- Opowiadanie: Pietrek Lecter - Cogito ergo sum czyli Krótka historia o zabijaniu i sensie życia

Cogito ergo sum czyli Krótka historia o zabijaniu i sensie życia

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Cogito ergo sum czyli Krótka historia o zabijaniu i sensie życia

 

Wład Palownik, znany szerzej jako hrabia Dracula, niegdyś potężny władca Wołoszczyzny budzący lęk w sercach sąsiadów, potem przerażający wampir zabity przez Abrahama van Helsinga i jego przyjaciół; obecnie odrodzony również jako krwiopijca, pracujący jako nocny taksówkarz wrócił do mieszkania. Zamknął skrzypiące drzwi.

– Muszę je naoliwić – powiedział  do siebie.

Zapalił światło i zdjął skórzaną kurtkę oraz buty. Zwykłe adidasy, jednak nienagannie czyste. Poszedł do łazienki. Umył zęby plując krwią ostatniej ofiary.

Do taksówki wsiadła pijana szesnastolatka. Zasnęła i nie zauważyła, gdy wywiózł ją do lasu. Tam wywlókł dziewczynę z samochodu. Wtedy się obudziła. Aby nie krzyczała rozszarpał jej gardło kłami. Następnie upił się krwią. Nie ma nic lepszego niż świeża krew szesnastolatki. Jeszcze w domu czuł ekstazę. Ciało wrzucił w krzaki. Zanim ktoś je znajdzie prawdopodobnie minie kilka dni, a szansa, że wyśledzą go, albo chociażby włączą w krąg podejrzanych, była znikoma. Poza tym jako wampir nie bał się. Nieśmiertelnemu nic nie zrobią. Miał kilkusetletnie doświadczenie, potrafił uciec do innego miasta czy nawet kraju w odpowiednim momencie.

Na dziś skończył już pracę, więc miał kilka godzin nocy dla siebie. Wszedł do głównego pokoju. W rogu stały fotel i lampa. Nagle lampa się zapaliła. W fotelu ktoś siedział.

Wyglądał na bogatego. Elegancki garnitur, kasztanowe włosy idealnie zaczesane na bok, arystokratyczna postawa, pewność siebie.

– Kim jesteś?! – zapytał ze zdumieniem Dracula. Nie zaatakował, ponieważ nieznajomy obudził jego ciekawość, a to nie lada wyczyn. Przez kilkaset lat widział wiele, a słyszał jeszcze więcej, więc mało co go dziwiło. A to jak intruz go podszedł zaimponowało mu.

– Nazywam się Abraham Kudomski i przybywam w imieniu Stowarzyszenia Dżentelmenów  Walczących. Chyba domyśla się pan w jakiej sprawie?

– Co zrobiłem nie tak?

– Nie pozostał pan w grobie. Na świecie nie ma już dla pana miejsca.

– To się nazywa dyskryminacja.

Dżentelmen uśmiechnął się i zapytał:

-A jak pan nazwie morderstwa, których pan dokonuje?

– Niezbędnymi do życia. Błędne koło natury. Jeden osobnik zabija drugiego, aby przetrwać. Pierwsze prawo dżungli.

– Pan nie żyje od kilkuset lat.

– Czy nie żyję to sporny temat.

– Nie żyje pan. – Głos Abrahama był silny i wyrażający nieustępliwość oraz pewność swojej racji.

– Więc dlaczego tu jestem?

– Magia. W ludzkim sensie pojmowania egzystencji nie żyje pan.

– Napijesz się wina?

– Z przyjemnością.

Kudomski nie bał się, że wampir go otruje. Nawet gdyby Wład chciał go zabić, to nie w ten sposób. Jakby zamordował człowieka to chciałby wypić krew. A po co pić mu zatrutą? Niezbyt optymistyczne podejście do sprawy, ale za to logiczne.

Palownik wyjął z szafki dwa kieliszki, wino z lodówki i napełnił.

Usiedli przy stole, na którym stała miska chipsów. Blat był pedantycznie wyczyszczony. Nawet żyjąc skromnie, Dracula pozostawał czystym, schludnym arystokratą. Wino nie smakowało zbyt dobrze, ale może po prostu Dżentelmen miał kubki smakowe godne najlepszego sommeliera i zbyt wysokie wymagania. Trunek zdecydowanie tani, ponieważ taksówkarz nie miał pensji wystarczającej na znakomite roczniki.

– Dlaczego nie można powiedzieć, że żyję?

– Ponieważ zginął pan niejednokrotnie.

– Jednak żyję. Po raz kolejny, ale żyję.

– Żył pan do grudnia roku tysiąc czterysta siedemdziesiątego szóstego. – Egzekutor upił łyk wina.

– Jestem oskarżony o morderstwa. A jak nazwiemy czyn Abraham van Helsinga i jego przyjaciół?

– Morderstwo to inaczej pozbawienie życia. Nie można go pozbawić kogoś, kto go nie ma. To jakby okradać człowieka bez pieniędzy. Jeśli ich nie ma to się ich nie ukradnie.

Dracula się z tym nie zgadzał. Sięgnął po chipsa z miski pośrodku stołu. Uwielbiał lays strong. Dżentelmen się nie poczęstował, ponieważ nie jadał takich rzeczy.

– Jeśli to pana zainteresuje, to Abraham van Helsing był jednym z nas – zdradził mu śmiertelnik.

– A pozostali? Jonathan Harker? Quincey Morris? Artur Holmwood? John Seward?

– Nie, tylko profesor van Helsing. Stowarzyszenie zabroniło Stokerowi ujawnienia tego faktu.

– Kim Stoker w ogóle był?

– To inna para kaloszy. Wskutek ciągu pewnych wydarzeń poznał całą historię i postanowił na niej zarobić. Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie. Znajomy opowiadał mi o tym dawno temu.

– No tak, jak ma się tyle na głowie to pamięć słaba. Na przykład jeśli za pracę ma się zabijanie moich pobratymców – powiedział wampir z przekąsem.

Abraham udał, że nie słyszał tego komentarza i zapytał:

– Jak pan powrócił?

Wład się uśmiechnął. Na jego bladej twarzy rozciągnął się uśmiech, który obnażył kły zdolne z łatwością rozszarpać gardło.

– Krew dziewicy i tego typu sprawy.

– Chętnie poznam szczegóły.

Człowiek wyciągnął dyktafon i włączył go. Potwór odgarnął ciemne jak noc włosy do tyłu i zaczął:

– Od razu mówię, że nie zdradzę kto mi pomógł. Nic nie zyskam, a dzięki niemu zakosztowałem życia – to ostatnie słowo mocno zaakcentował, co nie uszło uwadze specjalisty od spraw paranormalnych – przez ostatnie pięć lat.

– Jakoś to przeżyję.

– A więc, ten tajemniczy osobnik odnalazł moje prochy.

– Jak?

– Za dużo pytań.

– Dobrze, niech pan mówi dalej.

– Na czym to ja skończyłem… A! Następnie musiał zdobyć krew z siedmiu dziewic i trzech silnych mężów. – Abraham nie dawał poznać po sobie obrzydzenia i nienawiści. – Krew zebrał w wielkim kotle i wsypał mnie niego. Obudziłem się słaby, nagi, ale krwi nie było. Mój przyjaciel dał mi ubranie i zabrał do mieszkania. Tam czekała już na mnie pierwsza ofiara. Wątpliwej urody trzydziestolatka o aparycji chomika. Wyssałem ją do sucha. Pokonało to we mnie poczucie słabości. Z każdym kolejnym posiłkiem robiłem się coraz silniejszy. Teraz po wypiciu krwi czuję już normalną, ale cudowną ekstazę. Tyle mam do powiedzenia w tym temacie. – Słuchający nie przerywał monologu. – I tak sobie teraz żyję, pracując jako nocny taksówkarz. W Transylwanii było mi lepiej niż tu, w Warszawie. Wyobraź sobie moje zdziwienie, złość, zawód i niespełnienie, gdy spostrzegłem, że jestem tylko marnym bohaterem popkultury, bajką dla dzieci. Nie dość, że się nie boicie, to nawet we mnie nie wierzycie! Szanujecie Hitlera, Stalina, Napoleona, a ze mnie się śmiejecie! Ale kiedyś nadejdzie dzień pomsty, gdy my, wampiry, zniszczymy, was, ludzi! – Hrabia uniósł się na chwilę, ale zaraz znów opanował. Arystokrata nawet po śmierci. – Co do popkultury, to nie podoba mi się. Ten Anglik zrobił ze mnie potwora!

A kimże jesteś, jak nie potworem? – pomyślał Kudomski.

– Koniec końców, dobrze mi się żyje, a ty chcesz ten żywot zakończyć – zaprotestował krwiopijca.

– To nie jest życie. Żywot zaczyna się od momentu poczęcia (dlatego jestem przeciwny aborcji), a ty powstałeś z prochu i krwi.

– Ja nie jestem przeciwny aborcji.

– Jest pan wampirem. Dla pana życie ludzkie nie ma wartości. Zabija pan, aby się pożywić. Jak zwierzę.

Na te słowa nieumarły zareagował furią. Wampiry posiadają zdolność rozwijania ponadprzeciętnej prędkości. Są tak szybkie, że gdy biegną widać tylko smugę. Wyskoczył z krzesła przewracając je, dopadł ofiarę i przybił do ściany. Ściskał Abrahama za gardło.

– Puść – wycharczał elegant.

Były hospodar Wołoszczyzny wręcz zawarczał. I oberwał poświęconym krucyfiksem w głowę. Odskoczył oparzony.

Człowiek trzymał krzyż wyciągnięty w stronę napastnika. Wrażliwość na rzeczy poświęcone jest słabym punktem wampirów. Dracula nie mógł zaatakować.

Bladolicy opanował się.

– Obaj jesteśmy dżentelmenami. Wróćmy do normalnej, kulturalnej rozmowy.

– Przykro mi, ale to już koniec rozmowy. Przyszedłem tu w określonym celu. To koniec.  

– Mam jeszcze jeden argument.

– Jaki?

Cogito ergo sum.*

– Jesteś, ale nie żyjesz.

– „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.

– Kartezjusz i Księga Rodzaju panu nie pomogą. Przed wykonaniem wyroku chcę zadać panu tylko jedno pytanie.

– Tak?

– Czy przez te kilkaset lat odnalazł pan już sens życia? W końcu doświadczenie przychodzi z wiekiem, a pan liczy ich sobie kilka.

Zapytany się ruszył i zgasło światło. Abraham otrzymał cios w głowę i wypuścił przedmiot z ręki. Stracił orientację, ale nie dał się. Takie sytuacje nie były dla niego pierwszyzną. Wręcz chlebem powszednim. Przeciwnik spróbował go ugryźć, ale otrzymał lewego sierpowego. Dżentelmen złapał swój cel za głowę. Jednak w następnej chwili nic już nie trzymał. Hrabia umiał znikać. Usłyszał dźwięk zamka i bieg po schodach. Zapalił światło, wyszedł na klatkę i spokojnie zaczął schodzić na dół.

Kiedy hrabia Dracula z nadzwyczajną prędkością próbował przebiec przez wejście do bloku, za otwartymi drzwiami nadział się na kołek.

Trzymająca drewno ręka puściła, aby nie zaplamić rękawa marynarki krwią, która zaczęła wypływać z rany. Ciemnoczerwona ciecz płynęła niczym rzeka. Jeden z największych bohaterów popkultury w tamtym momencie naprawdę stał się już tylko opowieścią.

Dżentelmen wyciągnął chustę i wytarł w nią rękę. Wyrzucił zabarwioną na czerwono szmatkę do kosza.

Z klatki wyszedł Abraham. Podał rękę towarzyszowi, który ją uścisnął.

– Dobra robota, van Helsing.

– Nie doceniał nas i wpadł w pułapkę. Wroga trzeba doceniać. Czy on myślał, że pójdziesz tam sam i spróbujesz zabić najstarszego wampira tylko przy użyciu krucyfiksu?

– Dokładnie. Van Helsingowie chyba nie lubią Draculi…

– Abrahamowie chyba też nie.

Obaj się zaśmiali. Słońce zaczynało wschodzić, zaczynał się dzień. Dzień z jednym wampirem mniej, bezpieczniejszy o jednego martwego potwora. To oznaczało też, że ludzie zaczną wychodzić z mieszkań, a oni stali z trupem.

Van Helsing zaparkował niedaleko. Włożyli ciało do bagażnika. Kudomski wrócił „wyczyścić” mieszkanie. Zatarł ślady swojej obecności w tym miejscu i zabrał krew zmagazynowaną przez niedawnego lokatora. Znalazł klucze od piwnicy. Bał się, że znajdzie tam jakieś ciało, ale stało tam tylko pudło z zepsutym odkurzaczem. Została jeszcze plama krwi przed drzwiami klatki, ale mieli nadzieję, że ludzie nie będą zastanawiali się nad jej pochodzeniem.

Ciało Włada Palownika spalili, a prochy wsypali do kilku buteleczek. Każdą z nich opróżnili w innym miejscu.

Ostatniej pozbywali się na plaży (z Warszawy to daleko, ale chcieli podzielone szczątki rozsypać w znacznych odległościach od siebie, aby mieć pewność, że  Dracula już nie wróci).

Stali z rękoma za plecami i podziwiali zachód słońca. Bryza przyjemnie ich owiewała. Wsłuchiwali się w kojący szum morza.

– Zanim go zabiliśmy, spytałem czy przez te kilkaset lat poznał sens życia.

– I co ci odpowiedział?

– Nic. Zaatakował.

– Myślę, że nie poznał. Albo nie w sensie takim, że poznał właściwą i jedyną odpowiedź. – Tak samo jak jego przodek, van Helsing był wybitnym filozofem. – Ta odpowiedź jest, ale niejednoznaczna. Tak jakby jedna, ale w wielu językach, z czego w każdym znaczy co innego. Można powiedzieć, że jesteśmy, bo jesteśmy. Bóg tak chciał, Allah tak chciał, Wielki Wybuch się stał. A może każdy ma swój? Bóg, miłość, ojczyzna, kariera, zapewnienie dobrobytu rodzinie czy obrona świata przed złem jak w moim przypadku. A co jest twoim sensem życia?

 

* „Myślę, więc jestem” (łac.) – Kartezjusz

Koniec

Komentarze

Odgrzewasz starą historię, ale przynajmniej robisz to z pewnym wdziękiem.

Spodobał mi się stary wampir pracujący jako taksówkarz. Już mniejsza o to, jak dostał tę robotę, zrobił badania lekarskie itd. ;-)

Czytywałam teksty z lepszą interpunkcją.

Babska logika rządzi!

Interpunkcja nie jest moją mocną stroną…;)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Niezła historyjka. Może bez fajerwerków, ale parę interesujących motywów się tu trafia: wampir pracujący jako taksówkarz (ach, przypomina się Vampire the Masquerade: Bloodlines i tamtejszy Kain), kim jest Stoker, w końcu nawet ciekawe kilka zdań z rozważań, czy wampir żyje czy nie.

Podsumowując: jest nieźle, choć bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Próbowałem kiedyś grać w tą grę, ale nie ogarnąłem ;)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Interpunkcja, zwłaszcza na początku, leży i błaga żeby ją dobić, ale gdy weszły dialogi, tekst wskoczył na całkiem inny poziom. Było błyskotliwie i z humorem. Końcówka trochę przemoralizowana z tym sensem życia; lekki tekst powinien mieć bardziej adekwatne zakończenie moim zdaniem. Do tego tytuł jest bardzo bezpłciowy i nijak nie zachęca do lektury – można było wymyślić coś lepszego!

Całkiem przyjemne opowiadanie. Pozdrawiam!

Dziękuje za przeczytanie :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

MrBrightside – czy nowy tytuł się podoba?;)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nie jest idealnie, ale lepiej. Tylko cudzysłów zbędny. ;)

To cytat, więc chyba musi być.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nie musi. Każde istniejące słowo zostało już przez kogoś wypowiedziane, więc technicznie też jest cytatem :P

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

A to nie wiedziałem. Dziękuję za pomoc ????

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

I mnie spodobał się wampir taksówkarz, a także jego późniejsza rozmowa z Kudomskim. Niby nic nowego, ale nowy sos sprawił, że wyszło całkiem apetyczne danie. ;)

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

po­wie­dział sam do sie­bie. – Wystarczy: …po­wie­dział do sie­bie.

 

Ciało wrzu­cił w krza­ki. Zanim ktoś znaj­dzie… – Piszesz o ciele, więc: Zanim ktoś je znaj­dzie

 

szan­sa, że wy­śle­dzą go, albo cho­ciaż­by obej­mą w krąg po­dej­rza­nych, była zni­ko­ma. – …albo cho­ciaż­by włączą w krąg po­dej­rza­nych

Nie można kogoś objąć w coś.

 

-Na­zy­wam się Abra­ham Ku­dom­ski… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

– Czy żyję to spor­ny temat. – Wypowiedź Draculi powinna chyba brzmieć: – Czy nie żyję, to spor­ny temat.

 

Ku­dom­ski nie bał się otru­cia ze stro­ny wam­pi­ra. – Nie bardzo umiem sobie wyobrazić trucie kogoś z czyjejś strony.

Proponuję: Ku­dom­ski nie bał się, że wampir go otru­je.

 

Uwiel­biał Lays Strong.Uwiel­biał lays strong.

Nazwy produktów spożywczych zapisujemy małymi literami: http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431

 

co nie uszło uwa­dze spe­cja­li­ście od spraw pa­ra­nor­mal­nych… – …co nie uszło uwa­dze spe­cja­li­sty od spraw pa­ra­nor­mal­nych

 

A kimże je­steś, jak nie po­two­rem?, po­my­ślał Ku­dom­ski.A kimże je­steś, jak nie po­two­rem? po­my­ślał Ku­dom­ski.

Po pytajniku nie stawiamy przecinka.

 

Wam­pi­ry po­sia­da­ją po­nad­prze­cięt­ną pręd­kość. – Czy prędkość jest czymś, co można posiadać?

Może: Wampiry posiadają zdolność rozwijania ponadprzeciętnej prędkości. Lub: Wampiry potrafią być ponadprzeciętnie szybkie.

 

Rze­czy po­świę­co­ne są sła­bym punk­tem wam­pi­rów. – Raczej: Wrażliwość na rze­czy po­świę­co­ne jest sła­bym punk­tem wam­pi­rów.

 

a pro­chy po­dzie­li na kilka bu­te­le­czek. – Raczej: …a pro­chy wsypali do kilku bu­te­le­czek.

 

z War­sza­wy to da­le­ko, ale chcie­li roz­sy­pać szcząt­ki jak naj­da­lej od sie­bie… – Powtórzenie. Ponadto można zrozumieć, że panowie nie chcieli, aby szczątki były rozsypane blisko nich.

Proponuję: …z War­sza­wy to da­le­ko, ale chcie­li podzielone szczątki rozsypać w znacznych odległościach od sie­bie

 

Mor­ska bryza przy­jem­nie ich owie­wa­ła. Wsłu­chi­wa­li się w ko­ją­cy szum morza. – Masło maślane. Powtórzenie.

Bryza to wiatr nadmorski, więc wystarczy: Bryza przy­jem­nie ich owie­wa­ła. Wsłu­chi­wa­li się w ko­ją­cy szum morza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za porady. Ale muszę się przyznać, że nie bardzo wiem czym są dywiza i półpauza…

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ten dywiz. To taka krótka kreseczka, jak w biało-czerwonym. A półpauza – to jest ta dłuższa.

Babska logika rządzi!

Dziękuję. Ale to wszystko przekombinowane i nazbyt skomplikowane!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Tylko przy pierwszym czytaniu. Potem staje się normalne, proste i oczywiste. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczy poświęcone są słabym punktem wampirów. – Czemu to zdanie jest uznane za błędne?

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Zdanie jest niezręcznie sformułowane. Czyimś słabym punktem jest to, co tkwi w nim, nie na zewnątrz. Np.: nie pyłki roślin są słabym punktem alergika, a wada organizmu, przez którą delikwent chorobliwie na pyłki reaguje.

 

 

I jeszcze jedno. Na początku opowiadania napisałeś: Umył ręce, a kiedy to robił z lustra patrzyła na niego biała jak śnieg twarz okolona długimi, czarnymi włosami. – Czy aby nie jest tak, że wampiry nie odbijają się w lustrach?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zapomniałem o tym, dziękuję za przypomnienie. I jeszcze nie rzucają cienia, prawda?

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ano, to też prawda, nie rzucają. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podoba mi się :) Szczególnie wampir :) Sympatyczna historyjka.

Cieszę się, że się podobało.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Trochę niedoróbek jeszcze zostało, ale generalnie historia dość wciągająca. Byle tak dalej!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wład Palownik, znany szerzej jako hrabia Dracula, niegdyś potężny władca

Wołoszczyzny budzący lęk w sercach sąsiadów, potem przerażający wampir zabity przez Abrahama van Helsinga i jego przyjaciół; obecnie odrodzony również jako krwiopijca, pracujący jako nocny taksówkarz wrócił do mieszkania.

 

Po pierwsze, dlaczego to zdanie jest tak szalenie długie?! Po drugie, po co ten enter na początku?

 

Krew zebrał w wielkim kotle i wsypał mnie niego. ← wsypał do niego moje prochy. Nie można wsypać kogoś do kotła. Poza tym, nawet jeśli można, zapomniałeś “do”

 

Usłyszał

dźwięk zamka i bieg po schodach. Zapalił światło, wyszedł na klatkę i spokojnie

zaczął schodzić na dół.

Kiedy hrabia Dracula z nadzwyczajną prędkością próbował przebiec przez

wejście do bloku, za otwartymi drzwiami nadział się na kołek.

 

Znowu wkradły ci się zbędne entery.

 

Ciekawe dialogi. Fabuła raczej wtórna. Próba filozofowania mnie nie wzruszyła, bo ja filozof, mnie powierzchownie rozumiany Kartezjusz nie uraczy ;) Ale doceniam, że znalazły się tu egzystencjalne wątki, a nie tylko jatka.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nad niedoróbkami staram się pracować, a te entery nie wiem skąd się wzięły. Ale zdanie na początku jest zamierzenie długie. Tak po prostu, taką miałem wizję. Dziękuję za przeczytanie :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

No cóż – przeczytałem ( jak i dwa poprzednie opowiadania ) i jestem pod wrażeniem.

13 lat i takie pomysły! Oby ich nie zabrakło, bo o technikę nie boję się, tym bardziej, że “forumowicze” służą pomocą, a zresztą to naturalne, że z wiekiem będzie ona coraz lepsza. …ale te pomysły, bo to przecież one są najważniejsze i o nie głównie idzie, szczególnie w sf. Ty je masz, a wykorzystując posiadany już szeroki światopogląd i poczucie humoru, możesz sporo zdziałać. Choćby to powyższe opowiadanie o zacięciu filozoficznym – który trzynastolatek wypowiada się w taki sprecyzowany sposób o istocie życia? Szukaj i pracuj dalej, a może doczekamy się w przyszłości dzieł na miarę “Człowieka z Wysokiego Zamku” czy “Mistrza i Małgorzaty”. Któż to wie i niby czemu nie? ;)

Dziękuję za przeczytanie:)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Hej Piotrek opowieść jest dopracowana pod względem dialogów ogólnie gramatycznie jest bardzo dobrze. Piotrek bardzo wyróżniasz się bardzo na tle dzisiejszych tzw gimbusach ty w swoim wieku bardzo fajne opowieści piszesz więc za to wielki plus bo dzisiejsze gimby nic nie robią tylko ślepią w facebooka.

Bardzo dziękuję za miłe słowa :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

 

Witaj! :)

 

Mnie się podobało i oddam głos do nominacji bibliotekowej, choć nie jestem pewny, czy zadziała, bo piórka nie posiadam, a Użytkownicy już zagłosowali. Tak czy inaczej chyba nie zaszkodzi spróbować, zwłaszcza, że tekst jest nawet przyjazny czytelnikowi :)

 

Forma – jest niezła, nie pozostawia nic do zarzutu chyba, że ktoś musi mieć w tekście nie-wiem-jak-wielką poetyckość.

 

Treść – też niezła i najeżona poczuciem humoru. A więc mocno wyeksploatowany superbohater wampir Dracula :) Już pierwsze linijki mile mnie połechtały i zaskoczyły, że będę czytał właśnie o nim. Hmm… ciekawe, że lubił czipsy. Najbardziej podoba mi się scena, gdy Dracula przystępuje do szybkiego ataku, dobrze napisany fragment i w zasadzie oklepany, choć jakże zacny motyw :)

 

Czytając przypomniałem sobie scenę z książki Kinga, ciekawe, czy Ciebie też inspirowała :)

Pochodzi z “Pamiętnika rzemieślnika”, gdzie Stephen opisuje początki powstawania “Miasteczka Salem”. Pisze, że w kuchni żartował z żoną w stylu “co by było gdyby wampir przybył do miasta”, “pewnie zostałby potrącony przez pierwszy lepszy samochód” (cycat z pamięci) :)

 

A u Ciebie wcale go auto nie potrąciło, wręcz ułatwiło żer :)

 

Mam nadzieję, że byłem pomocny.

 

Pozdrawiam i miłego weekendu życzę!

 

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Dziękuję za opinię. Nie wzorowałem się na “Pamiętniku rzemieślnika”, bo dopiero dzisiaj zacząłem go czytać i jestem gdzieś koło 50 strony :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ciekawe i sprawnie napisana miniatura, chociaż z niewielkimi usterkami. W jednym ze zdań zamiast bezosobowego człowieka raczej powinien być rozmówca. Wsypał mnie do niego, w tym zdaniu brakuje wyrazu do. Trzeba też zdecydować się na jakiś zapis myśli.

Ale, w sumie, jest pomysł, jest narracja, jest konkluzja, a tekst czytało się dobrze. Uśmiechnąłem się, czytając te filozoficzne dysputy. 

Postać wampira interesująco przedstawione.

Dobry tekst, gdyby go dopracować, byłby więcej niż dobry, ale na pewno wart jest biblioteki.

Pozdrówka.

Dziękuję za opinię i ostateczny punkt do Biblioteki.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Gratuluję biblioteki :)

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Dziękuję!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nowa Fantastyka
Patronujemy