- Opowiadanie: master-of-orion - Jedna długa noc

Jedna długa noc

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

NoWhereMan, Zalth, FoloinStephanus, ocha

Oceny

Jedna długa noc

Nazywam się Nikki-Sapphire-Audrey i gdy noc dobiegnie końca, umrę. Sama wybrałam dla siebie taki los i nie żałuję.

Obudziłam się krótko przed zachodem słońca, bo zawsze najlepiej pracowało mi się nocą. Byłam idealnie wypoczęta i przepełniał mnie spokój. Błogie zadowolenie. Niewymuszona sympatia do wszystkiego co żywe. Myśl o czekającym mnie zadaniu i o tym, co stanie się później, wypłynęła na wierzch świadomości powoli i łagodnie, żeby mnie nie wystraszyć i nie pozbawić entuzjazmu.

Spektakl za oknem – pomarańczowe słońce zniżające się do oceanu, a potem rozlewające się po jego powierzchni niczym roztopiony wosk – obejrzałam przy kubku aromatycznej kawy, a później zabrałam się do pracy.

Na swoją pracownię wybrałam przestronną, owalną salę będącą dwupiętrową biblioteką w stylu wiktoriańskim. Stoję pośrodku, a w otaczającym mnie półmroku dryfują projekcje gwiazd wokół naszego statku. Dane o nich zgromadziła rozległa na miliony kilometrów chmura sond, które wyprzedzają naszą Arkę o całe miesiące świetlne. Białe, błękitne i pomarańczowe punkciki płyną wolno przez bibliotekę. Czekają, aż ich dotknę, a wówczas na zawieszonych w powietrzu bocznych ekranach wyświetlą się ich parametry. Kierowana wyczuciem i intuicją, wybieram co bardziej obiecujące gwiazdy i oglądam ich spektrogramy. Szukam niebezpiecznych, metalicznych pasm oraz spadków jasności świadczących o tranzycie planet na ich tarczy. Dla mnie to jak obcowanie ze sztuką. Jak podziwianie poruszającego, surrealistycznego płótna. Ludzki umysł jest wspaniałym komputerem stworzonym do wyszukiwania wzorów i prawidłowości, a mój został specjalnie dostrojony pod tym właśnie kątem. Dostrzegam regularności nawet na powierzchni kawy i w fakturze oprawionych w skórę książek.

Czemu się na to zdecydowałam? Czemu jestem gotowa czuwać przez całą noc dla dobra Arki? Mój terapeuta twierdzi, że mam w sobie ogromne pokłady altruizmu. Możliwe, że ma rację. Przepełnia mnie duma na myśl, że to mnie przypadło tak fascynujące i ważne zadanie.

A czemu muszę umrzeć? Czemu gdy za iluzorycznym oknem rozjaśni się iluzoryczne niebo, położę się do iluzorycznego łóżka, by moja świadomość zgasła na zawsze? Ludzie się zmieniają. Cyfrowe życie przez stulecia sprawia, że prędzej czy później każdy ma problem z własną tożsamością i potrzebuje terapii, prawie każdy dodaje też lub porzuca człony imienia na znak, że wszystko płynie. Tak samo i ja stałabym się kimś innym, dalece mniej entuzjastycznym i wrażliwym, o intelekcie stępionym samotnością i pustką kosmosu. Poza tym… cóż, nawet mój altruizm ma swoje granice. Nie skazałabym się na dziesiątki czy setki tysięcy subiektywnych lat na posterunku. Dopadłby mnie obłęd o wiele gorszy od śmierci. Za to jedna noc… jedna noc wytężonej pracy, a potem zaśnięcie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku – tak, na to mogę się zdobyć.

Czuwam, kiedy inni śpią. Jestem jedynym funkcjonującym umysłem w całym myślokrysztale Arki. I wciąż szukam…

O, ta gwiazda wygląda obiecująco. Stabilny pomarańczowy karzeł z ciągu głównego, okrążany przez dwie skaliste planety… Niestety, odpada w przedbiegach przez swoje paskudne sąsiedztwo. Zaledwie dwadzieścia lat świetlnych dzieli go od błękitnego nadolbrzyma na skraju eksplozji supernowej. Nie możemy osiedlić się pod takim mieczem Damoklesa. Szukam dalej…

Nie zniechęcam się. Szanse na znalezienie czegokolwiek są, nomen omen, astronomicznie małe, ale przecież nie mam dość czasu, by się zniechęcić. To tylko jedna noc. Nadal mam świeżo w pamięci przyjęcie pożegnalne. Wszyscy mi dziękowali i poklepywali mnie po ramionach, mówili, że we mnie wierzą, że mi ufają. Pamiętam, jakby to było wczoraj, i z mojego punktu widzenia to prawda. Zapadłam w sen, a wtedy sczytano i skopiowano mój stan umysłu. Pamiętam jeszcze niewyraźne synestetyczne marzenia senne z różnobarwnymi mozaikami o smaku limonek i brzmieniu tybetańskich mis – w ten sposób mój umysł zinterpretował modyfikację moich zdolności wykrywania wzorów. A potem obudziłam się tutaj, na krótko przed zachodem słońca, bo zawsze najlepiej pracowało mi się nocą.

Moje drugie ja żyło dalej jeszcze przez jakiś czas, po czym zapadło w hibernację wraz z milionem siedmiuset tysiącami innych cyfrowych umysłów. Wtedy przyszła pora zbudzić ze snu kopię. Aby oszczędzać energię, czuwam tylko ja i samotnie prowadzę swój lud przez pustkę kosmosu. Przez długą, rozgwieżdżoną noc posiekaną na miliony pojedynczych krótkich nocy, żeby ta długa stała się znośniejsza. Niebawem za oknem pokaże się łuna przedświtu i pójdę spać. Pójdę umrzeć. A potem… potem znów się obudzę, niczego nie pamiętając, idealnie wypoczęta, pełna spokoju i błogiego zadowolenia. Znów powiem, że nazywam się Nikki-Sapphire-Audrey i że gdy noc dobiegnie końca, umrę.

Sama wybrałam dla siebie taki los i nie żałuję.

 

Koniec

Komentarze

Jedna rzecz mi nie gra. O ile dobrze zrozumiałam, akcja rozgrywa się na statku kosmicznym, który dryfuje po nieskończonych galaktykach w poszukiwaniu nowego domu… To skąd tu mowa o nocy? Wschodach i zachodach słońca? Domyślam się, że chodzi o jakieś symulacje na statku? Tylko komu one są potrzebne, skoro jest tylko jeden świadomy umysł na pokładzie, a reszta jest zahibernowana? No dobrze, może dla niej jednej, żeby miała poczucie, że “pracuje w nocy”… Abstrahując od tego, tekst bardzo fajnie napisany i mi się podobał, ale zrodziło mi się też kolejne pytanie. Do kogo ona mówi i dlaczego? To nie jest potok myśli, bo ona zakłada, że ktoś może o coś pytać i zakłada, że może oczekiwać od niej odpowiedzi. Tu mi szeleści papier, świadomość narratora, że jest czytany, co może nie przeszkadzać w przypadku narratora trzecioosobowego, ale mnie drażni w narracji pierwszoosobowej. To moje osobiste odczucia, więc na pewno nie bierz ich sobie do serca, bo ogólnie tekst jest naprawdę dobry. Masz ładny plastyczny język, opisy dobrze Ci wychodzą, a Twoje pomysły są nietuzinkowe. Fajnie, że zechciałeś się podzielić swoim tekstem z Szortala. Pozostaje mi pogratulować publikacji :)

Dzięki za opinię, rosebelle :) 

 

Jeśli chodzi o narrację, to faktycznie można odczuć “szelest papieru” (przy okazji, świetne określenie). Ja rozumiałem to w ten sposób, że bohaterka z nudów dyktuje w myślach tekst takiego niby-pamiętnika, wyobrażając sobie, że ktoś to przeczyta. (Hmm, własnie przyszedł mi do głowy inny pomysł… Ona mogłaby to naprawdę zapisywać. A powstałe w wyniku tego setki tysięcy pamiętników setek tysięcy zresetowanych kopii jej świadomości stanowiłyby potem dziedzictwo kulturowe cywilizacji, która rozwinęła się z poprowadzonej przez nią Arki…)

 

Co do technicznej kwestii wschodów i zachodów słońca, bohaterka jest cyfrowym umysłem, tak samo jak reszta. Na jej potrzeby funkcjonuje maleńka symulacja rozmiarów biblioteki, a niebo i morze za oknem są tylko dekoracją. (Nie, to nie wynika wprost z tekstu, ale tak to sobie wyobrażam. No i musiałem zmieścić się w Szortalowym limicie 5k znaków, więc skupiłem się na emocjach, a nie technikaliach ;))

Ależ, to są tylko drobne rzeczy i rozumiem, że limit znaków przeszkadza. Ogólnie uważam, że jak na zadany limit świetnie sobie poradziłeś z przekazaniem tego, co miałeś na myśli, a jeśli chcesz znać moje zdanie, to Twój nowy pomysł na setki pamiętników, brzmi znacznie ciekawiej :D

Hmm. Ten tekst mnie nie przekonał. No, leci sobie taka świadomość, wylewa z siebie strumień świadomości, opowiada o sobie… I właściwie niewiele z tego wszystkiego wynika. Nic się nie dzieje, tylko opisałeś sposób zorganizowania wyprawy.

Zaskoczenia na końcu nie było – nie opłacałoby się konstruować/ zabierać na statek świadomości tylko dla jednej nocy, więc spodziewałam się czegoś takiego.

Czy poszczególne wcielenia nie powinny ze sobą współpracować? Jedna noc to o wiele za mało, żeby odkryć regularne wahania jasności gwiazd, IMO.

Babska logika rządzi!

Jest tu niezły pomysł. Krótka forma robi swoje, więc przemyślenia dążą do finału i nie rozwlekają się. Podobnie jak Rosebelle, brakowało mi w kilku punktach co istotniejszych informacji, ale zwalmy to na wymóg długość tekstu ;)

Tak więc koniec końców ukontentował mnie ten koncert fajerwerków. Daję klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Czytało się dobrze, bo opowiadanie jest napisane bardzo porządnie, jednak dość monotonny monolog Nik­ki-Sap­phi­ry-Au­drey okazały się dla mnie niezbyt zajmujące. Obawiam się, że Jedna długa noc nie zaprzątnie mi pamięci na dłużej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie będę oryginalny – podoba mi się pomysł, wykonanie, tematyka, ale nie jestem fanem takich strumieni świadomości. Niemniej, plusów jest więcej, niż minusów i w sumie jest to całkiem przyzwoite SF.

Klik się należy.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Choć jestem antyfanem kosmosu, to właśnie za kosmos kliknę – bardzo ładna przestrzeń rozlała mi się przed oczami.

F.S

Fajny pomysł, bardzo ładne, plastyczne wykonanie. Fakt, taka forma, przy dłuższym tekście mogłaby męczyć, ale Twój szort było w samej raz i nie zdążył znużyć. 

Ogólnie – podobało mi się! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Również nie lubię strumieni świadomości czy też wewnętrznych monologów, jednak ten przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Co do długości – zgadzam się, że są tu pytania z zaledwie sugestią odpowiedzi, jednak to mi również nie przeszkadza. Gdyby ten tekst, w takiej formie, był dłuższy, mógłby stać się nużący. Więc mogę tylko pogratulować, że w tak małej objętości udało Ci się zawrzeć tyle treści i emocji.

Zakończenie wydaje mi się niejasne. Bo kto właściwie leci na tym statku: koloniści, czy “cyfrowe umysły” w różnych kopiach? A jeżeli to pierwsze, to czy oryginał bohaterki także znajduje się wśród owych kolonistów?

Nowa Fantastyka