Profil użytkownika


komentarze: 12, w dziale opowiadań: 2, opowiadania: 2

Ostatnie sto komentarzy

Podoba mi się słowny eksperyment, ukierunkowany na sugestywne "ty". Widziałem go już kiedyś, ale chyba nie ma to najmniejszego znaczenia.

Na fantasy też się nie znam, dlatego spróbowałem takiej zabawy... Nazwijmy to nudą. Pierwszy fragment jest Twój, następny to bzdetna zabawa literami.

"Deszcz siepał straszliwie. Usłyszałeś grzmot dochodzący gdzieś z horyzontu. Nagle na twoje oko spadła kropla deszczu, rozmazując obraz przed nim. Gdy tylko je przetarłeś, wilk posunął łapę do przodu. Instynktownie cofnąłeś się odrobinę o krok. Zwierzę zawarczało wściekle. Odpowiedziałeś mu tym samym. Herszt natychmiast skoczył w twoją stronę. Zanim cię dopadł...".

"Deszcz wciąż padał. Usłyszałeś grzmot. Za horyzontem coś stało i czekało. Nagle na oku poczułeś kroplę. Zimną. Spadła z wysoka. Czy naprawdę wszystko, co złe, musi dopadać nas w takiej chwili?... To coś rozmazało ci obrazy i napełniło lękiem. To nie był dobry deszcz. Poczułeś strach. Wilk podniósł łapę i warknął. Odpowiedziałeś mu tym samym. Potrafiłeś warczeć. Już tak! Potrafiłeś także robić setki innych, równie dziwnych rzeczy. Zanim cię dopadł... etc., etc.".

Powtarzam, chwila nudy. Bez fochów. Pozdrawiam.

A na mój gust - "Niepiśmienny" z Loży prawi baje. Ocenia innych, gdy sam nie potrafi skrobnąć nic sensownego. ("Zgliszcza" zapodane zostały chyba jeszcze w m-cu marcu, Mistrzu Beryl?... I co? Stoimy?... Czasu nie staje? Wena odleciała?). 

Niski poziom, że niby nic do wyróżnienia oprócz Gór Gwidona?... Powtarzam, bajanie "Niepiśmiennego".

Osobiście stawiam na "Niebiesko", Niris. Przynajmniej przeczytałem.

"Góry" też na tak, ale Niris potrafi TO lepiej.

Potrafi. Bo tak.

Przecinki to pikuś. One nie gadają.

Ja zdecydowanie na tak. Wiele fajnych zdań.

Wreszcie coś, co lubię. Zachowam, bo weszło.

POZDR 

"W-baskerville" - Oj! Oj!... To zdublowane "Oj-kanie" oczywiście ślę za dobre słowo o „plumkaniu”.

Chciałem bardziej prywatnie, ale na tej stronie nie ma czegoś takiego jak PM. Buuuu!... Czyli będzie niby dla wszystkich. Udaj, że jest inaczej.

Rozpocznę to wyznaniem -

Chyba już Cię lubię! I tak mi pozostanie. Zapamiętaj to, proszę. Nie wiem, czy warto, ale Zapamiętaj (reszta Podglądaczy udaje, że to COŚ napisało się samo...).

Tyle, że w kraju stu tysięcy poetów, i tyluż pisarzy, oraz w miejscu bardzo wysokich krawężników, takich rzeczy się po prostu nie robi. I nie pisze. Nigdy!

Naprawdę tego nie Wiedziałaś?...

Aprobata zawsze jest podejrzana. Mówisz „chcę”, a ludziska obok ciebie szybko przeglądają zawartości swoich torebek i portfeli. „Pomadka jest, a fajki?... Kurna miałam tu jeszcze trochę drobnych!... ”. Zawsze komuś ubywa, gdy drugi próbuje się uśmiechnąć. Co innego krytyka – tego tutaj trzeba bardziej, niż świeżego pieczywa i mandarynek. Tylko to prawdziwie krzepi, jak osławiony cukier Pana Wańkowicza.

Kraj ekspertów, znaków, i ciągle wyczekiwanej podwyżki rent. Masa zatroskanych, skaleczonych, z nieodłączną kolorową  reklamówką w dłoni i trudnym słowem „człowieku!” na wargach.

Spójrz odrobinę wyżej... 6-ty coś tam zakończony 6-tką, musi zasięgnąć opinii innych, by zakodować sobie schemat Ich patrzenia. I od razu to sugestywne „arcy” w tle. Potrafię czytać i chwytam. Definiuję to tak - Każdy kąt prosty. Jak w idealnym i foremnym. Prostokąty królują.

Pisałem - kraj wysokich krawężników.

This could be the longest day… And the night has yet to come… This must be the dark to take.. There’s nowhere left to run … - pora pośpiewać szarą nutę.

I garść cukru w usta... Pomaga.

A teraz inaczej, na szybko, bo usiłuję pourlopować z daleka od wszystkiego:

żadnego, niczyjego "kładzenia łapy" na mnie nie będzie. Nie jestem zainteresowany. Zupełnie. Redaktory NF mają swoje światy, ja swoje. I tak już ma pozostać. Nie muszę być pijany, by zrozumieć, że chodzi nam o coś zupełnie innego. Przeglądałem, uczyłem się tamtego „redaktorowego” patrzenia, czytałem miesięcznice. Nie da rady. Nawet bez krótkiego „i” lub „end”.  Po prostu. Nie wyjdzie.

Osobiście lubię iść na zwarcia, Szanowna W-baskerville, ogłoszona bardzo głośno - pacyfistko.

Nie pozbawię się jednak ucha jak Jeden z Wielkich od pędzla, by Ktoś uznać to zachciał za dowód mojej względnej literackiej „potęgi”  (Po zapisie „jahusz” prawie opadły mi skrzydła. Zakochałem się w sobie i w tym Kimś na zabój! To jest to! Polecam każdemu. Czytasz „jahusz”?... Zassało mnie w wiry. Kompletnie. I na zawsze. Jestem Twój.).

Wyznaję też zasadę, że aby coś krytykować, trzeba pokazać, że potrafię lepiej. Pewnie, że „wszystko” i „zawsze” można inaczej. Byle „LEPIEJ”. I z dodatkiem „OTO JA. PATRZ”. 

Obrazy maluje się ponoć po to, by o nich nie opowiadać. Z „czytadłami” jest podobnie.

Internetowa anonimowość jest wspaniała, ale...

Umiejętność wyszukania brakującego przecinka, dostrzeżenia błędu językowego lub zagubionego po drodze sensu, z nikogo jeszcze chyba nie uczyniła prawdziwego „opowiadacza”.

Korektorów się wyszukuje, najmuje lub kupuje. Przecinki poprawić potrafi wielu.

A myślenie to w końcu tylko przewidywanie prawdopodobieństwa przyszłych zdarzeń.

Za trudne?...

Każdy powinien mieć  Przyjaciół i Autorytety -  pierwszych: prawdziwych i koniecznie wielu; drugich: po to, by nie błądzić i nie udawać kogoś, kim faktycznie się nie jest. I nigdy nie będzie.

Wierzę, że udało mi się w obu przypadkach. Mam farta. Fakt.

To samo COŚ mi gada, że „to” nie jest fantastyka, której poszukiwałem i jakiej wciąż poszukuję. Nie wyszło. Bywa.

Ale przytakuję, aby rozwiać dymy i dymki... Faktycznie się nie znamy, W-baskerville . Nigdy nawet nie otarliśmy się o siebie przypadkiem ramieniem. Nie, bo nie. Trochę żal – to wyłącznie moje odczucie. Żal jeszcze większy, że nie dane mi było poczytać Twoich Słów. Ale może kiedyś. Kto wie? Przeczekam. Podumaj, proszę. Nie skaleczę. Obiecuję.

Teraz "Istota"?... Lada moment znajdę sposób, by nakłonić tutejszych Moderatorów do wyczyszczenia mi profilu z literek. Zauważyłem, że Dj w skorupce jest w tej materii władny. Zapukam. Zechce to otworzy. Nie – trudno.

Dalej już nie będzie. Czyli koniec wklejania kolejnych zdań. Żaden serwer chyba tego nie wytrzyma. W kolejce ustawionych miałem jeszcze piętnaście podobnych fragmentów. A to przecież miejsce opowiadań.

Ideał „Stu Słów”... Tyle, że każde kolejne może być ciekawsze. Że wcale nie musi?... Pewnie. Ale kto powiedział, że na pewno nie będzie?

Schemat, przeczucie, czy normalne co-byle?

Wrrrrrr!... Nie musimy być wszyscy tacy sami!

Koniec czyli. Kropa.

Pobłądziłem.

Dlatego dalej nucę to swoje: This could be the longest day… And the night has yet to come… This must be ..........

I kolejna garść cukru! Niech wiedzą, że się wiedzie!!!

Z całą pewnością byłoby ciekawiej, gdybyśmy się tu jeszcze podrapali do krwi wytęsknionej i poszukiwanej, przez Znudzonych i Znudzone. Ale tym razem krwi nie będzie. Może kiedyś.

Teraz czytam Owe i Owych.

Było już - „To się jeszcze okaże..”,  „Jak uniknąłem debiutu”, „Strach”, „Telefon”, „Klątwa”, „Spoczywa w pokoju”,„Bajka o Głupim Jasiu” - z błotem, które smakuje gorzko, rety!. Był „Roger Cavendish”, „Zgliszcza – Czerwona strzała”,  i jeszcze kilka, kilkanaście, które uciekły, zanim je zawołałem. Aż boli mnie pod powieką. Popycham jednak rzecz do przodu, by przypadkiem nie została w tyle. Kurczę, wciąż boli.

Pociągnę to dalej. Chyba. Trochę jeszcze pozostało.

Patrzę sobie właśnie w księżyc srebrzysty i udaję, że też srebrzę.

Damy radę.

 

I tyle.

 

Śnij pięknie, W-baskerville. Warto. Zawsze. Pozdrawiam. 

 

 

Och, sorka wielka!

Fermony, jak sądzę. Nic więcej. Czyli raz jeszcze pokorne pokłonienie głowy.

Przebaczenia upraszam. Falstart zanim naprawdę wyruszyłem w drogę... Aż głupio. I straszno.

Ale i tak zaciągnę Cię, Szanowna, w takie światy, że hej.

I hej.

Przepraszam. Bo tak.

Przecież już szepnąłem, że w to wchodzę... Nie zachęcaj zatem, Kolego drogi. Złapałem trop i biegnę... Bla, bla.

Dzięki wielkie za wyjaśnienie zagadek.

Chyba też załapałem wreszcie sens tej zabawy. A szczególnie podoba mi się zapis: "bez limitu znaków".

Bez dwóch słów, podoba się i koniec. Fajnie, że wreszcie tu przywędrowałem. 

Do zobaczenia zatem. A raczej do poczytania. 

Dobra - nowy jestem. Temat naturalnie kupuję, choć pewnie wypada go lekko skręcić na manowce. I tak też zapewne uczynię.

Ktoś obeznany z Waszym światem może mi wyjaśnić na czym dokładnie TOTO  konkursowanie polega.

Litery wrzucamy w opowiadania, jedynie z dopiskiem takim jak wyżej?... I tyle? Kto ocenia i kto klaszcze, a kto buczy? I gdzie?

Jeżeli to faktycznie zabawa, to prznajmniej chciałbym poznać jakieś jej ramy i ramkni.

I miło mi. Pozdr.

Nowa Fantastyka