- Opowiadanie: Bailout - Republika wstaje!

Republika wstaje!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Republika wstaje!

 Bóg Imperator Eurazjon Joystick siedział na mostku okrętu flagowego Hrabia Pierwiosnek, w niezbyt wygodnym fotelu z mieczy świetlnych zwyciężonych wrogów. “Wreszcie cię dorwę, Rubin” – myślał. “Ciebie i całą resztę”. Szpiedzy Imperatora byli wszędzie, a teraz donieśli, że Regula opuściła Układ Słoneczny, udając się z misją na dalekie krańce galaktyki. Okazja była idealna, bez Protektorki Republiki Solarianie nie będą w stanie przeciwstawić się potędze gwiezdnej armady Eurazjona i jego Żelaznych Ufoków. Na mostku rozległ się obłąkańczy śmiech. Tradycja zobowiązuje, ale Imperator odczekał zwyczajowe pół minuty i wyłączył nagranie.

 

– Jesteśmy w dupie – stwierdził komandor Fun, dowódca floty sektora Sol. Trwało właśnie posiedzenie Rady Wojennej Republiki. Szpiedzy Pierwszego Sekretarza Rubina byli wszędzie, a ich raporty donosiły, że armada Eurazjona zbliża się do granic układu. Dokładnie tak, jak przewidział Wielki Mistrz Zalth, który rzekł na to w te słowa:

– Nie róbmy sobie jaj. Moi ludzie przygotowywali się do tego od chwili, kiedy mości Pierwszy Sekretarz wysłał Regulę z samobójczą misją. Niech spróbują wylądować choćby na najmniejszym księżycu, a Ultramarines odeślą ich do Nurgle’a.

– Po cholerę mają w ogóle lądować? – spytał Shadow, szef jednostek specjalnych i wywiadu. – Wystarczy, że dadzą osłony na maksa, wejdą w system jak w masło, a po dotarciu w okolice Marsa odpalą Wyrąbiście Niemały Spaczony Miotacz Pożogi i Ziemia wyparuje.

– Dlatego musimy ich zachęcić do małego pikniku na skraju drogi. – Zalth uśmiechnął się przebiegle. – Swego czasu zakopaliśmy na Charonie trochę żelastwa, wystarczy, że twoi ludzie rozpuszczą na międzygalaktycznych łączach pogłoskę, że to cholerny, legendarny artefakt Bogów Chaosu i ten ciul, Eurazjon, nie ruszy dalej, póki tego nie dorwie.

Pierwszy Sekretarz Rubin przetrawiał przez chwilę ten pomysł.

– Zróbcie tak. Wasza trójka ma w tej sprawie ściśle współpracować z dziewczynami, a inkwizytorzy Redeye i Gary będą obserwatorami podlegającymi bezpośrednio mnie. Wykonać.

Zalth, Fun i Shadow popatrzyli po sobie. Nie uśmiechała im się gromadka pupili Rubina plącząca się pod nogami, ale Ojczyzna była w potrzebie. Skinęli głowami i wymaszerowali.

 

Muffinkla zaczynała się nieco irytować. Wreszcie elitarny duet najlepszych zabójczyń Republiki miał okazję do działania, a wstrzymuje je taka błahostka. Naz majstrowała zawzięcie przy panelu sterowniczym kosmicznej windy, nie zwracając uwagi na ponure spojrzenie partnerki.

– Jak długo to jeszcze potrwa, do kroćset?! – wypaliła w końcu Muffinkla.

– Buk jeden wie – odparła druga zabójczyni.

– Szlag mnie zaraz trafi. Grupa ekspedycyjna wyruszyła na Charona godzinę temu, jak tak dalej pójdzie, ominie nas cała zabawa!

– Zamiast tracić czas na pieklenie się, spróbuj jeszcze raz skontaktować się z serwisem.

– Robiłam to przed trzema minutami. Cały czas automatyczna zapowiedź: “zgłoszenie przyjęte, proszę czekać na specjalistę”.

– To czekaj i nie zawracaj mi bez przerwy głowy.

– A poczekam! – krzyknęła wściekła Muff. Miała zdecydowanie kijowy dzień, a wszystko zaczęło się rano, kiedy jej syn, pierwszego dnia w przedszkolu, dostał w szatni półeczkę z dziewczyńskim, różowym motorkiem. Do tej pory nią telepało, kiedy o tym myślała. – No ile jeszcze?! – wrzasnęła po minucie.

– Borze szumiący, daj mi siłę, cierpliwość i pięćdziesiąty level w “Diablo 9” – mruczała pod nosem Naz, dłubiąc wciąż przy panelu.

 

Wielki Mistrz Zalth czyścił właśnie swoją wierną kartaczownicę mikrograwitacyjną, kiedy na ponurym horyzoncie Charona zamajaczył ścigacz. “Są pieszczoszki” – pomyślał przywódca marines. Splunąłby z niesmakiem przez ramię, gdyby nie hełmofon bojowy. Pojazd wkrótce zatrzymał się w pobliżu, a po chwili wyskoczyły z niego dwie postacie, jedna ubrana w niebieskie, druga w czerwone szaty. Obie nie miały żadnej osłony głowy, jakby otaczało je powietrze świeże, niczym prosto z alpejskich łąk. “Cholerna, spaczona magia” – tym razem Mistrz nie dał rady powstrzymać wieloletniego ziemskiego nawyku i oddalił się  do mobilnego sztabu oczyścić hełm, mimo wszystko kontent, bo nie będzie musiał witać nowo przybyłych, no i nikt nie słyszał jego heretyckich słów.

– Cześć, Zalth, znowu zaplułeś sobie kratkę wentylacyjną? – usłyszał na miejscu wesoły głos Funa.

– Tak, a ty nadal jesteś pierwszym w historii dowódcą floty, który nie zdał egzaminu na kontradmirała, ha ha. Właśnie dotarli czerwony z niebieskim. – Marine z satysfakcją patrzył jak rozbawienie znika z oblicza komandora.

– Wiecie, że na odległych księżycach nie jest zbyt bezpiecznie, a wypadki chodzą po ludziach, zwłaszcza w czasie alertu bojowego? – z rogu sali odezwał się Shadow, a dwaj pozostali dowódcy aż syknęli.

– No co? Ja tylko snuję luźne przypuszczenia, chyba mnie nie wsypiecie, chłopaki? – dodał komandos. Pozostali nie zdążyli odpowiedzieć, bo w tej samej chwili do pomieszczenia weszli Red i Gary. Zapadła złowieszcza cisza.

– Arcyinkwizytor Redeye z Ordo Hereticus – odezwał się w końcu ten w czerwonych szatach. – Niniejszym obejmuje tę misję nadzorem, w imieniu Pierwszego Sekretarza. Udam się teraz do naszej tymczasowej kwatery, gdzie w ciągu kwadransa oczekuję raportu z bieżących postępów. – I wyszedł.

– Macie może whisky i popcorn? – Przybysz odziany na niebiesko wyszczerzył się w wymuszonym uśmiechu. – Na trzeźwo nie ogarnę tego pieprznika, a popcorn przyda się, kiedy przyjdzie do oglądania fajerwerków. – Inkwizytor Pantaleon Gary Y Patelenca patrzył przymrużonymi oczami jak Shadow ze stoickim spokojem nalewa mu szklaneczkę.

– No, obowiązki wzywają. Pozwolicie panowie, że dostarczę czcigodnemu arcyinkwizytorowi raport, o który raczył upraszać – rzekł Zalth i wyszedł.

 

Wielki Mistrz maszerował raźno, szurając po regolicie. Wszystkie dane miał gotowe, a jakże. Dobrze znał oczekiwania tej zakały, Redeye’a, miał jednak zamiar przypomnieć mu, że nie jest żadnym, cholernym, pionkiem do przesuwania po szachownicy. Zapukał grzecznie do drzwi rękawicą energetyczną.

– Wejść!

– Pozwoliłem sobie osobiście dostarczyć Waszej Ekscelencji najważniejsze informacje.

– Znakomicie, Lordzie Dowódco. Proszę dać je na ekran – powiedział łaskawie inkwizytor, racząc się filiżanką kawy.

– Oczywiście, Wasza Dostojność. – Zalth wykonał polecenie.

– Hmm. Widzę, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Jak daleko znajduje się flota wroga?

– Pięć trylionów klików od Charona. – Mówiąc to Zalth od niechcenia stuknął się po biodrze.

– Na wszystkie demony Chaosu!! Człowieku, zabierzże to plugastwo!!! – krzyknął Redeye, leżąc zmiętoszony na kanapie z filiżanką kawy na głowie, po tym jak wykonał dziki skok, zobaczywszy pierzastą bestię wielkości wróbla, która niby przypadkiem wyleciała z otworu w naramienniku marine.

– Tak jest, Wasza Okrutność, nie wiem jak ten bezsierściowy sierściuch się stamtąd wydostał – odparł Lord Dowódca i wesoło wymaszerował z kwatery czerwonego. Ardasjański kanarek usadzi każdego pyszałka…

 

W czasie gdy szychy na Charonie zajmowały się ustalaniem hierarchii dziobania, Regula miała na głowie ważniejsze sprawy. Stała właśnie w ogromnej, naszpikowanej pułapkami jaskini i zamierzała dostać się do korytarza na jej końcu. Sterczące u stropu potężne lasery byle śmiałka wysłałyby na “el cztery”, ale Reg wyjęła swe wierne blastery, susa dając naprzód ze żwawością pantery. Czujniki wykryły dodatkowo aktywowane ruchem pola spacji, zapadnie zakończone dołami z przecinkami, miotacze średników i masę innego śmiercionośnego szajsu. Protektorka była też pewna, że jest jeszcze drugie tyle niespodzianek, których łapanka detektorów nie namierzyła. Nic to. Przebije się i wykona misję, jak zawsze.

 

Naprawiona w końcu winda wynosiła Muffinklę i Naz na orbitę. Ta pierwsza otuliła się kokonem ponurego milczenia, druga równocześnie stawiała pasjansa, trzepała symultankę w szachy, pisała wiersz, wydawała dyspozycje swojemu maklerowi i rozmawiała przez komunikator z kwaterą główną. A, i jeszcze rysowała sobie jakieś kreski w okolicach brwi. Narrator nie wie dokładnie jakie, gdyż jest samcem, pochodzącym z czasów rozdzielnopłciowych. Winda zatrzymała się bezszelestnie, co Muff skwapliwie wykorzystała, by popędzić w stronę transportera. Naz spokojnie zbierała swoje zabawki, rzuciwszy tylko partnerce pilota do włazu. Po dziesięciu minutach gnały już w stronę Charona, jedna, wciąż zajęta dziesiątkiem spraw, druga, uśmiechnięta jak ćpun na niezłym haju.

 

Eurazjon w milczeniu słuchał raportu cybergnoma. Na Charonie rzekomo znajdował się Skalathraxiański Siekator Nienawiści, pobłogosławiony przez samego Khorne’a. Po kiego wuja ktoś miałby zostawiać taki zacny artefakt na obrzeżach Układu Sol? To na bank pułapka i Bóg Imperator był zdecydowany ominąć ten zapchlony księżyc, ale miał złe przeczucie, że cholerne Prawo Przyczynowości Opowieści Hitchcocka mu na to nie pozwoli. Flota właśnie mijała okolice Plutona, kiedy pojawił się hologram jego demonicznego adiutanta, Khesha, który zaskrzeczał:

– Wasza Najeminentniejsza Wysokość, okręty zwiadowcze wykryły niepenetrowalne pole stazy z dwudziestoczterogodzinnym wyłącznikiem czasowym i tablicę świetlną, wielkości Teksasu, ze strzałkami wskazującymi na Charona.

– No co ty, kurwa, nie powiesz! Szok i niedowierzanie! Dobra, Ghul-ghul, wyślij kilka oddziałów desantowych na powierzchnię księżyca i miejmy wreszcie tę farsę za sobą.

– Panie – odważył się nieśmiało pisnąć Khesh. – Solarianie nie mają technologii pozwalającej rozstawić tak potężne pole. To może być znak od Slaanesha albo…

– W dupie mam czy to jest znak od Buddy, Trygława, czy któregoś z naszych. Przerabiałem to setki razy i nie mam ochoty tracić więcej czasu. Wyślijcie ten cholerny desant, a ty Khesh przedostatni raz mi zapyskowałeś, następnym razem trafisz do klatki z chomikami szablozębnymi.

– Chyba po dwóch razach, Wasza Mroczność. – Adiutant ewidentnie był w samobójczym nastroju.

– Ghul-ghul, jak ogarniesz desant, wrzuć tego idiotę do futrzanych pieszczoszków, tylko wyłącz głośniki, bo jak jeszcze raz usłyszę jego skrzeczenie, to chyba dostanę oczopląsu, niczym legendarna Infantka Śniąca, Zawsze Dziewica, niechaj wiekuista krwawa łuna jej świeci.

 

Regula, cała pokryta krwią i nieco zasapana wkroczyła wreszcie do świętej komnaty. Niespodzianki, których nie wykryły czujniki, okazały się natury organicznej, z rodzaju takich, co to mają więcej zębów, rogów i pazurów niż dyrektywa Unii Kosmicznej przewiduje. Tak czy inaczej, Protektorka Republiki za chwilę wykona zlecone przez Pierwszego Sekretarza zadanie. Nawet ona była przejęta powagą chwili, a także lekko speszona uświęconą ciszą tego miejsca i podniosłością tego, co miało się właśnie wydarzyć. Podeszła powoli do oświetlonego postumentu, na którym umieszczone było gliniane naczynie. “Jeszcze jakieś pułapki?” – przemknęło jej przez myśl. “A, do diabła z tym”. Ustawiła maksymalną moc osłon i sięgnęła po dzban. Usłyszała podnoszący na duchu chlupot, nic poza tym. Reg odetchnęła z ulgą. Teraz musiała tylko dostarczyć ostatnią istniejącą kwartę tysiącletniego “wina” Amarena prosto do rąk Rubina…

 

Pierwsza Obywatelka Józefina Heim czytała depeszę. “Kuźwa, jak to jest średnio napisane. Ech, literatura skończyła się na Kill ‘Em All”, pomyślała, szykując się na spotkanie z mężem, który prosił ją o pilne przybycie na republikański okręt flagowy.

– Postanowiłem zabrać połowę floty i wyruszyć naprzeciw zwycięskiej Protektorce – rzekł Rubin, ujrzawszy wreszcie małżonkę. – Potem polecimy na Charona, by urządzić triumfalną paradę lub spojrzeć bohatersko w ślepia Eurazjona, w zależności od tego, co tam zastaniemy.

– Okej – odpowiedziała Józefina. “Pewnie, cholera jasna”, myślała, “oboje na jednym statku, osieroćmy dzieci, a co tam. Śmieci pewnie też nie wyniósł.”

Podróż przebiegała bez zakłóceń, pomijając “rozrywki” serwowane przez SI statku. Okręt flagowy Bailout był prawdziwą latającą fortecą, do tego w gazie, więc oszczędności na paliwie były kolosalne. Niestety, przed laty, podczas niesławnej akcji dywersyjnej Alvina Machera i jego komanda Scoia’tael został zainfekowany wirusem Strasburger…

– A znacie to? – rozlegało się właśnie z głośników na wszystkich pokładach. – Czemu kioskarz nie przeszedł na drugą stronę ulicy? … … … – Nie wiecie? Bo skończyły mu się punkty ruchu! Buahahahahaha!!

I tak sobie lecieli.

 

– Właśnie wylądował desant Imperium i słuchaj jaka akcja – wydyszał w biegu Shadow, wpadając do kwatery Zaltha. – Yyy, co ty właściwie oglądasz?

– “The best of śmieszne koty vs He-Man, vol.4”. Nie no, zaraz padnę, wiedziałeś, że one potrafią sikać do tyłu?

– Wolę Kabaret Rolnego Niepokoju. Chodź, bo jest narada sztabu. Ci idioci Eurazjona zabrali jakiegoś osiłka, który chce załatwić sprawę honorowo – pojedynkiem. No, abstrakcja jakaś, mówię ci. Gość ma przydomek Mr Broadside czy Broadsword, nie pamiętam już dokładnie, ale faktycznie jest szeroki i ma miecz łańcuchowy większy od siebie. Jakiś spaczony marine chyba. Zresztą to jeszcze nic, słuchaj najlepszego. Twój ulubieniec, Red, stwierdził, że to jest niezgodne z Regulaminem i Xięgą, i w ogóle takie rzeczy, po jego trupie. No to tamten pacnął tym mieczem i zabił go na miejscu. Kazałem zabrać ciało do bazy tajnego Zakonu Nekromachinistów. Zobaczysz, będziemy jeszcze mieli z niego pożytek.

– Co? – Zalth odwrócił od ekranu rozbawione oblicze.

– Ale czego konkretnie nie zrozumiałeś?

– Wiesz co, nieważne. – Lord Dowódca dostojnie podniósł się z kanapy w różowe słonie. – Jestem pieprzonym wodzem space marines, czy nie?

– Pieprzonym, mówisz? No więc, moi szpiedzy… – Shadow przerwał widząc jak twarz marine czerwienieje, a z boków leżącego na etażerce hełmofonu bucha para. – Znaczy, mogłem źle odczytać zaszyfrowaną depeszę. Dobra, pogadamy później przy browarze. Teraz chodź prędko, bo nie wiem jak długo Fun i Gary utrzymają sytuację pod kontrolą.

 

– Sytuacja dawno wymknęła się spod kontroli, komandorze – rzekł Pantaleon Gary y Patelenca patrząc na marines naparzających się wręcz z pomiotami chaosu i swoimi spaczonymi kolegami. Mr Broadside stał pośrodku tego chaosu, jakby otumaniony.

– Zawsze mogło być gorzej, Lordzie Inkwizytorze, kill count wskazuje czterdzieści do trzydziestu dla nas. Dopóki ta kupa mięśni i blachy się nie ruszy, proponuję czekać na rozwój wydarzeń – odparł Fun.

– Może i racja, Pierwszy Pilocie, może i racja – odparł inkwizytor wyciągając popcorn. – Powstrzymując się od działania ryzykujemy zgrzeszenie wyłącznie myślą i mową. Swoją drogą, czy to prawda, że oblaliście egzamin na kontradmirała?

– Tak, Wasza Eminencjo, ale czyż ktokolwiek jest doskonały? Zresztą teorię zdałem celująco, tylko na placu mnie uwalili. Właściwie nie wiem, co za idiota wymyślił parkowanie równoległe pancernikiem kosmicznym. Można trochę popcornu?

 

– Ależ ten skurkowany trunek jest patykiem pisany! – zachwycał się rozanielony Rubin. Do przechwycenia statku Reguli doszło w okolicy Saturna. W zasadzie powinna odbyć się ceremonia udekorowania wawrzynem i honorowa rundka rydwanem dookoła dzielnicy, ale odłożono to na później.

– Pierwszy Sekretarzu, czy nie powinniśmy lecieć z pełnym przyspieszeniem na Charona? – niepokoiła się Regula. – Grupa Operacyjna może sobie beze mnie nie poradzić.

– Masz trochę racji, Lady Protektorko. Szaweł! Przełączcie na benzynę i lećmy na spotkanie przeznaczeniu. Jestem spełniony, mogę umierać. Albo i nie.

 

Muffinkla była lekko wnerwiona. Nawet ten dziadyga Rubin w swoim zawirusowanym złomie Bailoucie je wyprzedził. Zaczynała się serio niepokoić, że dotrą na miejsce po zakończeniu całej zabawy.

– Naz, spójrz na symulację inwazji. W tym tempie nie mamy po co tam lecieć, albo coś z tym zrobimy, albo równie dobrze możemy zawracać.

– Ale co niby proponujesz? Lecimy na pełnej mocy silników. – Naz nie widziała sensu w spinaniu się.

– Czyżby? A żagle słoneczne?

– Poważnie? Nie zdemontowano ich chyba tylko dlatego, że to nieopłacalne. Przyspieszenie byłoby ledwie odczuwalne. Zaraz, zaraz… Jak szybko my właściwie lecimy? Czekaj, niech spojrzę na tę symulację.

– W tej chwili z połową “ce”, ale jeśli damy całą moc z osłon na dopalacze i rozłożymy żagielki… – Muff uśmiechała się kącikiem ust, widziała już, że partnerka złapała haczyk.

– To faktycznie ma sens! Przez krótki czas wyciągniemy wtedy trzy dziewiątki po przecinku. Zdążymy, ale wiesz co? Jesteś tego pewna? Masz rodzinę na Merkurym…

– No mam, młody nigdy mi nie wybaczy jeśli nie wezmę udziału w awanturze stulecia, a jeśli przegramy, jakie to ma znaczenie? Odpalmy te żagle, Naz.

 

Bóg Imperator Eurazjon Joystick obserwował z okrętu dowodzenia potyczkę na Charonie i odliczanie sprzęgnięte z polem stazy. Zostało niewiele czasu. Jego spaczeni marines i pomioty chaosu zaczynały łamać szyki, ale wkrótce będzie to bez znaczenia.

– Zainicjować rozgrzewanie Niemałego Miotacza Pożogi – zakomenderował.

 

Tymczasem na Charonie, Mr Broadside przyjął na hełm przypadkowy cios młotem energetycznym. W pustce jego umysłu niedobitki neuronów otrzymały nagle potężny impuls. “Kopać!”, pomyślał, “Muszę wykopać święty artefakt! Wtedy zmiażdżę wrogów i zostanę bohaterem imperium”. Włączył podręczne osłony, przestawił tarczę w tryb podgrzewania jajecznicy, wskoczył na nią i wkrótce zniknął pod ziemią wśród piekielnego bulgotu topiących się skał. Kilka walczących demonów postanowiło skorzystać z okazji, porzuciło bój i próbowało urządzić sobie jacuzzi w powstałej kipieli. Jakiś space marine przytomnie wrzucił tam Srogi Granat Ręczny. Kawałki demonów nadal próbowały się kąpać.

 

Muffinkla i Naz przeszarżowały i nie zdążyły wyhamować. Charon mignął w oddali i dawno przestał być widoczny, kiedy ich statek stracił wszelką sterowność z powodu wyczerpania paliwa. Już zamierzały pokłócić się o to, kto walnął się w obliczeniach, kiedy komputer pokładowy poinformował, że pojazd został przechwycony przez wiązkę ściągającą i porusza się w stronę pobliskiej planetoidy. Najwyraźniej znajdowała się tam jakaś baza. Przyjaciel czy wróg? Zabójczynie nie czekały na odpowiedź, rychtując bojowy rynsztunek. Wkrótce znajdowały się w pokaźnym doku, a zautomatyzowane systemy bazy stabilizowały skład i ciśnienie powietrza. Nic więcej się nie wydarzyło. Po kwadransie pełnego napięcia oczekiwania pasażerki otworzyły właz i ostrożnie wyjrzały na zewnątrz. Na podłodze pojawiły się migające strzałki. Czas naglił, więc partnerki włączyły osobiste osłony i bez ceregieli popędziły ich śladem, po dwóch minutach docierając do dziwnego pomieszczenia, wyglądającego jak połączenie szpitala z salą tortur.

– Witajcie piękne panie – odezwał się mężczyzna w ozdobnym kitlu pochylony nad jakimś ciałem. – Jestem brat Nevazon z Ordo Nekromachina. Rozgośćcie się przez chwilę. Po zatankowaniu waszego statku będziecie mogły ruszać na Charona wraz z trzecim członkiem załogi.

– Nekromachina? To wy naprawdę istniejecie? Jakim niby członkiem? – wypytywała Muffinkla.

– Istniejemy, a w zasadzie ja istnieję, reszta obsługi bazy to roboty. Poznajcie Arcyinkwizytora Redeye, wersja druga.

– Cześć, dziewczęta, lecimy wtłuc spaczeńcom? – Ciało usiadło, machając przyjaźnie ręką.

– Chyba terminatora – stwierdziła Naz.

– No cóż, musiałem jakoś uzupełnić ubytki tkanki kostnej i mózgowej. Swoją drogą, obszary odpowiadające za urzędnicze nadęcie zostały, jak widzicie, bezpowrotnie zniszczone. No i same przyznacie, że nowe oko pasuje świetne.

– I świetnie wali z lasera. Dzięki, doktorku, ale przypominam, że ja tu jestem, więc nie gadajcie o mnie jak o jakimś mięchu – zauważył inkwizytor. – Narzucę łachy i lecimy, o ile jest tam jeszcze po co lecieć. Zaczekajcie na mnie na statku, dzierlatki.

– Jeszcze jedno, zanim wyruszycie – wtrącił się Nevazon. – Na pokładzie zostawiłem wam robota, w kształcie Murzyna, który po odlocie wykona błysk takim prętem. Proszę was o uprzejmą współpracę w tym względzie, baza jest mimo wszystko tajna.

 

– Zostało pół godziny działania pola stazy – powiedział Pierwszy Sekretarz Rubin.

– Skąd w ogóle mamy takie cudo? – spytała Protektorka.

– Prezent od Cthulhu. Gad był mi winien przysługę, jeszcze z dawnych lat, za odnalezienie jego pluszowej ośmiorniczki.

– ???

– No co? Ja też byłem kiedyś młody, dzielny, walczyłem z gwiezdnymi dresiarzami i w ogóle miałem kupę przygód. Nawet je spisałem, ale nieopatrznie dałem do przeczytania żonie. Wracając do spraw bieżących, jest jasne, że mamy nikłe szanse w bezpośrednim starciu, dlatego…

– Dostarczcie mnie na kadłub ich okrętu dowodzenia. Dywersja to nasza jedyna nadzieja – przerwała mu Regula.

– Całkowicie się zgadzam – odetchnął Rubin. – Mamy przygotowaną kapsułę typu Rzep-4, składającą się z ultrapancernego frontu, jednoosobowej komory antyprzeciążeniowej i silnika skokowego.

– Dokładnie to, czego trzeba. Ruszam natychmiast.

 

Zalth, Fun i Shadow z niepokojem obserwowali dorzynanie niedobitków wroga. Skubańce nie bardzo dawali się brać w niewolę. Wygrana bitwa niewiele zmieniała. Eurazjon najwyraźniej przejrzał fortel i nie zamierzał zabijać się o kupę skał na obrzeżach systemu. Pole stazy wygasało i nie było żadnej pewności, że zyskany czas pozwolił pozostałym opracować skuteczny plan obrony.

– Ciekawe, czy rozsmarują nasz księżyc przed, czy po ruszeniu na centrum układu – snuł egzystencjalne rozważania Zalth.

– Tak czy inaczej, proponuję polać resztę whisky – powiedział Fun.

– Tu się zgodzę. – Inkwizytor Gary pojawił się jakby znikąd.

– Okej, panowie, wypijmy, ale potem proponuję zapakować ekipę i zwijać się stąd. Możemy się jeszcze, mimo wszystko, na coś przydać. I tak jesteśmy tu wystawieni jak kaczki na odstrzał. – Shadow zachował jeszcze resztki poczucia obowiązku.

Oddziały porządkowały ekwipunek i szykowały transportery, a dowódcy sączyli bursztynowy trunek, kiedy ziemia zaczęła się trząść. Pomiary wskazały epicentrum w okolicy dziwacznego krateru z zastygającymi skałami. Marines ustawili się w szyku bojowym, Zalth wypuścił kanarka. Czekali.

Krater wybuchł swoją rozgrzaną, półpłynną zawartością i wynurzyła się z niego jaśniejąca postać.

– Wysublimowanego gustu do ciuchów to on nie ma – rzekł Gary.

– Czy on ma majtki na hełmie? – upewniał się Fun.

– To ty, Broadside, łachu?! – krzyknął Shadow.

– Broadside is no more – zagrzmiała postać w świętym hajspiczu. – Teraz jestem Brightside. Odnalazłem Błogosławione Stringi Świętej Celestyny i spłynęła na mnie świetlista łaska. Przejrzałem na oczy i przesłyszałem na uszy. Dostrzegłem zło Eurazjona i chcę z nim walczyć, a moc mej patronki dopomoże mi w tym uświęconym dziele.

– Chyba cię… – zaczął Fun.

– Czekaj, czekaj – przerwał mu Zalth. – Witaj z powrotem po właściwej stronie, bracie. Tu masz współrzędne okrętu Boga Imperatora. Kimże jesteśmy, my niegodni, żeby wstrzymywać cię w twej zbożnej misji.

– Lecę zatem – rzekł Brightside, a w jego oczach lśniło szaleństwo. Zaczął wykonywać dziwne gesty, a aura wokół niego pojaśniała jeszcze bardziej. Rozległ się narastający pomruk i nagle… Jebut. Już nie spaczony marine wystrzelił jak z rakiety ciągnąc za sobą smugę kondensacyjną, czy tam jakiś jej fikuśny charoński odpowiednik.

– Ho, ho. Czy my właśnie widzieliśmy legendarny rytuał Pierdu Świętej Celestyny? – spytał Fun.

– Psi chwost widzieliście. Sto lat temu na Charonie była półlegalna szwalnia. Wygrzebał jakieś gacie z krzywym ściegiem z odrzutu, a reszta to siła autosugestii – skwitował fachowo Gary.

 

Transportowiec zabójczyń z włączonym maskowaniem zbliżał się do okrętu flagowego Eurazjona, omijając skupiska mniejszych statków wroga.

– Wszystko fajnie, tylko jak przebijemy się przez osłony Hrabiego Pierwiosnka? – zastanawiała się Muffinkla.

– A tak. – Naz wskazała na, lecącą w stronę w stronę gigantycznego pancernika, kapsułę.

– Najnowszy Rzep? Rubin ma takie tylko dwa, założę się, że na pokładzie jest Regula. Nasze szanse rosną, ale będziemy mieć tylko kilkanaście sekund, zanim zregenerują wyrwę w polu siłowym. Jesteś gotowy, Redeye?

– Zawsze, mała. Zróbmy im hatakumbę. – Inkwizytorowi nie brakowało entuzjazmu.

– Dość gadania. Trzydzieści sekund do zderzenia kapsuły z osłoną, musimy idealnie wstrzelić się w okno. Wprowadzam dane do komputera, przygotujcie się – powiedziała Naz.

 

MC Kura, nowy, ptasio-demoniczny adiutant Eurazjona nie miał dobrych wieści.

– Wasza Boskość, pole stazy wygasło, ale dokonano abordażu.

– Daj to na ekran – rozkazał Imperator. – Niech to szlag! Regula. A było tak pięknie. Złemu to zawsze wiatr w plecy i kotwica w dupę. Natychmiast wysłać tam Gwardię Przyboczną, idę przywdziać kombinezon bojowy.

 

Zabójczynie i inkwizytor podążali szlakiem profesjonalnego zniszczenia pozostawionego przez poprzedniczkę. Po drodze, na jednej ze ścian zauważyli tabliczkę z napisem “CZCIJ IMPERATORA RANO I ZWIECZORA”, a pod spodem dopisek: “Z WIECZORA, KUŹWA!”.

– Wpadła w berserk – stwierdził czerwonooki. – To oznacza, że się odsłoni. Gazu!

Po kilkuset krokach Naz, Muff i Redeye wypadli zza węgła i ujrzeli Regulę, unieruchomioną przez pole podwójnej spacji o ogromnej mocy. Wokół leżały ciała pół tuzina Gwardzistów Chaosu, ale kilku pozostałych już prawie przebiło się przez osłony siłowe sparaliżowanej Protektorki. Cała trójka bez chwili wahania ruszyła do ataku. Gwardziści zostali praktycznie rozniesieni w strzępy, a spaczone pole ustąpiło.

– Nic ci nie jest, Pani? – spytała Naz.

– Tego bym nie powiedziała… – Reg wysławiała się z widocznym trudem. – Te podwójne spacje… Ciężko mi złapać oddech… Dojdę do siebie… Idźcie… Trzeba zabić Boga Imperatora… Bo wszystko pójdzie na marne…

Inkwizytor bez zastanowienia popędził w kierunku stanowisk dowodzenia. Zabójczynie wahały się jeszcze przez chwilę, po czym ruszyły za nim.

 

– Dlaczego ten cholerny kombinezon jest różowy?! – grzmiał Eurazjon.

– Nanieśliśmy nową ultrawytrzymałą warstwę pancerza, Panie. Przetrwa wybuch supernowej. Niestety do lakiernika jest straszna kolejka, a nikt się nie spodziewał, że będziesz go w najbliższym czasie używał.

– Nieważne. Wytrzymały, powiadasz? Zobaczymy. Przejmujesz dowodzenie, Kura. Idę zająć się oddziałem dywersyjnym.

Imperator maszerował ciężko, kiedy nagle oświetlenie rozgorzało czerwonym blaskiem i rozległ się alarm.

– Uwaga, uwaga, utrata hermetyczności na pokładzie dowodzenia. Ewakuacja całego okrętu na pancerniki liniowe Dżus, Mumin, Cobalt i Bies Niekosmaty! – rozległ się w głośnikach głos MC Kury. “Na pięć minut przejął dowodzenie i już rozjebał najlepszy pancernik. Chodząca karma dla chomików”, wściekał się w duchu Eurazjon. Ani myślał się ewakuować, kapitan nie opuszcza tonącego okrętu. W każdym razie kapitan w niezniszczalnym kombinezonie.

 

Brightside otrzepał się z resztek blachy, foteli i paneli sterowniczych, rozglądając po pustoszejącym mostku Hrabiego Pierwiosnka. Strzępy błogosławionych stringów zasłaniały mu wizjer, więc z pietyzmem schował artefakt do schowka w swoim battlesuicie. Zachwiał się, starając się złapać równowagę na, zaczynającym dryfować i tracić sztuczną grawitację, okręcie. Byle dopaść Imperatora. Włączył lokalizator i pognał w głąb korytarza, a grodzie awaryjne zamykały się za nim z sykiem. Po kilkuset metrach przed oczami wyrosła mu interesująca scenka rodzajowa. Po podłodze tarzała się kobieta, a druga równocześnie próbowała stabilizować chroniące ją osłony, odpierać ataki Eurazjona i otwierać piwo okiem.

– Wstawaj, do diabła! Nie wytrzymam długo! – irytowała się nieco Naz.

– Nie mogę, różowy kombinezon, poddaję się! – zwijała się ze śmiechu Muff. – Olej może to piwo, to będzie ci łatwiej – dodała w przypływie zdrowego rozsądku.

Niespaczony marine nie zastanawiał się długo, wyciągnął miecz łańcuchowy, skoczył i ciął Imperatora po nogach. Miecz poszedł w drzazgi.

– Panie, tu Khal Tanio, główny inżynier z Biesa Kosmatego. Wysyłamy współrzędne teleportacji, to ostatnia szansa na ocalenie Słońca Imperium! Błagamy, ratuj się! – rozległo się w słuchawce Eurazjona.

– Nie zawracaj mi dupy! – wściekł się władca, dekoncentrując się na chwilę, co wystarczyło Brightside’owi, żeby podciąć go, wywrócić i założyć nelsona.

– Co do tej mordeczki walczącej z różowym ciulem, to nie znam gościa, ale obalenie imperatora zawsze na propsie. Problem w tym, że tego jego wdzianka nic się nie ima. Jakieś pomysły? – kombinował Redeye.

– Jeden mam – odpowiedziała Naz. – Miejmy nadzieję, że nasz nowy towarzysz zwiąże go w walce jeszcze przez parę chwil. Niedaleko stąd widziałam łoże z szynami do railguna. Pomóżcie mi, musimy to tu jakoś przytaszczyć.

– Chyba wiem, co kombinujesz – mruknęła Muffinkla. – Sztuczna grawitacja słabnie, powinniśmy dać radę.

 

W tym samym czasie na Charonie, Shadow już dawno uznał, że półprzytomna kadra dowodząca jest tu uziemiona na dobre. Wrócił do swojej kwatery i zasiadł przy potężnych komputerach szpiegowskich. “Oho. Coś ciekawego dzieje się na okręcie Eurazjona. Elektronika zresetowana, jest goło i wesoło. Popatrzmy czy da się dostać do sieci wewnętrznej”.

– Wyygaaaniaaałaaa Kaaaasiaaaaa woooołkiiiii!! – Zza drzwi dobiegały pijackie śpiewy Funa i Zaltha. Shadow zamknął właz i wrócił do konsolety. Wkrótce udało mu się włamać do systemu monitoringu Hrabiego Pierwiosnka. Część kamer wychwyciła oddział dywersyjny Republiki i zmagania Brightside’a. “Co oni wyprawiają, do cholery? Czy ten cyborg z laskami to Redeye?” – zastanawiał się szef operacji specjalnych. Zbadał skład chemiczny różowego pancerza przy pomocy analizy widma. “U la la, kutafonit. Nie dadzą rady go zadrasnąć.” Nagle zrozumiał. Przeciążenie! Chcą wpakować go na łoże i telepnąć z taką prędkością, że pogruchocze się wewnątrz pancerza. Shadow powiększył zoom. Dostrzegał mały problem.

 

– Naz, odbieram transmisję od wodza szpicli – powiedziała Muffinkla.

– Co jest!? Nie ma na to czasu! – odkrzyknęła druga zabójczyni, siłując się z ciężkimi szynami. – Podłączajcie to żelastwo do gniazdka!

– Właśnie z tym może być kłopot. Shadow twierdzi, że to chiński railgun, wtyczka nie będzie pasować, a przejściówkę gdzieś wcięło.

– … – Naz lekko się zawiesiła.

– Mam! Spójrzcie na nogę tego szalonego wojownika! – odezwał się Redeye.

… – Naz nadal była wybita z rytmu.

– Yyy, no, ma strasznie niemodne wzmacniane onuce? – próbowała Muff.

– Nie! Ma tam uniwersalny akumulator do tarczy energetycznej ze standardowym wejściem. Hej, przerośnięty żołnierzu, jeśli pożyczysz nam trochę prądu, to może skopiemy tyłek Eurazjonowi! – Inkwizytor zwrócił się do, splecionego w uścisku z wrogiem, Brightside’a.

– Umhpfmf! – zdołał wykrztusić w odpowiedzi kawaler orderu skąpej bielizny.

– Ja nie wiem, czy to jest zgoda, ale nie ma wyjścia, ładujcie mu tę wtyczkę w otwór – uznała Muffinkla.

– Dobra, teraz wszyscy razem, musimy wtarabanić go na szyny – powiedziała Naz, po wpięciu przewodu zasilającego.

– Proszę pani! Planeta Okręt nam się rozpada! – zdołał w końcu wyartykułować sensowną wypowiedź, wijący się w śmiercionośnych objęciach Imperatora, Brightside. Rzeczywiście, dryfujący moloch wpadł w studnię grawitacyjną Charona i coraz mocniejsze wibracje przypominały, że nie był zaprojektowany z myślą o kontakcie z atmosferą.

 

Pantaleon Gary y Patelenca spoglądał z niepokojem w górę. Oddziały Zaltha i Funa nie dały rady dołączyć do ostatecznej bitwy, ale wygląda na to, że bitwa dołączy do nich.

– Słuchajcie, panowie. Zaraz walnie w nas pancernik. Zakładając, że coś zostanie z tego księżyca, wolałbym być w tej chwili na drugiej półkuli. Dzięki za whisky – to mówiąc, inkwizytor udał się w poszukiwaniu sprawnego ścigacza.

– Szszo oon mówww? – bełkotał Fun.

– Tsosz, ższe walnnn piernnjik. Zarasss ja jemu walnnniem! – odpowiedział Zalth i wygarnął z kartaczownicy. Coś przylgnęło do kadłuba gigantycznego okrętu. – Buurrreek! Appproort! – komenderował Lord Dowódca. Ardasjański kanarek śmignął jak pierzasta, tachionowa obietnica wydziobania oczu przez tyłek. Wkrótce ptasiek dopadł znacznika i zamienił się w ledwie widoczną furię, zgrzytającą po metalowym pancerzu z siłą plazmowego młota udarowego. Hrabia Pierwiosnek zaczął zbaczać z kursu.

 

W tym samym czasie czwórka bez sternika zdołała wepchnąć wierzgającego, ruÓsHofego Boga Imperatora na łoże działa kinetycznego. Trójka przytrzymywała huncwota, a Redeye nacisnął spust. Eurazjon pieprznął w przeciwległą ścianę, aż miło, przebijając też kilka następnych. Inkwizytor pobiegł ocenić rezultat, a pozostali sprawdzali, czy nadal mają ramiona, tak zacnie wygarnęła chińska broń. Po chwili czerwonooki wrócił z wieścią, że wróg się nie rusza. Natychmiast popędzili po Regulę, a Shadow zdalnie aktywował system teleportacyjny. Czas był to, zaiste, najwyższy, albowiem po chwili Hrabia Pierwiosnek runął wprost na kopalnię bielizny.

 

W przestrzeni kosmicznej okręt flagowy Republiki i kilka towarzyszących mu krążowników odpierało coraz mniej zdecydowane ataki floty Żelaznych Ufoków. Wróg wyraźnie tracił serce do walki. Rubin zastanawiał się, dlaczego?

– A to znacie? Przychodzi bóg chaosu do lekarza… – nadawał dziarsko Bailout, na otwartej częstotliwości.

– Obywatelu Pierwszy Sekretarzu! – Przywódcę Republiki wyrwał z zadumy głos Naczelnego Zbrojmistrza Floty, Normana Wheremana. – Nasi ludzie na Charonie pojmali Eurazjona i przejęli Wyrąbiście Niemały Spaczony Miotacz Pożogi. Wysłaliśmy już ultimatum do dowódcy sił wroga, MC Kury. Przyjął to z taką ulgą, jakby go ktoś wydarł z paszcz chomików szablozębnych. Wycofują się, zwycięstwo!

Czcigodny Rubin zadumał się. Zaiste, godne to i sprawiedliwe, chwalebna wiktoria. Wielki to dzień w historii Republiki Solariańskiej, ale… “O żeż, kurwa jego mać!” zaklął nagle w duchu. “Nie wyrzuciłem śmieci! Nie mam po co wracać…”

– Whereman! Natychmiast wydaj rozkazy, niech dołączy do nas reszta floty i marines wyklęci! Wsiadamy im na zady i golimy frajerów! Pogonimy ich aż na Żelazne Planety i zgnieciemy tę zarazę w zarodku! Republika wstaje z kolan!

Koniec

Komentarze

Wielki plus za taką kupę nawiązań do W40k :) Nie wiem tylko, czy wszyscy skumają wszystko, ale mnie się podobało. Choć też nie wybijają się poziomem żartów ponad inne pastisze tego uniwersum.

Dodatkowe nawiązania do Wiedźmina czy innych dzieł literackich także na plus.

Aha, i padłem ze śmiechu przy “Muffince” ;)

Podpisano: Naczelny Zbrojmistrz Floty Whereman :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cieszę się, że się podobało, Norman :D. Myślę, że tekst nie jest jakiś hermetyczny. Po prostu potrzebowałem uniwersum z pompatycznym nadęciem i rozbudowaną tytulaturą. 

Dobrze się czytało, Bailout :)

 

Przywary forumowiczów odpowiednio nakreślone, także chyba nikt nie będzie miał wątpliwości o kogo chodzi – pomijam fakt użycia oryginalnych nicków ;) A propos, byłby większy fun, gdybyś to nieco bardziej zastąpił grą słów, a nie tak oficjalnie między oczy…

Konwencja, jak najbardziej akuratna.

 

Dobra robota :)

Sparodiowanie postaci użytkowników i wrzucenie ich do parodystycznego uniwersum (istotnie, niespecjalnie hermetycznego, świat W40k znam pobieżnie, a problemów nie miałem) zaowocowało parodią podwójną, gęstą, słodką zawiesistą, wysokoprocentową i na pełnym gazie (po przełączeniu na benzynę). W multum postaci i lokacji nie wkradły się demony chaosu, wszystko ładnie zbiegło się w momencie kulminacyjnym, a to duży plus, bo w takich przypadkach łatwo dać ponieść się kabareciarstwu i olać spójność i logikę fabuły. Również pakując żart do każdego zdania łatwo o sucharstwo, a tobie udało się tego w zasadzie uniknąć. 

Słowem, bawiłem się przednio. Co chwilę unosiły mi się kąciki ust, co u normalnych ludzi jest wybuchem niepohamowanego rechotu. Zwłaszcza scena z Regulą w jaskini, ten rymowany moment, kompletnie mnie rozbroił. 

Słodycze, cukiereczki, ciasteczka po prostu. 

EDIT:

Pierwszy Sekretarz, niejaki Rubin, został raz oszczerczo nazwany Berylem. Hańba. Rzucić prowokatora chomikom na pożarcie. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

@Blacktom

Tam przywary. Nic nie wiem o żadnych przywarach :P. Ależ ja grę słów bardzo lubię i jak najbardziej stosuję! Pisałem już wcześniej, że niekoniecznie chcę robić z moich tekstów aż takie zagadki logiczne – od takich rzeczy mamy już tutaj innych speców. Pozostanę skromnie na swojej grzędzie, w swojej niszy :). Fajnie, że się podobało.

 

@Thargone

Dziękuję pięknie :). Tylko dowieź te biedne pomioty chaosu bezpiecznie do celu, bo pościg o krok :P! EDIT: Chomiki już pałaszują chochlika, zauważ, że to akurat w scenie z procentami. Tak, że tego.

Dowiozę! 

Jestem najszybciej wycofującym się na z góry upatrzone pozycje pancernikiem w całej galaktyce :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Za dużo Zaltha!

O, zacne momenty były. Prychłem kaffą i drożdzóuffkom!

Muffinkla! :D

Różowy motorek.

Koty vs He-man. (koty si(e)kają do tylu. :))

Dwie spacje.

Wirus Strasburgera.

Kasia i wookie.

Khanarek! Hik! heart

WH40000!

Klik!

 

P.S. Z całkowicie na serio uwag technicznych, to czasami jakieś zdanie opisu otoczenia by nie zaszkodziło. :)

 

 

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

na emeryturze

Żem się spłakała :D Dobrze, że miałam piwo i kreski w okolicach brwi podczas walki.

 

Przydałaby się mała beta na te przecinki, zapis dialogów i drobne nieścisłości, ale co tam, nie chciało mi się czepiać. Zacne, Bailoucie, dziękuję za możliwość uczestnictwa w wyprawie, i to w takim znamienitym gronie. Sceny z walczącą w jaskini Reg i z tarzającą się Muff bezcenne :P

Btw., cholernie lubię różowy, mam buty, które wypalają dziury w oczach, i na widok różowego kombinezonu mogłabym paść na kolana…

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

@Zalth

Dziękówa, Lordzie Dowódco. Opisy otoczenia i wszystkie farmazony, tudzież ozdobniki zostaną wydane w dodatku, typu “Silmarillion”.

 

@Gary

\m/

 

@Naz

Thx :D. Zerknę jeszcze na te wycinki itp., ale, z drugiej strony, niech Reg też na chleb zapracuje za taką zacną rolę w epokowej produkcji. Co do rÓusHu, cóż, następnym razem wpadnę napierf do Ciebie z browarem na risercz. Zresztą może i dobrze, że o tym nie wiedziałem, bo bogowie chaosu tylko wiedzą, co mógłbym po 22-giej powypisywać jakbyś tam w ekstazę wpadła.

Nie tylko niefiltrowany i niepasteryzowany, ale też organiczny i ze swobodnego chowu. W40k nie znam, ale czytało się z przyjemnością. Props za objawy berserku Reg, opis multitaskingu Naz i śmiechową scenę z religijnym przebudzeniem Brightside, zwłaszcza zdanie "Kimże jesteśmy, my niegodni, żeby wstrzymywać cię…". Plus za pomysł tronu z mieczy świetlnych – jakby taki ze świetlówek wydizajnować, to The Weeknd albo Kanye by w ciemno kupili żeby imperatorzyć na scenie :-)

Przyczajony użyszkodnik

Zawsze mnie cieszy, kiedy każdy zwraca uwagę na inne smaczki :P. Podziękowania za odwiedziny i klika składa – już nie tak do końca ze swobodnego chowu, ale często zrywający się ze smyczy – stryjaszek Bailout.

Ultramarines XD

 

“– Dlatego musimy ich zachęcić do małego pikniku na skraju drogi[+.] – Zalth uśmiechnął się przebiegle.”

 

Muffinkla XD

 

“Wielki Mistrz Zalth czyścił własnie swoją wierną kartaczownicę” → właśnie

 

“jakby wokół roztaczało się powietrze świeże” – nie jestem pewna, czy powietrze może się roztaczać…

 

“bo nie będzie musiał widać nowo przybyłych” – witać?

 

“Właśnie dotarli czerwony z niebieskim[+.]mMarine z satysfakcją patrzył jak rozbawienie znika z oblicza komandora.”

 

“z rogu sali odezwał się Shadow, a dwaj pozostali dowódcy[-,] aż syknęli.”

 

“chyba mnie nie wsypiecie[+,] chłopaki?”

 

“Niniejszym obejmuje tę misję nadzorem z imienia Pierwszego Sekretarza.” – A nie w imieniu? Albo z rozkazu?

 

“– Macie może whisky i popcorn? – iInkwizytor odziany na niebiesko wyszczerzył się w wymuszonym uśmiechu. – Na trzeźwo nie ogarnę tego pieprznika, a popcorn przyda się, kiedy przyjdzie do oglądania fajerwerków[+.]iInkwizytor Pantaleon Gary Y Patelenca patrzył przymrużonymi oczami jak Shadow ze stoickim spokojem nalewa mu szklaneczkę.”

 

“którego raczył upraszać” – uprasza się o coś, tak jak prosi się o coś, a nie czegoś

 

“– Oczywiście, Wasza Dostojność[+.] – Zalth wykonał polecenie.”

 

“Widzę[+,] że wszystko przebiega zgodnie z planem.”

 

“– Pięć trylionów klików od Charona[+.]mMówiąc to Zalth od niechcenia stuknął się po biodrze.”

 

“krzyknął Redeye, leżąc zmiętoszony na kanapie z filiżanką kawy na głowie, po tym jak wykonał dziki skok” – jakoś nie umiem sobie wyobrazić tego “zmiętoszenia” ;)

 

I w ogóle nie rozumiem, o co chodzi z tym kanarkiem ; (

 

“Sterczące u stropu potężne lasery[-,] byle śmiałka wysłałyby na “el cztery””

 

“susa dając naprzód z żwawością pantery.” – raz, że dziwny szyk przestawny, dwa, że ze żwawością

 

“Muff skwapliwie wykorzystała, by popędzić w stronę transportera. Naz spokojnie zbierała swoje zabawki, rzuciwszy tylko partnerce pilota do włazu. Po dziesięciu minutach pędziły już w stronę Charona”

 

“Po kiego wuja[-,] ktoś miałby zostawiać taki zacny artefakt na obrzeżach Układu Sol?”

 

“– Panie – odważył się nieśmiało pisnąć Khesh[+.] – Solarianie nie mają technologii pozwalającej rozstawić tak potężne pole. To może być znak od Slaanesha[-,] albo…”

 

“– Chyba po dwóch razach, Wasza Mroczność[+.]aAdiutant ewidentnie był w samobójczym nastroju.”

 

“Teraz musiała tylko dostarczyć ostatnią[-,] istniejącą kwartę”

 

“literatura skończyła się na Kill ‘Em All” XDDD

 

“Śmieci pewnie też nie wyniósł.” – O borze, masz u nas zamontowaną kamerkę?! :O

 

“do tego[-,] w gazie”

 

Wirus Strasburger – XDDD

 

“– Wiesz co, nieważne[+.] – Lord Dowódca dostojnie podniósł się z kanapy w różowe słonie.”

 

“Shadow przerwał widzą jak twarz” – widząc

 

“– Może i racja[+,] Pierwszy Pilocie”

 

“– Ale co niby proponujesz? Lecimy na pełnej mocy silników[+.] – Naz nie widziała sensu w spinaniu się.”

 

“Odpalmy[-,] te żagle, Naz.”

 

“– Witajcie piękne panie – odezwał się mężczyzna w ozdobnym kitlu pochylony nad jakimś ciałem. [+–]Jestem brat Nevazon z Ordo Nekromachina.”

 

“– Cześć[+,] dziewczęta, lecimy wtłuc spaczeńcom? – cCiało usiadło, machając przyjaźnie ręką.

– Chyba[-,] terminatora – stwierdziła Naz.”

 

“Dzięki[+,] doktorku”

 

“Nawet je spisałem, ale nieopatrznie dałem do przeczytania żonie.” XD

 

“– Tu się zgodzę[+.]iInkwizytor Gary pojawił się jakby znikąd.”

 

“I tak jesteśmy tu wystawieni jak kaczki na odstrzał[+.] – Shadow zachował jeszcze resztki poczucia obowiązku.”

 

“– A tak[+.] – Naz wskazała na, lecącą w stronę w stronę gigantycznego pancernika, kapsułę.”

 

“Zawsze, mała. Zróbmy im hatakumbę[+.]iInkwizytorowi nie brakowało entuzjazmu.”

 

“W każdym razie[-,] kapitan w niezniszczalnym kombinezonie.”

 

“Khal Tanio” XD

 

Nawiasem mówiąc, nadzwyczaj podobają mi się bronie ze znaków interpunkcyjnych ;)

 

“dekoncentrując się przez chwilę” – raczej na chwilę

 

“– Wyygaaaniaaałaaa Kaaaasiaaaaa woooołkiiiii!! – zZza drzwi dobiegały pijackie śpiewy Funa i Zaltha.”

 

Kutafonit XD

 

“Hej, przerośnięty żołnierzu, jeśli pożyczysz nam trochę prądu, to może skopiemy tyłek Eurazjonowi! – iInkwizytor zwrócił się splecionego w uścisku z wrogiem Brightside’a.

“-[+spacja]Umhpfmf! – zdołał wykrztusić w odpowiedzi kawaler orderu skąpej bielizny.”

 

“– Obywatelu Pierwszy Sekretarzu! – pPrzywódcę Republiki wyrwał z zadumy głos”

 

“Nie wyrzuciłem śmieci!” XD

 

 

Jestem niezmiernie zadowolona z lektury (pomijając błędy ; O). Starannie przemyślana, absurdalna historia, wielu portalowiczów, klasa! ;) Duża porcja fantastycznej zabawy, dzięki Ci za to!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ło Matko Bosko, normalnie jak Reg z turbodoładowaniem. Przegrzmocę te przecinki, docinki i nieścisłości wieczorem, bo teraz lecę trzepać drugi etat. Tak tylko na szybko – fajnie, że Ultramarines mają potencjał kabaretowy, ale to akurat tzw. “fakt autentyczny” z uniwersum W40K :D.

 

Tu zadebiutował sławetny kanarek: Nieustraszeni pogromcy androidów

 

A tak w ogóle, skoro mój tekst spodobał się Józefinie, to chyba mogę umierać (albo i nie, jak mawiał Rubin :P).

 

P.S. Kamerki nie mam, ale mam żonę.

Dużo się dzieje i szybko, ale świetnie się odnajdujesz w takiej konwencji. Warhammera niestety nie znam, więc niech mnie ktoś oświeci, kim był Eurazjon, który ugiął się pod masą moich niedorzecznie wielkich mięśni… :>

Scenki z Muffinklą i Naz to moje faworytki. Dobry tekst. :D

Dzięx :D. Jakoś już tak mam, że jak nie wprowadzę tłumu zakręconych bohaterów, to nie jestem sobą. A Eurazjon to mix pewnego pana z "Gry o tron" i pewnego jegomościa, który do niedawna dawał się we znaki Berylowi, publikując na shoutboksie swoją powieść :P

Ach. Nawiązanie do Eurona jest oczywiste, ale tamtego pana nie kojarzę. Wszystko jasne. :p

do tego, w gazie, więc oszczędności na paliwie były kolosalne.

To przypomniało mi dobrą copy-pastę o locie na księżyc Golfem.

 

Momentami ocierał się klimatem o Grafomanię [znaczy się o konkurs, i nie wykonaniem, ale treścią] oczywiście w pozytywnym kontekście. W uniwersum Harhammera 40K nigdy nie siedziałem, ale kilkukrotnie gdzieś mi mignęło, stąd domyśliłem się, jak wygląda świat przedstawiony.

Miotacz średników brzmi cholernie niebezpiecznie; potężna broń.

Jako tekst na Fantastów bardzo ok, ale gdybym miał na niego patrzeć jak na zwykłe opowiadanie, no to czegoś zabrakło, może jakiegoś twistu na końcu, może sugestywniejszych opisów… Plus za zabawność, celne nawiązania.

Bardzo w porządku :D

No nieźle.

Dodałam ostatniego klika.

Mnie powaliły Święte Stringi. A ogólnie świetnie się czytało, zabawne przedstawienie znanych z portalu osób, do tego wartka (choć nieco zagmatwana) akcja. Czegóż chcieć więcej. yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie przyjemne, fragmentami nawet bardzo, ale jako całość jak dla mnie trochę zbyt chaotyczne – kto z kim, w kogo, po co i na co :P Ale niektóre sceny świetne – podobała mi się szczególnie ta z Reg w roli Indiana Jonesa, jak ją po święty kielich wysłali :) Postać Jasnostronego i święte stringi też niczego sobie XD

Tylko nie załapałam, kim jest McKura?

"But I'm a supergirl and supergirls just fly." Reamonn

No jak to? MC Kura → DJ Jajko :D

No nieźle.

He he, no tak… Jakoś nie mogłam MC Chickena do nikogo przypasować, ale już wszystko jasne :P

"But I'm a supergirl and supergirls just fly." Reamonn

I od teraz, już na każdym krakowskim piwie, będę wspominał Naz otwierającą butelkę okiem…

@MrBrightside

Gość wklejał na SB sążniste teksty, których motywem przewodnim była Eurazja.

 

@Skoneczny

Chętnie bym przeczytał tę pastę, ale Google nie czai bazy. Fajnie, że znalazłeś sporo pozytywów.

 

@Bemik

Dziękuję bardzo :). Swoją drogą, niezły pomysł na biznes w branży dewocjonaliów.

 

@Dogsdumpling

Dzięki za komentarz. Siły chaosu zaatakowały, to i trochę bałaganu musiało być :P.

 

@Cobold

:D :D

Bardzo zacnie.

Bailout w pełnej okazałości – chaos, humor, dużo naparzanek. Multum postaci z portalu, sporo nawiązań do fantastyki.

Misie. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki, Muff. Sam bym tego lepiej nie ujął :P. Czekamy na Twojego świeżaka!

Bailout, służę uprzejmie :D

 

Odległość Księżyca od Ziemi wynosi, zależnie od orbity, od około 360 000 do 405 000 km, przyjmijmy zatem średnią 380 000 km. Biorąc pod uwagę, że niebo jest jak pusta autostrada bez fotoradarów, moglibyśmy cisnąć tyle, ile fabryka dała dla naszego Golfa. Jadąc (lecąc?) 100 km/h podróż zajęłaby nam raptem… 158 dni. Prawie pół roku jazdy bez przerw na sen i siku. Pójdźmy o krok dalej. Robiąc sobie 30 minutowe przerwy co 6 godzin jazdy, a także 8 godzin snu – skracając dzienną trasę do 15 godzin, podróż zajęłaby 237 dni. Według internetów, Volkswagen Golf III z silnikiem 1.4 i 55KM pali 7.4 litra na 100km. Ile zabulimy za tak ambitne wojaże? Umowną granicą kosmosu jest Linia Karmana, czyli wysokość 100km od powierzchni planety. Pomijając opór towarzyszący przekraczaniu granic atmosfery, zamknęlibyśmy się w 105 km – dalej pojechalibyśmy nawet na wyłączonym silniku. Potrzebowalibyśmy równo 7.77 litrów paliwa. Biorąc pod uwagę aktualną średnią cen E95, wydalibyśmy 33 złote i 48 groszy. A głupie matoły z NASA wyrzucajo miliony w błoto.

No nieźle.

I pomyśleć, że wystarczy zbudować autostradę do granicy kosmosu :D. Dzięki za wklejkę.

Padłam ze śmiechu :)

Świetna opowieść, ze zrozumiałą dla mnie dawką i formą absurdu, co cieszy mnie niezmiernie, bo miałam możliwość łapać smaczki i po prostu delektować się lekturą. 

Gdybym nie przybyła za późno, to klikałabym…

Pozdrawia Infantka ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajnie, że specjalność szefa kuchni smakowała.

 

Pozdrawia zawirusowany pancernik ;)

Czytałem cały czas z bananem na gębie. Lekkie i dynamiczne z mnóstwem pomysłowych gadżetów i scen. Bardzo Ci się to udało. yes

Dzięki. Idealna tematyka dla mnie – wstyd byłoby nie stanąć na wysokości zadania :D

Mimo zawrotnego tempa, chyba udało mi się nadążyć śledzić akcję, rozpoznać osoby dramatu, a nawet zdążyć wywiązać się z zadania, choć, co tu dużo mówić, łatwo nie było. ;D

Bailoucie, poczułam dla Ciebie prawdziwy podziw, gdy uzmysłowiłam sobie jak wiele znakomitości zdołałeś zaangażować do tego szalonego przedsięwzięcia, a opisałeś wszystkie tak, że co jedna to zdaje się barwniejsza i jakże trafnie, ze znawstwem, uchwycona. Wyznam, że uwiodły mnie obrazy działających wespół Muffinkli i Naz, a poczynania Inkwizytorów, dojrzałe decyzje Dowódców i działania reszty postaci, doprowadziły do łez. Łez radości, oczywiście. ;D

 

In­kwi­zy­tor zwró­cił się sple­cio­ne­go w uści­sku… –> In­kwi­zy­tor zwró­cił się do sple­cio­ne­go w uści­sku… 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widzę, że Jose zrobiła świetną robotę z wychwyceniem mojego napadu pomroczności przy zapisie dialogów i niewiele dla Ciebie zostało. Czuję się zaszczycony Twoimi słowami i prawie się czerwienię. Trochę się obawiam, że sukcesywnie podnoszę sobie poprzeczkę i będę miał problem z przebiciem tego za rok. O rozgrzebanym CyberTadziu nawet nie wspomnę, mam nadzieję, że pierwsza księga utrzyma poziom, teraz wreszcie mogę wrócić do tego projektu. Dziękuję, Madame :)

Ależ to dobrze, że zawieszasz sobie poprzeczkę coraz wyżej – jeśli w chwili słabszej formy nie uda Ci się jej przeskoczyć, zawsze możesz, dumnie uniósłszy głowę, pod nią przemaszerować. ;)

Ja też Ci dziękuję za świetną rozrywkę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem wczoraj (nawet zacząłem w pracy!), ale jakoś nie miałem okazji skomentować :)

 

No wiesz, beryl występuje w przynajmniej siedmiu osobach wersjach, a Ty akurat zdecydowałeś się na jakiś tam rubin? :)

 

Tekst może nie należy do bezbłędnie napisanych, ale jeśli chodzi o humor, to znalazł się mocno w moim guście. Co zapewne nie świadczy najlepiej o moim guście, ale nie każdy ma wyrafinowany smak (tanie wina są dobre, dzięki za scenkę z Amareną patykiem pisaną).

Chociaż uważam, że większość postaci została pozbawiona swojej portalowej osobowości, to niektóre z nich udały się – moim zdaniem – dobrze.

W każdym razie czytało się miło i jestem zadowolony, że tu zajrzałem.

Będę się trzymał tego, że archetypowy pierwszy sekretarz musi być jednak czerwony :P. Co by nie mówić o Twoim guście, sądząc po pozostałych komentarzach, jesteś w doborowym gronie. Dzięki za odwiedziny.

Będę się trzymał tego, że archetypowy pierwszy sekretarz musi być jednak czerwony :P

A, jeśli idziemy tym tropem, to przyznam rację :)

Kuźwa, jak to jest średnio napisane.

Najlepsze zdanie <3

Zwróciłem też uwagę na mnóstwo innych smaczków: powiedzonka i wielozadaniowość Naz, żarciki Bailouta (przy okazji: chyba powinieneś poprawić na “wirus Strasburgera”, w sensie nazwisko w dopełniaczu), filmiki Zaltha, docinek dotyczący urzędniczego nadęcia (ciekawe, ile osób odważy się na takie żarty) i wiele innych. Dopiero komentarze mnie poinformowały, że bazowałeś na jakimś uniwersum. 

Nie wszyscy bohaterowie tak charakterystyczni jak Naz, niektórzy portalowicze sprowadzeni do nazw statków, ale opowiadanie i tak dostarczyło mi solidnej rozrywki. Lubię Twój sposób pisania. Przydałoby się tu trochę szlifów, ale obstawiam, że nie chciało Ci się tak długo grzebać przy tym tekście ;)

Zabawiaj nas dalej. Tutaj, a potem na papierze. 

Dzięki za odwiedziny i spostrzeżenia, komandorze :). Wirus zwie się “Strasburger”, a nie należy do niego lub jest jego imienia, więc chyba na razie to zostawię. Czy docinek? Nie taki był cel. Potrzebowałem wyrazistej postaci, bywającej “na przekór” i Roger pasował. Słowa Nevazona są po prostu wynikiem sposobu poprowadzenia akcji. I stanowczo sprzeciwiam się “sprowadzaniu do nazw” :D! Przeciwnie, jest to sposób uhonorowania choć kilku więcej osób w historii, która niestety nie jest z gumy. Jeśli opowieść miałaby szersze ramy, chyba każdemu z Was dałbym niezgorszą rólkę :P.

Count okrętem? O_o  Fajnie! :D

 

Opko czytało się naprawdę super, a charakterystyczny bailoutowy humor odpowiednio je ubarwił – niejednokrotnie szczerzyłem się do ekranu. Fabuła wiadomo jaka, ale nie o nią wszak chodziło, więc wybaczam ;P

Bohaterowie… Tutaj mogłeś zadbać o większość spójność charakterów – w przypadku Nazuli (borze iglasty itd) czy Reguli (podwójna spacja) wyszło naprawdę super, pozostali zdali mi się słabiej zarysowani.

 

Tak czy inaczej – Republika wstaje! to godny uczestnik tego konkursu :)

 

Trzym się, Bail.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

:D Wycisnąłem z tego mniej więcej tyle, ile mogłem, po tych kilku miesiącach intensywniejszego udzielania się tutaj. Za rok charaktery będę miał lepiej dopracowane, no i czasem dawałem pierwszeństwo historii (co by o niej nie mówić :P) nad spójnością osobowości postaci z pierwowzorem. 

Świetnie, że się dobrze czytało, a i poweselić się udało.

Trzym się Count. Polski blacharz nie takie kosmiczne fury wyklepie. Jeszcze będzie się w galaktyce mówić, że imperator tylko do kościoła latał ;).

Bailout – uśmiałam się :) Nie znam co prawda tego, na czym się wzorowałeś, ale nie szkodzi. 

 

Może najpierw minusy, bo wszyscy zawsze wolą tę złą wiadomość na początku :P

Troszkę zbyt wielu bohaterów wprowadziłeś i zbyt wiele akcji. Miałam problem, żeby połapać się kto jest kim i kto jest po czyjej stronie i w ogóle o co chodzi. Niby opowiadanie jest długie, więc powinnam mieć możliwość, żeby to ogarnąć, ale było trudno. Gdzieś też trafiły się jakieś niezręczności, ale nie było ich wiele i niezbyt zwracały uwagę, tak więc nawet się nie wysilałam, żeby je łapać :P

Wielość bohaterów powodowała natomiast, że dość kłopotliwe było ich rozróżnianie (oprócz kilku postaci) i wyszli mało “krwiście”. I to tyle z minusów.

 

Zdecydowanie najlepiej wyszła Ci Reg – mistrzostwo świata, zwłaszcza akcja w jaskini :D Ale w sumie nic dziwnego, chyba bardziej charakterystycznej postaci nie ma na portalu :P

Podobały mi się też nazwy statków – super sprawa, nawet jeśli tylko wymieniłeś portalowiczów, to w ciekawy sposób :D

Niektóre zdania to prawdziwe perełki, ale czytałam tak szybko, że, podobnie jak w przypadku niezręczności, nie wynotowywałam ich sobie. Ale musiałam się powstrzymywać od śmiechu, żeby nie budzić mojego małego smroda, co jest już wystarczającym dowodem na perełkowatość zdań :P

 

Oj, chyba muszę się zacząć bardziej udzielać na portalu, bo aż żal, że nie mogłam dołączyć do tak zacnej ekipy. Może dostałabym kostium z kutafonitu :P? Chociaż może lepiej nie…

Dzięki za miłe słowa. Co się odwlecze… Jeszcze Ci kiedyś lepszy kostium wykombinujemy :P. Szkoda tylko, że takie małe zainteresowanie konkursem. Liczę na to, że ktoś jeszcze rzutem na taśmę spróbuje wyprowadzić nokautujące ciosy świetnymi tekstami. Mam nawet pewne podejrzenia, kto to mógłby być. Pożyjemy, zobaczymy.

Ja też mam pewne podejrzenia… Muffinkla – liczymy na Ciebie :D

I trzymam za słowo z tym lepszym kostiumem :D

Spoko, jeszcze mi ostatnia scena została, poprawki, odleżyny i jadziem z koksem. :-)

Babska logika rządzi!

No właśnie o wilku mowa. Czułem, że ostatnie słowo będzie należało do Finkli :D

Lektura przypominała oglądanie przyzwoitej komedii. Nie wszystkie żarty bawiły, ale ogień humoru faktycznie był zmasowany i nie pozwalał się znudzić. Miałem swoje ulubione momenty – zaliczają się do nich Muffinkla i “wynieś śmieci”. Rubina przerobiłbym na Szmaragda, no ale skoro sekretarz musi być czerwony ;P.

Nie ma co krytykować za powierzchowne przedstawienie większości bohaterów, bo każdy po cichu liczy na choćby krótką wzmiankę o sobie, a nie wszyscy mogą być tak barwnymi postaciami jak Naz ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Cieszę się, że dostarczyłem przyzwoitej rozrywki, bracie Nevazonie :)

Kurczę, niestety muszę przyznać, że tempo akcji mnie przerosło – chyba mam zbyt flegmatyczny temperament, żeby ogarnąć co tu się właściwie działo i leciałam przez tekst z poczuciem całkowitego oszołomienia ;P Nie pomogła mi pewnie również nieznajomość wielu motywów, do których nawiązywałeś. Portalowe smaczki uśmiechnęły, szczególnie spodobały mi się Naz i Muffinkla – chyba w ich przypadku najlepiej udało Ci się oddać charaktery pierwowzorów. 

Kurczę, szkoda, ale fajnie, że pojawił się uśmiech. Co ciekawe, myślę, że sam mam sporo z flegmatyka, pomijając stany maniakalne po nażłopaniu się kawy ;)

Nowa Fantastyka