- Opowiadanie: adanbareth - O Przeklętej Rzyce i Wąpierzu, co to się w niej utopił

O Przeklętej Rzyce i Wąpierzu, co to się w niej utopił

Achoj! Kto się nie boi wąpierzy? 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

O Przeklętej Rzyce i Wąpierzu, co to się w niej utopił

Przez pustynię przepływała rzyka, no i ta rzyka była przeklęta. Normalnie przez pustynię nie przepływają rzyki, ale ta przepływała i dlatego była przeklęta. Ludzie mawiali, że kto raz do niej wnijdzie, ten już nie wynijdzie, co było prawdą, bo jak człowiek wlazł, to się utopił – no bo kto normalny na pustyni umie pływać?

 

No więc na pustyni była Rzyka, i ta Rzyka była przeklęta.

 

Na pustyni była też wioska, a w tej wiosce mieszkali Ludzie Pustyni. Owi Ludzie Pustyni wcale nie nosili turbanów, tylko przepaski biodrowe i pióropusze, bo to był inny rodzaj pustyni. Ale jeździli zato na wielbłądach. Mieszkał w niej, to jest w wiosce, a nie w pustyni (ale jednocześnie w pustyni też, bo wioska była na pustyni), nasz bohater, który wcale nie był wąpierzem, bo niby czemu miałby nim być?!

 

Bohaterowi na imię było Łeb Jak Skała Taki Twardy, wcale nie dlatego, że był głupi czy coś, ale jak skała, taki twardy był. A że głupi, to w ogóle nieprawda, bo na swój sposób to chytry się wydawał współplemieńcom, gdyż zawsze jakimś cudem zdobywał najsmaczniejsze wnętrzności upolowanych parzystokopytnych. Nie wszystkim to co prawda się podobało, więc niektórzy próbowali dać mu to do zrozumienia gdzieś w Ciemnym Zaułku, ale wtedy to się o tej jego twardości przekonywali, no i potem to już go tolerować musieli, nie ma przeprość.

 

A więc Łeb Jak Skała Taki Twardy Był mieszkał w wiosce nad brzegiem Przeklętej Rzyki. I na tym w zasadzie mogłaby się skończyć nasza historyja, jakoż Łeb szczególnie porywającego życia pomiędzy jedną soczystą wątrobą a drugim agresywnie głodnym zazdrośnikiem szczególnie nie miał. Ale wtedy – WTEDY – nad Rzyką pojawił się wąpierz. I to nie byle jaki wąpierz, ale Wąpierz, bo go nikt nie widział i jego imienia nie znał. Nazywano go więc Wąpierzem, co by nikt nie miał wątpliwości, co on za jeden.

 

No więc któregoś razu Ludzie Pustyni wybierali się na polowanie. Ktoś mógłby zapytać, po co polować, skoro zaraz obok Rzyka, ale że była przeklęta, to nikt w niej nie łowił i ludzie się bali, jakie to potwory i strzygi w niej pływają – i to może w ogóle prawda jest, że Wąpierz to wylazł z Rzyki. A zresztą, dla nieucywilizowanych wszystko, co pływa, to nieczyste i przeklęte – Rzyka dowodem.

 

I wybierali się na to polowanie. Zebrała się kupa mężów i chłopów na schwał, tak mięśniastych, że aż ich bicepsy w pustynnym słońcu błyszczały niczym coś bardzo błyszczącego. Z nich zaś najbardziej błyszczały bicepsy Łba. Na umówiony znak herold wyszedł na środek wioski i coby rozpocząć polowanie, zadął potężnie w róg. Ale nim jedna porządna nuta wyszła z rogu, oczy wytrzeszczyły się heroldowi z oczodołów, z szyi wyprysła krew, a zwalisty mąż zwalił się na ziemię, a że był zwalisty, to huk powstał, jakby się zwalił nie jeden, a dwóch. Naraz cała zbieranina utworzyła się wokół trupa. Przestudiowano zwłoki i orzeczono bez wątpliwości, że to musi być robota jakiegoś wąpierza. "Ale skąd wąpierz na pustyni? Tożtoby go zara słońce na wióra wypaliło" – odważył się zasugerować jeden umiarkowanie rozsądny, ale go zaraz zagłuszyli, bo to ludziska najbardziej na świecie przecież panikować lubieją. Tak ogłoszono, że wioskę nawiedził Wąpierz, co to w szyje się wsysa, chadza niewidzialny, a najbardziej lubi żywić się panienkami, co oczywiście wszyscy wiedzieli, chociaż żadnej panienki jeszcze nie tknął (a przynajmniej żadna się nie przyznała). 

 

Postanowiono więc Polowanie na Wąpierza. Ponieważ pustynia należała (poza Ludźmi Pustyni) do tych bezludnych, okrąg podejrzenia zawęził się (o ile to możliwe, bo ostatecznie nie ma czegoś takiego, jak wąski okrąg) do mieszkańców wioski. Każdy był podejrzany i każdy podejrzewał, i każdego podejrzewano, również o to, że podejrzewa, m.in to, że jest podejrzewany. Takie zagęszczenie podejrzeń doprowadziło w końcu do schizofrenii najtwardszych wojowników. 

 

Należało położyć temu Koniec, w którymż to celu ucieczono się do tradycyjnej metody wykrywania wąpierzy jeszcze z czasów praojców, co to dla odmiany mieszkali na lodowej pustyni – topienia w rzece, to jest w tym wypadku w Rzyce. 

 

Wiadomo jednak, iż wielce niehumanitarnym byłoby wrzucanie ludzi jak popadnie do Rzyki – toż to istne barbarzyństwo i w ogóle ciemnogród jakiś. Zgodnie z zasadami demokracyji przeprowadzono więc głosowanie. Każdy Człowiek Pustyni mógł oddać jeden głos na osobę według niego najbardziej Podejrzaną. Wszystkie cywilizowane procedury zostały więc zachowane i nie było najmniejszego powodu, by wątpić w Słuszność wyroku. 

 

Jak więc przypuszczasz już zapewne Czytelniku, do Rzyki postanowiono wrzucić Łba. Dlaczego? Anobo jako główny bohater był już wystarczająco podejrzany, co by tu jeszcze nie wspomnieć o jego podbojach żołądkowo-jelitowo-wątrobowych, które nomen omen i nota bene doprowadzały innych mężczyzn do bielszej gorączki niż gdyby Łeb im żony pałaszował jedna po drugiej niby te wątróbki. Wiadomo, że o sile mężczyzny świadczy nie, ile ma kobiet, ale ile potrafi upchnąć w żołądku.

 

Wrzucono więc Łba demokracyjnie do Rzyki, a że był Jak Ta Skała Taki Twardy, to i jak ta skała szybko poszedł na dno. I na tym moglibyśmy zakończyć naszą historyję, skoro uśmierciliśmy głównego bohatera, ale został nam jeszcze tytułowy, no a ktoś mógłby zapytać, co z wąpierzem???

 

No więc, jakoże pierwszy podejrzany okazał się niewinny, ludziska mocno się zasmuciły i uczciły pamięć Łba minutą kłótni, o to, czyja to była wina. No a potem przeprowadzono kolejne głosowanie. Tym razem jego ofiarą został pan geolog, co to przybył do wioski z Daleka (tj zza siedmiu wydm i siedmiu barchanów) w celu przeprowadzenia badań geologicznych. A ponieważ był Cywilizowany, bo przybył z Daleka i Zzagranicy, to nie utopił się, ale z nurtem popłynął.

 

I tak Ludzie Pustyni uznali, że pozbyli się wąpierza, bo go przecież zabrała Rzyka, z której wylazł, więc sprawiedliwości stało się zadość, co z tego, że kosztem głównego bohatera. 

 

Ale tak naprawdę, to geolog wcale nie był Wąpierzem (suprise!), bo nosił sztuczną szczękę. In realitius Wąpierzem było wielbłąd, co to na nim pan geolog przyjechał i go dał Ludziom Pustyni w prezencie, to jest jako haracz, a ponieważ darowanemu wielbłądowi nie zagląda się w zęby, to nikt nie zaglądał i go nie podejrzewał. A gdzie potem zniknął to nie wiadomo, pewnie wrócił do Rzyki, jak przeczuł, że jego też mogą do Rzyki wrzucić.

 

No i w zasadzie, to nie wąpierz utonął w tej Rzyce, ale przecież utonął conajmniej jeden człowiek, więc Czytelnik powinien być usatysfakcjonowany.

Koniec

Komentarze

Ludzie mawiali, że kto raz do niej wnijdzie, ten już nie wynijdzie, co było prawdą, bo jak człowiek wlazł, to się utopił – no bo kto normalny na pustyni umie pływać?

Chłodna logika tego myślenia poraża mnie i oświeca jak knot w ciemnościach!

odważył się zasugerować jeden umiarkowanie rozsądny, ale go zaraz zagłuszyli, bo to ludziska najbardziej na świecie przecież panikować lubieją.

I kolejna mądrość Mędrca, tudzież twórczyni owego opowiadania!

Każdy Człowiek Pustyni mógł oddać jeden głos na osobę według niego najbardziej Podejrzaną. Wszystkie cywilizowane procedury zostały więc zachowane i nie było najmniejszego powodu, by wątpić w Słuszność wyroku. 

Czy ktoś może wysłać to opowiadanie Kaczyńskiemu? Albo Ziobrze?

więc Czytelnik powinien być usatysfakcjonowany.

Jestem. Chylę czoła.

 

Ale teraz na poważnie. Co za zwrot akcji! Uśmierciłaś głównego bohatera, wbrew wszelkiej logice i ku mojemu dogłębnemu zaskoczeniu! Toć ty piszesz awangardę, przecierasz nowe literackie szlaki! Wieszczu… o pardonsik, równouprawnienie… Wieszczko moja!

Ale to nie wszystko! Pozwoliłaś wiąpierzowi uciec!!! Teraz nie będę spał po nocach, głowiąc się nad niesprawiedliwością świata i poddając w wątpliwości istnienie bogów (tudzież Boga)!!!

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Poziom tego tekstu jest doprawdy żałosny… (switch) o jake fajne, ale oco w zasadzie sie rozhodzi??… (switch) a poza tym, akcja zupełnie nielogiczna…. (switch) muj kosmiczny mózg hyba tego nie ogarnia do końca xd… (switch) główny bohater wcale nie jest taki… (switch) i w ogule to misie podoba nawet.

 

(Jako że ten tekst jest, w mojej opinii, idealnie wyśrodkowany – pomiędzy grafomanią a nie-grafomanią – także i moja recenzja musiała być oscylująca :D )

Precz z sygnaturkami.

Superowy test! Bardo dokładnie wszystko złuszczyłaś, jestem napełni ona satysf akcją. Myk z zabić ciem główne ego bohatera Ali nie tytułowego jest gen halny. A wą pierza to się na prawdę nie spodzie wała m tam gdzie go umiejscowiłaś. Zacne opoko ci wyszło.

Babska logika rządzi!

Podoba mi się nawet dosyć pomysł wyprowadzenia opowieści na bezludną zazwyczaj pustynię, ale tu zaludnioną pewną wioską, w dodatku w okolice cieku wodnego, tak niespodziewanego w tych okolicach, że wręcz zaskakującego. Bohaterów, a w szczególności tego głównego Łba przedstawiłaś z należytymi rewerencjami i taktownym umiarem, a nawet pana geologa, co się był pojawił chyba niezapowiedziany, a zamęt wprowadził przez swojego wierzchowca, co raczej przez to czym był, nie był wielbłądem, a raczej natury wielobłędem, w dodatku chyba nie był powinien się nazywać Wąpierz, a z racji powątpiewania w niego, chyba Wątpierz.

Zdawanie mam też takie, że jak na moim guście się okazało, to zobaczyłam chyba prawie całkiem za dużo czerwonych powygibanych wężyków pod słowami będącymi opowieścią.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zagadka wąpierza wciągnęła mnie niczym pustynne bagna. Świetny główny bohater, choć trochę fajtłapa, bo utopił się na pustyni. Cześć mówiąca o podejrzeniach sprawiła, że zagryzałem palce niczym wielbłąd liście palmy.

Nowa Fantastyka