- Opowiadanie: Hawer - Uczta

Uczta

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Uczta

Z jego ust ciekły stróżki śliny, kapiące raz po raz na kamienistą posadzkę. Pozbawione życia źrenice poszukiwały znamion choćby najmniejszego ruchu. Nos bezkształtny, powykręcany w różne strony kulfon, starał się zwęszyć zwierzynę. Uszy, niegdyś sprężyste, długie i spiczaste, teraz stanowiły tylko oklapłą warstwę porozciąganej skóry. Niemniej wykorzystywane były w pełnym zakresie. Łowca nasłuchiwał ofiary doskonale zdając sobie sprawę, że i ona nasłuchuje jego. Czeka na ruch, który w tej nieprzeniknionej ciemności mógłby zdradzić jego obecność. Nie mogąc nic dostrzec, ani usłyszeć postanowił skoncentrować się na zapachu. Wyczuwał jej woń, którą podążał od dłuższego czasu. Zapach skóry, ten niegdyś piękny aromat, w którym się lubował połączony ze smrodem potu. Była gdzieś tu, gdzieś bardzo blisko wśród zimnych kamieni świątyni. Budowli wzniesionej wiele wieków temu przez kapłanów boga, którego imienia nie potrafił sobie przypomnieć. Tak jak wielu innych wspomnień, zarówno tych radosnych jak i tych mniej, które zawsze chciał wymazać ze swej pamięci. Teraz oddałby całe złoto świata by pamiętać choćby największą przykrość ze swego życia, wolałby podupaść na zdrowiu byle by nie być tym, kim się stał. Nienawidził siebie. Gdy tylko spoglądał na taflę wody czuł odrazę do istoty, która się weń odbijała. Zamiast spędzać czas wśród ludzi jak kiedyś, uganiał się za swoją zwierzyną. Jak łowca tropił ją w jednym jedynym celu. By zatopić swe pożółkłe zębiska w jej ciele. Poczuć jak tryska krew, jak ofiara wije się w konwulsyjnym tańcu przed ucztą ostateczną, z której pozostaną tylko nagie kości.

Wreszcie zwietrzył zapach. Ruch łowcy nie pozostał bez reakcji ofiary, która zdradziła swoje położenie przez nieznaczną zmianę pozycji. Sunęła, bardzo powoli, ale dla wprawionego słuchu był to szmer dostatecznie głośny mimo, że zanikł niemal tak szybko jak się pojawił. To jednak wystarczyło. Jego ślina ponownie skapnęła na posadzkę. Oblizał wargi swoim długim jęzorem. Należny mu łup był już bardzo blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Już prawie czuł smak swej ofiary, w myślach już ją konsumował. Kawałek po kawałku odgryzał kolejne elementy ciała. Chrupkie palce u nóg i rąk, dalej kończyny dochodząc do podbrzusza. Wgryzał się w świeże i soczyste mięso, którego dawno nie miał okazji kosztować. Brodząc wśród wnętrzności łykał tryskającą jak fontanna krew, tak przyjemnie ciepłą, tak miło pieszczącą jego kubki smakowe. Jak najlepsze wino z czasów, kiedy jeszcze odczuwał jego właściwy posmak. Myśl o rychłym spożyciu wprawił go w nienaturalnie miły nastrój. Tymczasem ofiara ponownie się poruszyła. Tym razem trochę w lewo. Wyczuwał jej oddech, bardzo szybki i płytki. Zapach skóry został zdominowany przez jeszcze wyraźniejszą woń potu. Podszedł bliżej na swych wychudzonych bosych nogach. Chłód kamiennego podłoża nie przeszkadzał mu wcale, był już przyzwyczajony do swego żywota. Marnego, ale jednak trwającego nadal, mimo obrzydzenia jakim go napawało. Jego błędny wzrok dostrzegł ją w ciemności. Siedziała skulona w miejscu dawnego paleniska. To było idealne miejsce na ucztę. Nie miała już drogi ucieczki, co bardzo mu pasowało. Jego danie było kobietą. Ofiara miała długie nogi, szczupłe ręce i włosy opadające na ramiona. Trudno było mu ocenić czy była piękna. Nie dbał już o to.

– Zostaw mnie proszę – wyszeptała błagalnie.

Ignorując jej słowa podszedł bliżej.

– Ty potworze zo… zostaw!

Kobieta zaczęła piszczeć. Ten dźwięk wwiercał się w jego głowę powodując ból, gdzieś tam we wnętrzu jego zamglonego umysłu. To go sprowokowało. Uwolniło instynkt zabójcy. Łowca rzucił się na ofiarę rozpoczynając tym samym długo oczekiwaną konsumpcje.

Koniec

Komentarze

Styl, język opisu bardzo mi odpowiada. Może uszy jako płat porozciąganej skóry, a nie warstwa. Jeszcze, myśl o rychłym spożyciu wprawiła go… Detale. Opis bardzo sprawny. Historyjka jako stand-alone raczej żadna, ale nie znam celu dokładnie celu napisania tej miniatury. Powtórzę, opis jest atutem.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Elementarny brak logiki. Poluj ący najpierw nie widzi ofiary, aż tuż nagle widzi, że jest szczupła i stoi przy palenisku. Miał latarkę? Tekst słaby i u mnie wywołał jedynie niesmak. Pozdrawiam.

Przeczytałam pierwsze zdanie i, pomimo że to krótki tekst, jakoś nie mam ochoty na kolejne.   „Z jego ust ciekły stróżki śliny, kapiące raz po raz na kamienistą posadzkę”. – Zgromadzone w ustach kobiety pilnujące śliny, zamiast mieć baczenie na gromadzący się płyn ustrojowy, postanowiły osobiście nieco pociec i pokapać, przy okazji paskudząc posadzkę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ryszard: Bardzo chciałbym wejść w polemikę z Tobą (choć może na trochę "wyższym" poziomie), ale nie lubie eskalować konfliktów… dlatego proszę, przeczytaj tekst jeszcze raz (np. "stoi przy palenisku" ?) i postaraj się go zrozumieć (względnie wyobrazić sytuację). jjerzy: Cel, stety bądź niestety, musi pozostać moją tajemnicą. Bardzo dziękuje za ocenę.

Niestety przy tym tekście poległem. Zaś próba zrozumienia Twojego tekstu, oraz wyobrażenie sobie obrazu, który usilnie próbowałeś pokazać dzięki tej scence, zakończyła się bez rezultatu. Głównym powodem jest bardzo, ale to bardzo niechlujne przygotowanie tekstu do publikacji. A to, że jedynie Autor wie o czym pisze, świadczy o braku poszanowania czytelnika. Ten tekst jest literacką katastrofą, pod względem języka.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Cytuję: "Jego wzrok dostrzegł ją w ciemności"… a przedtem jej nie widział. Autorze, mój komentarz w żadnym stopniu nie jest obraźliwy personalnie. Dotyczy tylko i wyłącznie Twego tekstu. Pozdrawiam z nadzieją, że dodasz coś lepszego, bardziej przemyślanego, a ja chętnie Cię pochwalę.

Z jego ust ciekły stróżki śliny, […].  –> niemal obowiązkowe u początkujących dozorczynie zamiast strumyczków. […]  kapiące raz po raz na kamienistą posadzkę.  –> kamienista to nie to samo, co kamienna. A jeśli jednak naprawdę kamienista, to nie posadzka. Nos /brak przecinka/ bezkształtny, powykręcany […]. Uszy, […] stanowiły tylko oklapłą warstwę porozciąganej skóry. –> warstwa skóry? Na czym? Niemniej wykorzystywane były w pełnym zakresie. –> a nie prościej, że nadal służyły doskonale, wyławiały najcichsze dźwięki lub podobnie? Teraz to brzmi jak z referatu wyjęte… Łowca nasłuchiwał ofiary /brak przecinka/ doskonale zdając sobie sprawę, że i ona nasłuchuje jego. –> samej ofiary nasłuchiwać się nie da. Ani żadnego obiektu materialnego. Nasłuchiwać można jedynie dźwięków. Nie mogąc nic dostrzec, /zbędny przecinek/ ani usłyszeć /brak przecinka/ postanowił skoncentrować się na zapachu. Wyczuwał jej woń, którą podążał od dłuższego czasu. –> podążał wonią jak na przykład drogą? Interesująca odmiana woni lub równie interesująca umiejetność łowcy… Zapach skóry, ten niegdyś piękny aromat, w którym się lubował /brak przecinka/  połączony ze smrodem potu. Teraz oddałby całe złoto świata /brak przecinka/ by pamiętać choćby największą przykrość ze swego życia, wolałby podupaść na zdrowiu /brak przecinka/  byle by nie być tym, kim się stał. Gdy tylko spoglądał na taflę wody /brak przecinka/ czuł odrazę do istoty, która się weń odbijała. –> weń, czyli w nim samym, nie w tafli wody. Przyimki odmieniają się przez rodzaje… Poczuć jak tryska krew, jak ofiara wije się w konwulsyjnym tańcu przed ucztą ostateczną, z której pozostaną tylko nagie kości. –> pułapka zaimkowa. Na myśli miałeś ofiarę, konstrukcja zdanie wskazuje na ucztę, czyli piszesz, że kości pozostaną nie po uczcie, ale z uczty zamiast z „głównego dania”.   Wystarczy tego dobrego. Wystarczy jako dowód, że do poprawienia jest niemal co drugie zdanie. Jak nie interpunkcja, to składnia, gramatyka, znaczenie słów. Bardzo statyczna scena, a nawet w takiej można oddać więcej emocji, czymś czytelnika zaintrygować. Czyli – słabo, niestety.

Nowa Fantastyka