- Hydepark: Nieustraszeni pogromcy androidów

Hydepark:

inne

Nieustraszeni pogromcy androidów

Cześć, szkodniki. Opierniczam się ostatnio z pisaniem niemiłosiernie, więc, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, spróbuję wystartować pierwszą, wiekopomną, portalową sesję RPG PBF.

Dla niewiedziatych: https://pl.wikipedia.org/wiki/Play_by_forum

Będzie to sesja typu sandbox ( :D ), czyli bez scenariusza, aczkolwiek nie pozbawiona pewnych, obowiązujących zasad. Nie przewiduję też typowego Mistrza Gry, chyba, że ktoś chce się tej funkcji podjąć. W przypadkach, gdzie będzie jakieś mistrzowanie wskazane, postaram się czynić honory. Nie przewiduję też żadnych cyferek, statystyk i rubryczek, tylko czysty storytelling. Zatem osoba chętna do udziału musi tylko wymyślić sobie postać, jej imię, wygląd i zdolności. Miejsce akcji, to uniwersum zbliżone do świata Gwiezdnych Wojen, a zatem mix s-f i fantasy, z akcentem na s-f.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to będziemy musieli odróżnić w tekście kwestie typowo sesyjne od różnych ustaleń. Zatem proponuję wszelkie niejasności, wątpliwości i spory (typu: “Nie mogłeś mi odgryźć głowy, bo nie masz zębów”) pisać kursywą. Kolejna, ważna uwaga: piszemy tylko co robi i co się dzieje z naszą postacią, czyli wykluczam teksty w rodzaju: “Kopię cię w dupę i przelatujesz kilkanaście metrów”. Dalej, proponuję pisać w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym, wiem z doświadczenia, że sformułowanie “Dziabię go mieczem świetlnym” jest dla potrzeb takiej sesji bardziej naturalne i dynamiczne, niż literackie “Grażyna dziabnęła go mieczem świetlnym”.

To w zasadzie tyle najważniejszych rzeczy. Poczekam trochę na zgłoszenia zainteresowanych osób. Jeśli nikt się nie zgłosi, zacznę sam, a Wy możecie dołączać w trakcie. Jeśli nikt nie dołączy, no to wiadomo, śmierć cieplna Wszechświata i cześć.

Komentarze

obserwuj

Mytrix – spaceoperowy Viking o wzroście barbarzyńcy, i tężyźnie He-Mana, z brodą krasnoluda. Lub przynajmniej tak o sobie myśli. Nie najinteligentniejszy. Rzekłbym, że o kilka razy za dużo dostał w łeb.

Niemniej nie przeszkadza mu to w byciu wykidajłem w małej spylunie w portowej dzielnicy, niezależnej (czyt. pirackiej) planety Xanax.

Otwieram drzwi i wychodzę na zewnątrz. Przede mną rozpościera się wspaniały widok na najgorszą dzielnicę miasta. Śmieci, zapach złomu, brudni ludzie.

– Lokal otwarty... – mówię sam do siebie – ciekawe ile czerepów uda się dzisiaj przetrzepać.

Zagrodziłem przejście i czekam, z tępym wyrazem twarzy.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nevaz – niebieskoskóry tryklop* ze świata Hydrokodon zatrudniony na stanowisku planetologa w Unii Kosmicznej (UK). Aby żyć na innych planetach, musi co dwanaście ziemskich minut używać inhalatora z unikalną mieszanką gazów.

Aktualnie prowadzi badania planety Xanax. 

 

– Dzień dobry. W Departamencie Współpracy Kosmicznej Rady Miasta zasugerowano, że w tym lokalu znajdę młodych, przedsiębiorczych tubylców, którzy chętnie wezmą udział w eksploracji starego ośrodka hodowli ksenomorfów? 

 

 

*300% cyklopa

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– eee? Kseno-co? Przedsiębiorczych, no jacyś się znajdą... masz pan kasę? Jak tak to właź pan, pogadamy... na stronie, w pięć oczy... – robię przejście dla jegomościa, jednak blokuję ręką w geście, zapłać to wejdziesz.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Wyciągam holopłytkę z logo Unii Kosmicznej i przewijam zawartość żabowatym palcem, aż przed oczyma goryla ukaże się wysokość dotacji. Zera na końcu kwoty tańczą w tęczowej poświacie.

– Będę potrzebował ze dwóch takich jak pan.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Proszę, proszę! – Wpycham gościa do knajpy. – Znajdziemy i dwóch, znajdziemy...

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Setting powiadacie. Jak mówi chińskie przysłowie: “bla bla bla ping-pong”.

A zatem, lokal wygląda mniej więcej tak:

 

W tle przygrywa to: https://www.youtube.com/watch?v=q50UBIWXvfc

 

A mój wygląd jest zbliżony do tego:

 

 

Wślizguję się do tawerny za plecami bramkarza, korzystając z jego chwilowego odwrócenia uwagi (wpychania Tryklopa) (bój się Boga, Mytrix, żeby tyle trzeba było zachodu, żeby się napić :D). Podchodzę do kontuaru:

– Barman, nalej mi niebieskie z paroma kroplami różowego. – Zabieram swój trunek i siadam w ustronnym kącie. Spokojnie sączę drinka, rozglądając się po sali i lustrując bywalców.

 

Van-D – jestem zawirusowanym robotem typu System i wyglądam jak gigantyczna pomarańcza. Tajemnicza gigantyczna pomarańcza. 

Aktualnie stoję w kącie i nic nie robię. 

Jednym haustem dopijam resztę drinka, gestem dziękuję barmanowi za dolewkę. Gigantyczne pomarańcze? Nie piję więcej trunków z różowym. Ruszam w stronę tryklopa.

– Przypadkiem słyszałem twoją rozmowę z mięśniakiem. Duże hodowali te ksenomorfy?

– W materiałach opisujących ośrodek, główny genetyk objaśnił, że okazom zablokowano możliwość wzrostu powyżej rozmiarów drauka xanańskiego. Co prawda drauk xanański wyginął kilkaset lat temu i nie zachowały się szersze informacje na jego temat, ale mógłbym postawić hipotezę, że nie mógł odbiegać rozmiarami od drauka fenylefryńskiego. To znaczy, że sięgałby panu najwyżej do kolan. Od dłuższego czasu nie ma żadnych nowych informacji o hodowli i nie wiadomo jakie osiągnięto rezultaty. Nasz raport ma szansę wypełnienia istotnej luki w wiedzy zoologicznej!

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Wiemy jak tam dotrzeć, i kiedy? – pytam, po czym wskazuję ręką na robota stojącego w kącie – Vandal, ten pomarańczowy zasraniec, może coś wiedzieć o tym waszym ośrodku...

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przypominam, że chętni mogą dołączać na każdym etapie. Na dłużej lub krótki epizod, jak kto woli.

 

– Wchodzę w to. Mój dziadek trzymał na łańcuchu małego morfa, nazywał go Puszek. Na komendę “Puszek, siekaj!” robił nam wewnętrzną szczęką wycinanki łowickie. Tylko, że dziadek miał hełm królowej roju. Co chcecie zrobić, jeśli one plączą się tam luzem? Jeśli mają królową, napatoczymy się na inteligentną rasę, a nie zwierzaczki próbujące odgryźć nam jaja.

 

Patrzę podejrzliwie na pomarańczę. Wskazuję w jej stronę.

 

– A to, tam, wygląda mi na robaczywe. No i podstawowa sprawa, mamy jakiś transport? Mój się trochę rozbił przy lądowaniu. Chciałem zaoszczędzić na opłatach portowych, a cholerni złomiarze rozpylili sztuczną mgłę nad kraterem.

Stoję w kącie i nic nie robię. 

– Bail uważaj na słowa, Vandal jest mi jak brat! – Składam wielkie łapy w kształt megafonu przy ustach i krzyczę do robota:

– Mechaniczna Pomarańczo! Chodźże no tu! Sprawa jest!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Tajemniczy, pomarańczopodobny robot (ja) nie rusza się z kąta. 

– Ekhm... – odkaszlnąłem w pięść i siadam z powrotem przy stoliku. – To co z tym transportem?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Lepiej bym nie odegrał postaci, która stoi i nic nie robi. Szacun, fun.

 

Hmm, będąc przyzwyczajony raczej do takiej reakcji: https://www.youtube.com/watch?v=vWh6VllqX_4, myślę sobie, że ten przerośnięty krasnolud musi być całkiem zacnym dobrodziejem, skoro wie kim jestem, zanim zdążyłem się przedstawić. Zatem zwracam się do niego:

– Cny kompanie, ależ oczywiście, że zabierzemy twojego okrągłego ziomala. Widzę tu duże możliwości strategiczne. Stoczymy go ze wzgórza, a zanim obcy zdecydują czy go wysiadywać, czy przerobić na Helloween, my zdążymy zdecydować czy ich łapać, czy smażyć. Co do transportu, jeśli klop nie dysponuje własnym, proponuję pożyczyć jakiś fajny statek. Jak cię zwą mężny osiłku, do którego dotarła sława dzielnego Bailouta?

– Mytrix, choć powinno się mnie tytułować: Móðsognir mæztr of orðinn dverga allra – wskazuję na herb rodowy wytatuowany na łysej głowie, po czym kontynuuję:

 – Okrągły, jak będzie chciał, to sam się za nami potoczy.  A transport załatwia zleceniodawca. Broń mam własną, ale za każdy wystrzelony nabój będzie mi musiał słono zapłacić. Gardzę blasterami i laserami, używam tylko bolterów. Za zabitych toporem nie pobieram dodatkowej opłaty. To jak będzie trzyklopie?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– Chyba się zawiesił. Stał blisko Pomarańczy Apokalipsy, mógł coś podłapać. Poza tym już ze trzynaście minut nie używał inhalatora, kiepsko to widzę.

Wytaczam się z kąta, by mieć lepszy widok na pewną samicę, po czym staję i nic nie robię. To moje nicnierobienie odbywa się w niezwykle tajemniczy sposób. 

 

Może ktoś to czyta i zastanawia się “co oni, kurde, odwalają?”. Proszę się nie zastanawiać, tylko dołączyć do gry :D Samica czeka. 

Niegdysiejsze sandboxowe sesje PBF, w których brałem udział, miały szaloną poczytność (widać było liczbę wyświetleń), więc nawet biorąc poprawkę na specyfikę tego portalu może tu spokojnie krążyć z pisiont wojerystów :P

 

- Móðsognir, może niech barman nie polewa więcej okrągłemu, bo wygląda jakby zamierzał się rozmnażać.

 

Jakby co, to zaraz spadam na piłkę, ale potem mnie energia rozsadza, więc po 23-ej możemy rozwalić tę budę.

Bailout, skąd twoja postać wie, że moja postać musi używać inhalatora? ;P

 

Przysłuchuję się rozmowie miejscowych dziwaków do momentu, gdy kierowany odruchem sięgam po wysłużony inhalator. Zaaferowany rekrutacją towarzyszy na ekspedycję, nie zauważam, że wcisnął mi się taki metalowy przycisk i urządzenie nie zadziałało.

Roztargnienie naukowca kolejny raz zbiera mroczne żniwo. Osuwam się na podłogę.

Przy widowiskowym upadku z kieszeni-nerki wysypują się holowizytówki, na samym wierzchu ląduje karta mojego agenta podróżnego.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Turlam się w stronę rozsypanych holowizytówek. Z mojego pomarańczowego korpusu wysuwają się szczypce, które chwytają leżącą na samym wierzchu kartę. Chowam ją w swoim mrocznym wnętrzu i uciekam w stronę wyjścia. 

– Bail ratuj tryklopa – krzyczę, i rzucam się w pościg za Van-D'alem. – Oddawaj kartę!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Zatrzymuję się, wypluwam kartę, po czym wracam do kąta, w którym stałem i nic nie robiłem, by znowu stać i nic nie robić. 

Kuźwa, myślę, skąd ja wiem, że on potrzebuje inhalatora? Jakiś sen, czy ki grzyb. Nieważne, szybko, podbiegam do Hydrokondomiarza i wyjmuję mu z ręki sprzęciwo. Adrenalina buzuje mi w żyłach jak dzika świnia w namiocie. Zapodaję mu ustnik do pyska, naduszam wyprofilowane wgłębienie. Gówno. Cenne sekundy mijają. Samice gigantycznych pomarańczy patrzą na mnie w napięciu nieistniejącymi oczami. Czas rozciąga się jak we śnie szalonego Einsteina. Drżącymi palcami obmacuję inhalator. Oż go w mordę mać! Chiński. Czyli ma taki metalowy przycisk, którego nie wolno wciskać. Po kiego wuja on w ogóle jest? Nieważne. Odtegowywuję ten dzindzibołek i teraz już rażno wpuszczam do paszczy wielooka wesołego dymka. Dopiero teraz zauważam, że wstrzymałem oddech. W pipę jeża, zaraz się uduszę. W ostatniej chwili przypominam sobie, że trzeba wytworzyć podciśnienie w klatce piersiowej. Wciągam głęboki oddech i przykładam dłoń do przedniej strony kadłuba astmatyka. Chyba lekko się unosi. Żyje?

Zatrzymuję się.

Podnoszę kartę i "skonsternowany" – czyli z tradycyjnie tępym wyrazem mego oblicza – patrzę za robotem wracającym na swoje miejsce. Chyba naprawdę coś jest z nim nie tak – myślę.

Wracam do Bailouta i Zleceniodawcy, mając nadzieję, że ten jeszcze żyje.

– Co z nim? – pytam, machając odzyskaną kartą. – Ja odzyskałem kartę. Robot sam ją wypluł i wrócił do kąta. Widzisz? Mówiłem, że się słucha!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– Chyba żyje, ale nie jestem medykiem. BB-8 nie ma przypadkiem oprogramowania diagnostycznego?

– Bo ja wiem? Spytam.

Podchodzę do Vandala...

– Eee... Pomożesz? – stukam w robota, tak jakbym pukał do drzwi. – Kolega chyba umiera, mógłbyś coś poradzić? Halooo!?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Miałem kiedyś oprogramowanie medyczne, ale jedyne, co się uchowało przed Wirusem Zapomnienia, to cykl Krebsa. Wyświetlam teraz jego hologramowy schemat przed sobą, a związki chemiczne obracają się wkoło niczym diabelski młyn. 

– Yyy... Może faktycznie na wszelki wypadek wstrzyknijmy mu szczawiooctanu. Ma ktoś iniektor?

– Tylko nie szczawiooctan! – krzyczę przerażony.

Rozpaczliwie macham rękami w powietrzu, ale w końcu dochodzę do siebie. Zielenię się, w zawstydzeniu. Podnoszę z podłogi inhalator i przemawiam poważnym głosem:

– Wybaczcie, panowie. To moja... przypadłość. Jeżeli taka sytuacja kiedyś się powtórzy, dobrze, żeby nasza ekspedycja miała inteligentnego przywódcę. Może pan? – Patrzę na Bailouta. – Będzie pan kierował pozostałymi. Oprócz mnie, naturalnie. Ja jestem doktorem nauk planetarnych i odpowiadam tylko przed profesurą.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Jestem raczej za demokracją, ale mogę od czasu do czasu czymś pokierować, najlepiej jakimś pojazdem. A właśnie, mamy czym polecieć do twoich wrednych koleżków?

– Unia refunduje pojazd intraplanetarny klasy B. Mój agent podróżny miał go załatwić. Gdzieś tu miałem jego wizytówkę...

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Na pewno się znajdzie. Teraz chodźmy się napić. Ta akcja reanimacyjna sporo mnie kosztowała, a myślę, że i ciebie niemało. Jestem Bailout, pilot i szmugler, czasem najemnik. A ciebie jak zwą, badaczu? – pytam, obiecując sobie, że teraz piję wyłącznie czyste niebieskie.

– Doktor Nevaz, adiunkt w akademii Hydrokodonu.

Nauczony doświadczeniem, wyciągam z większej kieszeni-nerki czyste szkło. Dopytuję:

– Co będziemy dziś analizować?

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Podchodzę do kontuaru, za którym znajduje się ekran z kolorowymi drinkami. Niektóre są animowane, bulgoczą w nich bąbelki, unosi się para albo w środku pływają nanoroboty z narkotykami.

– Dwa razy niebieskie, dla mnie i mojego kompana, Marian – zamawiam. Maniek wstukuje odpowiednią sekwencję i mechaniczne ramiona z wężykami nalewają napitek. – Na początek możesz przeanalizować to. Po paru kolejkach zaczną się ciekawsze analizy, a może nawet jedna lub dwie syntezy :D . Co cię w ogóle przywiało na tę zapomnianą planetę? Nie lepiej było zwyczajnie wynająć profesjonalną ekipę w bardziej cywilizowanym sektorze galaktyki?

Analizuję i zastanawiam się nad odpowiedzią.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

<Wpis Obserwatora>

Panowie, nic się dzieje...

Od trzech dni siedzicie w knajpie i (uwaga!) jeden podszedł do baru zamówić drinki.

Zagęszczać akcje!

<Koniec wpisu>

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Chłopie, czego się spodziewasz jak się trafił naukowiec i autystyczny robot :D . Jakbyś był dobry kolega, to byś nie marudził, tylko wylądował jakimś konkretnym statkiem, robiąc z połowy knajpy kosmiczny parking. Wtedy byśmy mogli stąd spadać w try miga wśród huku fajerwerków. Ech, trzeba mu było wstrzyknąć ten kwas octowy...

Dobra, to macie.

 

Nie wierzę w to, co przed chwilą wyskrzeczała mikrosłuchawka w uchu.

Wstaję od stolika przy którym do tej pory siedziałem i obserwowałem spotkanie. Z twarzy jestem podobny zupełnie do nikogo. Typowy tajniak.

Spod ciemnego płaszcza wyciągam kartaczownicę mikrograwitacyjną MK302 i opierając lufę na ramieniu stojącego przy barze Bailouta rozwalam łeb barmanowi. Przełączam na selektywny wybór celów i otwieram ogień do: kelnerki, trzech typów obok stolika przy wejściu, kolesia stojącego przy kiblu, drugiej kelnerki i ardasjanskiego kanarka  w klatce nad barem.

Kanarek aktywuje psioniczne pole siłowe i przechwytuje pierwszy strzał. Nieznacznym ruchem kciuka zwiększam moc kartaczownicy i drugi strzał, co prawda nie zabija ptaka, ale ogłusza dostatecznie by uruchomił autonomiczny system stazy.

– Lepiej tego nie pić – mówię spokojnie do Baiouta. – Barman czegoś tu dolał i na pewno nie był to sok z limonki. Z resztą, cała knajpa była obstawiona agentami. – Wskazuję lufą na cybermechaniczne szczątki kelnerki.

Pochodzę do stolika doktora Nevaza i podnoszę go za ramię.

– Nie wiem komu się pan naraził, panie doktorze, ale dostatecznie mocno, żeby nasłali na pana ardasjańskiego kanarka psionicznego. – Chowam spluwę. – Jestem porucznik Zalth z M.I.Ś.A. Niech zabiera kolegów, bo musimy natychmiast opuśić lokal. Za... – Patrzę na wyświeltacz. – Za 24 sekundy uderzy tutaj samonaprowadzajacy się miedzyplanterny pocisk klasy Armagedon. I lepiej się pośpieszmy, bo ten pierzasty sukinkot zaraz się ocknie.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dobra, panowie, koleś dał do pieca, teraz trzeba to rozegrać precyzyjnie i na zimno.

 

Z mojego starego statku wprawdzie wiele nie zostało, ale zawsze starałem się mieć trochę doinwestowanego sprzętu na czarną godzinę. Zanim porucznik skończy mówić, odpalam z głośnika na piersi coś do rytmu, dla ułatwienia synchronizacji: https://www.youtube.com/watch?v=ATqNaUcnoyY .

 

1 sekunda: Przywołuję swój glider antygrawitacyjny.

2 sekunda: Glider wlatuje, rozwalając okno.

3 sekunda: Wskakuję na wyprofilowaną platformę, zaczepy zatrzaskują się na butach.

4 sekunda: Podlatuję nad kontuar i zgarniam do zasobnika kilka butelek przedniej brandy z Mandarianu.

6 sekunda: Lecę do legendarnej ptasiej bestii i cykam sobie z nią sweetfocię.

7 sekunda: Robię szybką rundkę po sali i zbieram co lepsze chipy z roztrzaskanych ciał androidów.

9 sekunda: – Macie współrzędne zbiórki, spotykamy się tam jeśli przeżyjecie – informuję.

11 sekunda: Wyciągam staroświecki z wyglądu pistolet samopowtarzalny, klasy Winter, przestawiam w tryb metkowania i wystrzelam mikropluskwy z danymi celując kolejno w Mytrixa, Zaltha i Nevaza.

13 sekunda: Po chwili wahania ładuję też pluskwę mechanicznej pomarańczy.

14 sekunda: – Mytrix, bierz wizytówkę i spadajcie stąd! – wołam do Wikinga. – Jeśli kanarek jest bubołakiem, Armagedon może nie wystarczyć.

16 sekunda: Wylatuję na zewnątrz, roztrzaskując ostatnie okno.

17 sekunda: Włączam dopalacze i lecę na bezpieczną odległość.

19 sekunda: Ląduję na wzgórzu z dogodnym widokiem i otwieram butelkę brandy.

21 sekunda: Siadam wygodnie (no, powiedzmy, kanapa to to nie jest) na gliderze. Nastawiam aparat na tryb sylwestrowy, przechodzący w panoramiczną fotografię krateru.

23 sekunda: Pociągam łyk brandy i czekam.

 

Nie próbuję Was ratować, bo nie chcę nadużyć zasady decydowania tylko o swojej postaci. Na gliderze zmieści się jeszcze jedna osoba, więc jeśli ktoś chce, to zdąży wskoczyć i zabrać się ze mną. Ogólnie jesteście dużymi chłopcami i na pewno dacie sobie radę :P

Po 13 sekundach dramatycznego nicnierobienia coś przylepia się do mojej obudowy-skórki. Wtedy ruszam. Wypadam na zewnątrz i pędzę, miażdżąc swoim cielskiem xanaksiańskie karaluchy. W pewnym momencie na drogę wchodzi mi grupka patyczkowatych istot z planety Chityna. Roztrącam ich niczym kula kręgle – coś chrupie – i turlam się na pełnych obrotach w kierunku wzgórza znajdującego się w bezpiecznej odległości. 

W pierwszej chwili chcę rozwalić gościa, który zaczął strzelać, ale spoglądam na swój pistolet strzałkowy przy pasku i... zważywszy na jego przewagę w kalibrze broni chowam się za stołem. Słcham monologu agenta i nie zamierzam sprawdzać czy pocisk rzeczywiście zaraz rozniesie knajpę. Biegnę w stronę Vandala by zabrać go jak najdalej stąd, ze sobą ale... Pomarańczowy odjeżdża mi sprzed nosa. W takim razie wciąż ściskając wizytówkę, wpadam na zaplecze i przebijam się z bara wypadając z drzwiami na ulicę z tyłu knajpy. Tu zaparkowany jest mój motocykl Omega tysiąc. Wskakuję na omegę odpalam i paląc gumę wyjeżdżam na główną uliczkę. W oddali spostrzegam Vandala, pędzę więc za nim ile fabryka dała... Wydaje mi się, że o czymś zapomniałem... a tak zleceniodawca... No trudno mam nadzieję, że agent misia się nim zajmie.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– To bardzo rzadkie okazy, a współpraca z miejscową ludnością daje szanse na obserwacje natury kosmoantropologicznej – odpowiadam Bailoutowi. Potem robię slalom pomiędzy zakrwawionymi zwłokami i wskakuję na glidera. Już w bezpiecznym miejscu, wyciągam nowe, czyste szkło. Wykorzystuję ten moment, żeby przeanalizować brandy Bailouta i zastanowić się nad tym, kto chciał mnie zabić i czy agencja M.I.Ś.A. pracuje dla szefów moich szefów.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

/kursywa/ Pozostaje już tylko zobaczyc co zrobi Zalth :D /koniec: kursywa/

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Szturcham pijącego brandy Bailouta. 

Z chwilą kiedy doktorek wskakuje na glidera podążam spokojnie do wyjścia. Dotykiem uruchamiam nadajnik w uchu.

– Jedynka, jak tam prawdziwa obsługa baru? Zabezpieczeni, bezpieczni. Roger. Kontynuuje misję – Rozłączam się.

W drzwiach zerkam na wyświetlacz. Sekundy mijają, Armagedon prawdopodobnie wchodzi już w atmosferę.

Wychodzę na wyludnioną przez policyjna blokadę okolicę. Dobrze, że zawiadomieni przez centralę mundurowi postarali się zminimalizować straty wśród ludności cywilnej.

Odpalam mentolowego slima antyczną benzynową zapalniczką i podążam cuchnącymi moczem ulicami do wzgórza, na którym widać zaparkowany glider.

Za moimi plecami Armagedon wielkości wkładu od długopisu wlatuje przez wybite okno do lokalu. Najnowsza wojskowa technika bezbłędnie i precyzyjnie lokalizuje cel. Implozja podprzestrzenna wielkości bańki do pędzenia bimbru wstrząsa delikatnie szybami okolicznych witryn.

Oj, posypały się pióra.

Pochodzę do tryklopa i faceta wyglądającego na najemnika. W tym momencie nocny gwar miasta zostaje zagłuszony słyszalnym na wszystkich rejestrach fal dzwiękowych i psychicznych potężnym: "Ćwir, ćwir!"

Armagedon jednak był za słaby.

– Zakładam, że macie panowie jakiś transport? Na tej planecie za chwilę może zrobić się nieprzyjacielsko.

 

Proponuję aby podsuwać w kwestiach jakiś rozwiązania fabularne. Będzie łatwej skleić coś sensownego i każdy będzie miał wpływ na historię. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wysłużona Omega grzęźnie w błocie, dwie trzecie drogi pod górkę. Wyjmuję z bagażnika bolter i pas z nabojami. Od ramy odczepiam topór energetyczny.

Dalej pod górkę idę pieszo nucąc pod nosem Ljothahattr:

Ar skal rísa

sás annars vill

fé eÞa fior hafa;

liggjandi ulfr

sjaldan láer of getr

né sofandi maÞr sigr.

Takoż docieram do pozostałych

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– Mam tę cholerną holowizytówkę agenta podróży, co ją Vandal chciał zjeść... może się przyda?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

@Zalth

Tak trza robić, jak proponujesz.

 

Patrzę na robota. Podaję mu drugą butelkę. Za moich czasów robili lepsze eksplozje po uderzeniach pocisków... Nic to. Ta pierzasta maszyna do zabijania wydziobie nam zaraz psionicznie mózgi przez tyłek. Trzeba działać.

– Nevaz, teraz jest zajebiście dobra okazja, żebyś ściągnął wreszcie ten pojazd. Właściwie, możliwe, że to jedyna okazja. Wprawdzie niepokoi mnie trochę ta intraplanetarność, ale trudno. Lepiej uciekać w stronę jądra planety, niż nigdzie.

Swoją butelkę podaję Mytrixowi i wstaję, żeby złożyć glider.

Pełna butelka znika w moim wnętrzu. Po chwili wylatuje z mojego naprzeciwległego bieguna. Jest pusta. 

Palę.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Wyciągam telefon i dzwonię:

– Dzień dobry, Pan Igzymborf? Tak? Tak, zgodnie z aneksem. Doskonale. Najlepiej, gdyby był tu jakieś dziesięć minut temu. – Następnie zwracam się do reszty ekspedycji: – Panowie, transport w drodze.

 

Jeśli czujecie się na siłach i macie ochotę, możecie opisać środek transportu. Bailout miał pełnić rolę przywódcy, więc może przejąć inicjatywę. Przepraszam, bo miałem trochę pracowity tydzień, bardziej niż się spodziewałem. Wybaczcie, jeśli spowalniałem sesję. Myślę, że w weekend będę mógł pobawić się trochę aktywniej. Ewentualnie, mogę zginąć w trakcie lądowania ^ ^.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Spokojnie, mi ta leniwa akcja aż tak nie przeszkadzała, ale Zalth celnie zauważył, że czas było już kończyć akt pierwszy. Nie widzę powodu, żebyś miał ginąć, chyba że sam sobie tego życzysz. Zresztą z weekendami też może różnie bywać, bo ja akurat mam często pracowitsze niż dni powszednie.

 

Kończę składać glider do rozmiarów niewielkiej walizeczki. Rozkładanie trochę trwa, więc w tej formie nie pomoże w nagłej potrzebie, ale będzie poręczniejszy w transporcie. Uspokojony rozmową Nevaza próbuję poukładać sobie w głowie całą awanturę. Najpierw złomiarze rozwalają mój statek. Potem w barze pojawia się hydrokodoński naukowiec, zamierzający badać ksenomorfy. W celu zebrania potrzebnej ekipy wybrał podejrzanie peryferyjną i szemraną planetę. Werbuje osiłka niańczącego nieprzewidywalnego robota, który wciąga alkohol szybciej niż moja była teściowa. Poczciwy doktor okazuje się na tyle cenny, żeby znaleźć się na celowniku bandy androidów, a nawet więcej, by zwrócić uwagę MIŚA, która może nie dysponuje aż takimi możliwościami jak KOTKA, ale przynajmniej nie boi się zapuszczać do tego sektora. Coś tu ostro śmierdzi, ale może być z tego grubsza kasa. Uruchomię swoje kontakty i spróbuję dowiedzieć się czegoś więcej. O ile ten statek dotrze na czas.

 

Statek dociera. Złowrogie ćwierkanie jest coraz bliższe, więc biegnę na pokład rzuciwszy tylko okiem, gdzie właściwie się pakuję. Wygląda na pojazd turystyczny, stylizowany na miniaturowy pancernik klasy Gloriana. Czyli typowy przerost formy nad treścią. Połączenie latającej gotyckiej katedry z piętnastowiecznym ziemskim statkiem pirackim. Nawet milusi w swojej kiczowatości. Założę się, że uzbrojenie to atrapy i wątpię, żeby MIŚA dysponowała drugim uzbrojonym pociskiem, więc mam nadzieję, że reszta weźmie dupy w troki i za pięć sekund będziemy daleko stąd.

Wtaczam się na pokład niczym marynarz wracający z tawerny. 

 

Jak już będziecie na statku, to coś wam pokażę. 

W weekend mnie nie będzie, więc wystarczy, że czasem mnie kopniecie, to potoczę się jak piłka, żeby dotrzymać wam kroku. 

Odgryzam szyjkę butelki i spluwam szkłem. Wypijam zawartość flachy, a pustą rozbijam o kadłub (bo pełnej byłoby szkoda).

– Chrzczę tę łajbę – tak jak ten alkohol był chrzczony – chrzczę ją Mjølner!

Pakuję się do łajby. W ustach czuję metaliczny posmak krwi...

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Wchodzę na pokład razem z  innymi.

Myślę,██████████████,██████████████kiedy█████████████████████████ ██████████████zagrożenie█████████████████████████. <TAJNE>

Podróże kosmiczne, to nie moja działka. Mam nadzieję, że widzą gdzie lecieć. Ale najfajniejsze w tym to wycieczka. Dawno nie byłem na urlopie.

– Gdzie moja kajuta? Dostanę jakoś? W ogóle?

 

Tempo wypowiedzi nie musi być jakieś miażdżące. Wg. reguł gry na posta można czekać i kilka dni. Bardziej chodzi mi o to, żebyśmy czasem kopali akcję do przodu, szczególnie jak utyka waszym zdaniem.

Bo w barze utknęliście ewidentnie. :P

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Z  mostku wychodzi dwugłowy reptilion w fioletowym kombinezonie z logiem agenta podróżnego.

– Dzień dobry. Doktor Nevaz, jak sądzę? – zwraca się do mnie. – Kto będzie pilotować statek? Proszę podpisać tu, tu i tu.

– Panie Bailout? – odwracam się w stronę kolegi. – Nosi pan rękawice pilota...

Pokazuję Bailoutowi holomapę z zaznaczonymi współrzędnymi ośrodka.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Wiesz jak to jest z barami, Zalth. Jak już gdzieś utknąć, to trudno o lepsze miejsce :D .

 

Patrzę na współrzędne. Księżyc gazowego olbrzyma? Trochę dziwne miejsce na ośrodek badawczy.

– Mogę pilotować cokolwiek, co posiada silnik. Zastanawiam się tylko czym dysponuje ktoś, kogo było stać na to, żeby ściągnąć tu kanarka i jakie mamy szanse, żeby dolecieć tym autokarem w jednym kawałku. Ryzyko rośnie doktorze i rośnie też stawka. Coś mi się wydaje, że w tym ośrodku są ukryte bardzo ciekawe rzeczy i raczej nikt nas tam nie powita z otwartymi ramionami. Moja propozycja jest taka. I tak musimy gdzieś odstawić załogę, więc lećmy na Jansena. Wysadzimy ich tam, a przy okazji załatwimy coś jeszcze. Pewna pani z branży zbrojeniowej ma u mnie dług, więc zmodyfikujemy odpowiednio Mjølnera, a conto przewidywanych zysków z naszej wyprawy. A teraz wybaczcie, ale muszę startować, bo ta ardasjańska gnida może już dziobać w kadłub.

– Bla bla bla, ale dodanie tej łajbie siły ognia się przyda. Przyda się też trochę ładunków wybuchowych i chętnie nabyłbym ciężki bolter na koszt doktora. – Słyszę coś niepokojącego. – Startuj, bo zdaje się, że coś ćwierka w ładowni. Sprawdzę to... Zalth olej kajutę bierz giwerę i chodź ze mną do ładowni, przydasz się.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– Idę, idę. Czy to powinno tak migać? – wskazuję na czerwoną lampę w korytarzu.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Siedzę już w kokpicie i rozpocząłem przyspieszanie, więc nie wypowiadam się na temat żadnych czerwonych lamp. U mnie nic nie miga :P .

– Nie wiem, napisy wszędzie są po reptaliańsku, zamiast we wspólnym... – przeładowywuję bolter – sugeruję rozpoznanie bojem!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Znajduję jakiś zaciszny kąt i staję tam, by dalej nic nie robić.

 

Miałem wyświetlić jakąś tajną wiadomość, ale nie chcę za bardzo mieszać, bo przez weekend będę raczej offline. Toczcie mnie za sobą, w poniedziałek się jakoś uaktywnię. 

Pełen obaw podążam wąskim korytarzem do ładowni ubezpieczając tyły wikinga.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zupełnie niespodziewanie podłączam się do komputera pokładowego. Potem wracam na miejsce i – nie zgadniecie – nic nie robię. 

Szukam kajuty, która da się przerobić na laboratorium i rozpoczynam przemeblowanie. W moich trzech oczach szaleństwo tańczy przemieszane z euforią. Habilitacja jest już o krok... Rozpoznanie wpływu uwarunkowań środowiskowych na hodowlę może zrewolucjonizować politykę rolną Unii Kosmicznej.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nieświadomy tego, że na statku kroją się jakieś potencjalnie straszliwe wydarzenia, stabilizuję kurs i odpalam autopilota. Wyciągam się wygodnie w fotelu i zaglądam do schowka, gdzie znajduję standardowe w takich miejscach świerszczyki z seksownymi pannami o trzech piersiach. Średnie. Zaglądam do sieci, gdzie, jak się okazuje, nasza wyprawa zaczyna już żyć swoim życiem w medialnej popkulturze.

 

Zadowolony z efektu swojej pracy nad laboratorium, wyruszam w stronę ładowni w poszukiwaniu agenta, który ocalił mi życie.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Docieram do ładowni bez przeszkód. Na karku dyszy mi jedynie agent Zalth, któremu nie do końca ufam. Zresztą nie jestem pewien intencji kogokolwiek z załogi. Kiedyś mógłbym powiedzieć, że Vandala jestem pewien ale...

Docieram do śluzy. Ta stoi otworem. Wygląda na to, że drzwi się zacięły. I nie da się ich zamknąć, co jest wielce niepokojące. W razie kłopotów nie odetniemy ładowni od reszty statku.

Z nagła, ze środka daje się słyszeć urwany krzyk.

– Ktoś z załogi chyba właśnie trafił w zaświaty – rzucam na pokrzepienie do Zaltha. – Wchodzimy?

Po pytaniu nie czekając na odpowiedź wkraczam między skrzynie porozstawiane w ładowni. Ciekawe czemu nie jest pusta?

Mijam kilka szeregów skrzyń gdy za jedną z nich dostrzegam jak coś wielkiego i żółtego rozszarpuje zwłoki reptaliana. Po resztkach munduru stwierdzam, że był to pilot który dostarczył nam okręt.

– Albo ten kanarek urósł w ciągu ostatniej godziny, albo to nie kanarek Ardasjański jest naszyn największym problemem...

Puszczam się biegiem w stronę monstrum i palę z boltera. Pociski o napędzie rakietowym robią niezły rozpiernicz. Biegnąc osiągam jakieś dwadzieścia procent celności, czyli po czterech wystrzałach mogę się poszczycić rozwaleniem głowy reptaliana. I draśnięciem żóltego potwora, który zwrócił na mnie swe ślepia. Jego ognisty wzrok przeszywa mnie na wskroś.

Nie wiem, czy próbował na mnie sztuczek psionicznych, ale wytrzymałość mojego zakutego łba mierzy się w litrach tanich trunków zawierających siarkopochodne... więc co najwyżej odczuwam lekki ból głowy.

Wielki dziób wbija się w bolter. Wypuszczam go z rąk. Broń eksploduje, odrzucając mnie w tył. Padam na podłogę i próbuję dosięgnąć topora energetycznego, gdy staje nade mną potwór z osmolonym dziobem. Valhalla nie może czekać w nieskończoność...

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– On manipuluje masą na poziomie bozonów – odpowiadam spokojnie na uwagę wikinga co wielkości bydlaka. – Może być dowolnego rozmiaru w ramach rozsądku fizycznego.

W środku już nie jestem taki spokojny. Kartaczownicę mogę sobie wsadzić w butonierkę. Za pierwszym razem dał się zaskoczyć.  Nie wiem, czy to ten sam osobnik, ale zdolności adaptacyjne rozciągają się na cały gatunek. Jak tylko jeden wykombinuje jak się bronić, wiedzą już wszystkie.

Nie wiele myśląc strzelam dłonią w przycisk sztucznej grawitacji ładowni.  Mam nadzieję, że stan nieważkości przynajmniej na chwilę zaskoczy skubańca. I nie mówię tu o Mytrixie.

– Spieprzaj! – krzyczę.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

“I co do diabła, maja wspólnego zbuntowane androidy, nielegalna hodowla xenomorfów i ardasjańskie kanarki?!” – myślę.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O żesz w mordę ja latam... A nie, to brak grawitacji. Odpycham się nogą od jakiejś skrzyki i dryfuję w kierunku topora. Żółty skurczysyn zdaje się zaskoczony, jednak zakotwiczył się szponami w podłodze.

Złapawszy za broń, odbijam się w górę, wysoko ponad przerośniętego kanarka.

– Zalth! Włącz grawitację!

Łapię topór oburącz i szykuję się do zadania ciosu "z wyskoku". Jak uda mi się przeżyć upadek, to będzie czym się chwalić w Vallhali... Jestem ponad dwa metry nad kanarkiem i z każdą chwilą dryfuję coraz wyżej...

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Słysząc krzyki, chwytam żabowatymi palcami wiszącą w korytarzu gaśnicę. I kieruję się w stronę dźwięków.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Włączam.

Mam nadzieję, że na mostku ktoś się zorientuje, że dzieje się coś dziwnego.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

– O, witamy na prywatce, panie doktorze. Czy nauka zna jakiś sposób aby nie lecieć z tym okazem dalej przez galaktykę? – Wskazuję kciukiem scenę w ładowni.

 

Będę przy kompie dopiero po południu. Mogę coś dopisać z komórki, ale na elaboraty nie liczcie. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czytam sobie w spokoju niusy, między innymi o tym, że strajkujący rolnicy wysypali pszenziemniaki na kosmostradę, aż tu nagle lecę do góry i nabijam sobie guza o sufit. Doświadczenie daje o sobie znać i szybko włączam monitoring. O cholera, utrata hermetyczności ładowni, a ziomale bawią się tam z wielkim kurczakiem. Widzę, że tour operator przyoszczędził w tym statku nie tylko na uzbrojeniu, skoro w kokpicie nie zapaliła się nawet jedna diodka alarmowa. Lewituję w powietrzu, a wokół mnie obracają się wyleciałe (:P) ze schowka periodyki z pięknymi damami ze wszystkich stron galaktyki, dysponującymi ciekawą ilością nóg, pośladków i macek.

 

Włączam magnesy w butach i opadam na podłogę. Sprawdzam szybko układ i wyposażenie ładowni. Okej, są jakieś wózki widłowe, na bezrybiu i ksenomorf ryba. Przesuwam wózki na prowadnicach po obu stronach ładowni, żeby znalazły się w jednej linii z ptaśkiem i odpalam je z dużą prędkością w jego stronę, włączając też pomocnicze elektromagnesy. Żelastwo unieruchamia stwora w miejscu.

 

W tej samej chwili papierowe nagie panie spadają mi na głowę.

W momemcie w którym Zalth wskazuje doktorowi scenę walki, ja opadam z toporem na unieruchomioną przez wózki widłowe(!?) kanarczą bestię. Z okrzykiem bojowym na ustach: Ja pieprzę!!!! Broń energetyczna gładko wchodzi w czachę, a od uderzenia ptasiorowi oczy wychodzą na wierzch... właściwie to całkiem wypadają na zewnąrz.

Siła pieprznięcia wyrywa mi topór z rąk. Moja osoba z hukiem i trzaskiem ląduje na podłodze. Tracę przytomność.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

"To za proste." – myślę. – "Coś tu nie gra."

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Obserwuję na ekranie wydarzenia w ładowni. Albo Mytrix miał topór energetyczny pobłogosławiony przez Lotosowego Puchacza Chaosu, albo ktoś właśnie próbował odwrócić naszą uwagę. Coś tu nie gra. Przełączam szybko kamery w poszukiwaniu Nevaza...

Kieruję strumień lodowatej piany gaśniczej na rannego ptaszka.

– Jeśli to prawdziwy ardasjański kanarek, kwas zambirowy z gaśnicy typu F87 skończy z nim raz na zawsze! 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jednak Nevaz jest. Przez chwilę myślałem, że to pluszowy Kermit Żaba. Bez względu na to czy kanarek był prawdziwy, wygląda na to, że nie sprawi już kłopotu. Włączam autodiagnostykę systemów statku i równocześnie sprawdzam szczegóły.

– Wynoście się z tej ładowni – mówię przez głośniki. – Segment obok jest rozhermetyzowany, nie wiadomo jak długo wytrzymają ściany. Możecie wysłać tam drona naprawczego, według planu statku jest w przedsionku ładowni.

Wracam do diagnostyki, no i oczywiście. Kanar był koniem trojańskim, mamy robaka w systemie komputerowym. Niedobrze, dekerem to ja nie jestem.

– Słuchajcie, mamy problem – nadaję. – Wpuścili nam jakieś ścierwo do sieci wewnętrznej, próbuje hakować systemy sterowania. Mam nadzieję, że ktoś z was zna się na tym, albo macie jakieś pomysły, bo jeśli nie, to pewnie za piętnaście minut zmienimy kurs na kolizyjny z najbliższą dorodną asteroidą.

Biegnę w stronę mostku. Żeby dotrzeć szybciej, wskakuję do małej windy. Mija ułamek sekundy i wiem, że w tej kabinie był już pasażer. Mocny cios siedmiopalczastej pięści ponad trojgiem moich oczu wystarczy, żebym stracił przytomność.

Ktoś wyraźnie nie chce, by misja Unii Kosmicznej dotarła do ośrodka. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dalej leżę sobie nieprzytomny.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

No to masz duże pole do popisu, Zalth, albo będę musiał przejść przyspieszony kurs informatyczny a la Neo w Matriksie :D .

Jak mnie Zalth nie wyciągnie z tej ładowni to wesoło skończę :D Wiedziałem, że nie można mu ufać!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nieprzytomni, cwaniaki. Sami chcieli. :D

 

Na panelu sterowania zmniejszam przyciąganie sztucznej grawitacji  statku do 1/3 normalnej. Wpadam do ładowni i zarzucam na ramię basiora z Eyjafjallajokull, zamykam na głucho śluzę cargo i jest problem. Ta stoi otworem. Drzwi się zacięły. Nie odetniemy ładowni od reszty statku.

Pędzę na mostek. Po drodze zakuty łeb syna Njorla kilka razy wali w futryny.

Nic mu będzie.

Po drodze znajduje nieprzytomnego doktora. Na czole ma siniaka, a z ramienia sterczy jakaś strzykawka. Ktoś go nieźle naćpał. Nie zazdroszczę przebudzenia.

Zarzucam go na drugie ramię i lecę dalej. Na stanowisku dowodzenia zastaję Bailotua, który z namiętnym “kurwa, kurwa” miota się od konsoli, do konsoli.  Zrzucam obydwu nieprzytomnych do jakiegoś kąta i robię sobie miejsce przy terminalu delikatnie przepychając pilota z bara.

Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjmuję onyksową figurkę pantery wielkości kciuka.  Z podstawy wydłubuję kabelek usb i podłączam do systemu.

– Bierz ich, Helenka! – szepczę to taktyczno-operacyjnej SI typu Bagheera, standardowego wyposażenia agentów M.I.Ś.A podczas tajnych misji.

 

 

Edit: Chyba przesadziłem. Królik z kapelusza. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

/ jest jedna nieścisłość: "Docieram do śluzy. Ta stoi otworem. Wygląda na to, że drzwi się zacięły. I nie da się ich zamknąć, co jest wielce niepokojące. W razie kłopotów nie odetniemy ładowni od reszty statku."

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

OK. Zmieniam.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Szczegóły, ośrodek też miał być na Xanaksie, a statek nie podróżować poza planetę ;P

 

Przeżywam narkotyczne wizje. Otwierające się mordy xenomorfów przypominają ciąg luster. Jęzory wiją się jak węże i ociekają kwaśną śliną. “Tato” – słyszę ciche wołanie. Każde odkrycie ma swojego ojca.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

@Nevaz: No dobra, ale mieliśmy dozbroić statek. Załóżmy, że Jansen jest jednym z księżycy Xanaxa.

@Zalth: Skoro wszyscy postanowili pomdleć, ktoś musiał ratować sytuację. I tak dobrze, że, zajęty systemami, nie widziałem na ekranach jak rezolutnie zarzucasz sobie tę górę mięśni na ramię, dopiero bym zrobił wielkie oczy :D .

 

O ile jestem w stanie to ocenić, wygląda na to, że Helenka daje sobie radę z wirusem. Sprawdzam kurs – wszystko w porządku. Uruchamiam zdalnie drona naprawczego, może zdąży uratować ładownię. Podchodzę do Nevaza. Strzykawka? Wyciągam ją.

– Zalth, w ładowni i na mostku sytuacja się stabilizuje, ale widzę, że mamy jeszcze jakiegoś gościa. Zostawmy ich tu na razie i zablokujmy wejście na mostek. Trzeba odnaleźć sabotażystę, dziwne, że monitoring nic nie wyłapał. Ja sprawdzę w maszynowni, a ty przeszukaj kabiny załogi.

Upewniam się jeszcze, czy autopilot jest stuprocentowo sprawny i wychodzę z pomieszczenia. W łączniku za mostkiem otwieram właz w podłodze i zaczynam schodzić po drabinie do komory generatora.

 

 

Budzę się na mostku z potężnym bólem głowy. Obok mnie doktor Nevaz coś bełkocze przez sen.

Podnoszę się i z tyłu głowy od razu odzywa się pulsujący ból. Poza tym coś mnie łamie w kosciach...

Próbuję obudzić Nevaza, ale na próżno. Zaglądam mu w oczy. Jak nic naćpany. Niebieskie białka wskazują na to że ktoś go nafaszerował Blue Sky.

 

– Muszę się napić, a i tobie doktorku by się przydało. Ciekawe że jak śpisz to nie musisz używać inhalatora...

Przeszukuję pomieszczenie i okazuje się że jeden ze schowków to lodówka.

Otwieram znalezioną tam butelkę. Tanie wino to to nie jest, ale od biedy ujdzie.

Upijam spory łyk, po czym wlewam solidną porcję w doktorka.

– Nie martw się – mówię do na wpół nieprzytomnego Nevaza. – Mówili, że alkohol neutralizuje blue sky... a może, że eskaluje?

Nie jestem pewien. Siadam w fotelu pilota i delektuję się alkoholem, wpatrując w kamery monitoringu. Ciekawe gdzie pozostali.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Stoję w korytarzu w miejscu którego nie obejmują kamery (skąd wiem? to mój zawód) i zapalam papierosa. W huk z alarmami i tak nie działają.

Nie mam zamiaru przeszukiwać kabin, to nic nie da. Trzeba to rozegrać inaczej.

Dopalam, kiepuję. Idę do komory generatora.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Alkohol się skończył, ból głowy nie ustąpił, doktorek się nie obudził – sama radość. Bolter przepadł, topór został w czaszce kanarka (chyba?). Zza paska wymujè wysłużony pistolet strzałkowy i strzelam do stojącej na podłodze butelki. Za trzecim razem trafiłem. Czyli dziala. Przekąszam energetyczny baton z lodówki i idę poszukać reszty załogi.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Podoba mi się to, że każdy ma własny radosny pomysł, jak to rozegrać :D :D .

 

Przy generatorze jest pusto. W międzyczasie zastanawiam się nad celem naszych przeciwników. Jeśli chcieliby zabić Nevaza, to już by nie żył, jeśli chcieliby go porwać, już by tu go nie było. Jeśli chcieli go przelecieć... Hmm. A może cały czas się mylimy i chodzi właśnie o to, żeby doktor dotarł na miejsce, a przy okazji, coś tam dostarczył? W takim wypadku zapewne wcale nie znajdziemy intruza, może nie być go już na statku. Trzeba wrzucić tę strzykawką do analizatora.

Nie wracam tą samą drogą, tylko, tak jak planowałem wcześniej, przechodzę jeszcze przez maszynownię. Spokojnie jak w przedszkolu podczas leżakowania. Nawet słychać podobne świsty i pochrapywanie. Wynurzam się z włazu na rufie, zamykam go i wracam do sterowni.

– Widzę, że już ci lepiej – mówię do Mytrixa. – Zawsze mówię, klina klinem. – Zgarniam strzykawkę i wysuwam szufladę analizatora. Proces analizy chemicznej i kryminologicznej trochę potrwa, więc podchodzę do systemów komunikacji i łączę się z Jansenem.

– Misiewicz? Cześć, to ja Gordon ( :D ). Daj mi Beatę. Będziemy u was za pół godziny i chciałbym, żebyście przygotowali dla nas parę zabawek. Możemy nie mieć czasu, żeby zostać na herbatkę. – Z ekranu znika pucołowata mordka Misia, a po minucie pojawia się jego szefowa. Z wyglądu po czterdziestce, dobrze zakonserwowana, z przyjemnymi krągłościami, odziana w skórę i syntblachę.

– To ty, Bailout? Wiem, że jestem ci to winna, ale może być problem. Człowiek Kaczora wywiera coraz większe naciski na kierownictwo produkcji. Musieliśmy przestawić sześćdziesiąt procent mocy przerobowych na laserowe długopisy promocyjne i pluszaki termobaryczne.

– Słuchaj, ograniczę się do całkowitego minimum – odpowiadam. – Zarezerwuj nam tylko jedną halę. Wzmocnię kadłub, zmienię  atrapy głównego uzbrojenia na coś, co jest w stanie ukąsić i potrzebuję wielgachnego skanera, tu nie będę oszczędzał, oczywiście kasa po robocie – wyszczerzam się w uśmiechu. – A propos, kiedy będziemy się zbliżali, prześwietlcie nas czym tylko się da. Mieliśmy tu mały incydent. Podejrzewam, że sprawca już się ulotnił, ale lepiej dmuchać na zimne. Aha, przydadzą się jeszcze ze dwa zestawy uniwersalnych nanobotów. Zawsze powtarzam, nigdy nie ruszaj w teren bez botów i taśmy izolacyjnej.

– Wiesz, że twój urok nie działa już na mnie tak jak dawniej? – słyszę w odpowiedzi. – Mam teraz tuzin przydupasów na każde skinienie, nie wspominając o Misiu. Jeśli się ostro zepniemy, jest szansa załatwić to o co ci chodzi, ale będę oczekiwała o połowę wyższej zapłaty. I po całej zabawie będziemy kwita.

– Stoi. –  Opadam na fotel obok Mytriksa i czekam na wyniki badania strzykawki.

– Nie ulotnił się. Jest cały czas na statku – mówię wchodząc do sterówki. – Wysadzimy całą załogę na księżycu, a M.I.Ś.A ( za dużo tych misiów!) zgarnie ich na dołek. Jak koleś będzie zdesperowany i głupi, to zaszyje się na statku, a jak nie, to chłopaki już wyduszą kto jest kim.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nie musiałem szukac, chłopcy sami się znaleźli. Oddaję się lekturze gazet z obnażonymi paniami.

– Nie ma tu gdzieś piwa?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Budzę się. Drżącymi dłońmi sięgam po inhalator.

– Jak... długo... tu leżałem? 

Widzę rankę po ukłuciu strzykawką. Albo jaszczuroludzie Igzymborfa wyposażyli statek w urządzenia generujące hydrokodońskie warunki atmosferyczne, albo na statku znajduje się ktoś świadomy moich słabości. Ból głowy przypomina mi o bliskim spotkaniu szóstego stopnia z siedmiopalczastą pięścią. Chcę ostrzec towarzyszy o obecności intruza, ale do tej pory nie przekonałem się jeszcze, komu tak naprawdę mogę zaufać.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Nie wiem czy jest piwo, ale możesz wziąć ostatnią butelkę brandy – mówię do Mytrixa. – Tylko nie przesadź, będziemy potrzebować twojego błyskotliwego umysłu, he he.

 

– Wystarczająco długo – odpowiadam Nevazowi. – Czas wstawać i brać się do roboty, możesz sprawdzić wyniki analizy strzykawki, ja muszę zaczynać procedurę dokowania.

 

Siadam za sterami i podchodzę do lądowania. Przy okazji łączę się z Beatą.

– Jeśli twoje skany wykryły jakieś ogniwo niepasujące do reszty załogi, to daj znać. Nie wypuszczę ich od razu, chyba, że na miejscu będą już trepy z MIŚA.

 

 

Najpierw włączam analizator gazów. Mój agent podróżny rzeczywiście zadbał, żebym mógł tu oddychać normalnie. Uspokajam się nieco i sprawdzam analizę.

Wpatrując się w monitor, głośno przełykam ślinę. Zostałem zainfekowany specjalnie zaprojektowanym wirusem. Trudno jeszcze powiedzieć, co stanie się z moim ciałem, ale po kilkudziesięciu godzinach może być krucho. Staram się zachować zimną krew. Nie wiem, jak zareagują inni.

Kopiuję informację o wirusie na przenośny dysk i chowam go do kieszeni-nerki. Potem usuwam raport z systemu i przygotowuję inny, z którego wynika, że zostałem tylko znarkotyzowany.

– Ktoś nafaszerował mnie tetrachlorofiną, znaną w półświatku jako BlueSky. Na pewno chcieli ukraść mapę ze współrzędnymi ośrodka. Dobrze, że wcześniej jej się pozbyłem – komunikuję Bailoutowi.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Brandy... serioulsy? – Błyskam znajomością języków obcych, w odpowiedzi na komentarz Baila odnośnie mojego "błyskającego" umysłu, cokolwiek ma na myśli... – Przekaż Beacie, że będę potrzebował czegoś do walki wręcz, do tego przenośny ciężki bolter, amunicję i najlepiej Kr'udzkie piwo. Dwa. Sześciopaki. I jakieś C5 do wysadzenia tego i owego, albo coś podobnego, byle by trzepało jak Thor błyskawicami.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

– Skoro jesteśmy w temacie uzbrojenia, Igzymborf miał gdzieś tu zostawić... o, jest. Może się przydać na potem. Wyjątkowo mocny sedator. Jeśli trzeba będzie przetransportować okaz do laboratorium, będzie niezastąpiony.

Wręczam Bailoutowi i Mytrixowi pistolety na naboje z końską dawką środka usypiającego. Producent zapewniał, że na xenomorfy też zadziała. Sam chowam trzeci pistolet do większej kieszeni-nerki.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Zawsze zapominam spytać, co to jest kieszeń-nerka :P ?

Siedzę na jednym z foteli i czekam na rozwój wypadków.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

To jak saszetka nerka, tylko że jest częścią ubioru mojej postaci ;).

 

– Poruczniku? – zwracam się do Zaltha. – Ktoś targnął się na życie moje i towarzyszy. Dziękuję za sprawnie przeprowadzoną akcję. Domyślam się, że w grę wchodzą ściśle tajne informacje, ale kilkadziesiąt słów wyjaśnienia z Pana strony byłoby jak najbardziej na miejscu.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Wymyśliłem. :D

 

– Ależ oczywiście, panie doktorze. Tylko najpierw, jedno pytanie. Kto polecił panu udanie się akurat do tej konkretnej knajpy?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Żeby dodać sobie powagi, zakładam monokl na trzecie oko.

– Radca Worfkank der Worfowits z Departamentu Współpracy Kosmicznej. Może i Xanax jest niezależną planetą, ale podpisał umowę stowarzyszeniową z Unią Kosmiczną i miejscowi urzędnicy odnoszą się z szacunkiem do funkcjonariuszy UK. Pan Worfowits nie dał mi powodów do podejrzeń.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Spoglądam na doktora z kpiącym uśmieszkiem. Wyciągam paczkę fajek. Odpalam slima, wypuszczam dym patrząc w sufit. Zastanawiam się, ile mogę powiedzieć. I ile chce powiedzieć...

– M.I.Ś.A – Zaciągam się. – Prowadzi trzy równoległe dochodzenia, w których pan radca Worfowits jest kluczową osoba. Jedno z nich związane jest z technologią genetycznej regulacji gradientem wzrostu organizmów xenomorficznych. Ta dokumentacja dwa miesiące temu w tajemniczy sposób wypłynęła z ośrodka badawczego na Kurus III. A jako naukowiec, zna pan plotki. Co tam robią...  – Wydmuchuję.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Na wspomnienie Kurusa III nerwowo poprawiam monokl. Kontynuuję:

– Jeżeli Worfowits chciał się mnie pozbyć w tawernie, dla kogo może pracować intruz, który ukrył się na tym statku?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– No właśnie...

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Kiwam głową, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

– Będę w laboratorium.

 

Znikam za zakrętem korytarza. Zamykam za sobą drzwi. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy, że nie jestem sam.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Okej, już jestem. Mógłby ktoś podsumować, gdzie aktualnie jesteśmy i do czego zmierzamy, bo główny wątek mi umyka. 

 

Widzę, jak do pomieszczenia, w którym znalazłem sobie kąt do nicnierobienia, wchodzi Nevaz. 

/Obecnie znalazlem się w ciągu wizyt towarzyskich więc nawet do kompa nie mam czasu usiąść. Pewnie jutro coś naskrobię. :) otwiera piwko < gul, gul, gul > Cheers!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Fun, widzisz jak z cienia za moimi plecami wyłania się postać stopniowo dezaktywująca pole niewidzialności. Do moich uszu dociera nieprzyjemny, szwargoczący szept:

– Doktor Nevaz...

Z zaskakującą szybkością wystrzeliwuję pocisk z pistoletu usypiającego, bo nie mam przy sobie innej broni. Z ciała siedmiopalczastego, łysego albinosa wydobywa się błysk, który zaraz gaśnie. Czerwonawe oczy wpatrują się w nabój tkwiący w idealnej replice ludzkiej skóry. Perfekcyjne zęby układają się w złowieszczy uśmiech:

– Próba godna pochwały, doktorze. Niestety, ja nie sypiam.  

– Czego chcesz? – cedzę przez zęby.

– Kiedy statek doleci do Jansena, powiesz kolegom, że zabawa skończona. Cofnęli ci grant.

– Mam zrezygnować z badań Xanaxu? Po moim trupie!

– Nie kuś losu, Nevaz. Możesz badać ośrodek, kiedy najdzie cię ochota, ale twój pobyt tam w najbliższych tygodniach jest wybitnie nie na rękę pewnym osobom. Jeśli coś ci umknęło, wstrzyknąłem ci wirusa zaprojektowanego specjalnie dla hydrokodońskiej anatomii. Twoja jedyna szansa, żeby wyjść cało z tej awantury, to robić dokładnie to, co powiem. 

Obcy wręcza mi holowizytówkę “Jansen. Tawerna Ropucha”. Pole niewidzialności aktywuje się ponownie.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

@Fun

Nie ma tego aż tak dużo, żeby nie dało się w parę minut przeczytać. W skrócie, załatwiliśmy stwora w ładowni, za Nevazem włóczy się sabotażysta, który nie może się zdecydować co z nim zrobić, lecimy na Jansena, księżyc Xanaxa, zrobić parę upgrade’ów statku, a Zalth właśnie wymyślił, że jakiś Worfowits kombinuje z hodowlą niewymiarowych obcych i nie chce, żeby Nevaz przy tym węszył.

 

Ląduję na Jansenie, ale nie otwieram głównego włazu. Ludzi MIŚA na razie nie widać. Kontaktuję się z Beatą.

– Jak tam skany?

– Namierzyłam waszego człowieka. Kombinuje z niewidzialnym kamuflażem. Śledzę każdy jego ruch, ale może mieć jeszcze inne zabawki i nie dać się tak łatwo złapać.

– Trzeba zwabić go gdzieś, gdzie będziemy mieli przewagę. Gdzie jest teraz?

– W laboratorium, z waszym naukowcem i robotem. Chyba właśnie zamierza się ulotnić.

– Okej, pilnuj go. – Kiedy Beata informuje mnie, że intruz wyszedł z pomieszczenia, łączę się z Nevazem. – Hej, doktorku, co, do cholery, robi ten cwaniak z czapką-niewidką? Dowiedziałeś się czegoś istotnego?

 

Nadal mam mało czasu i może tak być do końca tygodnia, ale zobaczymy. Poza tym widzę, że Wy też sobie przedłużyliście majówkę :P .

 

 

– To chyba jakiś zbuntowany android z obsługi statku, trudno powiedzieć. Wydaje się, że ma mocno niepoukładane w procesorze. Właśnie przewinął się przez moje laboratorium. I to pewnie ten sam, który napadł na mnie w windzie. Lepiej mieć oczy szeroko otwarte.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Skończył się alkohol... – Przedstawiam moje największe zmartwienie. Z fotela obok Baila obserwuję sytuację, czasem drzemam. Erotyki mi się znudziły.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Po przybyciu na Jansena służby dokładnie przeczesały statek, ale nie udało im się odnaleźć intruza. Siląc się na spokój, poinformowałem zaniepokojonych sytuacją współtowarzyszy, że ekspedycji cofnięto dofinansowanie. Prosiłem o wybaczenie, przelałem im tyle kredytów, by mogli bez przeszkód powrócić z wynajętym statkiem na Xanax. Zdziwione spojrzenia zbywałem krótkimi uwagami, wymuszonymi uśmiechami i wzruszeniami ramion.

Wyślizgnąłem się ze statku, a mechaniczna riksza zawiozła mnie do Tawerny Ropucha. W drodze czułem zawroty głowy i szybki wzrost temperatury ciała spowodowany wirusową infekcją. Dotarło do mnie, że jeśli szybko nie dostanę lekarstwa, nigdy nie będę już w stanie czegokolwiek zbadać. W tawernie dżabbopodobny barman przyjrzał się moim trzem oczom i machnięciem jęzora wskazał na schody do piwnicy. Kiedy siedmiopalczasty albinos wysłuchał moich wyjaśnień, uśmiechnął się z zadowoleniem. Wręczył mi strzykawkę, a ja w pośpiechu zaaplikowałem sobie jej zawartość. Potem, pełen goryczy, obróciłem się bez słowa. Wtedy usłyszałem dźwięk włączającego się miecza plazmowego, a moja głowa potoczyła się po podłodze piwnicy.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

//Nevaz kończysz zabawę czy wcielisz się w kogoś innego? :)//

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Chyba zostawię was z odciętą trzyoką głową : (.

Dziękuję za małą przygodę, powodzenia!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki za wspólną zabawę, panie doktorze :) .

 

Nie ma intruza, nie ma Nevaza, nie ma zadania. Ale za to zrobiło się trochę kasy.

– Alkohol mówiłeś? Daj mi piętnaście minut.

Idę do nocnego i biorę baryłkę przedniego październikowego piwa z planety Sherwood. Wracam na statek, zakładam kranik, nalewam po kuflu sobie i Mytrixowi. Patrzę na rzuconą niedbale przez Zaltha paczkę slimów. Kręcę głową. Wyciągam zza pazuchy cygaro i odpalam, drugim częstuję Mytrixa. Siadam na bujanym fotelu do przesłuchiwania jeńców. Jakiś kocur wbiega na statek. Podchodzi i ociera się o nogę fotela. Łapię sierściucha i biorę na kolana. Miętoszę kota, popalam cygaro, sączę piwo, od czasu do czasu proponując Wikingowi jakiś głupawy toast.

Bailout się popisał. Piwo zaiste solidne. Nie wiem tylko ile toastów jeszcze zniesie.

– A ja to bym chętnie te xenomorwy... xenomordy... czy jak im tam zobaczył.

Unoszę kufel, piwo rozchlapuje się wokół.

– Za Ksenomątwy! – Wznoszę toast.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Za tę akcję dostałem przydział do archiwum i miłe, ciemne, depresyjne pomieszczenie w piwnicach budynku M.I.Ś.A.

Siedzę z nogami zarzuconymi na blat obdrapanego biurka, palę slimy, piję kawę z automatu i przyglądam się magnetycznej tablicy na której poprzypinałem zdjęcia kluczowych postaci pewnej sprawy.

– Jeszcze zobaczymy...

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tak że tego. Pierwsza sesja zakończyła się wprawdzie przed czasem, ale ogólnie uznaję eksperyment za udany. Stan osobowy jest taki, że Nevaz – KIA, Zalth i Fun – MIA. Zakładam, że zostało nas dwóch na placu boju. Przede wszystkim mam prośbę do panów MIA o określenie się co do ewentualnej kontynuacji zabawy. Dalej, opcje są następujące:

 

a) Jedziemy dalszy ciąg tymi samymi postaciami, ewentualnie z uzupełnionym stanem osobowym.

b) Ta sama konwencja (uniwersum itp.), nowe postacie.

c) Nowa konwencja (możliwości prawie nieskończone – bardziej hard s-f, klasyczne fantasy, postapo, świat typu Amber, Changelling, steampunk najróżniejszej proweniencji (np. 1920+  Różalskiego), horror (np. a la Zew Cthulhu),  długo można by wymieniać).

 

Jeśli są osoby chętne do dołączenia do projektu PBF, jest to jeden z idealnych momentów. Czekam na wszelkie komentarze i propozycje.

Nie mówię “nie”, ale prozaicznie będę miał teraz okres wyjazdowy i z dostępem do kompa może być średnio. A z komórki, to nie zabawa. Więc posiedzę trochę w tej piwnicy.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ja odpadłem, bo trochę się pogubiłem. Wiem, że niewiele robiłem... no ale jednak :) Jeśli coś wznowicie, to chętnie się dołączę, ale pewnie w podobny, poboczny sposób. Może jakieś klasyczne postapo z zombiakami? Albo stworzymy naprędce własne uniwersum? Np. jak z “Wodnego Świata”? Wielki ocean, ludzie żyjący na drewnianych platformach i pływających między nimi statkach. Taki piracki steampunk :D

Jestem otwarty na propozycje. Na razie mamy jeden głos za steampunkowym waterworldem, ale jak będzie mało chętnych, to Twój głos policzę jako połowę, skoro znów chcesz się obijać :P . Tak na marginesie, jeśli chodzi o pirackiego steampunka, to jest jeszcze opcja bardziej lovecraftiańskiego świata, a la uniwersum “Fallen London” / “Sunless Sea” – ciekawe klimaty tam wymyślili :) .

Lovecrafta słabo znam, ale wiszący w poczekalni tekst “Niecenzurowane rozmowy” jest w tych klimatach i mi się spodobał, więc czemu nie? 

“Fallen London” jest bardziej duchowym spadkobiercą mitologii Lovecrafta, nic bezpośredniego, więc to nie przeszkadza. Akcja odbywa się w gotycko-wiktoriańskim Londynie, który, jako jedno z kilku miast, zapadł się pod ziemię i teraz wesoło sobie tam tkwi otoczony przez żeglowne, podziemne morze, między powierzchnią, a piekłem. Do tego “FL” jest, uważaną za jedną z najlepszych, bezpłatną grą przeglądarkową, więc można (oczywiście nie trzeba) równolegle grać tam i dzięki temu lepiej wczuć się w klimat, i przenosić wątki i rozwiązania tutaj. No ale, to tylko jedna z propozycji, nadal czekam na wypowiedzi innych.

Chopaki chopaki, ja Lovecrafta czytalem tylko jedno opowiadanie z jakimś ryboludziami. Całkiem udane.Mi obojętnie co, ale myślę że wasze kombinowanie i nadmierne urozmaicanie fabuły udziwnieniami odgnoniło potencjalnych graczy. Lepiej pobawić się w coś prostego jak budowa cepa, dopkóki nie zbierzemy zgranej drużyny graczy. Bym sugerował jakieś proste fantasy w stylu sztampowym do bólu – drużyna – zadanie – wykonać, z raczej liniową fabułą. Najlepiej by któryś z graczy był ala Mistrzem gry który by prowadził drużynę. Lub coś w stylu spacehulk/sf gdzie jeden gracz będzie prowadził drużynę jako SI/Dowódca przez radio/kamery osobiste itp. Ale to tylko takie moje sugestie.

A co do telefonu to ponad 90% mojej aktywności na portalu to smartfon. Reszta to dodawanie opowiadań z komputera. A ostatniego szorta w telefonie poprawiałem :-) wystarczy parę komend w html do formatowania tekstu (em /em – kursywa; p /p – akapit; b /b – pogrubienie, font color=red /font color – kolorowy tekst itp. wszystko w ostrych nawiasach < i >)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

1 głos na Waterworld

1 głos na klasyczne fantasy

 

Ja nie mam nic przeciwko wprowadzaniu krótszych tekstów z telefonu, ale są z tym czasem jakieś problemy i nie chodzi o kursywę. Po prostu kiedyś takie teksty publikowały się prawidłowo, z kolei podczas majówki weszły mi puste posty, a dziś testowałem i znów wchodzą OK. Nie mam pojęcia z czego się to bierze. Może jakiś cwany informatyk coś podpowie.

Byłeś pijany :P Ja nigdy nie miałem z telefonem problemu. A np. wszystkie komentarze jurorskie do Pierwszego razu też poszły z telefonu :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jak fantasy, to jak odpadam – w podstawówce wystarczająco się nagrałem w DnD. Dołączyłem do gry ze względu na nowe możliwości, mały rozruch dla kreatywności. 

Tutaj cała nasza piątka załapała, o co chodzi, choć nikt nie tłumaczył świata. 

Waterworld w założeniu prosty – wszystko dzieje się na statkach i sztucznych wyspach, a cały pozostały świat to ocean. Resztę zostawmy wyobraźni :)

A kursywę można zastąpić pisaniem w nawiasie i oddzieleniem tego dodatkowym enterem.

Waterworld może być, nawet kiedyś myślałem napisać coś w takich klimatach ale o latających/unoszących się nad wodą statkach, akurat buduję z dzieciakami spory statek z lego (taki trochę steampunkowy chyba) efektami o ile dzieciaki nie rozniosą go w drobny mak przy bylejakiej okazji podzielę się na zdjęciach ;P – choć budując z 5cio i 2latkiem nie wiadomo co wyjdzie ;D więc 2 głosy na waterworld.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jak tam se chcecie. Mnie tam żadne żywioły nieobce, więc dostosuję się do woli ludu. Poczekajmy jeszcze na jakieś świeże mięso armatnie, bo tak w dwóch i pół to trochę bieda. Zapraszamy dziewczęta i chłopięta, dla pierwszych pięciu chętnych pierwsze oryginalne wydanie “Dzieł zebranych” Mytrixa, z autografem wieszcza, odciskiem jego stopy i kultową przedmową Bailouta.

 

P.S. Mówiłem, że mam chory brzuś i prawie nie piję, a gdyby nawet, to bym napisał jak było, a nie jakieś podchody robił :P \m/ .

Wodny Świat? – odpadam. Nie kręci... :/

A z komórki nie lubię. Komentarze czasem nie wchodzą, a nie chce mi się klepać po parę razy tego samego.

Zgadzam się, że w pewnych momentach przydałaby się interwencja MG, szczególnie jak kilka osób ma różne pomysły na rozwój fabuły. Robi się wtedy mały mętlik.

Dlaczego mogę tu pisać tylko kursywą!? Też tak macie?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

MG by się przydał, ale nie ma co kogoś na siłę do tego zmuszać. Ewentualnie można wypracować jakiś sposób postępowania w sytuacjach, kiedy jest zbyt dużo pomysłów na rozegranie jakiegoś rozwiązania fabularnego, głosowanie, czy coś.

 

Widzisz, Mytrix? Zalth też piło to samo co ja, że mu posty nie wchodziły.

Ja jak mi post nie wejdzie to klikam wstecz i mam spowrotem wszystko w eytorze i ponownie klikam "gotowe".Zalth kursywa może wynikła z tego ze nie zamknalem komendy < em > w poprzednim poście :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Faktycznie, Mytrix, zhakowałeś wszechświat, weź to wyłącz :D .

Muwhahahhaa

o.O hm... Nie umiem :D Mało tego, teraz będziecie pisać na niebiesko :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Człowieku, jesteś władcą marionetek, co ustawisz, to jest globalnie. Nawet nasze nicki i tagi “Znajomy” są kursywą. Tu już chyba tylko przycisk autodestrukcji pomoże.

Naprawiłem. Ale miałem naprawić? Nie wiem. Chyba po to Mytrix zgłosił swój komentarz. Tak? :P

Niech Bóg Ci w 500+ wynagrodzi, dobry człowieku.

Dzięki Berylu :-) choć tym niebieskim to chciałem ich podręczyć nowoodkrytym błędem ;P

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dobra, to teraz poproszę o niepsucie strony :)

Przypominam wszystkim, że cały czas trwa nabór do jednego z najbardziej wiekopomnych projektów niniejszego portalu.

 

Przygotowując się jednak na pesymistyczny scenariusz, że nikt więcej się nie zgłosi (powiedzmy, do weekendu), czy pociągniemy to w takim razie, Mytriksie we dwóch i pół (zakładając, że Fun od czasu do czasu coś wtrąci)? Trochę bieda frekwencyjna, ale mógłbym spróbować, klimat wodnego świata wydaje się ciekawy.

Nie. Nie wydaje się. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No dobra, zdemaskowałeś mnie, mnie też odrzuca ten obraz półnagiego Costnera na tratwie, ale planuję po kryjomu przemycić tam elementy z “Fallen London”, albo i “Archimedean Dynasty” :D . Nie marudź, będzie wesoło, wpadnij chociaż jako bezzębny rekin.

Nie wiem, Bail, czy pociągniemy, zobaczymy czy się ktoś jeszcze przypałęta :D ja sam czasem nie grzeszę na prawo i lewo.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

OK, nic na siłę. Poczekamy, zobaczymy.

Nowa Fantastyka