- Opowiadanie: Wilk który jest - Smutek dokonanego wyboru a umiejętność stukania się szklanką pełną piwa

Smutek dokonanego wyboru a umiejętność stukania się szklanką pełną piwa

Dawno temu fascynowała mnie futurologia. Oglądany pod koniec lat siedemdziesiątych w czarno – białym telewizorze marki „Fiord” serial „Kosmos 1999” zdawał się opisem nieodległej przyszłości. Podobnie jak sterowanie pogodą i dotarcie człowieka na obrzeża Drogi Mlecznej. Dziś wydaje mi się, że świat zmienia się zdecydowanie wolniej niż się wydawało uczonym optymistom. Futurologia, jako nauka znalazła się w kryzysie. Wizje i perspektywy czasowe się w wielu wypadkach nie sprawdziły. To, co jednak najistotniejsze nie zmienił się człowiek, który pozostał w świecie dokładnie tych samych dylematów i zmartwień, co w epoce heroicznej opisanej juz przez Homera.
I o tym jest ta historia.

Wzorcowy pub istnieje realnie. Znajduje się przy kieleckim Rynku, choć bary nie mają jeszcze tych błyszczących dodatków. Nazwę łatwo odgadnąć. Opisane piwo też ma swój realny odpowiednik. Cytat o domku z ogródkiem i psie imieniem Snoopy, pochodzi z filmu „Easy wheels”.
Całość stanowi polemikę z treściami rysunkowego bloga „Kryzys wieku”. A może ich uzupełnienie? Do wyboru! :-)

„Demon południa”, to inaczej jeden z siedmiu grzechów głównych zwany po łacinie Acedia. Generalnie stan apatii i kryzysu wartości. Nazwa pochodzi ze świata eremitów, którzy jadali raz dziennie (około godziny 15:00). Około południa byli po prostu głodni i zamiast zajmować się pracą, czy modlitwą, oczekiwali na porę posiłku i skupiali się tylko na tym.  Określenie to z czasem zaczęto odnosić do tego, co zwiemy „kryzysem wieku średniego”.

Zapraszam! Złośliwości i krytyka w komentarzach mile widziane!

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Smutek dokonanego wyboru a umiejętność stukania się szklanką pełną piwa

Nie pamiętał, kiedy o tak późnej porze przemierzał miasto. Udało mu się jednak przełamać marudzenie żony i wyjść w noc. W głowie kłębiły się myśli smutne i przepojone nie do końca ukierunkowaną troską. Szedł powoli chodnikiem zakończonym od strony ulicy fosforyzowanymi krawężnikami. Noc była ciepła. Po półgodzinnym spacerze wkroczył w szczodrze oświetlone ulice starego miasta. Skręcił w prawo i nieświadomie przyspieszył kroku. Ilość hologramowych świateł na Rynku zaskoczyła go i sprawiła, że przez kilka chwil po prostu się rozglądał. Lokale w centrum miały wyjątkowo dobrą reklamę outdoorową. Do tłumu młodych ludzi okupujących ławki, czy po prostu przechodzących przez Rynek docierały z ekranów plazmowych sugestywne obrazy, pokazujące jak wyjątkowa zabawa trwa w środku i jak zmieni się na lepsze ich życie, jeśli wezmą w niej udział.

Targetowanie behawioralne działało bez zarzutu. Każdy z patrzących otrzymywał obraz odwołujący się do jego pragnień: od obietnicy przygodnego i bezimiennego seksu, aż po „domek z ogródkiem, kupą dzieciaków i psem imieniem Snoopy”.

W kierunku pozornie niezainteresowanych bogatą ofertą pubów i restauracji, wystrzeliwały ze ścian knajpek palce ze światła, wieńczące długie cienkie smugi laserowych barw. Kiwały zachęcająco. „Miziały” klapy marynarek, niedotykalnie gładziły dłonie.

Stał oczarowany tą magią barw. Tą rozgrywką toczącą się między oferentami i klientami. Uśmiechnął się patrząc na chłopaka, który wykonywał uniki starając się uciec przed świetlistym palcem w kolorze ciemnego fioletu. Przeskakiwał ławki, chował się za żywopłotem, przykucał i robił fikołki. System komputerowego celowania był zazwyczaj niebłagany. Teraz jednak wyraźnie został przejęty przez człowieka. Ręczne sterowanie nie było nawet w ćwierci tak precyzyjne, ale pracownicy nocnych knajp też chcieli mieć trochę rozrywki. W myśl zasady: chcesz się z nami pobawić? No to się bawimy! W końcu istniejemy tu dla ciebie! Towarzyszki młodzieńca klaskały i śmiały się głośno.

Obserwacja tłumu zajęła mu jeszcze chwilę. Czuł, że oczy mu się śmieją. Sam też wzbudzał zainteresowanie. Był przynajmniej trzykrotnie starszy od większości ludzi na placu. Nie miał modnego kombinezonu, który dźwigali podstarzali playboye. Nie był też żulem, starającym się wyżebrać kilka groszy na zakupy w monopolowym.

Postanowił zakończyć tę wzajemną obserwację. Pub „Jedna z Gromady M45” był w tym samym miejscu, w którym go „zostawił” dwadzieścia lat temu. Logo było po liftingu. Doszły ekrany plazmowe. Stoliki miały współczesne, owalne kształty. Reszta zdawała się trwać jednak „po staremu”. To właśnie tu zabrał syna na pierwsze piwo w życiu. Na pierwsze ich wspólne piwo, nie sądził, że syn czekał do pełnoletniości ze skosztowaniem najłatwiej dostępnego z zakazanych owoców.

Było już po północy. Stoliki wypełniające wąskie przejście od bramy do drzwi lokalu były jednak zajęte do ostatniego miejsca. Toczyły się przy nich jakieś ożywione i zapewne bardzo zabawne dysputy, co wnioskował z wybuchających, co chwila salw śmiechu.

Parterową salę wypełniał biznes. Młodzi ludzie sukcesu chcieli mieć blisko do głównego baru i do kuchni. Ta miejscówka pozwalała też na obserwowanie wchodzących na wyższe poziomy.

Minął bar skąpany w lodowym świetle sugerującym miły chłód. Lato było upalne i burzowe. Uśmiechnął się na myśl o specjalistach od przyszłości, którzy zapowiadali, gdy był jeszcze w szkole podstawowej, że za pięćdziesiąt lat to ludzie będą sterować pogodą. Pogoda pozostała nieokiełznana, za nic sobie mając buńczuczne zapowiedzi i nieudolne próby przeprowadzane po obu stronach globu.

Szerokimi schodami dotarł do baru piwnego. Ten świecił barwą butelkowej zieleni. Na sam ten widok przełknął ślinę. Barmanki spojrzały na niego ciekawie, w ślad za ich wzrokiem obróciło się kilku mężczyzn siedzących na stołkach barowych. Żadnego nie znał. Nie mógł znać, kiedy był tu po raz ostatni biegali w pieluchach i ssali mleko z butelek.

Omiótł salę wzrokiem. Na wprost baru widniał gigantyczny ekran, na którym leciała jakaś – zapewne modna – telewizja muzyczna. Zmrużył oczy. Ludzie przy stolikach siedzieli zajęci swoim towarzystwem. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Wrócił do baru. Barmanka podeszła z uśmiechem.

– Dobry wieczór! Co podać?

Odwzajemnił ten uśmiech:

– Dobry wieczór! Czy antresola jest otwarta?

– Tak! Proszę się rozgościć! Koleżanka zaraz do pana podejdzie.

– Dziękuję pani bardzo – ukłonił się z uprzejmością minionych pokoleń.

Ruszył szerokimi schodami obok baru. Antresola miała dwa poziomy. Na niższym, tuż przy barierce, siedziała przy stoliku jakaś para. On coś opowiadał z pasją. Dziewczyna była od niego sporo młodsza, urzekająca. Włosy miała w kolorach czerni i czerwienie. Spięte w wysoką kitę charakterystyczną dla azjatyckich subkultur. Była jednak Europejką. Oczy miała szeroko otwarte. Dłońmi gładziła długie włosy.

Odwrócił wzrok w kierunku podwyższenia antresoli i tu go ujrzał. Siedział przy stoliku w samym rogu. Przed sobą miał prawie pustą szklankę piwa. Wzrok nieruchomy i wbity w ekran. Palec wskazujący dłoni ściskającej szkło wystukiwał rytm. Inny jednak niż rytm lecącego właśnie przeboju.

Podszedł do niego i powiedział siląc się na swobodę:

– Piotr…

Oczy podniosły się ku górze.

– Tato…

Przybili niezręcznego niedźwiedzia i zasiedli przy stoliku. W tym momencie przyszła przecudnej urody kelnerka.

– Co panom podać?

– Dwa razy to samo – rzekł wskazując na szklankę ściskaną przez Piotra.

W tym samym momencie, przy stoliku obok barierki, dziewczyna przestała gładzić kitę swoich czarno czerwonych włosów i zapytała siedzącego z nią mężczyznę:

– jesteś głodny?

Dźwięk ten doleciał do jego uszu tylko ze względu na przerwę między utworami. Odpowiedzi już nie usłyszał. Widział tylko, że mężczyzna się uśmiechnął i sięgnął po kartę.

– Dwa razy „Celtowe” – powtórzyła na głos kelnerka. Coś do jedzenia? Mamy świetny wybór pizz!

– Dziękujemy pani bardzo. Na razie tylko piwo – odpowiedział.

Kelnerka obdarzyła ich cudownym uśmiechem. Kiwnęła głową i ruszyła w kierunku pary. Uśmiechnięty mężczyzna pokazał jej coś w karcie. Dziewczyna na tę chwilę zastygła w bezruchu, po czym wróciła do gładzenia kity włosów, jakby te stanowiły jakiś jej szczególny fetysz.

Piotr milczał. Leżący przed nim na blacie płaski komunikator zaczął migać. Syn spojrzał na niego niechętnie i schował do kieszeni, nawet nie patrząc kto szuka z nim kontaktu.

Kelnerka wróciła przynosząc dwie butelki „Celtowego” i nowe szklanki. Piotr dopił resztę piwa i oddał jej puste naczynie. Uśmiechnęła się i zapytała:

– Przelać?

– Dziękujemy pani bardzo. Damy radę. Proszę się nie kłopotać. – Powiedział.

Uśmiechnęła się pogodnie i ruszyła w kierunku schodów. „Musi lubić swoją pracę” pomyślał. Bycie barmanem, czy kelnerką w całonocnej knajpie to nie było najłatwiejsze i najlżejsze zajęcie na świecie.

Sięgnęli po odkapslowane butelki i napełnili szklanki. Obejrzał etykietkę. Zdobił ją hełm wojownika z wyraźnie zaznaczonymi rogami.

Zastanawiał się jak zacząć rozmowę z synem. Nie miał powodów, by go łajać, za znikanie z domu i „robienie głupot”, jak to zgodnym chórem określiły prawie wszystkie kobiety z rodziny. Nie chciał uderzać w tony prorocze, wróżąc z fusów, jak się ta zabawa skończy. De facto nikt nie jest na tyle mądry i wszechwiedzący żeby pouczać innych. Rzucił w końcu:

– Twoje zdrowie.

Stuknęli się szklankami i wypili po łyku. Piwo było chłodne, jasne, o przyjemnym posmaku goryczki. Raz jeszcze spojrzał na etykietkę, żeby zapamiętać nazwę i obrazek. Świat końca XXI wieku, był światem, w którym produkty były makabrycznie do siebie podobne i nikt już nie potrafił nad tym zapanować.

– Pamiętasz jeszcze jak się „stuka po naszemu”? – Uśmiechnął się.

Piotr podniósł szklankę.

– Przypomnij mi tato.

– Góra, dół, do kciuka, od kciuka i trzeba stuknąć o blat. No, próbujemy!

Rytualne stuknięcie szklankami udało się za pierwszym razem. Nawet Piotr się uśmiechnął, a oczy na chwilę odzyskały blask. Po chwili jednak „przygasły”. Pomyślał o tym co jego dorosły syn teraz czuje. Wyszedł z domu bo miał wszystkiego dosyć – to pewne. Na komunikatorze ma już nagrane wiadomości video od wszystkich bab z rodziny: żony, matki, babki, ciotek… Ewentualnie, któraś z siostrzenic wrzuciła optymistyczne: „tak 3maj wujek!”. Ale to wszystko, na co mógł liczyć. Może też dobijały się do niego dzieci. Pewnie chciał trochę posiedzieć sam. Może sprawdzić, czy potrafi jeszcze zagadać do nieznajomej dziewczyny, albo spróbować ściągnąć po nocy, któregoś z dawnych kolegów ze studiów, czy podwórka. A tu zjawia się ojciec emeryt. Nieciekawie – sam by nie był zachwycony, gdyby scena go dotyczyła.

– Bardzo dawno tu nie byłem. Zastanawiałem się nawet czy ta oberża jeszcze istnieje. W ogóle, od wieków chyba nie wychodziłem nocą. – Uśmiechnął się.

W kieszeni zaczął wibrować komunikator. Wyjął go. Na ekranie widniała ikona z awatarem małżonki. Odwrócił komunikator w kierunku syna, by ten mógł zobaczyć kto dzwoni i wyłączył dźwięk. Piotr się uśmiechnął. Schował urządzenie do kieszeni.

– Lubiłem tu przychodzić. Spotykać się z ludźmi. Rozmawiać o sprawach zupełnie błahych, niezmuszających do intelektualnego wysiłku, oderwanych od codzienności. Szukać w kobiecych oczach potwierdzenia swojej atrakcyjności. No i ulubionego piwa, którego nie sprzedawano w sklepach. Też innej muzyki, niż nadawana przez radiostacje słuchane przez twoją matkę.

Piotr milczał. Twarz nie zdradzała zainteresowania opowieścią. „Słabo mi idzie” pomyślał. Był cenionym specjalistą w zakresie komunikacji branżowej i zarządzania zespołami projektowymi. Fakt, emerytowanym, ale ludzkość przez ostatnie dwa lata nie zmieniła się aż tak bardzo. Cała ta wiedza wydawała mu się jednak teraz kompletnie bezużyteczna.

– Lubię życie – powiedział – Jest fascynujące. Niemcy by pewnie stwierdzili, że jest „bardzo interesujące”. Lubię wyzwania, które niesie. Wiesz, nie pamiętam tych nastoletnich zmartwień, czy dylematów. Za to knowania „demona południa” znam dość dobrze.

Uśmiechnął się i upił łyk piwa.

– Morałów nie będzie – uśmiechnął się szeroko i wyciągnął szklankę w kierunku syna.

– W tym dorosłym życiu dość długo wszystko dzieje się jakby siłą rozpędu. Gnasz, rozwijasz się jeśliś mądry. Gonisz coś, albo kogoś. Nie ma wiele czasu na refleksje i zastanowienie.

W końcu któregoś poranka dociera do ciebie, że wszystkie istotne wybory masz już za sobą. I to bez względu na to, czy ty ich dokonałeś, czy dokonały się same. Masz stałą kobietę, miejsce we wszechświecie, zawód… Nawet poglądy polityczne, po 35 roku życia pozostają w zasadzie niezmienne. To, co teraz czujesz synu, to jest smutek dokonanego wyboru… Nie ma przy tym znaczenia, czy ten wybór był trafny, czy nie. Nic bardziej ludzkiego. Już starożytni grecy mówili: „jest wybór – jest wolność”.

Do stolika podeszła kelnerka. Obdarzyła ich tym samym uroczym uśmiechem:

– czy czegoś panom potrzeba?

Pokręcił głową i już otwierał usta, by podziękować, gdy usłyszał głos Piotra.

– Poproszę jeszcze dwa „Celtowe”, tylko bardzo proszę przynieść zakapslowane – mam otwieracz.

Dziewczyna zapisała ten komunikat na cienkiej tabliczce, połyskującej w ciemności łagodnym niebieskim blaskiem.

– Czy coś jeszcze?

– Nie, dziękujemy bardzo – rzekł Piotr.

– Dziękuję – powiedziała dziewczyna i odeszła.

Piotr odwrócił się całym ciałem w jego stronę i powiedział:

– opowiedz mi jeszcze raz o Szkole Eleatów tato. Próbowałem sobie ostatnio przypomnieć i pamiętałem tylko hasła, że trzeba panować nad snem, żołądkiem i pożądaniem i nie jeść mięsa bo

– „tam może być człowiek” – powiedzieli jednocześnie i roześmiali się.

Noc straciła swoje groźne oblicze. Siedzieli na podwyższeniu antresoli, cieszyli się piwem, swoim towarzystwem i rozmową. Erich Maria Remarque napisał, że noc wszystko wyolbrzymia. Pewnie – wyolbrzymia rzeczy straszne, szmery, niewyraźne cienie i tak dalej. Wyolbrzymia też na szczęście słodycz spotkań i radość z rozmów. Ale to akurat wyolbrzymienie wyjątkowo pozytywne. W końcu jak napisał ten sam pisarz: „ w nocy człowiek jest tym, kim jest naprawdę, a nie tym, kim się stał”.

Koniec

Komentarze

Na razie wypowiem się o… przedmowie.

 

Mam wrażenie, że za dużo zdradzasz. Takie “smaczki” winien odkryć czytelnik.

Ale już sama treść wstępu sugeruje, że autor ma to wszystko przemyślane, poukładane i zrealizowane we właściwej, końcowej, dopracowanej formie.

 

Pozostaje mi już tylko jakoś zorganizować później czas i to przeczytać.

Pozdrawiam.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@Nazgul

 

Piękne dzięki za uwagę! Masz rację. Lepsze byłoby posłowie, niestety nie ma tu takiej formuły. Poszukam jakiegoś salomonowego rozwiązania. Za wszelkie sugestie będę wdzięczny!

Raz jeszcze – dzięki i czekam na uwagi po lekturze!

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Przeczytałem.

Nie żałuję.

Na początek jakaś wartościowa uwaga:)

Pod koniec dialogi zaczynasz z małej litery.

 

A teraz opinia czytelnika:

Dużo przemyśleń głównego bohatera spowodowało, że cholercia, polubiłem faceta:)

Historia niby o “d… Maryny”, akcji brak, a jednak się wciągnąłem. Spersonalizowana fabuła o prozie życia. Podobało mi się. Nie potrzebnie wprowadziłeś ten komunikator, jakbyś na siłę chciał wcisnąć fantastykę.

 

Aha, “Celtowe”? (to Wojak?)Nie piłem. Ale jak rzuci mi się w oczy to się skuszę;)

Na koniec bezpośredni komentarz zaporzyczony z tekstu:

“tak 3maj wujek!”

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dobrze napisane, ale mi się osobiście nie podobają takie klimaty. Nie w moim typie są tego typu tekstu.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

“Skręcił w prawo i nieświadomie przyspieszył kroku. Ilość hologramowych świateł na Rynku zaskoczyła go i sprawiła, że przez kilka chwil po prostu się rozglądał.“ – widzę tu sprzeczność. Jedno zdanie mówi, że przyspieszył kroku, drugie – tak je rozumiem – że zatrzymał się, zaskoczony, i rozglądał dookoła. To co właściwie zrobił? Bo nie obie te rzeczy naraz.

 

System niebłagany? Raczej – nieubłagany, chociaż w podanym kontekście brzmi to dość kulawo.

 

“Towarzyszki młodzieńca klaskały i śmiały się głośno.

Obserwacja tłumu zajęła mu jeszcze chwilę.” – Uważaj na podmioty. Ostatnim był “mlodzieniec”, więc jak wracasz do głównego bohatera opowieści w kolejnym zdaniu, to musisz to dookreślić. Bo teraz wychodzi na to, że chłopak, który uciekał przed “aplcem”, obserwował tłum.

 

Interpunkcja miejscami wydaje się dość przypadkowa.

 

“Włosy miała w kolorach czerni i czerwienie.“ – literówka: czerwieni.

 

“Spięte w wysoką kitę charakterystyczną dla azjatyckich subkultur. Była jednak Europejką. Oczy miała szeroko otwarte. Dłońmi gładziła długie włosy.“ – Co mają na celu te krótkie, urywane zdania? Sprawiają tylko, że źle się czyta. Krótkie zdania mają zastosowanie czasem w scenach akcji, dynamicznych, tutaj tylko powodują wrażenie “szarpania”. Dobrze jest czasem zastosować kilka łączników.

 

“– jesteś głodny?“ – brak wielkiej litery

 

“– Dwa razy „Celtowe” – powtórzyła na głos kelnerka. Coś do jedzenia? Mamy świetny wybór pizz!“ – brak myślnika w kwestii dialogowej

 

A podmioty miejscami nadal w cały świat. Jak podmiot zmieniamy, to w większości przypadków naprawdę wypada to zaznaczyć. Już nawet nie wiem, czy Piotr to ojciec czy syn, taki jest miszmasz z dotyczącymi ich zdaniami. Jeden coś mówi, drugi coś myśli, któryś coś czuje – ale nie wiadomo który i co dokładnie.

 

“Damy radę. Proszę się nie kłopotać. – Powiedział.“ – nieprawidłowy zapis dialogu.

 

“Zastanawiałem się nawet czy ta oberża jeszcze istnieje.“ – “Oberża”? W futurystycznym świecie…?

 

Dalej jest jeszcze kilka nieprawidłowości w zapisie dialogów i interpunkcyjnych (na przykład dlaczego, na litość bogów wszelakich, dwa razy zaczynasz zdanie małą literą?), a liczby w tekstach tego typu zapisujemy słownie. Trzydzieści pięć lat, a nie 35.

 

Przeczytałam. Nie wiem tylko, o czym jest ten tekst? Czy sceneria “w przyszłości” ma tu jakieś znaczenie czy nie? Ja go nie widzę. Dla mnie to nie jest opowiadanie tylko scenka, która w gruncie rzeczy nie niesie ze sobą wiele treści. Idzie gość przez miasto, wchodzi do baru, znajduje w nim syna, zamawiają piwo i piją. Koniec opowieści. Niestety.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Nazgul

Raz jeszcze dzięki za dobre słowo. Nie – piwo to „Kelt”. Polecam, moje ulubione z jasnych.

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@mkmorgoth

Dzięki za opinię! W kolejnych opowieściach oboiecuję zabić paru bohaterów – będzie żywiej! Zapraszam ponownie!

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

@joseheim

Dzień dobry! Dziękuję Ci bardzo za poświęcony czas. Zatrudnienie kogoś do korekty zaczynam rozpatrywać całkiem serio.

 

Uwagi techniczne – kupuję. Sporu nie ma! Miło mi, że tak szczegółowo podeszłaś do sprawy. To i mobilizujące i budujące.

 

teraz kwestie ogólne. Dla mnie to umieszczenie akcji w końcówce XXI wieku ma sens. Tu zwracam, uwagę na tezę z przedmowy. Na swojej skórze doświadczyłem, że w wielu aspektach świat „nie drgnął”. I na tym się skup proszę. Na ile dla Ciebie, świat końca wieku będzie stał na głowie, a na ile będzie zbliżony do naszego.

 

I tu pytanie, czy Stefan Grabiński to fantastyka? Dla mnie tak, a te jego opowiadania poruszają się wokół zwykłych historii, doprawionych smaczkiem. Reszta oceny to kwestia „filtrów”, przez które przepuszczamy słowa.

Mogę Ci opowiedzieć, o czym jest ta historia dla mnie. Ale to by nie miało i tak żadnego znaczenia, skoro według Ciebie jest o niczym. To już jest Twój odbiór i mam zerowe prawo by z nim polemizować.

 

Raz jeszcze piękne dzięki i pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Ja od razu wiedziałem, że Wilku, który jest przemyca tu jakoweś własne doświadczenia z życia. Dla mnie już to ma wartość.

Nie ma akcji. Zgodzę się z tym, ale jest jakiś urok, jakaś smutna prawda w tej histori.

Mi się podobało. Nie zwaliło na kolana, ale i nie żałuję  czasu poświęconego na lekturę.

 

Co do piwa, pierwsze słyszę. To chyba nie ogólno krajowa marka?

W każdym bądz razie Wilku możesz się go napić, dobra robota:-)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@Nazgul

Dzięki! “Kelt” to słowackie jasne piwo. W sklepach pojawiło się chyba tylko w sieci PSS „Społem”. Ale nie jestem pewien. Jak mówisz, że zasłużyłem, to idę kupić! :-)

Pozdrawiam!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Na zdrówko!

Tylko napisz coś tu jeszcze:-)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Właśnie wrzuciłem opowiadanie pod tytułem „Ewaluacja szczepionki ATT”!

Teraz idę po „Kelta”! Twoje zdrowie! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nostalgiczna opowieść o przemijaniu? Ok, temat dobry, jak każdy inny – szkoda tylko, że wnioski wypływające z tej historii takie pesymistyczne. Z drugiej strony, lepsze to niż uwznioślanie na siłę. Paradoksalnie, fantastyczny anturaż temu opowiadaniu raczej nie pomógł, ale to tylko moje prywatne odczucie. Być może lepiej by się czytało, gdybyś pozostawił “oryginalne dekoracje” (tylko wtedy ciężko byłoby je podciągnąć pod sf). Na pewno lepsze niż „Wędrówka duszy”. Jest progres.

...always look on the bright side of life ; )

@jacek001

“Jest progres”. Progres jest bardzo kosmiczny chciałem zauważyć! ;-)

Dzięki za dostrzeżenie pozytywnej ewolucji. Cieszę się. Ja ten anturaż zostawiam, bo jest zgodny do tezy z przedmowy. Wcale nie rozwijamy się tak kosmicznie, jak nam się wydaje. W mojej ocenie, za osiemdziesiąt lat większej niż opisana powyżej rewolucji nie będzie. Niestety nie damy rady się o tym przekonać.

Pozdrawiam i dziękuję za uwagi!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Niespecjalnie mi się podobało, choć przeczytałam bez przykrości. Według mnie, opisałeś zdarzenie, które mogło mieć miejsce wszędzie i zawsze. Może dlatego nie dostrzegłam w nim fantastyki.

 

Oglądany pod koniec lat siedemdziesiątych w czarno – białym telewizorze…Oglądany pod koniec lat siedemdziesiątych w czarno-białym telewizorze

 

Dziś wydaje mi się, że świat zmienia się zdecydowanie wolniej niż się wydawało uczonym optymistom. – Powtórzenie.

Proponuję: Dziś wydaje mi się, że świat zmienia się zdecydowanie wolniej niż przewidywali uczeni optymiści.

 

…co w epoce heroicznej opisanej juz przez Homera. – Literówka.

 

…którzy jadali raz dziennie (około godziny 15:00). – …którzy jadali raz dziennie (około godziny piętnastej).

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Szedł powoli chodnikiem zakończonym od strony ulicy fosforyzowanymi krawężnikami.Szedł powoli chodnikiem zakończonym od strony jezdni fosforyzowanymi krawężnikami.

Ulica to droga składająca się z jezdni i chodnika dla pieszych. Chodnik i jezdnie zazwyczaj rozdziela krawężnik.

 

Stoliki miały współczesne, owalne kształty” – Owalne kształty są znane od starożytności.

Może miałeś na myśli meble o modnych, obłych kształtach.

 

Parterową salę wypełniał biznes – Wolałabym: Parterową salę wypełniali ludzie biznesu.

 

Ta miejscówka pozwalała też na obserwowanie wchodzących na wyższe poziomy. – Wolałabym: Z tego miejsca można było też obserwować wchodzących na wyższe poziomy.

Miejscówka, to dodatkowy bilet uprawniający do zajęcia określonego miejsca siedzącego w środku lokomocji.

 

Ten świecił barwą butelkowej zieleni. Na sam ten widok przełknął ślinę. – Powtórzenie.

 

– Dziękuję pani bardzo – ukłonił się z uprzejmością minionych pokoleń. – – Dziękuję pani bardzo.Ukłonił się z uprzejmością minionych pokoleń.

Źle zapisujesz dialogi. Zajrzyj do tego poradnika: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Włosy miała w kolorach czerni i czerwienie. – Literówka.

 

jesteś głodny?Jesteś głodny?

 

– Dwa razy „Celtowe” – powtórzyła na głos kelnerka. Coś do jedzenia?– Dwa razy „Celtowe” – powtórzyła na głos kelnerka. Coś do jedzenia?

 

Mamy świetny wybór pizz!Mamy duży/ szeroki/ ogromny wybór świetnych/ doskonałych/ znakomitych/ pysznych pizz!

 

Nawet poglądy polityczne, po 35 roku życia…Nawet poglądy polityczne, po trzydziestym piątym roku życia

 

Już starożytni grecy mówili…Już starożytni Grecy mówili

 

– czy czegoś panom potrzeba?– opowiedz mi jeszcze raz o Szkole Eleatów tato. – Dlaczego te zdania zaczynają się małymi literami?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy

Dziękuję za uwagi – tekst wymaga powtórnej redakcji, na którą niestety brakło mi dotąd czasu.

W paru miejscach się nie zgodzę. Po pierwsze przedmowa zawiera założenie tej opowieści – ani świat, ani ludzie nie zmienią się aż tak bardzo, w ciągu najbliższego wieku. Podobnie nie zmienią się ich problemy, czy zmartwienia.

Nie krawężnik stanowi o tym, że chodnik jest chodnikiem. ;-)

Współczesne owalne kształty, to opis modnego meblarstwa czasów, w których dzieje się akcja. Fakt, że owal znamy od starożytności, chyba tu ma nie wielkiego znaczenia. Problem ze starożytnością jest zresztą taki, że Grecy i Rzymianie znali wszystko, co znać warto. Na przykład na niwie literatury psychologizującej nie ma nic ciekawszego niż dramat grecki (cokolwiek nowego dorzucił w mojej ocenie tylko Dostojewski).

Miejscówka – OK. Jest zbyt slangowa, choć wyraz jest czytelny. W mojej ocenie niebawem zajmie miejsce miejscówki w tramwaju. Ta zaś zaniknie tak samo, jak peronówka. Póki co racja po Twojej stronie.

Bardzo Ci dziękuję za uwagi. Część pojawiła się już wcześniej. W mojej ocenie kolejne opowiadanie: „Niebieski wiatr – czerwony wiatr“, ma już dialogi zrobione dobrze. Chętnie poznam Twoją opinię.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wilku, moje poprawki, to tylko propozycje. Jeśli zechcesz z nich skorzystać, będzie mi niezmiernie miło, jeśli wolisz pozostać przy swoich sformułowaniach, zrozumiem. Masz do tego prawo. To przecież Twoje opowiadanie, Ty decydujesz o jego kształcie.

Do Twoich nowych opowiadań pewnie także zajrzę, ale dopiero gdy przeczytam teksty z moich dyżurów. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy

Twoje propozycje mają to do siebie, że warto się nad zastanowić. Tak też zawsze czynię! :-)

Pozdrawiam i zapraszam do lektury! :-)

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Hmmm. Do mnie nie przemówiło. Też mam wrażenie, że fantastyka znajduje się tylko w dekoracjach. Wszystko, co chciałeś napisać, zawarłeś w przedmowie.

Sporo usterek. Nie poprawiłeś tych wytkniętych? Przykłady:

Nie miał modnego kombinezonu, który dźwigali podstarzali playboye.

Jeden wspólny mieli?

Włosy miała w kolorach czerni i czerwienie.

Literówka.

Nawet poglądy polityczne, po 35 roku życia pozostają w zasadzie niezmienne.

Liczby w beletrystyce raczej słownie.

Babska logika rządzi!

Wszelki duch Pana Boga chwali. :-) Dwa lata po publikacji taki Gość się zjawił! :-)

Głowę popiołem obficie posypuję – nie poprawiłem. „Moja kulpa” rzeknę, cytując „Lissi na lodzie”.

Wezmę się za to w przyszłym tygodniu – howgh! :-)

Pozdrawiam, Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Co to za gość – marudzący i ochrzaniający? ;-)

Babska logika rządzi!

Gość w dom – Bóg w dom!

Skoro wstąpił w moje progi, włos mu z głowy spaść nie może!

Tu się przestrzega prawa gościnności, nad którym pieczę sprawuje Zeus Xenios!

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka