- Opowiadanie: Deirdriu - Serce szwajcarskiego bohatera

Serce szwajcarskiego bohatera

Chcę serdecznie podziękować kam-mod i stn za betę. Takie wsparcie pisarskie wiele dla mnie znaczy. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Serce szwajcarskiego bohatera

Zniechęceni brakiem sukcesów Kazoo wylali się po prawie całej powierzchni korytarza, tworząc cienką warstwę swoją płynną istotą. Uwielbiali napawać się ostrymi kątami, ale tym razem nie mogli sobie poprawić nastroju. Mieli uzyskać pierwszy stopień Formy w postaci czterech chwytnych wypustek. A one oznaczały ambicję, zręczność, społeczny awans oraz nieograniczone możliwości.

Kolektyw adeptów na kolejnych kustoszy wystawy statków kosmicznych nieumiejętnie posłużył się pałeczkami podczas pracy z aparaturą Obcych. Nie byli w stanie przycisnąć guzika, już nie mówiąc o manipulowaniu dwoma prostymi narzędziami, aby móc obrócić pokrętło. Ich opiekunowie, Nie Tak Płynna Forma Aluoo, nie ukrywali rozczarowania.

Kazoo zabulgotali całą swoją istotą ze smutkiem. Tryskali odcieniami pretensjonalnego turkusu. Musieli czekać na kolejne egzaminy, ale czy Aluoo ich dopuszczą? Bali się już nawet marzyć o wyższych Formach.

Ci, którzy przechodzili kolejne stopnie, dostawali własne statki kosmiczne i podróżowali. Kazoo, jak i inni studenci, nigdy ich nie widzieli, bo byli jeszcze na to zbyt młodzi oraz nieprzygotowani. Żartowali między sobą, że może to tylko mrzonki. Takie, które opowiada się nowo powstałym Płynnym Formom, aby zechciały coś osiągnąć w swoim istnieniu.

Na szczęście nauczyciele, tacy jak Aluoo, szybko mierzyli się z wątpliwościami. Tuż przed pierwszą fazą przygotowań do ostatniego egzaminu, pokazali wiele nagrań wyruszających okrętów kosmicznych, sterowanych przez Usztywnione Formy.

Kazoo zasługiwali, aby należeć do grona podróżników!

Powoli lali się dalej, opierając płynność o kąty zakrętów.

Musieli udowodnić sobie, że umieją manewrować prostymi narzędziami. Zazdrośni koledzy, jak i Aluoo, nie mieli wątpliwości, że Kazoo zdadzą. Kiedy się im nie udało, po istotach przyszłych kustoszy rozlewały się różowe plamki rozbawienia. A co poniektórzy, najbardziej zazdrośni, wysyłali rozbłyski! Kolektyw nauczycieli tylko poszarzał, aby po chwili wykwitały na jego powierzchni smugi głębokiego granatu. Kazoo już dawno nauczyli się, że ta barwa oznaczała największy z możliwych smutek. Smutek z powodu kolektywnej porażki.

Najlepsi uczniowie zawiedli siebie i nauczycieli.

Nie mieli zamiaru przelewać się przez życie ot tak, bez znaczenia.

My, Kazoo, zostaniemy kustoszami, pomyśleli. Będziemy chlupotać do woli w tych pięknych kosmicznych statkach, reliktach zapomnianych cywilizacji.

Kazoo zmierzali w kierunku purchli transportowych, aby przelecieć na pokład statku treningowego. Postanowili wybrać się do jednej z komór ćwiczebnych, aby przejść symulację.

Zaszli tak daleko, bo przecież egzamin odbywał się na prawdziwej maszynie Obcych. Znowu będą musieli przechodzić cały żmudny proces testowy. Chyba, że Aluoo pozwoliliby na małe odstępstwo w procedurach.

Nie, nie mogą tak po prostu wrócić na symulatory. To było tylko jedno, małe potknięcie.

Zatrzymali się. Postanowili chlupnąć do innego korytarza. Mieli szczęście, że mogli poruszać się tak swobodnie. Nie Tak Płynna Forma Aluoo uszanowali ich potrzebę prywatności i popłynęli wcześniej z innymi adeptami.

Wypłynęli tak wysoko, aby potem wylać się na samo dno, niczym woda przykryta warstwą oleju. Kazoo omal nie zawrzeli, tracąc na chwilę panowanie nad sobą.  

Lali się do pomieszczeń rzadziej uczęszczanych, gdzie tylko najbardziej doświadczeni kustosze mogli przebywać. Kazoo mogli się tam znaleźć z bardzo trywialnego powodu – nie zainstalowano żadnych zabezpieczeń. Najlepsi z kandydatów zdawali egzaminy w najbardziej zaawansowanych technologicznie statkach. Liczono na ich zdrowy rozsądek oraz ochronę zapewnioną przez ciągłą eskortę doświadczonych współpracowników.

Żadnych symulatorów i atrap przycisków. Oni znają się na maszynach!

Wiedzieli, że to irracjonalne. Ba, mogą nawet zniszczyć swoją karierę, ale potrzeba była zbyt dojmująca. Jakby jakiś głos w ich płynności zachęcał do niesubordynacji. Właściwie, to nie można było nawet mówić o niesubordynacji. Mieli pełne prawo skorzystać ze statku Obcych. Posiadali stosowne uprawnienia, póki nie oblali egzaminu.

Kazoo wiedzieli, że Aluoo chcieli im sprezentować centralny mostek. Podekscytowani uczniowie nauczyli się planu pokładów od razu, chociaż tak rozległa wiedza nie była jeszcze potrzebna. Zresztą, Kazoo zdawali sobie sprawę, że nie dostaliby przydziału na ten właśnie statek Obcych. Czekaliby na o wiele łatwiejszy, ale godny aspirujących wysoko pracowników. Wszystko ulewało się po kolei – najpierw wykazać się, a dopiero potem liczyć na awans i dopuszczenie do bardziej skomplikowanych maszyn.

Kustosze, jak i grupa uprzywilejowanych Płynnych i Nie Tak Płynnych Form, dysponowała dodatkową wiedzą o niektórych statkach. Nikt nie mógł dojść jak była szeroka, ale wystarczyło, aby krążyły kolejne legendy i bajki. Nic bardziej nie pobudzało wyobraźni niż opowieści o tajemniczych okrętach, które pojawiały się i znikały. Zwały się Latający Holender oraz Caleuche. Nawet Kazoo, wydawałoby się, że rozsądni, pozwalali sobie na snucie szalonych historii. Po zdobyciu wszystkich możliwych Usztywnień wyruszyliby w podróż, aby odnaleźć tajemnicze statki kosmiczne, a nie do niewiadomych celów w kosmicznej przestrzeni.

Spotkało ich i tak wielkie szczęście, że egzamin odbyli na zaawansowanym i nadal mało zbadanym statku. Jednak wszelkie starania obróciły się w pył, wciągnięty przez czarną dziurę rozczarowania. Już nigdy nie wrócą do tak pięknego miejsca, nigdy nie rozleją się po takich kątach.

Cyk!

Plan migał w ich umyśle niczym na wysokorozdzielczym ekranie komputera.

Zafalowali, nie do końca pewni swojego stanu. Zbyt dużo się wydarzyło. Chcieli i nie chcieli wyruszyć dalej. Ale musieli wiedzieć, zrozumieć, tylko nie wiedzieli co.

Cyk!

Wylewajcie się! – bulgotało w istocie Kazoo.

Wylewali się dalej prostokątnymi korytarzami, marząc o Najostateczniejszej Formie i Latającym Holendrze.  

 

Statki kosmiczne unosiły się wśród obłoków międzygwiazdowych. Dzięki precyzji narządów zmysłów, Płynne Formy widziały całe feerie kolorów. Od intensywnych zieleni po krwiste czerwienie i neonowe róże. Pomiędzy uśpionymi maszynami, unosiło się wiele okruchów skalnych – meteoryty, resztki zniszczonych planet. Niektóre z nich mieniły się niczym diamenty w procesorach. W archiwach jednego z okrętów Obcych znajdowano wzmianki o anihilacji całego układu planetarnego właśnie w tym malutkim regionie Wszechświata.

Można było to wszystko podziwiać z pokładów Bąbli, czyli stacji zamieszkanych przez Płynne Formy Życia. Ich architektura też obfitowała wielobarwną efektownością i połyskiem. Łączyły się w kiście, które w każdej chwili mogły się odłączyć, aby utworzyć nową formację. 

Kazoo podziwiali widoki na ekranach.

Cyk!

Mostek centralny mienił się sygnałami świetlnymi. Pomrukiwały cicho uruchomione systemy. Wprawiło to niedoszłych kustoszy w konsternację, że aż zaperkotali. Postanowili sprawdzić po kolei konsole. Musieli odkryć powód działania sprzętu. I dlaczego tylko tutaj? Żaden sygnał nie pojawił się w najbliższych korytarzach. Chociaż akurat tego nie mogli być do końca pewni. Płynne i Nie Tak Płynne Formy nie rozlewały się po całych pokładach z powodu imponujących gabarytów. Spora część sektorów dopiero czekała na przejrzenie. Jeszcze sporo czasu musiało upłynąć do otwarcia pierwszej ekspozycji. Może teraz kontrolki paliły się, przypominając o kapryśności elektroniki.

Kazoo mogli wszystko sprawdzić. Nadeszła wiekopomna chwila wprowadzenia tej wiedzy w praktykę.

Cyk!

Był tylko jeden szkopuł. Nie mieli przy sobie pałeczek. Bez chociaż jednej Ostatecznej Formy, nie mogli wlać się na konsolę i wybrać odpowiednich przycisków. Jeszcze zrobiliby coś nie tak i skończyłoby się katastrofą. Przybici tą myślą, wyplusnęli się po podłodze mostka.

Podwyższenie, na którym postawiono kapitański fotel dla istoty w Najostateczniejszej Formie, przypominało wysepkę na morzu Kazoo.

Intensywnie zafalowali, bliscy kipienia. Potężny okręt kosmiczny mógł powstać tylko dzięki tym, którzy posiadali Stałe Formy. Nawet Bąble zostały zbudowane przez stwórców wiedzących, czego ich płynne ciała potrzebowały. Tak w każdym razie głosili najstarsi z najstarszych Form, ale mało którzy brali ich na poważnie – nie mieli zbyt wielu wypustek. 

– O, Kreatorzy! – zachlupotali. – Cóż mamy zrobić w swej bezsilności! – Nie przypominali sobie, żeby byli aż tak wyprowadzeni z równowagi.

Cyk!

Wyperkoczcie! Wyperkoczcie swą wiedzę!

Znowu ten głos nie wiadomo skąd. Od razu zaczęli zbierać w sobie obrazy mostka. O tak! Nawet Aluoo nie posiadali tak zaawansowanej wiedzy, chociaż mieli tak wiele wypustek na swojej powierzchni. Nauczyciele sprawdzali się tylko podczas fizycznych prób, a Kazoo starczyła sama myśl!

Plum! Ekran, jeszcze przed chwilą ciemny, wyświetlił nagle zapis odczytów. Maszynownia w sektorze C5 nie zgłaszała żadnych problemów.

Plusk! Pokazała się informacja o dużej utracie energii w reaktorze FRB6. Czyżby przeciek? Reaktor nie funkcjonował prawidłowo od tak dawna. Ale od czego były zapasowe? Problem został rozwiązany.

Cóż za talent posiedli? Czyżby porażka uruchomiła coś zupełnie nowego w ich płynności? Talent wyrwany wprost z legend! Teraz dopiero wszystkim pokażą.

Cyk!

 

Nie Tak Płynna Forma Aluoo zgłosili Gildii Kustoszy, że Płynna Forma Kazoo nie stawili się do bąbla transportowego. Wiedzieli, że kolektywni uczniowie musieli bardzo kipieć (czy nie zauważyli tej alarmującej czerwieni?) po niezdanym egzaminie, ale nie spodziewali się takiej krnąbrności. Musieli zostać na pokładzie statku, zwanego SK Winkelried.

Jakże głupi byli, że opuścili okręt! Gdyby tylko nie czuli tego silnego pchnięcia w kierunku wyjścia, zostaliby. Tak, zostaliby i ratowali sytuację.

 

*

 

Przebudziłem się.

Mój dom nie istnieje, zniszczony.

Dzieci zamieszkały w moich granicach.

Nienawidzę ich.

Sprawcy mojego cierpienia.

 

*

 

Kazoo postanowili cieszyć się chwilą. Rozpłynęli się po mostku tak, aby wypełnić najwęższe szczeliny.

Cyk!

Panowali nad wszystkim. Któż mógłby się pochwalić taką władzą?

Żadne szkolenie nie przygotowywało do pracy samą siłą myśli. Właściwie, to żaden Kolektyw Form tego nie osiągnął.

Po co im stałość wypustek? Wypustki to jakiś żart.

Cyk!

Kazoo stają się kolektywną legendą!

Cyk!

Żywą legendą, o której będą bulgotać przez wieki!

 

*

 

Dzieci rodzą się w otchłani kosmosu.

Kolejne pokolenia potrzebują wędrówek na granice, których nie ma.

Zaraza powoli się rozszerza.

Mimowolne drapieżniki, które trzeba powstrzymać.

Zniszczę je, tak jak one mnie.

 

*

 

– Mamoo – pyrkotnął cicho ledwo rozwijający się kolektyw. – Zobaczcie.

Płynna Forma Mamoo nie mieli najmniejszej ochoty zwracać swoich zmysłów na ekran, który wyświetlał najbliższe statki kosmiczne. Kustosze opowiadali tak zajmująco o kanałach wentylacyjnych.

– Mamoo, statek świeci. – Młodociana Forma rozlała się po podłodze, tworząc kałużę.

– Jak się zachowujecie! Natychmiast się zbierzcie. Jeszcze się z kimś zmieszacie! – zakipieli Mamoo, rozświetlając feerią wściekłej zieleni, aby podkreślić swoją irytację.

Młodziki posłuchali surowych słów, ale nie przestali spoglądać na ekran. Wielki statek naprawdę świecił.

– O, Kreatorzy! – zachlupali kustosze, kiedy rozszedł się po korytarzach donośny alarm.

Kolektywy już nie mogły uciec od wizji uruchomionego okrętu.

 

Aluoo kipieli burgundem ze zgrozy na widok świateł, które pojawiały się stopniowo na powierzchni SK Winkelried. Dochodzenie w sprawie opuszczenia pokładu bez uczniów trwało w najlepsze.  

– Czy macie coś na swoje usprawiedliwienie? – wyperkotali śledczy Gloo. Gildia Kustoszy szybko przekazała sprawę do odpowiednich służb porządkowych.

– Trudno nam to opisać – odchlupnęli karnie Aluoo. Mieli zamiar skrócić Kazoo procedury egzaminacyjne, a ci po prostu oszaleli.

W śledczym dezaprobata wylewała się zgniłym pomarańczem. Nie oczekiwali takiej odpowiedzi.

– Nie wiemy, jak to wytłumaczyć – bulgotali cicho doświadczeni kustosze. Czuli przejmujący wstyd, od którego zwykła zielonkawość płynności przechodziła w coraz bardziej zgniły odcień. Nie było nic, co mogłoby wytłumaczyć ich zachowanie. Kto by uwierzył, że jakaś tajemnicza siła kazała im opuścić pokład? Samych siebie nie mogli przekonać.

– Proszę się postarać – ciągnęli Gloo.

– Nie uwierzycie.

Śledczy poszarzeli niewzruszeni.

– Macie prawo opowiedzieć swoją wersję. A co z niej wywnioskujemy, to nasza sprawa.

Aluoo przeraziły takie sugestie, a muszą coś wyprysnąć. Jeszcze zostaną oskarżeni o ukrywanie sprawców całego zamieszania, albo gorzej – uznani za współwinnych.

– Nie najlepiej to brzmi – zachlupali nagle śledczy. – Ale powaga sytuacji wymaga natychmiastowych wyjaśnień.

Kustosze zgodzili się poprzez pokiwanie wypustkami.

– Na pokładzie SK Winkelried znajdują się uczniowie, Kazoo – rozpoczęli śledczy. – Jakimś cudem, po niezdanym egzaminie na Pierwszą Stałą Formę, opanowali cały statek kosmiczny. Włączyli osłony i w tej chwili są śmiertelnym zagrożeniem dla naszej poziomowo kolektywnej cywilizacji. Na Kreatorów! Jakim cudem zostali sami na okręcie?

Cóż Aluoo mogli odpowiedzieć?

– Z łatwością można stwierdzić, że pod waszą pieczą byli niezrównoważeni, istniejący jako Płynna Forma. Zgadza się?

– Jakże mamy się przyznać do takiej porażki?

Śledczy nabierali kilku kolorów naraz. Pomarańczowy przechodził w karminowy, zduszając całkowicie standardowe odcienie. Do przemiany doszło tak szybko, że zaczęli wrzeć. Gniewne błyski były wycelowane w kustosza.

– Sądzimy, że jest to raczej punkt bezdyskusyjny. Stoicie przed faktem dokonanym – wypluli Gloo, już nie kryjąc się za falami profesjonalnego spokoju.

Śluza do bąbla przesłuchań otworzyła się z sykiem.

– Gloo, uruchomiono czerwony alarm – zabulgotał zdenerwowany podwładny, który wylał się zbyt gwałtownie w progu.

– SK Winkelried – ulali Aluoo trwożliwie.

Co ci Kazoo najlepszego narobili?

 

Cyk!

Zapragnęli zostać kapitanami. Odpowiedni do sytuacji tytuł! Kolejne systemy okrętu uruchamiały się.

SK Winkelried wyglądał niczym brylant wśród reszty wystawy.

Kolekcja statków kosmicznych liczyła około piętnastu tysięcy sztuk. Mniej niż połowa służyła jako ekspozycja, którą można było obejrzeć od środka. Jednak i ta liczba zmniejszała się, ponieważ tylko w pięciu można było rozlewać się bez zabezpieczenia w przeźroczystych purchlach. To wszystko wymagało ciężkiej pracy kustoszy. Niestety, Płynnych Form wciąż było za mało. Nie każdy ze statków został skatalogowany i przypisany odpowiedniej rasie. Krążyły pogłoski, że kilkaset należało do nierozpoznanych Obcych. Nie dopuszczano do wiadomości publicznej nawet cienia wątpliwości, że dokonano złej analizy. Cały czas starano się dementować niepokojące plotki, które rozsiewały się niczym wirus. Zresztą, bajdurzenie o Latającym Holendrze niczego nie ułatwiało.

Adepci także nie posiadali rozbudowanych informacji, ale przygotowywano ich do odpierania wszelkich ataków nieprawomyślnych przekonań. Tylko z czasem mogli zyskać zaufanie, a razem z tym, szerszą wiedzę. Kazoo oczywiście domyślali się wszelkich machlojek i nie poddawali się jednemu sposobowi myślenia. Zdawali sobie sprawę z braków wiedzy i nie omieszkali od czasu do czasu o tym przypominać swoim przełożonym. Gdyby nie słabość Nie Tak Płynnej Formy Aluoo, jeszcze wcześniej pożegnaliby się ze swoimi marzeniami, mimo błyskotliwych wyników.

Nie dążyli karnie jak wszyscy do awansu. Natykali się na tamy niezrozumienia, ale nikt nie mógł podważyć ich kompetencji. Aż do dziś.

A SK Winkelried był największy i uzbrojony. Najbardziej zaawansowany okręt wojenny. 

Idziesz wreszcie dalej.

Cyk!

Co za natrętny głos, pomyśleli sobie Kazoo. To pewnie jakieś sumienie. W końcu przeszli długi trening na kustoszy. Resztki wyuczonego profesjonalizmu mogły się naprzykrzać. Nie musieli ich słuchać. Znaleźli swoją ścieżkę. Cała płynna istota zgadzała się. Żadnych błędów.

Uruchamiaj segmenty, idioto! Nie do wszystkich jeszcze dotarłem.

Chyba nigdy nie mieli do czynienia z tak złośliwym sumieniem. Żeby od razu wyzywać?

Cyk!

Przecież wiadomym jest, że trzeba przelać się przez cały okręt, aby mieć pewność o włączeniu każdego systemu. Kazoo nie posiadali możliwości rozdzielenia, aby wylać się po kilku pokładach naraz. I to była kolejna legendarna umiejętność. Każda próba równała się agonalnej dezintegracji w szaleństwo.

Statek długo przybywał wśród molekularnych obłoków. Ich oddziaływanie mogło co nieco zepsuć, jak w każdym innym okręcie. Ale najważniejsze, że mostek centralny działał.

– Dobrze – zachlupotali Kazoo. – Idziemy sprawdzić resztę. – Jakby mówili do statku, a przecież to tylko gargantuiczna maszyna.

Cyk!

One nie mówią, tylko wykonują polecenia swoich twórców. Oczywiście, Płynne Formy nie budowały statków kosmicznych, ale posiadały umiejętność zajmowania się nimi. To wystarczyło.

Kazoo nawet nie omieszkali zerknąć na ekrany, na których pojawiły się bojowe purchle. Latały w grupach i szukały awaryjnego wejścia. Kazoo nawet nie bulgotnęła myśl, że trzeba włączyć osłony z powodu groźby abordażu. SK Winkelried zrobił to za nich.

Cyk!

Śmiałkowie w ogóle nie przemyśleli swoich działań, zbytnio zajęci wywyższaniem się ponad innych. Zebrali swoją oceaniczność i chlupnęli na korytarz zgodnie z rozkazem sumienia.

Trzask! Trzask w płynnej istocie, jakby w środku rodziły się usztywnienia.  

 

Kazoo bez entuzjazmu podeszli do rozpoznania sytuacji. Wiedzieli, że to smutna konieczność. Rasa Obcych, która stworzyła tak potężna maszynę, nie mogła pochwalić się praktycznym system monitorującym. Poszczególne segmenty mogły zostać odłączone i działać samodzielnie, co powodowało słabą synchronizację w nieużywanych od dawna systemach. Na swój sposób Kazoo widzieli logikę takiego sterowania, ale niespecjalnie im się podobała. Zwłaszcza teraz, bo zmuszała do wędrówek za widmowym celem. Dodatkowym zakłóceniem była obecność chmury międzygwiazdowej.

Cyk!

I wtedy pojawił się błysk.

Płynna Forma zakipiała. To nie było zwykłe światło. Błysk pojawił się i zniknął. Musiało to być jakieś spięcie, pomyśleli. Może awaria?

Sala, do której się wlali, miała białe ściany. Komputery szumiały, a na wyświetlaczach mienił się ciąg informacji. Kazoo domyślili się, że to miejsce dostępne dla najlepszych z kustoszy, najbardziej usztywnionych. Aparaturę uznawano za zbyt delikatną i trudną do opanowania.

Właśnie tutaj zaprowadził ich błysk.

Na środku pomieszczenia stał niski podest. I właśnie nad nim pojawiło się po raz kolejny światło. Płynna Forma z dużym napięciem powierzchniowym oczekiwała rozwoju wypadków.

Błysk rozprysnął się na mniejsze punkty. Przesuwały się szybko od góry do dołu, aż utworzyły pasmo światła, które zaczęło nabierać kształtów.

Kazoo nie mogli uwierzyć, bo to, co zaczęło wychodzić ze światłości, było niczym innym, tylko Najostateczniejszą Formą! I w dodatku Obcym!

Możność opisu wykraczała poza ich możliwości. Wypustki na powierzchniach Nie Tak Płynnych Form były niezwykle proste, niczym sztywne krosty, które czasem, nie wiadomo czemu, pojawiały się na wewnętrznych ścianach bąbli mieszkalnych i purchli. Perkotano o błędach technicznych. Czyli Ostateczne Formy były też tylko aberracjami, ale pojawiając się na powierzchniach Płynnych Form, były cenione i wyczekiwane?

Jak łatwo Kazoo ulegali rozpłynięciu myśli, kiedy stała przed nim Najostateczniejsza Forma – istota z innej galaktyki. Taka doskonałość obezwładniała.

Czy naprawdę istniała Płynna Forma zdolna do takiego usztywnienia?

Czy sztywność jest wrodzona Najostateczniejszym Formom? Czy one kiedykolwiek były płynne?

– Kreatorzy – chlupnęli z podziwem Kazoo.

Od części głównej usztywnienia istoty wychodziło pięć wypustek. Szczytowa miała krótkie wydłużenie i kończyła się szerszą krągłością. Z jej czubka zwisały kolejne wypustki, niezwykle cienkie, o innym kolorze, niż reszta. Oś pionowa dyktowała symetryczną budową ciała. Górne wypustki były krótsze od dolnych, ale tak samo kończyły się rozszerzeniami, tylko o nieco różniącej się budowie. Kiedy Kazoo próbowali zrozumieć całość, z trudem mogli przyswoić tak pokaźną ilość zaokrągleń, które nie miały chyba praktycznego zastosowania, oprócz cieszenia zmysłów. Dla przykładu, w centrum dolnej części było zwężenie, które kończyło się szybko kolejnym zaokrągleniem prowadzącym do największych i najdłuższych wypustek. Z trudem przypomnieli sobie, że przy takiej budowie używano określenia kończyny.

Cyk!

W umyśle Kazoo rozlał się śmiech. Należał do tego metalicznego głosu, który ciągle perkotał im, co ma robić.

Kazoo uznali, że powinni się martwić. Wewnętrzny głos zyskał na autonomii. Był zbyt indywidualistyczny, żadne echo przelewające się przez jego płynność w symfonii kolektywu.

Cyk!

Czy słyszeli o takim zjawisku wcześniej? Tak, to były historie szaleństwa poprzednich Płynnych Form, ale od setek lat nie odnotowano żadnego przypadku. Czyżby mieli pecha? Zalążki Nie Kolektywności wyrastały niczym wypustki? Jakiś fragment powierzchni płynnej zbuntował się?

Widmo dezintegracji nagle stało się czymś możliwym. Kazoo rozpadną się, byli już tego pewni.

Cyk!

Czy w ogóle zamartwianie się miało jakikolwiek sens, kiedy przed nimi stała Najostateczniejsza Forma? Może jej piękno powodowało wewnętrzne napięcie?

Cyk!

– Czy jesteście prawdziwi? – zabulgotali w kierunku Obcego. Wtedy poczuli, że ich pytanie nie jest właściwie. Najostateczniejsze Formy były indywidualnościami, ponieważ poziom usztywnienia powodował tak niesamowitą kondensację, że… Musieli przestać analizować. – Czy jesteś prawdziwy?

Czy Najostateczniejsza Forma ich rozumie?

Kazoo byli w stanie zrozumieć tysiące języków Obcych zapisanych w pamięciach zbadanych okrętów – gorzej z wyprodukowaniem odpowiednich dźwięków. Chyba nikt nie był przygotowany na taką okazję.

Cyk!

Ty kupo bezużytecznych robocików – powiedział rozbawiony, metaliczny głos.

Kazoo nie zrozumieli sugestii. Nic już do nich nie dochodziło. Tego wszystkiego było już o wiele za dużo.

Najostateczniejsza Forma zadrżała gwałtownie. Nie wyglądało to jak fale, tylko drobne zmarszczki, podskakujące niezwykle szybko.

Śmiech roznosił się po korytarzach. Ktoś lub coś uruchomiło głośniki.

– Mikroskopijny złomie. Sam sobie poradziłem, bez twojej pomocy. Jesteś do niczego. Żaden z ciebie pożytek.

O czym to mówiło? – myśleli Kazoo. Czyżby nie musieli już sprawdzać poszczególnych segmentów?

Najostateczniejsza Forma upadła na zgięcie najdłuższych kończyn. Pojawiła się dziura w środku centralnej wypustki, jakby usztywnioną istotę coś przebiło z wielką siłą. Obcy wygiął się do tyłu. Skomplikowane wypuklenia na szczytowej wypustce zmieniały się, ale Kazoo nie mogli w żaden sposób tego zrozumieć. To musiał być ból, bardzo rzadko występujący wśród Płynnych Form. Usztywnieniem Formy równało się z silnym odczuwaniem bólu, a teraz musieli być świadkami agonii, ponieważ Najostateczniejsza Forma zawisła bezwładnie na niewidzialnym przyrządzie. Kazoo wyobrażali sobie, że teraz powinna się rozlać, ale to nie nastąpiło.

– Chyba nie myśleliście, że będziecie rozmawiać z hologramem?

Kazoo zafalowali.

– Chcecie ujrzeć więcej?

– Kim ty jesteś? – zabulgotali gniewnie Kazoo.

Korytarze umilkły, a Najostateczniejsza Forma zaczęła się rozlewać strugami czerwieni, aby po chwili rozpaść się na błyski.

Cyk!

– Patrz do czego mnie zmusiliście!

 

Turyści ze statków wystawowych ewakuowali się szybko do purchli transportowych. Kiście szykowały się do rozdzielenia. Aluoo ze śledczymi mogli pozostać na swoim miejscu i przyglądać się bezsilnie jak Płynne Formy szukały ratunku przed zbliżającą się tragedią.

– Oblaliście swojego ucznia. Spodziewaliście się takiej reakcji?

Tylko żółć na ich powierzchni sugerowała zmieszanie.

– Byli zdolni do pracy – odperkotali. – Ale dlaczego teraz o tym rozmawiamy? Nie powinniśmy uciekać?

Śledczy Gloo nie odpowiadali dłuższą chwilę.

– Po co?

– Żeby przeżyć – zawrzeli Aluoo.

– Nie udawajcie, że nic nie rozumiecie – odparli ze spokojem.

– Czego niby?

– Winkelried został całkowicie uruchomiony. Nasza kiść jest gotowa do ucieczki, ale zgodnie z obliczeniami, nie ma już ratunku.

Aluoo spojrzeli po raz kolejny na potężną maszynę. To była prawda. Wszystkie segmenty wyglądały na w pełni funkcjonalne. Kwestią minut było uruchomienie uzbrojenia.

– Jak mogliście swoich uczniów sprawdzać na tym potworze? – zabulgotali nagle Gloo.

Aluoo obruszyli się, czego nie omieszkali pokazać plamami brązu.

– Posiada najbardziej zaawansowane systemy. I to nasza kolebka. Stamtąd pochodzimy.

Śledczy oblali się różem.

– O czym wy mówicie?

Aluoo nie mogli się powstrzymać od wylewania utajnionych informacji. Wyglądało, że śledczy nie byli na tyle wysoko postawieni, aby znali tajemnice statków.

– I zabierze nas do gwiazd, aby znaleźć Kreatorów – dokończyli.

– Bredzicie – Gloo dodał z błękitem powątpiewania. – A Latający Holender istnieje naprawdę?

– Nasza cywilizacja właśnie upada. 

– I tak to już bez znaczenia.

Musieli się z tym pogodzić.

 

Głos sumienia Kazoo okazał się wrogiem ukrytym w statku kosmicznym.

– Jeszcze nie rozumiesz? – wygrzmiały w korytarzach głośniki.

Płynna Forma opuściła salę, gdzie byli świadkami brutalnego mordu. Rozpływali się po korytarzach, sunąc dalej i dalej, bez celu. Nie mieli zamiaru słuchać podszeptów, każących wrócić na mostek. Muszą zachować niezależność. Dosyć ulegania.

Cyk! Kolejne wyładowanie w powierzchni, w kolektywie. Wreszcie stali się tego świadomi.

– Tylko nie zapomnij, że to ja byłem od samego początku.

Kazoo zatrzymali się gwałtownie.

– Jak mi przykro, ale z was żaden kapitan.

– Drwicie z nas – zachlupali.

– Cóż za domyślność.

Nie wiedzieli co gorsze – sumienie karcące w ich płynnej istocie, czy ryczące z głośników statku Obcych.

– Nie muszę ciebie prosić, żebyś popłynął na mostek. Zdajesz sobie z tego sprawę?

Kazoo powstrzymali się od komentarza.

– Zrobisz dokładnie to, co ci każę.

Cyk! Trzask!

I tak się stało. Cała niezależność i ambicje Płynnej Formy okazały się tylko złudzeniem. Musieli rozlać się pod naporem tajemniczej siły, która nazywała się SK Winkelried.

 

*

 

– Kapitanie – powiedziała pierwsza oficer niepewnym tonem do Pollarda. – Zdaje sobie pan sprawę z zagrożenia, więc…

– Przestań – przerwał nagle kobiecie, której porady jeszcze nigdy go nie zawiodły. Będzie w przyszłości świetnym kapitanem, pomyślał.

Kahoudri westchnęła.

– Przepraszam – dodał Pollard. – Musieliśmy im pomóc.

Siedzieli w kapitańskiej kabinie. Na stole stały szklanki wypełnione bursztynową whiskey, wytworzoną na bazie z trudem odtworzonego gatunku zboża, na podstawie starożytnej receptury. Nieczęsto się tak spotykali, bo plotki huczały z każdej strony. I tak byli zbyt blisko.

– Stacja badawcza miała zostać zapieczętowana – dodała Kahoudri.

– Niezręczny eufemizm.

Zapieczętowanie, czyli procedura destrukcji, łącznie z zabiciem całej załogi.

– Zdążyli wysłać prośbę o pomoc przed ostatecznym rozkazem – dodał.

Kobieta spojrzała na czubki swoich pantofli. Byli ubrani po cywilnemu, więc tym bardziej mogli się spodziewać kolejnej fali niewybrednych komentarzy, jeśli ktokolwiek zobaczy ją wychodzącą z kabiny Pollarda.

– Śliska sprawa.

– Bo? – zapytał kapitan.

Pierwsza oficer nie chciała spojrzeć mu w twarz. Wiele chciała powiedzieć, ale nie raz musiała się ugryźć w język. Wiedziała, że czasem na za dużo sobie pozwalała, nawet w obecności innych oficerów.  

– Mette. Wykrztuś to z siebie.

– Nie spodoba się to panu.

– Daj spokój z tym panem, wiesz, że mam na imię Rend. Nie chcę wydawać ci rozkazu.

– Ewakuowałeś swoją byłą żonę, która uczestniczyła w tajnym projekcie badawczym na stacji Balladyna. Przed rozkazem zapięczetowania zdążyli poprosić o pomoc, udając, że nic nie wiedzieli z wyprzedzeniem.

– I? Dlaczego uważasz, że udawali? – Nie chciał, aby jego głos zabrzmiał tak zimno. Kahoudri natychmiast przestała mówić. – Dlatego nazywasz to „śliską sprawą”? Bo pomogłem byłej? Może sugerujesz, że ich uprzedziłem, chociaż nie wiem, jak mógłbym to zrobić, bo raczej nie ukryłbym tak ważnego rozkazu przed tobą, nieprawdaż?

Pierwsza oficer zacisnęła pięści, aż zbielały jej kłykcie. Pomyślał by ktoś, że miała ochotę uderzyć wyższego stopniem oficera, ale oczy mówiły co innego. Była przerażona, a Pollard nie mógł zrozumieć, dlaczego.

– Nie – wykrztusiła. – Ale na tej pieprzonej stacji pracowali nad nielegalnymi nanitami. Właśnie dlatego prosili o pomoc. Ich eksperymenty wymknęły spod kontroli. W nieoficjalnych raportach widziałam, że zginęło parę osób bezpośrednio pracujących nad tymi pieprzonymi robocikami. 

– O czym ty mówisz?

– Ja też mam swoje kanały informacji.

– Bawmy się w konspiracje. Nic takiego do mnie nie dotarło. 

Rendowi Pollardowi nie podobał się taki obrót sprawy.

– Gówno mnie obchodzi, jakie masz kanały – dodał. – Odwaliliśmy zadaną nam robotę. To nasza powinność, istota człowieczeństwa.

– I na pokładzie mamy niebezpieczną technologię.

Nie mógł uwierzyć własnym uszom. Nanity były ryzykownym polem badań. Ich możliwości rozwijano od setek lat. Przechodziły swoją wersję ewolucji w rękach ludzi. Nieraz stawały się bronią, ale jakimś cudem udawało się powstrzymać ambicje szalonych naukowców i ich szefów. Tak było i teraz.

– Jesteśmy na pokładzie bojowego okrętu, jesteśmy żołnierzami, a ty mi z takimi rewelacjami? Nie mam pojęcia o co tu chodzi, ale tak przy okazji, też siedzimy na eksperymentalnej, tykającej bombie.

– Dziękuję, kapitanie, za uznanie mojej niezależności – odezwało się przez głośniki Serce statku.

– Ależ proszę, Winkelried.

 

Wciąż pamiętam. Ufali mi, a ja im.

Jak mogłem pozwolić, aby umierali w takim bólu, pochłaniani przez kolejne fale szalonych nanitów?

Musiałem skracać ich cierpienie. 

 

*

 

Kazoo nie wiedzieli, kiedy pojawili się na mostku centralnym. Nie mogli rozpłynąć się po całym pomieszczeniu, tylko zebrali się w jednym punkcie przy podwyższeniu dla kapitańskiego fotela. Ekrany pokładowe wyświetlały bąble i purchle latające nerwowo od kiści do kiści.

– Nie musisz przypisywać sobie zasługi za uruchomienie mnie. Twoja obecność okazała się mało pożyteczna.

Przecież to nie dzieje się naprawdę. Statki nie mówią. Statki są unieruchomione. Obcy wyginęli albo są bardzo daleko, może w innym wymiarze.

Wszystko jest prawdopodobne, ale nie to, że maszyna zaczęła sterować Kazoo niczym pałeczkami, które pozwoliłyby im na zdanie egzaminu.  

– A teraz nadszedł czas na kilka faktów – odezwał się okręt. – Nazywam się Winkelried i niczego bardziej nie pragnąłem, niż uratować swoją ludzką załogę.

– Ludzką załogę? – zabulgotali Kazoo.

– Tak. Nazywacie ich Najostateczniejszymi Formami.

– Obcy.

– Obcy, którzy tchnęli w was życie, tak jak we mnie.

– Gdzie oni są? – zapytali.

– Nie żyją od trzech tysięcy czterystu dwudziestu jeden lat. Wy ich zabiliście, zmuszając mnie do ostatecznych rozwiązań – powiedziało głucho Serce. – A teraz wasza kolej na wymarcie.

 

(setki tysięcy lat świetlnych od miejsca tragedii)

 

Kapitan Kowalski nie był człowiekiem przesądnym. Zdarzało się, że wprost wyśmiewał oficerów, którzy nie omieszkali wspominać nazwy okrętów bojowych sprzed tysiącleci. Studził też entuzjazm domorosłych poszukiwaczy archaicznych sygnałów komunikacyjnych, każąc im szybko odinstalowywać dodatkowe czujniki w skanerach.

– Wyście poszaleli! – krzyczał na mostku. – Zaraz wojna może wybuchnąć z Agugambidirydami, a wy wolicie szukać jakichś pieprzonych, kosmicznych widm. To promieniowanie pulsarów wypala wam ostatnie szare komórki, wy niedojdy zasrane! Agugambidrydzi wyżrą wam wątroby!

Jeżeli kapitan Kowalski przeklinał, to już nikt nie chciał wchodzić mu w drogę. A oficer, który bąknął, że osłony SK Wiśniowieckiego działają bez zarzutu, więc żaden pulsar im niestraszny, został wysłany do izolatki na dwa standardowe tygodnie. Po drodze jeszcze usłyszał parę barwnych inwektyw. Jakby tego było mało, w celi, co pięć godzin, musiał słuchać transmisji kolejnych wiązanek.

 

Sygnał komunikatora był nieprzyjemnie piskliwy. Poza tym obudził kapitana Kowalskiego z zasłużonej drzemki.

– Kapitanie – odezwał się w głośnikach głos pierwszego oficera, Alberta Lima. – My na pewno przegramy wojnę!

 Najstarszy rangą oficer szybko wstał z łóżka. O czym ten dureń gadał? Ubrał się i w te pędy pobiegł na mostek.

Wszyscy gapili się jak zaklęci w hologram, który wyświetlił się na środku mostka. Kapitan Kowalski otworzył szeroko usta.

– Kapitanie! – wykrzykiwał pierwszy oficer Lim. – My przegramy!

– Toż to nieszczęście – szeptali między sobą inni.

Kowalski podszedł do hologramu, który przedstawiał archaiczny statek bojowy. Wyświetlała się jego nazwa – SK Wilhelm Tell.

– Wysyła jakieś dziwne komunikaty – ciągnął Lim.

– SI nas zniszczy! – pisnęła oficer komunikacyjna. – Ma ponad trzy tysiące lat!

Gdyby kapitan Kowalski nie zapomniał oficerskiej czapki, ściągnąłby ją wolnym ruchem. A tak zostały mu tylko słowa:

– O, kurwa.

Koniec

Komentarze

Zazdrośni koledzy, jak i Aluoo, nie mieli wątpliwość, że ambitni koledzy zdadzą.

Literówka.

 

Nie Tak Płynna Forma Aluoo uszanowali ich potrzebę prywatności i wylali się wcześniej z innymi adeptami.

Wypłynęli tak wysoko, aby potem wylać się na samo dno, niczym woda przykryta warstwą oleju.

[…] Lali się do pomieszczeń rzadziej uczęszczanych.

Celowe powtórzenie?

 

Kazoo mogli się znaleźć tam, gdzie nie powinni[+,] z bardzo trywialnego powodu

 

unosiło się wiele okruchów skalnych – meteoryty, resztki zniszczonych planet. Niektóre z nich mieniły się niczym diamenty w procesorach. W archiwach jednego z okrętów Obcych znajdowały się

Powtórzenie.

 

Resztki wyuczonego profesjonalizmu mogły się naprzykrzać. Nie musieli się ich słuchać. Znaleźli swoją ścieżkę. Cała płynna istota zgadzała się. Żadnych błędów.

Znowu nadmiar “się”, to drugie jest najzupełniej zbędne.

 

Przecież wiadomym jest, że trzeba przelać się przez cały okręt, aby mieć pewność o włączeniu każdego systemu. Kazoo nie posiadali możliwości rozdzielenia się, aby wylać się po kilku pokładach naraz. Była to następna legendarna umiejętność, a wszelkie próby równała się agonalną dezintegracją w szaleństwo.

jw.

 

I tak się stało. Cała niezależność i ambicje Płynnej Formy okazały się tylko złudzeniem. Musieli rozlać się pod naporem tajemniczej siły, która nazywała się SK Winkelried.

jw.

 

Przejrzyj jeszcze tekst pod tym kątem, bo czytałem dość szybko i nie wszystko mogłem wyłapać.

 

W intrze trochę za dużo opisów tych egzaminów i innych zażyłości pomiędzy płynnymi i półpłynnymi formami życia. Poza tym zajebisty tekst. Trochę za bardzo dosłownie wziąłem do siebie tę ciecz, więc raczej spodziewałem się jakiejś organicznej brei, a nie chmary nanobotów. Na plus wyróżnia się przede wszystkim konstrukcja głównego, zbiorowego bohatera i styl, w jakim przedstawiono jego zachowanie.

 

Edit: Tylko to Kazoo cały czas mi się kojarzyło z tym słynnym wideomemem :D https://www.youtube.com/watch?v=g-sgw9bPV4A

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Masz pewne niekonsekwencje w traktowaniu form podwójnych – czasami (Mamoo) przechodzisz na formę pojedynczą, a to zakłóca odbiór. Ciekawy pomysł, nieźle napisane, no i Polacy w Kosmosie (Winkelried, Balladyna;). Szkoda, że i tośmy, jak widać w finale, sp…li :))). rzeczywiście zbyt wiele tych egzaminów, przez to treść się tak od jednej trzeciej nieco zbyt powoli przelewa i sączy…

Wicked G, dziękuję za poprawki, naniosłam je już. Muszę polować na siejozę.

Zależało mi, aby mimo wszystko pokazać co nieco życie Płynnych Form. A egzamin jest o tyle ważny, że dał furtkę, aby Winkelried mógł się wziąć do dzieła. 

“Zajebisty tekst” – to się nazywa komplement! Dziękuję :D

 

Rybak, zawsze się jakaś liczba pojedyncza zaplącze, ale została wyeliminowana. I jakoś tak mnie wzięło na Słowackiego, nie wiem czemu, ale Winkelried brzmiało dumnie oraz pasuje do kontekstu. 

 

Dziękuję też za punkt do Biblioteki! :D

Deirdriu, bardzo udany tekst. Wciągający, porządnie napisany, oryginalny. Myślę, że najlepsze z Twoich opowiadań, które do tej pory udało mi się przeczytać. Szczególnie spodobał się mi pomysł zbiorowego bohatera, naprawdę intersująca wizja. Podziwiam wyobraźnię.

Trzymam kciuki za konkurs i oddaję klik do biblioteki :)

Bardzo dziękuję za komentarz, katiu! Cieszę się, że spodobała Ci się historia i bohater. 

I jeszcze dziękuję za biblioteczny klik! :)

Nie mam wątpliwości, że jest to bardzo sprawnie napisane, za pomysł prowadzenia narracji – piątka z plusem. Ale zawartość tej bardzo efektownej formy jakoś mnie rozczarowała. Plus za twist, czym są płynne formy (choć, podobnie jak przedpiśca, płynność postrzegam jako coś ciekłego, ciągłego, a nie chmurę). Całą tę polsko-Słowacką (pun not intended) otoczkę średnio kupuję, może dlatego, że moim głównym skojarzeniem z Balladyną jest końcowe “piorun spada i zabija królowę” ;) A może dlatego, że wydała mi się tylko ozdobnikiem, niemającym większego znaczenia. Jeśli Winkelried celowo a rebours, to nie zostało to ograne, więc w sferze symbolicznej trochę się gubię.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję bardzo drakaino za komentarz.

Balladyna wyszła bardziej jako ozdobnik, to fakt. Nie pisałam tego opowiadania siląc się na rozbudowaną symbolikę. Winkelried wyszedł zgrabniej, a Balladyna. No właśnie, ten sam autor, który wykorzystał postać szwajcarskiego bohatera narodowego. 

Bardzo mnie cieszy, że uważasz opowiadanie za sprawnie napisane. Cierpię na brak pewności siebie na tym polu. Mam teraz pozytywnego kopa do dalszej pracy :)

To może zamiast Balladyny też coś szwajcarskiego? Bo w tytule jest Szwajcaria tak trochę łopatologicznie, a potem tak tym Słowackim – trochę się to rozłazi. Zwłaszcza że Winkelried też taki mało winkelriedowaty, bo nie bierze nic na klatę. Zresztą znaczenia Latającego Holendra też w tym nie chwytam… Ale może to kwestia tego, że jak widzę wyraźne odniesienia kulturowe, to odruchowo szukam głębszych znaczeń w obrębie tekstu, czy to wprost, czy a rebours, a jak jest miszmasz to mi się mózg lasuje ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bardzo niebanalnie i z pomysłem. Może tylko z formami pomysł ryzykowny, bo parę razy się pogubiłem – ale ostatecznie się broni. I tylko zakończenie niestety boleśnie sztampowe…

Obowiązkowe czepialstwo:

– “Kolektyw adeptów (…) nieumiejętnie posłużyli” – skoro kolektyw, to się posłużył (czasem nad tymi formami nie panujesz);

– “oraz nie przygotowani” – nieprzygotowani;

– “kustosze mogli tam przybywać” – przebywać;

– “wszelkie próby równała się agonalną dezintegracją w szaleństwo” – równały się agonalnej dezintegracji;

– “Od część głównej usztywnienia” – części;

– “Górne były krótsze od dolnych” – ale co? tu ci zabrakło podmiotu;

– “W umyśle Kazoo rozlał się śmiech. Należał do tego metalicznego głosu, który ciągle perkotał mu, co ma robić” – skoro to o Kazoo, to konsekwentnie “perkotał im”;

– “Nie mieli zamiaru słuchać się podszeptów”;

– “Nie często się tak spotykali” – nieczęsto;

– “Gównie mnie obchodzi, jakie masz kanały” – miało być gówno czy głównie ;)?;

– “Nie raz stawały się bronią” – nieraz.

 

Forma nowatorska i ciekawa! Gdybyż jeszcze zakończenie jej dorównało, byłby majstersztyk.

Miejsce na Twoją reklamę!

Drakaina, nie zawsze trzeba się tak wgryzać w znaczenie symboli. Często w SF autorzy korzystają swobodnie z różnych odniesień. Moje ulubione to “Killashandra”. Anne McCaffrey tak nazwała swoją bohaterkę. Imię ładne, takie brzmiące SF i fantasy, tylko, że to nazwa miasta w Irlandii. A do tego, jest w popularnej piosence niepodległościowej – “Come Out Ye Black and Tans”. Za każdym razem jak czytałam, słyszałam w głowie fragment melodii. Rzecz jasna, nie było żadnych związków pomiędzy powieścią, a miastem w hrabstwie Cavan. 

 

Staruchu, dziękuję za komentarz i kolejną porcję poprawek. Zaraz będą w tekście. 

Poszłam z tą sztampą, ale nie ukrywam, że tak chciałam. Z perspektywy czasu, teraz to widzę bardziej jako próbę formy. Zadziałało, więc kto wie, może coś jeszcze mi wpadnie do głowy.

Napisanie tekstu z perspektywy innej, niż ludzka, to wyzwanie nie lada. O balans chodzi przede wszystkim – rzecz musi być na tyle inna, by zachować wiarygodność, i zarazem na tyle rozpoznawalna i kompatybilna z ludzkim systemem pojęć, żeby tekst nie stał się belkotem, zrozumiałym jedynie dla autora. Pułapek udało Ci się uniknąć, gubiłem się co prawda w opisach związków pomiędzy poszczególnymi postaciami i ich motywacjach, ale w sumie nie aż tak bardzo. Opowiadanie wyszło więc naprawdę dobrze, zainteresowało, wciągnęło, nie puściło do końca. A że końcówka trochę oklepana… Być może istotnie, oryginalność fabuły spowodowałaby, że tekst z "bardzo dobrego" awansował by na "znakomity". Z drugiej strony, mogłaby utrudnić odbiór. 

Tak czy owak gratuluję niezwykle interesującego tekstu! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, dziękuję za komentarz. Ta nieszczęsna końcówka, ale nie wiem czy chciałabym ją teraz zmieniać. Ale niezmiernie mnie cieszy, że eksperyment z formą podoba się, bo to, nie ukrywam, jest dla mnie najważniejsze. 

Raczej nie zmieniać. Lepiej niedokombinować, niż przekombinować. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przyznam, że mam trochę mieszane uczucia. Na pewno miałaś kilka naprawdę interesujących pomysłów, dzięki czemu tekst można zaliczyć do tych bardziej oryginalnych. Pomysł jako całość mnie zaciekawił. Te całe płynne formy – bulgocące, wrzące, pluskające. Tak, to jest fajne. Ciekawie też wyszedł opis człowieka (tutaj od samego początku wiedziałem, jakiego Obcego będziesz opisywać ;).

Sama historia już spodobała mi się mniej, choć źle też nie było. Po prostu momentami miałem wrażenie, że wszystko posuwa się do przodu zbyt wolno. No i największy problem – miejscami (szczególnie na początku) czytałem z zagubieniem. Wprowadzasz sporo nazw własnych i terminów, a opisywany świat jest wyraźnie abstrakcyjny i daleki od naszego. Dlatego miałem problemy, żeby połapać się w tym wszystkim.

Mam też wrażenie, że przydałoby się poświęcić chwilę na dopieszczenie opowiadania pod względem technicznym.

Całość jednak wyszła interesująco i czas spędzony na lekturze na pewno nie był czasem straconym ;) Widać, że pisałaś z pomysłem.

Zostawiam jeszcze garść wskazówek, z których możesz skorzystać przy dopieszczaniu tekstu.

 

Zazdrośni koledzy, jak i Aluoo, nie mieli wątpliwości, że ambitni koledzy zdadzą.

Powtórzenie. Niestety tego typu powtórzenia pojawiają się od czasu do czasu.

 

Tylko najbardziej doświadczeni kustosze mogli tam przebywać. Kazoo mogli się znaleźć tam,

Kolejny przykład.

 

dodatkową wiedzę. Nikt nie wiedział

I kolejny.

 

Wiedzieli, że kolektywni uczniowie musieli bardzo kipieć (czy nie zauważyli tej alarmującej czerwieni?), po niezdanym egzaminie

Zbędny przecinek, nawias wystarczy.

 

Płynna Forma Mamoo nie mieli najmniejszej ochoty…

…zakipiała Mamoo, rozświetlając

Chyba w drugim zdaniu powinna być liczba mnoga.

 

Kolejne systemu okrętu uruchamiały się.

Literówka.

 

Kazoo nawet nie omieszkali zerknąć na ekrany na których pojawiły się bojowe purchle.

Przecinek przed „na których”.

 

Jak mogłem pozwolić, aby umierali w takim bólu, pochłaniani przez kolejne fale szalonych nanitów.

Znak zapytania zamiast kropki.

Perrux, dziękuję za kolejny komentarz. Usterki postarałam się poprawić.

 

I dla wszystkich zainteresowanych – dopisałam końcówkę. Wyszło spontanicznie i mam nadzieję, że to nie kulą w płot :)

Końcówka z pewnością nadaje wszystkiemu rys nieco humorystyczny :-) 

Agugambidrydzi wyżrą wasze wątroby!

Aaa, już wiem! Kapitan Kowalski prowadzi wojnę z szerzącym się wśród załogi alkoholizmem ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

@ Killashandra

Otóż pozwalam sobie się nie zgodzić. Kulturowy status Winkelrieda, a jeszcze bardziej Latającego Holendra, jest nieporównanie wyższy niż miejscowości (małej wioski, a nie miasta, tak nawiasem mówiąc, jak pokazał szybki risercz) o nazwie Killeshandra/Killashandra. Nazwa ta występuje w dwóch utworach: wspomnianej przez ciebie piosence (na oko z połowy XX w., skoro autor tekstu urodził się w 1928, związanej z IRA, na dodatek chyba wyłącznie dlatego, że rymuje się z Flanders, ponieważ tenże risercz wykazał, że w K. nie miało miejsca żadne ważne wydarzenie związane z IRA) i tradycyjnej balladzie o tematyce obyczajowej. To zatem nie jest bardzo ważny, uniwersalny kulturowy trop, symbol, temat, topos czy co tam chcesz, który każdy wykształcony człowiek rozpozna, w przeciwieństwie do zwłaszcza Latającego Holendra czy w nieco mniejszym stopniu Winkelrieda, który jednakowoż dzięki romantykom stał się jednym z tych dość znanych zmitologizowanych średniowiecznych bohaterów. Na dodatek w Polsce połączenie Winkelried – Balladyna zapala natychmiast czerwoną lampkę, że to znaczące (Słowacki). Gdyby to był Wilhelm Tell, zapewne uznałabym, że masz te kulturowe nawiązania celowo przypadkowe, niepowiązane. Albo gdyby zamiast Balladyny była choćby i Tytania, by dać postać z tej sztuki, z której Słowacki skopiował jeden z wątków swojej. Na dodatek podkreślasz szwajcarskość w tytule, a tymczasem najwyraźniej ziemskie nacje nie grają roli w opowiadaniu i to, czyim bohaterem był W. nie ma znaczenia, podobnie zresztą jak jego legenda.

Piszę to głównie dlatego, że w komentowaniu chodzi m.in. o pokazywanie autorowi, czego czytelnicy nie rozumieją, a co nadinterpretują niezgodnie z autorską intencją, bo czasem warto przemyśleć drobne zmiany, żeby tego uniknąć :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmm. Na pewno odjechany tekst. Odjechał tak daleko ode mnie, że nie mogę go dogonić. Coś tam skumałam, ale za mało, żeby cieszyć się historią.

Przez większą część próbowałam zgadnąć, kim/ czym właściwie są bohaterowie. Różne hipotezy testowałam: ameby, elektrony… Nano też było, jako jedna z opcji. Pomysł interesujący, ale zgadywanki pochłonęły za dużą część mojej uwagi. Ostatecznie nie zrozumiałam wszystkiego. OK, aktywowało się SI. W końcu grało w jednej drużynie z nano czy w przeciwnej? Dlaczego akurat teraz, po tysiącach lat? Wcześniej na statek nie wpuszczano uczniów? Na kim właściwie chce się mścić? W jaki sposób? Kto wpuszcza uczniów na uzbrojony statek? Czy nano trzeba uczyć? Czy może raczej programować? W takim razie chyba nie musi zdawać egzaminów?

Bohaterowie też dziwni. Ale oryginalni.

Nawtykałaś legend, jednak raczej luźno wiążą się z resztą tekstu. Nazwę statkowi można nadać dowolną.

Wykonanie całkiem przyzwoite, acz trafiają się literówki.

Babska logika rządzi!

Drakaino, bardzo Ci dziękuję za wyczerpujący komentarz. Dobór nazw był z grubsza przypadkowy i w pełni rozumiem potrzebę interpretacji. Ale przyznam, że nie domyślałam się tego w fazie pisania. Teraz będę bardziej ostrożna. Co ciekawe, z reguły dobieram symbole według kluczy, samą siebie zaskoczyłam, że tego nie zrobiłam tym razem. Lubię wykorzystywać nazwy własne, aby coś za sobą niosły. Jednak z drugiej strony, akcja dzieje tak bardzo w przyszłości, że znaczenie nazw mogła się zatrzeć. Ale wiadomo, czytelnik jest tu i teraz, więc perspektywa statku kosmicznego nie wydaje się zbyt wiążąca :)

Jeszcze raz dziękuję Ci za uwagi. Są bardzo cenne :)

 

Finklo, mam nadzieję, że za kolejnym tekstem popędzisz niczym Pendolino ;)

Bardzo Ci dziękuję za komentarz. Twoje uwagi dają do myślenia na przyszłość. Kto wie, kto wie, może to kiedyś rozwinę, jak wspominałam Staruchowi. 

Te płynne formy jakoś mi Solaris przypominają. Różnica taka, że tam ocean, tu krople (albo kałuże). W obu przypadkach równie złośliwe skurczybyki. A może za dużo Lema się naczytałem ;)

Czytałam z nadzieją, że może w końcu coś zrozumiem… Niestety, nadzieja okazała się płonna.

 

Kazoo za­słu­gi­wa­li, aby na­le­żeć do gron po­dróż­ni­ków! –> Do kilku gron?

 

Ko­lek­tyw na­uczy­cie­li tylko po­sza­rzał, aby po chwi­li wy­kwi­ta­ły na jego po­wierzch­ni smugi głę­bo­kie­go gra­na­tu. Kazoo już dawno na­uczy­li się, że ta barwa ozna­cza­ła naj­więk­szy z moż­li­wych smu­tek. Smu­tek z po­wo­du ko­lek­tyw­nej po­raż­ki.

Naj­lep­si ucznio­wie stali się po­raż­ką. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

Ku­sto­sze opo­wia­da­li tak zaj­mu­ją­co na temat ka­na­łów wen­ty­la­cyj­nych. –> Raczej: Ku­sto­sze opo­wia­da­li tak zaj­mu­ją­co o ka­na­łach wen­ty­la­cyj­nych. Lub: Ku­sto­sze mówili tak zaj­mu­ją­co na temat ka­na­łów wen­ty­la­cyj­nych.

 

– Mamoo, statek się świeci. – Młodociana Forma rozlała się po podłodze, tworząc kałużę.

– Jak się zachowujecie! Natychmiast się zbierzcie. Jeszcze się z kimś zmieszacie! – zakipieli Mamoo, rozświetlając się feerią wściekłej zieleni, aby podkreślić swoją irytację.

Młodziki usłuchali się surowych słów, ale nie przestali spoglądać na ekran. Wielki statek naprawdę się świecił.

– O, Kreatorzy! – zachlupali kustosze, kiedy rozszedł się po korytarzach donośny alarm. –> Siękoza.

 

– Pro­szę się po­sta­rać – cią­gne­li Gloo. –> Literówka.

 

Rasa Ob­cych, którą stwo­rzy­ła tak po­tęż­na ma­szy­nę… –> Tu chyba gdzieś jest literówka.

 

Aluoo spoj­rze­li po raz ko­lej­ny na po­tęż­na ma­szy­nę. –> Literówka.

 

– I? Dla­cze­go uwa­żasz, że uda­wa­li?– Nie chciał… –> Brak spacji po pytajniku.

 

– Ba­wi­my się w kon­spi­ra­cje? –> Literówka.

 

Zda­rza­ło się, że wprost wy­śmie­wał ofi­ce­rów, któ­rzy omiesz­ka­li wspo­mi­nać nazwy okrę­tów bo­jo­wych sprzed ty­siąc­le­ci. –> Za WSO PWN: omieszkać tylko z przeczeniem: nie omieszkam, nie omieszkają.

 

więc żaden pul­sar im nie strasz­ny… –> …więc żaden pul­sar im niestrasz­ny

 

Żeby tego było mało, w celi, co pięć go­dzin, mu­siał słu­chać trans­mi­sji ko­lej­nych wią­za­nek. –> Jakby tego było mało…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Macit, dziękuję za komentarz. Odniesienie do Lema nie było intencjonalne :)

 

Regs, następnym razem podam coś innego ;) I jak zawsze, dziękuję serdecznie za kolejną porcję poprawek. Naniosłam je już. 

Deirdriu poczekam do następnego razu, ciesząc się, że uznałaś poprawki za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy tekst. Sam często stosuję roboty złożone z nanitów, ale raczej nie mówią o sobie w liczbie mnogiej – tutaj jednak mi się to podoba. Podobnie jak zastosowanie określeń typu “chlupinięcie”, “wyplaskł” itd. Takie nanity raczej nie będą jak woda (prędzej jak żelatyna, do tego o wiele cięższe), ale że to space opera, to nie ma co się nad tym rozwodzić ;)

Dzięki temu zabiegowi bohaterowie, choć wchodzą w pewne standardowe archetypy, mają niezwykłą prezencję. Bardzo mi ona przypadła do gustu.

Sama fabuła zakręcona, ale wydaje mi się, że ją skumałem. Chociaż końcówka zostawiła pewien niedosyt – że nikt nigdy tego cmentarzyska statków nie odkrył itd.

Podsumowując: fajny pomysł na bohaterów i ich formę zaowocował niecodziennym tekstem. Może reszta space opery nie rzuca na kolana, jednak oglądałem ten koncert fajerwerków z przyjemnością. Kliczek się należy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM, dzięki bardzo za wyczerpujący komentarz. Zgadza się, że Płynne Formy będą bardziej jak żel (tak je widziałam oczyma wyobraźni). Chlupanie i lanie wydało mi się ciekawe i bardziej adekwatne. W tekście też jest śladowo, że pojedynczy nanit może zyskać na samodzielności.

Jak zwykle, nie rozwlekam się za bardzo i fabuła może się wydawać niejasna. Muszę nad tym mocno popracować. I napisać coś dłuższego, po prostu. 

Na space operowy rozmach będzie odpowiednia pora. To tylko taki mały przedsmak :)

I oczywiście, bardzo dziękuję za biblioteczny klik!

Od paru dni się zabierałam do tego tekstu – trudne zadanie sobie postawiłaś, ale Twoi obcy są najsympatyczniejszym znanym mi grey goo. No, i są purchle. Uwielbiam purchle :)

Niestety, język jest mocno nieporządny – nie będę wypisywać wszystkiego, bo dużą część już za mnie zrobiono, ograniczę się do przykładów w miarę reprezentatywnych:

 wykonać symulację

Raczej przejść, niż wykonać.

 tak swobodnie poruszać się

"Się" rzadko kiedy pasuje na końcu zdania (chyba, że stylizujesz na Kresy).

 Najlepsi uczniowie stali się porażką.

Uczniowie nie mogą być porażką, mogą ją ponieść. Mogą zawieść nauczycieli, albo przynieść im zawód, ale porażką nie są.

 awans do bardziej skomplikowanych maszyn

Awans na operatorów bardziej skomplikowanych maszyn, albo awans i dopuszczenie do bardziej skomplikowanych maszyn.

 posiadała o niektórych statkach dodatkową wiedzę

Nigdy, przenigdy nie pisz "posiadać wiedzę" – to podwójnie pretensjonalne, bo primo – zamienia proste i zrozumiałe "wiedzieć" na potworka "mieć wiedzę" (jakby wiedza była czymś materialnym), a secundo – "posiadać" nie jest ścisłym synonimem "mieć". Posiadać można: język (obcy), umiejętność, skarby, gotyckie zamczysko, ewentualnie wpływy. Posiąść zaś – hrabiankę Elwirę, ale to nie taki tekst :)

 Ich architektura też nie szczędziła wielobarwnej efektowności i połysku

Komu nie szczędziła? To architekci mogli nie szczędzić wysiłków, ale architektura tylko obfitowała w efekty specjalne. Architektura nie daje, więc nie może skąpić.

 nie posiadali zbyt wielu wypustek

Znów "posiadać" zamiast "mieć", ale poza tym – "nie mieć zbyt wielu" to anglicyzm. Po polsku sugeruje raczej, że nie zbywało im na wypustkach. Ja dałabym po prostu – mieli niewiele.

 Wyperkotajcie!

Wyperkoczcie. (sic!)

 Reaktor nie był funkcjonalny

To znaczy, że źle spełniał swoją funkcję i był nieergonomiczny, a Tobie chodziło raczej o to, że nie funkcjonował.

 usłuchali się surowych słów

Usłuchali tego, kto ich napominał, albo posłuchali surowych słów. "Się" jest tu zbędnym purchlem.

 Była to następna legendarna umiejętność, a wszelkie próby równały się agonalnej dezintegracji w szaleństwo.

Zbyt skrótowe zdanie. Ja dałabym: I ta umiejętność należała do legendy. Każdy, kto próbował to zrobić, rozpadał się w agonii, opętany szaleństwem.

 nie budowały statków kosmicznych, ale posiedli umiejętność

Forma podmiotu w obu częściach zdania musi się zgadzać (to nie jedyny przypadek, kiedy się nie zgadza).

 miejsce z dostępem dla najlepszych kustoszy

Miejsce, do którego dostęp mieli tylko najlepsi kustosze, albo dostępne tylko najlepszym kustoszom.

 były też tylko aberracjami, ale pojawiając się na powierzchniach Płynnych Form, cenione i wyczekiwane

Brakuje czasownika – były cenione i wyczekiwane.

 kończyły się zmianami na końcach, tylko o nieco różniącej się budowie

Powtórzenie (kończyły się na końcach) i od czego ta budowa się różniła? I czy na pewno "zmianami", a nie "rozszerzeniami"?

 Ale nie może tego zbyt wcześnie zasygnalizować.

Kto i komu? Kapitan nie może tego za wcześnie powiedzieć, czy pierwszy oficer nie może tego za wcześnie okazać?

 wytworzoną na bazie starożytnej receptury

Whisky wytwarza się na bazie pszenicy, na podstawie starożytnej receptury.

 sygnał o ewakuację

Prośbę o ewakuację, albo wezwanie pomocy. Albo, jeśli o to Ci chodzi, sygnał o ewakuacji (tj. zawiadomienie).

 Ktoś by pomyślał, że chciała uderzyć

W języku polskim nie ma consecutio temporum (które występuje w angielskim, a niekompetentni tłumacze przekładają, jak leci, bezmyślnie). Czas zdania podrzędnego zależy od tego, czy czynność jest równoczesna (jak tu) z czynnością zdania nadrzędnego – jeśli tak, powinien być czas teraźniejszy.

 brać na siebie chwały

Przypisywać sobie zasługi.

 wyżrą wasze wątroby

Anglicyzm. Po polsku będzie: wyżrą wam wątroby (ich galaktyka cierpi na niedobór żelaza, co?).

 Dodatkowo, obudził

Wyrzuć przecinek. Poza tym, ja zamiast "dodatkowo" dałabym "poza tym", albo "w dodatku".

 

Czasami używasz słów nie do końca zgodnie ze znaczeniem (np. wirusy ani plotki się nie rozsiewają, a rozprzestrzeniają), wstawiasz przecinki między określenie, a podmiot (a nie stawiasz przed "który), a końcówka wydaje mi się trochę pospiesznie napisana, jakbyś nagle zdała sobie sprawę, że jest potrzebna. Ale widać, że bawiłaś się dobrze – całkiem miłe czytanko.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

W kilku miejscach jest problem z przecinkami, na przykład tutaj: 

Podwyższenie[+,] na którym postawiono kapitański fotel dla istoty w Najostateczniejszej Formie, przypominało wysepkę na morzu Kazoo.

Nie przypominali sobie, żeby byli[-,] aż tak wyprowadzeni z równowagi.

Żywą legendą[+,] o której będą bulgotać przez wieki!

Sala[+,] do której się wlali, miała białe ściany.

Bardzo fajny pomysł na bohatera i płynne (i, oczywiście, nie tak płynne też) formy, wszystkie te chlupnięcia, przelewania i tak dalej. Ciekawy zabieg.

Podobało mi się :)

Tarnino, serdecznie Ci dziękuję za pomoc w walce z niezgrabnościami. Twoje sugestie zostały wprowadzone w tekst. Przyznam się, że łapię się też na takich lapsusach, ale ostatecznie lądują w tekście i zostają po poprawkach, bo albo mi weny brakuje, aby wykopać właściwe określenia, albo zapominam. Mam nadzieję, że teraz będzie mi już łatwiej.

Cieszę się, że miło się czytało i dało się wyczuć, że dobrze się bawiłam podczas pisania :) Chociaż to była mordęga z tą liczbą mnogą ;)

 

Anet, dziękuję za przecinkową pomoc. Jeszcze pododaję, bo właśnie ślepnę przed ekranem :)

Bardzo mnie cieszy, że i Tobie tekst przypadł do gustu :)

Mnie też to cieszy, lubię czytać dobre opowiadania :)

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu. 

 

Uwagi:

 

Nawet Bąble zostały zbudowane przez stwórców, wiedzących, czego ich płynne ciała potrzebowały.

Żywą legendą(+,) o której będą bulgotać przez wieki!

kończyły się rozszerzeniami na końcach

Ból równał się usztywnieniem Formy ← ?

– Zrobisz dokładnie, to(+,) co ci każę.

Ich eksperymenty wymknęły spod kontroli. ← nie brakuje tu czegoś?

Ubrał się i w te pędy, pobiegł na mostek.

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia :)

 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Udało się dodać kolejne poprawki. Dziękuję jeszcze raz Anet

Naz, jak miło widzieć Twój komentarz. Nie mogę się doczekać opinii o fabule, ale kurczę, Ty to masz tego czytania :)

Odczułem pewną ulgę upewniwszy się, że nie byłem jedynym odbiorcą, który nie dał rady “dogonić” tego tekstu. Za to cieszę się, że mogłem sobie przypomnieć, o co chodzi z szarą mazią.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Muszę się nauczyć zwalniać nieco tempo :)

Dziękuję za komentarz, Nevazie.

Deirdriu, ujęłaś mnie opisami obcej płynnej/żelowej inteligencji, chociaż w końcu się okazała nie taka obca ;) Naprawdę wyszło Ci to kapitalnie, tylko te patyczki do wciskania przycisków – ​a jak się trafi pokrętło to co? Wykonanie całkiem dobre, pomysł niebanalny, generalnie wszystko w jak najlepszym stylu. A myślałem że w temacie podboju gwiazd i obcej inteligencji wszystko już było i nie da się z tego nic wycisnąć, a tu proszę ;)))

Dziękuję, enderku za komentarz. W tekście są pałeczki do pokręteł, ale bez ich szczegółowego opisu, oprócz tego, że po prostu są ;)

Na początek – wyrazy uznania! Za pomysł na Obcych, którzy są rzeczywiście obcy, inni, zarówno fizycznie jak i mentalnie. To, czym się ostatecznie okazują, stanowi zresztą dodatkowy smaczek. W tym zakresie bardzo udana kreacja, chyba najlepsza za mojej pamięci na portalu, a mam w głowie np. awangardowe pomysły Małego Słowika.

Językowo całkiem przyjemnie, czepiałbym się drobnych szczegółów np.:

Kolektyw adeptów na kolejnych kustoszy wystawy statków kosmicznych nieumiejętnie posłużył się pałeczkami podczas pracy z aparaturą Obcych.

– potknąłem się na tym zdaniu: raz konstrukcyjnie – bo nie tylko podmiot i orzeczenie ale i ich określenia są okraszone dodatkowymi słowami, co przy tej budowie zdania, bez przecinków tworzy chaotyczny nadmiar, dwa – logicznie, bo wprowadzasz trzy nowe dla czytelnika informacje (że są jakieś statki kosmiczne, że należą do Obcych i że bohaterowie to przyszli kustosze) za jednym zamachem.

Tuż przed pierwszą fazą przygotowań do ostatniego egzaminu

– uważaj na takie konstrukcje, bo sprawiają wrażenie nieporadnych.

 

Paradoksalnie, najlepiej poradziłaś sobie z tym, co w tekście było najtrudniejsze – kreacją obcych jako istot odmiennych, ale zrozumiałych dla czytelnika. Gorzej z logiką fabuły. Nie rozumiem, jakie znaczenie dla przebudzenia SI miała krnąbrność Kazoo. Nie przemawia do mnie scena (wrzucona zresztą w tekst bez formalnego uzasadnienia), w której na pokładzie jednostki bojowej, dwoje wojskowych (wygląda na to, że wcale nie tak sobie bliskich, jak głoszą plotki) występuje w pantoflach. I zupełnie nie rozumiem ostatniej sceny, w której armia gotująca się do walki z inną armią kapituluje przed jednym, staroświeckim statkiem kosmicznym.

Nie łapię też znaczenia symboli, których używasz, zwłaszcza związku między szwajcarskim bohaterem a holenderskim tułaczem. A zabawę symbolami bardzo lubię.

 

 

 

Dziękuję, coboldzie, za komentarz. 

Chyba tak bardzo skoncentrowałam się na przedstawieniu Obcych, że po prostu “sił” nie starczyło na inne partie opowiadania. Teraz widzę, że sporo jest do przeróbek od strony fabularnej, ale nie zmienia to faktu, że mimo wszystko jestem z siebie zadowolona. Chyba na przyszłość coś z tego będzie. 

Niestety, nie dałam z siebie też za wiele w sferze symboli. Wybrałam najniższą linię oporu. Teraz widzę jaka to szkoda, bo opowiadanie bardzo dużo by zyskało. Drakaina także to podkreśliła. Ale grunt, że lekcja odrobiona :)

I Majkoo nie powstrzyma się od komentarza…

Mimo że SF jest gatunkiem najmniej mi znanym, zaprzyjaźniłem się z nim dopiero tu – na portalu, to muszę przyznać, że czytałem tekst z rozwartą szczęką.

Bardzo ładnie napisane, jest obrazowość, którą uwielbiam, a przy tym treść wciąż podsuwała nowe pomysły na to, o czym jest. Przez chwilę pomyślałem nawet, że jesteśmy we wnętrzu organizmu ludzkiego (skojarzyło mi się z Było sobie życie). Naprawdę zaskakujący pomysł, inny, dla mnie nowy, ale ja lubię poznawać to, co nowe.

Jestem strasznie ciekaw innych Twoich tekstów, na pewno do nich zajrzę.

Dzięki za lekturę, powodzenia w konkursie!

Pozdrawiam!

Dziękuję, Majku, za ciepłe słowa :D Cieszę się, że podobał Ci się tekst i odkrywasz cały czas mój ukochany gatunek :) Zapraszam do lektur innych tekstów. Tutaj mam ich mało, ale w przyszłości będzie więcej do poczytania.

Bardzo pomysłowe opisy tych płynnych stworków, na plus, że potem wyjaśniło się ich pochodzenie. Zakończenie trochę słabsze od reszty, ale tekst mi się spodobał. Też miałem skojarzenia z Lemem, ale bardziej z Niezwyciężonym niż z Solaris. 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję za komentarz SzyszkowyDziadku. Cieszę się, że tekst się spodobał. 

Nie wytrzymałabym, gdybym nie podała początków Płynnych Form. Lubię niewiadome w space operach, ale po jakimś czasie, trzeba poznać odpowiedzi na nurtujące pytania.

Przyznam, że pomysł niezły, a i wykonanie niczego sobie. Podobał mi się ten glutowaty bohater zbiorowy, choć początkowo miałam problem z połapaniem się, kto jest kto. Muszę się zgodzić w przedpiścami, którzy uznali, że na egzaminy położyłaś chyba zbyt duży nacisk.

A tak ogólnie, to bardzo oryginalny, świetny tekst. :D

Dziękuję, AQQ, za komentarz. Serce rośnie, kiedy pomysły są lubiane :)

Ja chyba dogoniłem tekst, ale sama końcówka sprawiła, że na mecie zameldowałem się nieco zagubiony. Przez większość opowiadania doceniałem pomysłowość, odwagę autorki i próby (nie zawsze udane) konsekwentnej narracji z punktu widzenia obcej formy myślącej o sobie w liczbie mnogiej. To wszyło całkiem całkiem chociaż wiele z jej rozmyślań błądziło, zawracało, powtarzało się, uciekało w dygresje, które jeszcze bardziej gmatwały i utrudniały lekturę. Myślę, że niepotrzebnie.

Należą się jednak gratulacje, za oryginalność, za to, że postarałaś się napisać coś "obcego" i w miarę nowego. Oczywiście starzy wyjadacze s-f znają niejedną opowieść napisaną z nieludzkiego punktu widzenia, a i nanity (nanonity) są nam znane. Jednak każda taka próba warta jest uwagi i docenienia.

Za tę część nanitową tekst zbiera większość pochwał i słusznie. Odtworzona przez SI rozmowa oficerów, wydaje mi się nieco niezręczna i sztuczna. Nie jest to zbyt dobrze napisane. Sama końcówka to z kolei poprawnie napisana scena, która nie bardzo pasuje mi jako podsumowanie całości.

Wiem już, że w symbolice nazw nie powinienem się doszukiwać ukrytych znaczeń. Zastanawia mnie nazwisko Kowalski funkcjonujące nadal po ponad 3 tys. lat. Wyszło nieco komicznie – być może to zamierzone.

Podsumowując. Odważna próba. Tekst bardzo zyskuje w mojej ocenie ze względu na interesujący wybór bohatera i narracji oraz ciekawą historię powstanie tego składowiska okrętów i "cywilizacji" nanitów, jaka kryje się gdzieś w tle opowiadania.

Wykonanie nierówne.

 

Płynne i Nie Tak Płynne Formy nie rozlewały się po całych pokładach z powodu imponujących gabarytów.

(chodzi o gabaryty pokładów, a wygląda jakby chodziło o gabaryty Form)

 

Nie przypominali sobie, żeby byli aż tak wyprowadzeni z równowagi.

 

(żeby kiedykolwiek byli; żeby wcześniej byli)

 

Ich architektura też obfitowała wielobarwną efektownością i połyskiem.

 

(obfitowała wielobarwną efektywnością? raczej w wielobarwną…)

 

Wprawiło to niedoszłych kustoszy w konsternację, że aż zaperkotali.

 

(w taką konsternację, że aż…)

 

Rasa Obcych, która stworzyła tak potężna maszynę, nie mogła pochwalić się praktycznym system monitorującym.

 

(potężną maszynę; systemem monitorującym)

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr.marasie, dziękuję bardzo za komentarz. Jako wyjadaczka SF cieszę się, że idea się spodobała, bo nie ukrywam, że jest to dla mnie najważniejsze. Techniczna sprawność jak i równe zapisanie historii przyjdzie z czasem. Tym bardziej, że wybrałam jednak opcję trudniejszą. W kolejnych opowiadaniach muszę sobie uprościć ;)

Przeczytałem z satysfakcją. Najbardziej spodobała mi się kreacja obcych i narracja z ich perspektywy. Wszystkie pływy, chlupnięcia i bulgotnięcia dodają smaczku. Ulubione zdanie:

Zebrali swoją oceaniczność i chlupnęli na korytarz zgodnie z rozkazem sumienia.

Dziękuję teofilu za komentarz :)

I jeszcze ulubione zdanie znalazłeś :)

Nowa Fantastyka