gospodynie domowe i nawet wujek Staszek, co mu się X-Wing z jabolem myli. Toteż – to nie może być film skomplikowany, tylko prosty jak budowa cepa i ładny jak zachód słońca nad Biebrzą!

A wszelkie psychologie i głębie tylko mogłyby odstraszyć widzów i spowodować finansową klapę! Więc – film musi być taki jaki jest!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

;( Nadaję się tylko do oglądania Solarisa... Chociaż, jestem fanką Obcego! Może to mnie trochę ratuje.

 

To podejdę do obejrzenia Star Wars bez żadnych oczekiwań, jako eksperyment. Nie uprzedzam się ani nic.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Zaczniesz od epizodu 1 czy 4? I edycję zremasterowaną czy oryginalną? Bo Han strzelił pierwszy.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Może obejrzę z TVNem, co niedzielę o 20 będzie puszczał, zadecyduje za mnie...

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Film był bardzo nierówny, tak jakby tworzyły go niezależnie dwie lub trzy osoby, a potem próbowały wszystko ze sobą posklejać w całość. I tak średnio to wyszło. Jako nowa seria wypada znośnie, jako kontynuacja dosć kiepsko. No bo, poważnie, ile razy można w jednej serii wciskać motyw z rozwalaniem Niby-Gwiazdy-Śmierci? 

 

Ale zacznijmy od plusów. Chwila, chwila, gdzieś je widziałem... O, są. Han Solo (i Chewbacca!) trzymał poziom. Rey dawała radę jako jedyna z tej nowej trójki. Pomarańczowy R2D2 uratował wiele scen swą robocią osobą. 

 

Pierwszy minus to Finn, który z pewnością dostanie statuetkę za najbardziej bezbarwnego bohatera pierwszoplanowego. Drugi minus to Kylo, trzeci to Ren. Kto wymyślił, by jeden z głownych złych był taką ciapą? Co innego ukazanie postaci rozdartej, a co innego emowatego nastolatka. A na koniec, największa gwiazda tego filmu, czyyyyliiiii... Fabuła! Koncepcja tak kiepska i wtórna, że momentami aż smutno było patrzeć. 

 

Podsumowując, bardzo, bardzo średnio. Czyli jak zwykle w ostatnich blockbusterach. Niech moc będzie z nami, a na Disneya sromota! I zjęczałe masło!

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Uwaga – spoilery.

Finn to najgorsza postać tego filmu. Tak naprawdę, to nie wiem jaką on tam rolę pełni, bo trudno powiedzieć, by posuwał fabułę do przodu (poza początkiem, gdzie ratuje Poe), a tym bardziej by dokładał coś swoją postacią jako taką. Aktor pokazuje nam może ze dwie miny. Nie wiem jak was, ale mnie Finn denerwował. Straszna niedorajda z niego. Nie mówiąc o tym, że jeśli chciano nam pokazać chemię między Finnem a Rey, to okropnie to nie wyszło.

Za to Rey, moim zdaniem, bardzo udana.

Co do Kylo Rena zaś, to nie mam zastrzeżeń. Rzeczywiście, idąc na film spodziewałem się typowego badassa, ale nie rozczarowałem się widząc niezrównoważonego, błądzącego i pełnego wątpliwości młodziaka. Postać przypomina mi trochę Anakina z nowej trylogii. Natomiast mam olbrzymie zastrzeżenia do twarzy aktora. Nie spodziewałem się, że taka rzecz może tyle popsuć. Byłem na tym filmie dwa razy i dwa razy dane mi było usłyszeć śmiech na sali w momencie, w którym po raz pierwszy widzimy twarz Adama Drivera – w tym również ja śmiałem się za pierwszym. Może to niemiłe z mojej strony, ale ludzie, przecież on wygląda zabawnie, a te żałosne miny wcale w tym nie pomagają.

Han Solo mimo wszystko rozczarowuje. Widać, że to już nie jest ten Han Solo. Na początku jest entuzjazm, wow, jedna z ulubionych postaci z oryginalnych filmów, wow. Ale potem jego gra rozczarowuje – odniosłem wrażenie, że Fordowi się nie chciało. Dobrze, że go zabili w tym filmie.

Racja, Fordowi wcale się nie chciało grac w tych nowych wojnach. Namówili go za 34 mln $. Dla porównania Carrie Fisher: 1,5 mln $, Mark Hamill: 5 mln $ (k**a, za co?!), a John Boyega i Daisy Ridley, którzy zagrali główne role, zarobili po 446 tys $.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Fordowi w starych GW też się nie chciało grać podobno.

Ja się jednak trochę dziwię narzekaniu na grę Forda. Nigdy nie był wybitnym aktorem dramatycznym. Po prostu dobrym aktorem rozrywkowym. Zawsze tak grał.

 

5 milionów dla Marka Hamilla?! O kurde...

 

Pewnie dlatego go uśmiercili – kolejnych 34 mln za następną część by nie przeboleli. Ale ja z występu Forda jestem zadowolony. ;)

 

Berylu, kij tam, że nie jest badassem, problem w tym, że jego postać się w ogóle kupy nie trzyma. Bo z jednej strony dostajemy gościa, który bez trudu zatrzymuje wystrzał z blastera, jest miszczem jakiegoś tam zakonu i w ogóle bardzo ważną szychą. I ma całkiem niezłą stylówę (ta maska, ten mieczyk!).

A z drugiej strony to jakiś emowaty nastoletni Snape, robiący na przemian smutne / przerażone miny i mający poważne problemy w starciu z ludźmi, którzy pierwszy raz w życiu trzymają miecz świet(l)ny. 

Tak jakby nie mogli się zdecydować, czy ma być wymiataczem czy nowicjuszem.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Ja się jednak trochę dziwię narzekaniu na grę Forda. Nigdy nie był wybitnym aktorem dramatycznym. Po prostu dobrym aktorem rozrywkowym. Zawsze tak grał.

Nigdzie nie napisałem, że oczekiwałem po nim gry dramatycznej :) Problem w tym, że moim zdaniem właśnie kiedyś grał lepiej. Czegoś mi  w wielu scenach brakowało.

 

A z drugiej strony to jakiś emowaty nastoletni Snape

Mnie się skojarzył z księciem Kaspianem :) Natomiast nie widzę kontrastu pomiędzy jego mocą, a charakterem. Trudno mi jednak przeboleć fakt ostatniej walki. To się nie trzyma kupy i tyle. Ja wiem, że przez cały film tłumaczono nam jak silna jest kusza Chewbacci (i chyba robiono to właśnie dla tej jednej sceny, w której Kylo z niej dostaje), ale gość wcale nie wyglądał na tak mocno rannego, żeby:

a. dostać mieczem od jakiegoś niewydarzonego stormtroopera, który nigdy nie uczył się walki na miecze, a mocy w nim za grosz,

b. zostać pokonanym przez dziewczynę, w której co prawda moc jest silna, ale odkryła ją wczoraj, nikt jej nie trenował, a miecz świetlny trzymała w życiu po raz pierwszy.

 

No niestety, spieprzyli to całkowicie. A szkoda.

Tak samo irytujący był finał walki. Ach, cóż za zbieg okoliczności, że ziemia się rozstąpiła akurat tam!

Namówili go za 34 mln $. Dla porównania Carrie Fisher: 1,5 mln $, Mark Hamill: 5 mln $ (k**a, za co?!), a John Boyega i Daisy Ridley, którzy zagrali główne role, zarobili po 446 tys $.

Ech ten wstrętny Gender :/

Człowiek zapoda niby niezwiązany temat, a to świństwo zawsze się wciśnie ;)

-

 

Na temat ostatniego odcinka wypowiem się dopiero w Nowym Roku :/    

:)

Nie biegam, bo nie lubię

Jak się nad tym zastanowić, porównać skonfliktowanych wewnętrznie nastolatków ze świata GW, Driver jest sto razy lepszy niż Christensen.

Namówili go za 34 mln $. Dla porównania Carrie Fisher: 1,5 mln $, Mark Hamill: 5 mln $ (k**a, za co?!), a John Boyega i Daisy Ridley, którzy zagrali główne role, zarobili po 446 tys $.

 

W sumie się nie dziwię. Ford przez kilka dekad najbardziej zapracował na swoje nazwisko, natrzaskał mnóstwo świetnych ról, to ma prawo żądać stawki. A młodzi są młodzi, jak wykorzystają szansę, to za 30 lat oni będą mogli negocjować miliony. A te 5 mln dla Hamilla to chyba bardziej zaliczka pod kolejne części.

Ford przez kilka dekad najbardziej zapracował na swoje nazwisko, natrzaskał mnóstwo świetnych ról, to ma prawo żądać stawki. (34 mln $)

Słusznie. 

Harujesz – masz :)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Kupa kasy na rozmemłaną historię. Po prostu zrobiono to co się ostatnio w filmach robi dla kasy – rozbito opowieść na kilka filmów. Obejrzeć trzeba bo film jest wstępem do tego co się wydarzy w kolejnych częściach, ale jestem nieco rozczarowany, gdyż w poprzednich trylogiach każdy z filmów był samodomykającą się opowieścią i nawet gdyby nie były częściami trylogii mogły by istnieć niezależnie. Siódma część sagi jest wstępem do historii która się nawet nie zaczęła w tej części. Wątków jest tyle co w noweli i to w blisko 3 godzinnym filmie – chyba po to żeby widz się nie pogubił, a ja się pytam PO CO?! Od nastu lat społeczność światowa trenuje umysły do radzenia sobie z natłokiem informacji. Te ćwiczenia dumnie zwą się Internet.  Mogło stać się tylko jedno – podczas prapremiery przesondowali opinię publiczną i wyszło im, że będą to oglądać idioci i jakkolwiek ambitny był scenariusz to film trzeba był przyciąć na inną modłę.

 

P.S. A gdzie sztuczna skóra? Tą rękę to z terminatora wypożyczyli czy jak?

w poprzednich trylogiach każdy z filmów był samodomykającą się opowieścią i nawet gdyby nie były częściami trylogii mogły by istnieć niezależnie. Siódma część sagi jest wstępem do historii która się nawet nie zaczęła w tej części.

 

No, z tym się w ogóle nie mogę zgodzić. Po pierwsze – jak to już zauważyła Rooms – Przebudzenie Mocy było de facto pewnego rodzaju remakiem Nowej Nadziei. Działo się tam mniej więcej tyle samo. :) Po drugie – żadna część ze “starej” trylogii nie była zamkniętą całością, każda co najmniej wyraźnie sugerowała ciąg dalszy.

Rozumiem tych, którzy rozczarowani są Przebudzeniem Mocy, jego prostotą, zbiegami okoliczności, brakiem oryginalnych rozwiązań, brakiem głębi, “ambitnego” lub ambitnego scenariusza, miejscami nawet brakiem logiki, prostymi emocjami etc. Rozumiem tych, którzy nie są fanami serii czy też nie wiedzieli, na jaki film idą. Na jaką konwencję. Sama byłabym rozczarowana, gdybym nie wiedziała, na co się piszę i nie zgadzała na taką własnie konwencję. Ale to nieprawda, że ten film różni się znacząco od części IV, V i VI. Tam też był brak logiki, prosty scenariusz, bajkowość, brak głębi, zbiegi okoliczności, proste emocje... Powtarzam – taka konwencja. Może dlatego, że zdaję sobie z niej sprawę, film mnie nie rozczarował. Bo nie szukałam tego, czego nie mogłam w nim znaleźć, jeśli film miał kontynuować serię.

 

Od nastu lat społeczność światowa trenuje umysły do radzenia sobie z natłokiem informacji. Te ćwiczenia dumnie zwą się Internet.  Mogło stać się tylko jedno – podczas prapremiery przesondowali opinię publiczną i wyszło im, że będą to oglądać idioci i jakkolwiek ambitny był scenariusz to film trzeba był przyciąć na inną modłę.

 

Być może to mi się spodobało. Bo mnie się podobają i filmy, i książki, w których nie ma natłoku informacji. Które nie walą po zmysłach i mózgu stroboskopem. Natomiast nieco nieswojo czuję się z faktem, że podobał mi się film pozytywnie zaopiniowany dla idiotów. Muszę sprawdzić IQ. ;)

 

Kiedy czytam opinie mówiące, że poprzednie filmy były bardziej logiczne, to zastanawiam się, czy aby na pewno dana osoba dobrze pamięta te poprzednie filmy. Tym bardziej, że rzeczywiście Przebudzenie Mocy powiela scenariusz Nowej Nadziei.

 Gwiezdne Wojny to nie jest spójna logicznie, naukowo prawdopodobna, głęboka, inteligentna saga. To prosta opowieść o walce dobra ze złem, w której są bitwy kosmiczne, machanie mieczami świetlnymi i fantastyczne zbiegi okoliczności. I pod tym względem siódma część nie różni się od poprzednich.

A jeżeli ktoś pamięta inaczej, to proponuję chociażby obejrzeć filmiki “How Should Have Ended” dedykowane każdej części sagi, gdzie część nielogiczności jest obśmianych.

Ludzie kierują się prostymi zasadami:

stare = dobre

nowe = złe

 

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Ludzie kierują się prostymi zasadami:

stare = dobre

nowe = złe

Dokładnie to samo chciałem napisać czytając komentarze. Ja byłem wczoraj i jestem zachwycony. Znowu poczułem sie jak dziecko i to było cudowne uczucie, jakiego nie zapewni mi żaden inny film. 

A jak czytam jakieś malkontenctwa typu, że prymitywny czy mało ambitne, to przepraszam, ale k...wa przekleństwa same cisną mi się na usta. Przecież to Gwiezdne Wojny do jasnej cholery! To miał być kicz i zawsze nim będzie. Czego wy się kurna spodziewacie? Chcecie ambitnego kina idźcie sobie na filmy Sorentino czy Almodovara i darujcie sobie Star Wars.  

Znowu powtarza się stara prawda inżyniera Mamonia – że ludziom podobają sie tylko filmy, które juz raz widzieli. Po obejrzeniu następnej częsci, ci co krytykowali Przebudzenie mocy, zaczną ją zachwalać, że przynajmniej trzymała poziom, a ta nowa to jakieś popłuczyny. 

Ja uważam, że w końcu seria dostała cześć na miarę starej trylogii. Jest brak logiki, jest infantylizm, jest kicz, jest dawka humoru, akcji, jest Solo i jest Chewie – jest wszystko to za co uwielbiam Gwiezdne wojny, czyli serię, która z samego swego załżenia nigdy nie siliła się na nic więcej niż nieskrępowaną rozrywkę. I za to jej chwała!

I w końcu obejrzałem Gwiezdne wojny w kinie! Za tydzień chyba pójdę znowu ;) a tym którzy marudzą, sugeruję objrzeć jakis dramat psychologiczny z wyeksponowanymi wewnętrzymi rozterkami bardzo realistycznych i wyrazistych bohaterów, którzy mierzą się z problemami życia codzinnego. Może im przejdzie ;P

"I needed to believe in something"

 

"Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" są kinowym hitem, chwalonym zarówno przez krytyków, jak i fanów serii. Jest jednak ktoś, komu film w reżyserii J.J. Abramsa nie przypadł do gustu. To George Lucas, reżyser oryginalnej trylogii (...)

W rozmowie z amerykańskim dziennikarzem Charliem Rose'em Lucas mówił o swoim emocjonalnym stosunku do bohaterów sagi. – To moje dzieci. Wymyśliłem je i stworzyłem. Z każdym filmem starałem się wprowadzić coś nowego, inne planety, statki kosmiczne – wymieniał 71-letni reżyser – Oni chcieli zrobić film retro. Mnie się to nie podoba.”

 

Zgłupiałem.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zaczęłam to czytać na telefonie w samochodzie, ale teraz nie mogę znaleźć tego artykułu. :(

Gdzieś za to wcześniej czytałam, że to głównie Lucas odpowiedzialny był za rewelacje typu ewoki czy Jar Jar. Może więc nie podobało mu się również to, że autorzy “Przebudzenia mocy” zrezygnowali z takich atrakcji.

 

Berylu, Bravincjuszu, Juniorze – uf! :)

Widzę, że niektórym załącza się fanbojstwo, innymi słowy emocje biorą górę nad rozumem. Można film lubić, ale nie lubić już nie? Jeszcze trochę, a dyskusja przypominać będzie przepychanki i trolowanie jak na jakimś growym forum. Twierdzenie, że jak ktoś narzeka na brak logiki, to powinien obejrzeć sobie coś ambitniejszego, jest idiotyczne. I dyskusja robi się idiotyczna. Kurczę, jakby broniło się własnego dziecka przed złym światem...

 

Prosiaczku – nie lubić można. Sprawa w tym – dlaczego?

Narzekanie na SW ze względu na brak logiki jest jak narzekanie na “Dzieci w Bullerbyn” że są dziecinne albo na “Morderstwo w Orient Expressie” że schematyczne,  bo kwestia tylko kto zabił.

I o ile mogę zrozumieć że ktoś “nie łyka” w całości SW, to narzekania na “Przebudzenie Mocy” przy równoczesnym zachwycie starą trylogią są nieco... infantylne.

Taka konwencja.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Jeszcze trochę, a dyskusja przypominać będzie przepychanki i trolowanie jak na jakimś growym forum.

Jak do tej pory nie zauważyłem, by komentarze były agresywne. Twój jest pierwszy :)

Parę lat temu siedziałam w Star Warsach, ale zawsze bardziej kręciły mnie książki i komiksy niż filmy (w filmach kochałam głównie odgłosy mieczy świetlnych :)). Teraz SW lubię, ale podchodzę do tego raczej na chłodno, więc co do PM nie miałam dużych nadziei. W sumie szłam z ciekawości, zobaczyć, co nowi twórcy zaprezentują. Byłam chyba dzień po premierze, bo wiadomo było, że potem internet zaroi się od spojlerów i opinii, a chciałam iść zupełnie na czysto. I podobało mi się, w niektórych momentach sama się dziwiłam, że mi się gęba cieszy. Jednocześnie rozumiem starych fanów, którzy liczyli na coś innego, ale mam wrażenie, że nic nie byłoby w stanie sprostać ich oczekiwaniom.

To, jak wypadła Rey, było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nawiązując do dyskusji, jaka się tu toczyła, osobiście nie cierpię kobiet w roli głównej w takich filmach. Prawdopodobnie dlatego, że filmy prawie zawsze dzielą się na takie, w których „baby do garów” i na te „poprawne politycznie”, gdzie baba przy każdej możliwej okazji pokazuje, jak bardzo jest lepsza od faceta i rozwala sama piętnastu otaczających ją przeciwników kopami w jaja, a potem tylko rzuca zgryźliwe uwagi do ewentualnego partnera, który nadal męczy się z jednym. Wiem, że są wyjątki, ale, kurczę, ja tego nie mogę oglądać. Nie ma tej całej „równości”, nie ma partnerstwa, tylko udowadnianie czegoś na siłę. A Rey akurat okazała się fajna, ma w sobie dużo wdzięku. To, że czasem za bardzo kosiła (np. walka na miecze) jest według mnie sprawą złego napisania Kylo i Finna.

Chociaż z tym Kylo to sama nie wiem, czy był źle napisany. Cały czas mam wrażenie, że mogłabym kupić taką postać, mimo że bardzo różni się od wcześniejszych badassów. Tylko ten dobór aktora… Ja się w kinie nie śmiałam, nie byłam zdziwiona, bo informacje przed premierą częściowo śledziłam, ale tak jak uważałam ten wybór za zły przed premierą, tak uważam i po. No i poprawki w scenariuszu też by się chyba przydały, można to było lepiej rozegrać.

Ogólnie idiotyzmy fabularne wszyscy chyba wymieniają te same, więc nie mam już czego dodawać. Najbardziej bolała ta trzecia Gwiazda Śmierci z takim samym słabym punktem, grr. Trochę też przegięli jak dla mnie z tym upodobnianiem Najwyższego Porządku do nazistów, bo na przemówieniu już mi się śmiać zachciało. W ogóle dziurawo pokazana sytuacja polityczna jak na początek trylogii.

Inne aspekty. Wizualnie bardzo ładnie, szczególnie wrak Niszczyciela na pustyni robił wrażenie. Całość sympatyczna i dość ciepła, może aż za bardzo. Wielka rola Luke’a mnie nie wkurzyła, bo i tak go nie lubię :p BB-8 fajny, ale mam wrażenie, że jest jednak zrobiony dla młodszych widzów, w każdym razie R2 nie przebije. Pojawienie Hana cieszyło, choć śmierć taka sobie. Ogólnie, jeśli podejdzie się z przymrużeniem oka, jest nieźle. Pewnie przed wycofaniem z kin skoczę na to jeszcze raz, ale dopiero, gdy w internecie pojawi się więcej spekulacji i spostrzeżeń dotyczących poszczególnych scen.

Ale ja się nie zachwycam trylogią.

Nie zauważasz, boś wybiórczo ślepy. Teraz mój jest drugi. Oto pierwszy:

“A jak czytam jakieś malkontenctwa typu, że prymitywny czy mało ambitne, to przepraszam, ale k...wa przekleństwa same cisną mi się na usta.”

Jej, Prosiaczku, ale nikt tu nikomu się nie każe zachwycać serią. Pozostaje mi tylko streścić komentarz Starucha oraz te Beryla, Bravincjusza, Juniora oraz mój. GW mogą się nie podobać, bo konwencja jest, jaka jest. Nielogiczna, bajkowa, prosta etc. Ale zawsze taka była, każda część taka była. Ta ostatnia nie jest wyjątkiem. Więc dziwnym mi się po prostu wydało krytykowanie akurat Przebudzenia Mocy, przy jakiejś ślepocie na to, że poprzednie części miały dokładnie te same cechy. Nikt nikomu nie zabrania nie lubienia czegokolwiek, co więcej, nawet się niechętnym nie dziwię. Chodzi tylko o to, że Przebudzenie wpisuje się w konwencję poprzednich części, więc krytykowanie za to wyłącznie tego epizodu jest lekko nielogiczne. I tu w ogóle nie chodziło o Twoją krytykę.

Masz rację, Ocho.

Zdaje się, że rzeczywiście najnowsze GW pobudzają obie strony mocy :)

Jeszcze nie byłem, także czytam komentarze przez przymrużone oczy i zamykam je na hasło o spojlerze :)

Pewnie komentując wprost nagrabiłbym sobie, że ho, ho, ho! A nie, błąd, już po świętach ;)

Niemniej, uogólniając i zbaczając nieco z tematu GW: wydaje mi się, że wymaganie od Indiany Johnsa rzetelnego wyjaśnienia psychologicznych motywacji. którymi ów był się kierował, uciekając przed głazem, nie jest właściwą ścieżką. To jak przyprawiać lody oregano i bazylią, by nie były takie przesłodzone ;)

 

Może jutro się uda mi pójść. 

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, przepraszam, że się czepiam, ale powinno być Jonesa, a nie Johnsa.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Tak mi się zdawało, ale wolałem nie ryzykować :)

Nie biegam, bo nie lubię

Byłam wczoraj, tj 6,01. Ponieważ słyszałam różne opinie, więc nastawiona byłam sceptycznie. Ale było wszystko, co w Gwiezdnych Wojnach być powinno. Podobało mi się.

I takie małe zboczenie portalowe: zwróćcie uwagę, jak leci początkowy tekst po angielsku – na końcu wielokropek ma cztery kropki!!! Parsknęłam śmiechem – oczywiście byłam jedyna.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No proszę, nie zwróciłem uwagi na czterokropek :)

Ja też nie :P

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Ja się dobrze bawiłem. Bo o to chodziło, nie? :)

 

EDEK: No i te “smaczki” do odkrywania post factum, jak na przykład: rola Dawida Craiga, czy Simona Pegga. ;)

Dodam swoja opinię do dyskusji. Widziałam premierę i zapewne pójdę w ten week end jeszcze raz, by sobie utrwalić. Wychowałam się na starej trylogii, ale uważam, że JJ Abrams zrobił doskonałą robotę. Podszedł z szacunkiem do ortodoksyjnych fanów, lecz może mniej do logiki i oryginalności. PO kolei:

Piloci, efekty, realia, sceneria – superancko.

Chyba będę jedyną, którą usatysfakcjonowała postać Kylo Rena – łącznie z aktorem. Ja już tak mam, że podobają mi się freaki, o urodzie nieoczywistej, a jeśli ma dłuższe włosy, to oo.. hoho..;) . Facet jest wysoki, charakterystyczny, dobrze zagrał niepewność i wahanie – dla mnie jedna z NAJLEPSZYCH postaci tego filmu.

Rey – dobrze widzieć przesunięcie ciężaru na kobietę, dobra rola, świetna dziewczyna. Finn – kompletnie do mnie nie trafił.

Stara obsada – Lea – nieprzytomna ( często filmowali ją od tyłu ), Han – no coż.. czas ich nie oszczędził . Wookie – dlaczego nawet nei posiwiał?

Zarzuty: – Walka Rey z Kylo – przesada kompletna. I chociaż trzeba pamiętać, że Kylo już wtedy był ranny , to i tak powinien ją powalić trzema ruchami.

– wtórny scenariusz, potwierdzam też uwagi poprzedników, że wiele rzeczy toczy się za szybko ( np. niby przyjaźń Finna z pilotem )

– i moje sztandarowe pytanie ;) czym żywił się Luke na tych okruchach skalnych?. He?

Mocą się żywił, Mocą :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kylo Ren – dla mnie fatalny, nijaka gęba bez wyrazu. Wolałabym Benedicta Cumberbatcha – też brzydal, ale jaki męski. Kylo jak dla mnie grał fatalnie, oczywiście chodzi mi o momenty, kiedy zdjął hełm. Jego buźka – taki rozgotowany makaron.  Jak widać – co baba, to inny gust. Nie dogodzi.

Z resztą Twoich wniosków się zgadzam. A Luke miał moc – jemu do życia wystarczają muchy, mchy i porosty oraz wilgoć z powietrza :-)

Swoją drogą mało zostaje w pamięci. Te najstarsze części pamiętam doskonale (podobno starość ma to do siebie, że pamięta się doskonale, co było na obiad trzydzieści lat temu, a trudno sobie przypomnieć, z kim się umawiasz na popołudnie), czyli epizody IV,V i VI. Jak dla mnie były doskonałe. Dokręcone pierwsze trzy części nie były już takie same jakościowo, chociaż rozmachu nie można im odmówić. I z tą ostatnią jest podobnie, ale nie zostawia już takich niezatartych wrażeń. Może dlatego, że wszystko już gdzieś było?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hehe.. muchy :D i porosty ;)

A tu macie ciekawą recenzję Przebudzenia Mocy z portalu SW-extreme – wg mnie bardzo trafioną i merytoryczną( w moim komentarzu nie chciałam się rozpisywać, ale w 90 % zgadzam się z tą recenzją – oprópcz jak wspomniałam mojego ulubionego Kylo Rena ;)

 

http://sw-extreme.com/article,5016,dlaczego-nie-podobal-mi-sie-epizod-vii.html

 

ale oczywiście generalnie – świetny film i trza zobaczyć!

I małżami się żywił. Jak nasze praszczury.

Chinagirl – ja też uważam, że Kylo Ren był udaną postacią. Właśnie dlatego, że był takim innym czarnym charakterem. Nie niezłomnym w swoim łajdactwie, tylko kapryśnym, histerycznym, niezrównoważonym. Fizycznie paskudnie “emo” – ale to tylko podkreślało jego cechy.

olcha – no właśnie :) To go tym bardziej uwiarygadnia. W przeciwieństwie do jego oponenta ( hmm, tego Hitlerjugent , nie pamiętam imienia postaci ) . Przerysowana postać.

Ja też uważam, że Kylo Ren był udaną postacią. Tyle tylko, że twarz miał nieudaną :)

:D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

hehe, zarąbiste, uśmiałam się laugh Fajny gość.

Wrażenia?

Tak źle jeszcze nie było… Za moich czasów (– bardzo mnie ten zwrot śmieszy :-D ) głównymi bohaterami byli biali mężczyźni, ale we współczesnym świecie, to by było dramatycznie niepoprawne politycznie…

Obraz sili się na to, żeby mieć fragmenty zabawne. Po co? Zabili Hana i tego im nie daruję, ale jeszcze bardziej im nie daruję tej drogi na skróty: „…i nastał Najwyższy Porządek” – WTF? Pogrzało ich? Tak bez ostrzeżenia? Teraz nakręcą Gwiezdne Wojny VI i ¼, żeby wyjaśnić, jak do tego doszło?

Znowu zniszczyli Gwiazdę Śmierci… To już trzecia.

Nie łapię, dlaczego Kylo Ren nie odebrał miecza Finnowi w trakcie pojedynku? Zapomniał, że tak można? Chwilę po tym, jak rzucił Rey o drzewo? Jeszcze dał się w tym starciu z ex szturmowcem zranić, co chyba miało decydujące znaczenia, dla rozstrzygnięcia starcia (plus fakt, że Rey przypomina sobie, że istnieje jakaś moc i ona nią włada – swoją drogą dziewczyna to samorodny talent…).

Dobre strony – bo są. ;-)

– Zgadzam się z pierwszą recenzją, która usłyszałem. Było około siódmej rano, tuż po premierze. W radio (RMF?) cytowali sms-a od redaktora, który już był na filmie. Napisał coś w stylu: „fajnie zobaczyć bohaterów, którzy się z tobą postarzeli”. I tu pełna zgoda. :-)

– Spotkałem dawno nie widzianego kolegę z osiedla. Też przyszedł z dziećmi. :-)

– Byłem z synem i było to dla mnie w jakiś sposób ważne (wcześniej mu Mikołaj przyniósł ładną replikę rękojeści miecza Anakina ;-) ). :-)

– Dźwięk.

A teraz, już bez marudzenia, potwierdzam – za rok idę na VIII! :-D

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka