- Opowiadanie: Nirhias - Krew Na Ołtarzu

Krew Na Ołtarzu

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Krew Na Ołtarzu

Noc już dawno zapadła, gdy Arsharus zbliżał się do swojej świątyni. Zatrzymał się na moment. Zamyślił się. Rozejrzał się wokoło. Głęboko wciągnął w płuca rześkie nocne powietrze. Jego szare oczy, które wiele już w życiu widziały, spoglądały przenikliwie w mrok. Zaklął wściekle. Rozejrzał się ponownie, spoglądając ostrożnie za siebie. Zaklął jeszcze raz. Poczuł wibrowanie świętych kryształów, noszonych na szyi. Zły nastrój zaczął szybko mijać. Tajemne, emanujące złotą poświatą pierścienie na palcach obu dłoni zaczęły przenikać potężne wibracje.

Nadszedł czas. Złe moce pragnęły krwawej ofiary. Należy więc wezwać strażników, żeby przyprowadzili więźnia. Tej nocy ołtarz spłynie krwią. – pomyślał kapłan czarnoksiężnik.

Arsharus nie był jednak pewien czy Straszydła Puszczy nie będą próbowały zakłócić odwiecznej ceremonii. Czarnoksięscy kapłani, niżsi rangą musieli więc zjawić się, by wziąć udział w rytuale nocnej ochrony. Miał nadzieję, zastać ich w świątyni.

Odwrócił się, patrząc uważnie, na pogrążoną w nocnych ciemnościach puszczę którą przed momentem opuścił. Zahuczała sowa. Dziwne, nieznane żółte ślepia pojawiły się na chwilę w nieprzeniknionej czerni lasu, po czym zniknęły. Kapłan był pewien jednej rzeczy: człowiek, który dwa wieki temu zaplanował, że świątynia stanie w tym miejscu, nie podjął rozsądnej decyzji.

Dalej bowiem rozciągała się puszcza, pełna złowrogich, ciemnych mocy, leśnych duchów i straszydeł. Świątynia również poświęcona była złym mocom. Pochodziły one jednak z innych wymiarów i toczyły z tymi ciemnymi siłami odwieczną walkę o panowanie nad wszechświatami. Arsharus odwrócił się w stronę wielkich mosiężnych wrót. Skierował dłonie w ich stronę. Wypowiedział zaklęcie:

– Otwórz się bramo, zło jest ze mną. Aniołowie z nicości tu przybędą.

Z pierścieni czarnoksiężnika wypłynął złoty blask zamiając się w błękitny.

Brama otwarła się. Mężczyznę otoczył gęsty, mlecznobiały dym. Wszedł do środka. Wnętrze nie było puste. Czarnoksięscy kapłani niższego stopnia stali na podwyższeniu przed ołtarzem, pochyleni nad szklaną kulą.

Kula jarzyła się na czerwono, zajmowali się więc wróżbami.

– Niestety muszę wam przerwać – odezwał się. Zamilkł na moment, by podkreślić wagę wypowiedzianych słów. – Nadszedł czas złożenia ofiary – dokończył.

Jakby na potwierdzenie tych słów, w lesie zawyło stado wilków.

Zeszli więc do wilgotnych i mrocznych lochów świątynnych. Wywlekli z nich ciągnąc po zakurzonej posadzce obdartą i skutą łańcuchami postać.

Po wyjściu ze świątyni, odziani w czerń kapłani zapalili kadzidła, obchodząc wokół teren przed świątynią. Rytuał ten zwany był nocną ochroną. Otoczyli go kręgiem, szepcząc zaklęcia w argvarn, języku pradawnych olbrzymów. Powietrze w kręgu zawirowało jak na pustyni podczas burzy piaskowej, wyjąc przerażająco.

Nadszedł czas złożenia bogom ofiary.

Czarnoksięscy kapłani uklękli. Zacisnęli obydwie dłonie na zawieszonych u szyi amuletach z bursztynu. Każdy wypowiedział tajemnicze zaklęcie.

-Valltrahill.

Dokładnie w tej samej chwili pośrodku kręgu zmaterializował się ołtarz. Wykuty był w jednolitej skale.

Arsharus spojrzał się na ofiarę złowrogim wzrokiem.

– Zginiesz nędzniku. Chciałeś okraść skarbiec księcia Lebmiła, jednak straż książęca cię schwytała. Podjęto decyzję aby cię nam oddać. Moce ciemności pragną krwi.

Zwrócił swój wzrok ku niebu. Chmury rozstąpiły się ukazując księżyc w pełni. Jego blask spływał prosto na ołtarz.

Złoczyńcę przykuto do ołtarza. Rozdarto mu szaty na piersi. Najwyższy czarnoksiężnik świątyni stanął nad nim. Wzniósł w górę ofiarny, zakrzywiony nóż. Rękojeść pokrywały wyrzeźbione smoki. Stal błysnęła w świetle księżyca. W skrytych w cieniu kapturów, oczach kapłanów nie było litości.

Arsharus zaczął wypowiadać zaklęcie.

– Moce ciemności, złe duchy, aniołowie grobowców, władcy niezmierzonych pozaziemskich otchłani przyjmijcie tą ludzką krew w imię pełni księżyca, spijcie ją swymi niematerialnymi wargami, podczas tej pełni, niech zapanuje wieczna noc!

Ostrze opadło,uśmiercając złoczyńcę na miejscu. Zawył wicher. Z ciała ofiary zniknęła wszelka krew, która jeszcze przed chwilą płynęła strumieniami.

Chmury znów zasłoniły księżyc. Ofiara została złożona.

Koniec

Komentarze

Scenka, z której nic nie wynika. Jak wyglądają tajemne świecące pierścienie?

Babska logika rządzi!

Scenka wyrwana z kontekstu, trochę za dużo powtórzeń jak na tak krótki tekst, ale – moim zdaniem – ma coś w sobie, czyli nie była taka całkowicie zła.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie bardzo wiem, co Autor miał nadzieję opowiedzieć czytelnikowi w powyższej scence.   „Noc już dawno zapadła, gdy Arsharus zbliżał się do swojej świątyni. Zatrzymał się na moment. Zamyślił się. Rozejrzał się wokoło”. – Powtórzenia. Proponuję: Noc już dawno zapadła, gdy Arsharus szedł do swojej świątyni. Przystanął na moment, zamyślił się, spojrzał wokół.    „Z pierścieni czarnoksiężnika wypłynął złoty blask zamiając się w błękitny”. – Pewnie miało być: Z pierścieni czarnoksiężnika wypłynął złoty blask, zamieniając się w błękitny.   „Mężczyznę otoczył gęsty, mlecznobiały dym. Wszedł do środka”. – Czy dobrze zrozumiałam, że to dym wszedł do środka? ;-)   „…kapłani zapalili kadzidła, obchodząc wokół teren przed świątynią. Rytuał ten zwany był nocną ochroną. Otoczyli go kręgiem, szepcząc zaklęcia…” – W jaki sposób otacza się rytuał? ;-)

„Czarnoksięscy kapłani uklękli. Zacisnęli obydwie dłonie na zawieszonych u szyi amuletach z bursztynu”. – Nie wiem ilu było czarnoksięskich kapłanów, ale dziwi mnie bardzo, że mieli tylko dwie dłonie. ;-)   „Zwrócił swój wzrok ku niebu”. – Czy mógł zwrócić ku niebu cudzy wzrok? ;-)   „…przyjmijcie ludzką krew…” – …przyjmijcie ludzką krew…   „Ostrze opadło,uśmiercając złoczyńcę na miejscu”. – Brak spacji po przecinku.   „Z ciała ofiary zniknęła wszelka krew, która jeszcze przed chwilą płynęła strumieniami”. – Iloma strumieniami płynęła wszelka krew? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krótki tekst, jeżeli ma stanowić osobną całość, powinien być jakoś zgrabnie spuentowany, lub, chociaż być zabawny, albo straszny. Tu mamy coś, co wygląda na fragmencik, który niestety nic nie wnosi, po za pokazaniem użytkowych właściwości świecącego pierścienia, ale mam wrażenie, że autorowi nie o to chodziło, ale o co w takim razie?

Scenka jak scenka – noc, rytualna ofiara i nic więcej. Fragment? Wstęp?   Interpunkcja szwankuje.

Nowa Fantastyka