- Opowiadanie: kerszi - ALE

ALE

Ale – To jest słowo, które często wyrażamy mając jakieś wątpliwości. ALE – to również piwo górnej fermentacji, cenione przez koneserów piwa, w przeciwieństwa do nudnego i nijakiego Lagera. Są jeszcze kobiety Ale. No i zawsze będzie jakieś “ale”, między innymi, że za dużo tutaj w przedmowie “ale”.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

ALE

Atmosfera w pokoju była duszna, ale to nie przez dym z papierosów, bo w czasach Poormana tytoń całkowicie zniknął z tej planety. Nie zachowały się nawet resztki w banku nasion na wyspie Spitsbergen. Duchota była spowodowana przez ślimaki z rodzaju Helix szczekniety. Nazwane zostały tak na cześć owczarka niemieckiego Poormana. To on je odkrył parę late temu. Obok łóżka stało wiadro, a w nim ślimaki. Te mięczaki, których było ponad sto wyszły z wiadra. Ich śluz mieszał się z umytą podłogą i wytwarzał dziwnie niepokojący zapach siarki. W powietrzu oprócz smrodu było też czuć niepokój.

Jednak Poorman mimo wyczuwalnego zagrożenia nie obudził się. Szczeknięty również smacznie spał w swojej koi. Odgłos który wydobywał się z psa przypominał trochę bełkot, a trochę szczekanie. Impreza była udana. Ponad dziesięć misek piwa wypił pies.

Poorman też się nie obudził mimo duchoty i tego, że jego głowa samoczynnie uderzała cztery razy w ciągu sekundy o materac. Ruch głowy jak wiadomo powoduje szyja. Nerwy zaś w szyi Poormana kontrolował czip który był pod czaszką. Był to niestety tańszy model, który w przeciwieństwie do zaawansowanych działał w najprostszy możliwy sposób. Kiedy przychodziła wiadomość do czipa urządzenie wysyłało sygnały do nerwów zmuszając kończynę do ruchu. Nie wiadomo czemu sygnał poszedł do szyi? Wcześniej ręka wybudzona przez sygnały nerwowe budziła uderzając właściciela. Teraz zaś szyja “latała” jak oszalała machając głową. Prawdopodobnie to spowodował jakiś błąd urządzenia. Czip nie był wymieniany ani upgradowany od paru lat. Kolejny z dokuczliwych błędów był taki, że podczas odebrania wiadomości zmysły czucia u Poormana zanikały. Działał tylko słuch.

Po pięciu minutach uderzania głową wydobył się spod niej przeraźliwy pisk. To mięczak wlazł między materac a nią. Te ślimaki miały w otworze gębowym coś na kształt gwizdka. Służył im do porozumiewania oraz ostrzegania się. Ten pisk, niestety ostatni dla mięczaka obudził psa i jego pana.

– Jej, ale szyja mnie boli – jęknął Poorman, po tym jak czucie wróciło. – Ale tu duszno… – I czemu te ślimaki wylazły z wiadra? – zapytał sam siebie, patrząc jednak na czworonoga.

Szczeknięty zrozumiawszy aluzję poszedł po wieczko i nałożył je na puste wiadro. Jego pan popatrzył na niego jak na durnia.

– Ile razy ci mówiłem, żebyś zakrywaj wiadro na noc?! –wrzasnął. – Te cholerstwa są inteligentne i wyjdą, jak będą miały okazję – powiedział już spokojniej.

Zawstydzony pies zdjął pokrywkę z wiadra, a następnie zaczął zbierać ślimaki i je tam wrzucać. Był w tym bardzo dobry. Miał pysk wprost stworzony do łapania po dwa, trzy ślimaki naraz.

Poorman odczytał wiadomość, która wcześniej “kołatała” mu pod czaszką.

“Prosimy o napisanie programu, który zliczy średnie zagęszczenie krów na pastwisku. Dane wejściowe to wymiary pola i liczba krów. Dane wyjściowe to średnie zagęszczenie krów na pastwisku. To już tysiąc dwudziesty czwarty program o który Ciebie prosimy. Jest to “okrągła” liczba więc i będzie zapłata za ten i wcześniejsze programy. /C0WRED”.

Zlecenie było bzdurne, wręcz idiotyczne, ale już się przyzwyczaił do takich dziwactw. Kiedyś napisał program który miał sumować liczby. Haczyk był taki, że jeżeli podanymi liczbami były dwie dwójki to wynik miał być pięć, a nie cztery. Wynikało to z tego, że pewien rodzic, który zlecił napisanie programu, chciał udowodnić nauczycielowi swojej córki, że dwa plus dwa to pięć a nie cztery. Oczywiście to nie przeszło, bo nauczyciel napisał program, który dobrze sumował wszystkie liczby i pokazał rodzicowi.

Poorman był dobry w pisaniu programów. Nie wiedział tylko w jakim języku programowania go napisać. Napisał go w archaicznym Pythonie. Nie na darmo, a w sumie za darmo napisał dziesiątki tysięcy programów różnym osobom i firmom. Kod programu wyglądał tak.

 

“#!/usr/bin/python3

# -*– coding: utf-8 -*-

import os

print('Podaj wymiary pola [m]:')

x = float(input("Długość pola: "))

y = float(input("Szerokość pola: “))

fp = x*y/10000.0

kr = int(input("Ilość krów na polu farmera: "))

print("Przy powierzchni:",fp,"ha\nGęstość populacji krów to: ", (kr/fp), "krowy/ha" )”

 

Kiedy napisał program, to od razu wysłał go do Cowreda. Po dwóch godzinach dostał odpowiedź. “Niestety Python się u nas wykrzaczył. Próba zainstalowania go kończy się niepowodzeniem. Nie możemy uruchomić kodu, który wysłałeś. Prosimy wysłać skompilowany program. Najlepiej w języku C.”

 

Napisanie programu w C zajęło Poormananowi około dwadzieścia minut. Python był stary, ale C to prawdziwy dinozaur wśród języków.

Kod programu wyglądał tak:

 

“#include <stdio.h>

int main (void)

{int x,y,kr;

float fp,pop;

printf("Podaj wymiary pola [m]:\n");

printf(”Długość pola: ");

scanf ("%d",&x );.

printf("Szerokość pola: ");

scanf("%d",&y);

fp=(x*y)/10000.0;

printf(”Ilość krów na polu farmera: ")

scanf("%d",&kr);

pop=kr/fp;

printf("Przy powierzchni: %f ha\nGęstość populacji krów to: %f

krowy/ha\n",fp,pop);

return 0;}”

 

Podczas próby kompilacji wyskoczył komunikat o błędzie. Powodem był brak jednego średnika. Programista poprawił to. Później kod był gotowy do skompilowania i uruchomienia. Poorman już miał wysłać program, ale coś go tknęło, żeby przetestować poprawność działania. Niestety, wyniki nie były zadowalające. Znowu przejrzał kod. Tym razem dokładniej. Wszystko wydawało się dobrze napisane.

Zamiast oczekiwanej liczby sto wyskakiwało minus sto. Skąd ta dziwna liczba i czemu pole jest ujemne? “Odpalił” debuger. Debugował program krok po kroku. Wszystko się zgadzało. To czemu podczas uruchomienia programu jest taki dziwny wynik?

Szczeknięty widząc zmagania swojego pana przynosił mu co chwilę ślimaki w pysku. Poorman nie ruszył ich, nie chciał ich jeść. Tylko gapił się w monitor, jakby siłą wzroku chciał zmusić program do poprawnego działania. Po piętnastu godzinach różnych kombinacji, prób i sztuczek z programem miał dość. Palce go bolały, ledwo widział na oczy. Musiał odpocząć, albo gdzieś wyjść. Wybrał drugą opcję.

– Chodź piesku, idziemy do baru – powiedział zmęczonym głosem.

Psa to bardzo ucieszyło. Dosyć miał przynoszenia ślimaków, których jego pan nawet nie ruszył. Poza tym tak zgęstniało w pokoju, że wszystkim dobrze zrobiłoby wyjście.

Bar “Ziom ALE” znajdował się tylko trzydzieści minut drogi od jego domu. Poorman idąc tam, rozmyślał czemu dobrze napisany program źle działał. Pies nawet ani razu nie szczeknął, jakby czując, że nie wolno przeszkadzać panu.

Przed lokalem była grupa ludzi. Poorman rozpoznał wśród nich swoich znajomych. Byli tam Jacek, Adam, Paweł i Michał z synem. Adam biegał w kółko chcąc zdobyć kawałek pizzy, którą raz trzymał Jacek, a raz Paweł. Rzucali ją do siebie jak piłkę. Adam nigdy nie mógł się zbliżyć do pizzy, żeby ją przechwycić.

– Tato czemu, oni tak się znęcają nad tym panem? – zapytał synek ojca. – Niech mu dadzą pizzę!

– Widzisz synku, ten pan co chce zjeść to Adam. Całe życie nie pracował. Uwierzył Korwinowi, że i tak nie będzie emerytury, więc pomyślał, że po co ma się męczyć? Teraz nie ma za co żyć, musi kombinować. Tych dwóch co bawią się pizzą to Jacek i Paweł. Oni całe życie pracowali i dokarmiali Adama. Dzisiaj mają emeryturę i postanowili się zabawić.

– Pieprzony Korwin – zaklął Adam ledwo zipiąc. – Czemu go posłuchałem?

– Adam! Nie przy dzieciach – krzyknął Michał.

– Jakich dzieciach? Ja widzę tylko jednego dzieciaka – ledwo odpowiedział Adam.

 

Poorman i Szczeknięty nie wtrącali się w tę sytuację. Spojrzeli w stronę baru, a tam na górze świecił się zielony neon z napisem “Ziom ALE”. Odebrali to jako zaproszenie. W środku atmosfera była gęsta, co prawda nie tak jak w ich domu, ale było czuć ciężki klimat. Na środku sali grał swoje przeboje znany zespół “Stare Zasikane Dziady”. to był klasyczny zespół rockowy czyli perkusja, gitara basowa i gitara elektryczna. Śpiewali piosenkę o piwie, którego nie mogli wypić. Poorman zaś miał wrażenie, że podświadomie chcieli wyprosić “kolejkę” od klientów.

Przy ladzie stał barman, na którego mówiono Koorman. Dwa metry za nim były dwie przezroczyste kadzie na piwo. W jednej było widać pełzające po sobie ślimaki. Jakież one miały szczęście, że widziały nie dalej niż na dwa centymetry. Nie zobaczyły tego, kto je skonsumuje. W drugiej kadzi tłoczyły się żaby.

– Co podać? – zapytał barman.

– Piwo – odpowiedział Poorman.

– Ale jakie?

– Zwykłe piwo!

– Niestety, w tym tygodniu mamy tydzień francuski i nie ma zwykłych piw. Mogę zaoferować “Frog ALE” lub “Snail ALE”.

Ślimaków Poorman miał już dość i ostatnio szkoda było mu tych stworzonek, a płazy w zbiorniku były jakieś niemrawe i nie pił jeszcze “Frog ALE”.

– To z żabami poproszę.

Koorman się odwrócił. Podszedł do kadzi, wcisnął przycisk, który dosłownie zelektryzował żaby. Zabulgotało, zaskrzeczało. Po paru minutach wyłączył zasilanie. Podstawił kufel pod kranik. Zaczął się do niego sączyć zielono złoty płyn.

– Świeże “Frog ALE” – wyszczerzył zęby barman.

Poorman jednym haustem wypił całość. Nawet nie poczuł smaku i zapachu.

– Co tak szybko? A gdzie degustacja? Trzy żaby straciły życie! – zbulwersował się Koorman.

– Przepraszam, ale to piwo to lipa!

– To nie lipa, to IPA – odpowiedział barman. – Wkurzyłeś mnie!

– Przepraszam, co mam zrobić, żebyś się “odwkurzył”?

– Szukam wyrazu, który składa się tylko z polskich liter. Znasz taki?

Poorman popatrzył na Szczekniętego. On go wybawiał wcześniej z podobnych sytuacji, a tak naprawdę jego psi czip. To był starszy model, miał za to pewną zaletę, którą była konsola Linuksa i archaiczne programy typu Cat, Grep, Sed, Awk…

Czworonóg zabrał się do pracy. Miał już ściągnięty słownik wyrazów polskich. Wystarczyło tylko wyodrębnić słowa z polskimi znakami. A, że wcześniej pisał małe skrypty to i tym razem sobie poradził. W głowie myślami napisał taki fragment.

 

“cat slowa.txt | grep [ąćęłńóśżź] | grep -v [a-z]”

 

Zadziałało. Pies bezprzewodowo wysłał wynik ze skryptu do czipa Poormana. Po paru sekundach pan owczarka odebrał wiadomość. Tym razem obyło się w normalny sposób. Bez drgawek.

– Znam nawet siedem takich wyrazów – odpowiedział dumnie Poorman. – Łóż, łżą, łżę, żąć, żął, żęć, żółć.

– Kolejka dla wszystkich – krzyknął szczęśliwy barman.

Do lady zbiegli się muzycy. Jednak chcieli wypić piwo.

 

Wracając do domu Poorman cały czas rozmyślał czemu program źle działał. Pobyt w barze pomógł mu zapomnieć o problemie, ale na dużo to się nie zdało. Musiał się z tym przespać. Położył się do łóżka. Śnił mu się wąż, który zjada własny ogon. Obudził się. “Uszkodzony Python” – pomyślał. Przetarł oczy i od razu włączył komputer. Sprawdził program napisany w Pythonie. Tak jak myślał. Działał bez zarzutu. Zaś program napisany w C dalej “sypał” błędami. A jeżeli to kompilator C jest uszkodzony, a nie Python? Ściągnął najnowszy kompilator C, skompilował program, uruchomił. Teraz wyniki się zgadzały. Wysłał program do Cowreda. Po tygodniu przyszły pieniądze za ten i wcześniejsze programy. Niedługo kupi sobie nowy czip. Dla Szczekniętego nie. Nowe nie mają Linuksa, a może się jeszcze przydać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Nie uwiodło, chociaż jakiś pomysł jest.

Szczeknięty ma przerąbane…

Wydaje mi się, że umieszczanie programów w treści tekstu to nie jest dobry pomysł. Większość czytelników ani nie zrozumie, ani się nie zainteresuje…

Interpunkcja niedomaga, czasem zapis dialogu do poprawy.

Bar “Ziom ALE” znajdował się tylko 30 minut drogi od jego domu. Idąc tam rozmyślał, czemu dobrze napisany program źle działał.

Liczby w beletrystyce raczej zapisuje się słownie. Co jest podmiotem w drugim zdaniu i dlaczego bar? Przecinek po “tam”.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam, ale nie bardzo wiem, co Autor miał nadzieję opowiedzieć.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Te mię­cza­ki, któ­rych było ponad sto wy­szły z wia­dra, które stało koło łózka. Ich śluz, który mie­szał się… –> Powtórzenia.

 

Wcze­śniej ręka wy­bu­dzo­na przez sy­gna­ły ner­wo­we bu­dzi­ła ude­rza­jąc wła­ści­cie­la. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Ile razy ci mó­wi­łem, żebyś za­kry­waj wia­dro na noc?! –wrza­snął. –> Brak spacji po drugiej półpauzie.

 

że nie wolno prze­szka­dzać dla pana. –> …że nie wolno prze­szka­dzać panu.

 

Rzu­ca­li ją do sie­bie jak piłką. –> Rzu­ca­li ją do sie­bie jak piłkę.

 

-Tato czemu, oni tak się znę­ca­ją nad tym panem? –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

– Adam! Nie przy dzie­ciach – Krzyk­nął Mi­chał. –> – Adam! Nie przy dzie­ciach – krzyk­nął Mi­chał.

 

Przy barze stał bar­man… –> Niby normalka, ale brzmi to nie najlepiej.

 

Te z ża­ba­mi po­pro­szę. –> To z ża­ba­mi po­pro­szę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kto znalazł ślimaki? Poorman czy pies Poormana? Absurd to trudna konwencja. Wydaje się, że wystarczy wrzucić mnóstwo absurdalnych elementów i gotowe. Nic z tego. Całość musi mieć ręce i nogi, nie może być przekombinowana. Moim zdaniem tu coś nie wyszło. Humor jest nużący, a w tekście nie widzę większego sensu.

Finkla: te “30” mi umknęło. Programy są króciutkie i małym dodatkiem.

Ocha: Slimaki miało być że “odkrył”. Odkrył je pies, skąd wynika ich nazwa. Nie wiem czemu napisałem znalazł?

Regulatorzy: Ogólny sens jest taki, że bohater zmagał się z problemem i na końcu go rozwiązał przypadkiem.

Dziękuję Wam za wszystkie uwagi.

 

Kerszi

Przyjmuję do wiadomości, Kerszi, ale szkoda, że oplotłeś tę sprawę treścią, skutecznie utrudniającą mi zauważenie czegokolwiek.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja przeczytałem i zgadzam się z większością opinii. 

Nie wiem o co chodzi w tym opowiadaniu. 

A gdy przeczytałem opinie i wiem o co chodzi nie wiem czemu ma to służyć. 

Popieram regulatorzy.

Dalekopatrzący: Może bardziej dla informatyków będzie zrozumiałe, chociaż też jest parę elementów dla smakoszy piwa. Dzięki za opinię.

Kerszi

Problematyka “darknetu” nie jest mi obca, podobnie jak kwestie piwa ;)

Trzymam kciuki za dalsze pisanie Twoje.

Pojawił się pomysł, ale wykończony został wykonaniem. Zdania brzmią dziwnie nieporadnie, mocno proste. Sporo powtórzeń, do tego interpunkcja nie raz i nie dwa niedomaga. Do tego tagu “absurd” tu w ogólnie nie czuć – kiedyś Śniąca napisała, że powinien być celny, tutaj w ogóle go nie wyczułem. No cóż, bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan: Przeczytałem setki, a może tysiące opowiadań, ale nigdy nie patrzyłem na ich stronę techniczną, tylko fabularną i to był mój błąd. Tym razem inaczej na to spojrzę. Dzięki za konstruktywną opinię.

Kerszi

Nowa Fantastyka