- Opowiadanie: Bernierdh - O poznaniu dobra i zła

O poznaniu dobra i zła

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

O poznaniu dobra i zła

Niebo było jasnobrązowe, jak zawsze. Pełne pyłu, kurzu i bardziej zanieczyszczone niż chińskie metropolie na dwa tygodnie przed Spustoszeniem.

Leżeliśmy sobie oboje na białym, gorącym piasku, trzymając się za dłonie i rozmyślając nad rzeczami których nigdy nie zobaczymy, ludźmi których nie spotkamy oraz uczuciami, których nigdy nie doświadczymy. Nie mam pojęcia, czemu akurat tego dnia zebrało nam się na podobne refleksje.

– Nie masz pojęcia? – zapytał Anioł.

A niech to cholera. Znowu on.

Zerknąłem na Ewę, żeby zobaczyć, czy przypadkiem też go nie widzi. Nie widziała, ponieważ była pogrążona w głębokim śnie. Sądząc po wyrazie jej twarzy, był to piękny sen.

– Czego chcesz? – zapytałem, licząc, że Anioł zauważy moją niechęć i sobie pójdzie.

Oczywiście nie poszedł, ale warto było spróbować.

– Jak myślisz? – odpowiedział. – W jakim celu pozostawiliśmy was przy życiu? Czemu nie rozpadliście się w pył, jak wszystko inne?

Usiadłem ostrożnie, starając się nie obudzić mojej śpiącej towarzyszki.

– Zastanawiałem się nad tym – przyznałem. – Na początku byłem pewien, że po prostu mieliśmy farta, wiesz, zanim jeszcze odkryłem, że to wasza sprawka. Teraz rozpatruję dwie opcje. Albo czegoś od nas chcecie, albo jesteśmy po prostu eksperymentem.

– Eksperymentem?

– No tak. Trzymacie nas w klatce, tak jak my trzymaliśmy szczury. Oglądacie nas, badacie nasze relacje, zachowanie, społeczność którą tworzymy. Bo możemy przecież stworzyć społeczność, prawda? Nie wykastrowaliście mnie chemicznie, czy coś?

– A odczuwasz pociąg seksualny?

– Nie wiem. Nie myślałem nad tym, niezbyt był czas na takie pierdoły. Ale chyba odczuwam. Tak mi się wydaje.

– Więc chyba cię nie wykastrowaliśmy, prawda?

– No nie. Dobra, nieważne. Tak czy siak, rozumiesz na czym polega moja teoria?

– Rozumiem. I mam do ciebie pytanie.

– No dawaj.

– Czy przez setki tysięcy lat istnienia waszego gatunku, nie napatrzyliśmy się na was wystarczająco?

Przez kilka chwil zastanawiałem się nad jego słowami.

– Racja – powiedziałem w końcu. – I wiesz, jak tak sobie pokrótce przestudiuję naszą historię, to dochodzę do wniosku, że niezbyt wam się musiało to widowisko podobać, co? Te wszystkie wojny, choroby i takie tam.

Anioł uśmiechnął się. Po raz pierwszy odkąd go spotkałem.

– Skąd. To było całkiem zabawne.

 

 

 

***

 

 

 

Ten dzień spędziłem tak jak każdy poprzedni, odkąd Spustoszenie pozbawiło mnie poprzedniego życia. Wstałem wraz ze świtem. Pogłaskałem Ewę po głowie, dając jej do zrozumienia, że może spokojnie spać dalej. Następnie napiłem się kawy z ekspresu i wyszedłem z naszej maleńkiej chatki, by rozejrzeć się po okolicy. Nic się oczywiście nie zmieniło. Nie miało szansy się zmienić. Mimo, że zdawałem sobie sprawę z tego faktu, codziennie sprawdzałem, tak jak nieustannie sprawdzamy zawartość lodówki, choć doskonale wiemy, że nic zostało tam dodane.

Zerwałem dwa soczyste jabłka, po jednym dla każdego. Będę gentlemanem, a co.

Nie wiedzieć czemu, odczuwałem absurdalną potrzebę złowienia ryby. Być może po prostu utrwalił mi się obraz z tych wszystkich filmów, w których mieszkający w lesie facet nie robi nic prócz wędkowania i rąbania drewna. Drewna nie musiałem rąbać, bo mieliśmy centralne ogrzewanie, do którego elektryczność brała się prawdopodobnie z dupy.

Nie miałem wędki. Do tego mieliśmy pełną lodówkę. Nie potrzebowaliśmy tej cholernej ryby.

Potem pobawiłem się chwilę z ptaszkami i wiewiórkami, co sprawiło, że poczułem się niczym królewna Śnieżka z animacji Disneya. Teraz z kolei miałem ochotę zaśpiewać jakąś wieśniacką piosenkę, o tym jak fajnie się mieszka w lesie, ale bałem się, że moi mali kumple pomylą te odgłosy z rykiem niedźwiedzia albo czymś w tym stylu.

Gdy ptaszki uciekły, wróciłem do chatki. Byłem pieprzonym Buszmenem.

Ewa już nie spała. Krzątała się po naszej leśnej willi, śpiewając, wycierając kurze i pryskając wszystko wokół Pronto oraz odświeżaczem powietrza. Miałem wrażenie, że nie ma zielonego pojęcia o sprzątaniu. Znów przyszła mi na myśl królewna Śnieżka.

Na obiad zjedliśmy rybę. Mrożonego mintaja znalezionego w lodówce. Ewa przypaliła go nieco. Popiliśmy to winem, bo nie znaleźliśmy żadnego powodu, żeby tego nie robić.

– Boisz się? – spytała moja towarzyszka, gdy talerze wylądowały w zmywarce.

– Czego?

– Tego co będzie.

– A co może być? Każdy nasz dzień wygląda niemal dokładnie tak samo. Dzisiejszy różni się od wczorajszego tylko tym, że zamiast spaghetti zjedliśmy filety, a zamiast Notting Hill obejrzymy dla odmiany jakiś dobry film.

– Nie rozumiesz. Siedzimy tutaj, nie mając pojęcia dlaczego i po co. Oglądamy filmy, jemy rzeczy które biorą się w naszej lodówce… Skąd? Skąd jest ta elektryczność? Skąd mamy ubrania? Ile czasu minęło, odkąd obudziłam się u twojego boku i stwierdziłam, że wszystko jest w porządku? Co się stało zresztą świata? Gdzie my w ogóle jesteśmy? I dlaczego tylko niebo przypomina nam o losie naszego świata?

– I po co pytasz? Przecież wiesz, że nie potrafię ci odpowiedzieć. Rozmawialiśmy już o tym tyle razy, że rzygam już tym tematem. Poza tym jak to się ma do twojego pytania? Mówisz o tym co było, a boisz się tego będzie.

– Boję się, bo nie mam pojęcia co się stanie. Nie mam nawet pojęcia co się dzieje.

– Ani co się wydarzyło.

– Właśnie.

– I? Co ja mam niby z tym zrobić?

– Bać się.

– Czego? Po co mam się bać, skoro nie jestem w stanie ułożyć sobie w głowie żadnego scenariusza wydarzeń?

– Więc co zamierzasz robić?

– Cieszyć się codziennością.

Nie kłamałem. Byłem mimo wszystko dosyć szczęśliwy.

– Tęsknisz za dawnym życiem? – zapytała cicho.

– Ni cholery. A ty?

– Trochę.

– Kim byłaś?

Nie wiedziałem tego, ponieważ wcześniej obiecaliśmy sobie nie poruszać tego tematu. Baliśmy się, że wywoła tylko niepotrzebny smutek. Ale nie czułem go. Minęło już tyle czasu, że zdołałem się przyzwyczaić do mojego nowego świata.

– Studentką medycyny – powiedziała Ewa.

– Opowiedz coś więcej.

Uśmiechnęła się.

– No dobrze. Byłam dopiero na pierwszym roku i radziłam sobie strasznie. Mieszkałam chłopaka, który uważałi, że powinnam rzucić te studia w cholerę i wyjechać z nim do Londynu. Miał tam jakąś ciotkę, która obiecała załatwić nam pracę. Moja mama nie żyła, a z ojcem byłam nieco skłócona. Babcia pomagała mi finansowo, ale i tak musiałam pracować na drugą zmianę, a dwa razy w tygodniu udzielałam korków z matmy takiemu… Cholera, nie pamiętam jego imienia.

– Nie przejmuj się. Minęło dużo czasu.

Próbowałem ją pocieszyć, ale wiedziałem, że to niemożliwe. Z każdą chwilą zapominaliśmy kolejnego szczegółu z naszego dawnego życia. Zdawałem sobie sprawę, że już wkrótce stracimy je całkowicie i będziemy wolni, nieobciążeni pamięcią i smutnymi wspomnieniami. Bałem się tego, a jednocześnie marzyłem o tym. Nie wiedziałem, czy będę wtedy szczęśliwszy, czy wręcz przeciwnie. Nie wiedziałem też, czy wtedy wciąż jeszcze będę człowiekiem.

– Masz rację. A kim ty byłeś?

– Nauczycielem – skłamałem głupio. W rzeczywistości zajmowałem się podpierdalaniem ludziom samochodów i innymi tego typu rzeczami. Teraz się tego wstydziłem, choć nie wiem dlaczego. Jakby moje dawne zajęcie miało jakiekolwiek znaczenie.

Ewa usiadła mi na kolanach i położyła głowę na ramieniu. Lubiłem takie małe gesty. Leczyły samotność, która była największą bolączką mojego nowego życia.

– W ogóle cię nie znam – wyszeptała. – Jak to możliwe, że cię kocham?

– Ja też cię kocham.

– To jest prawdziwe? Naturalne?

– Nie mam pojęcia i wcale nie chcę tego wiedzieć. Liczy się dla mnie tylko to, co jest teraz.

– Sami, w swoim własnym świecie… Cieszę się, że jestem tu z tobą, wiesz?

Nie odpowiedziałem. Po prostu wstałem i zaniosłem ją do łóżka.

 

 

 

***

 

 

 

– Wszystko się kiedyś skończy – powiedział Anioł. – Nic nie pozostaje wieczne. Wy też się kiedyś skończycie, a po was nastanie nowa, być może lepsza, era. A może już się skończyliście. Być może jesteście już częścią nowego świata, który stoi otworem przed nowym gatunkiem ludzi. A być może jest tylko nowym placem zabaw do zniszczenia. Wasz czas się zakończył.

Nic nie rozumiałem. Starałem się wyglądać mądrze, ale w rzeczywistości byłem równie zagubiony jak siedząca obok mnie, blada z przerażenia Ewa.

Leżałem na białym, gorącym piasku, trzymając dłoń mojej towarzyszki i znosząc obecność Anioła, który patrzył na nas z przedziwnym połączeniem pogardy i zainteresowania. Zadał nam pytanie, a my próbowaliśmy znaleźć odpowiedź.

– Co się z nami stanie, jeśli wybierzemy życie? – spytała Ewa.

– Będziecie żyć – odpowiedział niechciany gość, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Bo w sumie była. – Zostaniecie tutaj. Spłodzicie potomków. Rozpoczniecie wszystko, co znacie i wszystko, co jest wam obce. Wasz aktualny świat stanie się jedynym i słusznym światem.

– Rozpoczniemy wszystko na nowo? – Chciałem się upewnić.

– Tak. Będziecie patrzeć, jak z nasiona które zasialiście rodzi się drzewo, z którego potem powstanie cały las. Las, który obejmie tę planetę. Będziecie obserwować wasze dzieci i dzieci waszych dzieci, które budują nowy świat, nowy porządek, nową cywilizację.

– Jaki jest haczyk?

– To właśnie jest haczyk. Będziecie musieli na to patrzeć. Będziecie musieli z tym żyć.

– Nie umrzemy ze starości? – zapytała Ewa, jakby teraz to był nasz największy problem. Kobiety i ich praktyczne podejście do życia.

– Umrzecie, ale potem odrodzicie się na nowo. Znowu razem i znów z tą samą świadomością.

– A jeśli ujawnimy się ludziom?

Anioł uśmiechnął się po raz drugi odkąd go poznałem.

– Nie ujawnicie się – powiedział. – Dosyć szybko zdacie sobie sprawę, że byłoby to naprawdę głupie.

– No dobrze. – Przerwałem, ponieważ irytował mnie fakt, że rozmawiali, jakbyśmy dokonali już wyboru. – A jeśli wybierzemy przerwanie łańcucha?

– To nic – odparł Anioł. – Koniec. Ciemność. Kurtyna.

Milczeliśmy przez chwilę.

– Wybierzmy dalszą drogę – wyszeptała moja dziewczyna, po cichutku, łudząc się, że nasz nieprzyjemny towarzysz tego nie usłyszy.

– Dlaczego? – spytałem, nie siląc się na podobne manewry.

– Ja… Mam przeczucie.

– Przeczucie? – Uśmiechnąłem się krzywo.

– Tak. Coś mówi mi, że powinniśmy wybrać kontynuację.

– Dlaczego? – powtórzyłem. – Nasz świat zakończył się w wielkiej, strasznej wojnie. Oboje widzieliśmy rzeczy, które nigdy nie powinny być widziane. Przypomnij sobie dzieje naszej wspaniałej cywilizacji. Czy naprawdę chcemy ponownie przechodzić przez ten cały pierdolnik?

– Tak. – Jej głos był zadziwiająco pewny.

– Jesteś pewna, że ty tego właśnie chcesz?

– Nie jestem pewna… Ale mówiłam ci. Mam przeczucie. Słyszę głos, który mówi mi, żebyśmy to zrobili. I że wszystko będzie dobrze.

Przez jakiś czas biłem się z myślami, ale gdy po krótkiej chwili uniosłem głowę, mój wzrok napotkał jej błękitne oczy. Choć starałem się jak mogłem, nie byłem w stanie oprzeć się tej tajemniczej sile, która się w nich kryła. Nie potrafiłem przeciwstawić się tej charyzmie. Czułem, że popełniam błąd, że coś jest w tym wszystkim nie tak, ale w końcu tylko odetchnąłem głęboko.

– Dobrze – powiedziałem. – Zaufamy twojej intuicji. Wybieramy kontynuację cyklu. Ale jestem pewien, że będziemy tego żałować.

– Nie będziemy – odparła Ewa. – Obiecuję ci.

Zamiast odpowiedzieć tylko delikatnie ją pocałowałem.

Zaś Anioł postawił kolejny krzyżyk, w kolejnej rubryczce.

 

 

 

3.03.2014

Koniec

Komentarze

Potem pobawiłem się chwilę z ptaszkami i wiewiórkami, co sprawiło, że poczułem się niczym królewna Śnieżka z animacji Disneya. Teraz z kolei miałem ochotę zaśpiewać jakąś wieśniacką piosenkę, o tym jak fajnie się mieszka w lesie…– to mnie rozbawiło tak, że musiałem na chwilę przerwać lekturę.   Poza tym jak to się do twojego pytania? – chyba czegoś tu brakuje.   Byłam dopiero na pierwszym roku i radziłam sobie strasznie. Mieszkałam chłopaka, który radził mi, żebym – Nie dość, że jest  powtórzenie, to nie jestem pewien, czy można sobie „strasznie radzić”.   Miał tam jakąś ciotkę, która miałapowtórzenie.   Babcia pomagała mi finansowo, ale i tak musiała pracować na drugą zmianę, a dwa razy w tygodniu udzielałam korków z matmy takiemu – kto tu jest podmiotem?   Ok, podobało mi się. Zakończenie zostawia czytelnikowi pole do interpretacji i temat do zastanowienia się, a to dużo. Do tego napisane fajnie, tylko przecinkologia – moim zdaniem – kuleje. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

No proszę! Jednak można stworzyć ciekawą interpretację mocno ogranego motywu. Podobało mi się. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem i pozostałem obojętny. Opowiadanie to czy impresja filozoficzna? Jeżeli tak, to dość nijaka.  Pozdrowienia.

Nietypowe i dziwne. Moze głupie, albo bardzo madre. Własciwie to nie wiem bo nie zrozumiałem. Pozdrawiam.

Chyba najlepiej byłoby mi to ocenić po prostu numerkiem. Więc w skali dziesięciopunktowej sześć. Bo cały czas czytałem bo czytałem, bez żadnych emocji, jedynie na koniec lekkie drgnięcie, ale niespecjalnie absorbujące czy interesujące. Ot, taki średniaczek, o którym za pół godziny nie będę już pamiętał.

Zastanawiające. Temat rzeczywiście bardzo ograny, ale tutaj ciekawie użyty. Kilka słów mi nie pasowało w dialogach, ale to subiektywne odczucie. Ogólne wrażenie pozytywne. Pozdrawiam

@Sethrael Bardzo dziękuję :) Błędy poprawiłem. Przecinki są dla mnie czarną magią i choć staram się coś z tym zrobić, wychodzi mi średnio. Ale to żadne usprawiedliwienie, wiem. Muszę wziąć się do roboty. Ponownie dziękuję i również pozdrawiam :)   @Finkla Serdecznie dziękuję :)   @ryszard Opowiadanie mające bardzo maleńkie aspiracje do mówienia o rzeczach dla mnie, przeciętnego nastolatka, dość ważnych. Cóż, zdaję sobie sprawę, że żaden ze mnie filozof, ale liczyłem, że chociaż czytało się trochę przyjemnie. Również pozdrawiam :)   @Valinohtar To jest chyba najfajniejszy komentarz, jaki kiedykolwiek otrzymałem. Również pozdrawiam :)   @Cellular Sześć całkiem mi pasuje. Ostatecznie to już lepiej niż gorzej. A to drgnięcie, nawet jeśli tak maleńkie i ulotne, i tak jest dla mnie sukcesem. Ale generalnie to zdaję sobie sprawę, że nie jest to jakieś zmieniające ludzkie żywota arcydzieło, stąd jestem zadowolony :)   @przeznaczony Bardzo dziękuję i również pozdrawiam :)

Czytało mi się dobrze, tekst zainteresował mnie nieco, jednak koniec uważam za niesatysfakcjonujący. Może przesłanie pozostaje dla mnie tajemnicą, ale koniec końców odnoszę wrażenie, że tekst… jest tak jakby o niczym. O braku wolnej woli? Sama nie wiem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Historia lubi się powtarzać, tylko czy to ma sens i czy jest konieczne? – w tych słowach zawarłabym (w wielkim skrócie) treść Twojego opowiadania. Mimo to, nie do końca wiem, co tak naprawdę chcesz przekazać, o czym chcesz opowiedzieć i dlaczego? Jakby ten pomysł na tekst, nie został do końca przemyślany. "Mieszkałam chłopaka, który uważałi, że powinnam rzucić te studia w cholerę …"  – to zdanie było już chyba przerabiane i wyszła taka dość dziwna hybryda. ;)

@joeseheim Nie będę nic ukrywał. Nie potrafię w kilku słowach wyrazić myśli, które krążyły mi w głowie podczas pisania tego (a właściwie praktycznie każdego) opowiadania. Brak wolnej woli… Myślę, że również, choć bardziej fakt, że nie potrafimy uwolnić się od powtarzania błędów, historii, trochę tak jak napisała koeijo. Myślałem też trochę o tym, że nawet jeśli zdaję sobie sprawę z okropności niektórych sytuacji, czy całego życia, cywilizacji, nie potrafiłbym tego zakończyć ze strachu przed ich brakiem. Żałuję, ale to tylko takie luźne i chaotyczne przemyślenia. Żałuję też, że nie potrafię ująć tego trochę lepiej. Zakończenie w którym przeczucie mówi Ewie o wyborze jaki powinna podjąć (i fakt, że namawia ona głównego bohatera) miał być również nawiązaniem do księgi rodzaju, tak samo jak tytuł. Tak czy siak bardzo dziękuję i pozdrawiam :)   @koeijo Myślę, że właściwie masz rację, mniej więcej o to mi chodziło. Nie będę również ściemniał, pomysł na tekst praktycznie w ogóle nie został dopracowany. Pierwszą część napisałem całkowicie spontanicznie zaś kolejne dodałem w przeciągu dwóch dni, kierując się wyłącznie chaotycznymi przemyśleniami. Oczywiście wiem również, że to żadne usprawiedliwienie :) Cholera, racja. Poprawiałem to zdanie, schrzaniłem przez nieuwagę i teraz już nie mogę edytować :( Dziękuję i pozdrawiam :)

Bardzo fajne, podobało mi się. I dobrze się czyta.

Bardzo dziękuję :)

"Mówisz o tym co było, a boisz się tego będzie."– chyba wcięło "co" "– No dobrze. Byłam dopiero na pierwszym roku i radziłam sobie strasznie. Mieszkałam chłopaka, który uważałi, że powinnam rzucić te studia w cholerę i wyjechać z nim do Londynu." "– Wszystko się kiedyś skończy – powiedział Anioł. – Nic nie pozostaje wieczne. Wy też się kiedyś skończycie, a po was nastanie nowa, być może lepsza, era. " – tu akurat na pewno nie może być przecinka, myślę. Choć może jest jakaś zasada, której nie znam.   Co do całości, Bernierdh-u. Podobała mi się pomysł i przedstawienie kolejnych wcieleń prarodziców – to naprawdę godne pochwały. Dialogi także były swobodne i odpowiednie do każdej z postaci. Brawo. Jednak muszę też przyznać, że kiedyś czytałam coś lepszego Twojego wykonania. Tak czy kwak, źle nie jest – powiedziałabym nawet: dobrze. Pozdrawiam i życzę samych sukcesów.

Bardzo dziękuję :) Błędy poprawiłem w oryginalny pliku. Co do przecinków, to nie mam zielonego pojęcia, ponieważ jestem z nich wyjątkowo do niczego. Z góry zakładam więc, że masz rację :) Przy okazji, mój nick jest raczej nieodmienny :) Ponownie bardzo dziękuję za miłe słowa :) Cieszy mnie, że czytałaś coś lepszego i żałuję, że nie udało mi się samego siebie przebić. To prawdopodobnie wina zbliżającego się końca świata zwanego również maturą i wynikającego z niej braku pomysłów. Kiedykolwiek zamknę oczy widzę funkcje trygonometryczne :) Również pozdrawiam i dziękuję serdecznie po raz trzeci :)

Dzięki, już nie będę odmieniała. Co do demonicznych funkcji; to wiele wyjaśnia, także powodzenia życzę na maturze:-)

Dzięki :)

Bernierdh napisał:  Pierwszą część napisałem całkowicie spontanicznie zaś kolejne dodałem w przeciągu dwóch dni, kierując się wyłącznie chaotycznymi przemyśleniami.   W tym "chaosie przemyśleń" przejawia się, moim zdaniem, pewien porządek. Koniec przedstawienia, kurtyna opadła – nie wiadomo, o co chodzi, librecista, reżyser i publika zastanawiają się – spektakl można powtórzyć, być może ze zmianami, wprowadzanymi przez samych aktorów.    Czy to odkrywcze? Raczej nie; tematyka niejednokrotnie poruszana przez wielu autorów, w różnych tonacjach, od farsy do ponurej apokalipsy. Ty zakończyłeś tak zwanym akcentem optymistycznym – i dobrze, czarnowidztwa mamy w nadmiarze…    Gdy napiszesz coś nowego, poświęć, proszę, więcej czasu na spokojnie przeprowadzaną i dokładną rewizję tekstu.

@AdamKB Bardzo dziękuję :) Obiecuję, że następnym razem tak zrobię :)

Nowa Fantastyka