- Opowiadanie: jahrek - Czas rodzenia i czas umierania

Czas rodzenia i czas umierania

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Czas rodzenia i czas umierania

Prolog

 

Istota zbliżyła ogromny łeb ku owalnym kształtom. Przez chwilę zerkała na jaja, po czym powąchała je. Czuła, że niebawem wylęgną się młode. I będą głodne. Widziała, że musi udać się na polowanie.

Wielkimi pazurami poczęła rozgarniać twardy grunt. Po krótkim czasie wykopała dziurę, w którą nosem delikatnie wturlała jaja. Instynkt podpowiadał jej, że przyszłe potomstwo będzie tutaj bezpieczne.

Wydostawszy się na powierzchnię, stanęła w pełnym słońcu. Rozejrzała się i zaczęła węszyć. Wyczuła inne stworzenia. Znała tę woń. Zapach należał do powolnych i nieumiejących się obronić. Należało tylko pokonać niewielką odległość.

Łatwa zdobycz.

 

I

Czerwony brzask

 

Wnętrze statku tonęło w ciemnościach. Najpierw pojawiło się podświetlenie większości urządzeń, a potem pomieszczenia rozjaśnił zielonkawy blask. Wraz z upływem czasu z czerni wyłaniało się coraz więcej szczegółów ogromnej konstrukcji. Stawało się coraz jaśniej. Zielone światło przerodziło się w żółte, pulsując z wielu części statku.

Wysokie korytarze wyglądały jak tunele wydrążone w litej skale i lśniły niczym zroszone płynem, choć były zupełnie suche. Nierówne łuki, przecinające od czasu do czasu strop, łączyły się w różnych rozmiarów figury geometryczne, a po ścianach ciągnęły się kilometry różnokolorowych przewodów oraz czarnych rur.

Spod tworzących podłoże metalowych kratownic zaczęło z sykiem wtłaczać się powietrze.

Genezja była gotowa do obudzenia załogi. Skok przebiegł pomyślnie.

 

***

 

Poziom płynu w pięciu kapsułach zmniejszał się, spływając do kwadratowych odpływów. Zaraz potem równocześnie rozsunęły się przezroczyste drzwi każdej z nich, ukazując – dyndające na uprzężach – nagie, szaroskóre ciała. Wysokie postacie nie posiadały narządów płciowych, ani jakiegokolwiek zarostu. Na ich twarzach tkwiły trójkątne, czarne maski, które łączyły się zokrągłymi słupami za pomocą dwóch niebieskich rurek. Słupy przypominały wyglądem bezlistne pnie drzew.

Siewcy wciąż jeszcze spali.

 

Rozległ się wysoki, przeciągły dźwięk.

 

Siewcy otworzyli oczy.

Przez moment patrzyli przed siebie żółtymi tęczówkami, po czym siedmiopalczastymidłońmi zdjęli maski, ukazując twarze pozbawione otworów gębowych. Oblicza gładkie niczym aksamit nie wyrażały żadnych emocji; martwe i żywe twarze zarazem.

– Nareszcie. Nie znoszę skoku – pomyślał Adam, wciągając powietrze do niewielkiej dziury nosowej.

– Przestań się mazgaić – pouczył go Daniel, który pełnił funkcję Pierwszego Siewcy na Genezji. – Miałeś dużo czasu, żeby przywyknąć. Jak reszta? Wszystko w porządku?

Myśli Siewców odpowiedziały pozytywnie. Ewa oraz Dawid i Gabriel czuli się dobrze.

Daniel zrobił dwa niepewne kroki, po czym znalazł się poza kapsułą. Po chwili reszta załogi poszła za jego przykładem. Stanąwszy na kratach podłogowych, uczepili się ich długimi palcami stóp. Przystąpili do ćwiczeń rozluźniających mięśnie, jak nakazywała standardowa procedura po skoku. Ich wysokie i smukłe ciała poczęły gibać się w przedziwnej gimnastyce przypominającej taniec.

– Adamie, przyłóż się do ćwiczeń – nakazał Pierwszy Siewca, widząc niemrawe ruchy podwładnego.

– Dobra, dobra – usłyszał Daniel w głębi umysłu. – Nie ma to jak poranna gimnastyka.

Po ostatniej myśli Adama w głowach pozostałych pojawiło się rozbawienie.

– Dociera do mnie, że humory wam dopisują – skwitował Daniel, kiwając dużą, owalną głową. – To dobry wstęp do naszej misji.

Po zakończeniu ćwiczeń udali się do komory kąpielowej. Nawilżali skórę, korzystając z uroków żółtego gazu, który powstał z cieczy ogromnych jezior planety Lam. Płyn potrafił wskrzesić martwe komórki organizmów, natomiast niedługie przebywanie w oparach doskonale przeciwstawiało się zmęczeniu. Poza tym dodawał wigoru i zwalczał głód. Był niezbędny, obok powietrza, do przetrwania Siewców, jak i pozostałych istot żyjących na Lam. Zapewniał im też długą egzystencję w porównaniu do innych znanych gatunków.

 

***

 

Zrelaksowani i naładowani energią Lam przemieszczali się korytarzem do centrum dowodzenia. Szli zajęci własnymi myślami, które – blokowane impulsem prywatności – nie mogły zostać odebrane przez innego z Siewców.

– Mógłbym teraz Genezję nieść na własnych plecach. – Gabriel postanowił jako pierwszy przerwać telepatyczne milczenie.

– Świetnie – podchwyciła natychmiast Ewa – bo wkrótce trzeba będzie nieść coś ciężkiego.

– Ciebie? – zadrwił.

Wkroczyli do dużej sali mieszczącej się pod przezroczystą kopułą o imponujących rozmiarach. Nad ich głowami rozciągał się widok na sklepienie niebieskie, gdzie miliony gwiazd migotały niczym szlachetne kamienie. Żaden z Siewców nie zatrzymał się na dłużej, aby podziwiać piękno obrazu stworzonego przez naturę. Szli równym krokiem tuż za Danielem, podążając do podświetlonego kokpitu.

Tymczasem Genezja mijała niewielki, czerwony glob, który przyciągnął swoim blaskiem zaciekawione spojrzenia Siewców. Powierzchnia planety, nieznacznie przysłonięta cienką mgiełką, była usiana kraterami uderzeniowymi. Poza tym przecinało ją wiele długich i ciemnych linii, tworzących sieć głębokich kanionów.

– Ładny kolor – zauważyła Ewa, patrząc z zachwytem na nieznany zakątek wszechświata.

– Podoba ci się? – zapytał Adam. – Może się tam osiedlimy?

– Według naszych informacji nic tam nie ma, więc mogłoby się wam nie spodobać. – Daniel powstrzymał ich zapędy kąśliwym komentarzem. – Jedyną interesującą rzeczą na Kamishi jest właśnie kolor skał. Poza tym pustka i nic więcej. Jako Siewcy umarlibyście z głodu bez cieczy z Lam albo jeszcze szybciej z braku powietrza.

– Czy ty wiesz, czym jest żart? – Adam z niedowierzaniem pokręcił głową.

Zamiast odpowiedzi na postawione pytanie, wewnątrz jego czaszki rozbrzmiewała kontynuacja wykładu Pierwszego Siewcy:

– Na pozostałych dziesięciu kulach również brakuje warunków do życia. A niektóre, w tym cztery bardzo małe, składają się wyłącznie z gazów.

Zatrzymali się przed kokpitem, który mienił się gamą kolorowych światełek. Na pochyłym blacie znajdowało się kilka przycisków oraz sterczała dźwignia. Daniel wcisnął jeden z guzików.

– Za cztery obroty dotrzemy do Szalosz – wyjaśnił. – Ten czas wykorzystamy na przypomnienie wszystkich niuansów misji.

Na wysokości głów Siewców pojawił się trójwymiarowy widok. Przedstawiał krainę bujnie porośniętą roślinnością i bogatą w rzeki oraz oceany. Zebrani podziwiali różnorakie istoty żyjące na planecie: od tych mniejszych po znacznie większe. Potem na ekranie zostały odtworzone obrazy ukazujące wyładowania atmosferyczne i wybuchy wulkanów.

– Jak widzicie – tłumaczył Daniel – Szalosz jest planetą bogatą w ciecz. Nie brakuje tam roślin i bardziej rozwiniętych stworzeń. Pod tym względem Szalosz prezentuje się imponująco. Istnieje tam też wiele zagrożeń dla naszych Ziaren – odniósł się do migawek pokazujących burze i aktywne wulkany. – Ale wyeliminujemy tylko jedno z nich, bo eliminacja kolejnych poważnie zakłóciłaby funkcjonalność globu.

– Czy koniecznie musimy je zabijać? To znaczy… wiem, że to jedyne wyjście, ale… – Ewa miała wątpliwości co do ceny, jaką trzeba było zapłacić za powodzenie misji.

– Rozumiem twoje rozterki – przyznał Pierwszy Siewca – ale według Rady Mędrców tylko w ten sposób Ziarna przetrwają i rozwinie się kolejna Rasa Twórców. Przepowiednia umysłów Mędrców jest nieomylna, więc nie ma o czym dyskutować. Natomiast musimy zadbać o każdy detal operacji, bo planet o takim potencjale dla rozwoju Twórców nie ma zbyt wiele w Czarnej Przestrzeni. Nawet najlepiej przygotowaną operację jest w stanie zniweczyć drobna pomyłka. Jako Siewcy dobrze o tym wiecie

Przytaknęli. Ewa również skinęła głową, wciąż zerkając na obraz ukazujący ogromne stworzenia.

Widok na ekranie ponownie zmienił się, wyświetlając wejście do niewielkiej jaskini. Jamę z jednej strony otaczały wysokie drzewa, a z drugiej skalne wzniesienia. Ponadto opodal przepływała szeroka rzeka.

– Według naszych danych – kontynuował Daniel – nie zdarzają się na tym terenie niskie temperatury. Panuje tam jasność, tylko od czasu do czasu przerywana opadami kropel cieczy. Dzięki temu teren jest bogaty w składniki niezbędne do przeżycia i rozwoju Ziaren.

Spojrzał na załogę.

– Pamiętajcie – powrócił do przekazu – że wszystkie zadania, które zostaną wam przydzielone, należy wykonać zgodnie z wytycznymi. Także skupcie się na pracy, bo chyba nie muszę przypominać o konsekwencjach błędu z naszej strony?

Odpowiedziało mu telepatyczne milczenie. Cztery pary oczu wpatrywały się w Daniela z pełnym zrozumieniem. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji.

– Dobrze – podsumował krótko postawę zebranych. – Od jutra zaczynamy przygotowania. Zanim udacie się do swoich komnat, przypomnę wasze obowiązki – zrobił krótką przerwę, po czym powrócił do tematu, spoglądając na dwóch niższych Siewców stojących obok siebie. – Ewo, twoim zadaniem będzie nadzór nad dostarczeniem Ziaren na Szalosz, więc dobrze się do tego przygotuj.

Przeniósł wzrok na pozostałą część załogi. Przybliżył się do nich o pół kroku i wyłuszczył:

– Adamie, dostarczysz umysłom Ziaren informacji potrzebnych do ich przetrwania. Zrobisz to według listy, którą znajdziesz na siódmym pokładzie. Natomiast Dawid i Gabriel – poklepał tego drugiego po ramieniu – zajmą się dostarczeniem ładunku do skalnej dziury. No, a potem…

Obrócił się na pięcie i podszedł do kokpitu. Patrzył przez chwilę przed siebie, kierując wzrok na fragment przezroczystej kopuły znajdujący się na przodzie Genezji. Oczy utkwił w malutkim, świetlistym punkcie.

– A potem ja zakończę jedną erę w historii Szalosz, aby mogła rozpocząć się następna – dokończył myśl.

 

***

 

Komnata Adama tonęła w półmroku. Nisko zawieszone, łukowate sklepienie znajdowało się na wyciągnięcie ręki wysokiego Siewcy, który – zamyślony – krzątał się pośród czterech ścian. W dłoni trzymał kwadratową płytkę. „Niewiele wiadomości mam im przekazać” – wydedukował, kiedy odczytał słupki znaków wyświetlone na urządzeniu.

Chwilę potem do jego głowy wtargnęła obca myśl. Zadowolony zbliżył się do drzwi i pociągnął za dźwignię. Rozsunęły się bezszelestnie.

 

***

 

Słaby blask, emanujący ze ścian, delikatnie oświetlał dwie postacie. Siedzieli obok siebie na skrzyni sypialnej. Mieli zamknięte oczy, a dłonie przyłożone do skroni partnera. Ich ciała drgały jakby pod wpływem impulsów elektrycznych. Doskonale szalona i porywająca myśl wdarła się w świadomości kochanków, aktywując najbardziej wysublimowane pokłady wyobraźni. Po chwili silnie wstrząsnął nimi wspólny spazm.

Zmęczeni padli na posłanie. Leżeli, głośno oddychając.

Ich dłonie spotkały się. Adam delikatnie i czule gładził jej palce. Starał się przekazać tym dotykiem całe pokłady zalegającego w nim ciepła.

Spojrzeli na siebie.

– Oświetlasz mnie. – Myśli Ewy powędrowały do mózgu wybranka.

– Ty mnie też.

 

II

Preparacja

 

W dużym pomieszczeniu krzątała się trójka Siewców. Gabriel wraz z Dawidem, krok po kroku, sprawdzali funkcjonalność nośnika Ziaren, porównując wyniki z danymi zawartymi w bazie danych Genezji.Urządzenie było niewiele wyższe od Siewców. Miało kształt prostokąta, a pod przezroczystą płytą znajdowało się miękkie posłanie. Z jego owalnej konstrukcji wystawały po dwa trzymaki przymocowane na bokach.

– Trzeba trochę przyspieszyć podawanie tlenu – zauważył Gabriel, dzierżąc w dłoniach wyświetlacz. – Spójrz. – Pokazał urządzenie siedzącemu przy maszynie towarzyszowi.

– Masz rację. – Pokiwał głową Dawid, a potem delikatnie zmienił położenie niebieskiego suwaka sterczącego z panelu nośnika. – Teraz jest w porządku.

Zaistniałej sytuacji z niewielkiej odległości przyglądała się Ewa. Kiedy Siewcy zakończyli testy, podeszła bliżej. Po dokonaniu niezbędnej kontroli zgodziła się z ich wcześniejszymi opiniami, po czym przekazała swoje uwagi:

– Wszystkie zakamarki i trudno dostępne punkty należy umyć cieczą czyszczącą. – Wskazała palcem zagłębienia w konstrukcji oraz miejsce pod przewodami. – Nic, co nie należy do Szalosz, nie może się przedostać na planetę. Co prawda nośnik ulegnie samozniszczeniu, kiedy Ziarna oddalą się na bezpieczną odległość… ale to jednak stanie się znacznie później.

Przyznali jej rację.

 

 

***

 

Daniel przebywał w przeszklonej kabinie zawieszonej pod sklepieniem ogromnej hali. Przed nim rozciągał się imponujący widok na setki bezzałogowców równo ustawionych w rzędach. Czarne kule lśniły w świetle Genezji niczym mrowie planet w blasku gwiazdy. Siewca, stojąc przed dużym ekranem, kontrolował ich stan techniczny. Wykresy i informacje, przekazywane przez sztuczne mózgi maszyn bojowych, trafiały bezpośrednio do jego umysłu. Błyskawicznie porównywał przesłane wiadomości z wyświetlanymi na ekranie danymi.

Po dłuższym czasie zakończył testy. Czuł zmęczenie, a jednocześnie zadowolenie z dobrze wykonanej pracy. Rozejrzał się po hali i pomyślał: „Zaraz je uzbroję w zbiorniki z pierwiastkami Uni. Tyle bezzałogowców załatwi wszystko sprawnie i szybko. Inteligencja Uni nigdy nie zawodzi. Doskonale wie, kogo ma eksterminować.”

Wcisnął czerwony guzik. Na ekranie pojawiły się żółte słupki, które zaczęły szybko rosnąć.

„Świetnie. A na koniec ciecz czyszcząca i wszystko będzie gotowe” – spuentował.

 

***

 

– Są mniejsi od nas – zauważyła Ewa. – I mają sierść.

– Różnic jest dużo więcej – wtrącił Adam. – Nie wiem o nich wszystkiego, ale wiem, że dziura pod nosem będzie im służyć do spożywania pokarmu i porozumiewania się.

– Nie będą porozumiewać się umysłami?

– Nie. Taka umiejętność zbyt odróżniałaby ich od innych istot na Szalosz – przerwał na chwilę myśl, po czym dodał: – Choć być może czasem zdarzy się jakiś wyjątek, bo przecież Rada Mędrców tworzy Ziarna, opierając się wiedzą o naszych ciałach. Można powiedzieć, że Ziarna to nasze dzieci, ale to czas je wychowa i ukształtuje.

– Dzieci…

– Wiem. – Spojrzał na nią, a potem przyciągnął ku sobie i przytulił. – Wyczuwam je od wczoraj.

– Trochę się boję – ciągnęła temat. – Słyszałam, że podzielenie jest bolesne.

– Każde przyjście na świat jest bolesne, a jednak rodzimy się. Będzie dobrze – pocieszał.

Ponownie zwróciła wzrok na przeszkloną ścianę. Za nią, podłączone do aparatury regulującej funkcje życiowe, leżały na podeście dwa stworzenia. Pokryte jasną skórą, z której w kilku miejscach wyrastały włosy, wyglądały na słabe i bezbronne. A jednak, według przepowiedni Rady Mędrców, miały sobie poradzić i przetrwać na Szalosz.

– Jakie informacje umieściłeś w ich umysłach? – Istoty wzbudzały w Ewie niewytłumaczalną ciekawość.

– Standardowo, czyli jak mają zdobyć pożywienie, jak się rozmnażać, jak zająć się potomstwem i tak dalej – wyliczył. – Nic nadzwyczajnego. Punkt po punkcie według bazy danych Genezji.

– Sądzisz, że poradzą sobie?

– Nie wiem – odpowiedział z rozbrajającą szczerością. – Czas pokaże. A mają go dużo, więc jest szansa. W końcu to istoty należące do rasy Twórców. Tak samo jak my.

– Z tym, że to my tworzymy rasy. Oni nie posiadają takiej wiedzy – sprostowała.

– Jeszcze nie…

Przyjrzała mu się uważnie. Czuła, że coś ukrywa.

– Chyba nie obdarowałeś ich dodatkowo…?

Zawahał się na moment, po czym odpowiedział:

– Nic wielkiego. Tylko… nadałem im imiona.

Patrzyła na Adama wielkimi oczami, nie potrafiąc wydusić z siebie żadnej sensownej uwagi.

– Nie chcesz wiedzieć jakie? – zapytał.

– Domyśliłam się.

 

***

 

Zebrali się pod kopułą. Patrzyli z mniejszym lub większym zachwytem na niebieski Szalosz, który brylował zawieszony w czerni kosmosu. Powierzchnię globu w większości stanowiła ciecz, ale oczom Siewców ukazał się również obraz lądu. Przypominał ogromne, żółtozielone wyspy wynurzające się z głębokiego błękitu. Piękno oglądanego widoku wieńczyły białe kłęby gazowe okalające planetę.

– Cudowna – zachwycała się Ewa. – Obrazy z bezzałogowców nie oddawały całego uroku Szalosz.

Siewcy zgodzili się z jej opinią, choć Gabriel doszedł do wniosku, że leżący daleko stąd Petris przebija urodą obecny cel wyprawy.

– Ciecz na Petris jest czerwona. Lądów jest więcej i są bardziej zielone. No i sama planeta jest dużo większa od Szalosz – uzasadniał. – Naprawdę imponujący widok.

– To prawda – potwierdził Daniel, po czym dodał: – Jest jeszcze wiele interesujących miejsc w Czarnej Przestrzeni, które kiedyś odwiedzimy.

 

 

 

III

Zniszczyć, żeby stworzyć

 

Eliptyczny, lśniący kształt bezgłośnie oderwał się od podłoża. Wzniósł się niemal pod sklepienie hali, po czym zawisł na moment nad dwoma identycznymi pojazdami. Jedna ze śluz rozsunęła się bezdźwięcznie.

Srebrny przewoźnik opuścił pokład Genezji, kierując się na Szalosz. Mknął z dużą szybkością, celując w zieloną część globu. Wkrótce zniknął w gęstych obłokach.

– Niebawem dotrzemy – zasygnalizował Dawid. Siedział przed kokpitem sterowniczym i nadzorował pracę urządzeń. Rzadko się zdarzało, żeby automatyczny naprowadzacz działał niewłaściwie. Gdyby jednak tak się stało, Siewca potrafił pilotować pojazd ręcznie.

W głębi przewoźnika stał Gabriel, który sprawował opiekę nad aparaturą nośnika. Jego oczy pilnie śledziły wykresy i słupki obrazujące stan fizyczny transportowanych Ziaren.

– Kiedy wyjdziecie na powierzchnię Szalosz, zachowajcie czujność – rozległa się w ich głowach myśl Ewy. – Jeśli coś zagrozi waszym bytom, nie wahajcie się użyć broni.

Dawid skierował wzrok na raziciela przymocowanego do nadgarstka ręki. Upewniwszy się, że broń jest naładowana, pokiwał głową i pomyślał:

– Gabrielu, sprawdź stan swojego raziciela.

– Już to zrobiłem. Jest gotowy do użycia.

 

***

 

Patrzyli w punkt, gdzie przed momentem zniknął przewoźnik. Z zadumy wyrwała ich Ewa przekazująca uwagi lecącym na Szalosz. Daniel głośno odetchnął, po czym poinformował:

– Muszę iść na najniższy pokład. Wkrótce na mnie kolej.

Ruszył powolnym krokiem odprowadzany wzrokiem Ewy. Zanim opuścił pomieszczenie dogoniła go myśl Adama:

– Powodzenia.

Daniel wszedł do windy. Po chwili drzwi zasunęły się i zniknął z pola widzenia.

– Dziękuję – odpowiedział.

 

***

 

Przewoźnik zawisł nad terenem porośniętym bujną trawą. Oślepiał blaskiem, lśniąc w promieniach słonecznych. Z jego dolnej części wysunęło się kilkanaście trójkątnych wypustek. Powoli zaczął obniżać lot, po czym delikatnie usiadł na polanie.

– Jesteśmy – zameldował Dawid. – Wszystko przebiegło zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

– Przygotujcie się do wyjścia – poleciła Ewa. – Na zewnątrz zachowajcie wzmożoną ostrożność. I pamiętajcie, żeby nie upuścić nośnika, bo możecie go uszkodzić.

Rozsunęła się część obudowy przewoźnika, ukazując jego ciemne wnętrze. Zaraz potem u wyjścia stanęły sylwetki Siewców. Gabriel trzymał w dłoniach nieduże urządzenie i wpatrywał się w kolorowe wskaźniki.

Wyszukiwacz pokazuje, że w pobliżu nie ma żadnych dużych stworzeń – pomyślał. – A w każdym razie nic takiego się nie porusza.

– Dobrze. Idźcie prosto. Miejsce, gdzie ukryjecie Ziarna jest za rzędem trae, które widzicie przed sobą. – Ewa patrzyła na plan terenu i porównywała go z położeniem transportera. Według danych wyświetlanych na ekranie dwaj Siewcy znajdowali się blisko jaskini.

Gabriel pociągnął za niewielki uchwyt umieszczony na ścianie. Poniżej wyjścia wysunęły się schody.

Ostrożnie zeszli, powoli pokonując każdy z niewielu stopni. Dźwigali nośnik Ziaren, lecz jego ciężar wraz z ładunkiem nie robił na nich większego wrażenie. Bardziej interesujące było otoczenie, w którym się znaleźli. Obca planeta. Tajemnicze i prawie nieznane Szalosz.

Dawid wziął głęboki wdech.

– Trochę ciężko się oddycha – zauważył.

– Skład powietrza jest nieco inny niż na Lam – wyjaśnił Gabriel, choć jego towarzysz doskonale o tym wiedział. – Ale nic nam nie grozi. Po dłuższym przebywaniu na Szalosz, przestałoby nam to przeszkadzać.

Doszli do końca polany, po czym wkroczyli między wysokie trae. Przyglądali się zzainteresowaniem licznym rozgałęzieniom pokrytym zielonymi naroślami.Ich uwagę zwróciły żyjące na trae stworzenia, które podrywały się do lotu spłoszone widokiem Siewców. Oczy przybyszów spostrzegły także wiele innych istot kryjących się pośród roślin i krzewów. Dawid – ze strachem wymalowanym na twarzy – przyjął fakt, że na jego klatce piersiowej oraz rękach wylądowało kilka małych żyjątek.

– Według posiadanych informacji nasza skóra jest dla nich nie do przebicia – uspokoił go Gabriel.

– A co jeśli dane są błędne? – wyraził wątpliwości.

Rada Mędrców nigdy się nie myli. Nie zapominaj, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą rasą w Czarnej Przestrzeni. Popełniamy błędy, owszem, ale takie oczywiste sprawy są wnikliwie przemyśliwane – przerwał na chwilę, po czym zakończył myśl: – Te maleństwa nic ci nie zrobią.

Meandrując między drzewamii omijając gałęzie lub kamienie, walające się pod ich stopami, wyszli na skalisty teren. Widok przed nimi zmienił się diametralnie; porozrzucane dokoła ogromne głazy, pozbawione roślinności wzniesienia. Poza tym z trzech stron otoczył ich brąz skał.

Bez większych problemów odnaleźli wejście do jaskini, schowane w głębi niewysokiej góry. Ostrożnie stąpali – bezpieczeństwo Ziaren było wartością nadrzędną – po mniejszych i większych kamieniach, aż w końcu dotarli do celu. Zatrzymali się przed jamą ziejącą nieprzyjemnym mrokiem.

Gabriel spojrzał na wyszukiwacz.

– Odbieram słaby sygnał jakiegoś ruchu w dziurze – podzielił się informacjami z pozostałymi. – Nie wygląda na wielkie stworzenie. Muszę tam wejść i to sprawdzić.

– Bądź ostrożny– przypomniała Ewa.

– Zaczekaj tutaj – zwrócił myśli ku Dawidowi. – Miej otwarty umysł.

Dawid patrzył, jak drugi Siewca znika wewnątrz dziury. Kiedy stracił go z oczu, zaczął uważnie rozglądać się po okolicy. Nie dostrzegł niczego podejrzanego.

Nagle jego uwagę zwróciły dziwaczne dźwięki. Dobiegały z głębi jamy. Głośny ryk odbijał się echem od skał, przybierając na sile. Po chwili, na krótko, wnętrze jaskini rozbłysło niebieskim blaskiem. Hałas zupełnie ucichł.

– Użyłeś raziciela? – zapytał zaniepokojony Dawid.

Zamiast odpowiedzi ujrzał znajomą postać. Gabriel zbliżał się szybkim krokiem, był zdenerwowany.

– Co się tam dzieje? – dociekała Ewa.

– Zostałem zaatakowany – udzielił odpowiedzi, kiedy znalazł się obok nośnika. Po chwili wytłumaczył: – Jakieś dwa stworzenia skoczyły na mnie. Pozbawiłem je oddechu.

Ponownie odebrali przekaz Ewy:

– Czy są w dziurze jeszcze jakieś inne istoty?

– Nie. Nie ma. Były tylko te dwie.

– Kontynuujcie misję. Ziarna jak najszybciej muszą znaleźć się w kryjówce.

Siewcy porozumiewawczo spojrzeli na siebie. Dźwignęli nośnik, po czym równym krokiem ruszyli w kierunku jaskini.

 

***

 

W środku panowały ciemności, ponadto unosił się zapach wilgoci oraz spalenizny. Postawili nośnik na podłożu. Przełączyli swoje raziciele na funkcję oświetlającą i rozejrzeli się uważnie.

Miejsce okazało się większe niż tego oczekiwali. Strop znajdował się wysoko, a jaskinia – stopniowo obniżając się i zwężając – wbijała się w głąb wzniesienia, tworząc niedługi tunel. Pod jedną ze skalnych ścian, niedaleko obok siebie, leżały zwłoki dwóch stworzeń. Miały podziurawione korpusy, z których wydobywały się smugi białego dymu. Ich rozwarte szczęki prezentowały szereg dużych i ostrych zębów, a brązowa skóra przypominała cienki pancerz. Cztery kończyny były zakończone krzywymi pazurami, które prawdopodobnie mogły rozszarpać potencjalnego przeciwnika na strzępy. Martwe istoty wydawały się niewiele większe od Siewców.

– Zabieram się do pracy – oznajmił Dawid, zerkając na nieżywe organizmy.

Uruchomił urządzenie testujące nośnik i uważnie obserwował pojawiające się wykresy.

– Wszystko działa bez zarzutu.

– Dawid, włącz pole siłowe i wracajcie na Genezję – poinstruowała Ewa.

Odszedł kilka kroków od maszyny przechowującej Ziarna i wcisnął jeden z guzików znajdujących się na razicielu.

– Gotowe– przekazał wiadomość, po czymskinął na towarzysza, zapraszając go gestem do wyjścia z jaskini.

– Ciekawe, co to może być? – zapytał Gabriel wpatrzony na zagłębienie przy końcu tunelu.

Podeszli bliżej wskazanego miejsca. Na podłożu walało się sporo różnej wielkości płytek. Były jasnego koloru i miały wypukły, zaokrąglony kształt. Wiele z nich częściowo przykryło błoto oraz pył.

– Co to jest? – ponowił pytanie.

– Nie mam pewności. – Dawid wpatrywał się w znalezisko. – Wydaje mi się, że te dwa stworzenia mogły narodzić się w ten sposób. Słyszałem, że niektóre gatunki z Szalosz tak się rozmnażają.

– Bardzo możliwe – przyznał Gabriel, dodając: – Chodźmy stąd. Czas wracać.

 

***

 

Siewcy przebywający pod kopułą Genezji poczuli ulgę. Misja sukcesywnie zmierzała do końca. Adam przytulił Ewę i spojrzał jej w oczy, mówiąc:

– Jeszcze tylko jeden krok i wracamy na Lam.

Nie zdążyli nacieszyć się radosną chwilą.

Przedarły się do nich myśli przerażonych towarzyszy. Na niebieskim globie działo się coś złego. Czuli strach walczących o życie Siewców. Ból, który sparaliżował ciało jednego z wysłanych na Szalosz, silnie uderzył w ich umysły.

 

***

 

Wydostali się z dziury. Na moment oślepił ich blask palącego słońca, ale już po chwili – kiedy przyzwyczaili się do jasnego światła – prędko poruszali się w stronę wysokich trae. Przebyli mniej więcej połowę drogi, gdy Gabriel nagle zatrzymał się.

– Coś się do nas zbliża – stwierdził zaniepokojony, wpatrując się w wyszukiwacz. – Coś dużego i szybkiego. Nadchodzi stamtąd. – Wskazał ruchem głowy jedną ze skał.

Potwierdzeniem jego uwag był ogłuszający i coraz głośniejszy hałas. Potworny rumor sprawił, że z wierzchołków wzniesień stoczyło się kilka kamieni. Siewcy wyczuli pod stopami wibracje.

– Biegnijmy między trae! – Dawid klepnął towarzysza w ramię, po czym rzucił się do ucieczki.

Gnał ile sił. Jego nogi sprawnie radziły sobie na nieprzyjaznym podłożu; odpychał się stopami od kamieni, pokonując dystans długimi skokami. Czuł za sobą obecność Gabriela. Pas zielonych trae znajdował się już bardzo blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Spojrzał w bok.

Jego oczom ukazała się ogromna istota. Stała na dwóch kończynach i była wielka niczym okalające teren wzniesienia. Górowała nawet nad trae. Z jej rozwartej szczęki, w której lśnił rząd trójkątnych zębów, wydobywał się ogłuszający ryk. Zauważywszy Siewców, uderzyła pozostałą parą kończyn o kamienie, kilka z nich rozbijając w pył. Ryknęła jeszcze głośniej niż poprzednio.

Ruszyła w pogoń.

 

***

 

Dawid przedarł się przez gąszcz krzaków. Biegł dalej, mijając pnie trae. Omal nie straciłrównowagi, potknąwszy się o wystający konar. Nagle, w głębi czaszki, poczuł ból.

Gabriel cierpiał.

Siewca zatrzymał się i spojrzał za siebie.

W pierwszej chwili dostrzegł istotę. Zaprzestała pościgu, stojąc tuż na skraju pasa zieleni. Przestała ryczeć, coś obserwowała.

Dawid szybko podążył wzrokiem w tym kierunku.

– Gabriel?

Nie wyłowił umysłem żadnej odpowiedzi. Jego towarzysz leżał w nienaturalnej pozycji na jednym z głazów. Dawid podejrzewał, że Siewca stracił przytomność, albo… tej myśli wolał do siebie nie dopuszczać.

Błyskawicznie przedostał się na otwartą przestrzeń. Ujął w dłoń duży kamień imocno uderzył nim o duży głaz. Potem jeszcze raz i jeszcze… aż w końcu cisnął nim w bestię. Kamień poszybował ze świstem, po czym odbił się od szyi istoty.

Stworzenie odwróciło swój wielki łeb. Po chwili z jego gardła wydobył się głośny ryk. Stanęło na lekko ugiętych kończynach. Przygotowywało się do ataku.

Dawid skierował raziciel ma wroga. Trafił w tułów, ale większej krzywdy napastnikowi nie wyrządził.

Zaskoczony stwór cicho pisnął i skoczył na Siewcę.

„Prawie wszystkie znane mi gatunki tam mają słaby punkt” – pomyślał Dawid.

Błysnęło. Na głowie stworzenia, między oczami, pojawił się otwór. Po chwili wypłynęła z niego strużka krwi. Ogromne cielsko zachwiało się w swoim ostatnim tańcu, po czym runęło, uderzając z hukiem o kamienie.

Zadrżała ziemia.

 

***

 

– Gabriel jest nieprzytomny, ale żyje – poinformował Adam, stojąc przy podeście, na którym leżał ranny Siewca. Obserwując na monitorze wyniki urządzeń skanujących organizm, dodał: – Ma w kilku miejscach uszkodzone kości oraz urazy narządów.

Obok podestu zgromadziła także się reszta załogi, wyłączając Daniela przebywającego w hali bezzałogowców. Przyjęli z ulgą wiadomość o stanie zdrowia towarzysza.

– Pobyt w komorze kąpieli pomoże mu? – zapytała z nutką niepewności Ewa.

– Gazy są w stanie poprawić jego ogólną kondycję, ale nie wyleczą wszystkiego. Do tego jest potrzebna ciecz z Lam – wyjaśnił Adam. – Natomiast – kontynuował – jest w stanie nabrać sił na tyle, żeby przeżyć skok.

Opinia Adama przypomniała wszystkim, ile sił kosztuje każdy skok. Zdali sobie sprawę, że pokiereszowany Siewca wkrótce stanie przed trudnym wyzwaniem. Z drugiej strony cieszył ich fakt, że przeżył atak istoty z Szalosz.

– Mogło skończyć się gorzej – podsumował Dawid.

– Owszem, Gabriel przeżył dzięki tobie. – W głowach Siewców pojawił się przekaz Daniela. – Zanieście go do komory kąpieli – polecił. – Musi jak najszybciej odzyskać siły, bo nasza misja zbliża się do końca.

 

***

 

Olbrzymia istota zbliżyła się do brzegu jeziora. Ciało wielkości góry stanęło na piaszczystej plaży, zostawiając za sobą głębokie ślady czterech kończyn. Na jego długiej szyi tkwiła stosunkowa mała głowa. Stwór rozejrzał się wokół, po czym zanurzył pysk w wodzie. Upał dał mu się we znaki, więc zachłannie pochłaniał życiodajny płyn. Wkrótce dołączyły kolejne stworzenia. Większość wyglądała podobnie do tego, który pojawił się pierwszy, inne różniły się masą i wyglądem. Nie osiągały tak ogromnych rozmiarów, ich ciała pokrywał gruby pancerz, a łby zdobiły ostre rogi.

Nagle zielony olbrzym padł jak rażony piorunem. Uderzył cielskiem o wodę, po czym zaległ częściowo zanurzony w odmętach jeziora. Nie ruszał się. Po chwili to samo stało się z następną istotą. Niebawem jezioro i okolice zaroiło się od martwych stworzeń.

 

Niewysoko, na bezchmurnym niebie, zawisła czarna kula. Przez moment tkwiła bez ruchu niczym drapieżnik wyczekujący ofiary. Potem oddaliła się z niewiarygodną szybkością, wkrótce znikając za horyzontem.

 

***

 

Spoglądali na powracające bezzałogowce. Dwa rzędy maszyn po kolei znikały we wnętrzu Genezji, wyglądając– na niebieskim tle Szalosz – jak insekty wlatujące do gniazda. Zmieniały położenie w jednostajnym tempie, lądując z perfekcyjną dokładnością na stanowiskach, z których wcześniej wystartowały.

Ostatnia czarna kula znalazła właściwe miejsce, po czym śluza zasunęła się.

– Otrzymałem wiadomość od RadyMędrców – zakomunikował Daniel. – Na razie nie wracamy na Lam.

Zaskoczeni Siewcy zwrócili oblicza ku niemu.

– Jak to? Dlaczego? – zapytała Ewa.

– Dostaliśmy polecenie, żeby wybudować punkt obserwacyjny na małym, srebrnym globie. – Wcisnął guzik na pulpicie, uruchamiając tym samym trójwymiarowy ekran. – Jak widzicie – kontynuował – nie ma tam jakichkolwiek form życia.

Patrzyli na białe skały pokrywające niewielkiego satelitę.

– Powinniśmy szybko uporać się z budową – oznajmił Daniel.

– A potem? – dociekał Adam.

– Potem wracamy na Lam – uspokoił go Pierwszy Siewca, po czym dodał: – Bez obaw Adamie. Ewa wyjawiła mi, że spodziewacie się potomstwa. Jej bezpieczeństwo jest w tej chwili najważniejsze i zapewniam cię, że podzieli się na naszym globie.

 

Epilog

 

 

Wyszli z jaskini. Rękami zasłonili oczy, chroniąc je przed oślepiającym światłem słońca. Przestąpiwszy kilka kroków, zatrzymali się. Ujrzeli przed sobą drzewa oraz gęste krzewy i bujną roślinność. Dostrzegli stada ptaków, które kołowały nad lasem lub siedziały pośród gałęzi.

Ich uszy wyławiały nieznane dźwięki; szum drzew przeplatał się ze śpiewem ptaków, a gdzieś – trochę dalej – szemrał nurt rwącej rzeki.

Mężczyzna ujął drobną dłoń kobiety. Spojrzeli na siebie. Powoli przerażenie ustępowało miejsca zachwytowi, a ciekawość pchała ich do przodu. Nieśmiało ruszyli, chłonąc wzrokiem piękno otoczenia.

Zafascynowani nawet nie zwrócili uwagi, kiedy minęli szkielet ogromnego zwierzęcia. Nie zauważyli również, że za ich plecami – w jaskini – pojawił się wysoki słup ognia.

 

KONIEC

Koniec

Komentarze

Bardzo ciekawe opowiadanko.

Fajnie osadzone w konwencji klasycznego sf z ciekawym nawiązaniem do Genesis w ostatnim zdaniu (anioł z ognistym mieczem u wrót Edenu – czy tak?) i moralnym eko-dylematem. Co prawda pomysł przerabiany wiele razy ("Lądowanie w Andach"…), ale sprawnie napisane i czyta się przyjemnie :)

Bardzo dziękuję, miło mi, że się Wam podobało opowiadanie:)

Faktycznie, motyw nienowy, ale z ciekawymi dodatkami. Zaskoczył mnie opis Układu Słonecznego. Dziesięć kul? Cztery bardzo małe, gazowe? A czy ten gaz nie rozpłynąłby się w próżni? Spodobał mi się opis seksu w wydaniu dla telepatów. Ale jak oni w ten sposób mogli dorobić się potomstwa… Zachodzę w głowę. ;-) W kilku miejscach brakuje spacji.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z pewnym zainteresowaniem. Tego opowiadania do S.F. bym nie zaliczył. Jak dla mnie motyw siewców oklepany. Ale tekst literacko niezły. Pozdrawiam.

Nazwa statku – dużymi literami i kursywą. Pseudoimiona, bo raczej nazwy funkcji, pełnionych na statku, tak samo zapisane. Nazwy planet – takoż. To nie ułatwia czytania…    Zacząłem z zainteresowaniem, kończyłem z pewną ulgą, że już sobie odlatują. Jeszcze jedna wersja genezy naszego gatunku nie porwała mnie niczym. To wszystko, co zachodzi w opowiadaniu, mogły załatwić automaty. No, poza ciążą…

Bardzo dziękuję za komentarze. Tym razem było lepiej niż ostatnio:)

W Układzie Słonecznym mamy dwie strefy planetoid: 1. Pomiędzy Marsem a Jowiszem 2. Pomiędzy Neptunem a Plutonem (plutoidy). To mogą być pozostałości rozbitych planet. Wynika z tego, że nasz US. mógł rzeczywiście wyglądać inaczej niż obecnie. Z drugiej strony pomysł zaimportowania gatunku ludzkiego z innych rejonów Kosmosu jest dziecinny, choć atrakcyjny literacko. Każda komórka naszego ciała, że jesteśmy dziećmi ziemskiej biocenozy od chwili jej powstania.

Twój sposób pisania działa na wyobraźnię. Temat stary jak świat, ale napisane ciekawie, obrazowo, plastycznie. Poczułam niesamowitą sympatię do tych Twoich Siewców, mimo, że z wyglądu dziwaczni i trochę zarozumiali. ;)

Ciekawa koncepcja :)

Nowa Fantastyka